Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Cori01Osobistość

Dołączył/a:

  • 146 wpisów
  • 673 komentarzy
  • 16 obserwujących

Osobistość

w Dyskusje

24piorunów

1334 + 1 = 1335

Tytuł: Anna Karenina

Autor: Lew Tołstoj

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Hachette Livre

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368068801

Liczba stron: 950

Ocena: 7/10

Życie szlachty to była bajka?

Pierwsze co bardzo zdziwlo w tej ksiazce to, to ze 19 wieczna rosysjka szlachta żyła jak w jakies bajce Disneya. Z jednej steony wiem, ze Tołstoj z wiekiem zaczal miec nagetywne nastawienie do zycia na bagoto kosztem ciezkiej pracy chłopów i na pewno widac jak miedzy slowami ta filozofia jest przemycana w postaci Lewina, ktory odbiegal od reszty szlachty wystepujacej w ksiazce. Tak mimo wszytko, az nienaturalnie brzmi to, ze glownie co robila szlachta to chodzila na rozne spotkania towarzyskie, albo podrozowala po swiecie i to na wypasie. Nawet jak nie bylo jej na to stac.

Z drugiej strony jest to historia kobiet, ktora miala zerowy wplyw na swoje decyzje zyciowe i byly calkowicie zalezne od tego jak decydowali za nie mezczyzni. Czesto musialy sie płaszczyc przed nimi, zeby prosic ich o ich "wspanialomyslnosc" albo ponosic konsekencje dlugow, ktore zaciagali.

Dodatkwo zdziwlo mnie, ze Karenina, średnio jest glowna bohaterką tej książki, malo jest Kareniny w Annie Kareninie, a to wlasnie jej irozdzialy czytało sie najlepiej.

Wracajac, nie mam zielonego pojecia jak ta powiesc jest interpretowana w swiecie kultry, ale dla mnie to przedewszystkim powiesc feministyczna, obraz uwiezienia i zaleznosci kobiet, ktora tak niedawno zostala obalona i latwo jest zapomniec o tym w jaki sposob czlowiek sie traktowal nazwajem, zreszta do dzis w wielu krajach kobieta jest mniej "wazna" od krowy. W Annie Kareninie jednak nie tyle "krowa" była wazniejsza, a męska duma, ktora byla duzo wyzej w hierarchii od tego czego pragnely w swoim życiu kobiety. Zresztą duma odgrywa glowna role w tej powieści, ta żeńska też, przez co mimo upluwu lat to pod tym wzgledem jest to bardzo aktualna ocena ludzkich schematow zachowań :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Hydepark

19piorunów

WŚRÓD NOCNEJ CISZY

Za misiac na HBO wychodzi serial o najbardziej powalonej polskiej zbrodni z naciskiem na polskiej o jakies slyszalam. Im bardziej sie czlowiek wczytuje w tą historie tym bardziej jest ona niedorzeczna i abstrakcyjna wlasnie w kontekście typowo polskich przywar i kultry, ktora jest mechanizem napedowym calej tej chorej akcji jaka miala miejsce i w ktorej zgineli niewinni ludzie w imie "obrazy" majestatu. Jestem bardzo ciekawa jak ten watek zostanie pokazany przez HBO

Gruba ryba0piorunów

@Cori01 po⁎⁎⁎⁎na akcja.

Już widzę, że będzie to ciężkie do oglądania i nie ze względu na brutalność, a na na ślepą zaściankowość doprowadzoną do absurdu. Zęby same zgrzytają.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Hydepark

51piorunów

JAK TO W KOŃCU JEST?

Powstał kolejny reportaż o tym, ze prowadzenie żabki to interes prowadzący do bankructwa. Wysłuchałam go i jedno mi przychodzi pytanie do głowy, skoro taki fo zły biznes to jak to jest, ze żabka jest juz nie na co drugim rogu, ale czasem co drugi krok? Babka mówi o tym, ze miala żabkę na wsi ale jajka i mleko musiała zawsze wyrzucać bo każdy miał swoje ze swego gospodarstwa, ale tak czy siak towar musiała zamówić, bo i tak nie schodził. Wiec czy nie łatwiej jej bylo swoj sklep tam otworzyć? Jak to jest ze znikają prywatne sklepy, a zabki pojawiają sie jak grzyby po deszczu? Jakieś to dla mnie nie logiczne ...

https://youtu.be/0QJCS8yEVRo?is=CMaS_rKbcUKIo2mS

Mistrz19piorunów

@Cori01 Żabka kusi ludzi wysokimi przychodzami, które jednak nie zawsze dają sensowny dochód, o czym już nie wspomina. A nie obeznani ludzie się na to nabierają

Tytan7piorunów

@Cori01 W dużej mierze też dlatego, że za to zabierają się ludzie nierozgarnięci (nie chcę mówić, że wszyscy), mamieni wielką kasą (gdzie pewnie też nie ogarniają różnicy pomędzy przychodem a dochodem, VATem a PITem). TO jak z MLM - każdy wie, że to ściema a są ludzie którzy w to wchodzą.

Kilka minut tego reportażu i już klasyka klasyków;
a) Gość nie ogarnia, że VAT płaci KONSUMENT, i nie jest jego,
b) Pani AMBASSADORKA (co to wgl za funkcja?):
- Ja dostałam umowę, nawet prawnikom dałam do przeczytania, prawnicy mają dużo możliwości ale co ja zrobię jak Żabka mówi, że nie można negocjować i ma 1000 osób na moje miejsce?

No, nie wiem? Może nie podpisywać umowy, i znaleźć sobie inne zajęcie?

Nie chcę rozstrzygać, czy te umowy są legalne z punktu widzenia prawa, no ale prawda jest taka, że nikt ich nie zmusza.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Osobistość

w Dyskusje

16piorunów

NI TO WSPOMINKI

Part 5: kość dinozaura

Mialam poczatkowo pisac o wspomnieniach, ze studiów ale tak jakaś zaczęły mi sie przypominać rozne przypały z dzieciństwa, dzisiaj na przykład przypomniało mi sie jak z koleżanką znalazłam kość dinozaura.

Chodziliśmy sobie po okolicznych łąkach i polakach, az nagle coś nam białego wystającego z ziemi rzuciło sie w oczy. Byla to olbrzymia kość z oczodołami ale bez zębów czy żuchwy. Podjarane zabrałyśmy ja do ojca tej koleżanki. Pamietam, ze kość byla ciężka i nasze małe rączkiszybko się męczyły więc nosiliśmy ja na zmianę, a raczej wiozlysmy bo miałyśmy wtedy hulajnogi i kość zaczepialismy na przodzie kierownicy, zeby bylo łatwiej ja trzymać.

