dradrian_zwierachsGruba ryba
66piorunówElo. Telefon w trybie oszczędności. Jadę zająć strategiczną pozycję! W tym roku kocioł pierwszej linni dużej sceny. Do zo!

Dołączył/a:
dradrian_zwierachsGruba ryba
66piorunówElo. Telefon w trybie oszczędności. Jadę zająć strategiczną pozycję! W tym roku kocioł pierwszej linni dużej sceny. Do zo!

ShivaaFanatyk
36piorunów1102 + 1 = 1103
Tytuł: Sto lat samotności
Autor: gabriel Garcia Marquez
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Mediasat Poland
Format: książka papierowa
Liczba stron: 350
Ocena: 3/10
Zaczęło się bardzo ciekawie, oryginalnie. Pomyślałam od razu, że może być to kolejna świetna pozycja na półce. Ale zlatywały kolejne kartki, zapał stygł i w końcu zaczęłam się zastanawiać, skąd ta książka wzięła się na mojej kupce z najbardziej wartościową literaturą wszechczasów. Musiałam sprawdzić opinie na necie, bo nie dawało mi to spokoju, ale okazało się, że ja to chyba nie potrafię docenić dobrej książki, bo opinie ma fantastyczne.
Zacisnęłam zęby i wróciłam do czytania. Niby 350 stron tylko, ale przeczytanie jednej kartki zajmowało sporo czasu. W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza, ale jakoś przetrwałam 😅
Książka opisuje długaśną historię rodziny, gdzie imiona notorycznie się powtarzają, bardzo szybko zaczęłam się gubić czy X to jest X, czy syn wnuka jego siostry z pierwszego małżeństwa, a nie dość że imiona się powtarzają to poszczególne są do siebie cholernie podobne. Dlaczego Panie Autorze? No ale to jeszcze do zniesienia. Trochę gorzej z samą treścią i powaloną historią. Wszczscy ze wszystkimi parzą się jak króliki i trzeba czytać te niesmaczne, zbędne opisy, kazirodztwo - jeszcze jak! Do tego magia, zjawiska nadprzyrodzone, straszny zamęt. Wszystko przeplatane wojnami, polityką, romansami, napisane niemalże bez ładu i składu, przeskakiwanie co chwila po innym temacie. To jest taki strasznie długi, szczegółowy i na prawdę irytujący monolog.
Potrafię docenić pomysł na samą koncepcję i czasem czytałam z większą ciekawością.
Ale niestety okazuje się, że jednak nie potrafię docenić tej najwyższych lotów literatury.
#bookmeter

AniaSInspirator
55piorunów
SpleenFenomen
30piorunówDzisiaj w ramach serii moich wpisów pod tagiem #tworczoscwlasna zostanie przełamany ostatni trend i uwieczniony zostanie inny użytkownik.
Tematyka nadal związana z ciężką pracą.
Czy ktoś jest w stanie odgadnąć o kogo chodzi?
Na bank będziecie wiedzieli. Dodam jedynie, że cykl wpisów związanych z tym co na obrazku, to jak dla mnie absolutna topka jeśli chodzi o tagi autorskie na hejto.

