TomoeGruba ryba
70piorunówNie mam zbytnio czasu, a chociaż do #nekrobloga nie trafię.
Ft. @pingWIN ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)

Panie, ale nie oznaczaj @pingWIN w poście z tagiem #nekroblog bo żem się przestraszył! 😛
TomoeGruba ryba
70piorunówNie mam zbytnio czasu, a chociaż do #nekrobloga nie trafię.
Ft. @pingWIN ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ)

Panie, ale nie oznaczaj @pingWIN w poście z tagiem #nekroblog bo żem się przestraszył! 😛
RavmFanatyk
70piorunów
@Byk nie mierzyłem, piździ.
Wstało, do roboty.
szatkus-7Tytan
70piorunów
@szatkus-7 ale co takiego by szło z pierwszej figurki?
ShivaaFanatyk
70piorunówZawsze zastanawiałam się jak to jest spędzić dzieciństwo na wielkim blokowisku, z sebixami na ławeczce, ogromnymi przestrzeniami między wysokimi blokami i masą zieleni. U mnie było trochę inaczej.
Podwórko
Mieszkałam we Wrocławiu na Ołbinie, gdzie królowały stare kamienice, podwórza nie były urodziwe, zazwyczaj z małą ilością zieleni, w latach 80-90 nie było jeszcze ładnych placów zabaw, ale mame mogła kontrolować z okna co robią jej pociechy i w razie czego rzucić picie albo piłkę, a potem wrócić do oglądania Mody na sukces i mieszania bigosu.
Mój blok wybudowany został w latach 80, wkomponowany w sąsiednie kamienice był najnowszym na tym podwórku.
Podwórko miało kształt litery U, ja mieszkałam na jego środku. Dzieliliśmy się na 3 mniejsze podwórka, każde nazywaliśmy kolorem na który niegdyś pomalowane były drabinki na placach zabaw: Zielone, Niebieskie i moje, Czerwone. Moje było największe i najbogatsze w sprzęty do tracenia zębów, więc zazwyczaj schodziły się do nas dzieciaki z sąsiedztwa.
Podwórze miało taki kształt, ponieważ na środku znajdowała się duża piekarnia 'Sobótka', odgrodzona wysokim płotem, gdzie później powstała jedna z pierwszych Biedronek w mieście.
Oczywiście zieleni nie było zbyt wiele, trochę smutnej trawy, parę młodych wtedy jeszcze drzew, poza tym ziemne klepisko, gdzieniegdzie beton i tajemne napisy na ścianach (długo głowiłam się nad tym co oznaczało hasło WAL KONIA widoczne z mojego okna).
Podwórkowe legendy
Pewnie każde takie miejsce miało swoje, ja wspomnę tylko o dwóch bo pamięć już nie ta.
Nawiedzona piwnica: z jakiegoś powodu dzieciaki lubią się trochę bać a przed snem płakać z powodu potwora pod łóżkiem. O jednej z kamienic krążyła legenda, że w jej piwnicy powiesił się jakiś ziomek. Miejsce w którym ktoś odebrał sobie życie, ma dla dzieciaków +100% statsów do grozy i 200% szans, że są tam duchy. Piwnica rzeczonej kamienicy, tak jak zresztą wszystkie na tym podwórku, miała swoje wyjście zaraz obok Czerwonego placu zabaw. Był to obskurny zaszczany kąt, ze schodkami w dół i skrzypiącymi drzwiami, za którymi szedł długi, nie ładniejszy korytarz bez oświetlenia, który kończył się piwnicami. Większość dzieciaków mieszkających w tej bramie, wychodziła na podwórko naokoło, aby nie narażać się na ducha samobójcy. Po czym wszyscy radośnie siadaliśmy na tych schodkach i straszylismy się nawzajem.
