Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

ShivaaFanatyk

Dołączył/a:

  • 475 wpisów
  • 3778 komentarzy
  • 15 obserwujących

Fanatyk

w Książki

35piorunów

1102 + 1 = 1103

Tytuł: Sto lat samotności

Autor: gabriel Garcia Marquez

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Mediasat Poland

Format: książka papierowa

Liczba stron: 350

Ocena: 3/10

Zaczęło się bardzo ciekawie, oryginalnie. Pomyślałam od razu, że może być to kolejna świetna pozycja na półce. Ale zlatywały kolejne kartki, zapał stygł i w końcu zaczęłam się zastanawiać, skąd ta książka wzięła się na mojej kupce z najbardziej wartościową literaturą wszechczasów. Musiałam sprawdzić opinie na necie, bo nie dawało mi to spokoju, ale okazało się, że ja to chyba nie potrafię docenić dobrej książki, bo opinie ma fantastyczne.

Zacisnęłam zęby i wróciłam do czytania. Niby 350 stron tylko, ale przeczytanie jednej kartki zajmowało sporo czasu. W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza, ale jakoś przetrwałam 😅

Książka opisuje długaśną historię rodziny, gdzie imiona notorycznie się powtarzają, bardzo szybko zaczęłam się gubić czy X to jest X, czy syn wnuka jego siostry z pierwszego małżeństwa, a nie dość że imiona się powtarzają to poszczególne są do siebie cholernie podobne. Dlaczego Panie Autorze? No ale to jeszcze do zniesienia. Trochę gorzej z samą treścią i powaloną historią. Wszczscy ze wszystkimi parzą się jak króliki i trzeba czytać te niesmaczne, zbędne opisy, kazirodztwo - jeszcze jak! Do tego magia, zjawiska nadprzyrodzone, straszny zamęt. Wszystko przeplatane wojnami, polityką, romansami, napisane niemalże bez ładu i składu, przeskakiwanie co chwila po innym temacie. To jest taki strasznie długi, szczegółowy i na prawdę irytujący monolog.

Potrafię docenić pomysł na samą koncepcję i czasem czytałam z większą ciekawością.

Ale niestety okazuje się, że jednak nie potrafię docenić tej najwyższych lotów literatury.

Pokaż więcej komentarzy (32)

Fanatyk

w Hydepark

70piorunów

Zawsze zastanawiałam się jak to jest spędzić dzieciństwo na wielkim blokowisku, z sebixami na ławeczce, ogromnymi przestrzeniami między wysokimi blokami i masą zieleni. U mnie było trochę inaczej.

Podwórko

Mieszkałam we Wrocławiu na Ołbinie, gdzie królowały stare kamienice, podwórza nie były urodziwe, zazwyczaj z małą ilością zieleni, w latach 80-90 nie było jeszcze ładnych placów zabaw, ale mame mogła kontrolować z okna co robią jej pociechy i w razie czego rzucić picie albo piłkę, a potem wrócić do oglądania Mody na sukces i mieszania bigosu.
Mój blok wybudowany został w latach 80, wkomponowany w sąsiednie kamienice był najnowszym na tym podwórku.
Podwórko miało kształt litery U, ja mieszkałam na jego środku. Dzieliliśmy się na 3 mniejsze podwórka, każde nazywaliśmy kolorem na który niegdyś pomalowane były drabinki na placach zabaw: Zielone, Niebieskie i moje, Czerwone. Moje było największe i najbogatsze w sprzęty do tracenia zębów, więc zazwyczaj schodziły się do nas dzieciaki z sąsiedztwa.
Podwórze miało taki kształt, ponieważ na środku znajdowała się duża piekarnia 'Sobótka', odgrodzona wysokim płotem, gdzie później powstała jedna z pierwszych Biedronek w mieście.
Oczywiście zieleni nie było zbyt wiele, trochę smutnej trawy, parę młodych wtedy jeszcze drzew, poza tym ziemne klepisko, gdzieniegdzie beton i tajemne napisy na ścianach (długo głowiłam się nad tym co oznaczało hasło WAL KONIA widoczne z mojego okna).

Podwórkowe legendy

Pewnie każde takie miejsce miało swoje, ja wspomnę tylko o dwóch bo pamięć już nie ta.

Nawiedzona piwnica: z jakiegoś powodu dzieciaki lubią się trochę bać a przed snem płakać z powodu potwora pod łóżkiem. O jednej z kamienic krążyła legenda, że w jej piwnicy powiesił się jakiś ziomek. Miejsce w którym ktoś odebrał sobie życie, ma dla dzieciaków +100% statsów do grozy i 200% szans, że są tam duchy. Piwnica rzeczonej kamienicy, tak jak zresztą wszystkie na tym podwórku, miała swoje wyjście zaraz obok Czerwonego placu zabaw. Był to obskurny zaszczany kąt, ze schodkami w dół i skrzypiącymi drzwiami, za którymi szedł długi, nie ładniejszy korytarz bez oświetlenia, który kończył się piwnicami. Większość dzieciaków mieszkających w tej bramie, wychodziła na podwórko naokoło, aby nie narażać się na ducha samobójcy. Po czym wszyscy radośnie siadaliśmy na tych schodkach i straszylismy się nawzajem.
Oczywiście lubiliśmy grać w prawda-czy-wyzwanie z czego najpopularniejszym wyzwaniem było wejść do tej piwnicy, po czym delikwent był zatrzaskiwany w środku, dopóki jakiś wściekły rodzic nie zaczynał drzeć się z okien aby zamknął zaryczaną jadaczkę. Potem szedł do domu naskarżyć, a reszta ulatniała się. Następnego dnia znowu była sztama.

