Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

cyberpunkowy_neuromantykGruba ryba

Dołączył/a:

  • 553 wpisów
  • 2314 komentarzy
  • 14 obserwujących

Osobistość

w Dyskusje

67piorunów

Part 18 - pracownik HR w niemieckim korpo

2021

No i doszło do finału mojej serii "bez pracy nie ma kołaczy". W obecnej pracy jestem już zatrudnienia od niecałych 5 lat. A więc to na co można zwrócić najbardziej uwagę, że jest to moje dotychczasowe najdłuższe zatrudnienie jakie miałam do tej pory.

Mam taki charakter, że jeżeli wiem że mogę coś zmienić na lepsze staram się to zrobić i tak też było z poprzednimi pracami, w których psychicznie i mentalnie bardzo się męczyłam i wiedziałam, że jak czegoś z tym nie zrobię i tego nie zmienię to długo tak niepociagne. Jak wspominałam w swoich wpisach, bywalo różnie były też tam miejsca pracy które lubiłam, ale na przykład nie były rozwojowe, albo wypłata była głodowa, a to sprawiało że żyłam w ciągłym stresie i wiecznymi dylematami czy odżywiać się zdrowo albo czy wizyta u dentysty może jeszcze poczekać.

Obecna pracę dostałam jakby nie patrzeć fartem. Był to moment w którym był dość duży boom na zatrudnienia, a mnie się nie spieszyło ze znaleziem "byle czego" żeby przetrwać. Wynikało to z tego, że mimo że rodzice nigdy nie dali mi jakiegoś zastrzyku gotówki na start w życie, to też nigdy nie chcieli ode mnie pieniędzy za mieszkanie u nich, zresztą rozumieli moja sytuacje byłam poważnie chora i wiedzieli że robię wszystko żeby wyzdrowieć.

Rozmowę miałam przed poważna operacja, która nie była pewnikiem że mi się polepszy ale było to coś w co chciałam wierzyć, dzięki temu że cała moją uwagę przejęła operacja, nie stresowałam się rozmowami o pracę i chyba też dobrze na nich wypadłam. Na tamten moment miałam dwie oferty, które były za tą samą stawkę i w tej samej dziedzinie, wybrałam ta która oferowała szkolenie zdalne.

Nagle zaczęłam zarabiać dwa/ trzy razy więcej niż w poprzednich pracach i na dodatek nie musiałam marnować czasu na dojazdy do pracy co do dziś odczuwam jako bardzo duży benefit bo same dojazdu często zabierały mi dwie godziny z życia dziennie.

Dzięki tej pracy odżylam, oczywiście początek był dla mnie bardzo trudny, w dalszym ciągu muszę się douczać niemieckiego, który jeszcze 5 lat temu był dużo gorszy niż obecnie, ale wydaje mi się, że cała reszta idzie mi całkiem nieźle.

No i w końcu ktoś mnie docenił, często jestem chwalona w pracy choć sama uważam o sobie że popełniam dużo błędów (ale kto ich nie robi?), lubię robić w pracy dodatkowe rzeczy, usprawnienia, uczuć się nowych procesów czy programów. Jest nawet parę rzeczy, dzięki którym jestem na prawdę z siebie dumna.

Mam fajnych ludzi w drużynie. Przełożona to jakiś ewenement wyrozumiałości i zdrowego podejścia do pracy.

Czy są jakieś konflikty? Pewnie, ale są rozwiązywane w normalny sposób. Oczywiście same korpo jest po prostu korpo i jest tam pełno typowych mechanizmów dla tego typu miejsc pracy, ale z mojej perspektywy na pewno nie nazwałbym tego toksycznym kołchozem, jest wiele rzeczy, które można by naprawić ale też uważam, że jest to miejsce, które jest wielkim krokiem w kierunku zdrowego traktowania pracowników.

Czasami zadaje sobie pytanie czy moj pozytywny odbiór jest taki, a nie inny tylko dlatego, że wcześniej miałam duże gorsze środowiska pracy i mam tak duży kontrast, że po prostu doceniam go z wdzięcznością. Pewnie tak, bo inaczej ludzie nigdy by nie odchodzili z tej korporacji, a tak nie jest, choć myślę że statystki są w normie pod tym względem.

