Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Kawiarnia "Za Firewallem"

Kategoria: Literatura

"Mnie to się marzy, żeby ona była miejscem wszelkich swawoli słownych" @George_Stark #naczteryrymy #nasonety #naopowiesci #klubczytelniczy

  • 81 członków
  • 3408 wpisów

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

19piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Rano był poranek, to teraz niech do kompletu będzie...

Temat: Wieczór

Rymy: gnicie - łkanie - życie - spanie

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

* Szerzysz radość z tworzenia

* Piorunujesz jak najęty

* Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor najpóźniej do godziny 21:37 wrzuca własny temat i rymy

* Pamiętasz o tagach i społeczności

Gruba ryba6piorunów

Pleśń gości w chlebie, bakterie czynią gnicie

Roztocza w pościeli żywią twoje nocne łkania

Toczy twe mieszkanie radosne życie

Tylko Ty w nim zdychasz - na diecie z nudy i niewyspania

Gruba ryba4piorunów

To już wieczór życia - gnicie.

Lament wokół, słychać łkania.

Jak się miało z d⁎⁎y życie,

To po śmierci nie ma spania.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

17piorunów

No to niech będzie z rana.

*

Temat: poranek

Rymy: mycie - sranie - życie - stanie

*

GL&HF :hankey:

Gruba ryba5piorunów

Nagle krzyknął "Mamy cię!",
Właśnie gdy zacząłem sranie.
Teraz rola w "Samo życie"
I się człowiek gwiazdą stanie.

Gruba ryba5piorunów

W łóżku codzienne mycie

pod prysznicem zaś sranie

na odwrót ułożyło mi się życie

niech normalne się już stanie!

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Drodzy mili,

Uprzejmie dziękujemy z @Lemon_ za docenienie.

Przybywam więc z dzisiejszym zadaniem,

A zatem:

Temat: przetarta skarpetka

Rymy: malec - palec - uśmiecha - pociecha

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z podanymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

* Szerzysz radość z tworzenia

* Et voilà

Nie zapomnij o społeczności bo ta zapomni o Tobie.

Gruba ryba5piorunów

Z dziury skarpeciej wystaje malec.

Oj nie, kochani, to nie jest palec.

Właściciel skiety się już uśmiecha -

Będzie z niej jeszcze trochę pociecha.

Gruba ryba5piorunów

Krzyczy małżonka, że jestem jak malec

z dziurawej skarpety wychyla się palec

dorysowałem mu buźkę, więc się uśmiecha

idziemy razem przez życie, ja i moja pociecha

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

16piorunów

"Dziadek"

Piątek, 20 Lipca

- Chłopaki, wstawajcie. Dziadek zmarł dziś w nocy.

Ojciec stał w drzwiach i trzymał dłoń na klamce naszego pokoju. Jego głos był wyjątkowo spokojny, chyba jeszcze nigdy takiego go nie słyszałem. Patrzył na nas w milczeniu. Widać, że nie wie co ma dalej ze sobą zrobić po tych słowach. Jak teraz mam zareagować? Chyba powinienem płakać. Ale czy chcę teraz płakać? Nie znoszę płakać, gdy ojciec to widzi, zawsze się wtedy wścieka. Ale czy jeśli nie będę płakał, to czy będzie znaczyło że nie jest mi smutno? A czy jest mi smutno? Ale przecież wiedzieliśmy od kilku dni, że dziadek umrze. Czy ja już płaczę? To prawda, wiedzieliśmy, ale przecież to mój dziadek, ten kochany, który zawsze naprawił rower, przyszedł zajrzeć po szkole, odprowadzał na przystanek i dopytywał jak minął dzień. Czemu łzy nie chcą lecieć? Czy powinny? Czy muszą? A co jeśli nie polecą, czy to będzie znaczyło, że nie jestem smutny?

Niedziela, 8 Lipca, popołudnie

- Kto wygrał mecz?!

- Toruń!

- Ktooooooooo?!

- Toruń!

- Ktooooooooo?!

- Toruń, Toruń, Toruń! Do boju, do boju, do boju Apator!