Krzysiu Wariat: na samiuśkim końcu podwórek mieszkał sobie Krzysiu z bratem i ojcem alkoholikiem. Krzysiu miał koło 20-30 lat i nierówno pod sufitem. Ploty krążyły o nim niesamowite, co się u nich w domu wyrabia. Prawda, byliśmy wrednymi, znudzonymi szczylami i granie w gałę i zamykanie się w piwnicy samobójcy czasem nam nie starczało.
K. lubił się na wszystkich drzeć bez powodu i miał swoje dziwactwa, które niesamowicie nas śmieszyły. Bywały dni, gdy szczytem naszych ambicji bywało wołanie pod jego oknami 'Krzysiu Wariat' i uciekanie gdzie pieprz rośnie, nierzadko spowalniając się nawzajem, aby kolega trafił w ręce Krzysia.
K. Uwielbiał tą grę, wybiegał wtedy wściekły z domu (nie miał daleko bo mieszkał na parterze) i gonił nas miotając przekleństwa.
Któregoś dnia dostarczył nam niecodziennych emocji wyskakując na nas z grabiani. Gdyby ktoś mi wtedy mierzył czas, mógłby paść rekord w dziecięcej kategorii sprintu.

Aktywności

Niestety nie dane nam było brainrotować się w tamtych czasach na tiktoku, więc musieliśmy być bardziej kreatywni. Ale już wtedy byliśmy gender fluid I każdy z nas skakał w gumę, aby potem grać w nogę z bramkami tworzonymi przez trzepak oraz drzewo i smutny kamień (tam czasem trudno było ocenić czy był gol). Każdy z nas plotkował co tam się wydarzyło w ostatnim odcinku telenoweli, a kiedy były mistrzostwa, lataliśmy z szalikami losowych zespołów piłkarskich (bo nie było wyboru, brało się co było). Nikt nie mówił że coś jest babskie albo chłopskie, taki fajny mieliśmy team.
Byłam jedną z niewielu osób, które miały piłkę do nogi, pamiętam ją do dziś jak bardzo na koniec była zajechana przez niezliczone mecze juniorów.

Jedną z moich ulubionych zabaw, była zabawa w wojnę. Byliśmy podzieleni terytorialnie na Czerwonych, Zielonych i Niebieskich. Przemykaliśmy po podwórku krzakami, piwnicami I bramami, zastawialiśmy na siebie pułapki i latał nie jeden kamień. Celne trafienia zwykle kończyły się rykiem i wizytą rodzica poszkodowanego na polu bitwy. Wtedy grzecznie udawalismy, że całkowitą uwagę poświęcamy szczepionym tramwajom w trawie albo kopaniu dołów w piaskownicy.

Z bardziej popularnych dziecięcych zabaw z tamtego okresu było dzwonienie do kogoś domofonem i uciekanie, albo co odważniejsi wdawali się w durnowatą dyskusję z ofiarą. Odkryłam wtedy, że aby wejść do zamkniętej bramy, zazwyczaj wystarczy zadzwonić pod losowy numer i powiedzieć 'cześć, to ja' albo proste 'otwórz'.

Atrakcje

Na podwórku był mały sklepik, gdzie lokalne żule zaopatrywały się w napoje wyskokowe a my w oranżadę z kaucjonowanej butelki. Były też gumy kulki i star czipsy do uzupełniania kalorii po bieganiu z patykami z gównem.
Ponadto w sklepiku tym była maszyna go gier, gdzie wrzucało się ciężko wyciągnięte od rodziców monety i patrzyło jak ustawiają się w rządku cytryna, jabłko, truskawka i śliwka, co znaczyło zniszczenie naszych dziecięcych marzeń o dołączeniu do klasy średniej.

Mieliśmy jeden kosz do gry, niestety parę metrów od niego był ulubiony murek lokalnej partii koneserów taniego wina, więc raczej trzymaliśmy się od niego z daleka.

Lokalsi

Nie mówię, że teraz tego nie ma, ale lata 80-90 były obfite w rozmaite patologie i mocno zakrapiane trunkami, bo ciężko było o sensowniejsze zajęcia.
Była taka jedna grupa, składająca się głównie z młodych facetów z zaprawionymi mordami. Wielogodzinne wystawanie na murku o po bramach czasem robiło się monotonne więc wyprawiali fajerszoły dla znudzonych mieszkańców.
Nie pamiętam ile razy to odwalili ale kilka będzie. Wieczorem, po zmroku, najpewniej z użyciem benzyny, rozpalali ogień w otwartym kontenerze na śmieci. Jarało się jak marzenie, spokojnie potrafiło sięgać mojego 4 piętra i dosięgać pobliskie drzewa. Wtedy, za dzieciaka, było to dla mnie widowisko nie z tej ziemi, sam wjazd straży pożarnej i ugaszenie tego było czadowe. Teraz myślę, ty debilu jeden z drugim, dobrze żeście nas wszystkich nie pozabijali.

Nie zawsze na podwórku było co robić, najczęściej latem w godzinach porannych były pustki bo sporo dzieciaków było na koloniach lub innych wyjazdach.
Jako, że potrafiłam być stara już za młodu, to w takie nudne dni stawiałam fotel przy oknie, kocyk na parapet i wysiadywalam godzinami w tym oknie, obserwując przechodzących ludzi, latające ptaszki oraz objadając się czereśniami i słuchając w radiu Rikiego Martina i krasza Tarkana.

