Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Cori01Osobistość

Dołączył/a:

  • 138 wpisów
  • 635 komentarzy
  • 16 obserwujących

Osobistość

w Dyskusje

67piorunów

NI TO WSPOMINKI

Odc: 1

Pomyślałam, że rozpocznę sobie nowy cykl krótkich historii z mojego życia. Początkowo chciałam go nazwać wspominki ze studiów, bo właśnie w tym okresie dzialy się w moim życiu najdziwniejsze rzeczy, ale myślę, że lepiej to uogólnić :smiley:

A więc czasem z uśmiechem okraszonym obrzydzeniem przypomina mi się sytuacja kiedy czytając książkę w pokoju w akademiku, nagle z korytarza zaczęły dobiegać odgłosy srogiego odruchu wymiotnego, a to że był to stary budynek z wysokimi sufitami, odgłos był spotęgowany echem odbiajacym się od pustych długich korytarzy.

Pierwsza myśl? Pewnie ktoś za dużo wypił i teraz oddaje to co w siebie wlał we wspólnej toalecie. Głos jednak się ciągle powtarzał, więc poszłam to sprawdzić. A o ścianę pod łazienką damską, opierała się pani sprzątaczka. Spytałam się jej czy wszystko w porządku. Ona wybuchła czymś w rodzaju krzyku frustracji, że ona tak dłużej nie może, że jak tak można taki syf zostawić pod prysznicem, że rzygac jej się od tego chce. Że ona nie będzie tego sprzątać.

Oczywiście musiałam to sprawdzić, nie wiem czy włosy mogą aż tak kogoś obrzydzać, ale tak widok był bardzo dziwny. Pod prysznicem był wręcz dywan z czarnych długich włosów, które później widziałam jeszcze nie raz choć już nie w takiej ilości. Domyślalam się do kogo one należały. Miałyśmy na piętrze taka dziewczyna co miała tak gęste włosy, że i jej włosy chyba miały włosy. Normalna osoba gubi może kępek włosów podczas mycia, a ona gubiła kilka garści a i tak nie było tego widać, żeby coś z jej głowy ubyło.

Jedynie co mogłam powiedzieć sprzątaczce, że jeżeli to ja obrzydza to niech nie sprząta bo za takie coś powinni jej płacić dodatkowo... Jednak za każdym razem jak sobie przypomnę ten widok to można by pomyśleć że chubaka się tam rozpuścił i zostawił po sobie tylko "sierść"

Gruba ryba16piorunów

Aaaa wróciłaś! Uwielbiam. Jeszcze nie czytałam, ale jestem tak podekscytowana, że musiałam się uzewnętrznić. ❤️❤️

Pokaż więcej komentarzy (13)

Osobistość

w Dyskusje

33piorunów

1211 + 1 = 1212

Tytuł: To nie jest kraj dla starych ludzi

Autor: Cormac McCarthy

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 324

Ocena: 8/10

Czy od zła da się uciec?

Chyba na to pytanie próbuje odpowiedzieć autor książki w powieści "To nie jest kraj dla starych ludzi", albo i nie? Może po prostu jest to dobrze napisana książka trochę sensacyjna, trochę refleksyjna. Ciężko w niej jest doszukać się jakieś większej filozofii, może w tym że główny złol tej powieści wydaje się być niezniszczalny, trochę jak takie zło które ciągnie się za nielegalnie zdobytymi pieniędzmi i od którego nie da się uciec i gdzie kolwiek by się taki ktoś nie udał, zawsze będzie musiał się oglądać za ramię, trochę jak historia Nacho z "better Call Soul".

O czym jednak by ta książka nie była, jest ona świetnie napisana, po przeczytaniu Drogi tego samego autora, utwierdziłam się tylko w tym jak bardzo podoba mi się jego styl pisania. Byłaby to książka 9/10 gdyby nie to, se końcówka(parę stron ok 10) wydaje mi się zupełnie zbędna, nic nie wnosi według mnie i nie wiem czy nie jest ona dodana na siłę.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

48piorunów

MOJ TATA TO JANUSZ BIZNESU....

Eh muszę się pożalić bo mi aż rynce opadają...

Bardzo szanuję mojego tatę za to, że jest niezwykle pracowity, ma 71 lat i dalej pracuje fizycznie jako rzeźbiarz i gdyby miał rękę do biznesu i słuchał się innych ludzi co mu życzą dobrze to bysmy żyli jak paczki w maśle, no ale...

Wracając do tematu, jak moja babcia zachorowała na Alzheimera to się przeprowadzila do nas, a jej mieszkanie wykupili moi rodzice za niestety oszukaną kwotę od Miasta, no po prostu ktoś ich naciągnął na hajs i zawyżył wartość mieszkania.

Byłam wtedy dość mała, ale razem z moimi siostrami i rodzicami, remontowaliśmy to mieszkanie w poniemieckiej kamienicy, nosiliśmy gruz, zdzieralismy stara farbę itp. Mam trochę do tego uraz bo jak na dziecko nie powinnam nosić takiego ciężaru, no całe wakacje prawie tak spędziłam.

Od tych już ponad 20 mój tata zajmuje się wynajmem tego mieszkania, a to, że są to warunki dość spartańskie to decydują się na nie ludzie zdesperowani.

Piec kaflowy i drugie piętro po stromych schodach - to w zasadzie największe wady, no i trzeba samemu sobie meble zorganizować xd co raczej kłóci się z wygodną przeprowadzką.

Mieszkanie jest dość duże i uważam, że ma za⁎⁎⁎⁎ście duży potencjał. Kamienica ma tylko dwóch lokatorów i do tego mieszkania jest przypisana połowa strychu, która śmiało można przerobić na cześć mieszkalną(konserwator dopuszcza zmianę dachu z płaskiego na trójkątny), czasem sama sobie lubię wyobrażam jak bym je przerobiła gdybym miała hajs. Jest też dostępna spora piwnica.

Plusem jest też to, że jest to centrum miasta i jakby się chciało zaangażować, to urząd daje dofinansowanie na naprawę elewacji, trzeba tylko najpierw wyłożyć hajs, a potem dostaje się zwrot.

No generalnie, dla kogoś kto lubi mieszkania w kamienicach to jest to fajna opcja do remontu od prawie zera.

Dałam mojemu tacie kiedyś propozycje, żeby sprzedał to mieszkanie, podzielił zysk ze sprzedaży na nas 3( nigdy nic od rodziców na start w życie nie dostaliśmy więc to byłby pierwszy raz), ja bym za swoją część miała na wkład własny na kawalerkę w mieście wojewódzkim, wynajelbym ja, a tyle ile on dostaje za czynsz od lokatorów, płaciłbym mu - czyli 1500 zł.

Powiedział tylko, że to dobra propozycja ale i ona umarła w zarodku...

Co wybrał mój tata? Wynajmowanie mieszkania patologii i ciągła walka z kosztami po ich wyprowadzce. Aktualnie już ma entego z rzędu lokatora, który nie płaci czynszu i tylko liczy że dług zostanie spłacony xd jednak apogeum patologi i jego naiwności sięgnęło zenitu, bo wynajął mieszkanie małżeństwu, któremu odebrano 5 dzieci za złe warunki mieszkania w poprzednim miejscu, więc wynajęli mieszkanie u mojego taty i zrobili sobie 6 dziecko xd

Dlaczego jest mi przykro?

A to dlatego, że mój tata nie widzi powodu dla którego miałby wspierać swoje dzieci finansowo. On dostał po rodzicach w młodym wieku mieszkanie, ktorego zysk podzielił ze swoimi braćmi i dzięki temu mógł wybudować dom w którym mieszkamy, co prawda kosztem tego, że jego rodzice młodo umarli. Moja mama dostała po swoich rodzicach możliwość wykupienia mieszkania od miasta. Więc jak dla mnie to i tak dużo. Jest mi zwyczajnie przykro, że dla rodziców robię bardzo dużo ( z ojcem całe dzieciństwo miałam chłodne relacje, ale teraz jest super) to mam wrażenie, że ojciec na mnie trochę patrzy jak Stary Boryna na swojego Antka, nie dostrzegając, że Antek nigdy by go nie wyrzucił na tułaczkę, ale tak sobie ubzdural i tak chyba mój ojciec myśli o swoich córkach.

Nawet doradzał się mnie jakiego lokatora wybrać i chodziłam z nim na castingu, ale co z tego jak jeden lepszy od drugiego xd w tym złym znaczeniu.

Eh może wy mi coś doradzicie bo nawet nie chodzi o to, że chciałabym już mieć możliwość kupienia czegoś swojego, ale o to, że mój ojciec nie nadaje się na landlorda i widzę jak przez swój brak wiedzy wpada tylko w większe problemy ze swoją upartością i jak dużo stresu w nim to generuje.

On twierdzi, że to mieszkanie będzie zyskiwać na wartości, no ale nie bardzo. Mieszkamy w małym mieście, dzietność spada, a kamienica wymaga dbania o nią żeby się nie rozpadła ... Nie mówiąc o tym że ci lokatorzy niszczą to mieszkanie...

Fenomen0piorunów

@Cori01 będę kolejnym który się czepia, ale kto powiedział że rodzice mają zapewnić coś "na start" swoim dzieciom? Przez co, w domyśle jest to jakieś mieszkanie czy coś w ten deseń.