Oczywiście lubiliśmy grać w prawda-czy-wyzwanie z czego najpopularniejszym wyzwaniem było wejść do tej piwnicy, po czym delikwent był zatrzaskiwany w środku, dopóki jakiś wściekły rodzic nie zaczynał drzeć się z okien aby zamknął zaryczaną jadaczkę. Potem szedł do domu naskarżyć, a reszta ulatniała się. Następnego dnia znowu była sztama.
Krzysiu Wariat: na samiuśkim końcu podwórek mieszkał sobie Krzysiu z bratem i ojcem alkoholikiem. Krzysiu miał koło 20-30 lat i nierówno pod sufitem. Ploty krążyły o nim niesamowite, co się u nich w domu wyrabia. Prawda, byliśmy wrednymi, znudzonymi szczylami i granie w gałę i zamykanie się w piwnicy samobójcy czasem nam nie starczało.
K. lubił się na wszystkich drzeć bez powodu i miał swoje dziwactwa, które niesamowicie nas śmieszyły. Bywały dni, gdy szczytem naszych ambicji bywało wołanie pod jego oknami 'Krzysiu Wariat' i uciekanie gdzie pieprz rośnie, nierzadko spowalniając się nawzajem, aby kolega trafił w ręce Krzysia.
K. Uwielbiał tą grę, wybiegał wtedy wściekły z domu (nie miał daleko bo mieszkał na parterze) i gonił nas miotając przekleństwa.
Któregoś dnia dostarczył nam niecodziennych emocji wyskakując na nas z grabiani. Gdyby ktoś mi wtedy mierzył czas, mógłby paść rekord w dziecięcej kategorii sprintu.
Aktywności
Niestety nie dane nam było brainrotować się w tamtych czasach na tiktoku, więc musieliśmy być bardziej kreatywni. Ale już wtedy byliśmy gender fluid I każdy z nas skakał w gumę, aby potem grać w nogę z bramkami tworzonymi przez trzepak oraz drzewo i smutny kamień (tam czasem trudno było ocenić czy był gol). Każdy z nas plotkował co tam się wydarzyło w ostatnim odcinku telenoweli, a kiedy były mistrzostwa, lataliśmy z szalikami losowych zespołów piłkarskich (bo nie było wyboru, brało się co było). Nikt nie mówił że coś jest babskie albo chłopskie, taki fajny mieliśmy team.
Byłam jedną z niewielu osób, które miały piłkę do nogi, pamiętam ją do dziś jak bardzo na koniec była zajechana przez niezliczone mecze juniorów.
Jedną z moich ulubionych zabaw, była zabawa w wojnę. Byliśmy podzieleni terytorialnie na Czerwonych, Zielonych i Niebieskich. Przemykaliśmy po podwórku krzakami, piwnicami I bramami, zastawialiśmy na siebie pułapki i latał nie jeden kamień. Celne trafienia zwykle kończyły się rykiem i wizytą rodzica poszkodowanego na polu bitwy. Wtedy grzecznie udawalismy, że całkowitą uwagę poświęcamy szczepionym tramwajom w trawie albo kopaniu dołów w piaskownicy.
Z bardziej popularnych dziecięcych zabaw z tamtego okresu było dzwonienie do kogoś domofonem i uciekanie, albo co odważniejsi wdawali się w durnowatą dyskusję z ofiarą. Odkryłam wtedy, że aby wejść do zamkniętej bramy, zazwyczaj wystarczy zadzwonić pod losowy numer i powiedzieć 'cześć, to ja' albo proste 'otwórz'.
Atrakcje
Na podwórku był mały sklepik, gdzie lokalne żule zaopatrywały się w napoje wyskokowe a my w oranżadę z kaucjonowanej butelki. Były też gumy kulki i star czipsy do uzupełniania kalorii po bieganiu z patykami z gównem.
Ponadto w sklepiku tym była maszyna go gier, gdzie wrzucało się ciężko wyciągnięte od rodziców monety i patrzyło jak ustawiają się w rządku cytryna, jabłko, truskawka i śliwka, co znaczyło zniszczenie naszych dziecięcych marzeń o dołączeniu do klasy średniej.