Obecnie to podwórko nie przypomina swoich lat świetności. Po demograficznym boomie dzieciaków było coraz mniej, a nieliczni rodzice z tego podwórka już nie byli tacy chętni na puszczanie dzieciaków samopas. Mój świrnięty sąsiad zaczął obsadzać wszystko co tylko się da, usunął barierki, z piaskownicy zrobił olbrzymią donicę, całe Czerwone zostało ogrodzone płotem i tak sobie stoi i ładnie wygląda, bo funkcji już żadnej innej nie ma, nawet ławki zniknęły, aby przypadkiem ktoś nie przyszedł skorzystać. Może i nie brzmi to tak strasznie, ale znam typa i jego motywacje, dlatego heheszkuję z jego działań na rzecz wyplewienia dzieciaków i innych z JEGO podwórka.

I tak to było, na pewno cieszę się, że mnie puszczano codziennie samopas na podwórko, zamiast być ciąganą przez rodziców po zajęciach dodatkowych. Było fajnie.

Pokaż więcej komentarzy (38)

Fanatyk

w Pizza

50piorunów

Byłam wczoraj w swojej ulubionej pizzerii po raz pierwszy w tym roku. Szukałam inspiracji 😀
Na pewno mogę polecić pod względem doznań smakowych, ciasto fajnie wypieczone, mocno dojrzałe w smaku.
Nie znalazłam w menu idealnej dla siebie pozycji, więc poprosiłam o zamianę oliwek na podwójną ricottę, trochę biednie to wyszło, ale może być 😅
Niestety mój żołądek przyzwyczajony do własnego placka zaprotestował i odwdzięczył się potem wielogodzinnym bólem xD

Ale polecam - pizzeria O Sole Mio we Wrocławiu

Pokaż więcej komentarzy (15)

Fanatyk

w Książki

25piorunów

1085 + 1 = 1086

Tytuł: Hamlet

Autor: William Shakespeare

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Format: książka papierowa

Liczba stron: 228

Ocena: 10/10

Literatura najwyższych lotów.

Mimo, że ten wierszowy sposób pisania nie należy do moich ulubionych, przestawiłam się już po paru stronach. Czytało się bardzo przyjemnie. Pan Shakespeare potrafił nakreślić historię w sposób ciekawy i budzący emocje, a wydanie które mam jest ładnie przetłumaczone (ale nie porównywałam z oryginałem 😅).

Wartości i rozterki przedstawione w książce są ponadczasowe, dlatego Hamlet i jego dramat w 5 aktach obecni są w popkulturze i niezmiennie na szkolnych przedstawieniach, bo kto nigdy nie widział małolata z czaszką, pytającego 'być albo nie być' ten życia nie zna xD

A reszta, wiadomo, jest milczeniem.

Pokaż więcej komentarzy (1)

Fanatyk

w Książki

47piorunów

1083 + 1 = 1084

Tytuł: Zabić drozda

Autor: Harper Lee

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: REBIS

Format: książka papierowa

Liczba stron: 409

Ocena: 10/10

Jednym z efektów mojego ostatniego przemęczenia, było wyjście z pociągu bez książki. Pewnie również i z przemęczenia zirytowało mnie to jak nigdy.

Zostało mi kilkadziesiąt stron do końca, jakby wypadło mi z rąk coś cennego, co potrzebowałam na teraz, na już.

Stwierdziłam, że zamówię kolejny egzemplarz, ale będzie za kilka dni, a niedosyt był straszny i nie wyobrażałam sobie zacząć innej książki, bez zamknięcia tej.

I tu było zderzenie ze współczesnym czytaniem e-książek. Za starych czasów pobierałam pdfa z chomika, bądź innego torrenta i było, niemalże wszystko. Teraz google zbombardowało mnie masą legimo podobnych aplikacji, gdzie za cenę nieuczciwą mogłam dostać parę bajtów tekstu. Znalazłam drozda w apce empikowej, zabuliłam dwie dychy i przekonałam się, że to nie jest kurła książka, której szukałam w formie tekstu, tylko komiksu 🤦♀️

Trafiłam na legimu, apka w abonamencie, 3 dni za darmo, izi... Jednak nie, sama książka kosztuje prawie pięć dyszek dżizas.

No kupiłam, należy mi się. Nie ważne że nie wytrzymam nie mając wersji papierowej na półce, dlatego i tak ją zamówię.

W kaaaaażdym razie, przeczytane 😅

Czytając tą książkę, w głowie miałam milion zdań na recenzję, teraz jest tylko wymiętolone siano, ale postaram się, bo ta pozycja zasługuje na wysilenie się na parę ładnych słów.

Historia opisana jest oczami dziecka, ale niebanalna i refleksyjna. Powiedziałabym, że to wręcz kopalnia cytatów, które zostają w głowie na dłużej.

Potrzebowałam tej książki, o czym przekonałam się w trakcie czytania. W niepewnych czasach, znalazłam bohaterów, którzy pokazali mi drogę, ułożyli chaotyczne myśli i przypomnieli jak należy radzić sobie z trudnościami i pozostać przy tym człowiekiem.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fanatyk

w Książki

23piorunów

1071 + 1 = 1072

Tytuł: Zapach szkła cz 2

Autor: Andrzej Ziemiański

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Edipresse Polska

Format: książka papierowa

Liczba stron: 208

Ocena: 4/10

Tak wysoką ocenę przyznaję tylko ze względu na pierwszą opowieść oraz jakieś tam oryginalne pomysły.

Początek dał mi nadzieję, że tym razem będzie lepiej, niestety kolejne rozdziały mnie zniechęciły, imo pan Ziemiański ma ciekawe pomysły, ale kompletnie nie potrafi pisać.