Cóż nie wiem czy się starzeje czy po prostu jestem wygodna, ale nigdy nie sądziłam że polubie siedzenie za biurkiem i klepanie dokumentów i rozwiązywanie problemów z czymś co poszło nie tak jak powinno, ale na prawdę to polubiłam, może też dlatego że moje obowiązki nie są jednorodne, nie muszę codziennie robić tego samego przez co mój umysł tak szybko się nie męczy i ciągle ma dostarczane jakieś "atrakcje".

No pewno na komfort pracy wpływa to że moje biuro to mój dom. Oczywiście bywam w biurze przynajmniej raz w miesiącu i lubię tam od czasu do czasu przyjechać ale wiem też, że gdybym pracowała w nim na codzien to mój umysł po pracy byłby jak wyciśnięta cytryna, za dużo ludzi i niechęć do open space chyba nigdy mi nie minie i też nie rozumiem tego zabiegu bo nie znam nikogo kto czuje się komfortowo w przestrzeni gdzie wszędzie ktoś coś gada i bez słuchawek ciężko jest się skupić.

Jedyne co mi obecnie przeszkadza to fakt, że wypłata nie pokrywa moich potrzeb i to że jak ktoś chce podwyżkę to musi zmienić pracę, mam wrażenie, że jest to niepisana umowa między korporacjami żeby był jakiś przepływ zasobu ludzkiego, bo serio nie rozumiem tego że korpo woli zatrudnić kogoś nowego (kto nie wiadomo jaki się okaże) za wyższą stawkę niż dać podwyżkę obecnemu pracownikowi. Pewnie tabelki które to kalkulują dają na to odpowiedź ale z mojego punktu widzenia jest to dziwne.

Podsumowując: każdemu życzę tego, żeby po prostu mógł szczerze powiedzieć o swojej pracy "lubię ją"

Pokaż więcej komentarzy (8)

Mistrz

w Koszykówka

13piorunów

NBA: LeBron James podjął decyzję - w najbliższych 2 sezonach będzie reprezentował barwy Philadelphia 76ers

LeBron James umie budować napięcie wokół własnej osoby. Po tym jak dowiedzieliśmy się, że nie zostanie w Los Angeles Lakers, musieliśmy czekać ponad trzy tygodnie na ogłoszenie decyzji, w którym klubie zagra w kolejnym sezonie. To już oficjalne! LeBron James będzie reprezentował barwy

Fenomen

w Hydepark

15piorunów

Właśnie ukończyłem Stasis: Bone Totem i o Matko jaka to przecudna gra!
Jest to przygodówka której akcja dzieje w dystopijnej przyszłości w podmorskim ośrodku badawczym. Historię poznajemy poprzez trójkę bohaterów pomiędzy którymi przeskakujemy w dowolnym momencie aby rozwiązywać kolejne zagadki.
Ciężki, mroczny klimat daje skojarzenia z "Obcym", a same historia jest wciągająca i momentami bardzo dołująca.
Dialogów jest ogrom i są one świetne, aktorzy głosowi wykonali swoją pracę na medal i nie brak tu emocji.
Same zagadki natomiast są pomysłowe, często wieloetapowe i wymagają świadomości co jest w naszym otoczeniu
Chciałbym napisać o wiele więcej pochwał ale nie chcę zdradzać czegokolwiek bo warto to odkryć od zera.
Podsumowując jeżeli lubicie przygodówki albo gry z bogatą historią to szczerze polecam sprawdzić(tym bardziej że kosztuje nie więcej niż 10plnów).

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Książki

16piorunów

Znajomy ~oszalał~ ~i~ założył wydawnictwo „Centryfuga”. W ofercie, bądź co bądź na razie niewielkiej, można i będzie można znaleźć powieści historyczne, szeroko pojętą fantastykę (planuję podesłać propozycję zbioru opowiadań, jak już wszystko napiszę ; )) i literaturę dla dzieci oraz młodzieży.

Jako że niespecjalnie stanowię target (może i jestem dziecinny, ale nie przesadzajmy xD), to o opinie poprosiłem dzieci innego kolegi, który kupił dwie książki od Centryfugi właśnie.