ShivaaFanatyk
70piorunówZawsze zastanawiałam się jak to jest spędzić dzieciństwo na wielkim blokowisku, z sebixami na ławeczce, ogromnymi przestrzeniami między wysokimi blokami i masą zieleni. U mnie było trochę inaczej.
Podwórko
Mieszkałam we Wrocławiu na Ołbinie, gdzie królowały stare kamienice, podwórza nie były urodziwe, zazwyczaj z małą ilością zieleni, w latach 80-90 nie było jeszcze ładnych placów zabaw, ale mame mogła kontrolować z okna co robią jej pociechy i w razie czego rzucić picie albo piłkę, a potem wrócić do oglądania Mody na sukces i mieszania bigosu.
Mój blok wybudowany został w latach 80, wkomponowany w sąsiednie kamienice był najnowszym na tym podwórku.
Podwórko miało kształt litery U, ja mieszkałam na jego środku. Dzieliliśmy się na 3 mniejsze podwórka, każde nazywaliśmy kolorem na który niegdyś pomalowane były drabinki na placach zabaw: Zielone, Niebieskie i moje, Czerwone. Moje było największe i najbogatsze w sprzęty do tracenia zębów, więc zazwyczaj schodziły się do nas dzieciaki z sąsiedztwa.
Podwórze miało taki kształt, ponieważ na środku znajdowała się duża piekarnia 'Sobótka', odgrodzona wysokim płotem, gdzie później powstała jedna z pierwszych Biedronek w mieście.
Oczywiście zieleni nie było zbyt wiele, trochę smutnej trawy, parę młodych wtedy jeszcze drzew, poza tym ziemne klepisko, gdzieniegdzie beton i tajemne napisy na ścianach (długo głowiłam się nad tym co oznaczało hasło WAL KONIA widoczne z mojego okna).
Podwórkowe legendy
Pewnie każde takie miejsce miało swoje, ja wspomnę tylko o dwóch bo pamięć już nie ta.
Nawiedzona piwnica: z jakiegoś powodu dzieciaki lubią się trochę bać a przed snem płakać z powodu potwora pod łóżkiem. O jednej z kamienic krążyła legenda, że w jej piwnicy powiesił się jakiś ziomek. Miejsce w którym ktoś odebrał sobie życie, ma dla dzieciaków +100% statsów do grozy i 200% szans, że są tam duchy. Piwnica rzeczonej kamienicy, tak jak zresztą wszystkie na tym podwórku, miała swoje wyjście zaraz obok Czerwonego placu zabaw. Był to obskurny zaszczany kąt, ze schodkami w dół i skrzypiącymi drzwiami, za którymi szedł długi, nie ładniejszy korytarz bez oświetlenia, który kończył się piwnicami. Większość dzieciaków mieszkających w tej bramie, wychodziła na podwórko naokoło, aby nie narażać się na ducha samobójcy. Po czym wszyscy radośnie siadaliśmy na tych schodkach i straszylismy się nawzajem.
Oczywiście lubiliśmy grać w prawda-czy-wyzwanie z czego najpopularniejszym wyzwaniem było wejść do tej piwnicy, po czym delikwent był zatrzaskiwany w środku, dopóki jakiś wściekły rodzic nie zaczynał drzeć się z okien aby zamknął zaryczaną jadaczkę. Potem szedł do domu naskarżyć, a reszta ulatniała się. Następnego dnia znowu była sztama.
Krzysiu Wariat: na samiuśkim końcu podwórek mieszkał sobie Krzysiu z bratem i ojcem alkoholikiem. Krzysiu miał koło 20-30 lat i nierówno pod sufitem. Ploty krążyły o nim niesamowite, co się u nich w domu wyrabia. Prawda, byliśmy wrednymi, znudzonymi szczylami i granie w gałę i zamykanie się w piwnicy samobójcy czasem nam nie starczało.
K. lubił się na wszystkich drzeć bez powodu i miał swoje dziwactwa, które niesamowicie nas śmieszyły. Bywały dni, gdy szczytem naszych ambicji bywało wołanie pod jego oknami 'Krzysiu Wariat' i uciekanie gdzie pieprz rośnie, nierzadko spowalniając się nawzajem, aby kolega trafił w ręce Krzysia.
K. Uwielbiał tą grę, wybiegał wtedy wściekły z domu (nie miał daleko bo mieszkał na parterze) i gonił nas miotając przekleństwa.
Któregoś dnia dostarczył nam niecodziennych emocji wyskakując na nas z grabiani. Gdyby ktoś mi wtedy mierzył czas, mógłby paść rekord w dziecięcej kategorii sprintu.
Aktywności