Ja dostałem działkę rolną, małą, na razie (albo i a ogóle) niewiele wartą, ale w sumie tylko dlatego żebym jak mi się noga powinie mógł się ubezpieczyć jako rolnik w KRUS (jako bezrobotny w PUP nie mógłbym nigdzie dorabiać a muszę zarabiać z racji nieuleczalnej choroby). Niemniej uważam że spadek spadkiem, kiedyś tam, ale reszta - to moje życie. Rodzice dali mi dach nad głową, nakarmili, ubrali, do osiągnięcia pełnoletniości. Wysłali do dobrej szkoły. Co więcej - wspierali na studiach, bo studiowałem "dojeżdżając" lokalnie - choć marzył mi się UJ. Więc - to jest chyba wszystko co mogą zrobić w celu usamodzielnienia dziecka. Pomogli dając na prawo jazdy, na OC jak raz nie miałem, stare auto dostałem od taty na studia. Ale więcej? To nie ich rola.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Osobistość

w Dyskusje

38piorunów

JAK SIE TRZYMAJĄ WASZE WEWNĘTRZNE DZIECI?

przyjęło się w naszej kulturze to, że jak przekraczasz określony wiek to pewnych rzeczy już nie wypada "bo to dla dzieci". Przyznam, że czuję lekki ból kiedy widzę tyle ciekawych atrakcji, ale tylko przeznaczonych dla dzieci, albo oczekuje się, że będą tam tylko dzieci, choćby place zabaw - to dla dziecka, a ty dorosły, masz dorosłe zabawy, czyli głównie alkohol i narzekanie na ciulowa pracę.

Oczywiście generalizuje, ale myślę że coś poszło nie tak, że cieszenie się prostymi zabawami, wyglupami zostało wrzucone do jednego worka z niedojrzałością, czyli plakaniem jak ktoś ci zabawkę zabierze itp.

Sama zawsze staram się pielęgnować swoje wewnętrzne dziecko, ale nie jest to proste bo czuję ten wewnętrzny wstyd kiedy jaram się jakaś czynnością, która już " nie powinnam" się jarać. Na przykład będąc na basenie z krętej i fajnej ślizgawki korzystają tylko dzieci a jest ich mniej niż dorosłych, byłam jedyną osobą z dorosłych która ustawiała się do niej w kolejce. Pamiętam jak była tylko jedna ślizgawka rok temu, krótka i prosta, wraz z chłopakiem zapytaliśmy się ratownika czy dorośli też mogą korzystać 😅

Będąc na studiach często "przyjaciółka" nazywała mnie dziecinną, wtedy czułam z tego wstyd, aktualnie czuję dumę. Bo nie nie chodziło o to, że zachowywałam się "nie dojrzałe" wręcz przeciwnie, chodziło o to że mam dziecinne teksty i śmieje się z głupich rzeczy.

Uwielbiam też się bawić z dziećmi mojej siostry, oczywiście zmęczenie łapie mnie 3 razy szybciej niż je, ale cieszę się na samą myśl o zabawie z nimi. Ale czy zawsze tak było? No nie bardzo trochę jednak opinie innych ludzi mocno na mnie wpłynęły i bardzo długo dusiłam w sobie prawdziwe "ja" byle czasem ktoś nie nazwał mnie dziecinnym.

Korzystasz z atrakcji "dla dzieci"

  • Tak, z przyjemnością71% (114 głosów)
  • Tak, ale robię to dla dziecka6% (10 głosów)
  • Nie, nudzą mnie17% (27 głosów)
  • Nie, wstydzę się6% (9 głosów)

160 głosów

Debiutant1piorunów

@Cori01 dopiero uczę się słuchać i rozumieć moje wewnętrzne dziecko (terapia i te sprawy). Idzie mi coraz lepiej, ale dzięki Twojej ankiecie zdałam sobie sprawę, że moje dziecko (tak jak ja teraz) ma w sumie zespół Aspergera i nie wszystkie dziecięce rzeczy nas jarały. Bawić się z innymi dziećmi? Eee, nie, dorośli są spokojniejsi, ciekawsi, używają trudnych słów. Leniwy dziecięcy ślimaczek-zjeżdżalnia na basenie? Eee, a jest coś poziom medium/hard, tak dla dorosłych, nie wiem, np. killer speed, albo black mamba pierdyliard kilometrów na h? LEGO? Tylko technic i w ciul dużo elementów. Asperger powodował już w dzieciństwie "sporą dorosłość" i dzisiaj szukam raczej tego czego nie mogłam mieć w dzieciństwie - dużej dawki spokoju i regeneracji, rozległej kolekcji mazaków w stojaku (dla samej satysfakcji patrzenia na nie), czy wejścia do sklepu z żelkami i kupienia całego worka wszystkich typów(!) kwaśnych jakie mają na stanie. I ułożenia koszulek w szafie odcieniami 😅

Gruba ryba1piorunów

Wszystko można jeśli masz wystarczająco wyjebane :D
Ludzie gadać będą zawsze, więc po co się ograniczać ;) zwłaszcza, że większości tych ludzi i tak nigdy więcej na oczy nie zobaczysz :p

Pokaż więcej komentarzy (31)

Osobistość

w Dyskusje

21piorunów

MUZYKA POKIEROWAŁA MYM ŻYCIEM

Mogłabym wiele powiedzieć na temat tego jak ważnym elementem sztuki jest właśnie Muzyka. Zresztą kto tego nie wie? Szkoda strzepic ryja na truizmy 😛

Jednak jak popatrze na swoje życiowe decyzje tak z boku, to wiele z nich było pokierownych właśnie moim gustem muzycznym. Ba kiedyś nawet uznawałam, że jak ktoś ma ten sam gust muzyczny to jest moją bratnia duszą, a jak jest to chłopak to już sobie wyobrażalam z nim wspólne wspaniałe życie😅 Cóż te predykcje były równie mylne jak nadzieję głównego bohatera filmu "500 Days of Summer"

Jednak najważniejszą decyzją jaką podjęłam to nauka niemieckiego - dlaczego? Poniekąd dlatego, że chciałam znać jakiś jeszcze język prócz angielskiego, którego nie za bardzo lubie, jednak głównym czynnikiem była właśnie Muzyka, będąc na Erasmusie w Niemczech zakochałam się w niemieckiej muzyce i właśnie pchnęło mnie do tego żeby dać się pochłonąć nauce tego języka, aktualnie dzięki temu mam pracę, która lubię i szczerze byłoby mi ciężko gdybym tylko opierała się na swoim wykształceniu.

Zresztą jak wiele ludzi zaczęło uczyć się jakiegoś języka bo spodobała mu się muzyką z nim tworzona to pewnie nie da się zliczyć :smiley:

Patrząc wstecz, myślę że było trochę więcej tych decyzji podyktowanych muzyką :smiley:

Also als ich Kind war...

https://youtu.be/1jH7va1QBec?is=xOHpKW5gvLDSOU8o

Osobistość

w Dyskusje

18piorunów

SHEEP

Jest to właśnie ta gra do której mam największy sentyment. Grałam w nią za dzieciaka jak miałam ok 10 lat potem po paru latach ja sobie odswiezylam i gra znów sprawiła mi mnóstwo radości.

Polega ona na zaganianiu owiec przez różne tory przeszkód na różnych planszach. Są 4 rasy owieczek i każda z ras zachowuje się inaczej, owieczki giną na różne sposoby, czasem same gdzieś idą wciągnięte w wir zabawy (plansza disco).

Ktoś kto tworzył tą grę musiał mieć dość specyficzne poczucie humoru, ciekawa jestem czy kiedyś powstanie remake tej gry bo jest świetna.

Osobistość

w Dyskusje

68piorunów

Part 18 - pracownik HR w niemieckim korpo

2021

No i doszło do finału mojej serii "bez pracy nie ma kołaczy". W obecnej pracy jestem już zatrudnienia od niecałych 5 lat. A więc to na co można zwrócić najbardziej uwagę, że jest to moje dotychczasowe najdłuższe zatrudnienie jakie miałam do tej pory.

Mam taki charakter, że jeżeli wiem że mogę coś zmienić na lepsze staram się to zrobić i tak też było z poprzednimi pracami, w których psychicznie i mentalnie bardzo się męczyłam i wiedziałam, że jak czegoś z tym nie zrobię i tego nie zmienię to długo tak niepociagne. Jak wspominałam w swoich wpisach, bywalo różnie były też tam miejsca pracy które lubiłam, ale na przykład nie były rozwojowe, albo wypłata była głodowa, a to sprawiało że żyłam w ciągłym stresie i wiecznymi dylematami czy odżywiać się zdrowo albo czy wizyta u dentysty może jeszcze poczekać.

Obecna pracę dostałam jakby nie patrzeć fartem. Był to moment w którym był dość duży boom na zatrudnienia, a mnie się nie spieszyło ze znaleziem "byle czego" żeby przetrwać. Wynikało to z tego, że mimo że rodzice nigdy nie dali mi jakiegoś zastrzyku gotówki na start w życie, to też nigdy nie chcieli ode mnie pieniędzy za mieszkanie u nich, zresztą rozumieli moja sytuacje byłam poważnie chora i wiedzieli że robię wszystko żeby wyzdrowieć.

Rozmowę miałam przed poważna operacja, która nie była pewnikiem że mi się polepszy ale było to coś w co chciałam wierzyć, dzięki temu że cała moją uwagę przejęła operacja, nie stresowałam się rozmowami o pracę i chyba też dobrze na nich wypadłam. Na tamten moment miałam dwie oferty, które były za tą samą stawkę i w tej samej dziedzinie, wybrałam ta która oferowała szkolenie zdalne.