Myślę, że ktoś z lepszym warsztatem mógłby wziąć fabułę i napisać to po swojemu, miałabym wtedy większą przyjemność z czytania 😅

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

168piorunów

Pijcie ze mno piwko lub kompocik bo właśnie zakończyłam pierwszy etap remontu pokoju 😁
Oczywiście jeszcze sporo jest do zrobienia, ale teraz muszę się wstrzymać z wydawaniem kasy i podreperować bolące plecy xD
Wiem, że to nic wielkiego i oczywiście postarane na 30%, bo kto robi dobrze, ale to honest work i jestem bardzo zadowolona z tego ile pracy w to włożyłam, bo w ostatnich miesiącach leciałam z tą robotą właściwie na drugi etat, w dni powszednie, weekendy, święta, nie licząc dni wyjazdowych czy innych ważniejszych spraw.

A co było robione? No właściwie wszystko xD w komentarzu wrzucę jak to wyglądało na początku i jak postępowały prace. Trzeba było skuć podłogi, wyrównać ściany, ogarnąć całą elektrykę, wymienić drzwi ze zwykłych wejściowych na tarasowe (bo teraz mam główne wejście od innej strony): tutaj usunięcie części ściany i wstawienie nadproża, w tym akurat miałam wsparcie lepszej połówki, bo nie było szans abym fizycznie dała radę wykuć dziurę pod nowe nadproże trzymając młot udarowy na takiej wysokości, a przynajmniej nie w takim czasie xD nadproże też swoje ważyło
Potem pomniejsze rzeczy typu gipsowanie, gładzie, malowanie aby jakoś to na ten czas wyglądało, bo docelowo mają być tapety i jakieś panele ścienne, no i dziś skończyłam panele podłogowe.
Co zostało? Sufit, tam pójdą czarne kasetony jakie mam w kuchni, lampę trzeba też zamontować bo wisi póki co smutna żaróweczka, elewacja od strony tarasu, grzejniki, wykończenie ścian jak już wspominałam, podłączyć fazę do wszystkich gniazdek, listwy przypodłogowe i drewniane narożniki wokół okna i drzwi. Potem to już same przyjemności bo mebelki, akwarium z rybkami, przeniesienie części książek z dużego salonu bo tam już się przewalają xD

Takie tam, chciałam się pochwalić bo jestem z siebie zadowolona mimo że nie jest perfekcyjnie 😛

Fanatyk15piorunów

@Shivaa pieseł chce wejść

Pokaż więcej komentarzy (81)

Fanatyk

w Hydepark

78piorunów

Mieliście jakieś fajne miejscówki na spotkania i grupy znajomych, które wspominacie z nostalgią?
U mnie znajdzie się takich kilka, niektóre w jakiś sposób mnie ukształtowały, nie zawsze na lepsze xD

---

Jak szłam do gimbazy to jeszcze nie miałam takiej stałej paczki znajomych. Były co prawda dzieciaki z podwórka ale to był ten czas, gdy zaczęłam od nich trochę odstawać wiekowo, bo w tamtym czasie 2-4 lata różnicy to była ogromna przepaść. Ponadto moje 'odejście' zostało pięknie przypieczętowane. Któregoś dnia odebrałam od koleżanki z podwórka kasetę, na którą miała mi nagrać nowy album Britney Spears. Zbyła mnie wyjątkowo szybko, a w domu, kiedy puściłam taśmę, okazało się że na początku kasety, przed nagranym albumem jest wiadomość głosowa od niej i kilku innych koleżanek zaczynająca się od chóralnego 'My cię już nie lubimy, bo dziwna zrobiłaś się' xD a potem każda po kolei się przedstawiła i pięknie wygarnęły mi za co dokładnie już mnie nie lubią, nie szczędząc słownictwa nie przystającego na podbazę xD
W każdym razie na własnym podwórku byłam spalona. Trochę pszykro, bo nikt wcześniej nie dał mi do zrozumienia, że odwalam może jakieś szambo czy coś. Ale tak chciało życie i dziecięca logika.