Jak ojciec tej koleżanki to zobaczył to natychmiast zadzwonił do polskiego inspektoratu muzeum historii naturalnej... A tak na serio to nas "zwyzywal", ze mu do domu miednicę krowy czy jelenia przewozimy " Cóż, nasze nadzieję na bycie najmlodszymi archeolozkami, szybko opadły ale ten szok i radość na odkrycie dinozaura chocby przez jedną godzinę byl cudowny xd no i musiało to wygladac madmaxowo jak jechałam na hulajnodze z kierownica ozdobiona miednica krowy xd

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Dyskusje

21piorunów

NI TO WSPOMINKI

Part 4: "obyś cudze dzieci wychowywał "

Nawiązując do powiedzenia z tytułu to mam duże współczucie związane z zawodem nauczyciela. Oczywiście często najbardziej zapamiętuje sie tych, którzy byli dla nas okropni i na takich tez mam wywalone, ale są i tacy, którzy robią swoją pracę bo zawsze chcieli to robić, ale psychicznie sie do tego nie nadają. Żeby byc nauczycielem trzeba mieć twardą d⁎⁎e i umieć nie dać sobie wejść na głowę czy to uczniom czy ich rodzicom, a jak wiemy zawód nauczyciela nie jest zbyt dobrze płaty, a wymaga sie od niego czesto niemożliwego.

Tak tez bylo w przypadku nauczyciela od geografii z którym mialam do czynienia. Czy byl złym nauczycielem, nie - raczej przeciętnym, robil swoją robotę i trzymał sie programu. Jednak nie potrafił wzbudzić autorytetu. Uczniowie ci bardziej chamscy weszli mu na głowę, dosłownie go obrażając za, to ze on probuje ich czegoś nauczyć. Byl taki jeden gagatek co obrażał go za to, ze dostawał 1 ze sprawdzianów, a kiedy wystawił mu zagrożenie to co zrobił ów gagatek? Napluł na niego przy całej klasie, za co został wyrzucony ze szkoły w trybie natychmiastowym.

Sprawa skończyła sie na tym, że ojciec tego typka przyszedł do szkoły błagać dyrektora o to, zeby go spowrotem przyjęli, ze tylko rok do matury i ze jak to tak. Dyrektor powiedział, że o to musi prosić tego zniewazonego nauczyciela, tak też i zrobił w odpowiedzi dostał jeden warunek "pana syn musi mnie przeprosić". Na taki warunek nie zgodził sie syn zdesperowanego ojca i koniec końców poszedł do szkoły wieczorowej, dalszych losow tego typka nie znam.

Nie lubiłam tego kolesia, również i mnie dręczył w liceum śmiejąc sie ze mnie ze swoimi przydupasami. Za co jest mi wstyd? Ze nigdy nie stanęłam w obronie tego nauczyciela, conajwyzej mówiłam coś na zasadzie "skończcie bo to juz jest nudne" ale prawda jest taka ze powinnam iść do dyrektora i nakablowac na nich (dyrek byl spoko) a konsekwencje powinni wyciągnąć znacznie wcześniej.

Pamiętam też opowieść mojej przełożonej, która opowiadała, ze w klasie jej córki jest gnębiony chłopiec o czym sie dowiedziała na jednej z imprez sportowych, widząc to na własne oczy to zobaczyła. Porozmawiała o tym z córką, ze jakby zobaczyła kiedyś ponownie taką sytuację to, zeby zareagowała i chocby miała ją również zwyzywać ona nie bedzie na nią o to zła. Rodzice tej dziewczyny mieli oczywscie gdzies to, ze ich corka jest dręczycielem "bo taka grzeczna w domu". Jednak co odpowiedziała, corka mojej przełożonej? Że co ma zrobić jak sie postawi to też bedzie dreczona. No i w zasadzie tak to wygląda, jak jest sie dzieckiem to chęć przynależności jest tak silna, ze nikt nie chce sie stawiać, zeby sie nie wychylać. Jak ja bylam doręczona tylko jedna dziewczyna z którą za wiele nie gadałam stanęła raz w mojej obronie, moje koleżanki miały to gdzieś i ja też mialam to gdzieś bo akurat mi sie trafił taki charakter, ze odpowiadałam im tym samym i mialam do nich zerowy szacunek no ale wiem też ze inne dzieci mogły by wyjść po czymś takim z wielką traumą i ta mnie myśl przeraża gdyż wiem ze w podstawówce i mnie sie zdarzało być tym chamskim dzieciakiem czego do dziś żałuję i odczuwam dyskomfort jak o tym myślę i jakby moje "przysłowiowe" dziecko coś takiego odwalało co ja, dostałaby srogi "wpierdol " (nie dosłowny oczywiście)

GURU8piorunów

Xdd jak to sie nie zgodzil?? Tatus go spytal o mozliwosc przproszenia ?Niestety dzieci to czasami potwory, ja po anglistyce to duzo znajomych belfry ale kazdy ma psyche z tytanu i wie ze z gownikami trzeba jak ze stadem bezpanskich psow odrazu alfe ujebac jaja ukrecic bo inaczej jestes martwy

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

20piorunów

NI TO WSPOMINKI

Part 3: ten dziwak pod szkołą

Zastanawiam sie jakby sie to teraz skończyło, ale jak wracam myslalami do tego człowieka jest mi go bardzo szkoda i to, ze nie wiem nawet czy dostał odpowiednią pomoc i opiekę.

Mieszkam blisko szkoły podstawowej wiec jej plac zabaw i boisko zawsze bylo bazą wypadowa na zabawy po szkole czy w wakacje.

Przez kilka lat jak mialam ok6-8 lat regularnie pod szkołą robil sobie dobrze upośledzony umysłowo mężczyzna. Nigdy nas nie dotykał. Czasem bawiliśmy sie z koleżankami w zaczepianie go, a on nas gonił, ale bardziej dla zabawy. Kiedyś robiąc sobie dobrze włożył sobie kij do odbytu, a potem go zostawił pod szkołą, a na jego końcu byla wymieszana krew z kałem.

Sam w sobie byl niegroźny, jak dziecko zamknięte w ciele dorosłego człowieka i z popedem seksualnym mężczyzny. Zdecydowanie nie umiał sobie z tym poradzić i z tego co wiem został później zamkniety w psychiatryku, ale moze to były tylko plotki... od dekad juz go nie widziałam ani o nim nie słyszałam.

Jedyne co mnie zastanawia ze dla nas dzieci byl to rodzaj widowiska - jakiś koleś szarpie sie za penisa na naszych oczach(wtedy nawet nie wiedziałam co to znaczy) bylo to zabawne, ale też nikt z nas nawet nie pomyślał zeby powiedzieć o tym swoim rodzicom. Myślę tez, ze na moje czasy pedofilia byla słabo omawiana, więc Zastanawiam sie jak to bylo jeszcze wcześniej jak wiele dzieci nie bylo świadomych ze doświadcza czegoś złego, skoro nikt ich nie uświadamial albo problem był bagatelizowany. Jedynie cieszyć sie, ze obecnie mocno sie tego pilnuje.

Gruba ryba7piorunów

To nie kwestia dawnych czasów, tylko jakiś zlepek zaniedbań, olewactwa i dużego "szczęścia" tego faceta.

Aż trudno uwierzyć w ilość lat. Do podstawówki chodziłem dawno temu i wyglądało to mniej więcej tak. Po zauważeniu takiego elementu, pan Jacek z panem Bogusiem (nauczyciele WF) dokonywali obywatelskiego ~wpierdolu~ zatrzymania i przekazywali w ręce milicji (później policji), która zapewniała odpowiednią pomoc i opiekę [sic!]

