Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#szkola

GURU

w Ciekawostki

44piorunów

Co sądzicie o dziennikach elektronicznych?

"Za moich czasów" wprowadzono mi taki dopiero pod koniec technikum, równolegle z dziennikiem fizycznym - ile to było zabawy, żeby go psuć to tylko ówcześni admini wiedzą, ale jako klasa IT udawało nam się psocić czy to na poziomie komputerów, sieci szkolnej czy blokowania kont nauczycieli, ale tym razem nie o tym ;P

Tym razem o tym, że mam tam konto jako rodzic, a nie jako pełnoletni uczeń i muszę powiedzieć, że jest to wygoda, ale głównie dla nauczycieli, pozorna wygoda dla rodziców, a dla dzieci dodatkowy powód do stresu i jednocześnie 'rozleniwiacz'.

Z perspektywy ucznia przede wszystkim lipa, ponieważ wszystkie drobne przewinięcia widać jak na dłoni, ja mam co prawda lvl wczesnoszkolny dopiero, ale pamiętam jeszcze jak sam byłem uczniem i pojedyncze występki jak spóźnienia czy gorsze oceny można było jeszcze uratować, a ewentualne konsekwencje odsunąć w czasie (warto było uciec z lekcji z tą Kaśką z gimnazjum - niczego nie żałuję) - teraz takie dziecko nie zdąży jeszcze do domu wrócić, linii obrony przygotować, a starzy już wiedzą..

Ja mam raczej luźne podejście do oceniania w szkole, ale pamiętam rodziców innych uczniów, którzy za nieobecności czy dosłownie pojedyncze słabe oceny wpadali w furię i na różne sposoby dzieci karali choćby zakazami.
Przecież dzieciak z despotycznymi starymi z takim narzędziem w rękach to ma dopiero przesrane jak coś 'odwali'.

Ale nawet nie to uważam za najgorszą konsekwencję - najgorsze jest to, że pozbawiamy dziecka możliwości kreatywnego pokonania problemu, czyli naszego swojskiego kombinowania i nie mam tu na myśli oszukiwania, a po prostu osobiste interakcje z innymi ludźmi i naukę załatwiania problemów bez udziału rodziców.
Teraz coś się stanie - "trudno, rodzice i tak już wiedzą, i nic na to nie poradzę" ¯\\(ツ)/¯

Drugim problemem jaki zauważam, który ma konsekwencje i dla ucznia i dla rodzica - jest informowanie o wszystkich 'potrzebach' bezpośrednio rodziców, a nie ucznia (pic rel). Na pierwszym zebraniu usłyszałem, że to dlatego, że dzieci nie są odpowiedzialne i po prostu zapominają - no żodyn by się nie spodziewał, ale jak mają się tej odpowiedzialności nauczyć, skoro nauczyciel im nie powie, nie każe zapisać, nie da na karteczce, że mają coś przynieść, tylko napisze wiadomość o losowej porze, a rodzic spakuje to po prostu do plecaka? Przerzucenie odpowidzialności na rodzica i całkowite zdjęcie obowiązku z dziecka.

Dni szkolnych mamy dopiero 10, a ja wiadomości od nauczycieli już 15 (╯°□°)╯︵ ┻━┻ I nie wliczam do tego komunikatów dyrektora i sekretariatu..

Powyższe umiejętności - radzenie sobie z problemami, odpowiedzialności i konsekwencji za własne działania - to moim zdaniem umiejętności, które szkoła powinna rozwijać - równie ważne, a może nawet ważniejsze niż sucha wiedza otrzymywana na lekcjach.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Fenomen

w Hydepark

85piorunów

Opowiem trochę o ciężkim okresie szkolnictwa podstawowego, w którym miałem okazję uczestniczyć w okres przypadający na wczesne lata 90.

W tamtejszej rzeczywistości nie analizowało się poziomu nauczania w placówkach, po prostu stawiano na rejonizację i wszystkie dzieciaki z danego osiedla uczęszczały do tej szkoły, która przypisana była do nich z uwagi na miejsce zamieszkania. Dla moich starych, jak również dla rodziców pewnie większości pozostałych dzieciaków - szkoła była szkole równa, przez co tym sposobem trafiłem w miejsce, które obsadzone było dość obficie przez lokalną patologię.