„Jak koty Polskę zbudowały” to pięć opowiadań o historii Polski przeznaczonych dla dzieci w wieku od 9 do 15 lat. Zbiór bardziej przypadł do gustu jedenastoletniemu synowi kolegi, który stwierdził, że historie zostały ciekawie napisane. Do tego fajnie zgrało się z tym, że opowiadania przedstawiają wydarzenia, które akurat przerabiał na historii w szkole.

Z kolei dziewięcioletnia córka kolegi otrzymała „Gringo. Gwiazda, która nie spadła”, która jest… psim kryminałem. Główny bohater, biały owczarek szwajcarski, został niesłusznie oskarżony o kradzież kasetki z pieniędzmi (szkoda, że nie torebki ze smaczkami xD). Dziewczyna chwaliła i treść, i ilustracje do niej oraz że chciałaby dostać kolejną część, jeśli ta się kiedyś ukaże. Kolega wspomniał jeszcze, że musiała bardzo się jej spodobać, ponieważ szybko ją przeczytała, a potem w kolejnych dniach wracała do książki, żeby coś jeszcze raz obejrzeć czy przeczytać. Poza tym książka trafiła do jej szuflady z ulubionymi rzeczami.

Jak ktoś ma dzieci albo szuka pomysłu na prezent dla czyjegoś dziecka, albo ma na co dzień do czynienia z dziećmi (może @KatieWee? ;)), to zdecydowanie zachęcam do zainteresowania się książkami z oferty znajomego.

Dla dorosłych też się coś znajdzie, chociażby „Stos Heraklesa” Jana M. Długosza.

Gdyby ktoś nie uwierzył w słowa dzieciaków albo po prostu chciałby sam się przekonać, to na stronie wydawnictwa można przeczytać fragmenty wszystkich wspomnianych książek.

Nie otrzymałem pieniędzy ani żadnych innych korzyści materialnych od wydawnictwa/znajomego. Posta napisałem z czystej chęci pokazania czegoś fajnego.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Stoicyzm

31piorunów

Jakże głupio jest układać sobie całe życie nie będąc panem nawet dnia jutrzejszego! Ach, jakże bezrozumni są ci, którzy żywią w sobie jakieś daleko sięgające nadzieje: kupię sobie coś, wybuduję, udzielę komuś pożyczki, ściągnę należność, będę piastował zaszczytne urzędy, a potem wreszcie utrudzoną i zaspokojoną już starość skieruję na spoczynek. Wierzaj mi: wszystko, nawet u ludzi, którym sprzyja szczęście, jest niepewne. Nikt nie powinien sobie niczego przyrzekać na przyszłość. Nawet to, co już mamy, wymyka się nam z rąk, a każdą godzinę, którą właśnie przeżywamy, może przerwać nam jakiś przypadek.

Seneka, Listy moralne do Lucyliusza

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Podróże

36piorunów

Dzień dobry Hejto. Witam się kawą z Karsiboru.
Piękny poranek, choć noc była extremalna. Spałem na końcu wyspy, lało niemiłosiernie ale chyba jeszcze bardziej wiało. Dzisiejsze słońce jednak wynagradza trud (° ͜ʖ °)

Fanatyk4piorunów

@Klamra to zdjęcie z kawą mi uświadomiło, jak bardzo tęsknię z polskim morzem.

Gruba ryba9piorunów

@Klamra z Świnoujścia masz jeszcze bliżej do nazistowskiego kompleksu w Peenemunde XD

Nie ma się czego obawiać, wszyscy tam mówią tak samo niezrozumiale jak w Chorzowie Batorym przy czym są przyjaźni i nie chcą ci skroić portfela i telefonu ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (18)

Fanatyk

w Hydepark

54piorunów

Wakacje, lato, słońce. Wspominajmy więc miło porzućmy malkontenctwo i realizm tagu zanurzmy się w

EN57 czyli popularny "kibel" na którego, z racji malowania, mówiło się u mnie "żółto-niebieski". Zawsze będę wspominał te wyjazdy z rodzicami, pierwsze samodzielne wypady z kumplami... nie byłoby tego gdyby nie EN57 😉 Latem zero klimy (to chyba oczywiste) a w zimie potrafił tak grzać, że można było jechać w samych majtkach. Dodatkowo później zaczęto w nich montować plastikowe siedzenia, które niemal parzyły w tyłek zimą a latem też potrafiły się nieźle nagrzać od słońca. Przejechałem EN57 tysiące kilometrów - nad pobliskie jezioro z kolegami, z rodzicami do pobliskich miast na jakieś weekendowe mini wycieczki, z tatą na Śląsk, gdy jechał coś załatwić z roboty i zabierał mnie ze sobą, na koncerty z ekipą, na studia...