---

OPUSZCZONE
Nie powiem abym po tym szukała jakiegoś punktu zaczepienia w innych grupach, bo introwertyzm mocno, wtedy jeszcze wręcz skrajny, plus fakt że raczej gdzie się nie zjawiałam tam mnie raczej odrzucali, bo jak ktoś się nie odzywa to do d⁎⁎y taki kontakt.
Ale coś się zaczęło zmieniać. Miałam w klasie taką koleżankę, która była bardziej otwarta na innych i miała znajomości też w innych klasach. A tak się złożyło, że mieszkałyśmy na jednej ulicy, naprzeciwko siebie, więc razem chodziłyśmy do szkoły. Zwykle ulicami, ale była też opcja przejść na skróty przez pobliskie podwórko.
I właśnie na tym podwórku jej znajoma wkręciła nas do gimbazjalistów z naszego i pobliskiego gimbazjum. Spotykali się tam wszyscy, którzy po drodze do szkoły mieli to podwórko, a nawet z nieco oddalonych ulic. Nazywaliśmy je OPUSZCZONE.
Dlaczego tak? Właściwie to nieco niefortunnie, ponieważ nasza miejscówka była od strony nowo wybudowanego bloku. Była przelotówka oczywiście, po jednej stronie winkiel, po drugiej schodki a wzdłuż ściany budynku był betonowy podest, który chyba ochraniał poniższe piwnice przed zalaniem. I na początku głównie ten podeścik służył nam za miejsce do siedzenia.
Kiedy w grę wchodziła alkoholizacja, to siedziało się za winklem. Zresztą wszyscy byliśmy tam niepełnoletni więc większość paląca też miała gdzie się ukryć bo pały najczęściej wyskakiwały znienacka.
W późniejszym czasie mieszkańcy zaczęli się skarżyć na smród fajek lecący im do okien, więc murek zabudowano, ale nie przeszkodziło nam to siedzieć na schodkach i za winklem.
A jeśli chodzi o pochodzenie nazwy Opuszczone, to wzięła się właściwie z tego, że było to spore podwórze, z masą nieczynnych ale niewielkich zabudowań, magazynowych i innych. Wszystko oczywiście wyglądało tak jak podobne im na początku XXI wieku.
Ludzie:
Ja chodziłam do tego bardziej odległego gimnazjum, więc ode mnie przychodziły tam w porywach 4 osoby łącznie ze mną. Do dziś nie wiem dlaczego miałam rejon w tej dalszej szkole.
Cała reszta to były dzieciaki z bliższego gimnazjum.
Przekrój ludzi był niezbyt spory. W większości były to punki i metale, raczej mniej ambitne, część brała już dragi, miała problemy z chodzeniem do szkoły i robili różne odpały. Absolutnie nie każdy taki był, myślę, że połączyliśmy się tam subkulturowo, bo reszta kultury mocno kulała.
Cieszyłam się wtedy, że mogę czuć się częścią jakiejś grupy, chociaż do swoich znajomych zaliczałam tam tylko garstkę. To właśnie tam poznałam moją najlepszą psiapsiółę, która jest przy mnie już dobre ćwierć wieku. Z dużą częścią z nich nigdy nawet nie gadałam albo ograniczałam się do samego 'cześć'. Wtedy nie wiedziałam, że da się lepiej trafić.
Niektórzy bywali agresywni, z powodu dragów lub innych życiowych problemów. Kiedyś wracając ze szkoły sama, przechodziłam przez Opuszczone, zauważyłam że siedzą tam dzieciaki, z którymi raczej nie gadałam, więc rzuciłam tylko cześć i chciałam iść dalej. Podbiegła do mnie jedna z dziewczyn i do mnie z tekstami w rodzaju 'co ty na mój temat ploty, farmazony rozpowiadasz'.
No zatkało mnie, bo ja raczej nie byłam z tych co chcieli komuś szkodzić, a już na pewno nie pamiętałam abym o niej cokolwiek mówiła. Próbowałam to wyjaśnić, ale ona zdecydowanie chciała zaczepki i zaczęła mnie popychać. Obesrana byłam strasznie, bo nie wiedziałam co się dalej wydarzy, reszta towarzystwa podśmiechiwała z całej sytuacji, na szczęście jeden z chłopaków zlitował się nade mną i odciągnął agresywną koleżankę. Po tym czasie długo się tam nie pojawiłam, a potem tylko w towarzystwie. W każdym razie nie było to już dla mnie to samo miejsce.

Przesiedziałam tam do końca gimnazjum, początek liceum oznaczał inną drogę do szkoły i z wieloma osobami też zaczęłam się odsuwać, poznając nowe, licealne towarzystwo.

---

GÓRKA
Pierwsza klasa liceum to były właściwie nudy. Spędzałam czas tylko z chłopakiem, który chodził ze mną do klasy i jego kolegą. Czasami też spotykałam się na fajce z ziomkiem z innej klasy, którego poznałam wcześniej na Opuszczonym. Poza lekcjami grałam w kąkuter, czasem spotykałam się z ludźmi z Opuszczonego, z którymi znajomość przetrwała próbę czasu.
Ale od 2 klasy zaczęła się jazda.
Do mojej szkoły trafiły osoby, które też znałam z Opuszczonego lub innych miejsc. W tym czasie zmieniłam też nudną klasę na bardzo fajną, gdzie miałam 3 super ziomków, z którymi spędzałam sporo czasu. W trakcie przerw wszyscy spotykaliśmy się na fajce, zaczęły dochodzić nowe osoby, znajomi znajomych i to było WYBORNE towarzystwo, z całej szkoły chyba z 15-20 osób. Dream team. I to była pierwsza grupa, w której czułam się tak dobrze. Oczywiście ci znajomi mieli też znajomych z innych szkół, spotykaliśmy się z nimi w weekendy na wyspie, garncarzu, nad Odrą, wszędzie gdzie dało się spokojnie raczyć tanim winem i harnasiem. Wiadomo, że nie byłam ze wszystkimi blisko, ale oni dawali mi prawdziwe poczucie wspólnoty w której dobrze się czuję. Wszyscy punko - metale, taki mieliśmy klimat.
Czasem jak się spotykaliśmy, to była nas grupa aż kilkudziesięciu osób, wszyscy jeden cel.
Z tej grupy wyłoniła się moja najukochańsza paczka, z którymi widywaliśmy się niemalże codziennie. Jakoś tak wyszło, że większość mieszkała blisko mnie i w pobliżu mieliśmy park na którym była GÓRKA. Upatrzyliśmy sobie miejsce na jej zboczu, na schodkach, w ustronnym miejscu.
Początkowo było nas parę osób, z czasem grupa się rozrastała, z wieloma z nich mam do dziś kontakt. Byli to ludzie, których szczerze kochałam. Nie było wśród nas patologii, dragów, większość ambitna i z dobrych domów. Wiadomo, prawie każdy palił i alkoholu nie odmawiał, ale takie to byli czasy, nie to co dzisiejsza młodzież 😅
Właściwie przez większość czasu w tygodniu po szkole ktoś tam siedział. Nie było nudy, śpiewaliśmy piosenki, odrabialiśmy lekcje, snuliśmy plany na przyszłość i najbliższy weekend.
W tym wieku czas leci inaczej i ta pierwsza jesień z nimi wydawała się trwać wieczność. Kiedy nastała zima, nasze codzienne spotkania zostały zaburzone.