Mieliśmy jeden kosz do gry, niestety parę metrów od niego był ulubiony murek lokalnej partii koneserów taniego wina, więc raczej trzymaliśmy się od niego z daleka.
Lokalsi
Nie mówię, że teraz tego nie ma, ale lata 80-90 były obfite w rozmaite patologie i mocno zakrapiane trunkami, bo ciężko było o sensowniejsze zajęcia.
Była taka jedna grupa, składająca się głównie z młodych facetów z zaprawionymi mordami. Wielogodzinne wystawanie na murku o po bramach czasem robiło się monotonne więc wyprawiali fajerszoły dla znudzonych mieszkańców.
Nie pamiętam ile razy to odwalili ale kilka będzie. Wieczorem, po zmroku, najpewniej z użyciem benzyny, rozpalali ogień w otwartym kontenerze na śmieci. Jarało się jak marzenie, spokojnie potrafiło sięgać mojego 4 piętra i dosięgać pobliskie drzewa. Wtedy, za dzieciaka, było to dla mnie widowisko nie z tej ziemi, sam wjazd straży pożarnej i ugaszenie tego było czadowe. Teraz myślę, ty debilu jeden z drugim, dobrze żeście nas wszystkich nie pozabijali.
Nie zawsze na podwórku było co robić, najczęściej latem w godzinach porannych były pustki bo sporo dzieciaków było na koloniach lub innych wyjazdach.
Jako, że potrafiłam być stara już za młodu, to w takie nudne dni stawiałam fotel przy oknie, kocyk na parapet i wysiadywalam godzinami w tym oknie, obserwując przechodzących ludzi, latające ptaszki oraz objadając się czereśniami i słuchając w radiu Rikiego Martina i krasza Tarkana.
Obecnie to podwórko nie przypomina swoich lat świetności. Po demograficznym boomie dzieciaków było coraz mniej, a nieliczni rodzice z tego podwórka już nie byli tacy chętni na puszczanie dzieciaków samopas. Mój świrnięty sąsiad zaczął obsadzać wszystko co tylko się da, usunął barierki, z piaskownicy zrobił olbrzymią donicę, całe Czerwone zostało ogrodzone płotem i tak sobie stoi i ładnie wygląda, bo funkcji już żadnej innej nie ma, nawet ławki zniknęły, aby przypadkiem ktoś nie przyszedł skorzystać. Może i nie brzmi to tak strasznie, ale znam typa i jego motywacje, dlatego heheszkuję z jego działań na rzecz wyplewienia dzieciaków i innych z JEGO podwórka.
I tak to było, na pewno cieszę się, że mnie puszczano codziennie samopas na podwórko, zamiast być ciąganą przez rodziców po zajęciach dodatkowych. Było fajnie.

@Shivaa przyznaj się, że Tarkan dalej jest Twoim crush ( ͡° ͜ʖ ͡°)
za gówniarza pamiętam że właśnie trójkąt i ołbin (u nas znane jako "jedności", ale to drugi trójkąt razem z nowowiejską i wyszyńskiego) miały patusiarską renomę, i mówię to jako mieszkaniec sebiksowego nowego dworu.
maximiliananMistrz
70piorunówBoże kochany... 4000 zł dziennie na ryczałcie z zerowymi kosztami własnymi (bo wszystko gwarantuje szpital). Prawie 600 zł za godzinę.
Niecałe 2.5 dnia, żeby wyrobić średnią krajową.
On twierdzi, że to są małe pieniądze.

@maximilianan Oho, odkrywasz, że wysokiej klasy specjaliści zarabiają więcej? 190zł/h to całkiem rozsądna stawka. Zerowe koszty własne? Dojazd pokrywa szpital?
dobrze, j⁎⁎ac lekarzy. nie mozemy dopuscic do takich absurdow, zeby jakis byle lekarz po specjalizacji zarabial wiecej niz oficer na statku. kto to widzial.
nietzscheGruba ryba
69piorunów#heheszkipolityczne #paliwo #paliwa #jakacenapaliwa #bekazprawakow #bekazkonfederacji #bekazpodludzi #polityka

@nietzsche Napiszę teraz dość niepopularną rzecz, ale miejmy po prostu czegoś świadomość. Jeśli przeglądają to ruskie trolle, to pewnie to wykorzystają, ale nic na to nie poradzę.