Był syfiasty, śmierdział ale i tak mam do EN57 ogromny sentyment.

Gruba ryba2piorunów

@WatluszPierwszy

Parę lat temu wracałem z Łodzi po całonocnej imprezie i do Poznania jechałem akurat czerwonym kiblem. W listopadzie grzejnik tak mocno grzał, że nie dało się trzymać nóg w jego bezpośredniej odległości.

Gruba ryba6piorunów

@WatluszPierwszy jakoś w okolicach 2008-2010 ówczesne Przewozy Regionalne stworzyły taki dziwny twór Interregio. Kible po lekkim liftingu przemierzały całą Polskę. Jeździłem ze zniżką studencką z Wrocławia do Rzeszowa i zurück za 40 PLN.

Pokaż więcej komentarzy (28)

Osobistość

w Hydepark

43piorunów

Z okazji premiery moich pocztówek i magnesów ( ͡° ͜ʖ ͡°) ogłaszam

A do rozdania dla jednej osoby

-zestaw kosmonauty do malowania z wcześniejszego postu

-kartka pocztowa (losowa)

-magnes (losowy)

Proszę komentować do końca 17.07 i kogoś wybiorę i wyślę paczkę :grinning:

Kartki i magnesy można też u mnie kupić w cenie 10 zł pocztówki i 15 zł magnesy

(° ͜ʖ °)

Fenomen1piorunów

proszem mnie dać tego psiura

Pokaż więcej komentarzy (26)

Tytan

w Hydepark

81piorunów

Ehh i znów życie pokazuje mi że lecę na hard mode.

Chciałem z żoną kupić dom. Oferta - jest; zdolność kredytowa - jest; poduszka finansowa - tak; wkład własny 20%? - a i owszem. Nawet klient mnie wziął na uop na wyłączność od razu na czas nieokreślony za naprawdę fajne pieniądze. Zanim złożę wniosek to już i tak będzie listopad a to oznacza 6+ miesięcy zatrudnienia.

Więc gdzie problem?
Większość ofert banków robi "Jeśli masz ubezpieczenie na życie to prowizja 0%".

No i dotarło do mnie że mi przecież żadna ubezpieczalnia nie da - bo minęło dopiero 14 miesięcy od zakończenia chemioterapii.

Ba, nawet gdyby już minęło 5 lat to obecnie nadal mogą kręcić nosem. Niby rząd pracuje nad ustawą o "prawie do zapomnienia" dla pacjentów co już są oficjalnie ozdrowieńcami ale kiedy to wejdzie? A liczyć że wejdzie i czekać kolejne 4 lata na wynajmie też się nie uśmiecha.

Tak więc jasne, są banki które wciąż dadzą kredyt, są takie które nie wymagają ubezpieczenia ale w większości czekałoby mnie 15+k (2% w Erste przykładowo) prowizji na start (lub kredytowanie i tego oraz dodatkowe odsetki). I niby w dalszym ciągu mogę bez wybywania się z resztek oszczędności, nadal poduszka będzie ale i tak boli.

I jasne - ktoś powie, "weź zaznacz w ankiecie że jesteś zdrowy i elo" ale:
1. Jakby jednak coś się stało to ubezpieczyciel nie wypłaci
2. Bank mógłby mieć problem że ze względu na celową nieprawdę w ankiecie promocja się nie należała więc rozwiązanie umowy lub wręcz oszustwo i wyłudzenie kredytu
3. Rozum i godność człowieka nie pozwalają

Koniec końców pewnie zacisnę poślady zapłacę lub złożę dwa wnioski - jeden z ubezpieczeniem (liczyć na cud że ubezpieczyciel się zgodzi skoro to był rak o 95% przeżywalności?) a drugi bez ale z prowizją.