Nagle zaczęłam zarabiać dwa/ trzy razy więcej niż w poprzednich pracach i na dodatek nie musiałam marnować czasu na dojazdy do pracy co do dziś odczuwam jako bardzo duży benefit bo same dojazdu często zabierały mi dwie godziny z życia dziennie.

Dzięki tej pracy odżylam, oczywiście początek był dla mnie bardzo trudny, w dalszym ciągu muszę się douczać niemieckiego, który jeszcze 5 lat temu był dużo gorszy niż obecnie, ale wydaje mi się, że cała reszta idzie mi całkiem nieźle.

No i w końcu ktoś mnie docenił, często jestem chwalona w pracy choć sama uważam o sobie że popełniam dużo błędów (ale kto ich nie robi?), lubię robić w pracy dodatkowe rzeczy, usprawnienia, uczuć się nowych procesów czy programów. Jest nawet parę rzeczy, dzięki którym jestem na prawdę z siebie dumna.

Mam fajnych ludzi w drużynie. Przełożona to jakiś ewenement wyrozumiałości i zdrowego podejścia do pracy.

Czy są jakieś konflikty? Pewnie, ale są rozwiązywane w normalny sposób. Oczywiście same korpo jest po prostu korpo i jest tam pełno typowych mechanizmów dla tego typu miejsc pracy, ale z mojej perspektywy na pewno nie nazwałbym tego toksycznym kołchozem, jest wiele rzeczy, które można by naprawić ale też uważam, że jest to miejsce, które jest wielkim krokiem w kierunku zdrowego traktowania pracowników.

Czasami zadaje sobie pytanie czy moj pozytywny odbiór jest taki, a nie inny tylko dlatego, że wcześniej miałam duże gorsze środowiska pracy i mam tak duży kontrast, że po prostu doceniam go z wdzięcznością. Pewnie tak, bo inaczej ludzie nigdy by nie odchodzili z tej korporacji, a tak nie jest, choć myślę że statystki są w normie pod tym względem.

Cóż nie wiem czy się starzeje czy po prostu jestem wygodna, ale nigdy nie sądziłam że polubie siedzenie za biurkiem i klepanie dokumentów i rozwiązywanie problemów z czymś co poszło nie tak jak powinno, ale na prawdę to polubiłam, może też dlatego że moje obowiązki nie są jednorodne, nie muszę codziennie robić tego samego przez co mój umysł tak szybko się nie męczy i ciągle ma dostarczane jakieś "atrakcje".

No pewno na komfort pracy wpływa to że moje biuro to mój dom. Oczywiście bywam w biurze przynajmniej raz w miesiącu i lubię tam od czasu do czasu przyjechać ale wiem też, że gdybym pracowała w nim na codzien to mój umysł po pracy byłby jak wyciśnięta cytryna, za dużo ludzi i niechęć do open space chyba nigdy mi nie minie i też nie rozumiem tego zabiegu bo nie znam nikogo kto czuje się komfortowo w przestrzeni gdzie wszędzie ktoś coś gada i bez słuchawek ciężko jest się skupić.

Jedyne co mi obecnie przeszkadza to fakt, że wypłata nie pokrywa moich potrzeb i to że jak ktoś chce podwyżkę to musi zmienić pracę, mam wrażenie, że jest to niepisana umowa między korporacjami żeby był jakiś przepływ zasobu ludzkiego, bo serio nie rozumiem tego że korpo woli zatrudnić kogoś nowego (kto nie wiadomo jaki się okaże) za wyższą stawkę niż dać podwyżkę obecnemu pracownikowi. Pewnie tabelki które to kalkulują dają na to odpowiedź ale z mojego punktu widzenia jest to dziwne.

Podsumowując: każdemu życzę tego, żeby po prostu mógł szczerze powiedzieć o swojej pracy "lubię ją"

Fanatyk8piorunów

@Cori01 - najwyższą podwyżkę w życiu dostałem w obrębie jednej firmy bez jakiejś dużej zmiany stanowiska - ale było to rok przed tym jak zamieniła się w korpo - później max co udało się dostać w tej firmie to niecałe 5%.

Każde korpo (a u mnie było ich do tej pory kilka) neniestety nie rozpieszcza podwyżkami - jak się uda dostać 3% to święto - jedyna nadzieja w awansach :face_exhaling:

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Dyskusje

41piorunów

OSTATNI ODDECH DOBREGO WILKA - czyli o czym jest serial Better Call Saul

Długo się zbierałam do obejrzenia serialu o najgorszym - najlepszym prawniku w stanach. Jakaś ciężko mi było sobie wyobrazić że ten serial dorównał by Breaking Bad, no i dorównał... A być może nawet go przebił?

Co świadczy o tym, że sztuka jest dobra? To że zostaje z tobą na dłużej i tak właśnie jest w tym przypadku. Breaking Bad opowiada historię człowieka, który całkowicie łamie swoje dotychczasowe zasady moralne i prostolinijny charakter w imię pokusy jaką właśnie było bycie tym który puka 😉

Better Call Soul nie odbiega od motywu przewodniego jakim jest proces moralnej degradacji, opowiada jednak zupełnie inne drogę wyboru ciemniej strony mocy. Każdy z POV, którego poznajemy w tym serialu, ma w sobie te dwa wilki i właśnie ich bitwę oglądamy na ekranie.

Saul od dziecka przejawiał burzliwą walkę moralności. Nie był zły, ale na pewno też nie był dobry. Kochał to co robił, kochał się bawić rzeczywistością, układając domino z ludzkich słabości i ciesząc się za każdym razem jak przewraca się jednak kostka za druga. Dokładnie wg zbudowanego wzoru.

Nie tylko Saul musi dźwigać na swoich barkach walkę między tym dobrym i złym "ja". W tej historii chyba najbardziej polubiłam postać, która jest równie sztampowa jak wzruszająca czyli - Nacho. Dobrego złego, który nie mógł udźwignąć ciężaru brutalności jaki serwowała mu praca dla bosa narkotykowowego. Cały czas mu kibicowałam, ale było to dość oczywiste, że nie ważne jak bardzo by się starał od tego uciec, tym bardziej oddalał się od upragnionej wolności. Kto raz wchodzi do kartelu już z niego nigdy nie wychodzi i o tym zawsze trzeba pamiętać "drogie dzieci".

Cóż scena, w której Nacho wyznaje swoje "grzechy" była jedna z najlepszych monologów jakie widziałam, nie chodzi o to co mówił, ale to jakaś reakcje wywołał u swojego największego wroga. Coz aktor grający Hektora Salamanke powinien za to dostać całą wiązankę nagród.

Mamy też, postać Mikea, który podobnie jak Soul jest złym dobrym. Zło już dawno wygrało w jego sercu, dając od czasu do czasu przebłysk dobra i względnej moralności, który w sumie stanowił już tylko cień tego kim był dawniej i nie szkodziła jego złemu "ja" bo gdyby tak było ten zły już dawno by go stlamsil. Postać dla której już nie ma jakiej kolwiek nadzieji na to żeby kiedykolwiek wrócić na dobrą stronę.

No i postać Kim, jedynego dobrego kierunkowskazu Saula, ale czy słuchał się on wskazówek? Historia kobiety, która zakochuje się w kimś kto wyzwala w niej do walki tego złego wilka, im więcej przebywa z Soulem tym silniejszy staje się ten zły, jednak do czasu ... Czasami sytuacja do której doprowadza chęć czynienia zła sprawia, że dobry wilk wygrywa walkoverem. Wyrzuty sumienia nie pozwalają już zrobić cokolwiek co przypomina o konsekwencjach do jakich się dopuściło i to właśnie spotyka Kim. Z silnej kobiety, która stała się kimś od zera, zostaje jedynie wrak człowieka, który bez swojego złego wilka jest zupełnie kimś innym, taka skorupką bez wnętrza, ale w przeciwieństwie do Mikea nie jest to przegrany przypadek, który nie jest w stanie wrócić do zlotej równowagi

Ostatnie tchnienie dobrego wilka, możemy zobaczyć kiedy to Saul na swoim "sądzie ostatecznym" wyznaje swoje grzechy, ale nie z poczucia winy czy chęci odkupienia swoich grzechów, a dla jedynej miłości jaką w życiu miał i jedyna osobę, dzięki której jego dobry wilk mial jakąkolwiek szansę wygrać. Swoim ostatnim tchnieniem ratuje sumienie kobiety, która jeszcze może wnieść do społeczeństwa odrobinę dobra, pomoc coś zmienić na lepsze, poświęcając siebie tak jak i Nacho postanowił zrobić, a to największa ofiarą jaka człowiek może zrobić, oddać siebie dla dobra drugiego człowieka.

Podsumowując jest to serial, który na pewno zachęca do przemyślenia tego jakiego wielką chcemy karmić i to jakie konsekwencje moze nieść za sobą chęć zabawy losem innych ludzi. Bardzo polecam!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

46piorunów

Part 17 - praca jako pośrednik pracy dla opiekunów seniorów w Niemczech

Rok 2020

Zanim dostałam tą pracę to miałam dość długa przerwę zawodową ze względu na złamanie, ale to też sprawiło, że mogłam się bardziej skupić na nauce niemieckiego i w tym kierunku szukać zatrudnienia.

Nie ukrywam, praca znalazła się w zasadzie od zaraz. Nie było to może moje spełnienie marzeń ale był to pierwszy krok do przebranżowienia się. Na rozmowie o pracę powiedziałam o swoich wymaganiach finansowych, w odpowiedzi dostałam, że na razie mogę dostać najniższą krajową plus premie za podpisane umowy, a po okresie próbnym pogadamy jeszcze raz o wypłacie. Uznałam to jako typowa zagrywkę, bo wiem jak jest obiecywanie nie jest rozsądnym wyjściem dla pracodawcy, ale też kierowniczka mówiła, że nie będę niezadowolona czy coś w tym stylu.