Zapytałem Google Gemini, ile r0sja płaci Białorusi za paliwo. Okazuje się, że dużo, dużo drożej, niż Ukraina płaci Polsce:
Przy kwocie 124 tys. rubli (ok. 6 150 PLN) za tonę:
W rublach:*
około 93 rubli za litr
W przeliczeniu na złotówki:*
około 4,61 PLN za litr
Dlaczego to dużo w warunkach hurtowych?
1. Różnica w stawkach hurtowych:
Jest to stawka hurtowa w transakcjach międzypaństwowych. Dla porównania, hurtowe ceny krajowej benzyny na rosyjskiej giełdzie utrzymywały się zwykle na poziomie ok. 52–53 rubli za litr (ok. 70 tys. rubli za tonę). Białoruskie paliwo kupowano więc w hurcie po stawce aż o ok. 75–80% wyższej.
2. Skutek dla stacji benzynowych:
Średnia cena detaliczna benzyny AI-95 na rosyjskich stacjach wynosiła w tamtym okresie ok. 56–60 rubli za litr. Kupowanie hurtowe po 93 ruble za litr oznacza, że rosyjskie stacje (zwłaszcza te niezależne) dokładały do każdego sprzedanego litra białoruskiego paliwa, lub traktowały je wyłącznie jako drogi zastrzyk surowca do zasypania lokalnych niedoborów na rynku.
Być może Google Gemini wyssał to ze swojego brudnego palucha, ale już nie chce mi się tego sprawdzać.
festiwal_otwartego_parasolaLider
69piorunów
#hatfu na ruskie szurstwo
MikuuuusLider
69piorunówObwód riazański (Rosja)
Wildberries:blueberries:29.07.2026🔥
#ukraina #wojna #rosja #wideozwojny #obwodriazanski #wildberries

@Mikuuuus co to za dziura na ostatnim zdjęciu? xd
dzikiGruba ryba
69piorunówZebrałem na łące bukiet dla żony

@dziki mmmm polne kwiaty ❤️
Wkleić dowcip o wazonie i kwiatach, czy raczej każdy zna? Poza tym ślicznie.
winiuchoGURU
68piorunów
@winiucho w tym samym czasie co @Gepard_z_Libii ? Przypadeq!???
@winiucho udanego urlopu,💪 mi się akurat dzisiaj właśnie wolne kończy. Przecież jak pomyślę od kołchozie to mi się płakać chce :smiling_face_with_tear: xD
dradrian_zwierachsGruba ryba
68piorunówW dyby mie zakuły!

@dradrian_zwierachs nie tak, kolbą! XD
WujekAlienLider
68piorunów
mek me a billionaire, no mistakes
GibanGruba ryba
68piorunów
@Giban i jeszcze te sraluchy gołębie chleb wyciągną
lukmarGruba ryba
68piorunówNagroda za prawie 5h siedzenia na SORze.

@lukmar po pierwsze odpocznij , po drugie zdrowia, mam nadzieję że jest dobrze.
5h to długo, można pierdolca dostać (plus te płatne parkingi to jawne zdzierstwo) ale najważniejsze, że wyszedłeś na własnych nogach. Trzymam kciuki
Jest szlaban? Jak nie ma, to wyjeżdżasz bez płacenia i masz wyjebane.
Kaligula_MinusFanatyk
68piorunów
@Kaligula_Minus dlatego jest to skrajnie nieczytalne
@Kaligula_Minus Władca to jedna z niwielu powieści, której ekranizacja była (jest) lepsza niż książka. Opisy natury jak u Orzeszkowej.