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Dyskusje

35piorunów

A MI SIE LALKA OD NETFLIXA PODOBAŁA

Początkowo mialam mieszane uczucia, juz pierwszy odcinek wywołał we mnie kilka parskniec jak choćby to, ze Łęcka chce wspierać kobiety w emancypacji i pisać dla gazety.

Ale im dalej w las tym bardziej mnie ten serial fascynowal. Jest to alternatywna wersja tej powieście, jedynie imiona I główne wydarzenia się zgadzają. Reszta została ubrana w rodzaj heist movie co mi się bardzo podobało bo ciągle trzymało to w napięciu i z ciekawością oczekiwało sie kolejnych wydarzeń.

Jedynie co uważam za duży błąd to wprowadzenie współczesnego języka i przekleństw. Cała scenografia i kostiumy są przepiękne i przeklinanie wybija z imersji i czuje sie zgrzyt, jakby oglądało sie próbę przed nagraniem sceny właściwej i aktorzy robili sobie żarty dodając przekleństwa bo zapomnieli tekstu.

Dodatkowym plusem tego serialu jest to, ze zmusza odbiorca do ucieczki od schematów, ze sztuka potrafi być przewrotna i nieprzewidywalna i miesza często ze sobą różne gatunki, co nie zawsze wychodzi ale tutaj wyszło i to bardzo. Jednak jak ktoś ma w sobie estetykę, że dzieło ma być zawsze od linijki i eksperymentować nie przystoi to oczywiście bedzie tutaj sie kłócić i mówić, że łecka taka nie była, że szlachta źle przedstawiona, że Wokulski nie pił alkoholu itp a ja mam w sumie trochę uśmiech na twarzy wyobrażając sobie jakiegoś nieogarnietego ucznia, co na postawie tego serialu odpowiada na pytania maturalne :smiley:

Podsumowując bardzo polecam, moze nie jest to coś wybitnego ale ja sie świetnie przy tym serialu bawiłam I spodobało mie sie jedno z okreslen recenzentów. Ze mamy teraz trochę taki polski Barberheimer tylko opa filmy to "Lalka"

Osobistość

w Dyskusje

30piorunów

NI TO WSPOMINKI

Odc 2 - "całus" od nauczyciela

Jak miałam 13 lat tradycyjnie spędzałam sylwestra głównie czekając na pokaz fajerwerków, który z mojej ulicy jest zawsze bardziej widowiskowe bo mieszkam na wzniesieniu, ktore daje możliwość obserwacji panoramy miasta.

Będąc na ulicy przed domem, o tej godzinie 00:00 nie bylam tam oczywiście sama, byli sąsiedzi, moi rodzice itp więc nie dziwiło mnie to, że każdy sobie składał życzenia podaniem sobie dłoni lub przytulaskiem. Jednak co dało mi mini traumę jako małej dziewczynce , która w wieku 13 lat wyglądała na 10 i tak tez sie czuła?

Podszedł do mnie koleś w wieku studenckim podał rękę, przyciągnął do siebie i próbował pocałować (ja wtedy jeszcze nie trzymałam żadnego chłopaka za reke, a co dopiero całowanie) byla to dla mnie trauma bo czułam się dziwnie "dotknieta" plus moj tata cisnął z tego bekę. Do dziś pamiętam ten jęzor wyciągnięty w moją stronę

Długo to w sobie dusiłam, aż przeszłam dojrzewanie późne bo późne ale w wieku licealnych mialam to juz gdzieś. Pierwsza lekcja historii, a tu kto? Koleś z owego sylwestra, uczy mnie o królach polski, ja go pamiętałam, on mnie nie bo pewnie był tak nawalony ze i psa by przelizal, ale pytanie czy da się być tak pijanym nie wiedząc, ze próbuje się pocałować dziecko? Nie wiem, choć się domyślam xd

Osobistość

w Dyskusje

68piorunów

NI TO WSPOMINKI

Odc: 1

Pomyślałam, że rozpocznę sobie nowy cykl krótkich historii z mojego życia. Początkowo chciałam go nazwać wspominki ze studiów, bo właśnie w tym okresie dzialy się w moim życiu najdziwniejsze rzeczy, ale myślę, że lepiej to uogólnić :smiley:

A więc czasem z uśmiechem okraszonym obrzydzeniem przypomina mi się sytuacja kiedy czytając książkę w pokoju w akademiku, nagle z korytarza zaczęły dobiegać odgłosy srogiego odruchu wymiotnego, a to że był to stary budynek z wysokimi sufitami, odgłos był spotęgowany echem odbiajacym się od pustych długich korytarzy.

Pierwsza myśl? Pewnie ktoś za dużo wypił i teraz oddaje to co w siebie wlał we wspólnej toalecie. Głos jednak się ciągle powtarzał, więc poszłam to sprawdzić. A o ścianę pod łazienką damską, opierała się pani sprzątaczka. Spytałam się jej czy wszystko w porządku. Ona wybuchła czymś w rodzaju krzyku frustracji, że ona tak dłużej nie może, że jak tak można taki syf zostawić pod prysznicem, że rzygac jej się od tego chce. Że ona nie będzie tego sprzątać.

Oczywiście musiałam to sprawdzić, nie wiem czy włosy mogą aż tak kogoś obrzydzać, ale tak widok był bardzo dziwny. Pod prysznicem był wręcz dywan z czarnych długich włosów, które później widziałam jeszcze nie raz choć już nie w takiej ilości. Domyślalam się do kogo one należały. Miałyśmy na piętrze taka dziewczyna co miała tak gęste włosy, że i jej włosy chyba miały włosy. Normalna osoba gubi może kępek włosów podczas mycia, a ona gubiła kilka garści a i tak nie było tego widać, żeby coś z jej głowy ubyło.

Jedynie co mogłam powiedzieć sprzątaczce, że jeżeli to ja obrzydza to niech nie sprząta bo za takie coś powinni jej płacić dodatkowo... Jednak za każdym razem jak sobie przypomnę ten widok to można by pomyśleć że chubaka się tam rozpuścił i zostawił po sobie tylko "sierść"

Gruba ryba18piorunów

Aaaa wróciłaś! Uwielbiam. Jeszcze nie czytałam, ale jestem tak podekscytowana, że musiałam się uzewnętrznić. ❤️❤️

Pokaż więcej komentarzy (13)

Osobistość

w Dyskusje

35piorunów

1211 + 1 = 1212

Tytuł: To nie jest kraj dla starych ludzi

Autor: Cormac McCarthy

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 324

Ocena: 8/10

Czy od zła da się uciec?

Chyba na to pytanie próbuje odpowiedzieć autor książki w powieści "To nie jest kraj dla starych ludzi", albo i nie? Może po prostu jest to dobrze napisana książka trochę sensacyjna, trochę refleksyjna. Ciężko w niej jest doszukać się jakieś większej filozofii, może w tym że główny złol tej powieści wydaje się być niezniszczalny, trochę jak takie zło które ciągnie się za nielegalnie zdobytymi pieniędzmi i od którego nie da się uciec i gdzie kolwiek by się taki ktoś nie udał, zawsze będzie musiał się oglądać za ramię, trochę jak historia Nacho z "better Call Soul".