Krzyki kibiców przy stadionie żużlowym przy ulicy Broniewskiego ucichły niedługo po ostatnim biegu. Wspólnie z bratem wychodzimy przez bramę główną i kierujemy się w stronę Placu Teatralnego. Na zabranie się tramwajem nie ma co liczyć, ale do autobusu jadącego w stronę domu i tak jeszcze sporo czasu. Idziemy większość drogi w milczeniu, wymieniając sporadyczne uwagi o meczu. Myśli mojego brata są już gdzieś indziej, gdzieś w miejscu do którego nie mam wstępu, więc nie pytam, żeby nie narazić się na uwagi że jestem młody i nic nie rozumiem. Całą drogę do domu przypominam sobie poszczególne biegi i trzymając się poręczy z tyłu autobusu udaję, że składam się w łuk niczym Tony Rickardsson za każdym razem kiedy autobus skręca w lewo. W głowie mam już plan, żeby po dotarciu do domu odtworzyć co ciekawsze akcje meczu na rowerze. Droga do domu jest długa. Autobus jedzie prawie pięćdziesiąt minut, potem jeszcze kwadrans marszu.

Poruszenie na podwórku zauważamy już z daleka. Przed domem babci są wszyscy mieszkańcy naszego podwórka - rodzice, wujostwo, kuzynostwo. Ciotka i mama w charakterystycznej pozie, którą przybierają kiedy niepokoją się o coś, a jednocześnie są zdenerwowane i nie mają na kogo tej złości przerzucić. Krzyżują wtedy ręce na piersiach, ale tak bardzo, bardzo ciasno, jakby było im zimno, lub jakby miały się zaraz rozpaść na kawałki i tylko ten uchwyt trzymał je w kupie. Wchodzimy przez bramę.

- Coś się stało?

Brat podejmuje temat. Wie, że jeśli nie zapyta, to nikt nic sam z siebie nie powie.

- Dziadka nigdzie nie ma, nie możemy go znaleźć.

Jeden z wujków rzuca w odpowiedzi, ale takim tonem, jakby to było coś czym nie należy się za bardzo przejmować. Dziadek ma alzheimera, to znaczy, że zapomina kim i gdzie jest. Zdarzało mu się już, że brał swoją aktówkę i wychodził “do pracy”. Zawsze ktoś musiał wtedy za nim iść, zawrócić go do domu po pewnym czasie. Mieszkamy tuż obok lasu, który ciągnie się przez kilkanaście wsi, więc trzeba było mieć dziadka na oku.

- Jak to nie ma? Gdzie poszedł? - Ciągnie brat.

- Toć skąd mamy wiedzieć. Byśmy wiedzieli to byśmy tu nie stali chyba. - Mama odpowiada tonem pełnym pretensji o zadawanie takich pytań.

Niewiele udaje się dowiedzieć. Ot, sytuacja jakich było dotąd wiele. Dziadek wyszedł z podwórka, tylko tym razem nikt w porę nie zauważył. Przez następne godziny trwa debata dokąd mógł pójść. Wujkowie idą sprawdzić obrzeża lasu. Chcę pójść z nimi, ale słyszę, że mam się nie kręcić, bo jeszcze sam się zgubię i będzie podwójny kłopot. Po jakimś czasie ojciec wraca do domu. Podchodzi do mnie.

- Co tak wszyscy stoją? - Ojciec pyta tonem który znam. To ton oczekujący krótkiej i rzeczowej odpowiedzi.

- Dziadek poszedł do lasu i nie wrócił - staram się nie patrzeć mu w oczy gdy mówię.

- Dawno?

- Nie wiem, mówili, że około pierwszej

- I nikt nie wie gdzie poszedł? Szukali go?

- Nikt go nie pilnował, wuj…

- A ty czemu go nie pilnowałeś? - tu już głos ojca przybiera oskarżycielski ton

- Nie było mnie, byliśmy na żużlu

- Mhm… Pewnie, łazicie wszędzie i całe podwórko na głowie babci i mamy.

Po tym poszedł do salonu i zaczął rozmawiać z mamą. Nie wiem o czym. Zacząłem się zastanawiać, czy faktycznie warto było jechać na ten mecz. Może gdybym był w domu, to bym widział, że dziadek wychodzi i nie byłoby problemu.

Sobota, 9 Lipca, ranek.

- Maciek, jedziemy szukać dziadka, idziesz z nami?