Jakby mało było tego, że w tej podstawówce uczyły się dzieci z dysfunkcyjnych środowisk, pociechy z cygańskich rodzin zamieszkujących znajdujące się niedaleko baraki, to ktoś decyzyjny uznał, że świetnym pomysłem będzie zorganizowanie w tejże placówce programu OHP. Nie wiem jakie były naiwne założenia tej inicjatywy, ale z naszego punktu widzenia wyglądało to tak, że brali takich kompletnych degeneratów, którzy nawet szkoły podstawowej nie potrafili ukończyć, zbierali ich do kupy z całego miasta i próbowali wyedukować ich do zawodu, który nie wymagał myślenia wychodzącego dalej niż wykonywanie prostej, powtarzalnej czynności. Były to zatem osoby przyuczane do pracy w cementowni lub innych, podobnych instytucjach, gdzie trzeba było po prostu machać łopatą lub przekładać rzecz z jednego miejsca na drugie. Dlaczego zdecydowano się robić to w szkole podstawowej? Dobre pytanie!

Jak się kończyło wymieszanie dzieci wraz z osobami, które mają poważny problem z agresją, emocjami, logiką i kulturą, można sobie wyobrazić.

Ohapowcy oczywiście imponowali swoim zepsuciem niektórym dzieciakom, które za wzór stawiały sobie bycie gitem, więc patologia niczym wirus rozprzestrzeniała między szkolnymi ławkami i nieprzyzwoite zachowania pojawiały się także wśród tych normalniejszych uczniów.

Największym problemem było ryzyko wpierdolu. Widmo dostania w ryj wisiało w powietrzu praktycznie ciągle. Twarz wyklepaną można było mieć z byle powodu. Bo się na kogoś popatrzyło, bo się szło za wolno lub za szybko, bo plecak miałeś za bardzo czerwony. Ciągłe zaczepki, plucie na innych, zastawianie drogi, walenie z bara przy mijaniu się to był dzień powszedni. Szkoła nie stanowiła bezpiecznej przestrzeni, bo nigdy nie wiadomo było gdzie natkniesz się na agresora. W kiblu, na boisku, na korytarzu, w szatni - a także w drodze do domu, trzeba było mieć oczy z każdej strony i konieczne było strategiczne omijanie miejsc, w których zbierały się oprychy. Do tego to były czasy, kiedy nie było żadnej ochrony na wejściu, więc do budynku szkoły wejść mógł kto tylko chciał, co zachęcało znajomków młodych gangusów do odwiedzin. Czasami dzieciaki otrzymywały od rodziców jakieś drobne, aby kupić sobie drożdżówkę lub jakiś napój. W szkole sklepiku nie było, trzeba było wyjść poza jej teren. Najkrótsza droga do delikatesów była rzecz jasna obstawiona przez szkolnych zakapiorów, którzy kasowali kasę przeznaczoną na zakupy. Trzeba było chować do buta lub w majty i potem płacić zmiętolonym, zawilgoconym banknotem o nominale 10 000zł.

Nie tylko gotówki uczniowie byli pozbawiani. Normą było zabieranie plecaków lub koszulek. Był to czas, kiedy popularność zyskały tshirty z grafikami zespołów heavy metalowych lub punkowych (wiadomo: czachy, pentagramy - takie rzeczy jarają dzieciaki) a także kurtki typu flek - z pomarańczową podszewką. Plecaki typu kostka lub worki na sznurku a także inny "mercz" to był towar przechodni i nawet jeśli jednego dnia to ja miałem koszulkę Pantery lub Guns'n'Roses, to kolejnego dnia paradował w niej już ktoś inny, a ja wracałem do domu z gołą klatą. Czasami patusy jeszcze próbowały zachowywać resztki "przyzwoitości" i np. pytali o skład zespołu lub dyskografię (że niby nie było się godnym noszenia koszulki, jeśli nie było się zagorzałym fanem), ale często także po prostu grożono piąchą lub nożem sprężynowym i tyle było rozmowy.

Pozwolę sobie przytoczyć jedną z sytuacji:
Wracałem z kolegą pieszo do domu, gdy nagle coś pociągnęło mnie do tyłu. Przede mną stał wyższy o dwie głowy typ, któremu towarzyszył kolega z mojej klasy. Na nic zdała się ta znajomość, bo podejrzewam, że sam był lekko wydygany i robił wszystko, co mu ten większy rozkazał.
~ Ściągaj kostkę!
Ja wtedy nie wiedziałem nawet że ten plecak się tak nazywa "fachowo".
~ Co? - odpowiedziałem
~ Chujów sto, nie będziesz jej miał.

