Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

PositiveRateOsobistość

Dołączył/a:

  • 102 wpisów
  • 539 komentarzy
  • 17 obserwujących

Osobistość

w Lotnictwo

89piorunów

Wczoraj symulator się zepsuł i miałem obsuwę 1,5 godziny, więc skończyłem przed 2:00. Na dzisiaj taryfa już znowu czeka żeby nas zawieźć do centrum szkoleniowego ; d. Życzcie mi powodzenia bo ciężko było wczoraj. Ćwiczyliśmy utratę jednego pilota, zniżanie awaryjne, awarię APU (dodatkowy generator), awarię ciśnieniowania i utratę jednego silnika. Wszystko Naraz. Wylądowałem z sukcesem ale po naprawdę nierównej walce.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

34piorunów

Na pierwszym planie King Two - wiezie monopale na jedną z polskich farm offshore.
Na drugim planie Danuta Sidzikówna - Inka - gazowiec z floty Orlenu.

@bartek555 zaraz tu przyjdzie i powie, że jego i tak większy jest statek.

Lider5piorunów

Zalezy pod jakim wzgledem - na dlugosc moj jest ciutke krotszy, ale za to ma polowe wiecej dwt i pewnie 3x tyle mocy ;)

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Lotnictwo

101piorunów

No to pora na update na 😉

Jakiś czas temu pisałem, że dostałem się na stanowisko pierwszego oficera w linii lotniczej, po czym przepadłem. W żadnym razie nie jest to oznaka zakończenia „projektu”, lecz – tradycyjnie na tym tagu – efekt kolejnego, znacznego zwiększenia mojego zaangażowania w innych obszarach, niż ten internetowy.

Maraton

Szkolenie rozpocząłem wraz z nadejściem sierpnia, kiedy to ponownie trafiłem „do ławki”, przy czym tym razem na dwa długie miesiące. Zajęcia odbywały się prawie codziennie w typowych godzinach pracy, a przeplatałem je z innymi moimi obowiązkami wynikającymi z prowadzonej działalności gospodarczej, której nie zawiesiłem, a nawet gdybym chciał ją wygaszać – zwyczajnie nie dałbym rady tego zrobić. Mój „biznes” zakłada bowiem długotrwałe relacje z klientami, a procesy które obsługuję nierzadko rozciągają się na lata. Nie da się tego zatrzymać z miesiąca na miesiąc, więc mając tę świadomość poszedłem zupełnie odwrotną drogą – rozkręciłem firmę jeszcze bardziej, by móc zwiększyć zatrudnienie i paradoksalnie, cudzymi rękoma odciążyć się z bardziej „przyziemnych” czynności na rzecz zarządzania, które choć nadal jest wymagające, to można je realizować w bardziej elastyczny sposób.

Minione lato zatem będę wspominać jako okres szalenie wymagający, w trakcie którego od rana do nocy oscylowałem pomiędzy stanowiskiem hierarchicznie najniższym i najwyższym. Napotykanym na korytarzach instruktorom kłaniałem się w pas, jednocześnie, telefonicznie wydając polecenia mojemu własnemu zespołowi. Był to już kolejny okres, w trakcie którego poświęciłem wiele by utrzymać ogony tych dwóch srok. Nie po raz pierwszy obiecałem sobie także, że to już ostatni raz, ale po raz pierwszy szczerze czuję, że to może być prawda.

Odmiennie do ostatniego maratonu, w trakcie którego uczyłem się i zdawałem egzaminy do licencji ATPL, nie miałem żadnego „meltdownu” (vide - ten wpis). Czy zawdzięczam to zwiększonej odporności na autoeksploatację, de facto – jednak – mniejszemu obciążeniu niż ostatnio, czy stało się tak za sprawą poczucia namacalności nagrody, tego nie wiem i chyba nie chcę roztrząsać, bo naprawdę wierzę, że już tak nie będę musiał.