Praca była dość schematyczna. Dostawaliśmy listę kontaktów do osób, które wyraziły chęć pracy w Niemczech jako opiekun seniorów, a ja i kilka dziewczyn z mojego działu szukaliśmy na zasadzie call center pracownikow. Było to dość nużące bo ogólnie praca na słuchawce cały dzień dość mocno obciąża zmysły. Ale jak już ktoś odbierał telefon to były to miłe osoby i też zainteresowane pracą więc nie było tam nachalnego wciskania ludziom tego czego nie chcą.

Z plusów miałam tam bardzo fajny zespół, dziewczyny z którymi pracowałam były w moim wieku i bardzo szybko złapaliśmy nic porozumienia. Dużo sobie żartowaliśmy między sobą, a to bardzo umilalo dłużące się godziny pracy. Była co prawda jedna laska o "grumphy" charakterze ale nie była, żadna konfiturą ani nic z tych rzeczy, taki trochę charakter Stanleya z The Office.

Bardzo dużo mnie nauczyła ta praca jeżeli chodzi o pracę z ludźmi, nawiązywanie kontaktów i ogarnianie Dokumentacji, dlatego mimo niskiej płacy przynajmniej cieszę się z tego, że czegoś się tam nauczyłam no i mogłam też popracować z niemieckim. Ale na dłuższą metę praca tam była totalnie głodowa, premie zależały bardziej od szczęścia niż od umiejętności i było to bardzo widać po wynikach, pracownicy z doświadczeniem nie byli na jej szczycie, a była to bardziej loteria.

Poznałam też trochę ten rynek pracy. Nie jest to dziwne, że zgłaszały się do nas osoby, które słabo znały język niemiecki i nie miały kontaktów w Niemczech. Normalnie jak już ktoś sobie radził u naszego sąsiada to nie korzystał z pośredników. No, a każda rodzina niemiecka zawsze chciała na opiekuna kogoś kto zna niemiecki, a my też za taką osobę dostawaliśmy najwięcej prowizji.

Przykro mi się robiło, że do pracy były chętne osoby, ale musieliśmy im odmawiać, ze względu na brak znajomości języka nawet w takiej formie podstawowej. Były nawet takie sytuacje, że jak przeprowadzałam rozmowę rekrutacyjną po niemiecku to słyszałam w słuchawce telefonu w tle jak druga osoba podpowiada mojemu rozmówcy co ma mi odpowiadać, no cóż nie mogłam udawać, że tego nie słyszę 😅

Z drugiej strony też rozumiem rodziny, które martwiły się o najbliższych więc nie chciały ryzykować oddania pod opiekę komuś kto nic nie jest w stanie zrozumieć po niemiecku.

Była nawet dość "zabawna" konsekwencja tego, że do pracy pojechała opiekunka bez znajomości języka(robiliśmy wyjątki jak rodzina niemiecka wyrażała na to zgodę z braku innej opcji). Opiekunka zamiast posmarować twarz seniorce kremem do twarzy, użyła kremu na hemoroidy. Staruszka skończyła z podrażnioną mocno twarzą, podobno była cała czerwona, a opiekunka została natychmiast oddelegowana z pracy.

Dużo też było niestety przypadków, że do pracy jechały osoby, które robiły sobie melinę w domu seniora. Istniała czarna lista takich osób, która była wymieniana z innymi firmami córkami (a było ich sporo). No ale i tak ciągle trafiały się nowe kwiatki.

Generalnie bardzo podziwiam osoby, które zawodowo się zajmują osobami starszymi bądź niedołężnymi, z historii które się nasłuchałam o dźwigania czy braku szacunku to uważam, że jest to bardzo niedoceniany zawód. No ale żeby nie było opiekunki też potrafią być chamskie wobec ludzi, którzy na to nie zasłużyli. Najfajniejsze było to że była masa Par opiekun-senior, którzy się uwielbiali i nie chcieli żadnych zmian i współpracowali ze sobą latami :smiley:

Z minusów w tej pracy było to, że uważam że zarządzanie było bardzo drewniane i przedpotowe xd bardzo lubiłam swoją bezposrednia przełożoną i pomimo posiadania pod sobą swojej przyjaciółki, nie traktowała jej lepiej od innych. Była bardzo sprawiedliwa i obowiązkowa. No niestety minusem było to, że się trzymała zasad, które kompletnie nie wpływały na produktywnosc pracowników, a raczej tylko ich demotywowalo. Czyli na przykład, spóźniasz się raz na ruski rok 5 minut, to zostań 5 minut dłużej, co tam, że nic w tym czasie więcej nie zrobisz bo nie podpiszesz umowy, ani nie porozmawiasz z nikim, ale siedz i udawaj, że pracujesz xd

Kolejny, że też nigdy nie było wiadomo, kiedy się skończy pracę, mógł zadzwonić ktoś 5 minut przed końcem pracy i podpisać umowę co trwało ok 40 minut czasem nawet więcej i trzeba było siedziec, a potem można było to odebrać, ale tylko do końca tygodnia xd bardzo mnie to stresowało, ponieważ jak nie wyszłam o czasie to nie miałam już szans zdążyć na autobus, który jeszcze ominie korki, a kolejne już stały w korkach ponad godzinę...

Nielogiczne było też to, że dziennie trzeba było wykonać X połączeń, nie ważne, że nieefektywnych ważne żeby dzwonić. Jak dostawałam opieprz za mała ilość połączeń ( co z tego, że była na górze tabeli wyników z podpisanymi umowami), jeżeli nie wykonałam X połączeń. To w końcu liczy się ilość czy jakość?

Nie wiem jak teraz radzi sobie ta firma, ale za moich czasów dobrze, traktowała swoich opiekunów i robiła bardzo dużo, żeby dać im poczucie bezpieczeństwa, więc jakbym miała jak polecać to raczej bym poleciła dla kogoś chętnego do pracy z dziadkami, ale no to na tamte czasy, kompletnie nie wiem jak jest teraz.

Z takich ciekawostek to zabawnie się patrzyło na laskę, która usilnie próbowała nawiązać romans z jedynym typem w jej zespole, który na dodatek był 2 metrowym czadem. Była mężatka i miała dzieci, ale co się nasłuchalo o plotkach na wyjazdach integracyjnych to tylko potwierdza statystyki, że najwięcej zdrad jest między ludźmi z pracy. Jednym z jej sposobów podrywu było przychodzenie do pracy z dekoltem po sam pępek xd miała czym oddychać więc nawet ja "zerkalam" bo ciężko było tego uniknąć skoro były one "gigantyczne" xd

No i największy minus był taki, że na rozmowie o przedłużenie umowy, dostałam tylko 200 zł podwyżki xd było to dla mnie tyle co nic i w tamtym momencie ruszyłam z wysyłaniem CV, a rozmowy wstępne przeprowadzałam w toalecie ówczesnej pracy, czułam się poniekąd oszukana bo podwyżka miała być w teorii o 1k więcej.

Niestety również w trakcie tej pracy pojawiły mi się poważne problemy zdrowotne, musiałam zrezygnować z pracy i wrócić do domu rodzinnego. I dzięki naszej kochanej służbie zdrowia, wydawałam wszystkie oszczędności na diagnostykę, ale koniec końców po roku udało się znaleźć przyczynę. Choroba mnie psychicznie wyczerpała ale dała coś jeszcze, wyjebke na to czy znajdę lepszą pracę czy nie. Robiłam swoje kształciłam się o ile mi pozwało na to zdrowie i wysyłałam CV jak już mi się poprawiło. Był to okres który był istnym szaleństwem jeżeli chodzi o ilość ofert. Telefon dzwonił do mnie co chwilę, więc mogłam sobie przebierać w pracach i wybrzydzać. Ostatecznie wybrałam to miejsce pracy w którym jestem obecnie już od prawie 5 lat. Opiszę ta pracę w kolejnym poście, który jak na razie będzie ostatnim z tego cyklu.

Myślę o dodanie kolejnego cyklu czyli opis życia na wynajmie, ze współlokatorami. Mieszkałam w naprawę wielu mieszkaniach i z naprawdę różnymi ludźmi, więc byłby to też opis warunków i może zaciekawi to kogoś kto szuka mieszkania, ale nie ma porównania i wiedzy jakie są mankamenty mieszkań we mieście wojewódzkim.

Gruba ryba11piorunów

@Cori01

Myślę o dodanie kolejnego cyklu czyli opis życia na wynajmie, ze współlokatorami. Mieszkałam w naprawę wielu mieszkaniach i z naprawdę różnymi ludźmi, więc byłby to też opis warunków i może zaciekawi to kogoś kto szuka mieszkania, ale nie ma porównania i wiedzy jakie są mankamenty mieszkań we mieście wojewódzkim.

Koniecznie!

Świetnie się czyta Twoje teksty i zasmuciłem się, a jednocześnie ucieszyłem, że nie opiszesz więcej prac, ponieważ obecna firma jest na tyle dobra, że jesteś w niej już tak długo.

GURU2piorunów

@Cori01

które robiły sobie melinę w domu seniora. Istniała czarna lista takich osób

Przypomniałem się taka akcja - mamy taką starszą panią 95 lat to jej trochę pomagamy, my i inni Sąsiedzi, bo jest sama z tym za granicą, przez jakiś czas pracowała dla niej Ukrainka która się opiekowała i mieszkała tam.