Jakoś złączyłem kropki, zacząłem powoli ściągać, po czym koleś wziął ją i rzucił przez ogrodzenie znajdującego się obok domu. Potempo prostu odszedł mówiąc, że "i tak ch⁎⁎⁎wa była". Musiałem pukać do obcych ludzi i pytać czy mogę swój plecak wyciągnąć z ogrodu, bo mi ktoś go tam wrzucił. To była jedno z takich łagodniejszych spotkań.

Innym razem, wychodząc z sali lekcyjnej, przy otwierani drzwi, zahaczyłem nimi o leżący na korytarzu plecak. Koleś do mnie podskoczył, jedyne co powiedział to "k⁎⁎wa!" i oczywiście zbliżył groźnie swoją twarz do mojej, jakby nie wiem, chciał się pocałować czy coś. Ja na to odparłem "sorry" - no nie dało się otworzyć drzwi nie trącając torby, która leżała centralnie przed nimi. Na co typ odpowiedział "K⁎⁎WA!" dwa razy głośniej. Ominąłem go i uciekłem. Takie były standardy komunikacji z tymi jednostkami.

Tacy co się nie umieli bić, to wcale nie byli lepsi. Normą było "nasyłanie" kogoś na kogoś innego. Co ciekawe, patusy nasłani na kogoś, lali go nierzadko pro bono, nie prosząc o żadną zapłatę. Ten kto miał możliwość nasłania, określany był jako "posiadający znajomości". Posiadanie znajomości było dla przetrwania podbazy równie ważne, co zdawanie do następnej klasy.

Kończę tą przygnębiającą historię, nieco bardziej komicznym wydźwiękiem.

Tyle ile widziałem rysunków penisów w tamtych czasach, to chyba nigdy więcej w życiu tyle nie przewinęło się przed moimi oczami. Siurami były pokryte ławki, krzesła, pojawiały się one na ścianach - no po prostu był to nieodłączny motyw, towarzyszący każdej czynności. Szedłeś do kibla z drzwi kabiny patrzył wielki fiut narysowany markerem. Siedziałeś podczas lekcji cały czas posuwała cię od tyłu fujara narysowana na siedzisku krzesła. Jak się spóźniłeś, to w szatni pozostawał tylko wieszak z narysowanym nad nim ogromnym prąciem i dopiskiem "tu kurtkę wiesza c⁎⁎j". K⁎⁎⁎sy były rysowane, malowane sprejem, wydrapywane w tynku - a jak już brakło weny plastycznej, to wykrzykiwane były na korytarzu podczas ciszy panującej w trakcie lekcji.

Jak to się ma do czasów współczesnych? Czy dzisiaj dzieciaki są bardziej bezlitosne, mając w ręku oręż w postaci social mediów? Nie wiem, nie mi to oceniać, ale faktem jest, że każde pokolenie miało własne demony.

Pokaż więcej komentarzy (27)

Fanatyk

w Pracbaza

125piorunów

Mój lekarz stwierdził, że dobrym pomysłem byłoby, żebym poszła na roczny urlop dla poratowania zdrowia.

Dostałam dwa tygodnie L4 z przykazaniem, żeby się nad tym głęboko zastanowić.

I poszłabym, ale w szkole takie rzeczy to się załatwia w maju, kiedy zaczyna się ruch kadrowy i nauczyciele zaczynają szukać nowych posad. Teraz najprawdopodobniej nikogo nie znajdą i przez rok nie będzie w szkole bibliotekarza.

Zostawię moje dzieci na cały rok, nie będą miały nauczyciela japońskiego i nie pojadą na żaden konkurs, nie będą miały też gdzie się schować w trudnych chwilach.

A ja dostanę tylko gołą pensję, bez żadnych nadgodzin, czyli w okolicach najniższej krajowej.

No i nie wiem co robić.

Fanatyk5piorunów

@KatieWee od kiedy zmieniłem swoje podejście do życia, wiem że najważniejsze są miłość i zdrowie. Pieniądze są ważne ale umiejscowione gdzieś dalej.

Dodatkowo staram się kierować nową maksymą: nie zesraj się, czyli po prostu się za mocno nie stresować.