Otwieram oczy. Mama stoi w drzwiach pokoju, cały czas w tej swojej charakterystycznej zamkniętej pozie. Chcę iść. Ubieram się szybko. Śniadanie też jem szybko, żeby nikt nie musiał na mnie czekać. Wchodzimy do lasu i przeglądamy zakamarki. Przeszukujemy rowy, patrzymy za przewrócone pnie. Kiedy wujkowie idą sprawdzać leśne bagna i jeziorka nie idę z nimi. Nie boję się, wiem, że dziadek na pewno się odnajdzie, ale po prostu nie chcę. Tak na wszelki wypadek. Idziemy tak ścieżkami, które dziadek znał, bo albo dawniej chodził nimi do pracy, albo odwiedzić rodzinę, albo na grzyby. Przez chorobę często wymyślał sobie scenariusze, które były całkiem rzeczywiste, więc nie ma sensu szukać go poza miejscami, które znał. Po około dwóch godzinach dochodzimy do jego rodzinnej wioski i rozpytujemy ludzi, czy go widzieli, jednak niestety wydaje się, że go tu nie było. Próbuję pomagać, sam podchodzę do ludzi na drodze i pytam czy widzieli dziadka. Każdy go tu zna, to mała wieś, mieszka tu jego rodzeństwo, więc nawet nie trzeba go opisywać. Jednak słyszę, że mam nie przeszkadzać, bo tylko mącę ludziom w głowie i mam siedzieć cicho, albo wracać do domu. Znów przypomina mi się, że gdybym został w domu, to dziadek by nie zaginął.

Po powrocie do domu zgłaszamy zaginięcie na policji. Do babci co chwila ktoś dzwoni i pyta, czy dziadek już się znalazł. Babcia długo rozmawia z ludźmi przez telefon. Staram się nie rzucać w oczy, ale nie wiem co mam ze sobą zrobić. Czuję, że nie powinienem teraz robić nic, bo należy się martwić, tylko że jakoś nie martwię się o to, że dziadek się znajdzie. Zastanawiam się, czy będziemy teraz w tym programie “Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Jeśli tak, to pewnie ciocia będzie mówić w studio, bo ona ładnie mówi.

Tak mija cały dzień. Dziadka nadal nie udało się znaleźć.

Niedziela, 10 Lipca, ranek.

Wstaję, obudzony przez wpadające do domu przez otwarte drzwi muchy. Nie lubię kiedy rodzice zostawiają otwarte drzwi, nie da się wtedy spać. Wchodzę do kuchni. Widzę w salonie ojca, który ogląda coś w telewizji.

- Będziemy dziś dalej szukać dziadka? - Pytam, bo nie lubię, kiedy w domu jest tak cicho.

- Dziadek się znalazł. - ojciec nie przestaje patrzeć w telewizor.

- Co? Kiedy? Wrócił sam?

- Nie wiem, mama jest u babci

Idę do domu babci. Jest u niej całe mnóstwo ludzi, ale nie widzę dziadka. Babci też nie. Nie pytam o nic, staram się nie rzucać w oczy, przysłuchuję się rozmowom i dowiaduję się, że ktoś, kto zna dziadka odnalazł go śpiącego w rowie. Leżał przy drodze, którą dawniej chodził do pracy. Wczoraj uznaliśmy, że nie będziemy tam dalej iść, bo tak daleko dziadek by nie doszedł. A jednak. Ten ktoś kto go znalazł wiedział, że dziadek jest poszukiwany, więc zadzwonił do babci. Teraz babcia pojechała tam z wujkiem, żeby dziadka przywieźć do domu.

Przyjeżdżają niedługo później. Dziadek wygląda dobrze, tylko jest cały pogryziony przez mrówki i ma trawę we włosach. Babcia nalewa wody do wanny, żeby go umyć. Ktoś dzwoni po lekarza. Bardzo się cieszę, że dziadek się odnalazł, chociaż przecież nie wątpiłem w to ani przez chwilę. Mama mnie zauważa. Podchodzi i pyta czemu się tu kręcę i każe mi iść do domu. Wychodzę niezadowolony. Po powrocie do domu przez okno w naszym salonie obserwuję wjeżdżającą na podwórko karetkę. Lekarz długo jest u dziadka. Ojciec mówi, że pewnie dziadka zabiorą do szpitala. Okazuje się, że pomimo spędzenia dwóch nocy w lesie dziadkowi nic nie jest. Przez resztę dnia do babci zjeżdża mnóstwo ludzi ciekawych co się stało. To zaginięcie dziadka to spora sensacja w okolicy, jednak późnym popołudniem wszyscy już z tego żartują przy kawie i cieście. Ciocia proponuje żeby w marynarki i swetry powszywać dziadkowi takie karteczki z imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu.

Wtorek, 11 lipca

Dziadek jednak musi iść do szpitala. Nie wiem dlaczego, ale przyjechała po niego karetka. Mama i ciocia jadą z babcią dopilnować wszystkich formalności.

