Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

AmhonKosmonauta

Dołączył/a:

  • 11 wpisów
  • 1667 komentarzy
  • 1 obserwujących

Fanatyk

w Hydepark

70piorunów

Zawsze zastanawiałam się jak to jest spędzić dzieciństwo na wielkim blokowisku, z sebixami na ławeczce, ogromnymi przestrzeniami między wysokimi blokami i masą zieleni. U mnie było trochę inaczej.

Podwórko

Mieszkałam we Wrocławiu na Ołbinie, gdzie królowały stare kamienice, podwórza nie były urodziwe, zazwyczaj z małą ilością zieleni, w latach 80-90 nie było jeszcze ładnych placów zabaw, ale mame mogła kontrolować z okna co robią jej pociechy i w razie czego rzucić picie albo piłkę, a potem wrócić do oglądania Mody na sukces i mieszania bigosu.
Mój blok wybudowany został w latach 80, wkomponowany w sąsiednie kamienice był najnowszym na tym podwórku.
Podwórko miało kształt litery U, ja mieszkałam na jego środku. Dzieliliśmy się na 3 mniejsze podwórka, każde nazywaliśmy kolorem na który niegdyś pomalowane były drabinki na placach zabaw: Zielone, Niebieskie i moje, Czerwone. Moje było największe i najbogatsze w sprzęty do tracenia zębów, więc zazwyczaj schodziły się do nas dzieciaki z sąsiedztwa.
Podwórze miało taki kształt, ponieważ na środku znajdowała się duża piekarnia 'Sobótka', odgrodzona wysokim płotem, gdzie później powstała jedna z pierwszych Biedronek w mieście.
Oczywiście zieleni nie było zbyt wiele, trochę smutnej trawy, parę młodych wtedy jeszcze drzew, poza tym ziemne klepisko, gdzieniegdzie beton i tajemne napisy na ścianach (długo głowiłam się nad tym co oznaczało hasło WAL KONIA widoczne z mojego okna).

Podwórkowe legendy

Pewnie każde takie miejsce miało swoje, ja wspomnę tylko o dwóch bo pamięć już nie ta.

Nawiedzona piwnica: z jakiegoś powodu dzieciaki lubią się trochę bać a przed snem płakać z powodu potwora pod łóżkiem. O jednej z kamienic krążyła legenda, że w jej piwnicy powiesił się jakiś ziomek. Miejsce w którym ktoś odebrał sobie życie, ma dla dzieciaków +100% statsów do grozy i 200% szans, że są tam duchy. Piwnica rzeczonej kamienicy, tak jak zresztą wszystkie na tym podwórku, miała swoje wyjście zaraz obok Czerwonego placu zabaw. Był to obskurny zaszczany kąt, ze schodkami w dół i skrzypiącymi drzwiami, za którymi szedł długi, nie ładniejszy korytarz bez oświetlenia, który kończył się piwnicami. Większość dzieciaków mieszkających w tej bramie, wychodziła na podwórko naokoło, aby nie narażać się na ducha samobójcy. Po czym wszyscy radośnie siadaliśmy na tych schodkach i straszylismy się nawzajem.
Oczywiście lubiliśmy grać w prawda-czy-wyzwanie z czego najpopularniejszym wyzwaniem było wejść do tej piwnicy, po czym delikwent był zatrzaskiwany w środku, dopóki jakiś wściekły rodzic nie zaczynał drzeć się z okien aby zamknął zaryczaną jadaczkę. Potem szedł do domu naskarżyć, a reszta ulatniała się. Następnego dnia znowu była sztama.

