
Wpis użytkownika Spleen w Hydepark
SpleenFenomen
83piorunówOpowiem trochę o ciężkim okresie szkolnictwa podstawowego, w którym miałem okazję uczestniczyć w okres przypadający na wczesne lata 90.
W tamtejszej rzeczywistości nie analizowało się poziomu nauczania w placówkach, po prostu stawiano na rejonizację i wszystkie dzieciaki z danego osiedla uczęszczały do tej szkoły, która przypisana była do nich z uwagi na miejsce zamieszkania. Dla moich starych, jak również dla rodziców pewnie większości pozostałych dzieciaków - szkoła była szkole równa, przez co tym sposobem trafiłem w miejsce, które obsadzone było dość obficie przez lokalną patologię.
Jakby mało było tego, że w tej podstawówce uczyły się dzieci z dysfunkcyjnych środowisk, pociechy z cygańskich rodzin zamieszkujących znajdujące się niedaleko baraki, to ktoś decyzyjny uznał, że świetnym pomysłem będzie zorganizowanie w tejże placówce programu OHP. Nie wiem jakie były naiwne założenia tej inicjatywy, ale z naszego punktu widzenia wyglądało to tak, że brali takich kompletnych degeneratów, którzy nawet szkoły podstawowej nie potrafili ukończyć, zbierali ich do kupy z całego miasta i próbowali wyedukować ich do zawodu, który nie wymagał myślenia wychodzącego dalej niż wykonywanie prostej, powtarzalnej czynności. Były to zatem osoby przyuczane do pracy w cementowni lub innych, podobnych instytucjach, gdzie trzeba było po prostu machać łopatą lub przekładać rzecz z jednego miejsca na drugie. Dlaczego zdecydowano się robić to w szkole podstawowej? Dobre pytanie!
Jak się kończyło wymieszanie dzieci wraz z osobami, które mają poważny problem z agresją, emocjami, logiką i kulturą, można sobie wyobrazić.
Ohapowcy oczywiście imponowali swoim zepsuciem niektórym dzieciakom, które za wzór stawiały sobie bycie gitem, więc patologia niczym wirus rozprzestrzeniała między szkolnymi ławkami i nieprzyzwoite zachowania pojawiały się także wśród tych normalniejszych uczniów.
Największym problemem było ryzyko wpierdolu. Widmo dostania w ryj wisiało w powietrzu praktycznie ciągle. Twarz wyklepaną można było mieć z byle powodu. Bo się na kogoś popatrzyło, bo się szło za wolno lub za szybko, bo plecak miałeś za bardzo czerwony. Ciągłe zaczepki, plucie na innych, zastawianie drogi, walenie z bara przy mijaniu się to był dzień powszedni. Szkoła nie stanowiła bezpiecznej przestrzeni, bo nigdy nie wiadomo było gdzie natkniesz się na agresora. W kiblu, na boisku, na korytarzu, w szatni - a także w drodze do domu, trzeba było mieć oczy z każdej strony i konieczne było strategiczne omijanie miejsc, w których zbierały się oprychy. Do tego to były czasy, kiedy nie było żadnej ochrony na wejściu, więc do budynku szkoły wejść mógł kto tylko chciał, co zachęcało znajomków młodych gangusów do odwiedzin. Czasami dzieciaki otrzymywały od rodziców jakieś drobne, aby kupić sobie drożdżówkę lub jakiś napój. W szkole sklepiku nie było, trzeba było wyjść poza jej teren. Najkrótsza droga do delikatesów była rzecz jasna obstawiona przez szkolnych zakapiorów, którzy kasowali kasę przeznaczoną na zakupy. Trzeba było chować do buta lub w majty i potem płacić zmiętolonym, zawilgoconym banknotem o nominale 10 000zł.
Nie tylko gotówki uczniowie byli pozbawiani. Normą było zabieranie plecaków lub koszulek. Był to czas, kiedy popularność zyskały tshirty z grafikami zespołów heavy metalowych lub punkowych (wiadomo: czachy, pentagramy - takie rzeczy jarają dzieciaki) a także kurtki typu flek - z pomarańczową podszewką. Plecaki typu kostka lub worki na sznurku a także inny "mercz" to był towar przechodni i nawet jeśli jednego dnia to ja miałem koszulkę Pantery lub Guns'n'Roses, to kolejnego dnia paradował w niej już ktoś inny, a ja wracałem do domu z gołą klatą. Czasami patusy jeszcze próbowały zachowywać resztki "przyzwoitości" i np. pytali o skład zespołu lub dyskografię (że niby nie było się godnym noszenia koszulki, jeśli nie było się zagorzałym fanem), ale często także po prostu grożono piąchą lub nożem sprężynowym i tyle było rozmowy.
