dez_GURU
83piorunówPo co to nakręcanie? Kto takie głupoty łyka? Tacy ludzie powinni definitywnie zniknąć z polityki (o naiwności).

Dołączył/a:
dez_GURU
83piorunówPo co to nakręcanie? Kto takie głupoty łyka? Tacy ludzie powinni definitywnie zniknąć z polityki (o naiwności).

GilgameshFanatyk
153piorunów
deafoneLider
25piorunów
deafoneLider
54piorunów
festiwal_otwartego_parasolaLider
101piorunów
MaciekGruba ryba
66piorunówCo to w ogóle jest za nazwa?
Jak oni na to wpadli? Każdy obecny na spotkaniu miał powiedzieć pierwszą literę lub cyfrę która przyjdzie mu do głowy, nastepnie dano to do obróbki najlepszemu w sali graczowi w Scrabble do ogarnięcia?
"Idę do siedembieka", "w siedembieku na promocji". Jedo z tych miejsc, które będzie miało dwie nazwy - tę w marketingu i tę w użyciu :D
#marketing #biedronka #zakupy #wiadomoscipolska

AirbagGruba ryba
33piorunówOpinia o pizzie mrożonej. Ale nie o tej, o której jest ostatnio głośno, a o nowości od dr Oetkera. Choć oczywiście będzie odniesienie do wynalazku pana N.
Pizzę kupiłem w biedrze za 20 zł, ale widziałem ją również w wiejskich sklepach. Opakowanie ma sprawiać wrażenie produktu premium.
Moim zdaniem można teraz dostać dobrą pizzę mrożoną. Czasy, gdy panowały iglotexy szemranej jakości, a szczytem była drożdżówka guseppe minęły.
No to wrażenia smakowe.
Ciasto jest według mnie dobre. Ale to co na nim leży jest nijakie, żadnego smaku.
Uważam, że jest niewarta swojej ceny. Dlaczego? Bo w każdej biedrze dużo taniej idzie kupić (moim zdaniem) najlepszą mrożoną pepperoni w Polsce, której konsumpcja sprawia mi przyjemność. Trochę droższa, ale i mniej smaczna jest zwykła pepperoni z Żabki. Tańsza jest również czarna z Lidla, gorsza od tej z zielonego sklepu.
Wygrywa jedynie z pizzą YouTubera, bo tamta nie ma żadnych plusów. ,,Peppa" ma nijakie ciasto, składniki bez smaku, i jest tłusta. No i jest droższa.
Ogólnie nie warto.
Ostatnio jem średnio jedną mrożoną pepperoni na tydzień, więc trochę w temacie się orientuję.

deafoneLider
42piorunów
maximiliananMistrz
51piorunówMiałem takiego kolegę w pracy co narzekał, że młodzi teraz nic nie umio. Kiedyś przez chwilę pracował w labo, gdzie robił proste analizy (dosłownie mieszanie cieczy i tyle) i na tej podstawie uznał, że praca chemika w laboratorium jest prosta i każdy to może robić, i to mi w twarz powiedział XD młodzi oczywiście se nie radzą i narzekają na wszystko, a to trzeba się spiąć i się kupi mieszkanie. Sam miał jedno dosłownie na przeciwko firmy, jedno po rodzicach w Poznaniu i drugie po rodzicach żony, też w Poznaniu. Oczywiście był też na kilka lat przed emeryturą i robił absolutne zero, w pracy sobie robił zakupy i planował wakacje, a w pozostałych momentach przechwalał się ostatnimi wakacjami, sprzętem jaki chce kupić (i nigdy go nie używać) i swoim Idealnym Synem (miał dwóch, jeden z nami pracował, ale on nie był tym Idealnym - Boromir i Faramir trochę)

WatluszPierwszyFanatyk
78piorunówStołeczni radni przyjęli w czwartek stanowisko w sprawie zakazu poruszania się hulajnogami elektrycznymi na aplikację w Warszawie i zakazu poruszania się hulajnogami elektrycznymi w centrum miasta. Radny KO Paweł Lech, przedstawiając projekt stanowiska, zaznaczył, że e-hulajnogi stały się bardzo

mannorothLider
29piorunów
myoniwyFanatyk
176piorunów#konstruktorelektrykamator #nauka #studbaza #elektryka
Ahoj przygodo!