Krzysiu Wariat: na samiuśkim końcu podwórek mieszkał sobie Krzysiu z bratem i ojcem alkoholikiem. Krzysiu miał koło 20-30 lat i nierówno pod sufitem. Ploty krążyły o nim niesamowite, co się u nich w domu wyrabia. Prawda, byliśmy wrednymi, znudzonymi szczylami i granie w gałę i zamykanie się w piwnicy samobójcy czasem nam nie starczało.
K. lubił się na wszystkich drzeć bez powodu i miał swoje dziwactwa, które niesamowicie nas śmieszyły. Bywały dni, gdy szczytem naszych ambicji bywało wołanie pod jego oknami 'Krzysiu Wariat' i uciekanie gdzie pieprz rośnie, nierzadko spowalniając się nawzajem, aby kolega trafił w ręce Krzysia.
K. Uwielbiał tą grę, wybiegał wtedy wściekły z domu (nie miał daleko bo mieszkał na parterze) i gonił nas miotając przekleństwa.
Któregoś dnia dostarczył nam niecodziennych emocji wyskakując na nas z grabiani. Gdyby ktoś mi wtedy mierzył czas, mógłby paść rekord w dziecięcej kategorii sprintu.

Aktywności

Niestety nie dane nam było brainrotować się w tamtych czasach na tiktoku, więc musieliśmy być bardziej kreatywni. Ale już wtedy byliśmy gender fluid I każdy z nas skakał w gumę, aby potem grać w nogę z bramkami tworzonymi przez trzepak oraz drzewo i smutny kamień (tam czasem trudno było ocenić czy był gol). Każdy z nas plotkował co tam się wydarzyło w ostatnim odcinku telenoweli, a kiedy były mistrzostwa, lataliśmy z szalikami losowych zespołów piłkarskich (bo nie było wyboru, brało się co było). Nikt nie mówił że coś jest babskie albo chłopskie, taki fajny mieliśmy team.
Byłam jedną z niewielu osób, które miały piłkę do nogi, pamiętam ją do dziś jak bardzo na koniec była zajechana przez niezliczone mecze juniorów.

Jedną z moich ulubionych zabaw, była zabawa w wojnę. Byliśmy podzieleni terytorialnie na Czerwonych, Zielonych i Niebieskich. Przemykaliśmy po podwórku krzakami, piwnicami I bramami, zastawialiśmy na siebie pułapki i latał nie jeden kamień. Celne trafienia zwykle kończyły się rykiem i wizytą rodzica poszkodowanego na polu bitwy. Wtedy grzecznie udawalismy, że całkowitą uwagę poświęcamy szczepionym tramwajom w trawie albo kopaniu dołów w piaskownicy.

Z bardziej popularnych dziecięcych zabaw z tamtego okresu było dzwonienie do kogoś domofonem i uciekanie, albo co odważniejsi wdawali się w durnowatą dyskusję z ofiarą. Odkryłam wtedy, że aby wejść do zamkniętej bramy, zazwyczaj wystarczy zadzwonić pod losowy numer i powiedzieć 'cześć, to ja' albo proste 'otwórz'.

Atrakcje

Na podwórku był mały sklepik, gdzie lokalne żule zaopatrywały się w napoje wyskokowe a my w oranżadę z kaucjonowanej butelki. Były też gumy kulki i star czipsy do uzupełniania kalorii po bieganiu z patykami z gównem.
Ponadto w sklepiku tym była maszyna go gier, gdzie wrzucało się ciężko wyciągnięte od rodziców monety i patrzyło jak ustawiają się w rządku cytryna, jabłko, truskawka i śliwka, co znaczyło zniszczenie naszych dziecięcych marzeń o dołączeniu do klasy średniej.

Mieliśmy jeden kosz do gry, niestety parę metrów od niego był ulubiony murek lokalnej partii koneserów taniego wina, więc raczej trzymaliśmy się od niego z daleka.