Z całego serduszka kibicuję Ci żebyś wybrała zdrowie. Popiszesz sobie na hejto, podglądasz filmy, poczytasz, złapiesz dystansu a dzieciaki i tak będą żyć dalej. A może właśnie dorwą kogoś ciekawego na zastępstwo, tego nie możesz być pewna.

Zdrowia i miłości.

Pokaż więcej komentarzy (42)

Kosmonauta

w Hydepark

6piorunów

Wróciłem po kilku latach z emigracji i pomyślałem że pod tagiem będę pisał o różnych patologiach polskiego systemu szkolnictwa i nie tylko na podstawie obserwacji i porównań, o pozytywach nie będę pisał ( jest ich bardzo dużo!) bo jako rasowy Polak lubię głównie narzekać :slightly_smiling_face:

Byłem właśnie na 3 zebraniach trojga dzieci i udało mi się spisać listę wszystkich składek, skladeczek, zbiórek i innych tworów i powstała taka lista (najpewniej niekompletna):

Składka na podręczniki dziecko 1 (przedszkole)

Składka na radę rodziców dziecko 1

Składka na wydatki grupowe dziecko 1

Składka na chusteczki grupowe dziecko 1

Składka rada szkolna dziecko 2

Składka rada klasowa dziecko 2

Składka pomoce świetlicowe dziecko 2

Składka na szkolny klub sportowy dziecko 2

Składka rada szkolna dziecko 3

Składka rada klasowa dziecko 3

Składka na szkolny klub sportowy dziecko 3

To co wyżej nie uwzględnia “normalnych” wydatków szkolnych w stylu opłaty za obiady, wycieczki szkolne i zajęcia dodatkowe których nie uważam za patologiczne.

Jak wy to wszystko ogarniacie? :open_mouth:

Fanatyk2piorunów

@mati3654 nie uwazam zeby to była patologia.

Trudno żeby do świetlicy czy klubu sportowego dokladaly sie dzieci które na nią nie chodzą. To ze jest osobno składka szkolna i klasową to tez wiadomo.

Te chusteczki mogliby ze składki grupowej spokojnie zrobić.

Osobistość3piorunów

Polska szkoła jest niedofinansowania, stąd te zbiórki. Jasne, że można się na nie wkurzać i nie płacić (jak najlepiej by robił @AdelbertVonBimberstein ), ale koniec końców to nasze dzieci nie będą miały czym rąk wytrzeć po malowaniu farbami lub nie dostaną czekoladowego Mikołajka na święta, więc się płaci. Bo jasne, że to szkoła powinna zapewnić chusteczki, mydło i papier do drukarki, ale nie zapewnia, bo nie ma z czego i albo rodzice zrobią ściepę, albo w łazience nie będzie mydła i papieru toaletowego (jak to było w mojej podstawówce) 🤷

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Hydepark

248piorunów

Boczne wejście do szkoły. Madki jakby mogły to by do szkoły wjechały, bo się brajanek jeszcze zmęczy.

Samochód w leasingu. Szkoła nr 5 słocina

Pokaż więcej komentarzy (45)