Niestety nie dane nam było brainrotować się w tamtych czasach na tiktoku, więc musieliśmy być bardziej kreatywni. Ale już wtedy byliśmy gender fluid I każdy z nas skakał w gumę, aby potem grać w nogę z bramkami tworzonymi przez trzepak oraz drzewo i smutny kamień (tam czasem trudno było ocenić czy był gol). Każdy z nas plotkował co tam się wydarzyło w ostatnim odcinku telenoweli, a kiedy były mistrzostwa, lataliśmy z szalikami losowych zespołów piłkarskich (bo nie było wyboru, brało się co było). Nikt nie mówił że coś jest babskie albo chłopskie, taki fajny mieliśmy team.
Byłam jedną z niewielu osób, które miały piłkę do nogi, pamiętam ją do dziś jak bardzo na koniec była zajechana przez niezliczone mecze juniorów.
Jedną z moich ulubionych zabaw, była zabawa w wojnę. Byliśmy podzieleni terytorialnie na Czerwonych, Zielonych i Niebieskich. Przemykaliśmy po podwórku krzakami, piwnicami I bramami, zastawialiśmy na siebie pułapki i latał nie jeden kamień. Celne trafienia zwykle kończyły się rykiem i wizytą rodzica poszkodowanego na polu bitwy. Wtedy grzecznie udawalismy, że całkowitą uwagę poświęcamy szczepionym tramwajom w trawie albo kopaniu dołów w piaskownicy.
Z bardziej popularnych dziecięcych zabaw z tamtego okresu było dzwonienie do kogoś domofonem i uciekanie, albo co odważniejsi wdawali się w durnowatą dyskusję z ofiarą. Odkryłam wtedy, że aby wejść do zamkniętej bramy, zazwyczaj wystarczy zadzwonić pod losowy numer i powiedzieć 'cześć, to ja' albo proste 'otwórz'.
Atrakcje
Na podwórku był mały sklepik, gdzie lokalne żule zaopatrywały się w napoje wyskokowe a my w oranżadę z kaucjonowanej butelki. Były też gumy kulki i star czipsy do uzupełniania kalorii po bieganiu z patykami z gównem.
Ponadto w sklepiku tym była maszyna go gier, gdzie wrzucało się ciężko wyciągnięte od rodziców monety i patrzyło jak ustawiają się w rządku cytryna, jabłko, truskawka i śliwka, co znaczyło zniszczenie naszych dziecięcych marzeń o dołączeniu do klasy średniej.
Mieliśmy jeden kosz do gry, niestety parę metrów od niego był ulubiony murek lokalnej partii koneserów taniego wina, więc raczej trzymaliśmy się od niego z daleka.
Lokalsi
Nie mówię, że teraz tego nie ma, ale lata 80-90 były obfite w rozmaite patologie i mocno zakrapiane trunkami, bo ciężko było o sensowniejsze zajęcia.
Była taka jedna grupa, składająca się głównie z młodych facetów z zaprawionymi mordami. Wielogodzinne wystawanie na murku o po bramach czasem robiło się monotonne więc wyprawiali fajerszoły dla znudzonych mieszkańców.
Nie pamiętam ile razy to odwalili ale kilka będzie. Wieczorem, po zmroku, najpewniej z użyciem benzyny, rozpalali ogień w otwartym kontenerze na śmieci. Jarało się jak marzenie, spokojnie potrafiło sięgać mojego 4 piętra i dosięgać pobliskie drzewa. Wtedy, za dzieciaka, było to dla mnie widowisko nie z tej ziemi, sam wjazd straży pożarnej i ugaszenie tego było czadowe. Teraz myślę, ty debilu jeden z drugim, dobrze żeście nas wszystkich nie pozabijali.
Nie zawsze na podwórku było co robić, najczęściej latem w godzinach porannych były pustki bo sporo dzieciaków było na koloniach lub innych wyjazdach.
Jako, że potrafiłam być stara już za młodu, to w takie nudne dni stawiałam fotel przy oknie, kocyk na parapet i wysiadywalam godzinami w tym oknie, obserwując przechodzących ludzi, latające ptaszki oraz objadając się czereśniami i słuchając w radiu Rikiego Martina i krasza Tarkana.
Obecnie to podwórko nie przypomina swoich lat świetności. Po demograficznym boomie dzieciaków było coraz mniej, a nieliczni rodzice z tego podwórka już nie byli tacy chętni na puszczanie dzieciaków samopas. Mój świrnięty sąsiad zaczął obsadzać wszystko co tylko się da, usunął barierki, z piaskownicy zrobił olbrzymią donicę, całe Czerwone zostało ogrodzone płotem i tak sobie stoi i ładnie wygląda, bo funkcji już żadnej innej nie ma, nawet ławki zniknęły, aby przypadkiem ktoś nie przyszedł skorzystać. Może i nie brzmi to tak strasznie, ale znam typa i jego motywacje, dlatego heheszkuję z jego działań na rzecz wyplewienia dzieciaków i innych z JEGO podwórka.
I tak to było, na pewno cieszę się, że mnie puszczano codziennie samopas na podwórko, zamiast być ciąganą przez rodziców po zajęciach dodatkowych. Było fajnie.