O czym jednak by ta książka nie była, jest ona świetnie napisana, po przeczytaniu Drogi tego samego autora, utwierdziłam się tylko w tym jak bardzo podoba mi się jego styl pisania. Byłaby to książka 9/10 gdyby nie to, se końcówka(parę stron ok 10) wydaje mi się zupełnie zbędna, nic nie wnosi według mnie i nie wiem czy nie jest ona dodana na siłę.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

48piorunów

MOJ TATA TO JANUSZ BIZNESU....

Eh muszę się pożalić bo mi aż rynce opadają...

Bardzo szanuję mojego tatę za to, że jest niezwykle pracowity, ma 71 lat i dalej pracuje fizycznie jako rzeźbiarz i gdyby miał rękę do biznesu i słuchał się innych ludzi co mu życzą dobrze to bysmy żyli jak paczki w maśle, no ale...

Wracając do tematu, jak moja babcia zachorowała na Alzheimera to się przeprowadzila do nas, a jej mieszkanie wykupili moi rodzice za niestety oszukaną kwotę od Miasta, no po prostu ktoś ich naciągnął na hajs i zawyżył wartość mieszkania.

Byłam wtedy dość mała, ale razem z moimi siostrami i rodzicami, remontowaliśmy to mieszkanie w poniemieckiej kamienicy, nosiliśmy gruz, zdzieralismy stara farbę itp. Mam trochę do tego uraz bo jak na dziecko nie powinnam nosić takiego ciężaru, no całe wakacje prawie tak spędziłam.

Od tych już ponad 20 mój tata zajmuje się wynajmem tego mieszkania, a to, że są to warunki dość spartańskie to decydują się na nie ludzie zdesperowani.

Piec kaflowy i drugie piętro po stromych schodach - to w zasadzie największe wady, no i trzeba samemu sobie meble zorganizować xd co raczej kłóci się z wygodną przeprowadzką.

Mieszkanie jest dość duże i uważam, że ma za⁎⁎⁎⁎ście duży potencjał. Kamienica ma tylko dwóch lokatorów i do tego mieszkania jest przypisana połowa strychu, która śmiało można przerobić na cześć mieszkalną(konserwator dopuszcza zmianę dachu z płaskiego na trójkątny), czasem sama sobie lubię wyobrażam jak bym je przerobiła gdybym miała hajs. Jest też dostępna spora piwnica.

Plusem jest też to, że jest to centrum miasta i jakby się chciało zaangażować, to urząd daje dofinansowanie na naprawę elewacji, trzeba tylko najpierw wyłożyć hajs, a potem dostaje się zwrot.

No generalnie, dla kogoś kto lubi mieszkania w kamienicach to jest to fajna opcja do remontu od prawie zera.

Dałam mojemu tacie kiedyś propozycje, żeby sprzedał to mieszkanie, podzielił zysk ze sprzedaży na nas 3( nigdy nic od rodziców na start w życie nie dostaliśmy więc to byłby pierwszy raz), ja bym za swoją część miała na wkład własny na kawalerkę w mieście wojewódzkim, wynajelbym ja, a tyle ile on dostaje za czynsz od lokatorów, płaciłbym mu - czyli 1500 zł.

Powiedział tylko, że to dobra propozycja ale i ona umarła w zarodku...

Co wybrał mój tata? Wynajmowanie mieszkania patologii i ciągła walka z kosztami po ich wyprowadzce. Aktualnie już ma entego z rzędu lokatora, który nie płaci czynszu i tylko liczy że dług zostanie spłacony xd jednak apogeum patologi i jego naiwności sięgnęło zenitu, bo wynajął mieszkanie małżeństwu, któremu odebrano 5 dzieci za złe warunki mieszkania w poprzednim miejscu, więc wynajęli mieszkanie u mojego taty i zrobili sobie 6 dziecko xd

Dlaczego jest mi przykro?

A to dlatego, że mój tata nie widzi powodu dla którego miałby wspierać swoje dzieci finansowo. On dostał po rodzicach w młodym wieku mieszkanie, ktorego zysk podzielił ze swoimi braćmi i dzięki temu mógł wybudować dom w którym mieszkamy, co prawda kosztem tego, że jego rodzice młodo umarli. Moja mama dostała po swoich rodzicach możliwość wykupienia mieszkania od miasta. Więc jak dla mnie to i tak dużo. Jest mi zwyczajnie przykro, że dla rodziców robię bardzo dużo ( z ojcem całe dzieciństwo miałam chłodne relacje, ale teraz jest super) to mam wrażenie, że ojciec na mnie trochę patrzy jak Stary Boryna na swojego Antka, nie dostrzegając, że Antek nigdy by go nie wyrzucił na tułaczkę, ale tak sobie ubzdural i tak chyba mój ojciec myśli o swoich córkach.

Nawet doradzał się mnie jakiego lokatora wybrać i chodziłam z nim na castingu, ale co z tego jak jeden lepszy od drugiego xd w tym złym znaczeniu.

Eh może wy mi coś doradzicie bo nawet nie chodzi o to, że chciałabym już mieć możliwość kupienia czegoś swojego, ale o to, że mój ojciec nie nadaje się na landlorda i widzę jak przez swój brak wiedzy wpada tylko w większe problemy ze swoją upartością i jak dużo stresu w nim to generuje.

On twierdzi, że to mieszkanie będzie zyskiwać na wartości, no ale nie bardzo. Mieszkamy w małym mieście, dzietność spada, a kamienica wymaga dbania o nią żeby się nie rozpadła ... Nie mówiąc o tym że ci lokatorzy niszczą to mieszkanie...

Fenomen0piorunów

@Cori01 będę kolejnym który się czepia, ale kto powiedział że rodzice mają zapewnić coś "na start" swoim dzieciom? Przez co, w domyśle jest to jakieś mieszkanie czy coś w ten deseń.

Ja dostałem działkę rolną, małą, na razie (albo i a ogóle) niewiele wartą, ale w sumie tylko dlatego żebym jak mi się noga powinie mógł się ubezpieczyć jako rolnik w KRUS (jako bezrobotny w PUP nie mógłbym nigdzie dorabiać a muszę zarabiać z racji nieuleczalnej choroby). Niemniej uważam że spadek spadkiem, kiedyś tam, ale reszta - to moje życie. Rodzice dali mi dach nad głową, nakarmili, ubrali, do osiągnięcia pełnoletniości. Wysłali do dobrej szkoły. Co więcej - wspierali na studiach, bo studiowałem "dojeżdżając" lokalnie - choć marzył mi się UJ. Więc - to jest chyba wszystko co mogą zrobić w celu usamodzielnienia dziecka. Pomogli dając na prawo jazdy, na OC jak raz nie miałem, stare auto dostałem od taty na studia. Ale więcej? To nie ich rola.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Osobistość

w Dyskusje

38piorunów

JAK SIE TRZYMAJĄ WASZE WEWNĘTRZNE DZIECI?

przyjęło się w naszej kulturze to, że jak przekraczasz określony wiek to pewnych rzeczy już nie wypada "bo to dla dzieci". Przyznam, że czuję lekki ból kiedy widzę tyle ciekawych atrakcji, ale tylko przeznaczonych dla dzieci, albo oczekuje się, że będą tam tylko dzieci, choćby place zabaw - to dla dziecka, a ty dorosły, masz dorosłe zabawy, czyli głównie alkohol i narzekanie na ciulowa pracę.