Pozwolę sobie przytoczyć jedną z sytuacji:
Wracałem z kolegą pieszo do domu, gdy nagle coś pociągnęło mnie do tyłu. Przede mną stał wyższy o dwie głowy typ, któremu towarzyszył kolega z mojej klasy. Na nic zdała się ta znajomość, bo podejrzewam, że sam był lekko wydygany i robił wszystko, co mu ten większy rozkazał.
~ Ściągaj kostkę!
Ja wtedy nie wiedziałem nawet że ten plecak się tak nazywa "fachowo".
~ Co? - odpowiedziałem
~ Chujów sto, nie będziesz jej miał.
Jakoś złączyłem kropki, zacząłem powoli ściągać, po czym koleś wziął ją i rzucił przez ogrodzenie znajdującego się obok domu. Potempo prostu odszedł mówiąc, że "i tak ch⁎⁎⁎wa była". Musiałem pukać do obcych ludzi i pytać czy mogę swój plecak wyciągnąć z ogrodu, bo mi ktoś go tam wrzucił. To była jedno z takich łagodniejszych spotkań.
Innym razem, wychodząc z sali lekcyjnej, przy otwierani drzwi, zahaczyłem nimi o leżący na korytarzu plecak. Koleś do mnie podskoczył, jedyne co powiedział to "k⁎⁎wa!" i oczywiście zbliżył groźnie swoją twarz do mojej, jakby nie wiem, chciał się pocałować czy coś. Ja na to odparłem "sorry" - no nie dało się otworzyć drzwi nie trącając torby, która leżała centralnie przed nimi. Na co typ odpowiedział "K⁎⁎WA!" dwa razy głośniej. Ominąłem go i uciekłem. Takie były standardy komunikacji z tymi jednostkami.
Tacy co się nie umieli bić, to wcale nie byli lepsi. Normą było "nasyłanie" kogoś na kogoś innego. Co ciekawe, patusy nasłani na kogoś, lali go nierzadko pro bono, nie prosząc o żadną zapłatę. Ten kto miał możliwość nasłania, określany był jako "posiadający znajomości". Posiadanie znajomości było dla przetrwania podbazy równie ważne, co zdawanie do następnej klasy.
Kończę tą przygnębiającą historię, nieco bardziej komicznym wydźwiękiem.
Tyle ile widziałem rysunków penisów w tamtych czasach, to chyba nigdy więcej w życiu tyle nie przewinęło się przed moimi oczami. Siurami były pokryte ławki, krzesła, pojawiały się one na ścianach - no po prostu był to nieodłączny motyw, towarzyszący każdej czynności. Szedłeś do kibla z drzwi kabiny patrzył wielki fiut narysowany markerem. Siedziałeś podczas lekcji cały czas posuwała cię od tyłu fujara narysowana na siedzisku krzesła. Jak się spóźniłeś, to w szatni pozostawał tylko wieszak z narysowanym nad nim ogromnym prąciem i dopiskiem "tu kurtkę wiesza c⁎⁎j". K⁎⁎⁎sy były rysowane, malowane sprejem, wydrapywane w tynku - a jak już brakło weny plastycznej, to wykrzykiwane były na korytarzu podczas ciszy panującej w trakcie lekcji.
Jak to się ma do czasów współczesnych? Czy dzisiaj dzieciaki są bardziej bezlitosne, mając w ręku oręż w postaci social mediów? Nie wiem, nie mi to oceniać, ale faktem jest, że każde pokolenie miało własne demony.
Komentarze (27)
Znam ten klimat...
Jakby co, to ohp dalej istnieje
U mnie aż takiej patologii nie było, choć prześladowania miałem całe gimnazjum od kilku patusów, bo byłem ten grzeczny i uczący się. W trzeciej klasie już razchcialem wziąć nóż do szkoły aby się przed patusami skutecznie obronić, czy raczej wbić jednemu i drugiemu prosto w brzuch, ale mama stanowczo mi to "wybijała" z głowy nie rozumiejąc, że mam dość tych codziennych udręk.