---

BUNKIER
Tak na prawdę to nie był bunkier, tylko opuszczona altana nad Odrą, którą kiedyś wypatrzyliśmy. Nie było tam drzwi, było za to jedno zakratowane okienko i niewielka dziura w suficie. Z czasem zaczelśmy się tam urządzać. Ktoś przyniósł jakiś stary dywan, kto inny duży pergamin na którym robiliśmy rysunki aby ozdobić ściany. Siedzieliśmy przy świecach, gadaliśmy, śpiewaliśmy piosenki. Klimatu tego miejsca nigdy nie zapomnę, jak zebrało się nas więcej to nawet nie było tak zimno.

---

ŁAWKI
Na wiosnę wróciliśmy do parku, ale tym razem nie na górkę lecz pobliskie ławeczki ze stolikami na których były plansze szachowe. Zazwyczaj mieliśmy obok towarzystwo miejscowych dziadków co przychodzili rozgrywać partyjki, nawet czasem pogadaliśmy. Niestety wraz z rozrostem grupy, pojawiły się pierwsze konflikty. Między innymi dlatego nasze spotkania stały się mniej regularne aż w końcu zupełnie się skończyły, kosztem spotkań w innych grupach i miejscach. Dalej widywaliśmy się w szkole, kto z nami chodził oraz w knajpach, bo pomału wchodziliśmy w dorosłość.

---

TORY
Na tory się chodziło, kiedy nie było kasy siedzieć w pobliskiej knajpie, albo godzina była późna.
Tam trafiłam jeszcze z przyjaciółmi ze szkoły, ale moja grupa pomału zaczynała się wykruszać, to był czas matur, niektórzy spędzali całe dnie na nauce, inni naturalnie zmienili towarzystwo. Niestety z czasem wokół mnie było coraz więcej osób, które przypominały to od czego uciekłam z Opuszczonego, dlatego mój czas na tego typu spotkania dobiegał końca.

---

Od tego czasu już nie miałam takiego miejsca gdzie zawsze mogłam pójść i wiedziałam, że ktoś tam będzie.
Z czasem coraz trudniej było zebrać większą ilość osób, która będzie się cieszyła ze swojego towarzysza i oczywiście miała czas.
Myślałam wielokrotnie, czy nie zorganizować jakiegoś spotkania dla mojej ulubionej górkowej paczki, ale wydaje mi się, że po latach mogłoby to wyjść sztucznie i drętwo. Pomijając kwestię braku czasu w dorosłym życiu, to nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi. Niemniej jednak bardzo się cieszę, że mogłam być ich częścią, bo dzięki nim czuję, że przeżyłam wiek nastoletni w pełni.

1. zdj. Bunkier, widok z dziury w suficie
2. zdj. Bunkier wewnątrz
3. zdj. Górka

GURU7piorunów

@Shivaa

My cię już nie lubimy, bo dziwna zrobiłaś się' xD a potem każda po kolei się przedstawiła i pięknie wygarnęły mi za co dokładnie już mnie nie lubią

Samice potrafią być dla siebie dużo okrutniejsze niż faceci

Lider13piorunów

>Wy mieliście znajomych?

Pokaż więcej komentarzy (69)

Fanatyk

w Hydepark

96piorunów

Fajen wekent
Mieszczuch na wsi 😅
Mam super koleżankę, która ma piękne gospodarstwo, konie, psy, koty, własne owoce i warzywa. Zawsze wracam od niej zrelaksowana i spełniona 😁
Myślałam masę razy o tym aby przeprowadzić się na wieś, bo nie powiem, uwielbiam pracę fizyczną, ogarnianie roślinek, kontakt z naturą. A zapach gnoju i traktory mi nie przeszkadzają. Ale za każdym razem jak sobie myślę, że jak trzeba będzie jechać do lekarza to kilometry, jak coś załatwić w urzędzie to kilometry, do sklepu daleko, do apteki daleko, jak chcę zrobić sobotni wypad na miasto to taksą do domu nie wrócę, jak gruz odmówi posłuszeństwa to autobusem nie dojadę 😕 więc na razie zostaje to w strefie marzeń, ale póki mogę do kogoś pojechać, poprzerzucać bele z sianem, ogarnąć padoki a potem siąść do ognicha I uraczyć się kociołkiem to jestem szczęśliwa :3

Autorytet9piorunów

Smajl in polisz XD

Gruba ryba2piorunów

@Shivaa jak można lubić zapierdol przy sianie czy słomie. Od dziecka nie lubiłem tego typu "aktywności" fizycznej.

Podziwiam

Pokaż więcej komentarzy (34)

Fanatyk

w Pizza

36piorunów

Zielone szaleństwo 🫑🌿🍐

Kupiłam zajefajną włoską mortadelę z pistacją ale kurła nie mogę się przemóc do mięsa na pitcy więc pójdzie na kanapki ¯⁠\\⁠⁠(⁠ツ⁠)⁠⁠/⁠¯

A że do jedzenia podchodzę autystycznie i jak coś mi posmakuje to mogę to jeść tygodniami, dlatego znowu wjechała gruszka, orzech włoski i miód, ale tym razem dodatkowo szpinak i dżalapinto

No i nie byłabym sobą gdybym na koniec nie naładowała ricotty i czosnku w oliwie 🤤

Ogółem rewelacyjna słodko ostra kompozycja, dla niektórych może ble, ale ja wciągnęłam wszystko i żałowałam, że nie ma więcej 😁

GURU5piorunów

bandytko
Toż to jest Magnifique

GURU1piorunów

@Shivaa Nigdy nie jadłem Twojej picki (° ͜ʖ °)

Pokaż więcej komentarzy (24)

Fanatyk

w Książki

32piorunów

1035 + 1 = 1036

Tytuł: Zapach szkła

Autor: Andrzej Ziemiański

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Edipresse Polska

Format: książka papierowa

Ocena: 4/10

Przemęczyłam szczerze mówiąc. Nie aby była to kompletna klapa, bo zdecydowanie przypadły mi do gustu koncepcje wszystkich 3ech opowiadań na które składa się ta książka. Gdyby tylko zostały opisane lepiej...