Lokalsi

Nie mówię, że teraz tego nie ma, ale lata 80-90 były obfite w rozmaite patologie i mocno zakrapiane trunkami, bo ciężko było o sensowniejsze zajęcia.
Była taka jedna grupa, składająca się głównie z młodych facetów z zaprawionymi mordami. Wielogodzinne wystawanie na murku o po bramach czasem robiło się monotonne więc wyprawiali fajerszoły dla znudzonych mieszkańców.
Nie pamiętam ile razy to odwalili ale kilka będzie. Wieczorem, po zmroku, najpewniej z użyciem benzyny, rozpalali ogień w otwartym kontenerze na śmieci. Jarało się jak marzenie, spokojnie potrafiło sięgać mojego 4 piętra i dosięgać pobliskie drzewa. Wtedy, za dzieciaka, było to dla mnie widowisko nie z tej ziemi, sam wjazd straży pożarnej i ugaszenie tego było czadowe. Teraz myślę, ty debilu jeden z drugim, dobrze żeście nas wszystkich nie pozabijali.

Nie zawsze na podwórku było co robić, najczęściej latem w godzinach porannych były pustki bo sporo dzieciaków było na koloniach lub innych wyjazdach.
Jako, że potrafiłam być stara już za młodu, to w takie nudne dni stawiałam fotel przy oknie, kocyk na parapet i wysiadywalam godzinami w tym oknie, obserwując przechodzących ludzi, latające ptaszki oraz objadając się czereśniami i słuchając w radiu Rikiego Martina i krasza Tarkana.

Obecnie to podwórko nie przypomina swoich lat świetności. Po demograficznym boomie dzieciaków było coraz mniej, a nieliczni rodzice z tego podwórka już nie byli tacy chętni na puszczanie dzieciaków samopas. Mój świrnięty sąsiad zaczął obsadzać wszystko co tylko się da, usunął barierki, z piaskownicy zrobił olbrzymią donicę, całe Czerwone zostało ogrodzone płotem i tak sobie stoi i ładnie wygląda, bo funkcji już żadnej innej nie ma, nawet ławki zniknęły, aby przypadkiem ktoś nie przyszedł skorzystać. Może i nie brzmi to tak strasznie, ale znam typa i jego motywacje, dlatego heheszkuję z jego działań na rzecz wyplewienia dzieciaków i innych z JEGO podwórka.

I tak to było, na pewno cieszę się, że mnie puszczano codziennie samopas na podwórko, zamiast być ciąganą przez rodziców po zajęciach dodatkowych. Było fajnie.

Pokaż więcej komentarzy (38)

Mistrz

w Hydepark

72piorunów

Ktoś kiedyś miał sytuację, że jego babcia albo ciotka były nazywane innym imieniem niż w dokumentach? Mam wyjaśnienie przynajmniej części tych przypadków, moja babcia tak miała.

Otóż miała mieć na imię Krysia, ale nie wolno było nadawać dziecku imienia zmarłego (wiejski zabobon), a ktoś akurat o tym imieniu umarł w okolicy. Była zatem Krysia, ale jej imię to było Zuzanna Krystyna. Przynajmniej tak mówi moja mama, bo sama była ciekawa i kiedyś pytała babcię.

Pokaż więcej komentarzy (32)

Debiutant

w Pomoc

2piorunów

Dzień dobry.

Jako samotna mama trójki dzieci zwracam się do Was z ogromną prośbą. Robię wszystko, co w mojej mocy, by zapewnić im dobre życie, jednak mój najmłodszy synek zmaga się z autyzmem i głęboką fobią społeczną. 9-latek codziennie walczy z paraliżującym lękiem oraz dużymi problemami z mową. Brak możliwości porozumienia się z otoczeniem sprawia, że coraz bardziej zamyka się w sobie. Czas ucieka, a leczenie publiczne nie daje mu realnych szans – terminy na NFZ są zbyt odległe, a liczba zajęć zdecydowanie niewystarczająca. Koszty prywatnej terapii całkowicie przerastają moje możliwości.

Tę zbiórkę założyłam z myślą o moim synku – by mógł lepiej funkcjonować, stawać się samodzielny i każdego dnia pokonywać barierę lęku oraz mowy. To nasza jedyna nadzieja na opłacenie całorocznej, intensywnej terapii. Tylko systematyczna pomoc daje mu szansę na lepszą przyszłość.