Czwartek, 13 lipca

Jedziemy odwiedzić dziadka w szpitalu. Ma pokój w końcu korytarza. Dziadek mnie poznaje i pyta jak tam w szkole. Zakłopotany i zniecierpliwiony odpowiadam dziadkowi, że przecież są wakacje. Dziadek śmieje się. Niby wiem, że dziadek jest chory, ale to dziwne, że on nic nie wie. Czy to faktycznie jest taka choroba, czy dziadek po prostu nie słucha? Czasem zachowuje się jak dziecko, a nie jak dziadek. Babcia i mama ogarniają coś przy nim i rozmawiają z pielęgniarkami. Chciałbym już wracać do domu, bo nie lubię szpitali. Jest w nich cicho i dziwnie pachnie, do tego wszyscy są smutni i strasznie wolno chodzą.

Myślę o tym że za kilka dni mam urodziny i zastanawiam się co będę wtedy robił. Pewnie pójdę na rower, albo do kolegi. On ma ogromną piaskownicę za domem, da się tam budować wszystko, a kopiąc w piachu można znaleźć jakieś fantastyczne rzeczy. Ostatnio znaleźliśmy jakieś zawiasy i starą puszkę. Wszystko wykorzystujemy żeby budować nasze miasto dla resoraków. Da się tam spędzić cały dzień, co jest najlepsze.

Do dziadka jeździmy jeszcze kilka razy. Za każdym razem dziadek pyta mnie jak w szkole i już mnie to nudzi. Nie lubię tam jeździć.

Piątek, 20 lipca

- Chłopaki, wstawajcie. Dziadek zmarł dziś w nocy.

…

Do śniadania nie udało mi się rozpłakać, chociaż bardzo się starałem. Udało się dopiero gdy po śniadaniu poszedłem do domu babci. Płakałem tak naprawdę, bo przypomniało mi się jak dziadek przychodził po mnie do szkoły i jak zrobiło mu się smutno kiedy mu powiedziałem żeby już nie przyjeżdżał, bo chcę wracać sam, a teraz już z nim nigdy nie porozmawiam. Mama siedzi na krześle w babcinej kuchni i każe mi podejść. Nachylam się do niej i przytulam ją, ale myślę o tym że musi to wyglądać strasznie głupio.

Babcia rozmawia z kimś przez telefon

- …Stasiu ja wiem, że to był twój brat, ale to był mój M Ą Ż, jak on może leżeć u was, jak mam już wykupione na cmentarzu…

U babci jest całe mnóstwo ludzi. Przyjechała nawet ta ciocia, która od dawna nie odzywa się do nikogo. Jest już cała ubrana na czarno. Widzę, że wszyscy traktują ją z rezerwą, ale i szacunkiem. Ciocia zarządza, że wieczorem będzie czuwanie i nikt się nie sprzeciwia. Nie wiem co to znaczy, ale kiedy mama pyta czy chcę przyjść, bo będziemy wspominać dziadka, to mówię że tak. Szybko zaczęło rozmawiać o terminie pogrzebu. Starszyzna mówiła, że nie godzi się tak żeby nieboszczyk przez niedzielę w kostnicy leżał, bo może kogoś zabrać ze sobą. Wystraszyłem się słuchając o tym. Czy to znaczy, że ktoś jeszcze umrze? Ciocie i wujkowie mówili, że przecież w niedzielę się nie da, a na jutro nie uda się wszystkich powiadomić i zorganizować. Było o to mnóstwo kłótni przez resztę popołudnia.

Wieczorem okazuje się, że to całe czuwanie to mówienie różańca, i wcale mi się to nie podoba. Siostra babci oburzyła się kiedy zauważa, że nie mówię różańca i zaczęła się na głos zastanawiać, czy w ogóle pamiętam o tajemnicach. Nie chciałem wplątać się w dyskusję o różańcu, więc spytałem mamę, czy mogę iść do domu. Mama stwierdziła, że jeśli nie chcę się modlić za dziadka to mogę, ale jak tak to powiedziała, to uznałem, że chcę jednak zostać. “...Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota…”

Poniedziałek, 23 lipca


Dziś pogrzeb dziadka. Mama przygotowała nam ubrania. Mówi, że nie spodziewała się, że moje spodnie od garnituru będą jeszcze potrzebne, a były już za małe, więc je wyrzuciła i pójdę w czarnych jeansach, tylko mam uważać żeby ich nie wybrudzić żeby nie wyglądać jak świnia. Ojciec wrócił z wieńcami. Jeden jest od naszej rodziny, kolejny od dzieci czyli mamy, jej sióstr i brata. Ojciec odebrał jeszcze dwa kolejne, które zamówili wujek z ciocią od nich. Zastanawiam się, czy jeśli nie ma wieńca od wnuków to źle, i czy musi tak być, że każdy daje wieniec. Ojciec wścieka się na mnie i brata, że się guzdrzemy i nie znajdzie miejsca przed kościołem. Brat wyrzuca, że to wszystko przeze mnie.