No właśnie, styl pisania jak dla dramat. Sztywna maniera, wszystko opisane z jakąś taką przesadą, oby jak najwięcej brutalności i przelanej krwi a cała otoczka nie ma znaczenia. Do tego częste powtórzenia, i to cholerne 'oki doki' od którego lansował się mózg xD

Ale jak już mówiłam, fajne pomysły na fabułę, no i miejsce akcji we Wrocławiu 😁

Gruba ryba4piorunów

Kiedyś byłem fanem pana Ziemiańskiego. Ale to było kiedyś. 😉

Swoją drogą, ciekawe jak dziś podeszłyby mi książki innego z autorów z tego wrocławskiego towarzystwa, pana Roberta Szmidta. Tego, który pisał o Wrocławiu w uniwersum Metro.

Gruba ryba1piorunów

Dawno temu czytałem ale pamiętam że o ile pomysły były całkiem ok, zwłaszcza na pierwsze, o tyle styl był taki jakby to pisał licealista xD

Autora poznałem po przeczytaniu Achaji i o ile ona była napisana luźno to ten styl był bardzo meh, a mówię to z perspektywy osoby która była wtedy nastolatkiem xD

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fanatyk

w Książki

37piorunów

1027 + 1 = 1029

Tytuł: Sprawiedliwość owiec

Autor: Leonie Swann

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Amber

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324127535

Liczba stron: 264

Ocena: 7/10

Ehh, fajnie było coś w końcu poczytać :3 i to nie byle co, bo filozoficzną opowieść kryminalną!

Bardzo spodobała mi się koncepcja książki, gdzie głównymi bohaterami są owce, których pasterz został zamordowany. Wierni podopieczni aby uczcić jego pamięć decydują się na rozwiązanie zagadki morderstwa.

To co jest w tej książce charakterystyczne, to owcze pojmowanie ludzkiego świata, które często prowadzi do zabawnych wniosków.

Bawiłam się dobrze i jak najbardziej polecam miłośnikom takich zakręconych historii 😉

Wirtuoz4piorunów

Czytałem lata temu gdzieś na poziomie liceum bądź studiów. Bawiłem się świetnie, jest też druga część Triumf owiec, tutaj niestety już duzo gorzej. Choć czytać się dało.

Fanatyk2piorunów

@Shivaa czytałem to chyba ponad 20 lat temu. Pamiętam, że mi się całkiem podobało.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Fanatyk

w Pizza

60piorunów

Całkiem ładne te ciapki wyszły, choć ciasto tym razem d⁎⁎y nie urwało z powodu zbyt niskiej hydratacji
Po raz pierwszy robiłam placka z tego przepisu w takich temperaturach, musiałam ratować się dodatkową mąką bo ciasto dosłownie lało się przez palce
Mimo wszystko w tym tygodniu planuję pozostać przy wyższym hydro, jestem przekonana, że spokojnie dam radę 😀

Fanatyk4piorunów

Wygląda świetnie

Fanatyk1piorunów

@Shivaa ojoj, trocha mocny ten lampart, co tu się podziało? :thinking_face:

Ile hydro probowałaś wcisnąć?

Pokaż więcej komentarzy (19)

Fanatyk

w Hydepark

171piorunów

Ehh nie wiem co powiedzieć
Na pewno chcę bardzo podziękować wszystkim, którzy przybyli na wczorajsze ♥️♥️♥️
To dla mnie zaszczyt, że mogłam was wszystkich spotkać, niektórych po raz pierwszy, innych po raz kolejny. To było moje trzecie hejto spotkanie i z każdym razem upewniam się coraz mocniej, że warto się spotykać na żywo bo ciężko znaleźć miejsce w internecie gdzie jest tyle fajnych ludzi!
Frekwencja jak na Wrocław była powalająca 😅 bo w szczytowym momencie było nas z 15 osób, jeśli dobrze policzyłam, mimo że warunki dla większości były trudne, ale lepszy upał niż deszcz 😛
Bardzo dziękuję też wszystkim, którzy zadbali o dobrą szamę i resztę niezbędników udanego spotkania ☺️