Brała za to 7000 netto. Kurna, niezły hajs i jeszcze na wynajmie mieszkania oszczędność.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Dyskusje

49piorunów

OBSESJA - historia friendzona

Ostatnio glosnio jest o tym filmie i wcale mnie to nie dziwi. Ludzie lubią filmy, nie tylko te, które są dobrze zrobione i poprawne pod względem estetycznym ale również te które zadają trudne pytania.

Uważam, że ten film zadaje kilka takich pytań, ale najbardziej ten, który porusza wszystkich jest pytanie "czy można zmusić kogoś do miłości?".

Zawsze miałam pewien rodzaj niechęci, szczególnie do koleżanek, które rozkochiwaly w sobie chłopaków, dla czystej zabawy, nie widząc w tym żadnych konsekwencji.

W tym filmie jest podobnie. Niki ma świadomość tego, że Bear jest w niej zakochany, ale nazywa to Friendzonem i nic więcej z tym nie robi. Wysyła mu sprzeczne sygnały, które doprowadzają go do pewnego rodzaju obsesji i niedoscignionego wyobrażenia o jej osobie, jako ideału, który tylko istnieje w jego głowie.

Każdy chyba widział takie relacje, albo sam je doświadczył. Nie mówię o takich w których ktoś otwarcie mówił "nic z tego nie będzie, lubię cię tylko jako przyjaciela", a ta osoba dalej brnie w swoje uczucia bo wtedy ma już świadomość swojej sytuacji i robi to na własną odpowiedzialność. Mówię o takich, gdzie ktoś czerpie korzyści z tego, że trzyma kogoś w wiecznym zauroczeniu i nie pozwala się poznać, nie daje siebie, trzyma na bezpieczny dystans tak, żeby właśnie ciągle komuś robić złudną nadzieję.

Najczęściej takie przypadki dotyczą nastolatków i właśnie w takich latach dostrzegałam tego typu relacje. Wtedy jeszcze dzieci uczą się uczuć i odpowiedzialności. W tym przypadku mamy młodych dorosłych i dwójkę znajomych, którzy właśnie tkwią w takim zawieszeniu.

Pytanie kto jest winny? Koles który wpadł w obsesję na punkcie, kogoś kogo tak naprawdę dobrze nie znał czy dziewczyny, która miała świadomość uczuć swojego przyjaciela, ale nie stawiała wyraźniej granicy?

Dlatego ten film jest na tyle głośny bo właśnie odpowiedź na to pytanie nie jest prosta i ciężko przyjąć czyjąś stronę.

Osobistość7piorunów

@Cori01 Zacząłem oglądać ten film, ale tak mnie zmęczył że przerwałem. Może do niego wrócę. Jak coś to skończyłem na imprezie u tego jego kumpla.

Ale ja mam trochę inną interpretacje wydarzeń w tym filmie. Nikki sama żywiła uczucia do Beara, ale bała ujawniała się z nimi i wysyłała sygnały:

* rozmowa w samochodzie o pragnieniu przeżycia miłości,

* wspomnienie że tylko on nie jest totalnym debilem i może z nim porozmawiać o wszystkim,

* dopytywanie o jego uczucia wobec ich wspólnej koleżanki (jakby nie chciała wchodzić między nich),

* mówienie że gdyby ona się w kimś podkochiwała to nie dała by po sobie poznać,

* i wszystko w atmosferze tego że ona niedługo wyjedzie (to akurat trochę toksyczne zmuszanie go do czegoś pod presją czasu).

A na sam koniec kiedy powyższe nie odniosły efektu to zapytała go wprost i dodając że to naprawdę dobry moment żeby coś powiedział. To wszystko spowodowało że moim zdaniem Nikki też żywiła wobec niego uczucie, ale szukała jakiegoś potwierdzenie u niego, albo chciała żeby on wykonał pierwszy krok i jej to powiedział.

Wydawało mi się że właśnie to miała być siła tego filmu, że w sumie oboje mieli to co chcieli na wyciągnięcie reki, ale jedna decyzja głównego bohatera przerodziła to w koszmar.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Osobistość

w Hydepark

18piorunów

Ciekawostka ubraniowa

Bawi mnie jeden fakt, jeżeli chodzi o sieciowki odzieżowe, że ubrania męskie są dużo lepszej jakości niż damskie. Byłam dzisiaj w sklepie z odzieżą sportową, bardzo zależało mi na zwykłych czarnych spodniach dresowych. Oczywiście jeżeli chodzi o codzienne ubranie patrzę zawsze na skład i damskie spodnie tego typu maialy skład: 63 bawełna, reszta poliester. Identyczne spodnie tylko z męską rozmiarówka 100 bawełna xd. Kupiłam męskie są, które są jak damskie M bo inaczej ciężko o dobry skład w damskim dziale.

Bawi mnie ta zagrywka która ma zachęcać kobiety do częstszego kupowania bo ubrania z mieszanek tkanin szybciej się niszcza...

esie

Gruba ryba3piorunów

@Cori01 w przyrodzie nic nie ginie, najwygodniejsze japonki jakie kiedykolwiek sobie kupilem po roku - gdy szukalem identycznych - okazaly się być damskimi, jedynie ze w rozmiarze na babsztyla xD

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Hydepark

99piorunów

Part 16 - praca w laboratorium diagnostycznym

2019

Idąc na studia Mikrobiologiczne wiedziałam, że po tym kierunku będzie bardzo ciężko dostać praca w zawodzie no ale byłam młoda i naiwna i myślałam że ja sobie sam radę. Pierwsza taka pracę dostałam przez polecenie mojej znajomej do labu w którym już pracowało kilka osób z moich studiów.

One jednak pracowały w dziale do których były studia potrzebne ja trafiłam na dział, przyjęć materialow biologicznych do badań. Nazwałbym to takim hubem w którym rozdzieliliśmy materialy do odpowiednich działów, a probówki, które tego wymagały przygotowywaliśmy pod odpowiednie badania i wprowadzaliśmy je do systemu. No i to w zasadzie tyle jeżeli chodzi o obowiązki.

Do tej pory jestem w szoku że na takie stanowisko wymagali ludzi z odpowiednim wykształceniem, a praca była zbliżona do pracy w Amazonie i rozdzielni paczek, jedynie bardziej odpowiedzialna i niebezpieczna, dzięki czemu była odpowiednio wynagradzana najniższą krajową xd

Nie będę ukrywać niecierpialam tej pracy i w tamtym momencie również wysyłałam CV żeby tylko się stamtąd wyrwać, ale na tamten moment jeszcze liczyłam na pracę w zawodzie więc ofert było tyle co kot napłakał. Codziennie też jadąc do tej pracy uczyłam się niemieckiego z nadzieją, że uda mi się prace znaleźć u sąsiada no i też lubiłam ten język więc nie było to dla mnie jakieś wyrzeczenie. Też w wolnej chwili w pracy, których było tyle co nic zaglądałam do kieszeni gdzie trzymałam fiszki i sobie w tej monotonnej charówce powtarzałam słówka w głowie.

Zacznę może od plusów, z nimi szybko się uwine. Pracowałam wtedy na zleceniowce dzięki czemu mogłam sobie dobierać godziny pracy do zajęć na studiach. No i w zasadzie to koniec plusów.

Minusów była cała masa. Najbardziej irytował mnie hałas wirówek i separatorów probówek. Głowa od tego bolała za każdym razem jak kończyłam zmianę. Uważam, że ilość decybeli przekraczała dopuszczalna normę, bez ochrony słuchu, no ale kto tam się będzie BHP przejmował. Dowodem na to było to, że kierowniczka mimo młodego wieku była już przygłucha jak i inne osoby pracujące tam od lat.

Kolejna sprawa to nigdy nie wiesz o której wyjdziesz xd ilość probówek była zdecydowanie za duża jak na ten lab i często trzeba było siedziec po godzinach. Zwłaszcza jak parę minut przed końcem przychodziło kilka skrzynek z probówkami bo korki na mieście i kurier nie dojechał na czas.

Ludzie tam to była jakaś masakra, a przynajmniej mój dział. W sensie mogło być gorzej, ale to było środowisko w które kompletnie nie potrafiłam się dopasować i też czułam że mnie ci ludzie nie lubią jak każda nową osobę co było widać jak w trakcie zatrudnili jeszcze stażystki to też były gorzej traktowane. Był jeden typ, który ciągle miał minę pełną wkurwu, powiedziałam mu kiedyś, że rezygnuje z zawodu bo jeżeli tak ma wyglądać moja praca resztę życia to już wolę próbować czegoś innego. On powiedział, że lubi pracę w labie i się stara dostać gdzie indziej i do innego miasta ale ciągle słyszy odmowy lub brak ofert, a ma masę kursów pokonczonych... Z jednej strony mogła odstraszac jego aparycja, a z drugiej tak po prostu wygląda rynek pracy dla chemików / biologów.

Raz też byłam w szoku jak jedna z dziewczyn powiedziała, że pracuje tam 5 lat i lubi tą pracę. Ciężko mi do tej pory jest zrozumieć jak można lubić stać na nogach cały dzień i wkładać probówki do wirówki 8 godzin dziennie.

Przysługiwała nam też 20 minutowa przerwa, z której czasem ciężko było skorzystać bo nie można było iść na przerwę jak było dużo roboty, a ciągle było dużo roboty. Najbardziej mnie ubodło jak poszłam na przerwę właśnie w momencie przestoju kiedy nie było czego wkładać do wirówki. Jem sobie spokojnie kanapkę a tu nagle przychodzi jedna laska i się na mnie drze, że czemu ja jestem na przerwie jak jest dużo pracy, ja do niej, że mam jeszcze 10 minut i mam to gdzieś czy jest dużo pracy. Potem mnie przeprosiła ale to już dla mnie dużo mówiło o jej osobie i podejście pracowników do tego kołchozu, sami siebie pozwalali tak przeciążać obowiązkami.