Mocarz2piorunów

Skoro kredyt jest hipoteczny, czyli zabezpieczony hipoteka to nie rozumiem po co jeszcze ubezpieczenie na życie. Jak umrzesz to sprzedają hipotekę I tyle, chyba, że szacują że nieruchy będą szły w dół

Kosmonauta3piorunów

Zapachniało Ameryką - żyjesz sobie i wygrywasz w kapitalizm, ale przypadkiem ci się noga potknęła i lądujesz na śmietnik.

Pokaż więcej komentarzy (28)

Gruba ryba

w Hydepark

32piorunów

Od miesiąca codziennie uczę się języka niemieckiego.


To trochę , ponieważ jestem osobą, która bardzo często odkłada rzeczy na wieczne jutro, a trochę podzielenie się przemyśleniami, bo może komuś też to pomoże.

Oczywiście to nie było tak, że z dnia na dzień zacząłem się uczyć po kilka godzin dziennie i obecnie jestem na nie wiadomo jakim poziomie. Rzucanie się na głęboką wodę nigdy nie wychodziło mi na dobre i zawsze szybko się zniechęcałem. Mózg przyzwyczaja się do pewnych schematów, ponieważ jest bardzo leniwy, i trudno jest zejść już z raz wytyczonej ścieżki. Nową trzeba mozolnie wydeptywać.

Dlatego skorzystałem z rady przeczytanej w „Atomowych nawykach”, żeby zacząć od małych kroków. W moim przypadku było to włączenie aplikacji, w której wykupiłem roczny kurs niemieckiego. Przestałem oczekiwać od siebie, że w jeden dzień zmienię całe swoje życie, a zacząłem wymagać od siebie codziennego włączenia aplikacji. Zawsze rozpoczynanie czegoś było dla mnie najgorsze, a tu się okazało, że wcale takie nie jest. I jak już włączyłem aplikację, to przecież mogę zrobić lekcję, prawda? Przerobienie tematu (który jest podzielony na trzy lekcje) wraz z rozwiązaniem quizu na jego końcu zajmuje około dwudziestu, maks trzydziestu minut. Idealnie na wypełnienie czasu przed pójściem do pracy, który do tej pory najczęściej przeznaczałem na przeglądanie internetu.


Zauważyłem, że bardzo ważna jest także umiejętność nienakładania na siebie presji. Choruję na perfekcjonizm, więc dużo od siebie wymagam. Przez to często porzucam robienie czegoś, ponieważ widzę, że nie wychodzi mi to idealnie. Tak jak to było z niemieckim: planowałem kilkugodzinny, nieprzerwany blok nauki, a jeśli tylko wstałem zbyt późno i już na starcie nie dotrzymałem swojego planu, to zniechęcałem się i finalnie nic nie robiłem. Absurdalnie to brzmi, zdaję sobie z tego sprawę, dlatego użyłem słowa „choroba”.

Swego czasu lubiłem porównywać pisanie powieści do przebiegnięcia maratonu. Tę analogię można rozciągnąć na inne czynności. Trudno oczekiwać od początkującego biegacza, że podczas swojego pierwszego biegu przebiegnie czterdzieści dwa kilometry, tak jak trudno jest oczekiwać od kogoś, że od jutra jego zachowanie zmieni się o 180 stopni. Rozbicie tego ogromnego zadania na wiele mniejszych sprawiło, że nie poczułem się tak przytłoczony nauką niemieckiego.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

175piorunów

Nie da się przeglądać internetu.

Jakikolwiek post(FB, Twitter itp) chociaż lekko zahaczający o temat Ukrainy w sekcji komentarzy wygląda tragicznie.

My nie przegrywamy wojny informacyjnej my już ją przegraliśmy.

Przydały by się regulacje na poziomie UE nakładające kary na korporacja które dopuszczają boty i co gorsza nic z tym nie robią bo im się to opłaca. Sztuczny ruch to zawsze ruch.

Fanatyk7piorunów

@walus002 zgłaszałem do trzeciej drogi pomysł, aby FB z automatu oznaczał VPNy oraz kraj obsługi konta, tak jak na twitterze. Odkąd tam się to pojawiło, to masa trolli poszła na FB i jest tego masa. Zgłaszam te najgorsze, ale w 99% FB stwierdza, że w sumie wezwania do zabijania i pobicia są spoko. Aż dziw, bo dzisiaj mi przyjął dwa zgłoszenia w teorii. W teorii, bo kiedyś zgłosiłem fejkura video memcena i powiedzieli, że usunęli ale nadal go widziałem <lol>.