Innym raz schodów ktoś mnie kopnął-zrzucił. Dobrze, że nic sobie nie złamałem. Co ciekawe było to na widoku nauczycielki, która przybiegła bliżej i której jeszcze ten patol naprzeklinał w twarz, innym razem jakbym nie zrobił minimalnie uniku to miałbym po oku (a tak lekko rozciętą brew) jak inny we mnie rzucił butelką. Moją wychowawczynię raz doprowadzili do płaczu.
Z perspektywy czasu (dzisiaj) żałuję, że tego noża nie wziąłem. Mimo, iż staram się postępować racjonalnie i bardziej "stoicko", to do teraz odczuwam skutki tej patoli i rzutuje to na całe moje życie. Jakbym ich podziurkował, to pewnie nie byłoby lepiej, pewnie byłbym w poprawczaku czy coś, ale z drugiej strony byłbym zadowolony, że dostali to na co zasłużyli. Finalnie po jednej akcji zgłosili sprawę do sądu i jak już byłem w liceum to jeden miał rozprawę i miał tam jakiegoś kuratora, ale to nie wynagrodziło nawet w ułamku tych 3 lat udręki. A patusów było kilku, a nie jeden.
Uważam, że dla dobra społeczeństwa powinno być przyzwolenie na eliminację takiej patologii, tym bardziej jeśli były wobec niej liczne, nieskuteczne zgłoszenia a patologia nie wykazuje oznak resocjalizacji.
@Atexor mam w rodzinie osoby które zostały patusami chociaż pewnie byli by normalnymi ludźmi, gdyby się sprawy potoczyły normalnie.
Z drugiej strony, może ja bym został patusem gdyby mnie spotkało to samo.
Broń boże nie usprawiedliwiam - patusów rwał bym końmi.
Ale to trochę jak z psem (taką analogię sobie wymyśliłem myśląc o tych członkach rodziny) - weźmiesz kogoś, będziesz go tłukł i napierdalał od małego, to na kogo wyrośnie? Na wściekłego psa. A potem wyobraź sobie że taki pójdzie do szkoły.
@Opornik szczerze mówiąc nie wiem jak skończyli ci patusy* i z jakich domów się wywodzą... i chyba nie chcę wiedzieć
* poza jednym - rodzinę założył, bo wspólni znajomi komentowali parę lat temu wyklucie się jego bękarta. Nie miałem go "w znajomych", ale komentować mogłem i kusiło mnie bardzo napisać, że mam nadzieję że trafi na takich samych kolegów jakimi był jego ojciec. Z drugiej strony szkoda dzieciaka i nie jego wina, że ojciec a "mój" patol winny. Ale nadal to irytuje, bo gość pewnie o mnie zapomniał a ja nadal do tego czasem wracam pamięcią.
@Atexor ich prawnych opiekunów pci męskiej powinno sie najpierw kopać tak długo aż postanowił się ruszać, dopiero jeśli to nie pomoże brać się za patusów.
Niestety często takie zachowania są dziedziczne.
@Spleen kuuuuurła kiedyś to było, teraz już nie jest, casualowo się zabijaliśmy na przerwach, żaden nauczyciel się nie mieszał, albo spuszczałeś wpierdoli, albo to tobie spuszczali kuuuuuurłaaaaaaaaaaa syneeeek ty to nie znasz życia kurrrrrrrrła nigdy tego nie doświadczysz
@NiebieskiSzpadelNihilizmu albo wojsko, wojo to była przeprawa dla prawdziwych mężczyzn. Przychodziła fala i się ich gnoiło ile się dało, miałeś swoich własnych służących synek, to byli czasy i każdy wychodził mężczyzną. Teraz już nie ma mężczyzn
@Spleen a młodym zetkom tęskno do tych czasów, najwyraźniej codzienny oklep mordy jest potrzebny aby myśleć trzeźwo w ich przypadku.
U mnie nie było aż takiej patologii, bo szkoła by stosunkowa nowa. Co najlepsze remont po ponad 30 latach zaczęli w 2025 i mają skończyć w 2027. Współczuje dzieciakom siedzieć w klasach gdzie przez okna pizgało już pod koniec lat 90.