Embraer

Sierpień upłynął mi pod znakiem nauki samolotu, a wrzesień poświęciłem na naukę procedur. Był to czas wielu odkryć. Okazało się bowiem, że Brazylijczycy stworzyli naprawdę zmyślną maszynę, którą nie tylko da się, ale wręcz trzeba polubić. Nigdy nie interesowałem się szczególnie embraerami, ponieważ zawsze wydawały mi się zbyt egzotyczne względem tego, co poczytywałem za klasykę lotnictwa – boeingi 737, 767 i 777. Co roku biorę udział w i bardzo lubię okres świąteczny, toteż przypadały mi do gustu amerykańskie kokpity, w których wszystko świeciło się jak choinka. Ostatnie zdanie ledwie utrzymało się w tym tekście, jako – w moim odczuciu – nader bliskie pojęcia grafomanii, ale świadomie zostawiam je, jako że naprawdę zawsze uważałem te kokpity za urokliwe jak świąteczna dekoracja i tak też o nich od lat mówiłem. Zatem, jak tu odnaleźć się we wnętrzach zaprojektowanych teoretycznie w Sao Paulo, ale chyba przez niemieckich designerów? Tym, którzy chcą lub muszą polubić się z koncepcją dark cockpit polecam pragmatyzm. Tablice przyrządów z Ameryki Północnej choć urokliwe – są wyraźnie mniej czytelne od tych powstałych po drugiej stronie równika, czy Atlantyku (referuję rzecz jasna do airbusów). W odróżnieniu od boeingów – tutaj jak coś jest dobrze ustawione, działa i nie sprawia problemów – ulega wygaszeniu. Nie zapala się na zielono, czy na niebiesko, ale po prostu znika z pola widzenia. Nie przyciąga uwagi. Tym samym, gdy pojawia się stan niepożądany lub usterka – bardzo łatwo to zauważyć, a cały problem prościej jest zakreślić. Filozofia ta naprawdę ułatwia pracę i sprzyja szybszemu rozwiązywaniu kłopotu. Przekonałem się do niej już w praktyce (o czym niżej), a przecież o inne ładne widoki w kokpicie nie trudno. Brazylijskie samoloty mają też mnóstwo innych zalet (i wad), które opiszę w osobnym tekście.

Co się zaś tyczy procedur – wiedziałem, że należy spodziewać się ich wielu, natomiast nie przypuszczałem, albo nie dopuszczałem tej myśli w obawie przez ilością nauki, że będzie tego aż tyle. Tutaj dosłownie wszystko jest spisane, a to co zamieszczone w tekście objęto oczekiwaniem, że stanie się praktyką. I tak – mamy unormowane kto ma odmachać personelowi naziemnemu po wypchnięciu z miejsca postojowego, ile suchego lodu do drinków można zabrać na pokład, kiedy mogę zdjąć marynarkę, a kiedy nie, że „Before Start Checklist” jest „COMPLETED”, nie „COMPLETE”,  kto, kiedy i jak wita pasażerów na pokładzie, co, kto i kiedy może jeść, jak tagować zdjęcia wrzucane w social mediach, jak usunąć pozostałości po trafionym ptaku, a jaką wagę ptaka podróżującego w klatce należy przyjąć na potrzeby wyważania. Procedury zawarte są w licznych dokumentach, o łącznej objętości kilku tysięcy stron.

Poza nauką stacjonarną w ławce, a także realizowaną zdalnie, odbyłem też szkolenie z zakresu wodowania oraz ewakuacji po takim lądowaniu, a także kurs przeszukiwania samolotu i udzielania pierwszej pomocy. Wykonałem kilka lotów na symulatorze stacjonarnym i na razie dwa na „ruszającym się”. Zdjęto ze mnie miary pod mundur i nawet już wydano mi go, pomimo zapowiedzi, że dostawy należy spodziewać się w około 6 tygodni. Przede mną jeszcze ćwiczenie typowej ewakuacji i gaszenia pożarów, a także dokończenie „Amsterdamu”.