Szlachetkin_SzalonyWirtuoz
56piorunówZawsze chciałeś wyręczyc wielkie międzynarodowe korpo w godnym płaceniu swoim pracownikom?
Teraz już możesz!

Oni są k⁎⁎wa bezczelni
@Szlachetkin_Szalony tzn chciałbym przypomnieć, że w wielu firmach jednym z benefitów są "bony sodexo" gdzie dostajesz dodatkowe ok 200/mc na żarcie. Wygląda mi na to, że Biedra chce zabrać kawałek tego tortu.
ApaturiaFanatyk
65piorunówKwiatowe małpki :monkey_face: Chyba najbardziej znanym „małpim” storczykiem jest _Dracula simia_, gatunek storczyka rosnący w tak zwanych lasach mglistych Ekwadoru – lasy te są położone na dużych wysokościach i ze względu na wynoszącą blisko 100% wilgotność powietrza są przez większość czasu osnute gęstą mgłą.
Dracula simia, jak również inne storczyki z rodzaju Dracula, mają niewielkie kwiaty przypominające trochę małpie pyszczki. W rzeczywistości jednak imitują one nie zwierzęta, a grzyby: jaśniejsza od pozostałej części kwiatu warżka ma kojarzyć się owadom z grzybem, co pomaga storczykowi przywabić zapylaczy. Sam rodzaj otrzymał nazwę Dracula, ponieważ niektóre gatunki tych storczyków mają krwistoczerwony kolor oraz mocno wydłużone, przypominające trochę kły działki kielicha.
Z małpami jest kojarzony również storczyk małpi (Orchis simia) występujący w Europie, północnej Afryce i zachodniej Azji. Obrys jego kwiatu przypomina trochę sylwetkę miniaturowej, jasnoróżowej lub purpurowej małpki.
#ciekawostki #przyroda #natura #kwiaty #rosliny #roslinyoszukujo #storczyki
:arrow_right: tag serii: #7ciekawostekprzyrodniczych

Po takiej nazwie to bym się prędzej spodziewał pyska nietoperza :)
@Apaturia Pjoter zamieniłem się w dracula simia.
Szanuj ojca swego kwiatowego, lecz niezapylonego.
zuchtomekGURU
44piorunówCo sądzicie o dziennikach elektronicznych?
"Za moich czasów" wprowadzono mi taki dopiero pod koniec technikum, równolegle z dziennikiem fizycznym - ile to było zabawy, żeby go psuć to tylko ówcześni admini wiedzą, ale jako klasa IT udawało nam się psocić czy to na poziomie komputerów, sieci szkolnej czy blokowania kont nauczycieli, ale tym razem nie o tym ;P
Tym razem o tym, że mam tam konto jako rodzic, a nie jako pełnoletni uczeń i muszę powiedzieć, że jest to wygoda, ale głównie dla nauczycieli, pozorna wygoda dla rodziców, a dla dzieci dodatkowy powód do stresu i jednocześnie 'rozleniwiacz'.
Z perspektywy ucznia przede wszystkim lipa, ponieważ wszystkie drobne przewinięcia widać jak na dłoni, ja mam co prawda lvl wczesnoszkolny dopiero, ale pamiętam jeszcze jak sam byłem uczniem i pojedyncze występki jak spóźnienia czy gorsze oceny można było jeszcze uratować, a ewentualne konsekwencje odsunąć w czasie (warto było uciec z lekcji z tą Kaśką z gimnazjum - niczego nie żałuję) - teraz takie dziecko nie zdąży jeszcze do domu wrócić, linii obrony przygotować, a starzy już wiedzą..
Ja mam raczej luźne podejście do oceniania w szkole, ale pamiętam rodziców innych uczniów, którzy za nieobecności czy dosłownie pojedyncze słabe oceny wpadali w furię i na różne sposoby dzieci karali choćby zakazami.