Fanatyk

w Hydepark

19piorunów

Eh... wróciłbym czasem do czasów podstawówki. Szkoła tysiąclatka, więc typowa do jakiej chodziła większość dzieci i na dobrą sprawę chodzi do dziś, bo te szkoły nadal swoją funkcję dzielnie pełnią. Liceum wspominam raczej źle, ale podstawówka była po prostu fajna. Udało mi się dobrze trafić jeśli chodzi o klasę i chyba w ogóle o szkołę. Pamiętam dyskoteki na których oczywiście królowały piosenki o tajemniczym coco jambo, który jaja je, ale dla równowagi pozwalano nam też odpalać Nirvanę, Green Day, Sex Pistols... Uwielbiałem lekcje historii, polskiego, geografii, które prowadziły na prawdę fajne nauczycielki. Do dziś uważam, że zainteresowanie historią rozpaliła we mnie właśnie "facetka od histy", która opowiadała nam nie tylko o tym, co w podręczniku, ale też mówiła np. o historii lokalnej, zachęcała nas o tzw. wychodzenia poza ramy. Prawdziwym rajem był dla mnie czas klas 6-7, bo wtedy wszedłem w skład redakcji gazetki szkolnej, gdzie dano mi po prostu wolną rękę i mogłem sobie pisać o czym chciałem a nie tylko o tym, że klasa 6 b była na wycieczce w Wieliczce a za tydzień będzie apel organizacyjny na sali gimnastycznej. Z przyjemnością wracam myślami do chwil kiedy robiliśmy jakieś wygłupy. Pamiętam, jak mój kumpel Piotrek genialnie parodiował zachowania nauczycielki geografii, a ona patrząc na niego mówiła "Piotrek czy ty się z kogoś śmiejesz?". W świetlicy graliśmy godzinami w Monstrum, albo rozstawialiśmy stół do piłkarzyków a w holu obok szatni zawsze stał stół do ping-ponga. Anektowany niestety przeważnie przez uczniów ósmych klas. Zresztą przy tym stole nasz pan od WF-u doznał druzgocącej porażki w meczu z jednym ze szkolnych asów sportowych (do dziś pamiętam, że chłopak miał ksywkę Boban). Po tej przegranej WF-ista powiedział "to dlatego, że byłem nierozegrany" 😉 Weszło to na lata do naszego słownika i nawet jak już jako dorosłe chłopy graliśmy w coś z kumplami i ktoś przegrywał to mówił "byłem nierozegrany". Mimo, że byłem mocno introwertcznym dzieciakiem, to miałem sporo kumpli a ich rozrzut był szeroki od klasowych kujonów po łobuzów. Do dziś pamiętam jak jeden z nich przyszedł do szkoły z nożem sprężynowym i argumentował naszej wychowawczyni, że "to do samoobrony proszę pani". Oczywiście pamiętam też koleżanki, w tym moją szkolną miłość Olę i rok starszą Sylwię w której kochał się chyba każdy chłopak w szkole. To były piękne czasy, nie zapomnę ich nigdy...

Fanatyk4piorunów

Szkoła za komuny naprawdę musiała być fajna że tylu ludzi dobrze ją wspomina. A przecież tam nauczyciele bili dzieci xD

Z drugiej strony pokolenie urodzone już w III RP jeszcze jest za młode żeby tęsknić za szkołą, chociaż moja mama już w podobnym wieku mówiła "zobaczysz, jeszcze zatęsknisz za szkołą".

Z mojej perspektywy zdarzały się fajne dni i miłe wspomnienia ze szkoły, ale nawet gdyby wszystkie lata szkolne były takie jak te fajne dni to czy bym chciał wrócić? No absolutnie nie, jako dorosły mogę więcej i więcej ode mnie zależy. Nie zamieniłbym tego na powrót do szkoły.

A gdybym mógł cofnąć się w czasie to wiadomo że tylko i wyłącznie po to, by kupić bitcoiny xD

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Wiadomości Polska

5piorunów

Wolne etaty w szkołach. Oto, jakich nauczycieli brakuje najbardziej

Nauczyciel współorganizujący kształcenie oraz nauczyciel wychowania przedszkolnego – to właśnie ofert pracy na te stanowiska jest obecnie najwięcej. Pod koniec sierpnia liczba wszystkich ofert pracy dla nauczycieli przekroczyła 6 tysięcy. Ministerstwo Edukacji Narodowej udostępniło dane na temat

Kosmonauta

w Hydepark

35piorunów

Dopiero co zaczął się rok szkolny a na grupach rodziców prawie że nastolatków:

* po 2 dniach szkoły zadawanie pytań o zdjęcia notatek (k⁎⁎wa, jakich notatek, z lekcji organizacyjnej? :o).

* gównaburza o wszystko co możliwe: Frania nie dostała zupy i deseru, czy ktoś jeszcze miał taki problem, trzeba wnieść skargę na firmę cateringową

* skarga do dyrektora na nauczyciela bo informacje poszły na whatsappie a nie na librusie

* narzekanie rodziców że dostęp do librusa dostaną dopiero w 5. dniu szkoły i jak tu żyć przez te 4 dni!?

Jako że wróciłem z zagranicy gdzie mój kontakt ze szkołą był bardzo sporadyczny a z rodzicami na grupie głównie umawialiśmy się na kawę co 2-3 miesiące mam pytanie, czy to jest normalne czy trafiłem do bardzo dziwnego towarzystwa? (Warszawa, szkoła publiczna)
I czy tylko ja mam wrażenie że oprogramowanie typu librus do śledzenia każdego ruchu dziecka to jakiś rak polskiego szkolnictwa ostatnich lat?