ShivaaFanatyk
50piorunówByłam wczoraj w swojej ulubionej pizzerii po raz pierwszy w tym roku. Szukałam inspiracji 😀
Na pewno mogę polecić pod względem doznań smakowych, ciasto fajnie wypieczone, mocno dojrzałe w smaku.
Nie znalazłam w menu idealnej dla siebie pozycji, więc poprosiłam o zamianę oliwek na podwójną ricottę, trochę biednie to wyszło, ale może być 😅
Niestety mój żołądek przyzwyczajony do własnego placka zaprotestował i odwdzięczył się potem wielogodzinnym bólem xD
Ale polecam - pizzeria O Sole Mio we Wrocławiu

SpleenFenomen
114piorunówMoja pierwsza wyprawa do stolicy naszego pięknego kraju, miała miejsce jak miałem lat kilka - czyli pewnie gdzieś za Jaruzelskiego. Dla chłopca z ufajdanej gnojem i eternitem Polski B, to było coś! Szerokie ulice, tramwaje, dużo ludzi i każdy taki ważny, gdzieś idzie pośpiesznym krokiem, pomniki i tak wiele, wiele samochodów! Podczas wizyty w zoo na własne oczy można było zobaczyć słonia lub niedźwiedzia polarnego - obrazy znane wyłącznie z książek.
Ale najbardziej spektakularnym wydarzeniem dla takie smyka było zupełnie co innego. Do dziś pamiętam jak mi dosłownie eksplodował mózg, kiedy zobaczyłem przed sobą schody ruchome na dworcu centralnym. Poczułem się wtedy, że obcuję z technologią przyszłości. Oto człowiek ujarzmił męczącą potrzebę wspinania się po betonowych stopniach i elementem dnia codziennego stało się coś, czego mój umysł do tej pory nie dopuszczał do siebie nawet w najbardziej fantazyjnych snach. Stajesz w miejscu, a świat wokół przesuwa się sam, by przeteleportować cię kawałek dalej. Pozwolili mi się przejechać ze dwa razy, przy czym podczas kolejnego kursu już starałem się robić znudzoną minę, że niby to w moim przypadku już jakaś rutyna i nie robi to na mnie wielkiego wrażenia, choć serce z podniecenia nadal waliło jak oszalałe.
Jako szkrab, prawdopodobnie mógłbym cały wyjazd spędzić na tym dworcu, jeżdżąc w kółko góra i dół, a tu trzeba było iść pod jakąś głupią kolumnę albo do jakiejś łazienki, bo ktoś uznał, że to jest ciekawsze niż namacalne science-fiction w czystej postaci.

StashqoFanatyk
41piorunówNo to jedziemy.
Co można powiedzieć w zoo ale nie w parlamencie?
Proszę nakurwiać, nie brać jeńców ( ͡° ͜ʖ ͡°)
bojowonastawionaowcaMistrz
207piorunówW tym roku już bez trollowania rokiem urodzin ;)
Dzień dobry, melduję, że wszystkie stawy dalej mają pełny zakres ruchów :D

@bojowonastawionaowca gratuluję zostania starym człowiekiem.
@bojowonastawionaowca najlepszego dzieciaku! ;)) pozdro i miłego dnia, beee
splash545Lider
151piorunówTyle fajnych osób zebrało się w tym małym Grudziądzu i ciągle niedowierzam, że zjechali się tu ludzie z całej Polski, niekiedy robiąc i 400km. Była dobra miejscówka, można było swobodnie pogadać. No ale przede było z kim, bo ludzie byli naprawdę świetni!
Wspaniałe było to HejtoPiwo, nie zapomnę go nigdy! 😁

To był dobry czas!:pinched_fingers:
Dołączam sie wirtualnie do #Francuz i zaraz idę SUPować.
Narta Mortki, ja spierdalam.
Edit: Tak, usuwanie konta znowu nie działa xD
K⁎⁎wa, ale mem. :upside_down_face:
@splash545 pięknie dziękujemy za organizację i doborowe towarzystwo. 💛
boriLider
75piorunówTrzeźwi plusują, a #hejtopiwogrudziadz śpi dalej.