Przecież dzieciak z despotycznymi starymi z takim narzędziem w rękach to ma dopiero przesrane jak coś 'odwali'.
Ale nawet nie to uważam za najgorszą konsekwencję - najgorsze jest to, że pozbawiamy dziecka możliwości kreatywnego pokonania problemu, czyli naszego swojskiego kombinowania i nie mam tu na myśli oszukiwania, a po prostu osobiste interakcje z innymi ludźmi i naukę załatwiania problemów bez udziału rodziców.
Teraz coś się stanie - "trudno, rodzice i tak już wiedzą, i nic na to nie poradzę" ¯\\(ツ)/¯
Drugim problemem jaki zauważam, który ma konsekwencje i dla ucznia i dla rodzica - jest informowanie o wszystkich 'potrzebach' bezpośrednio rodziców, a nie ucznia (pic rel). Na pierwszym zebraniu usłyszałem, że to dlatego, że dzieci nie są odpowiedzialne i po prostu zapominają - no żodyn by się nie spodziewał, ale jak mają się tej odpowiedzialności nauczyć, skoro nauczyciel im nie powie, nie każe zapisać, nie da na karteczce, że mają coś przynieść, tylko napisze wiadomość o losowej porze, a rodzic spakuje to po prostu do plecaka? Przerzucenie odpowidzialności na rodzica i całkowite zdjęcie obowiązku z dziecka.
Dni szkolnych mamy dopiero 10, a ja wiadomości od nauczycieli już 15 (╯°□°)╯︵ ┻━┻ I nie wliczam do tego komunikatów dyrektora i sekretariatu..
Powyższe umiejętności - radzenie sobie z problemami, odpowiedzialności i konsekwencji za własne działania - to moim zdaniem umiejętności, które szkoła powinna rozwijać - równie ważne, a może nawet ważniejsze niż sucha wiedza otrzymywana na lekcjach.
#dziennikelektroniczny #librus #rodzicielstwo #szkola #edukacja #ciekawostki #kiciochpyta #rozkminy #nauczyciele

@zuchtomek Ciężko mi ocenić oceny w czasie rzeczywistym, generalnie ludzie mają problem z ocenami które biorą jako jakiś absolutny wyznacznik, ale gorsze wydaje mi się to wyręczanie dzieci na każdym kroku. To co wspomniałeś, dzieci są nieodpowiedzialne więc nauczmy je że nie muszą być, a potem w dorosłości będzie przykre zderzenie z rzeczywistością.
Kiedyś gdzie czytałem że w Japonii (nie wiem czy to powszechne czy jakieś pojedyncze placówki) dzieci sprzątają po obiedzie na stołówce itp. I to jest realna nauka podstawowych i praktycznych rzeczy.
@zuchtomek Za moich czasów nie było takich wynalazków. Nie mam dzieci ale z obserwacji znajomych, uważam ten system za skrajnie szkodliwy. Kiedyś jak dostałeś pałę, uwagę itd. to zaczynało się kombinowanie jak przed wywiadówką wyprowadzić to na prostą. Czasami się udało, czasami nie - po prostu nauka życia.
Przeraża mnie jak np. w pracy ludzie sprawdzali co chwilę te dzienniki, komentowali i co najgorsze, natychmiast interweniowali. Krzysiu spóźnił się na lekcje? Od razu telefon do dziecka, do wychowawcy. Ania dostała szmatę z matmy - od razu telefon do dziecka, do znajomej od korków z matmy. Paranoja po prostu - jak to dziecko ma się nauczyć życia w społeczeństwie skoro jest pod nadzorem 24/7 i rodzice nie dają mu przestrzeni do nauki znoszenia porażek i radzenia sobie z problemami.
KryptoHumanSpecjalista
110piorunówStrasznie się boję o swoja pracę.
Jestem matematykiem, pracuję na uniwersytecie i od zawsze uwielbiałem to co robię. Uwielbiam swój zespół, uwielbiam swojego przełożonego, uwielbiam swoich studentów - a nade wszystko uwielbiam swoją pracę. Nic nie sprawiało mi nigdy większej radości. Potrafię godzinami wpatrywać się w tablicę, bazgrać sobie po całym biurze jakieś układy dynamiczne, nie móc zasnąć bo jakichś ciekawy problem siedzi mi w głowie.