Fenomen5piorunów

tak, rodzice są pie⁎⁎⁎⁎⁎ięci. nie mają chyba swojego życia, znaczy życie zamienili na tresurę młodego. plus połowa to się napierdala regularnie w lidl mma, o crocsy czy inne promki, czyli czaisz ten typ człowieka

ja tam mam spokój, bo baba chodzi do szkoły - a ona jest naprawdę ze dwa lewele wyżej w pierdolnięciu od tych ludzi, to i ona ma spokój

Pokaż więcej komentarzy (14)

Lider

w Hydepark

22piorunów

Ojojoj jaka straszna jest ta dieta planetarna, ojojojoj

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Wiadomości Polska

10piorunów

Badanie PISA 2025. Polscy uczniowie w czołówce UE

We wszystkich trzech obszarach objętych międzynarodowym badaniem PISA 2025 wyniki polskich 15-latków są powyżej średniej dla 38 krajów OECD i powyżej średniej uczniów z 27 krajów UE Wyniki polskich uczniów w PISA 2025 są zbliżone do uzyskanych w poprzedniej edycji badania w 2022 r. Badanie PISA

Osobistość

w Hydepark

8piorunów

Jakie macie spostrzeżenia odnośnie nowej "diety planetarnej" w szkołach i przedszkolach? Niektórzy krytykowali, niektórzy jej bronili, ja osobiście byłem neutralnie nastawiony.

Teraz jak patrzę u siebie, że śmietanę 18% zamieniono na roślinną 15% i ładują ją wszędzie to mi się tylko chichrać chce :grinning: Czułem, że tak będzie. Jak przeanalizowałem składy tych roślinnych to niestety zwykła 18% wygrywa.

15%
Roztwór białka soczewicy (woda, mąka z soczewicy 2,5 %), olej i tłuszcz roślinny 15 % (rzepakowy, kokosowy), cukier, modyfikowana skrobia ziemniaczana, emulgator (polisorbat 60), stabilizatory (metyloceluloza, guma ksantanowa), regulator kwasowości (cytrynian trisodowy), aromat naturalny, sól, barwnik (karoteny). 

18%
śmietanka pasteryzowana, skrobia, kultury bakterii mlekowych

GURU1piorunów

@Hasti wczoraj u młodego były kluski z serem na obiad. jak tak dalej pójdzie, to zamiast kanapek z wędliną będzie dostawał karkówkę i kiszonego ogóra.

Pokaż więcej komentarzy (8)

GURU

w Wiadomości Polska

4piorunów

Tego dnia we wrześniu mija termin. Do kiedy trzeba złożyć wniosek o stypendium szkolne 2026/2027?

Do 15 września można złożyć wniosek o stypendium szkolne na rok szkolny 2026/2027. Wysokość stypendium wypłacanego uczniowi wynosi od 99,20 zł do 248,00 zł miesięcznie i może być wypłacane od jednego do dziesięciu miesięcy w danym roku szkolnym. Dochód uprawniający do ubiegania się w stypendium

Mocarz

w Hydepark

4piorunów

Jeżeli to nie fejur, to wybitne jednostki nam się szykują :grinning:

https://vader.joemonster.org/upload/sub/oryginal_21695370e1faf6acom_Shorts_teraz_som.mp4

Osobistość0piorunów

@Nervous99 Wielkie mecyje, jakiś kretyn nie uważał na zajęciach (o ile w ogóle na nich był) i dwie identyczne końcówki zapiął (do tego źle), a niektórzy się zachowują jakby wsadził siura w gniazdko i łeb w blender. Jeszcze tekst że wybitne jednostki nam się szykują, bo przecież kiedyś to się nie zdarzali kretyni. xD Wy chyba zbyt rzadko macie kontakt z nizinami społecznymi, że na was taka durnota robi jakiekolwiek wrażenie.

Nic nadzwyczajnego, można się rozejść. Jakby to zrobił nie chłopak w technikum tylko jakiś spec z papierami u kogoś na chacie to można by było kręcić małysza.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Inspirator

w Dyskusje

110piorunów

Drugiego dnia szkoły zadzwoniła wychowawczyni mojego syna.

Godzina 10:43.

Nie lubię telefonów ze szkoły przed południem.

O tej porze placówka edukacyjna powinna przekazywać dziecku wiedzę, a nie generować zadania operacyjne dla rodzica.

- Czy może pan dzisiaj przyjść na rozmowę? - zapytała.

- W jakiej sprawie?