Z personelu najbardziej obrzydzała mnie szefowa całego labu, która parzyła na ludzi jak na gówno, czasami szanowana Pani nawet nie raczyła odpowiedzieć dzień dobry, więc też przestałam się z nią widać.

Opus magnum absurdu tej pracy był moment w którym kierowniczce całego piętra zgłosiłam brak przestrzegania BHP i czy dałoby radę zrobić coś z tym, żeby pielęgniarki nie zszywaly probówek w foliowych opakowaniach dodatkowo metalowymi zszywkami, które raniły nas podczas ich odpakowywania. Można było użyć innych woreczków albo taśmy klejącej żeby się probówki niemieszaly. Te zgłoszenie zrobiłam w momencie gdy sama po raz pierwszy mocno się nimi skaleczyłam widząc obok probówki z napisem HIV. Oczywiście to chodziło o sam test ale raczej nie robi się go profilaktycznie... I było duże prawdopodobieństwo, że jest to probówka z wirusem.

Kierowniczka działowa się tym przejęła, a przynajmniej wyglądała na osobę która pierwszy raz o tym słyszy. Jednak okazało się że na mnie nakablowala do mojej bezpośredniej przełożonej, która jak wróciła z urlopu powiedziała mi że z takimi sprawami mam przychodzić do niej. Podsumowała, to tylko tym że i tak tego nie zmienią bo od taśmy klejącej rękawiczki się częściej rwą i psują xd także powodzenia...

Z tego co też zauważyłam w dziale badań histopatologicznych, babki codziennie siedziały w oparach formaldehydu bez wyciągów czy maseczek ochronnych więc raczej średnio się tam przejmowano zdrowiem pracowników jak wszędzie w kołchozach zresztą....

Czasami ludzie się zastanawiają czy takie labu są rzetelne, na moje oko tak. Mimo dużej ilości materiałów do badań, to maszyny wszystko prawie wykonywały (oprócz morfologii i histologii ale może to się już zmieniło ) wystarczy włożyć probówkę do maszyny i już się miało wynik, a jak wychodził dziwnie wysoki lub niski to kalibrowano maszyne. Bardzo dbano też o małe probówki z krwią niemowlaków, bo o ile u dorosłego jeszcze można powtórzyć badanie jak probówka się stlucze tak u niemowlaka bardzo trudno pobrać krew i lepiej tego nie powtarzać.

Podsumowując to praca mocno mnie zmotywowała do tego żeby się przebranżowić i iść w inne dziedziny zawodowe, dzięki niej mam aktualnie pracę, która lubię bo złe warunki w tej pracy utwierdziły mnie w tym że muszę uciekać z tej branży.

Pomyslicie sobie co człowiek pierwsze myśli po tym jak złamał kość udową od zwykłego potknięcia? Ja pomyślałam " nie będę musiała już więcej iść do tego labu"

Pokaż więcej komentarzy (10)

Osobistość

w Dyskusje

57piorunów

PREZENT DLA SZEFA BEZ OKAZJI

Nigdy nie sądziłam, że doczekam się takiej pracy w której pracownicy sami bez okazji chcą dać prezent dla swojego przełożonego bez okazji, tak po prostu w podzięce za bycie normalnym i ludzkim czlowiekiem, który nie dojeżdża pracowników a ich wspiera i rozumie. Dzisiaj wpadła taka propozycja od jednej z koleżanek żeby zrobić taką zbiórkę i pierwsza moja myśl nie była "o niech już nie przesadzają" tylko "o kurcze czemu ja na to wcześniej nie wpadłam" . Niestety tak nas życie kształtuje że gdzie nie była to przełożony zawsze miał niezła odklejke, byli oczywiście w porządku, których nawet lubiłam, ale jakaś odklejka zawsze była, która sprawiała, że nie było tego połączenia i zrozumienia na linii pracodawca - pracownik.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Osobistość

w Dyskusje

29piorunów

1014 + 1 = 1015

Tytuł: 451° Fahrenheita

Autor: Ray Bradbury

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

ISBN: 9788374809221

Liczba stron: 176

Ocena: 7/10

A TY CO PO SOBIE POZOSTAWISZ?

Na to pytanie główny bohater powieści 451° Fahrenheita odpowiada "popiół" i właśnie w tej odpowiedzi tkwi wg mnie sedno tej krótkiej historii. Cała historia toczy się wokół ratowania zasobów umysłowych, które są zawarte w książkach zakazanych przez rząd. Ale to nie próba pokazania reżimu jest istotna, a to jak człowiek wpływa na otaczający nas świat co po sobie pozostawi i czy śmierć takiego człowieka jak kolwiek będzie odczuwalna dla tych co pozostają.

Autor porównał to do dotknięcia - każdy czyn który wykonujemy ma sens bo ktoś to zapamięta i ktoś zacznie działać pod jego wpływem. Takim dotknięcie są między innymi książki, czytając je często mamy refleksje i zmienia się sposób myślenia, który utrwala się tym bardziej im bardziej o niej myślimy. Jeden z efektów tego dotknięcia była poezja przeczytana przez bohatera koleżankom swojej żony. Mimo, że słuchaczek było kilka tylko jedna zalała się łzami i jej nastrój zupełnie się zmienił pod wpływem tego co słuchała, to też pokazuje, że ten dotyk nie działa tak samo na wszystkich i czasem trzeba długo szukać żeby poczuć coś co będzie oddziaływać na odbiorcę w specyficzny sposób.

Tak też robi i główny bohater który mimowolnie stał się nośnikiem fragmentów książki, która przeczytał i przeszedł przemianę od tego co zostawia po sobie jedynie popioły w tego który niesie wiedze.

W zasadzie myślę, że książki są tylko symbolem bo bardziej chodzi tu o to czy to co po sobie zostawimy przetrwa i będzie dotykać innych ludzi tak żeby nasz żywot nie był taki bezsensowny i jakkolwiek mieć wpływ na rozwój przyszłego pokolenia naszego gatunku, który może w końcu nauczy się nie zostawiać po sobie zgliszczy. Można tu przytoczyć przykład biblioteki Aleksandryjskiej, ile wiedzy w niej spłonęło i jak bardzo nasza cywilizacja zatrzymała bądź nawet cofnęła się w rozwoju pozbawiać się tak cennej bazy danych, które być może już nigdy nie zostaną ponownie odkryte.

Moim zdaniem można się tam również doszukiwać snobistycznych wniosków, że książki tracą na jakości że ludzie teraz tylko by tiktoka oglądali i że mimo że została ta powieść wydane parę dekad temu to jest dalej aktualna, ale nie sądzę by tak prosty przekaz był tym głównym o którym autor chciał powiedzieć, a przynajmniej dla mnie to był marginalny element tej historii.

Podsumowując polecam, aczkolwiek książka jest napisana w dość chaotycznym stylu, której fragmenty niekiedy zakrawają o bycie strumieniem świadomości. Ale ma w sobie coś co sprawia, że jest niepowtarzalna i na pewno pobudza do myślenia niezależnie od tego jakie wnioski się z niej wyciągnie.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU1piorunów

Została jedna strona pożarowi wydarta 451 stopni Fahrenheita
Jedna, przypadkowa, nadpalona kartka 451 stopni Fahrenheita

Jeszcze kilka stopni i opuscisz piwnice normickiego sf.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Dyskusje

41piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

part 15 - tworzenie scenariuszy do eksperymentów do materiałów edukacyjnych dla uczniów

2019

Chciałabym zacząć od tego, że te wspomnienie wywołuje we mnie dużo negatywnych emocji - o ile w przypadku poprzednich prac, do tych złych czy dobrych doświadczeń podchodzę z dystansem i śmiechem tak ta historia jest dla mnie bardziej osobista, ponieważ pierwszy raz na własnej skórze przekonałam się do znaczy powiedzenie "w biznesie nie ma przyjaciół" do dziś pamiętam te słowa kumpla, który mi je powiedział bo usłyszeniu mojego doświadczenia.

Jak pisałam w poprzednim wpisie w planach miałam wyjazd na Erasmusa i to się ziściło. Po powrocie do Polski, wróciłam powiedzmy, że na ostatni semestr na studia.

Będąc w Niemczech dostałam wiadomość od dobrej znajomej z poprzedniego kierunku. Okazało się, że po roku przerwy również poszła na Politechnikę i ten sam kierunek co ja wybrałam (zrobilo tak jeszcze kilka innych osób które znałam z poprzedniej uczelni). Zapytała mnie czy mam jakieś materiały, którymi mogę się podzielić, a odwdzięczy się mi jak wrócę - no i za⁎⁎⁎⁎ście się odwdzięczyła 😉

Wysłałam jej wszystko co miałam. A było tego dużo i były to cholernie dobre materiały bo jak już wspomniałam bardzo zależało mi na dobrych ocenach na pierwszym roku, żeby dostać się na Erasmusa. Najcenniejsze były tam sprawozdania, które były przygotowane z ogromnym poświęceniem czasu i energii, co prawda dużo bardziej w nich wykazał się mój partner od sprawozdań, lepiej mu szło liczenie i kombinowanie ale dzięki temu, że nie musiał się przejmować całą reszta(estetyka i merytoryczna części), która była równie ważna dla Pani profesor to też mógł się właśnie na tych wyliczeniach bardziej skupić(mieliśmy też duża pomoc Pani doktorantki). Sama uważam, że praca była jego 55% moje 45% - mówię to bardzo uczciwie. mieliśmy jakieś tam sprawozdania z poprzednich lat, na których mogliśmy się opierać, ale nie były one jakieś dobre a niektórych przekładów wgl brakowało. Dodam też, że Pani profesor miała obsesję na punkcie plagiatu, jak tylko zobaczyła, że jakieś sprawko przypomina te z poprzednich lat od razu dawała 2 na koniec semestru xd - brzmi jak zbędne informacje, ale jest pewien drobny plot twist z tym związany :smirk:

Reszta notatek z innych przedmiotów i przykłady sprawozdań z innych przedmiotów też dostała, plus przykładowe pytania jakie mieliśmy na egzaminach - podsumowując masa cennej pomocy, której ja nie miałam gdyż byłam zupełnie nowa i bez znajomości na uczelni.