Przyjeżdżamy do kościoła. W kaplicy cmentarnej tłum ludzi śpiewa “daj mu wieczne spoczywanie”. Lubię tego słuchać, jest takie ładnie smutne. W kaplicy patrzę na dziadka w trumnie. Wygląda bardzo spokojnie i ładnie. Babcia do trumny wkłada mu okulary, jego medale za wysługę lat w pracy i jakiś święty obrazek. Mama mówi, że trzeba iść się pożegnać z dziadkiem. Nie wiem co to znaczy, więc patrzę co robią inni. Ludzie stają przy trumnie, łapią ręce dziadka i stoją tak chwilę. Kiedy jest moja kolej też dotykam rąk dziadka, ale zaraz mam ochotę je cofnąć. Są zimne i twarde. Mówię pod nosem “cześć, dziadek”. Ojciec to słyszy i się wścieka.

- “Cześć, dziadek?”. Nic mądrzejszego nie miałeś?

Razem z mamą wchodzimy do kościoła, ojciec zostaje na zewnątrz. On nigdy nie wchodzi do kościoła, bo mówi że kiedyś powiedział do księdza “cześć” zamiast “pochwalony” i od tamtej pory się wstydzi. Wydaje mi się, że ksiądz już nie pamięta, a po za tym przecież mszę prowadzi nowy wikary a nie proboszcz, ale pewnie ojciec i tak się wstydzi. W trakcie mszy widzę, że mama płacze i mi też robi się strasznie smutno. Też zaczynam płakać. Mama odwraca się do mnie i mówi, że jeśli zaraz się nie uspokoję, to pożałuję w domu, więc staram się tłumić płacz.

Kiedy wynoszą z kościoła trumnę z dziadkiem ksiądz zaczyna śpiewać bardzo ładną pieśń o aniołach. Bardzo mi się podoba, jest bardzo uroczysta i wzruszająca i znów chce mi się płakać, ale powstrzymuję się żeby mama nie widziała.

Na stypie dziwi mnie, że nikt nie mówi o dziadku i nie wiem co takiego się stało, że znów wszyscy wydają się być weseli. Słyszę jak babcia rozmawia ze swoją siostrą

- …pięćdziesiąt lat pożycia i wnuka poznawał, a mnie nie…

Rosół potwornie chlapie i boję się, że coś poleci na spodnie. Ciekawe czy ktoś będzie na boisku.

Fanatyk1piorunów

@Maciek ależ to jest świetne. To otwożyło nie tyle szufladę, co całą szuflandię w mojej pamięci. Ta śmierć widziana oczami dziecka jest tak niesamowicie… zwyczajna?.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

9piorunów

Sonet radosny (jesienny)

Smucić się pogodą? Przecież to bzdura!

Lecz taka przywara jest to człowieka,

że wciąż na rzeczy, gdzie nic nie wskóra,

zamiast je olać, to wciąż narzeka.

Ja jesienną porę tu wezmę w obronę!

Rzucam się w lesie w namokłe igliwie!

Spoglądam radośnie na pobliską wronę,

by krople deszczu z nią liczyć leniwie.

Ale k⁎⁎wa pięknie! Tu tyle się dzieje,

gdy stado mrówek ucieka spode mnie!

Trochę mi zimno, lecz zaraz się zleję –

od moczu ciepłego mi będzie przyjemnie.

By obraz dopełnić, wypuszczam gila!

Nie ma nic lepszego! No, chyba że kiła...

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

14piorunów

Dobry wieczór wszystkim. Jako, że dawno nie pisałem, a naszła mnie ochota, a i temat okazał się interesujący, to piszę.

Uwaga! W utworze zastosowano pointę figlarną. Bezsensowną, ale figlarną.

Sonet o pogodnych, wesołych, słonecznych i roześmianych

Gdy widzę uśmiechy, aż mi cierpnie skóra,

Od pogodnych ludzi trzymam się z daleka,

Wolę, gdy słońce zasłoni czarna chmura

A szarej jesieni nie mogę się doczekać.

Wolę gdy przeciw mnie wszystko nastawione,

Wiję się i walczę wówczas rozpaczliwie,

Wymachuję orenżem w każdą świata stronę

I dopiero czuję, że żyję prawdziwie!

Jak mam iść pod wiatr, kiedy nic nie wieje,

Kiedy wszystko łatwe buntować się daremnie.