Myślę, że takie coś jest do załatwienia na prawie krajowym/unijnym, a wybrałem 3D bo jako jedyni starają się coś robić faktycznie pro-obywatelskiego (KPO i mieszkaniówka). Niestety dostałem dość generyczną odpowiedź, że dziękują i tyle. Jak ktoś chce to może też spróbować coś napisać...

https://polska2050.pl/kontakt/

Just a moment...Polska2050
Wirtuoz1piorunów

Polska już dawno przegrała wojnę informacyjną, skoro dopuszcza do czegokolwiek zakłamane religijne mafie od egzorcyzmów salcesonem.

Pokaż więcej komentarzy (45)

Osobistość

w Dyskusje

45piorunów

Part 17 - praca jako pośrednik pracy dla opiekunów seniorów w Niemczech

Rok 2020

Zanim dostałam tą pracę to miałam dość długa przerwę zawodową ze względu na złamanie, ale to też sprawiło, że mogłam się bardziej skupić na nauce niemieckiego i w tym kierunku szukać zatrudnienia.

Nie ukrywam, praca znalazła się w zasadzie od zaraz. Nie było to może moje spełnienie marzeń ale był to pierwszy krok do przebranżowienia się. Na rozmowie o pracę powiedziałam o swoich wymaganiach finansowych, w odpowiedzi dostałam, że na razie mogę dostać najniższą krajową plus premie za podpisane umowy, a po okresie próbnym pogadamy jeszcze raz o wypłacie. Uznałam to jako typowa zagrywkę, bo wiem jak jest obiecywanie nie jest rozsądnym wyjściem dla pracodawcy, ale też kierowniczka mówiła, że nie będę niezadowolona czy coś w tym stylu.

Praca była dość schematyczna. Dostawaliśmy listę kontaktów do osób, które wyraziły chęć pracy w Niemczech jako opiekun seniorów, a ja i kilka dziewczyn z mojego działu szukaliśmy na zasadzie call center pracownikow. Było to dość nużące bo ogólnie praca na słuchawce cały dzień dość mocno obciąża zmysły. Ale jak już ktoś odbierał telefon to były to miłe osoby i też zainteresowane pracą więc nie było tam nachalnego wciskania ludziom tego czego nie chcą.

Z plusów miałam tam bardzo fajny zespół, dziewczyny z którymi pracowałam były w moim wieku i bardzo szybko złapaliśmy nic porozumienia. Dużo sobie żartowaliśmy między sobą, a to bardzo umilalo dłużące się godziny pracy. Była co prawda jedna laska o "grumphy" charakterze ale nie była, żadna konfiturą ani nic z tych rzeczy, taki trochę charakter Stanleya z The Office.

Bardzo dużo mnie nauczyła ta praca jeżeli chodzi o pracę z ludźmi, nawiązywanie kontaktów i ogarnianie Dokumentacji, dlatego mimo niskiej płacy przynajmniej cieszę się z tego, że czegoś się tam nauczyłam no i mogłam też popracować z niemieckim. Ale na dłuższą metę praca tam była totalnie głodowa, premie zależały bardziej od szczęścia niż od umiejętności i było to bardzo widać po wynikach, pracownicy z doświadczeniem nie byli na jej szczycie, a była to bardziej loteria.

Poznałam też trochę ten rynek pracy. Nie jest to dziwne, że zgłaszały się do nas osoby, które słabo znały język niemiecki i nie miały kontaktów w Niemczech. Normalnie jak już ktoś sobie radził u naszego sąsiada to nie korzystał z pośredników. No, a każda rodzina niemiecka zawsze chciała na opiekuna kogoś kto zna niemiecki, a my też za taką osobę dostawaliśmy najwięcej prowizji.