@bori Lepiej nie czytać ¯\\(ツ)/¯
@bori wszyscy już wyspani! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
yoowkiGruba ryba
107piorunówTakie niebo jest tylko w Bieszczadach... Zdjęcie robione kartofle z 2017 roku bez ejajów.
#nivaznegdziedroga
#bieszczady
#astrofotografia
#nocnazmiana

@yoowki Poczekaj na wschód słońca. :sun_with_face:
Skąd mamy pewność że jest tak jak napisałeś?
ShivaaFanatyk
57piorunówKAPSAICYNAAA 🔥🔥🔥
Może i nie wygląda, ale really hot 🥵
Czerwona cebula, czosnek, chilli, jalapeno, szczypiorek
i dla przełamania smaku: miód, orzechy, oregano i ricotta na koniec

Powinien być ban za robienie smaka o takiej porze.
@Shivaa JA PI⁎⁎⁎⁎LE JAK MNIE DENERWUJĄ TAKIE SEBY, NO JANIEMOGE. O JAKI JA JESTEM WIELCE HARDKOROWY SMAKOSZ NAJPIKANTNIEJSZE NA SWIECIE OO JAKA DOBRA OSTRA, PODKREŚLAM OSTRA MUSZTARDA. ALBO "OO KUPIE SOBIE CZIPSY, ALE NIE JAKIEŚ SMACZNE, MUSZA BYĆ PIKANTNE, JESTEM LEPSZY BO JEM PIKANTNE A WY CO NADAL PAPRYCZKA CZY CEBULKA? JA WSUWAM WASABI, SMAKUJE JAK OCET Z PIEPRZEM ALE WSUWAM, NIEBO W GĘBIE, GDYBY BYŁO CIUT OSTRZEJSZE TO UŚCISKAŁBYM STAREGO ZE WSZYSTKICH STRON TAKI BYŁBYM SZCZĘŚLIWY, ZROBIŁBYM JESZCZE TEMAT ŻE PIKANTNE I OGIEŃ I PIEKŁO. ROZUMIEM NADAĆ WYRAZISTOŚCI, ALE ZABIJAĆ CAŁY SMAK POTRAWY DLA WĄTPLIWEJ PRZYJEMNOŚCI PIECZENIA JAPY? KRZTUSISZ SIE, POCISZ I LECI CI Z NOSA. MOŻNA O PORÓWNAĆ Z ROZKOSZĄ PODCZAS DŁAWIENIA SIĘ PIANKĄ MONTAŻOWĄ. PRAWDZIWE SZOŁ ZACZYNA SIĘ KIEDY TAKI TWARDZIEL MOŻE SIĘ WYKAZAĆ, JAKAŚ PIZZERIA CZY U SIEBIE W KUCHNI. CO TAM MATI ZAMÓWMY PIZZE, DLA MNIE MEGADIABLOMEXICANOOSTRA Z DODATKOWYMI PAPRYCZKAMI, HEHE COŚ NIE OSTRA, JA TO NIE WIEM JAK WY MOŻECIE JEŚĆ TAKIE MDŁE xD CO TAM CHCESZ SPRÓBOWAĆ SEBA? TYLKO MASZ POPIJ MLEKIE BO SIĘ WODO NIE POPIJA XD A TERAZ ZW NA MOMENCIK BO MUSZĘ ZDEFEKOWAĆ MOIM MEGA PIEKĄCYM EFEKTEM TRAWIENIA, AHH NIE MA TO JAK BRUTALNE PIECZENIE
( ͡° ͜ʖ ͡°)
npnptcnTytan
156piorunówJa nie wiem czemu oni się tak obrażają.
Cisnąc dzisiaj pod górkę usłyszałem od kolesia na elektrycznym rowerze, że "a po tak się męczysz, zobacz jak można" i pojechał pod górę z prędkością 50km/h.
Jednak zdołał usłyszeć moje - "dlatego właśnie jesteś spaślakiem" i się zatrzymać, żeby się spruć, że go obrażam xd To po c⁎⁎j mnie zaczepiasz.
Rok temu dzieciak mający z 140cm i ważący tyle co ja, mój rower, mój samochód, moja stara i proxima centauri - wyprzedzał mnie wielokrotnie na hulajnodze mówiąc "a po co się tak męczysz hahaha".
To samo usłyszał i potem z matką mnie autem dogonili. Matka 200 kilo locha, nawet z tego auta nie była w stanie wysiąść. A dziecko płacze, bo go spasionym nazwałem. Zaczęli wysiadać z auta, to podjechałem 100 metrów i krzyczę, że jak podbiegniecie to przeproszę. No i znowu obraza majestatu, a dzieciak to się tak zagotował, że poczułem że ktoś rosół gotuje.
Nie mam nic do grubych, ale bawią mnie grubaski na wszelkich elektrycznych sprzętach, którzy czują się fajnie, bo wyprzedzają pedalarza i muszą mu o tym oznajmić xd Gadki są rzadkie, ale popisówki coraz częstsze.
Tylko czemu jeszcze nigdy się nie popisywał nikt normalnych rozmiarów. Same Obelixy i kilka dzieciaków, ale im wybaczam. Oni i tak pewnie nie dożyją mojego wieku jeżdżąc mając 12 lat po 70km/h na deseczce z silnikiem. Ja mam pietra przy 40km/h z górki na jednak solidniejszym rowerze, a ci kask założą i nieśmiertelni.
Ehh, i wkrótce te wszystkie elektryki pójdą w stronę zwykłego prawka i motocykli, bo idioci nie umieją korzystać. A w sumie szkoda, bo fajny sprzęt. Sam jak zaniemogę to będę pyrkał rowerkiem elektrycznym.
@npnptcn chcą Ci pokazać, przy wyprzedzaniu, że są lepsi od Ciebie, bo mają rower elektryczny z TEMU 😅 powinieneś wtedy, zjechać do rowu i schować się ze wstydu 😅 BTW znajoma jest większych rozmiarów, dlatego wpadła na pomysł ze swoim mężem, że kupią sobie rowery i będą jeździć wszędzie rowerami, to wtedy schudnie. Pomyśl dobry, ale wykonanie jeszcze lepsze, bo nie zgadniecie za c⁎⁎ja jakie rowery kupili xD:ok_woman:
TrypsynaGURU
141piorunówStonehenge wersja Grudziądz