Ogólnie ja miałam taki charakter, że dla mnie notatki nie były niczym cennym, ani żadna karta przetargową jak ktoś mnie o nie prosił go po prostu je dostawał(na poprzednim kierunku ludzie traktowali notatki jak walutę, co zawsze było dla mnie jednym wielkim XD). Napisałam tej koleżance, że nie musi mi się niczym odwdzięczyć i życzyłam jej powodzenia i że jak będzie miała jakieś pytania to niech śmiało pisze.

Kiedy wróciłam, zaprosiła mnie do siebie na obiad (jadłam już jej jedzonko wcześniej więc wiedziałam, że dobrze i orginalnie gotuje więc zgodziłam się z pełnym entuzjazmem).

Nakreślając trochę tą postać, powiedziałam jej przy obiedzie, że staram się rezygnować z mięsa bo mam wyrzuty sumienia jedząc zwierzęta, które są źle traktowane. Ona wyśmiała to i powiedziała, że rośliny też zaraz zaczną mieć uczucia i że czego to ludzie nie wymyślą. Zdziwiłam się że tak "oczytana" osoba powiedziała coś na poziomie chłopa z 19 wieku xd Jej facet tylko jej przytakiwał, jakby podsmiechujac się z moich przemyśleń.

Zdziwiłam się też jak podała adres, ponieważ była to kamienica tuż przy samej uczelni. Jak weszłam szczena mi opadła. Mieszkanie picus glancus, zwłaszcza dla fanów kamienic. No piękne co by tu mówić(laska może nie pochodziła z biedniej rodziny, ale żyła dość skromnie, zawsze starała się bardzo oszczędzać). Wspomniała mi przed moją wizytą, że po rozstaniu z poprzednim chłopakiem przypadkiem w swoim ulubionym pubie poznała obecnego faceta - 20 lat starszego. Zdziwiło mnie to bo jednak moim zdaniem jest to dość kontrowersyjną różnica wieku, ale powiedziałam, że zawsze była dojrzalsza od reszty rówieśników (tak na prawdę miałam na myśli, bardziej sztywna - np kpiła z ludzi co oglądali filmy Marvela).

Okazało się, że typ ma własną firmę (mieszkanie oczywiście należało do niego xd)w której zatrudnił ją i dzieki jej ciężkiej pracy i ambicji, awansował ja na swojego zastępcę xd -Nepotyzm, kolesiostwo, a gdzie tam xd No dobra, nie ujmuje jej ciężkiej pracy, widać było, że jej bardzo zależało na tym co robiła i sam projekt też był super bo to w końcu było tworzenie e- materiałów edukacyjnych dla dzieci na bardzo szeroką skalę. Dofinansowanie było z Uni więc też ciążyła na nich odpowiedzialność dowiezienia projektu - szczerze nie wiem jak to się potoczyło bo mam bardzo duże obrzydzenie do tego w jaki sposób mnie potraktowano, mój szacunek do tych ludzi jest zerowy, zarówno jak zainteresowanie ich losem.

No ale w ramach odwdzięczenia się za notatki. Owa koleżanka zaproponowała mi pracę, gdzie będę tworzyć coś kreatywnego (totalnie moja bajka) w dziedzinie chemii i fizyki (już mniej moja bajka ale do tego też przejdziemy). Oczywiście zgodziłam się. Była to umowa o dzieło więc nie musiałam pracować w określonych godzinach, a to mi bardzo odpowiadało. Co mi nie odpowiadało to to że nikt mnie nie kontrolował wysłałam przykład pierwszego scenariusza, który zrobiłam i zapytałam czy może być, czy może chodzi o coś innego. Nie dostałam odpowiedzi jedynie "rób więcej" to zrobiłam więcej i jak skończyły się przykłady na których miałam się opierać to wysłałam cały pakiet i również zdawkowe i mało konkretne odpowiedzi czy dobrze się spisałam czy nie.

Po jakiś czasie dostałam propozycję tworzenia już bezposrednich materiałów do kursów/lekcji w dziale chemii. Pomimo tego, że studiowałam na wydziale chemii to nie była to moja działka. Moją pasją była biologia. Tak wiem bez chemii nie ma biologii, więc uczyłam się jej ale moja wiedza w tej dziennie kulała i musiałam nadrabiać braki. Dużo lepiej szło mi nadrabianie fizyki ale to swoją drogą.

Na początku kilka innych osób wraz ze mną przeszło szkolenie programu w którym był obsługiwane e-lekcje i trzeba było ogarnąć wrzucanie tam tego co się samemu przygotowało. Śmieszne było to, że ta koleżanka, zatrudniła połowę swojego roku do tego projektu xd więc zatrudnienie mnie tam nie było tak na prawdę żadnym odwdzieczniem się xd

Samo szkolenie poszło mi tak sobie, delikatnie mówiąc - nie miałam do niego głowy i to mnie poniekąd zgubiło.

Pierwsze zadanie jakie wszyscy z grupy dostaliśmy było zrobienie jakieś tam przykładowej lekcji. Ja dostałam za zadanie poprawienie źle zrobionego tematu już przez innego typa, który zrobił to po macoszemu i zostawił. Ten typ to był przyjaciel, przyjaciółki mojej "dobrej" koleżanki aka Pani szefowej(a to przyjaciółka była kierowniczką działu chemii xd) Znałam go z poprzedniego kierunku, ale nigdy nie miałam z nim nic do czynienia, powiedzmy że bardziej z widzenia wiedziałam kim on jest no i z plotek. Może raz na piwie z nim coś tam gadałam po pijacku na jednej ze spotkań studenckich ale nic konkretnego. Jedyne co on nim wiedziałam na pewno to to, że jest ciepły.

Robiąc to zadanie okazało się, że trochę za wysoko postawiłam oczekiwania wobec siebie z tego też powodu nie wyrobiłam się tym co chciałam zrobić, chciałam zrobić to mega za⁎⁎⁎⁎ście, a wyszło jak wyszło. Porozmawiałam o tym z moja kierowniczką, powiedziałam jej, że się nie wyrobie bo pomysł jest zbyt rozbudowany. Ona mówiła że pomysł jest super, dlatego da mi do pomocy typa, który pierwotnie spieprzył ten materiał robiąc go bylejak.

Ja się z nim z dzwoniłam, uzgodniłam, że ja zrobię całą merytoryczną część, a on ją wrzuci w system bo ja go dużo mniej znam niż on, miał z nim doświadczenie więc to mu szybko pójdzie. Dałam mu dostęp do materiałów w excelu na chmurze itp. Zgodził się też na moją propozycję podziału obowiązków. Przygotowywałam dane mu materiały parę dni i pamiętam jak poczułam ulgę, że moja działka się skończyła przy tym zadaniu. Zrobiłam więc przerwę licząc na to, że on je wrzuca do systemu.

Po paru dniach dzwoni do mnie kierowniczka i się pyta jak mi idzie powiedziałam co i jak, ona że jej przyjaciel powiedział jej, że nic nie zrobiłam i nic nie ma w tych materialach. Ja mówię że jak to, że wszystko mu pokazałam na Skype i wszystko widział. Weszłam w te materiały a tam nic nie ma. Koleś wszystko usunął (bo kto inny?). Laska powiedziała, że nie ma na to dowodów i musi mnie zwolnić bo tylko mi nie poszło zrobienie tego zadania. Powiedziałam swoją wersję, a ta tylko powiedziała, że no jej przyjaciel co prawda sam spieprzył na początku te zadanie ale on już dłużej z nami pracuje więc wiesz jak jest ...

Moja teoria jest taka, że typ to jeden wielki cwaniak, który leciał ciągle na tym że wszyscy mu pobłażali bo "ooo jak fajnie mieć przyjaciela geja". Należał na studiach do grupy w której byly same osoby jego pokroju, które by dojść do celu, wbili by nóż w plecy każdemu nawet rodzinie. (Była to najbardziej nielubiana grupa na roku i jak ktoś musiał odrabiać zajęcia, to zawsze robił wszystko byle nie musieć odrabiać właśnie w tej grupie) Mogłam się tylko domyślać, że on był taki sam. Uważam, że specjalnie usunął moje materiały żeby nie wyjść na kogoś kto sam znów nie dowiozl. Wiadomo pewnie dało się sprawdzić historię excela na tamten moment, nie wiem nie chciało mi się już bawić w detektywa, wolałam jak najszybciej uciąć jakiekolwiek powiązania z tymi szczurkami, pogryzjacymi sobie ogony nawzajem.