W przeciwnościach losu pokładam nadzieję,

Że wyrzeźbią jeszcze coś lepszego ze mnie.

Kiedy zatem rozpaczy dopadnie cię chwila,

Wspomnij słowa moje i Szekspira Willa.

Pozdrowienia dla kawiarenkowiczów!

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

12piorunów

Siema,

na utwór _di proposta_ w konkursie

*

Recepta na jesień

Straszna wichura

Czy deszcz, co sieka

Burzowa chmura -

Ja nie narzekam

Ranki zamglone

Zimne dotkliwie

Niebo ściemnione -

Chłonę skwapliwie

Niechże tam leje

Nawet codziennie

Czy mróz, czy wieje -

Mi jest przyjemnie

Bo gdy zły nastrój aura nasila

Fluoksetyna życie umila

*

Autorytet2piorunów

@Piechur jakieś fluoksetyny pedały teraz bioro, zamiast normalnie jak wujek Leszek wziąć wódeczki i się powiesić w stodole :stuck_out_tongue_winking_eye:

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

19piorunów

Dobry wieczór!

Dzisiaj rymujemy z panem Leśmianem:

Temat: miłość

Rymy: usta- dłonie-pusta-płonie

Zasady: Masz podany temat i rymy

Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

Szerzysz radość z tworzenia

Piorunujesz jak najęty

Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor najpóźniej do godziny 21:37 wrzuca własny temat i rymy

Pamiętasz o tagach i społeczności

GURU7piorunów

Przebieram nogami jak langusta

Suche mam usta i wilgotne dłonie

Głowa nagle jak baniak pusta

Ktoś tu za chwię ze wstydu spłonie.

@voy.Wu dzięki za inspirację 😉

Gruba ryba7piorunów

W ciemności błyszczą rozchylone usta

W uścisku zwarły się splątane dłonie

Lecz tubka z żelem niestety jest pusta

Od tarcia pościel tu dzisiaj zapłonie

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

12piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Mam zaszczyt i (wątpliwą) przyjemność otworzyć kolejną, CXLIII (słownie: 143) edycję zabawy w kawiarni . Żeby nie szukać zbyt długo i zbyt daleko, dzisiaj za utwór posłuży nam sonet - a jakże - CXLIII, Williama Szekspira. Tak na marginesie to za chwilę będziemy mieli więcej edycji naszej zabawy, niż kolega William sonetów wyprodukował.

Ale wracając to meritum - za oknem mamy szarą, polską jesień, nastroje depresyjne i słońca jak na lekarstwo, dlatego w tej edycji bardzo Państwa proszę i zachęcam do pisania utworów pogodnych, wesołych, słonecznych i roześmianych. Na złość tej paskudnej aurze.

CXLIII

Jako ta skrzętna gospodyni, _która_,

Widząc, jak jedno z drobiu precz _ucieka_,

Rzuca się w pogoń, ażeby za _pióra_

Pochwycić zbiega i znowu z _daleka_

Przynieść do kojca, a _pozostawione_

Przez nią dzieciątko, drąc się _rozpaczliwie_,

Chce dognać matkę, mknącą w kwoki _stronę_

Bez troski o nie, tak i ty, o _dziwie_!

Za czemś się zrywasz, co przed tobą _wieje_,

Gdy ja, twe dziecię, ścigam cię _daremnie_.

Lecz wróć, gdy swoją dopędzisz _nadzieję_,

Pieść mnie, jak matka, całuj, ciesz się ze _mnie_ —
_Wróć, usłysz płacz mój, o, będzie to _chwila_,

_Że będziesz miała wolę swą i _Willa_

Zasady i kwestie formalne
Jak zawsze układamy sonety, w których rymy w poszczególnych wersach zgadzają się z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze .

Bawimy się do najbliższej niedzieli, czyli do 08.11.2026, ale w przypadku małej frekwencji zastrzegam sobie prawo do przedłużenia edycji, z którego to prawa bardzo nie chciałbym korzystać.

Zwycięzcę wybiorę według całkowicie subiektywnej oceny nadesłanej twórczości.

I to tyle. Zapraszam i powodzenia!


GURU5piorunów
pisania utworów pogodnych, wesołych, słonecznych i roześmianych

No to mnie wykreśliłeś xD

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

11piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Północ za pasem, nie ma co dłużej zwlekać :smiley:

Temat: Wyznanie

Rymy: gruby - luby - oczy - wtoczy

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

* Szerzysz radość z tworzenia

* Piorunujesz jak najęty

* Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor najpóźniej do godziny 21:37 wrzuca własny temat i rymy

* Pamiętasz o tagach i społeczności

GURU7piorunów

Kołocze się pomysł po głowie gruby,

By czmychnąć, zniknąć jak niewierny luby!