Rozumiem, że każdy ma teraz swoje wydatki i własne trudności, dlatego nikogo nie chcę naciskać. Jeśli jednak ktoś z Państwa ma możliwość nas wspomóc, będę ogromnie wdzięczna za każdą symboliczną złotówkę. Dla nas bardzo liczy się także każde udostępnienie zbiórki – to również ogromna pomoc, sprawi że informacja dotrze do kolejnych osób o wielkich sercach. Pomóżmy mu wspólnie przejść przez te trudności.

Z całego serca dziękuję za Wasze wsparcie i empatię

**pomagam.pl/4p6m7y**

Pokaż więcej komentarzy (12)

Specjalista

w Dyskusje

24piorunów

https://x.com/DSzlosowska/status/2076065825543373015

Pulmonolog: 2 tys. dniowki? Glodowa pensja! Nikt nie bedzie za tyle robil.

A Ty robaku biegnij do roboty za 7 tys. miesiecznie, bo Ci korporacja utnie premie jak sie spoznisz.

I nie zapomnij dac na WOSP, zebysmy mieli sprzet do dojenia kasy z NFZ.

Pokaż więcej komentarzy (27)

GURU

w Motoryzacja

41piorunów

Brytyjski importer Skywell kończy działalność, nabywcy zostają z kłopotem. Podobny los czeka słabe marki w Polsce

Brytyjski importer samochodów marek Skywell i DFSK, firma Innovation Automotive, kończy działalność. Nabywcy zostają z samochodami, które tracą gwarancję, do których może nie być części i w których oprogramowanie może przestać działać z dnia na dzień. Podobny los może spotkać

Gruba ryba

w Hydepark

44piorunów

No i nie będzie klimy w tym tygodniu, chuje sprzedający rurki miedziane na metry zamiast przysłać mi równo 500cm to przysłali mi 492cm i te 8 cm właśnie mi zabrakło przy jednostce zewnętrznej xD

Ogólnie dziury już wywiercone otwornicą, kable elektryczne przygotowane no ale bez miedzi i tak nie ruszy się dalej, złożyłem reklamację ale szkoda mi czasu i zamówiłem od innej firmy.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Kompan

w Hydepark

49piorunów

Wszyscy mówili, po ch Ci elektryk jak mieszkasz w bloku :grinning:

Cieszę się jak dziecko nową zabawką.

Kosmonauta0piorunów

Ale bym brał takiego TM3 z mordą Y. Ale i tak zamawiam tm3 ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Kosmonauta1piorunów

@Mastachi Oby się zepsuł jak najszybciej i dużo kosztowały naprawy! Szkoda, że świadomie auto od faszysty kupujesz.

Pokaż więcej komentarzy (26)

Gruba ryba

w Hydepark

73piorunów

zapłaciłem za całe klocki to zużyję całe klocki ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Osobistość4piorunów

teraz UE sciga za pyl z klockow xDD tak, pył z klockow xDDD zyjemy w matriksie.
Producenci juz kombinuja zeby wrocic do hamulcy bebnowych

Pokaż więcej komentarzy (23)

Gruba ryba

w Rowerowy Równik

87piorunów

321 177 + 2 + 2 + 493 = 321 674

Wrocław - Gdańsk

Słowem wstępu, abyśmy formalności mieli za sobą: K⁎⁎WA, ALEEE LAMPAAAAAA

Skoro ostatnio wszyscy jeżdżą do Gdańska, stwierdziłem że też się tam udam. Pierwotny plan zakładał wyprawę w sierpniu, ale wskutek ubiegłoweekendowego, meteorologicznego fakapu, musiałem przełożyć jazdę, a na ten weekend biletów już nie było.

Poszczęściło się w relacji GDA-WRO, biletów z rowerem nie brakowało.

Podkurwiony konkretnie, nawet nie myślałem o kolejnym przekładaniu, tym bardziej że musiałbym to zrobić na sierpień. Prognozy od tygodnia były dobre, a nawet zbyt dobre, ale wydawało mi się, że się nie sprawdzą. Hehe. No nie sprawdziły się, bo temperatura 35 stopni, która miała być na Dolnym Śląsku, zostawionym daleko za plecami, bo wyjeżdżałem przed 8, doskwierała mi aż do granicy Wielkopolski z Kujawsko-Pomorskim. O dziwo całkiem sobie z tym radziłem, pieczołowicie pilnując spożywania jedzenia i picia napojów. Z tym pierwszym aż przesadziłem, bo zostało mi kilkanaście żeli/galaretek/musów/batonów, a z piciem poszedłem zupełnie po bandzie. Wypiłem jakieś 15 litrów napojów, będąc za potrzebą całe 3 razy, w tym raz w pociągu 😂 Pierwszy raz zabrałem ze sobą bukłak i już wiem, że nie wyobrażam sobie tras 300+ bez niego. Nie dość, że redukuje liczbę przerw na uzupełnianie braków, to jeszcze, za wyłączeniem rurki, woda w nim utrzymuje się w dobrej temperaturze o wiele dłużej.

Nieoczekiwane problemy (w takiej skali) przyniosły stopy. Zdarza mi się, że bolą i muszę ściągnąć na chwilę buty, ale dzisiaj to było przegięcie. Lekko licząc, zatrzymywałem się specjalnie ok. 8 razy i wskutek tego straciłem z dobre 1,5 godziny. Dobrze, że w tygodniu mam fizjo, trzeba będzie mocno podumać.

Gdy pogoda zaczęła wracać do normalnych w naszej strefie klimatycznej temperatur, wstąpił we mnie diabeł .

Nie chodzi nawet o wyraźnie podkręcone tempo, ale o feeling z jazdy. Średnia po prawie 300 km, z czego 240 z temperaturami 28+, wynosiła 28,3. Skończyło się to jednak w rejonie Bydgoszczy, gdzie pierw komoot wrzucił mnie na dobre kilka kilometrów na gruby szuterek, a potem przeczołgał po remontach w mieście nad Brdą. Pomimo 29 stopni, które utrzymywało się stosunkowo długo, jechało mi się elegancko i nie licząc lekkiego znużenia nocną jazdą, jeszcze przed Starogardem, do końca nie uległo to już zmianie. Na ostatnie 50 km zaczęły mi doskwierać otarcia, ale bez dramatów jak w poprzednich latach.

Wjeżdżając do Gdańska miałem spory zapas czasu, więc zajechałem na stare miasto (nie wiem czy nie jest dla mnie nr 1 w PL) a także na plażę w dzielnicy Stegna, na której ostatnio był też @Gilgamesh. Przypadek akurat to nie był, bowiem niedaleko niej znajduje się Paczkomat, do którego nadałem paczkę z ciuchami i niezbędnymi akcesoriami, by ogarnąć się na pobliskim campingu. Skończyłem to robić praktycznie punkt 6:00, a do dworca miałem 8,5 km, przy 26 minutach do odjazdu. Dałem z siebie dużo i całe szczęście, bo nie dość że pomyliłem drogi, to jeszcze zajechałem na dworzec dla SKM xD Miła Pani poinformowała mnie, że Główny jest 2 przystanki tramwajowe dalej, "rowerem to będzie z 7 minut". Fajnie, bo miałem 5 do odjazdu pociągu xDD

Dokręciłem ile mogłem i po bieganiu po schodach dworca, znalazłem się ze spokojnym, 40 sekundowym zapasem do odjazdu. Izi pizi. Wspaniały to był wyjazd, być może za rok powtórka.

PS. Bonus w komentarzu.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Kosmonauta1piorunów

@Furto czekaj czekaj, z CUGowcami jechałeś? ( ͡° ͜ʖ ͡°) widziałem relacje na WhatsApp

Osobistość1piorunów

K... mać... Kiedy chlopa cieszyło 40 km a teraz to niedługo do Lizbony trzeba będzie pojechać żeby nie było wstyd wrzucić...

Pokaż więcej komentarzy (35)

Autorytet

w Ciekawostki

17piorunów

Antywodór pod lupą - Gołębie nawigują wątrobą - Jaki jest "idealny imigrant"? | **Czytamy naturę 297**

W 297. odcinku "Czytamy naturę" usłyszymy o:

* najbardziej precyzyjnym jak dotychczas pomiarze poziomów energetycznych antyelektronów w antywodorze;

* poszukiwania narządu "magnetocepcji" u gołębi - okazuje się, że to chyba wątroba;

* wielkim badaniu ludzkich preferencji odnośnie imigrantów: jakie cechy ma "idealny" imigrant?

Kosmonauta2piorunów

O, będzie co odpalić dzisiaj na treningu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Lider

w Hydepark

39piorunów

Przedsiebiorczosc, a raczej umiejetnosc liczenia niektorych ludzi zwala mnie z nog.

Pewna pani chwali sie, ze zaoszczedzili kupe kasy, bo zamiast placic za montaz drzwi wewnetrznych to maz kupil zestaw za 500zl, obejrzal jutuba i sam zamontowal.

No to teraz policzmy.

Rozsadne skrzydlo, opaska, klamka, caly komplet to zalozmy 2000zl. Oczywiscie moze byc i 2x tyle, ale nie szalejmy.

W tych 2000 ma 23% vat czyli netto wychodzi 1626 zl.
Kupujac z montazem, ktory mnie, w dosyc drogiej firmie, kosztowal 460zl netto mamy 2086 zl netto + 8% vat, czyli 2252 zl.

5 par bez montazu + 500zl sprzet = 10500zl
5 par z montazem = 11264

Oszczednosc 764zl na montazu 5 skrzydel, czyli 150zl/ sztuka.

Czy warto samemu sie pi⁎⁎⁎⁎lic 2 dni i ryzykowac zly montaz, pozniejsze opadanie, itd. za takie pieniadze? No moim zdaniem nie. A juz na pewno nie warto sie chwalic, ze zaoszczedzilo sie kupe pieniedzy xD

Oczywiscie, jesli te drzwi byly drozsze to wychodzi jeszcze mniejsza roznica.

Gruba ryba1piorunów

@bartek555

Tak samo jest z transportem: klienci wolą zaoszczędzić 80 złotych za transport dużego AGD, żeby samodzielnie zorganizować kogoś z busem, męczyć się z dźwiganiem tego i dowozem do domu.

Kosmonauta2piorunów

Przyznaj się, że sam c⁎⁎ja byś nie zamontował

Pokaż więcej komentarzy (55)

Fanatyk

w Hydepark

198piorunów

Odcinkowe pomiary prędkości to najlepsze co można było wprowadzić, szczególnie na autostradach i innych drogach o szybkim ruchu.

Na A4 i S8 wokół Wrocławia robi to niesamowitą robotę. 3 pasy to wciąż za dużo dla niektórych i muszą manewrować między wszystkim bo się uduszą. Nie mogą jechać 120/140 muszą 180 bo ponownie się uduszą xd

Jak dla mnie każda autostrada powinna mieć to na każdym wjeździe i zjeździe i w ten sposób monitorować poprawność jazdy kierowców.

Poprawia to komfort mojej jazdy. Nagle każdy jedzie w okolicy tej maksymalnej prędkości i można spokojnie ustawić tempomat i jechać bez wariatów mrugających mi długimi bo jak śmiem jechać tylko maksymalną dozwoloną prędkością

Fenomen3piorunów

Popieram, wbijasz na odcinkowy i nagle wszyscy jadą spokojnie, nikt nie chce wjechać ci przed maskę, bo widzi lukę, a co najlepsze wszystko idzie płynnie jak cholera. Można? Można!

Gruba ryba0piorunów

Oj tak Byczq...

Pokaż więcej komentarzy (143)