---

@yoowki dziękuję za świetne ogarnięcie ogniska i że zapewniłeś wszystko co potrzebne aby szybko wszystko rozpalić, za nożyczki o których zapomniałam 😅 pomoc w sprzątaniu, genialny kociołek którego wzięłam 3 dokładki i w ogóle poczucie, że jeśli czegokolwiek zabraknie to masz to w aucie 😅 dziękuję! ♥️
@nobodys dziękuję za kopalnioki, które okazały się bardzo smaczne, za zastawę stołową oraz gratuluję przybycia jako pierwszy, masz u mnie odznakę najwyższej jakości 😁 no i że pojawiłeś się mimo że nie mieszkasz na wyciągnięcie ręki. Dziękuję! ♥️
@macgajster mimo że nie mogłeś z nami być, dziękuję za pomoc z projektem karteczek z nickami, dobrze mieć kogoś kto ogarnie jeden z tych upierdliwych tematów na które nigdy nie ma czasu xD dziękuję! ♥️
@wonsz bardzo się cieszę, że mimo intensywnego dnia udało ci się wyrwać i dałeś się poznać od, wiadomo, najlepszej strony 😁 twoje tosty z ogniska mogłabym jeść codziennie, żałuję tylko że nie wcisnęłam więcej, pomysł genialny! Dziękuję również za pomoc ze sprzątaniem no i mam nadzieję, że kiedyś uda się wspólnie zaliczyć jakąś trasę rowerową. Dziękuję ♥️
@SilverMonkey dziękuję za pomysł na wspólną fotkę oraz realizację, wszyscy wyszliśmy jak młodzi bogowie, mimo tych 30-40 plus 😅 no i fajnie że mamy spory rower team! Dziękuję! ♥️
@Pawelvk dziękuję że jak zawsze roztaczałeś pozytywny vibe, z takimi jak ty każde spotkanie jest lepsze, jakbym miała sobie czegoś życzyć na kolejnych hejtopiwach to twojej obecności. Dziękuję! ♥️
@fisti jesteś jedyną chyba osobą, którą spotkałam na każdym hejtopiwie i jak zawsze cieszę się z twojej obecności, dzięki za pomysły na trasy rowerowe i mam nadzieję, że jeszcze dużo trasowych niespodzianek przed tobą 😁 dziękuję! ♥️
Kolego od opowieści ze sfinxa (nie pamiętam nicku 😢), powiem tak, tego nam było trzeba 😁 żałuję że nie posłuchałam wszystkich pracbazowych opowieści, bo gadkę masz niesamowitą, tacy jak ty zawsze rozkręcają dobrą imprezę! Dziękuję! ♥️
@kiri cieszę się że miałyśmy okazję spotkać się po raz kolejny i mam nadzieję, że udało się zaliczyć wczorajszego questa bez strat w ludziach 😅 i mam nadzieję że piesek wytrwał w tym upale 🥺
Wspominałaś o jakimś tajemniczym dokumencie xd jakby co to daj znać, w rejony osobowic pewnie będę się wkrótce zapuszczać rowerem 😉 dziękuję! ♥️
@RogerThat dziękuję za mięsko na grilla, finalnie nie udało się wcisnąć w przybyłych nic więcej, ale spokojnie, nie zmarnuje się. cieszę się że się zjawileś i mam nadzieję, że widzimy się na kolejnym hejtopiwie 😀 dziękuję! ♥️
@bori bardzo się cieszę, że przybyłeś z tak daleka i mogliśmy się poznać, mam nadzieję że podróż powrotna upłynęła wam spokojnie i że jeszcze będziemy mieli okazję pogadać 😀 dziękuję! ♥️

---

Niestety, moja pamięć jest dość licha i na tą chwilę nie jestem w stanie przypomnieć sobie więcej nicków, w każdym razie każdy z was obecnych sprawił, że to spotkanie było mega udane, przynajmniej dla mnie, mam nadzieję że również dla was.
Wiem, że warunki pogodowe były trudne, więc tym bardziej szacun dla was, że się zjawiliście ♥️
A tak poza tym to przywiozłam do domu więcej jedzenia i ogniskowego wyposażenia niż to co przywiozłam na ognisko 😅 ale spokojnie, jedzonko i cała reszta się nie zmarnuje!

---

Teraz jak już wiem, że tego typu spotkania mają sens, zapewniam, że zobaczymy się znowu i mam nadzieję że wszyscy którym tym razem się nie udało będą obecni
Niech moc będzie z wami 🔥🔥🔥

Kompan3piorunów

@Shivaa ominęła mnie gdzieś ta informacja, postaram się wpaść na następne:) miło widzieć że we Wrocławiu społeczność jest spora

Osobistość1piorunów

Który to bori?

Pokaż więcej komentarzy (91)

Fanatyk

w Hydepark

19piorunów

Dla równowagi do narzekania na pogodę 😅
Piękna niedziela, chillujemy z Kaziem w cieniu, udar nam nie straszny, chłodna jerba, milutko

GURU1piorunów

@Shivaa Miałem dylemat, rozwalić się na działce i ewentualnie chłodzić w oczku wodnym i spryskiwaczem, czy siedzieć w domu pod wiatrakiem i z prysznicem. 😛

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

58piorunów

Dzień dobry w ten piękny słoneczny dzień 😌
Szybkie pytanko do uczestników wczorajszego ogniska
Chcę zrobić wpis z foto relacją i chciałam wiedzieć czy ktoś życzy sobie zamazania twarzy na fotkach?
Dajcie znać w komentarzu albo na priv, a ja wieczorem wrzucę wpis 😉
Tymczasem wrzucam fotkę gościa honorowego

Fenomen1piorunów

@Shivaa też chcę na twarzy kopalnioka jak się da, albo coś śmiesznego 😁

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fanatyk

w Hydepark

19piorunów

Uwaga, ważny komunikat, niestety nasza pierwotna miejscówka została zajęta, ale udało się zająć to https://maps.app.goo.gl/7V1GDKBLG32JLkZ69
Niedaleko poprzedniego miejsca
Przepraszam za zamieszanie, ubiegli mnie 🙁

Gruba ryba6piorunów

Ja myślałem że pół godziny stania przed otwarciem kąpieliska to długo, a tu trzeba wiatę trzymać pół dnia.

Fenomen2piorunów

@Shivaa oby parking leśny obok był wolny :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (16)