Zazdrooo 😍
Komentarz usunięty
splash545Lider
175piorunówII HejtoPiwo Grudziądz
Fajna ekipa się zebrała. :smiley: Niedługo zaczynamy #hejtoognisko !

To jakaś ściema, Hejto to portal dla starych ludzi a tam sama młodzież.
Organizacjum super, miejscówka legit, wikt wyborny, pogoda w pytkę, "a poza tym ludzią..."
:yellow_heart:
yoowkiGruba ryba
56piorunówDziś w pewnej chatce udało nam się spotkać węża eskulapa. Spał sobie na stoliczku i był tak samo zaskoczony jak ja gdy go zobaczyłem bo się władowałem do chatki i usiadłem obok. Zanim wyjąłem aparat nasz amant zaczął się ulatniać ale udało się go uwiecznić.
#nivaznegdziedroga
#smiesznypiesek
#bieszczady

o widzę chatka w stylu bed & (fresh) breakfast
Mam takiego gagatka na pomoście na Mazurach. Siedzi sobie z nami na słońcu bez spiny. Jest też bardziej płochliwa samica i 2-3 małe.
Yes_ManLider
65piorunów
@Yes_Man ale zapachniało, chyba zaraz rozpalam swojego
Czy znajdzie się tradycyjne miejsce dla zbłąkanego wędrowca w ten grudniowy wieczór? 😉
TyGrySSekFanatyk
34piorunówBeee
#codziennebeee do blokowania

@TyGrySSek Beeeee!
@TyGrySSek 3 sheep 1 tiger
ShivaaFanatyk
55piorunówPiątkowo-wieczorowy chillout ze zwierzyńcem #piatekpiateczekpiatunio

@Shivaa Chill pod kocem/kotem tylko, czy może 3xK? Koc/kot/książka? Plus opcjonalnie kakałko, ale to chyba jeszcze nie ta pora roku.
@Shivaa Czy piesio nie czuję się terroryzowany przez kitki? 😊
Dwa kitki to już gang.