Siebie wymazać, nie rzucać się w oczy!

I zerkać cicho kto za mnie się wtoczy.

GURU6piorunów

To nie genów wina że jestem gruby

Bo choćbym postne złożył śluby

W bebzon trafia na czym spoczną oczy

Gdzie kiedyś wchodził wnet się człowiek wtoczy.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Mistrz

w Kawiarnia "Za Firewallem"

12piorunów

Witajcie Kawiarenkowicze!

Minęła dwudziesta, a więc czas na Podsumowanie CXLII edycji !

W tej edycji, w kolejności chronologicznej, udział wzięły utwory:

@splash545 z sonetem "Obraz malowany słowem"

@KatieWee z sonetem bez tytułu

@splash545 z sonetem "Rymuję bo muszę"

@fonfi z sonetem "Rymuje bo musi"

@fonfi z sonetem "Sonet z ukrytym morałem, a nawet dwoma"

@fonfi z sonetem "Kapryśna dama"

@sireplama z sonetem "Pustki bezpieczeństwo"

Wszystkie utwory wyborne, więc zwycięzcą ogłaszam najbardziej płodnego autora, czyli @fonfi . Gratuluję!

Pokaż więcej komentarzy (17)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

55piorunów

Lubisz pisać opowiadania?

Ten konkurs może być dla Ciebie!

Po burzliwych naradach podczas ostatniego kawiarenkopiwa wybrano temat na nową edycję konkursu !

Temat: Ty!

Tematem może być scena z prawdziwego lub wyimaginowanego życia, ale to Ty jesteś głównym bohaterem!

Forma: dziennik lub pamiętnik

Termin: 1 grudnia 2026 z możliwością przedłużenia

Zasady: piszesz opowiadanie, wrzucasz je na hejto oznaczając tagami oraz . Możesz zilustrować swoją twórczość, będzie nam bardzo miło. Osoba, która wygra, wybiera temat następnego konkursu i bawi się dobrze.

Kryteria oceny: własne, bardzo uznaniowe

Miłej zabawy!

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

7piorunów

Pustki bezpieczeństwo

Śpieszmy się z ludźmi relacje budować,

Nim straty gorycz przeleje łzy słone,

A to, co pewne, stanie się minione,

I wspomnień szepty zostanie cytować.

Przyjdzie mi znów ból pod uśmiechem chować,

Myśli przepędzać, tak smutkiem mącone,

Patrzeć na mosty kompletnie spalone,

W blagi radości sztucznie znów celować.

Chcę się w człowieka zmienić tu innego,

Takiego, co uczuć w sobie ma mało,

Od nieszczęść i zła w końcu bezpiecznego.

O skórze, której przebić się nie dało,

Która uchroni od cierpień miłości,

Bezpiecznym uczyni do samych kości.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

11piorunów

Dzień dobry się z Państwem ponownie,

A to skoro już siedzę przed komputerem i wkurzam żonę, to jeszcze jeden sobie napiszę, żeby kolega @bori nie narzekał, że ma mało roboty przy podsumowaniu.

Kapryśna dama

Ochota ją naszła by pobaraszkować,

Lecz fonfi (szalony?!) odprawił precz żonę,

Gdyż w głowie mu właśnie jął rodzić się sonet,

Bo teraz - złośliwie - składały się słowa.

A wena jak sraczka albo choroba,

I czas wybierają nie ty, lecz one,

Więc fonfi próbował przekonać żonę,

Że z weną nie wolno mu negocjować.

Że z daru należy jej łaskawego

korzystać, gdy w końcu się go dostało -

Kapryśną wszak damą jest wena fonfiego.

Lecz żona (z uśmiechem) odpowiedziała:

Kapryśna dama to u nas zagości,

Gdy tym rymowaniem mnie całkiem rozzłościsz!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

7piorunów

Dzień dobry się z Państwem jeszcze raz,

Jak już napisałem odpowiedź do kolegi @splash545 to przypomniałem sobie, że przecież kolega @bori chciał żebyśmy się zatopili w tematyce funeralnej. No nieładnie by było tak oczekiwania kolegi pominąć. A skoro i tak już nie spałem, to coś tam napisałem.

Sonet z ukrytym morałem,

a nawet dwoma

"A z czego ja mam się w życiu radować?"

Tak Heniek wciąż świata z miną skrzywioną

pytał, żal wódką znów tłumiąc zmrożoną -

o pomoc cicho wołała wątroba.