Oczywiście generalizuje, ale myślę że coś poszło nie tak, że cieszenie się prostymi zabawami, wyglupami zostało wrzucone do jednego worka z niedojrzałością, czyli plakaniem jak ktoś ci zabawkę zabierze itp.

Sama zawsze staram się pielęgnować swoje wewnętrzne dziecko, ale nie jest to proste bo czuję ten wewnętrzny wstyd kiedy jaram się jakaś czynnością, która już " nie powinnam" się jarać. Na przykład będąc na basenie z krętej i fajnej ślizgawki korzystają tylko dzieci a jest ich mniej niż dorosłych, byłam jedyną osobą z dorosłych która ustawiała się do niej w kolejce. Pamiętam jak była tylko jedna ślizgawka rok temu, krótka i prosta, wraz z chłopakiem zapytaliśmy się ratownika czy dorośli też mogą korzystać 😅

Będąc na studiach często "przyjaciółka" nazywała mnie dziecinną, wtedy czułam z tego wstyd, aktualnie czuję dumę. Bo nie nie chodziło o to, że zachowywałam się "nie dojrzałe" wręcz przeciwnie, chodziło o to że mam dziecinne teksty i śmieje się z głupich rzeczy.

Uwielbiam też się bawić z dziećmi mojej siostry, oczywiście zmęczenie łapie mnie 3 razy szybciej niż je, ale cieszę się na samą myśl o zabawie z nimi. Ale czy zawsze tak było? No nie bardzo trochę jednak opinie innych ludzi mocno na mnie wpłynęły i bardzo długo dusiłam w sobie prawdziwe "ja" byle czasem ktoś nie nazwał mnie dziecinnym.

Korzystasz z atrakcji "dla dzieci"

  • Tak, z przyjemnością71% (114 głosów)
  • Tak, ale robię to dla dziecka6% (10 głosów)
  • Nie, nudzą mnie17% (27 głosów)
  • Nie, wstydzę się6% (9 głosów)

160 głosów

Debiutant1piorunów

@Cori01 dopiero uczę się słuchać i rozumieć moje wewnętrzne dziecko (terapia i te sprawy). Idzie mi coraz lepiej, ale dzięki Twojej ankiecie zdałam sobie sprawę, że moje dziecko (tak jak ja teraz) ma w sumie zespół Aspergera i nie wszystkie dziecięce rzeczy nas jarały. Bawić się z innymi dziećmi? Eee, nie, dorośli są spokojniejsi, ciekawsi, używają trudnych słów. Leniwy dziecięcy ślimaczek-zjeżdżalnia na basenie? Eee, a jest coś poziom medium/hard, tak dla dorosłych, nie wiem, np. killer speed, albo black mamba pierdyliard kilometrów na h? LEGO? Tylko technic i w ciul dużo elementów. Asperger powodował już w dzieciństwie "sporą dorosłość" i dzisiaj szukam raczej tego czego nie mogłam mieć w dzieciństwie - dużej dawki spokoju i regeneracji, rozległej kolekcji mazaków w stojaku (dla samej satysfakcji patrzenia na nie), czy wejścia do sklepu z żelkami i kupienia całego worka wszystkich typów(!) kwaśnych jakie mają na stanie. I ułożenia koszulek w szafie odcieniami 😅

Gruba ryba1piorunów

Wszystko można jeśli masz wystarczająco wyjebane :D
Ludzie gadać będą zawsze, więc po co się ograniczać ;) zwłaszcza, że większości tych ludzi i tak nigdy więcej na oczy nie zobaczysz :p

Pokaż więcej komentarzy (31)

Osobistość

w Dyskusje

21piorunów

MUZYKA POKIEROWAŁA MYM ŻYCIEM

Mogłabym wiele powiedzieć na temat tego jak ważnym elementem sztuki jest właśnie Muzyka. Zresztą kto tego nie wie? Szkoda strzepic ryja na truizmy 😛

Jednak jak popatrze na swoje życiowe decyzje tak z boku, to wiele z nich było pokierownych właśnie moim gustem muzycznym. Ba kiedyś nawet uznawałam, że jak ktoś ma ten sam gust muzyczny to jest moją bratnia duszą, a jak jest to chłopak to już sobie wyobrażalam z nim wspólne wspaniałe życie😅 Cóż te predykcje były równie mylne jak nadzieję głównego bohatera filmu "500 Days of Summer"

Jednak najważniejszą decyzją jaką podjęłam to nauka niemieckiego - dlaczego? Poniekąd dlatego, że chciałam znać jakiś jeszcze język prócz angielskiego, którego nie za bardzo lubie, jednak głównym czynnikiem była właśnie Muzyka, będąc na Erasmusie w Niemczech zakochałam się w niemieckiej muzyce i właśnie pchnęło mnie do tego żeby dać się pochłonąć nauce tego języka, aktualnie dzięki temu mam pracę, która lubię i szczerze byłoby mi ciężko gdybym tylko opierała się na swoim wykształceniu.

Zresztą jak wiele ludzi zaczęło uczyć się jakiegoś języka bo spodobała mu się muzyką z nim tworzona to pewnie nie da się zliczyć :smiley:

Patrząc wstecz, myślę że było trochę więcej tych decyzji podyktowanych muzyką :smiley:

Also als ich Kind war...

https://youtu.be/1jH7va1QBec?is=xOHpKW5gvLDSOU8o

Osobistość

w Dyskusje

18piorunów

SHEEP

Jest to właśnie ta gra do której mam największy sentyment. Grałam w nią za dzieciaka jak miałam ok 10 lat potem po paru latach ja sobie odswiezylam i gra znów sprawiła mi mnóstwo radości.

Polega ona na zaganianiu owiec przez różne tory przeszkód na różnych planszach. Są 4 rasy owieczek i każda z ras zachowuje się inaczej, owieczki giną na różne sposoby, czasem same gdzieś idą wciągnięte w wir zabawy (plansza disco).

Ktoś kto tworzył tą grę musiał mieć dość specyficzne poczucie humoru, ciekawa jestem czy kiedyś powstanie remake tej gry bo jest świetna.

Osobistość

w Dyskusje

68piorunów

Part 18 - pracownik HR w niemieckim korpo

2021

No i doszło do finału mojej serii "bez pracy nie ma kołaczy". W obecnej pracy jestem już zatrudnienia od niecałych 5 lat. A więc to na co można zwrócić najbardziej uwagę, że jest to moje dotychczasowe najdłuższe zatrudnienie jakie miałam do tej pory.