Co do osiedlowych patusów to oni chodzili do innej szkoły, która jest szkołą specjalną do tej pory. Idealny dobór był dla nich. Minęło ponad 20 lat a oni jeśli nie wylądowali w uk albo nl to są menelami zbierającymi puszki teraz to pewnie butelki z kaucją. Nawet fizycznie są na etapie szkoły podstawowej czy gimnazjum. Zdziwiłem się raz widząc na ulicy największego patusa że wygląda jak żywy trup do tego dobrze ponad głowę niższy ode mnie.
Za parę lat to pewnie zobaczy się ich groby na cmentarzu na 1 listopada, o ile nie będą tylko krzyżem wbitym w ziemie z tabliczką.
Ja pi⁎⁎⁎⁎le ale mi wspomnienia odblokowałeś... W podstawówce była banda cweli, która mnie zaczepiała przed szkołą właśnie za to że idziesz za szybko, za wolno, k⁎⁎wa, za to że miałem czapkę - aż przestałem chodzić do szkoły w czapce zimą. Najgorsze było to, że to była grupka leszczy. Ja zawsze byłem wysoki i dość masywny, dodatkowo oni byli rok młodsi - więc byliby przetyrani grubo. No ale sam na czterech już było ciężko. Wielokrotnie byłem opluwany, kopany metodą tchórza - leszcz podbiegł od tyłu, kopnął i uciekł. A nauczyciele? Klasyczne macie sobie podać ręce i się pogodzić. A potem dostałem melą w twarz. J⁎⁎ać tę szkołę i te k⁎⁎wy co tam pracowały. No i przede wszystkim tych sk⁎⁎⁎⁎⁎ynów.
@ZohanTSW do niektórych osób nie przemawiają inne argumenty. Jedyny moment gdy przychodzi refleksja to moment spotkania buta z mordą
@Nimaskalisto i chyba tak samo bym zrobił, gdybym się dowiedział, że mój dzieciak jest dręczony
@ZohanTSW Miałem takich gagatka w szkole. Ogólnie nie popieram agresji, ale ten skurwiel uczepił się mnie i przez kilka lat dręczył. Aż do momentu gdy powiedziałem o całej sprawie ojczymowi. Nigdy wcześniej i nigdy później nie widziałem jak ktoś był tak wkurwiony jak on wtedy. Jako, że wiedziałem gdzie mieszka, zabrał mnie i mamę do auta, pokazałem mu dom i wtedy się zaczęło. Jak zobaczył chłopaka i jego ojca chyba pękło coś w nim, bo nie było pytań co i jak tylko od razu z buta w plecy i wpierdol przy tym gnojku.. Gdyby nie mama, to chuja by rozszarpał.
Od tamtego momentu skończyły się problemy z typem.
Po latach ojczym zdradził mi, że sam był dręczony w szkole...
Miałem jakoś spokojniej, a i tak wcale nie były to najlepsze lata. Nie były też złe, po prostu studia były fajniejsze. W sumie to szkoły przed liceum praktycznie w ogóle nie pamiętam. Nic godnego zapamiętania widocznie.
U mnie nie było niczego nawet zbliżonego do tego.
Z własnego doświadczenia lata 2000-2010 wyglądały podobnie. Też się nieraz dostało bułę w mordę za nic. I kupa zdemoralizowanych dzieciaków z domów gdzie tylko pili i bili, bo szalało 20% bezrobocie w całym kraju. Potem jak to całe towarzystwo wybyło na zmywaki, szparagi to się uspokoiło.
Pamietam moja podbaze i gimbaze. Identyko tylko, ze ja wychowalem sie na jednym z tych gorszych osiedli i "mialem znajomosci". Do dzisiaj pamietam jak dwoch braci naslalo patusa na mojego kumpla i ten patus jak zobaczyl, ze ma lac mojego kumpla to sprzedal im po lisciu przy calej szkole, a potem jednemu jeszcze kopow nasadzil. Chlopaki nie wiedzieli, ze "znajomosci" mocno wybiegaly powyzej patusiarnie z OHP.
@100mph Piekne to byly czasy \<3
Jak staremu radio z samochodu zajebali to po 2 tygodniach sprawca zostal zidentyfikowany, znaleziony i zwracal kase za radio i szybe.