Codziennie wstaje koło 8:00 - biorę zawczasu przygotowaną w lodówce owsiankę, idę pieszo na uniwersytet, kupuje kawę w lokalnym bistro i siedzę w biurze rozwiązując co tam akurat mam do rozwiązania. Siedzę tak czasami do 20:00, czasem nawet później.
Nic nie sprawia mi tyle szczęścia co moja praca. Oczywiście są ważniejsze sprawy - mam rodzinę, dziewczynę którą kocham całym sercem, wspaniałego przyjaciela - ale nie wyobrażam sobie życia bez pracy.
Ósmego września przeczytałem, że model Open AI rozwiązał problem milenijny (jeden z bardzo trudnych problemów w matematyce) w 88h, nad którym ludzie bezskutecznie myśleli 90 lat. Wiem, że wokół całego tematu jest mnóstwo kontrowersji - na ile to była samodzielna praca modelu, na ile pracował na danych ukradzionych od innych matematyków, to że wygenerowania rozwiązania kosztowało kilkadziesiąt milionów dolarów itd. Nie zmienia to faktu, że pierwszy raz w życiu poczułem, że to co robię jest całkowicie bez sensu.
Od kilku dni myślę o przyszłości. O tym, że widzę tak naprawdę tylko dwie drogi: te „optymistyczną” - w której dostęp do AI jest równy. Po pewnym czasie modele staną się coraz tańsze. To, że rozwiązanie problemu milenijnego kosztowało teraz kilkadziesiąt milionów dolarów nie znaczy że będzie kosztowało tyle za 2 lata. Patrząc na to jak skaluję się ta technologia, to o ile nie dojdziemy do jakiejś ściany - całość powinna wtedy kosztować kilkaset dolarów. A problemy, którymi ja się zajmuję są wielokrotnie mniej skomplikowane. Pewnie będzie się dało je rozwiązać modelem dostępnym w „standardowym” abonamencie za 20$.
Jeśli tak będzie to moja praca traci całą kreatywność - bo nie będę już musiał myśleć nad jakimikolwiek rozwiązaniami - wszystkie wygeneruje za mnie model. Matematyka jest też na tyle specyficzną dziedziną, że jeśli AI dostarczy mi kod w formacie LEAN to nawet nie będę musiał sprawdzać czy rozwiązanie jest poprawne. Po prostu pytam czy twierdzenie X zachodzi i dostaje „TAK/NIE”. Cała moja rola sprowadza się do bycia pasterzem AI. O ile AI takiego pasterza będzie potrzebować.
I to jest ta wersja optymistyczna. Bo jeśli koszta AI nie będą się skalować a sama technologia będzie się rozwijać - to za niedługo praca naukowa w nie wiodących ośrodkach straci sens. Za 2 lata Harvard może mieć dostęp do AI które rozwiązało obecnie problem milenijny - ale europejski uniwersytet na którym pracuje - raczej nie. Nie będę miał wtedy żadnych szans, żeby konkurować z Harvardem. Matematycy tam będą mogli generować artykuły i twierdzenia codziennie - a ja wciąż będę potrzebować na to miesięcy lub lat.
Nie widzę przyszłości w której zachodzą pozytywne zmiany. I to wszystko - wciąż przy założeniu, że AI pozostanie narzędziem a nie stanie się świadoma (cokolwiek to znaczy) lub nie stanie się cybernetyczną bronią.
Nie wiem czemu tak mało się o tym mówi w społeczeństwie - bylem ostatnio na weselu, gdzie ludzie bawili się i tańczyli, a ja siedziałem przy stole, obserwowałem to i czulem się jak jakiś pieprzony Wyspiański. Najlepsze jest to, że gdybym napisał opowiadanie na podstawie tego wesela i rozmów toczonych przy bardziej akademickim stoliku - to cztery lata temu miałbym fenomenalne opowiadanie sci-fi. Jeśli zrobiłbym to dziś - byłby to już tylko gorzki zbiór myśli kilku akademików o przyszłości.