Moja "dobra" koleżanka nawet nie raczyła się do mnie odezwać żeby zapytać co się stało, ale co sobie będzie Pani szefowa, ręce mną brudzić xd Ja tym samym straciłam całkowity do niej szacunek i nie ma ta osoba dla mnie żadnej wartości i cech godnych podziwu, wszystko prysło wraz z jej ego, które wyjebało w kosmos po związaniu się z bogatym typem.

Pamiętam jak powiedziałam, do znajomych ze Pani X bardzo się zmieniła i że ego jej wywaliło. Oni tylko odpowiedzieli, że przecież zawsze miała duże mniemanie o sobie. Ja tego tak nie widziałam to znaczy widziałam, że jest trochę sztywna i uważa siebie za kogoś lepszego skoro czyta Lwa Tołstoja i pisze wiersze, ale ja to bardziej odbierałam jako pewien rodzaj dziwactwa artystycznego, że każdy ma jakieś swoje upodobania i każdy też myśli że jest w nich wyjątkowy.

Po tym jak dostała stanowisko, które miała to była zupełnie inna forma patrzenia na ludzi z góry. Nie powiem jeszcze przed tą chorą akcja, ją unikałam na uczelni bo mnie męczyło to jej spojrzenie "co tam chcesz robaku" ukryte pod uprzejmym uśmiechem, nawet profesorzy nie mieli tego spojrzenia jak ona, przez co była totalnie odpychająca.

Żeby pokazać co mam na myśli to opowiem o dziwnej sytuacji, która do dziś pamiętam. Kiedyś na jakies imprezie graliśmy w grę, która trochę polegała na znajomości i wiedzy w różnych dziedzinach. Ta okazała niemały szok jak się okazało, że całkiem nieźle mi idzie, jak nienajlepiej, a zwłaszcza jak była zdziwiona, że wiem kim jest profesor Miodek czy Gustav Klimt.

Dodatkowo to, że dobrze jej szło w firmie jej gacha(typa ciężko mi ocenić, wydawał się w miarę normalny), to to, że zaczęła od działu Biologii, tworzyła materiały do dziedziny, która dla Mikrobiologów jest banalnie prosta. Do dziś się zastanawiam jak dumna by się z siebie czuła jakby zaczęła od chemii i czy taka ochoczo by ją awansował jej facet. Do mnie były pretensje o błędy merytoryczne, a ta laska była jeszcze większą nogą z przedmiotów ścisłych niż ja xd Co dowodziła sytuacja, której się doprosila przez swoje nadmierną pewność siebie.

Jak już wspomniałam najtrudniejsze sprawozdania były u profesor, która miała obsesję na punkcie plagiatów. No i ta pani profesor postawiła jej 2. Dlaczego? Otóż dlatego, że na sprawozdaniach pisała bzdury. Myślała, że jest mądrzejsza od wszystkich naukowców i odkryła nowy sposób na liczenie. Co oczywiście było nonsensem xd żebyście mnie źle nie zrozumieli, nie uważam, że powinno się blokować studentów za to, że myślą inaczej, ale to nie był taki przypadek znając ją i jej sposób myślenia.

Skończyło się to podobno komisją bo laska nie potrafiła się pogodzić z porażką, jeszcze wyzywała do wszystkich znajomych, tą profesor od dinozaurów i że już dawno nie powinno być jej na uczelni xd no była to ciężka kobieta ale przynosiła uczelni dużo zysków ponieważ jest bardzo uzdolnionym naukowcem(ale wciąż nie patrzy z góry na ludzi tak jak Koleżanka X), więc można się domyśleć po której stronie stanęły władze uczelni.

A i swoją drogą, ta moja koleżanka była już kiedyś po części bohaterka jednego z moich wpisów o nazwie "broń płci". Laska odjebala się jak szczur na otwarcie kanału na zaliczenie ustne u profesora, który z tego co wiem był kobieciarzem choć ostrożnym - zostawiał otwarte drzwi od gabinetu jak siedział że studentkami. Otwarcie chwaliła się, że celowo się tak ubrała bo wie jak to działa na facetów(była piękną kobietą więc w sumie nie musiała się odjebywac xd). Także kolejny dowód na, to jak sobie pomaga w sukcesach xd co zabawne laska była bardzo feministyczna w poglądach politycznych i nasz znajomy odgryzał się jej żartobliwie, że jest jak Kazimiera Szczuka xd Więc też widać jak fajnie się głosi poglądy o prawach kobiet i równouprawnieniu jak są wygodne xd

Jak się potoczyły losy tej firmy? Nie wiem, jedynie słyszałam, że mieli problem, ze do tej pracy zatrudniano studentów na dodatek, którzy nie byli specjalistami w swojej dziedzinie. Tzn do pracy nad działem chemii pracowali mikrobiolodzy i to samo dotyczyło innych działów... Co się stało z tą koleżanką? Też nie wiem i nie chce wiedzieć, gardzę takimi ludźmi jak stąd do Chicago xd

Z tej historii moge jedynie wyciągnąć tyle, że wyjabane ego u ludzi jest dla mnie straszakiem na kilometr. Od razu wyczuwam osoby, ktore mają się za kogoś lepszego i od razu ich unikam, albo nie chce z nimi wchodzić w żadne relacje. Trochę mnie bawi generalnie ta postać mojej koleżanki, jest to pewien rodzaj archetypu literackiego, sama nie wiem jak to ująć ale coś na zasadzie laska myślała, że jest wyjątkową silną kobietą sukcesu, sama o sobie mówiła że jest pracocholikem, no i była ale jak stereotyp "kobiety sukcesu" z opery mydlanej. Co do przyjaciół w biznesie, są to prawda, ale dopóki ktoś jest użyteczny...

Fenomen3piorunów

@Cori01 chciałbym żyć jak ta koleżanka. Z facetami najgorzej pracować, nic nie robią jeszcze usuną materiały xD Jebnięta typiara, z tym liczeniem i chciała komisję. @Cori01

warcie chwaliła się, że celowo się tak ubrała bo wie jak to działa na facetów(była piękną kobietą więc w sumie nie musiała się odjebywac xd). Także kolejny dowód na, to jak sobie pomaga w sukcesach

wkurwia mnie coś takiego bo jestem brzydkim mężczyzną. @Cori01

bardzo feministyczna w poglądach politycznych

na zajęciach raz tak miałem, że moja koleżanka mówiła, że w IT jest za mało kobiet, ale sama nie pójdzie tylko do HR a tam już mężczyzn nie jest za mało...

Osobistość

w Dyskusje

32piorunów

988 + 1 = 989

Tytuł: Rycerz Siedmiu Królestw

Autor: George R.R. Martin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383357768

Liczba stron: 412

Ocena: 9/10

A CHCESZ W UCHO?

Ach jak ten Martin potrafi tworzyć postaci! Miałam do czynienia z trzema jego dziełami z świata Westeros. Saga była pisana bardzo szczegółowo, mocno się skupiała na przemyśleniach i emocjach bohaterow, bo jakby nie patrzeć to właśnie emocje były głównym kołem napędowym wydarzeń tej powieści. Ród smoka, był pisany w formie kroniki, co dawało odbiorcy dodatkowa zabawę w interpretacje wydarzeń, które były pisane przez kronikarzy na usługach różnych króli, a wiadomo jak to jest z kronikarzami;)

No i w końcu rycerz siedmiu królestw, który styl prowadzenia historii bardzo przypominał mi bajkę, a śmiem się nawet posunąć do tego, że czułam się trochę jakby pisał to nasz kochany Sapek xd Bardzo szybko pochlanelam ta książka, często czytałam ją aż do bólu oczu, tak wciągające są to opowiadania. Wielokrotnie zaśmiałam się nagłos, zwłaszcza czytając docinki między Dankiem, a Jajem. Chemia między tymi bohaterami jest niesamowita(swoją drogą serial bardzo dobrze to ujął). Sama zaczęłam mówić do swojego lubego "a chcesz w ucho?" jak mnie zdenerwuje xd

Można by rzec, że fabuła jest trochę nawina bo coby nie było wiemy, że głównemu bohaterowi nic się nie stanie, a przynajmniej do momentu aż zostanie lordem dowódcą - ale to właśnie jest jedną z głównych zalet tej książki, pewna forma bajkowości, gdzie główny bohater zawsze przetrwa największe trudny.

Bardzo podoba mi się to jak główny bohater sam o sobie w myślach mówi, że jest głupi. Jednak morałem tej "bajki" jest to, ze to nie głupota, a dobro nim kieruje co poniekąd jest pewnym rodzajem ułomności - bycie dobrym w świecie pełnym zła. Pozornie wzrost wyróżnia głównego bohatera na tyle, że gdzie się nie pojawi tam ktoś zwraca na niego uwagę, ale to nie chodzi o wzrot tylko o jego szlachetność, która jest na tyle dziwna i niespotykaną w świecie przedstawionym, że przykuwa uwagę niczym spotkanie białego Jelenia w lesie - piękny i majestatyczny widok, ale co z tego skoro to właśnie wyjątkowe umaszczenie jest zgubą zwierzęcia, które je posiada, gdyż ciężko mi się wtopić w otoczenie. To samo tyczy się Danka, jego dobre i czyste podejście do życia niepozwala mu się wtopić w otoczenie, przez co ciągle wpada kłopoty, o które nigdy sam nie prosi.

Podsumowując bardzo polecam, podejrzewam że kiedyś jeszcze wrócę do tej książki ponieważ tak dobrze mi się ja czytało, dzięki czemu dała mi ona bardzo dużo relaksu i eskapizmu, którego w ostatnim czasie mi brakowało.

Pokaż więcej komentarzy (2)