- Chodzi o zachowanie pańskiego syna na lekcji.

- Co zrobił?

Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.

- Wolałabym porozmawiać osobiście.

Nie lubię takich odpowiedzi.

- Czy sprawa jest pilna?

- Kilkoro dzieci płakało.

Odłożyłem długopis.

- Czy syn kogoś uderzył?

- Nie.

- Obraził?

- To zależy, jak rozumiemy obrażanie.

Czyli nie.

Pojechałem.

Wychowawczyni czekała w sali.

Syn siedział obok.

Spokojny.

Ręce na kolanach.

Przed nim leżała kartka w kratkę pokryta liczbami.

Usiadłem.

- Co się wydarzyło?

Pani westchnęła.

- Dzisiaj dzieci rozmawiały o wakacjach. Jedni byli w Hiszpanii, inni w Grecji, ktoś w Turcji, ktoś na Malediwach...

Klasyczny błąd.

Pierwszy tydzień szkoły.

Zamiast od razu wejść w matematykę, język polski i nauki przyrodnicze, nauczyciele uruchamiają dzieciom publiczny przegląd statusu majątkowego rodziców.

- I kilkoro dzieci zaczęło się śmiać z pana syna, że on nigdzie nie był za granicą.

Spojrzałem na niego.

- Śmiali się?

Syn wzruszył ramionami.

- Trochę.

- Co im odpowiedziałeś?

- Najpierw nic.

Dobrze.

Nie należy reagować na pierwszą rynkową prowokację.

- A później?

- Potem zapytałem jednego chłopaka, ile kosztował ich wyjazd do Grecji.

Wychowawczyni zamknęła oczy.

Jakby już znała dalszy ciąg i nadal nie potrafiła go zaakceptować.

- Powiedział, że nie wie, więc zapytałem, ile osób, czy na własną rękę i ile mieli posiłków. Podał mi wszystkie dane, a ja oszacowałem koszt.

Popatrzyłem na kartkę.

Na górze widniał napis:

„Niewykorzystany potencjał kapitałowy klasy”.

Poniżej tabela.

Kraj.

Liczba osób.

Liczba dzieci.

Szacowany koszt jednego wyjazdu.

Częstotliwość.

Hipotetyczna wartość inwestycji.

Musiałem przyznać, że układ dokumentu był przejrzysty.

Brakowało tylko źródeł danych i daty sporządzenia.

- Przyjąłem, że taki wyjazd kosztował około czternastu tysięcy złotych - wyjaśnił syn.

- I powiedziałeś to koledze? - zapytała wychowawczyni.

- Najpierw zapytałem, czy jeżdżą tak co roku.

- I co odpowiedział?

- Że prawie co roku.

- Co znaczy „prawie”? - wtrąciłem.

- Dlatego dopytałem.

Spojrzał na swoją kartkę.

- Siedem razy w ciągu ostatnich ośmiu lat.

- Następnie założyłem, że zamiast wydawać czternaście tysięcy rocznie, rodzice mogliby inwestować te pieniądze w szeroki ETF - kontynuował. - Przy założonej średniej stopie zwrotu wartość portfela wynosiłaby dzisiaj około stu trzydziestu tysięcy złotych.

- Jakiej stopy użyłeś?

- Osiem procent.

Zmarszczyłem brwi.

- Po podatku?

- Nie.

- Następnym razem zaznacz założenia.

- Dobrze.

Wychowawczyni spytała się:

- Czy pan uczy syna takich rzeczy?

- Uczę go, że każda decyzja ma koszt alternatywny.

Pani zacisnęła usta.

- Pan uważa, że to jest w porządku?

Zastanowiłem się.

- Zależy, co powiedział później.

- Powiedziałem, że jeżeli ktoś co roku wydaje kilkanaście tysięcy na wakacje, a potem mówi dziecku, że nie ma pieniędzy na mieszkanie na start albo edukację, to nie jest problem dochodów, tylko alokacji kapitału – odpowiedział syn.

Pani uniosła głowę.

- Właśnie o tym mówię.

- Ale to jest prawda - powiedział młody.

- Nie chodzi o to, czy to jest prawda!

Syn spojrzał na mnie.

Ja spojrzałem na niego.

To było jedno z tych zdań, po których człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego edukacja finansowa w Polsce wygląda tak, jak wygląda.