Mam taki charakter, że jeżeli wiem że mogę coś zmienić na lepsze staram się to zrobić i tak też było z poprzednimi pracami, w których psychicznie i mentalnie bardzo się męczyłam i wiedziałam, że jak czegoś z tym nie zrobię i tego nie zmienię to długo tak niepociagne. Jak wspominałam w swoich wpisach, bywalo różnie były też tam miejsca pracy które lubiłam, ale na przykład nie były rozwojowe, albo wypłata była głodowa, a to sprawiało że żyłam w ciągłym stresie i wiecznymi dylematami czy odżywiać się zdrowo albo czy wizyta u dentysty może jeszcze poczekać.

Obecna pracę dostałam jakby nie patrzeć fartem. Był to moment w którym był dość duży boom na zatrudnienia, a mnie się nie spieszyło ze znaleziem "byle czego" żeby przetrwać. Wynikało to z tego, że mimo że rodzice nigdy nie dali mi jakiegoś zastrzyku gotówki na start w życie, to też nigdy nie chcieli ode mnie pieniędzy za mieszkanie u nich, zresztą rozumieli moja sytuacje byłam poważnie chora i wiedzieli że robię wszystko żeby wyzdrowieć.

Rozmowę miałam przed poważna operacja, która nie była pewnikiem że mi się polepszy ale było to coś w co chciałam wierzyć, dzięki temu że cała moją uwagę przejęła operacja, nie stresowałam się rozmowami o pracę i chyba też dobrze na nich wypadłam. Na tamten moment miałam dwie oferty, które były za tą samą stawkę i w tej samej dziedzinie, wybrałam ta która oferowała szkolenie zdalne.

Nagle zaczęłam zarabiać dwa/ trzy razy więcej niż w poprzednich pracach i na dodatek nie musiałam marnować czasu na dojazdy do pracy co do dziś odczuwam jako bardzo duży benefit bo same dojazdu często zabierały mi dwie godziny z życia dziennie.

Dzięki tej pracy odżylam, oczywiście początek był dla mnie bardzo trudny, w dalszym ciągu muszę się douczać niemieckiego, który jeszcze 5 lat temu był dużo gorszy niż obecnie, ale wydaje mi się, że cała reszta idzie mi całkiem nieźle.

No i w końcu ktoś mnie docenił, często jestem chwalona w pracy choć sama uważam o sobie że popełniam dużo błędów (ale kto ich nie robi?), lubię robić w pracy dodatkowe rzeczy, usprawnienia, uczuć się nowych procesów czy programów. Jest nawet parę rzeczy, dzięki którym jestem na prawdę z siebie dumna.

Mam fajnych ludzi w drużynie. Przełożona to jakiś ewenement wyrozumiałości i zdrowego podejścia do pracy.

Czy są jakieś konflikty? Pewnie, ale są rozwiązywane w normalny sposób. Oczywiście same korpo jest po prostu korpo i jest tam pełno typowych mechanizmów dla tego typu miejsc pracy, ale z mojej perspektywy na pewno nie nazwałbym tego toksycznym kołchozem, jest wiele rzeczy, które można by naprawić ale też uważam, że jest to miejsce, które jest wielkim krokiem w kierunku zdrowego traktowania pracowników.

Czasami zadaje sobie pytanie czy moj pozytywny odbiór jest taki, a nie inny tylko dlatego, że wcześniej miałam duże gorsze środowiska pracy i mam tak duży kontrast, że po prostu doceniam go z wdzięcznością. Pewnie tak, bo inaczej ludzie nigdy by nie odchodzili z tej korporacji, a tak nie jest, choć myślę że statystki są w normie pod tym względem.

Cóż nie wiem czy się starzeje czy po prostu jestem wygodna, ale nigdy nie sądziłam że polubie siedzenie za biurkiem i klepanie dokumentów i rozwiązywanie problemów z czymś co poszło nie tak jak powinno, ale na prawdę to polubiłam, może też dlatego że moje obowiązki nie są jednorodne, nie muszę codziennie robić tego samego przez co mój umysł tak szybko się nie męczy i ciągle ma dostarczane jakieś "atrakcje".

No pewno na komfort pracy wpływa to że moje biuro to mój dom. Oczywiście bywam w biurze przynajmniej raz w miesiącu i lubię tam od czasu do czasu przyjechać ale wiem też, że gdybym pracowała w nim na codzien to mój umysł po pracy byłby jak wyciśnięta cytryna, za dużo ludzi i niechęć do open space chyba nigdy mi nie minie i też nie rozumiem tego zabiegu bo nie znam nikogo kto czuje się komfortowo w przestrzeni gdzie wszędzie ktoś coś gada i bez słuchawek ciężko jest się skupić.

Jedyne co mi obecnie przeszkadza to fakt, że wypłata nie pokrywa moich potrzeb i to że jak ktoś chce podwyżkę to musi zmienić pracę, mam wrażenie, że jest to niepisana umowa między korporacjami żeby był jakiś przepływ zasobu ludzkiego, bo serio nie rozumiem tego że korpo woli zatrudnić kogoś nowego (kto nie wiadomo jaki się okaże) za wyższą stawkę niż dać podwyżkę obecnemu pracownikowi. Pewnie tabelki które to kalkulują dają na to odpowiedź ale z mojego punktu widzenia jest to dziwne.

Podsumowując: każdemu życzę tego, żeby po prostu mógł szczerze powiedzieć o swojej pracy "lubię ją"

Fanatyk8piorunów

@Cori01 - najwyższą podwyżkę w życiu dostałem w obrębie jednej firmy bez jakiejś dużej zmiany stanowiska - ale było to rok przed tym jak zamieniła się w korpo - później max co udało się dostać w tej firmie to niecałe 5%.

Każde korpo (a u mnie było ich do tej pory kilka) neniestety nie rozpieszcza podwyżkami - jak się uda dostać 3% to święto - jedyna nadzieja w awansach :face_exhaling:

Gruba ryba4piorunów

@koszotorobur

W obrębie jednej firmy najwięcej dostałem 10% przy znacznie większym zakresie obowiązków, bo z przydupasa jedynego logistyka w firmie stałem się jedynym logistykiem w firmie. :' )

W innej firmie coroczna podwyżka wynosiła 100 złotych brutto, więc szybko podstawa została dogoniona przez minimalną krajową.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Dyskusje

41piorunów

OSTATNI ODDECH DOBREGO WILKA - czyli o czym jest serial Better Call Saul

Długo się zbierałam do obejrzenia serialu o najgorszym - najlepszym prawniku w stanach. Jakaś ciężko mi było sobie wyobrazić że ten serial dorównał by Breaking Bad, no i dorównał... A być może nawet go przebił?

Co świadczy o tym, że sztuka jest dobra? To że zostaje z tobą na dłużej i tak właśnie jest w tym przypadku. Breaking Bad opowiada historię człowieka, który całkowicie łamie swoje dotychczasowe zasady moralne i prostolinijny charakter w imię pokusy jaką właśnie było bycie tym który puka 😉

Better Call Soul nie odbiega od motywu przewodniego jakim jest proces moralnej degradacji, opowiada jednak zupełnie inne drogę wyboru ciemniej strony mocy. Każdy z POV, którego poznajemy w tym serialu, ma w sobie te dwa wilki i właśnie ich bitwę oglądamy na ekranie.