Marudził, że wspólnik dom wybudował,

Że tę, a nie inną, wziął sobie za żonę,

Że teraz to wódki są nawet chrzczone -

o pomoc ciszej wołała wątroba.

I ciągle od życia chciał więcej czegoś,

I ciągle mu było mało i mało -

do pary z wątrobą cierpiało ego.

A kiedy nareszcie poddało się ciało,

Przed samą śmiercią się Heniek zezłościł,

Że z życia za życia nie czerpał radości.

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

10piorunów

Dzień dobry się z Państwem,

Kolega @splash545 był mnie wczoraj podpuścił, więc nie było wyjścia, tylko trzeba było koledze na jego marudzenie (że "Rymuje bo musi") odpowiedź napisać. I tak, zamiast pójść do łóżka jak normalny człowiek to - parafrazując - nie mogłem spać, bo sonet pisałem. Eh, ciężkie jest życie poety...

Rymuje bo musi

"Tak dla zabawy zacząłem rymować" -

Tymi słowami rozpoczął Splash sonet,

A potem łzy tu wylewać jął słone,

Że snu mu przez rymy zaczyna brakować.

Że zamiast się fazą REM delektować,

Jemu wciąż w głowie kołaczą się one -

Myśli i słowa, pomysły szalone,

A on z nich musi lirykę budować.

Że on to pojęcia nie miał bladego,

Że jak się już zacznie to wciąż jest mało,

I wiersze się pisze do świtu białego.

Więc kiedy wena w nim znowu wezbrała,

To zamiast pod kołdrą ciepłą się mościć,

On pisze elegię. O niestrawności...

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

15piorunów

Wygrałem a nikt nie woła

Temat: Nocne schadzki

Rymy: Chciała - Została - Zadzwonił - Przydzwonił

GL&HF!

Gruba ryba4piorunów

On rajdowcem zostać chciał, a
Kompletnym trupem został. A
Bo gdy telefon nagle zadzwonił,
Zagapił się i w drzewo przydzwonił.

Gruba ryba4piorunów

I tej nocy żona bardziej spać chciała

jedna karta do zagrania mi została

po dziewczynki żem wnet zadzwonił

małym w ramę łóżka aż przydzwonił

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Rymuję bo muszę

Tak dla zabawy zacząłem rymować –

naprędce rymy, na nodze sklecone.

Na komentarzach wieczory spędzone –

chciałem z ludźmi być i sobie żartować.

Lecz czemu miałbym tego żałować,

choć nie sądziłem, że w tym zatonę.

Kolega prawie stracił tak żonę,

kiedy poezji pozwolił się porwać.

Nie miałem wtedy pojęcia bladego,

że wszystko minie, a mi będzie mało.

Weszło mi w nawyk, nie pytam, dlaczego.

Chcę by po prostu tutaj wybrzmiało:

Poezja powodem jest bezsenności,

więc w nocy unikaj tej namiętności.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

13piorunów

Drodzy mili,

Uprzejmie dziękujemy z @fonfi za docenienie.

Przybywam więc z dzisiejszym zadaniem,

A zatem:

Temat: no a jak

Rymy: tęsknota - sobota - sromota - robota

Zasady:

* Masz podany temat i rymy

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z podanymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności

* Szerzysz radość z tworzenia

* Et voilà

Nie zapomnij o społeczności bo ta zapomni o Tobie.

Gruba ryba5piorunów

W sercu dzisiaj nie tęsknota,

Bez znaczenia, że sobota.

Bo przed rodziną sromota -

Pokazałem żonę-robota.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

16piorunów

Dobry wieczór.

Wybiła dwudziesta, w związku z tym nie ma co przedłużać, trzeba wstawić nowe zadanie.

Miłej zabawy 😛

Temat: Orzeł wylądował

Rymy: wina - wypina - ląduje - szczytuje

Zasady:

* Masz podany temat i rymy.

* Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z tymi rymami.

* Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejności.

* Szerzysz radość z tworzenia.

* Piorunujesz jak najęty.

* Odwiedź wątek jeszcze raz i daj szansę wierszom dodanym później.

* Wiersz z największą liczbą piorunów do 20:00 wygrywa, a jego autor do 21:37 wrzuca własny temat i rymy.

* Pamiętasz o tagach i społeczności.

Powodzenia!

Gruba ryba5piorunów

To rosnącego przy drodze drzewa wina

że rozpędzone BMW na zakręcie się wypina

sekundy później w częściach zaś ląduje

z resztek nawet vin ciężko się szczytuje

Pokaż więcej komentarzy (8)