Pani próbowała tłumaczyć:

- Dzieci mają prawo opowiadać o wakacjach. Nie powinieneś ich zawstydzać.

- Ja ich nie zawstydzałem.

- Powiedziałeś Mai, że jej rodzice „sprzedali 30 lat procentu składanego za zdjęcie z palmą”. Ona zaczęła płakać.

- Bo zrozumiała procent składany.

- Nie. Zaczęła płakać, bo powiedziałeś jej, że rodzice zabrali jej sto czterdzieści tysięcy złotych.

Musiałem interweniować.

- Proszę pani, oczywiście rozumiem, że forma mogła być zbyt bezpośrednia.

Syn spojrzał na mnie zaskoczony.

Podniosłem lekko rękę.

Jeszcze nie skończyłem.

- Ale nie możemy też udawać, że decyzje konsumpcyjne nie mają kosztu alternatywnego tylko dlatego, że robimy je w lipcu.

Pani patrzyła na mnie nieruchomo.

- Ja naprawdę nie chcę teraz prowadzić rozmowy o inwestowaniu.

- Ja też nie.

Wychowawczyni westchnęła.

- Chcę, żeby pański syn przeprosił klasę.

Spojrzałem na niego.

On spojrzał na mnie.

- Za co konkretnie ma przeprosić? - zapytałem.

- Za ocenianie rodziców innych dzieci.

Syn się wtrącił:

- Ale nie oceniałem wszystkich negatywnie.

Przesunął palcem po tabeli.

- Rodzice jednej dziewczynki pojechali pod namiot w Polsce. Koszt był niski, byli razem przez dwa tygodnie, a ona nauczyła się pływać kajakiem. Zaznaczyłem ich jako efektywnych kosztowo.

Nauczycielka była już zrezygnowana i powiedziała tylko:

- Proszę z nim porozmawiać.

Kiedy wyszliśmy na korytarz, syn zapytał:

- Mam ich przeprosić?

Spojrzałem na niego.

- Za to, że nie przedstawiłeś dokładnych założeń.

- A za resztę?

- Nie.

Skinął głową.

- A jutro mogę im pokazać, ile kosztują coroczne wakacje przez dziesięć lat przy założeniu średniorocznej stopy zwrotu w kilku wariantach?

Zastanowiłem się.

- Możesz.

Przerwa.

- Ale uwzględnij inflację.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Osobistość

w Hydepark

9piorunów

Nie mam dzieci, więc zaufam Raczkowskiemu, że tak to wygląda obecnie ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Za moich czasów za głupotę były przysiady z trzymaniem za pejsa przez nauczycielkę, rach ciach linijką po łapach.
Jedna nawet za kudły za niewinność wyszarpała. Dawniej to była patologia.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Gównowpis

71piorunów

Dziś jest de-facto pierwszy dzień nowego roku szkolnego, więc nie zaszkodzi przypomnieć niezawodną poradę ciała pedagogicznego.

GURU9piorunów

@vrkr mozna tez miec tego jednego adhdowego dzieciaka, wiekszego od reszty o 5-10kg ktory ma strasznie mocne poczucie sprawiedliwosci xDDD wtedy tylko zaczepiajacy maja przejebane xD

Lider54piorunów

@vrkr U mnie w podstawówce była taka dzicz - nie obchodzi mnie kto zaczął, podajcie sobie ręce. Ogoliłbym kudły tym starym zdzirom. Za to, o dziwo, w liceum nie. Tam takie zachowania były tępione. Zwłaszcza wszyscy byli w szoku, jak jedna z babek idąc do szkoły zobaczyła, jak jeden ze szkolnych patusów uderzył jakiegoś chłopaka na nieodległym placu zabaw. Od razu załatwiła mu dyscyplinarkę.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mistrz

w Hydepark

80piorunów

Jeśli źle wspominacie swoją szkołę przez różne wydarzenia które miały miejsce to pomyślcie sobie jak będzie ją wspominać nowa koleżanka córki z klasy, która pierwszego dnia w nowej szkole nie dość że pomyliła toalety, to się jeszcze w niej tak zatrzasnęła, że trzeba było drzwi wyważać na oczach nowej klasy xD

Osobistość7piorunów

@bori nie wiem mnie tam tak w szkole jebali, że jej w ogóle nie pamiętam bo wyparłam ten etap że świadomości xD mam nadzieję, że szkoły są teraz lepsze.

Pokaż więcej komentarzy (20)