Saul od dziecka przejawiał burzliwą walkę moralności. Nie był zły, ale na pewno też nie był dobry. Kochał to co robił, kochał się bawić rzeczywistością, układając domino z ludzkich słabości i ciesząc się za każdym razem jak przewraca się jednak kostka za druga. Dokładnie wg zbudowanego wzoru.

Nie tylko Saul musi dźwigać na swoich barkach walkę między tym dobrym i złym "ja". W tej historii chyba najbardziej polubiłam postać, która jest równie sztampowa jak wzruszająca czyli - Nacho. Dobrego złego, który nie mógł udźwignąć ciężaru brutalności jaki serwowała mu praca dla bosa narkotykowowego. Cały czas mu kibicowałam, ale było to dość oczywiste, że nie ważne jak bardzo by się starał od tego uciec, tym bardziej oddalał się od upragnionej wolności. Kto raz wchodzi do kartelu już z niego nigdy nie wychodzi i o tym zawsze trzeba pamiętać "drogie dzieci".

Cóż scena, w której Nacho wyznaje swoje "grzechy" była jedna z najlepszych monologów jakie widziałam, nie chodzi o to co mówił, ale to jakaś reakcje wywołał u swojego największego wroga. Coz aktor grający Hektora Salamanke powinien za to dostać całą wiązankę nagród.

Mamy też, postać Mikea, który podobnie jak Soul jest złym dobrym. Zło już dawno wygrało w jego sercu, dając od czasu do czasu przebłysk dobra i względnej moralności, który w sumie stanowił już tylko cień tego kim był dawniej i nie szkodziła jego złemu "ja" bo gdyby tak było ten zły już dawno by go stlamsil. Postać dla której już nie ma jakiej kolwiek nadzieji na to żeby kiedykolwiek wrócić na dobrą stronę.

No i postać Kim, jedynego dobrego kierunkowskazu Saula, ale czy słuchał się on wskazówek? Historia kobiety, która zakochuje się w kimś kto wyzwala w niej do walki tego złego wilka, im więcej przebywa z Soulem tym silniejszy staje się ten zły, jednak do czasu ... Czasami sytuacja do której doprowadza chęć czynienia zła sprawia, że dobry wilk wygrywa walkoverem. Wyrzuty sumienia nie pozwalają już zrobić cokolwiek co przypomina o konsekwencjach do jakich się dopuściło i to właśnie spotyka Kim. Z silnej kobiety, która stała się kimś od zera, zostaje jedynie wrak człowieka, który bez swojego złego wilka jest zupełnie kimś innym, taka skorupką bez wnętrza, ale w przeciwieństwie do Mikea nie jest to przegrany przypadek, który nie jest w stanie wrócić do zlotej równowagi

Ostatnie tchnienie dobrego wilka, możemy zobaczyć kiedy to Saul na swoim "sądzie ostatecznym" wyznaje swoje grzechy, ale nie z poczucia winy czy chęci odkupienia swoich grzechów, a dla jedynej miłości jaką w życiu miał i jedyna osobę, dzięki której jego dobry wilk mial jakąkolwiek szansę wygrać. Swoim ostatnim tchnieniem ratuje sumienie kobiety, która jeszcze może wnieść do społeczeństwa odrobinę dobra, pomoc coś zmienić na lepsze, poświęcając siebie tak jak i Nacho postanowił zrobić, a to największa ofiarą jaka człowiek może zrobić, oddać siebie dla dobra drugiego człowieka.

Podsumowując jest to serial, który na pewno zachęca do przemyślenia tego jakiego wielką chcemy karmić i to jakie konsekwencje moze nieść za sobą chęć zabawy losem innych ludzi. Bardzo polecam!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

46piorunów

Part 17 - praca jako pośrednik pracy dla opiekunów seniorów w Niemczech

Rok 2020

Zanim dostałam tą pracę to miałam dość długa przerwę zawodową ze względu na złamanie, ale to też sprawiło, że mogłam się bardziej skupić na nauce niemieckiego i w tym kierunku szukać zatrudnienia.

Nie ukrywam, praca znalazła się w zasadzie od zaraz. Nie było to może moje spełnienie marzeń ale był to pierwszy krok do przebranżowienia się. Na rozmowie o pracę powiedziałam o swoich wymaganiach finansowych, w odpowiedzi dostałam, że na razie mogę dostać najniższą krajową plus premie za podpisane umowy, a po okresie próbnym pogadamy jeszcze raz o wypłacie. Uznałam to jako typowa zagrywkę, bo wiem jak jest obiecywanie nie jest rozsądnym wyjściem dla pracodawcy, ale też kierowniczka mówiła, że nie będę niezadowolona czy coś w tym stylu.

Praca była dość schematyczna. Dostawaliśmy listę kontaktów do osób, które wyraziły chęć pracy w Niemczech jako opiekun seniorów, a ja i kilka dziewczyn z mojego działu szukaliśmy na zasadzie call center pracownikow. Było to dość nużące bo ogólnie praca na słuchawce cały dzień dość mocno obciąża zmysły. Ale jak już ktoś odbierał telefon to były to miłe osoby i też zainteresowane pracą więc nie było tam nachalnego wciskania ludziom tego czego nie chcą.

Z plusów miałam tam bardzo fajny zespół, dziewczyny z którymi pracowałam były w moim wieku i bardzo szybko złapaliśmy nic porozumienia. Dużo sobie żartowaliśmy między sobą, a to bardzo umilalo dłużące się godziny pracy. Była co prawda jedna laska o "grumphy" charakterze ale nie była, żadna konfiturą ani nic z tych rzeczy, taki trochę charakter Stanleya z The Office.

Bardzo dużo mnie nauczyła ta praca jeżeli chodzi o pracę z ludźmi, nawiązywanie kontaktów i ogarnianie Dokumentacji, dlatego mimo niskiej płacy przynajmniej cieszę się z tego, że czegoś się tam nauczyłam no i mogłam też popracować z niemieckim. Ale na dłuższą metę praca tam była totalnie głodowa, premie zależały bardziej od szczęścia niż od umiejętności i było to bardzo widać po wynikach, pracownicy z doświadczeniem nie byli na jej szczycie, a była to bardziej loteria.

Poznałam też trochę ten rynek pracy. Nie jest to dziwne, że zgłaszały się do nas osoby, które słabo znały język niemiecki i nie miały kontaktów w Niemczech. Normalnie jak już ktoś sobie radził u naszego sąsiada to nie korzystał z pośredników. No, a każda rodzina niemiecka zawsze chciała na opiekuna kogoś kto zna niemiecki, a my też za taką osobę dostawaliśmy najwięcej prowizji.

Przykro mi się robiło, że do pracy były chętne osoby, ale musieliśmy im odmawiać, ze względu na brak znajomości języka nawet w takiej formie podstawowej. Były nawet takie sytuacje, że jak przeprowadzałam rozmowę rekrutacyjną po niemiecku to słyszałam w słuchawce telefonu w tle jak druga osoba podpowiada mojemu rozmówcy co ma mi odpowiadać, no cóż nie mogłam udawać, że tego nie słyszę 😅

Z drugiej strony też rozumiem rodziny, które martwiły się o najbliższych więc nie chciały ryzykować oddania pod opiekę komuś kto nic nie jest w stanie zrozumieć po niemiecku.