Cori01Osobistość
68piorunówPart 18 - pracownik HR w niemieckim korpo
2021
No i doszło do finału mojej serii "bez pracy nie ma kołaczy". W obecnej pracy jestem już zatrudnienia od niecałych 5 lat. A więc to na co można zwrócić najbardziej uwagę, że jest to moje dotychczasowe najdłuższe zatrudnienie jakie miałam do tej pory.
Mam taki charakter, że jeżeli wiem że mogę coś zmienić na lepsze staram się to zrobić i tak też było z poprzednimi pracami, w których psychicznie i mentalnie bardzo się męczyłam i wiedziałam, że jak czegoś z tym nie zrobię i tego nie zmienię to długo tak niepociagne. Jak wspominałam w swoich wpisach, bywalo różnie były też tam miejsca pracy które lubiłam, ale na przykład nie były rozwojowe, albo wypłata była głodowa, a to sprawiało że żyłam w ciągłym stresie i wiecznymi dylematami czy odżywiać się zdrowo albo czy wizyta u dentysty może jeszcze poczekać.
Obecna pracę dostałam jakby nie patrzeć fartem. Był to moment w którym był dość duży boom na zatrudnienia, a mnie się nie spieszyło ze znaleziem "byle czego" żeby przetrwać. Wynikało to z tego, że mimo że rodzice nigdy nie dali mi jakiegoś zastrzyku gotówki na start w życie, to też nigdy nie chcieli ode mnie pieniędzy za mieszkanie u nich, zresztą rozumieli moja sytuacje byłam poważnie chora i wiedzieli że robię wszystko żeby wyzdrowieć.
Rozmowę miałam przed poważna operacja, która nie była pewnikiem że mi się polepszy ale było to coś w co chciałam wierzyć, dzięki temu że cała moją uwagę przejęła operacja, nie stresowałam się rozmowami o pracę i chyba też dobrze na nich wypadłam. Na tamten moment miałam dwie oferty, które były za tą samą stawkę i w tej samej dziedzinie, wybrałam ta która oferowała szkolenie zdalne.
Nagle zaczęłam zarabiać dwa/ trzy razy więcej niż w poprzednich pracach i na dodatek nie musiałam marnować czasu na dojazdy do pracy co do dziś odczuwam jako bardzo duży benefit bo same dojazdu często zabierały mi dwie godziny z życia dziennie.
Dzięki tej pracy odżylam, oczywiście początek był dla mnie bardzo trudny, w dalszym ciągu muszę się douczać niemieckiego, który jeszcze 5 lat temu był dużo gorszy niż obecnie, ale wydaje mi się, że cała reszta idzie mi całkiem nieźle.
No i w końcu ktoś mnie docenił, często jestem chwalona w pracy choć sama uważam o sobie że popełniam dużo błędów (ale kto ich nie robi?), lubię robić w pracy dodatkowe rzeczy, usprawnienia, uczuć się nowych procesów czy programów. Jest nawet parę rzeczy, dzięki którym jestem na prawdę z siebie dumna.
Mam fajnych ludzi w drużynie. Przełożona to jakiś ewenement wyrozumiałości i zdrowego podejścia do pracy.
Czy są jakieś konflikty? Pewnie, ale są rozwiązywane w normalny sposób. Oczywiście same korpo jest po prostu korpo i jest tam pełno typowych mechanizmów dla tego typu miejsc pracy, ale z mojej perspektywy na pewno nie nazwałbym tego toksycznym kołchozem, jest wiele rzeczy, które można by naprawić ale też uważam, że jest to miejsce, które jest wielkim krokiem w kierunku zdrowego traktowania pracowników.
Czasami zadaje sobie pytanie czy moj pozytywny odbiór jest taki, a nie inny tylko dlatego, że wcześniej miałam duże gorsze środowiska pracy i mam tak duży kontrast, że po prostu doceniam go z wdzięcznością. Pewnie tak, bo inaczej ludzie nigdy by nie odchodzili z tej korporacji, a tak nie jest, choć myślę że statystki są w normie pod tym względem.