Jak drzwi do "bokowki" na klatce nam pomalowali to po tygodniu wrocili z farba i walkiem je odrestaurowac :)
No ale potem lokalnego gangstera powineli panowie w czarnych kominiarkach z karabinami w reku i wielu dobrych chlopakow rozplynelo sie po swiecie w poszukiwaniu lepszego zycia, skonczyly sie "znajomosci" ale i spokojniej oraz bezpieczniej sie wszedzie wokolo zrobilo. Pamietam jak jednemu w piwnicy starsza ekipa srut z dupy wyjmowala bo go ktos ustrzelil "na robocie" xD
@Spleen najlepsza terapia to odszukać nazwiska takich zjebków w lokalnej wiosce (bo przecież nigdzie nie wybyli nic nie osiągnęli - zmywak w UK czy NL się nie liczy) i sie trochę po pastwić nad nimi psychicznie, pokazać jak sie człowiek w życiu ustawił, a nie stary passat, bebzol i 4-pak ale tyskiego co najwyżej.
Momentu gdy typ który mnie pobił za dzieciaka za wyjebanie piłki w pole, przyszedł do mojej firmy się zatrudnić nie zapomnę do końca życia takiego mam banana na ryju - wyżyłowałem go jak j⁎⁎⁎ną szmatę na próbnym po czym poszła dyscyplina... smakowało na zimno, ale oj smakowało :smiley:
@Opornik spanie na nocnej xD trochę frajerstwo spać na okresie próbnym 😉
@TheLikatesy Poznał cię? Za co dałeś dyscyplinkę? :smiley:
Ach ta casualowa przemoc szkół lat '90.
Pienkne to byly czasy - wykuwal sie wowczas kwiat narodu - jednostki silne i niezalezne. I komu to przeszkadzalo? 😉
"Trudne czasy tworzą silnych ludzi"
@RedCrescent heh, też miałem spadochroniarza, z długą tradycją lądowania w tej samej klasie, ale dopiero w gimbazie. My mieliśmy 14 lat, ziomek kończył osiemnastkę...
Gimnazjum... @razALgul Dziecko Drogie :slightly_smiling_face:
O moich przygodach w podstawowce (pomimo, ze duza ich czesc to byly tragedie, inna czesc przekraczala granice wykroczen czy nawet dalej) moznaby ciekawa ksiazke napisac i ogolnie - w takich klimatach jak Ty i OP piszecie - uznaje ja za najwspanialszy okres mojego zycia. Tak, teraz pisze szczerze i bez ironii.
np - jedna ciekawostka - kolega z klasy *okolo 3-4x "kiblowal" i chyba byl/zblizal sie do 18 - podczas jednej z zabaw na przerwie (tak, to byla zabawa - nie znecanie sie) probowal sie bronic przed nami - chmarą "normalnych" dzieciaków ktora go zaczepiala i rzucil we mnie dlugopisem (takim srebrnym, metalowym, ciezkim) - zdazylem sie odwrocic (zeby nie w twarz/oko) i dostalem w plecy.
Chyba miesiac lewa reka ledwe ruszalem (weszlo w miesien, kosci cale) ale sie zagoilo i dopiero po jakims dlugim czasie mama spytala na wakacjach - czemu w tym miejscu sie nie opalilem ( a to strup zszedl i byla jasna plama)
Aha - OHP nie bylo.
@RedCrescent może i tak, w mojej podstawówce było podobnie. Z wyjątkiem ohapu. Co nie zmienia faktu, że Ci którzy urywali się z zajęć w ohapie, siedzieli pod moją podbazą. Więc w sumie było praktycznie to samo. Ja się zawsze bałem bić. Byłem większość podstawówki stosunkowo wyższy niż inni i gruby, ale nie chciałem się bić. Bałem się, że raz: będę z faktu gabarytów dostawał mocniejszy wpierdol. Dwa: bałem się też, że jak puszczą mi nerwy, bo czara goryczy się przeleje, to kogoś zabije i pójdę do więzienia... No takie myślenie około 10 letniego dziecka.
O pomocy wśród nauczycieli nie było co marzyć. "Nie interesuje mnie kto zaczął, podajcie sobie ręce" i takie tam....
Bardzo źle wspominam te czasy. Gimnazja, to samo, tylko można było w poważnym stanie wylądować w szpitalu. Dopiero pod koniec gimbazy nauczyłem się stawiać. Nie powiem, że to nie ukształtowało mojego charakteru. Aczkolwiek wiele nerwów kosztowało mnie obcowanie z rówieśnikami w trakcie pobierania nauki...