Amsterdam

Obecnie przebywam w stolicy Holandii, gdzie przechodzę szkolenie symulatorowe na urządzeniach klasy FFS – Full Flight Simulator. To są takie sprzęty, jakie czasem pokazuje się w programach typu Galileo, tj. składają się z kabiny i pneumatyki wprawiającej ją w ruch. Podobno każdy taki symulator wart jest więcej niż samolot, który reprezentuje. W centrum szkoleniowym CAE, gdzie spędzam około sześć godzin dziennie, znajduje się ich kilkanaście. Można odbywać „loty” szeregiem samolotów, od boeingów 737, 747 i 767, przez airbusy A320 i chyba też A220, po Embraery 170 i 190 właśnie. Takie doświadczenie jest niesamowite, człowiek naprawdę ma wrażenie, że leci. Immersja niedostępna gdziekolwiek indziej. Przede mną jeszcze siedem sesji, z których ostatnia stanowić będzie egzamin. Cały hotel pełen jest pilotów nabywających uprawnienia lub przedłużających ich ważność, a także załóg – przede wszystkim azjatyckich – będących tu w ramach pobytów po długich lotach. Przewijają się tu także osoby wizytujące nieodległy festiwal muzyczny. Wszyscy ci ludzie powodują, że okolica wiecznie żyje; dzisiaj o godzinie 4:45, będąc w drodze na symulator, mijałem się z ekipą wracającą prosto spod sceny. Zaraz udam się na briefing przed jutrzejszymi zajęciami i w lobby hotelu zapewne spotkam osoby, które dopiero wstały po nocnym locie, te wybierające się na symulator oraz wracające z sesji, a także imprezowiczów. To, co łączy stojącego w windzie mnie, kapitana z Corendona, pierwszego oficera z TUI, chińską stewardesę i szukającego pionu studenta to z pewnością to, że wszyscy mamy powariowane zegary biologiczne i funkcjonujemy w trochę równoległej rzeczywistości.

Kręgi

W pierwszym tygodniu listopada wrócę do Polski, by odbyć jeszcze szkolenia dotyczące ewakuacji oraz gaszenia pożarów, by w połowie miesiąca po raz pierwszy usiąść za sterami prawdziwego Embraera. Wykonam sześć kręgów nadlotniskowych i… jeszcze dwa tygodnie pozostanę na ziemi. W odróżnieniu do większości moich znajomych ze szkolenia – w listopadzie nie trafił mi się żaden lot, więc praktykę w linii zacznę od grudnia.

Stay tuned.

Zdjęcie:

- symulator w hali symulatorów CAE w Amsterdamie (źródło – CAE).

Pokaż więcej komentarzy (9)

Mocarz

w Hydepark

39piorunów

Jaki według was ma być wasz pogrzeb

Jaki pochówek

  • Wystawny pochówek w trumnie3% (13 głosów)
  • Prosty/tani pochówek w trumnie18% (74 głosy)
  • Wystawna kremacja3% (12 głosów)
  • Tania kremacja67% (281 głosów)
  • Inny9% (39 głosów)

419 głosów

Kompan0piorunów

Pogrzeb w trumnie ale chciałbym mieć mechanizm katapulty gdyby okazało się, że jednak żyje. Wtedy pociągam za dźwignię, katapulta wyrzuca mnie, trumna się rozbija i wychodzę caly na biało.

Pokaż więcej komentarzy (55)

Lider

w Hydepark

21piorunów

Doleciałem, pobiegałem po Haugesund. Jedna nocka w hotelu a potem normalnie na campy przy zakładzie (tak wolę bo oszczędzam czas, żadnych dojazdów a pokoje w "barakach" pracowniczych są spoko- jutro wam pokażę).