Zmierzamy do zagłady i nikt z tym nic nie robi. Nawet ja nie wiem co miałbym zrobić - mogę wam podrzucić jakąś petycję do podpisania (https://superintelligence-statement.org) - o zastopowanie rozwoju AI na obecnym poziomie, ale czy rządy się tym przejmą? Nie mam pojęcia. Ja podpisałem żeby mieć poczucie, że robię cokolwiek. Próbuję też organizować doktorantów na swojej uczelni. Problemów, które widzę jest dużo, dużo więcej - choćby to w jak wielu miejscach bezrefleksyjnie oddaliśmy pole sztucznej inteligencji delegując do niej myślenie. Jak fatalnie wpływa to na myślenie nowych studentów (moje także!). Mógłbym i z 10 postów o tym popełnić, ale pewnie nikomu nie będzie się chciało tego czytać.
Wybaczcie chaotyczność i zapewne kulejącą interpunkcję, potrzebowałem to jakoś z siebie wyrzucić. Dzięki jeśli dotrwaliście do końca.
#ai #sztucznainteligencja #przyszlosc #przyszłość #scifi #scienceficition #praca
@KryptoHuman rozumiem. Z drugiej strony bez tych naukowcow nie bylo by tego rozwiązania ani sformułowania problemów milenijnych. Umiejętności matematyczne i to co robisz jest ważne samo w sobie. Jeden ładunek EMP i te wszystkie datacenter wracają do epoki kamienia łupanego nie wiedząc co ze sobą począć. Zawsze gdzieś był ktoś lub coś co było lepsze od nas jako jednostek. To się nie zmieniło. Paradoksalnie to co się stało z AI i wykorzystaniem inputu naukowców (nawet jeśli zgodnie z licencja) będzie raczej wpływało na izolowanie się od wielkich modeli wielkich korporacji. Otwarte modele je doganiają i tu jest przyszłość. I tak, będzie to kosztowne i bedzie pewnie dawać przewagi ośrodkom z większym budzetem... ale... Czy nie zawsze tak było? AI nie zabierze Ci przyjemności z owsianki i zastanawianiu się nad problemem. Dziwne czasy nastaly.
Nie wiem czemu tak mało się o tym mówi w społeczeństwie
Rok temu miałem tak samo. Strasznie mnie dziwił brak dyskusji na ten temat, szczególnie w kręgu politycznym.
Lęk przed tym, co może nas czekać, wręcz mnie paraliżował i musiałem skorzystać z pomocy specjalisty.
Dziś już trochę się z tym pogodziłem :confused:
TaxidriverGURU
60piorunówNa dobry początek dnia :/

Firma od AI policzyła, że AI przejmie wszystko. Firma produkująca gumowe kaczki policzyła, że w każdym domu będą minimum 3 gumowe kaczki. Firma produkująca prezerwatywy policzyła, że za 100 lat liczba ludzi spadnie o 99%
Nie wiem jak w pozostałych 2 przypadkach, ale co do AI, to miało już wygryźć dawno ludzi z pracy, a nic takiego się nie stało. Prognozowano że prace fizyczne (i nawet tutaj tak jest) to jedyne gdzie AI się nie wciśnie. A jednak coraz częściej słyszę o usługach typu gotowanie/sprzątanie za free, ale pozwalasz nagrywać, żeby potem AI miało co analizować dla robotów, które miałyby pozwolić na pracę fizyczną.
Często też i głośno przede wszystkim bywało o masowych zwolnieniach, bo AI. Niezbyt się przebijały komentarze, że to może być tylko wygodny pretekst w wielu przypadkach. Ale nawet jak to pominiemy to po podliczeniu wszystkich oficjalnych zwolnień z powodu AI i zestawieniu do wszystkich zwolnień ogółem, to wychodzi w zasadzie jakiś promil całości.
Za to zatrudniali ludzi, których celem było sprzątnięcie bałaganu po AI, tam gdzie mogło takiego bałaganu narobić (i narobiło).