Była nawet dość "zabawna" konsekwencja tego, że do pracy pojechała opiekunka bez znajomości języka(robiliśmy wyjątki jak rodzina niemiecka wyrażała na to zgodę z braku innej opcji). Opiekunka zamiast posmarować twarz seniorce kremem do twarzy, użyła kremu na hemoroidy. Staruszka skończyła z podrażnioną mocno twarzą, podobno była cała czerwona, a opiekunka została natychmiast oddelegowana z pracy.

Dużo też było niestety przypadków, że do pracy jechały osoby, które robiły sobie melinę w domu seniora. Istniała czarna lista takich osób, która była wymieniana z innymi firmami córkami (a było ich sporo). No ale i tak ciągle trafiały się nowe kwiatki.

Generalnie bardzo podziwiam osoby, które zawodowo się zajmują osobami starszymi bądź niedołężnymi, z historii które się nasłuchałam o dźwigania czy braku szacunku to uważam, że jest to bardzo niedoceniany zawód. No ale żeby nie było opiekunki też potrafią być chamskie wobec ludzi, którzy na to nie zasłużyli. Najfajniejsze było to że była masa Par opiekun-senior, którzy się uwielbiali i nie chcieli żadnych zmian i współpracowali ze sobą latami :smiley:

Z minusów w tej pracy było to, że uważam że zarządzanie było bardzo drewniane i przedpotowe xd bardzo lubiłam swoją bezposrednia przełożoną i pomimo posiadania pod sobą swojej przyjaciółki, nie traktowała jej lepiej od innych. Była bardzo sprawiedliwa i obowiązkowa. No niestety minusem było to, że się trzymała zasad, które kompletnie nie wpływały na produktywnosc pracowników, a raczej tylko ich demotywowalo. Czyli na przykład, spóźniasz się raz na ruski rok 5 minut, to zostań 5 minut dłużej, co tam, że nic w tym czasie więcej nie zrobisz bo nie podpiszesz umowy, ani nie porozmawiasz z nikim, ale siedz i udawaj, że pracujesz xd

Kolejny, że też nigdy nie było wiadomo, kiedy się skończy pracę, mógł zadzwonić ktoś 5 minut przed końcem pracy i podpisać umowę co trwało ok 40 minut czasem nawet więcej i trzeba było siedziec, a potem można było to odebrać, ale tylko do końca tygodnia xd bardzo mnie to stresowało, ponieważ jak nie wyszłam o czasie to nie miałam już szans zdążyć na autobus, który jeszcze ominie korki, a kolejne już stały w korkach ponad godzinę...

Nielogiczne było też to, że dziennie trzeba było wykonać X połączeń, nie ważne, że nieefektywnych ważne żeby dzwonić. Jak dostawałam opieprz za mała ilość połączeń ( co z tego, że była na górze tabeli wyników z podpisanymi umowami), jeżeli nie wykonałam X połączeń. To w końcu liczy się ilość czy jakość?

Nie wiem jak teraz radzi sobie ta firma, ale za moich czasów dobrze, traktowała swoich opiekunów i robiła bardzo dużo, żeby dać im poczucie bezpieczeństwa, więc jakbym miała jak polecać to raczej bym poleciła dla kogoś chętnego do pracy z dziadkami, ale no to na tamte czasy, kompletnie nie wiem jak jest teraz.

Z takich ciekawostek to zabawnie się patrzyło na laskę, która usilnie próbowała nawiązać romans z jedynym typem w jej zespole, który na dodatek był 2 metrowym czadem. Była mężatka i miała dzieci, ale co się nasłuchalo o plotkach na wyjazdach integracyjnych to tylko potwierdza statystyki, że najwięcej zdrad jest między ludźmi z pracy. Jednym z jej sposobów podrywu było przychodzenie do pracy z dekoltem po sam pępek xd miała czym oddychać więc nawet ja "zerkalam" bo ciężko było tego uniknąć skoro były one "gigantyczne" xd

No i największy minus był taki, że na rozmowie o przedłużenie umowy, dostałam tylko 200 zł podwyżki xd było to dla mnie tyle co nic i w tamtym momencie ruszyłam z wysyłaniem CV, a rozmowy wstępne przeprowadzałam w toalecie ówczesnej pracy, czułam się poniekąd oszukana bo podwyżka miała być w teorii o 1k więcej.

Niestety również w trakcie tej pracy pojawiły mi się poważne problemy zdrowotne, musiałam zrezygnować z pracy i wrócić do domu rodzinnego. I dzięki naszej kochanej służbie zdrowia, wydawałam wszystkie oszczędności na diagnostykę, ale koniec końców po roku udało się znaleźć przyczynę. Choroba mnie psychicznie wyczerpała ale dała coś jeszcze, wyjebke na to czy znajdę lepszą pracę czy nie. Robiłam swoje kształciłam się o ile mi pozwało na to zdrowie i wysyłałam CV jak już mi się poprawiło. Był to okres który był istnym szaleństwem jeżeli chodzi o ilość ofert. Telefon dzwonił do mnie co chwilę, więc mogłam sobie przebierać w pracach i wybrzydzać. Ostatecznie wybrałam to miejsce pracy w którym jestem obecnie już od prawie 5 lat. Opiszę ta pracę w kolejnym poście, który jak na razie będzie ostatnim z tego cyklu.

Myślę o dodanie kolejnego cyklu czyli opis życia na wynajmie, ze współlokatorami. Mieszkałam w naprawę wielu mieszkaniach i z naprawdę różnymi ludźmi, więc byłby to też opis warunków i może zaciekawi to kogoś kto szuka mieszkania, ale nie ma porównania i wiedzy jakie są mankamenty mieszkań we mieście wojewódzkim.

Gruba ryba11piorunów

@Cori01

Myślę o dodanie kolejnego cyklu czyli opis życia na wynajmie, ze współlokatorami. Mieszkałam w naprawę wielu mieszkaniach i z naprawdę różnymi ludźmi, więc byłby to też opis warunków i może zaciekawi to kogoś kto szuka mieszkania, ale nie ma porównania i wiedzy jakie są mankamenty mieszkań we mieście wojewódzkim.

Koniecznie!

Świetnie się czyta Twoje teksty i zasmuciłem się, a jednocześnie ucieszyłem, że nie opiszesz więcej prac, ponieważ obecna firma jest na tyle dobra, że jesteś w niej już tak długo.

GURU2piorunów

@Cori01

które robiły sobie melinę w domu seniora. Istniała czarna lista takich osób

Przypomniałem się taka akcja - mamy taką starszą panią 95 lat to jej trochę pomagamy, my i inni Sąsiedzi, bo jest sama z tym za granicą, przez jakiś czas pracowała dla niej Ukrainka która się opiekowała i mieszkała tam.

Brała za to 7000 netto. Kurna, niezły hajs i jeszcze na wynajmie mieszkania oszczędność.

GURU0piorunów

@Cori01 niewiele mi to mówi bo nie zdam stawek w Niemczech ale 7 koła na rękę w Warszawie to jest dobra kasa jeżeli mówimy o zwykłym pracowniku

Pokaż więcej komentarzy (11)