* Zjedzone: ~4 000 kcal

* Spalone: 4 150 kcal

* Kroki: 24 200

* Bieg: 16.1 km

* Spacer: 3 km

* Książka: tak

Zjadłem sałatki po biegu takiej z kurczakiem (na oko 250 g) odrobiną fety, kalafior, brokuł, sałata, odrobina dressingu cezar więc oszacowałem ją na 650 kcal, ale ogólnie nie spinam się bo elegancko z bilansem jak na dzień w podróży. Nawet jakby wpadł lekki plus to nic bo przez najbliższe dwa tygodnie będę palił po 4-6 tysięcy kalorii dziennie.

Muszę w końcu przywieźć sobie wagę do pomiarów masy ciała.

Teraz coś obejrzę i spać.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Sztafeta

28piorunów

27 878,36 + 21,37 = 27 899,73

Uczciwe popracowe tempo na papaton.

Bardzo wietrznie ale na szczęście bez deszczu chociaż i na niego byłem psychicznie gotowy.

Dobrze rozłożone kalorie w ciągu dnia i pomimo sporej intensywności w pracy noga niosła.

Postanowiłem odtąd wspomagać się żelami bo z jedzenia trudno mi wbić tyle węgli ile chcę bez dobijania tłuszczu. Spożyłem dwa żele.

286 m wzniosu.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Dyskusje

176piorunów

Może 20 lat później niż chciałem, ale warto nigdy nie rezygnować z marzeń.

Prawko na kat. A zdane Jupiiiii! :)

Fanatyk0piorunów

Ja się boję, bo zabiorę mi prawko bezterminowe i dadzą jakieś beta terminowe.
PS Kawasaki Vulcan 750 na sprzedaż za 5500 xd

Pokaż więcej komentarzy (34)

GURU

w Hydepark

60piorunów

Po co kupować kawalerkę 25m2 za pół miliona, jak można za ułamek tej ceny kupić zamek

https://zurczyn.nieruchomosci-online.pl/dzialka,rekreacyjna,przy-lesie/25527770.html

GURU6piorunów

@tomilidzons uzupełnij tagi o chłopaki z działeczek i działka i rod 😛

Dwa, trzy lata temu krzyczeli sobie 150 kafli 😛

https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9499605,taka-dzialka-rod-to-prawdziwy-unikat-mozesz-kupic-sobie-zamek.html

Taka działka ROD to prawdziwy unikat. Możesz kupić sobie "zamek"Żurczyn to wieś w województwie kujawsko-pomorskim, w której znajduje się niezwykły obiekt. Co więcej, można go kupić. W sieci pojawiło się ogłoszenie sprzedaży "najprawdziwszego zamku" z fosą i zwodzonym mostem na… działce ROD.gazetaprawnapl.pl
GURU8piorunów
Z kuchni windą można przemieścić się do łazienki i pomieszczenia gospodarczego.

O ja p. Jeszcze tylko kosmodromu brakuje. 😛

Pokaż więcej komentarzy (21)

Lider

w Hydepark

35piorunów

Ciekawy (?) przypadek zjazdu na linie ,która okazala się za krótka :/

Urządzenie, którego używa to figure8, po polsku to ósemka? Służy właśnie do zjazdów po linie, wymaga ręcznego hamowania, jeżeli się ją puści to spadniesz. Można ją oplec liną więcej niż raz, aby zjazd był wolniejszy. W teorii chyba się da zatrzymać i zrobić jakiegoś fishermana, aby zablokować zjazd w momencie jakby nie było tego masztu żółtego (może to dźwig jakiś).

Osobiście nigdy nie używałem bo preferuję zjazd na grigri. Dużo łatwiej i bezpieczniej.

Edit: zapomniałem napisać, że Zawsze wiąże się stoper na końcu liny. Potrójny fisherman pewnie by go złapał.

Pokaż więcej komentarzy (9)