Zapomina się też o jednym. AI opiera się przede wszystkim na tym co już zna. Nie potrafi wymyślać, myśleć abstrakcyjnie, czy wpaść w środku nocy na jakiś pomysł. Jest odtwórcze. Jest w tym piekielnie dobre, ale tam gdzie pojawia się własna inwencja, tam AI zaczyna mieć problemy. I dopóki to się nie zmieni (a to nie jest już kwestia większej ilości ramu, większej bazy wiedzy, czy większej mocy obliczeniowej), to większość pracy umysłowej dalej będzie miała miejsce moim zdaniem tak jak do tej pory.
Nie dziwi jednak że firma zajmująca się głównie AI próbuje przekonać że AI się nie kończy, a dopiero rozkręca i dlatego tworzy artykuł tłumaczący że AI niedługo przejmie wszystko. Nie oddają tego jednak zachowania wszystkich (również antropicu) firm zajmujących się AI, lub ściśle z nimi współpracujących, które nakręcają wszystkich dookoła, nawzajem sobie udzielają pożyczek na grubą kasę i obiecują jeszcze większą, ale uparcie nie chcą wejść all-in. Co jest jednym z powodów rosnących cen przez AI. Nikt nie chce inwestować w coś co będzie tylko dla AI, bo nikt nie wierzy z wystarczającą pewnością że AI to przyszłość, aby ryzykować swoim majątkiem. Firmy po prostu wolą przekierować produkcję z kowalskich na big-techy, bo to bezpieczne, a jak coś to się wróci do kowalskich. Nikt jednak nie ma tyle odwagi, żeby otworzyć nową nitkę produktów dedykowanych głównie pod AI.
Dlatego też ciężko mi uwierzyć w takie prognozy. A tym bardziej jeśli prognozuje to firma, która na takich prognozach skorzysta. Choćby i teraz, bo ktoś to przeczyta i uzna, że to może być ostatni moment, aby załapać się na tanie akcje ej ajowych firm.
@Taxidriver pamiętasz o czym rozmawialiśmy ostatnio? Myślisz dlaczego rzuciłem robotę w korpo? Bo nie ma przyszłości. Zostało kilka lat żeby coś z tym zrobić. Zawód programosty który wykonywałem przez 10 lat już można odłożyć na półkę. Na szczęście mam kilka zawodów i w zasadzie nie muszę się przekwalifikowywać. Próbuje zrobić ten projekt o którym pisałem bo to jest prosta droga żeby w przyszłości utrzymać się na czele technokracji - takie właśnie projekty prowadzone przez AI. A jak się nie uda to właśnie mam w zanadrzu elektrykę i automatykę. Dlatego jak pytałeś czy w to wejść powiedziałem Ci wprost - to nie jest przyszłość. Elektryka, energetyka, automatyka przemysłowa - to są sektory które przetrwają. Inne będą miały ciężko.
pokeminatourOsobistość
84piorunówCzuję że dotarłem do końca konsumpcjonizmu i nie wiem co dalej.
Jak się na dłuższą metę zastanowić to życie większości ludzi ogranicza się w głównej mierze do pracy i konsumpcji.
Ludzie pracują by zarobić pieniądze, następnie wydaje je by
- zapewnić sobie przetrwanie
- zapewnić podstawowy komfort
- by ten komfort rozszerzać w nieskończoność
- by otrzymywać zastrzyki dopaminy
- bo mają komu je później przekazać ( dzieci )
- by piac się w hierarchii społecznej.
I tak sobie żyje, pracują, prawie cały tydzień zajmuje im praca, przygotowanie do i po pracy, dojazdy i inne obowiązki z chwilami dla siebie.
Ile by nie zarabiali to ciągle im mało i zawsze znajdą jakiś cel.
Jadąc komunikacja chcą mieć samochód. Mając samochód typu gruz chcą mieć normalny samochod. Mając normalny chcą mieć prestiżowy i skala nie ma końca, dla garstki na końcu są prywatne odrzutowce.
Nim się spostrzega kończą swój żywot, nie dobiegając do tej konsumcjonistycznej mety, ale ciągle mając jakiś konsumcjonistycznej cel przed sobą, przekazują pałeczke dalej, lub nie.
Według badań, pytając ludzi o zarobki i ile by im wystarczało, większość niezależnie od zarobków mówila o zarobkach 2 razy wyższych od obecnych.
Tymczasem ja, jestem jak rybak który złowi jedna rybę dziennie i tyle mu starczy, nie myśli o tym by złowić więcej, by kupić kuter, by zatrudnić ludzi.
I to się ciągnie nawet w grach video. Odpaliłem sobie oxyrail - taki trochę survival i Minecraft z tworzeniem własnego pociągu którym przemierza się świat zaczynając od ery kamienia łupanego po latający pociąg z napędem atomowym. W tej grze zatrzymałem się na średniowieczu, uznałem że pociąg o napędzie parowym byłby zbyt kosztowny w stosunku do grindu potrzebnego do niego, i przemierzyłem świat na ręcznym napędzie, klikając co parę sekund klawisz przez około 3h by zobaczyć jak ten świat w grze wygląda, objechalem cały i koniec gry.
Po spłacie kawalerki, ogarnięcia sprzętu do domu, poduszki finansowej jako singiel przeszedłem na pół etatu, zarabiam mniej niż minimalną bo więcej nie ma sensu, zwiększyłoby to tylko poduszkę finansowa, bo nie mam na co wydawać tych pieniędzy.
Większość pewnie wydałaby na podróże - ja ich nie lubię ze względów sensorycznych #autyzm
Inni na jakieś prostytutki - tutaj wjeżdża u mnie aseksualizm, pewnie przez #adhd i rozwalone receptory dopaminowe.
Inni powiedzą znajdź kobietę a ona już się zajmie tym by było na co wydawać pieniądze - i tutaj po kilku miesiącach związku zawsze wjezdza te ADHD z poczuciem monotonności, braku dopaminy z relacji, wtedy też spotykam się bez chęci, bardziej z przyzwyczajenia i wtedy związek sie kończy.
Większe mieszkanie, samochód ? Kawalerka i komunikacja+Uber+rower/rower elektryczny jest good enough, więcej się nie opłaca, zresztą nie mam prawa jazdy bo i po co ?
Wydatki więc dziela się na kategorie
- już to mam, a lepszego mieć nie warto.
- to nie dla mnie
- koszt nabycia i utrzymania jest niewspółmierny do zysku.
Pewnie sporo z tego wynika z lekkiej biedy w dzieciństwie, wtedy ludzie albo są zbyt oszczędni albo zbyt dużo wydają.
Jedyne co mi przychodzi do głowy z wydatków to próbowanie różnego jedzenia.
I tak ukończyłem ten cały kapitalistyczny wyścig, na mecie nikt nie czeka, nie ma żadnej wstęgi, pucharu, radości z ukończonego biegu. Jest neutralność połaczona z brakiem celów finansowych, tego mi troche brakuje, to motywowało do czegoś więcej niż minimum.
@pokeminatour Warto zadbać o emeryturę (3 filar) bo to co dostaniesz po tym pół etatu przez większość życia zawodowego to będą jakieś grosze i będziesz klepał biedę.
Jako społeczeństwo daliśmy sobie wmówić, że zawsze trzeba więcej. Moim zdaniem, jeśli jest sie zadowolonym z życia i nie krzywdzi się przy tym nikogo, nie ma po co szukać dziury w całym
festiwal_otwartego_parasolaLider
86piorunówna prawicy narracja się już rozjeżdża, konfiarze tryskają z zachwytu, gdy nawet pisowcy wykazują się minimum godności

Mózgi konfabulacji: "w Niemczech nie ma propolskich partii, ale AfD przynajmniej nie udaje" XD
@festiwal_otwartego_parasola Ciekawe czy za kilka lat Niemcy zrobią Germexit? :thinking_face:
festiwal_otwartego_parasolaLider
48piorunów
xDDD a po c⁎⁎j wkładać nakrętkę do kieszeni? Za mało brudu w butelce?
@festiwal_otwartego_parasola kiedy okręcasz zakrętkę i chowasz do kieszeni, bo to pół twojej wyprawy, gdy wyrzucasz ją z butelką, bo to ułamek grosza