Przykro mi się robiło, że do pracy były chętne osoby, ale musieliśmy im odmawiać, ze względu na brak znajomości języka nawet w takiej formie podstawowej. Były nawet takie sytuacje, że jak przeprowadzałam rozmowę rekrutacyjną po niemiecku to słyszałam w słuchawce telefonu w tle jak druga osoba podpowiada mojemu rozmówcy co ma mi odpowiadać, no cóż nie mogłam udawać, że tego nie słyszę 😅

Z drugiej strony też rozumiem rodziny, które martwiły się o najbliższych więc nie chciały ryzykować oddania pod opiekę komuś kto nic nie jest w stanie zrozumieć po niemiecku.

Była nawet dość "zabawna" konsekwencja tego, że do pracy pojechała opiekunka bez znajomości języka(robiliśmy wyjątki jak rodzina niemiecka wyrażała na to zgodę z braku innej opcji). Opiekunka zamiast posmarować twarz seniorce kremem do twarzy, użyła kremu na hemoroidy. Staruszka skończyła z podrażnioną mocno twarzą, podobno była cała czerwona, a opiekunka została natychmiast oddelegowana z pracy.

Dużo też było niestety przypadków, że do pracy jechały osoby, które robiły sobie melinę w domu seniora. Istniała czarna lista takich osób, która była wymieniana z innymi firmami córkami (a było ich sporo). No ale i tak ciągle trafiały się nowe kwiatki.

Generalnie bardzo podziwiam osoby, które zawodowo się zajmują osobami starszymi bądź niedołężnymi, z historii które się nasłuchałam o dźwigania czy braku szacunku to uważam, że jest to bardzo niedoceniany zawód. No ale żeby nie było opiekunki też potrafią być chamskie wobec ludzi, którzy na to nie zasłużyli. Najfajniejsze było to że była masa Par opiekun-senior, którzy się uwielbiali i nie chcieli żadnych zmian i współpracowali ze sobą latami :smiley:

Z minusów w tej pracy było to, że uważam że zarządzanie było bardzo drewniane i przedpotowe xd bardzo lubiłam swoją bezposrednia przełożoną i pomimo posiadania pod sobą swojej przyjaciółki, nie traktowała jej lepiej od innych. Była bardzo sprawiedliwa i obowiązkowa. No niestety minusem było to, że się trzymała zasad, które kompletnie nie wpływały na produktywnosc pracowników, a raczej tylko ich demotywowalo. Czyli na przykład, spóźniasz się raz na ruski rok 5 minut, to zostań 5 minut dłużej, co tam, że nic w tym czasie więcej nie zrobisz bo nie podpiszesz umowy, ani nie porozmawiasz z nikim, ale siedz i udawaj, że pracujesz xd

Kolejny, że też nigdy nie było wiadomo, kiedy się skończy pracę, mógł zadzwonić ktoś 5 minut przed końcem pracy i podpisać umowę co trwało ok 40 minut czasem nawet więcej i trzeba było siedziec, a potem można było to odebrać, ale tylko do końca tygodnia xd bardzo mnie to stresowało, ponieważ jak nie wyszłam o czasie to nie miałam już szans zdążyć na autobus, który jeszcze ominie korki, a kolejne już stały w korkach ponad godzinę...

Nielogiczne było też to, że dziennie trzeba było wykonać X połączeń, nie ważne, że nieefektywnych ważne żeby dzwonić. Jak dostawałam opieprz za mała ilość połączeń ( co z tego, że była na górze tabeli wyników z podpisanymi umowami), jeżeli nie wykonałam X połączeń. To w końcu liczy się ilość czy jakość?

Nie wiem jak teraz radzi sobie ta firma, ale za moich czasów dobrze, traktowała swoich opiekunów i robiła bardzo dużo, żeby dać im poczucie bezpieczeństwa, więc jakbym miała jak polecać to raczej bym poleciła dla kogoś chętnego do pracy z dziadkami, ale no to na tamte czasy, kompletnie nie wiem jak jest teraz.

Z takich ciekawostek to zabawnie się patrzyło na laskę, która usilnie próbowała nawiązać romans z jedynym typem w jej zespole, który na dodatek był 2 metrowym czadem. Była mężatka i miała dzieci, ale co się nasłuchalo o plotkach na wyjazdach integracyjnych to tylko potwierdza statystyki, że najwięcej zdrad jest między ludźmi z pracy. Jednym z jej sposobów podrywu było przychodzenie do pracy z dekoltem po sam pępek xd miała czym oddychać więc nawet ja "zerkalam" bo ciężko było tego uniknąć skoro były one "gigantyczne" xd

No i największy minus był taki, że na rozmowie o przedłużenie umowy, dostałam tylko 200 zł podwyżki xd było to dla mnie tyle co nic i w tamtym momencie ruszyłam z wysyłaniem CV, a rozmowy wstępne przeprowadzałam w toalecie ówczesnej pracy, czułam się poniekąd oszukana bo podwyżka miała być w teorii o 1k więcej.

Niestety również w trakcie tej pracy pojawiły mi się poważne problemy zdrowotne, musiałam zrezygnować z pracy i wrócić do domu rodzinnego. I dzięki naszej kochanej służbie zdrowia, wydawałam wszystkie oszczędności na diagnostykę, ale koniec końców po roku udało się znaleźć przyczynę. Choroba mnie psychicznie wyczerpała ale dała coś jeszcze, wyjebke na to czy znajdę lepszą pracę czy nie. Robiłam swoje kształciłam się o ile mi pozwało na to zdrowie i wysyłałam CV jak już mi się poprawiło. Był to okres który był istnym szaleństwem jeżeli chodzi o ilość ofert. Telefon dzwonił do mnie co chwilę, więc mogłam sobie przebierać w pracach i wybrzydzać. Ostatecznie wybrałam to miejsce pracy w którym jestem obecnie już od prawie 5 lat. Opiszę ta pracę w kolejnym poście, który jak na razie będzie ostatnim z tego cyklu.

Myślę o dodanie kolejnego cyklu czyli opis życia na wynajmie, ze współlokatorami. Mieszkałam w naprawę wielu mieszkaniach i z naprawdę różnymi ludźmi, więc byłby to też opis warunków i może zaciekawi to kogoś kto szuka mieszkania, ale nie ma porównania i wiedzy jakie są mankamenty mieszkań we mieście wojewódzkim.

Gruba ryba11piorunów

@Cori01

Myślę o dodanie kolejnego cyklu czyli opis życia na wynajmie, ze współlokatorami. Mieszkałam w naprawę wielu mieszkaniach i z naprawdę różnymi ludźmi, więc byłby to też opis warunków i może zaciekawi to kogoś kto szuka mieszkania, ale nie ma porównania i wiedzy jakie są mankamenty mieszkań we mieście wojewódzkim.

Koniecznie!

Świetnie się czyta Twoje teksty i zasmuciłem się, a jednocześnie ucieszyłem, że nie opiszesz więcej prac, ponieważ obecna firma jest na tyle dobra, że jesteś w niej już tak długo.

GURU2piorunów

@Cori01

które robiły sobie melinę w domu seniora. Istniała czarna lista takich osób

Przypomniałem się taka akcja - mamy taką starszą panią 95 lat to jej trochę pomagamy, my i inni Sąsiedzi, bo jest sama z tym za granicą, przez jakiś czas pracowała dla niej Ukrainka która się opiekowała i mieszkała tam.

Brała za to 7000 netto. Kurna, niezły hajs i jeszcze na wynajmie mieszkania oszczędność.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Gry

94piorunów

A co się będę, po coś się wyemigrowało.

Wirtuoz2piorunów

@lukmar dobra zerknałem na ceny i są dużo wyższe od prognozowanych. Ma sens ten sprzęcior?

Fanatyk2piorunów

@lukmar bardzo mi sie podoba design tej kompokonsoli. W przeciwieństwie do tego gówna od sony, nie wstyd postawić w salonie.

Pokaż więcej komentarzy (34)

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

Ilustracja do wpisu z serii "nie ma kołaczy":
https://www.hejto.pl/wpis/part-16-praca-w-laboratorium-diagnostycznym-niemakolaczy-2019-idac-na-studia-mik

GURU2piorunów

@Cori01 ktoś Ci życie rysuje! :grinning:

Fenomen2piorunów

Ło Panie. Przypomniało mi się jak dzwoniłem do mojej mamy jak pracowała w laboratorium w szpitalu dziecięcym.
Do tych maszyn dołącz jeszcze Krzyki dzieci, które przyszły na badania 🙈
No było to wymagające dla Mamy i reszty zespołu 🙃

Pokaż więcej komentarzy (7)