Cóż nie wiem czy się starzeje czy po prostu jestem wygodna, ale nigdy nie sądziłam że polubie siedzenie za biurkiem i klepanie dokumentów i rozwiązywanie problemów z czymś co poszło nie tak jak powinno, ale na prawdę to polubiłam, może też dlatego że moje obowiązki nie są jednorodne, nie muszę codziennie robić tego samego przez co mój umysł tak szybko się nie męczy i ciągle ma dostarczane jakieś "atrakcje".
No pewno na komfort pracy wpływa to że moje biuro to mój dom. Oczywiście bywam w biurze przynajmniej raz w miesiącu i lubię tam od czasu do czasu przyjechać ale wiem też, że gdybym pracowała w nim na codzien to mój umysł po pracy byłby jak wyciśnięta cytryna, za dużo ludzi i niechęć do open space chyba nigdy mi nie minie i też nie rozumiem tego zabiegu bo nie znam nikogo kto czuje się komfortowo w przestrzeni gdzie wszędzie ktoś coś gada i bez słuchawek ciężko jest się skupić.
Jedyne co mi obecnie przeszkadza to fakt, że wypłata nie pokrywa moich potrzeb i to że jak ktoś chce podwyżkę to musi zmienić pracę, mam wrażenie, że jest to niepisana umowa między korporacjami żeby był jakiś przepływ zasobu ludzkiego, bo serio nie rozumiem tego że korpo woli zatrudnić kogoś nowego (kto nie wiadomo jaki się okaże) za wyższą stawkę niż dać podwyżkę obecnemu pracownikowi. Pewnie tabelki które to kalkulują dają na to odpowiedź ale z mojego punktu widzenia jest to dziwne.
Podsumowując: każdemu życzę tego, żeby po prostu mógł szczerze powiedzieć o swojej pracy "lubię ją"

Przedszkole dla kobiet.
@Cori01 - najwyższą podwyżkę w życiu dostałem w obrębie jednej firmy bez jakiejś dużej zmiany stanowiska - ale było to rok przed tym jak zamieniła się w korpo - później max co udało się dostać w tej firmie to niecałe 5%.
Każde korpo (a u mnie było ich do tej pory kilka) neniestety nie rozpieszcza podwyżkami - jak się uda dostać 3% to święto - jedyna nadzieja w awansach :face_exhaling:
@koszotorobur u mnie raz się zdarzyło 20% - wywalczone przez przełożonego, który chwilę później odchodził
NatenczasWojskiGruba ryba
67piorunówCórka na rocznicę znajomosci z przyjaciółką wzięła z nią pokój w InterContinental (1000zl za noc) i concierge który zrobił na łóżku serce z płatków róż, balony z cyframi six seven oraz szampan (łącznie kolejny 1000zl).
Jakie są szanse że nie są parą? Oficjalnie się nie przyznają ale coś nie chce mi się wierzyć :smiley:
Nie to że mam coś przeciwko ale z rodzicami przyjaciołki jak sami oni stwierdzili jesteśmy "największymi wrogami" więc mamy tu jakieś Romee i Julie :smiley:
Dla mnie serce z platkow roz na lozku sprawia, ze szanse sa na poziomie 0%.
Na marginesie powiem, ze jesli ukrywa zwiazek przed toba, to mozesz sie zastanowic, czy na pewno oferujesz jej dobre srodowisko do takiego wyznania. Nie mialem okazji pomyslec kiedykolwiek, ze jestes jakims zjebem, no ale faktem jest, ze zyjemy w kraju, w ktorym homoseksualizm to dalej tabu i sama presja spoleczna moze robic swoje. Jesli nie ma pewnosci co do tego, co sadzisz, to moze zalozyc, ze to dla ciebie cos zlego. Jest tez oczywiscie szansa, ze ma jakis tajemniczy motyw, dla ktorego cos "ukrywa", bo chce zrobic ci jakas niespodzianke.
Nie przywiązywałbym się do tego, nawet jeśli, to może być pierwsza miłość, która szybko się skończy i będą następne :stuck_out_tongue_winking_eye:
P.S. Z danych statystycznych wynika, że lesbijki rozstają się najczęściej (w porównaniu do gejów i hetero) :grinning:
alaMAkotaGURU
67piorunówW Rosji panuje zamieszanie. W Wołgogradzie płonie centrum logistyczne Wildberries i rafineria Łukoil.
Kolejny hub Wildberries został zaatakowany w Zielenodolsku w Tatarstanie (ale nieskutecznie). Odgłosy eksplozji słychać było również w Kazaniu.
W Niżniekamsku prawdopodobnie doszło do trafienia rafinerii ropy naftowej TAIF-NK. A do tego Ukraińskie Siły Zbrojne atakują port Kaspijsk w Dagestanie, gdzie znajduje się baza Flotylli Kaspijskiej.
Tymczasem.
Rosja nie przywróciła funkcjonowania 18 z 26 rafinerii po ukraińskich atakach dronów, donosi Financial Times, powołując się na dane satelitarne i analizę S&P Global.
Tylko osiem rafinerii w pełni odzyskało sprawność. Kolejnych 11 jest częściowo sprawnych, a siedem pozostaje nieczynnych.
Uszkodzone zostały główne zakłady Rosnieftu i inne rafinerie w obwodach leningradzkim, niżnonowogrodzkim, riazańskim, wołgogradzkim i moskiewskim.
Według Financial Times, ataki ukrainskie sparaliżowały część rosyjskiego przemysłu rafineryjnego, który odpowiada za około 12% rosyjskiej produkcji przemysłowej.
I teraz wchodzi Kazachstan.
Astana rozmawia z Moskwą o rafinacji rosyjskiej ropy w swoich rafineriach, a następnie o dostarczeniu części paliwa z powrotem do Rosji.
Władze tłumaczą to potrzebą utrzymania pracy kazachskich rafinerii i stabilności dostaw paliwa. Wolumeny i terminy potencjalnych dostaw nie zostały jeszcze ujawnione.
Obecnie kazachska rafineria Kondensat rafinuje rosyjską ropę. Część produkowanej benzyny jest wysyłana do Rosji.

Putin buduje twierdzę w samym sercu Rosji.
Według analityków OSINT, Moskwa dosłownie przekształca się na naszych oczach w wielopiętrową cytadelę : wokół niej powstały już cztery pierścienie obronne, a największy – zewnętrzny – jest niemal ukończony.
:large_blue_circle:Liczby robią wrażenie. W ciągu zaledwie kilku miesięcy pod Moskwą postawiono ponad dwadzieścia nowych stanowisk dla systemów rakietowych Pancyr.
:large_blue_circle:Pierwszy pierścień ma promień około 40 kilometrów, plus oddzielne pozycje w pobliżu rafinerii ropy naftowej, stacji elektroenergetycznych, lotniska Wnukowo i oczywiście rezydencji Putina.
:large_blue_circle:Kompleksy te umieszczane są nawet na dachach budynków w samym mieście.
:large_blue_circle:Ogółem na terenie obwodu moskiewskiego naliczono około 250 stanowisk obrony przeciwlotniczej i radarów, lecz analitycy uważają, że w rzeczywistości jest ich ponad trzy i pół setki.
:large_blue_circle:Moskwie ewidentnie nie brakuje odpowiednich systemów i rakiet.
Tymczasem inne regiony czasami po prostu nie mają żadnej obrony – są jej pozbawione
vrkrGruba ryba
67piorunów
@vrkr Masz pożyczyć 500 złotych?
@vrkr to tylko 500 złotych 😉
walus002Fanatyk
67piorunów
@walus002 ten koleś ze zdjęcia to Rosjanin :slightly_smiling_face: