Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Gorące

gość

Typ wpisu

Zawodowiec

w Hydepark

12piorunów

Kupiłem sobie i dziś poszedłem przetestować.

Nie wiem, czy zostanę fanem. Kurde... jak się na tym stoi, żeby się nie wypierlić do wody? Jak na razie jakoś mi szło tylko klęcząc, ale zgaduję, że to nie o to w tym chodzi 😛 zrobiłem marne 2,5 km i stare kolana zaczęły boleć (kurde... te panie co na kolanach na życie zarabiają to mają jednak przekichane). Nic to, będę walczył dalej.

Jako fan kajaka stwierdzam, że bez burt czuję się cokolwiek nieswojo :confused:

Fenomen2piorunów

@szamaan to dlaczego nie kupiłeś kajaka?
Jak się stoi na supie? Ostrożnie!
A na poważnie, sup to jakaś pomyłka.

Gruba ryba1piorunów

@szamaan

Jako fan kajaka stwierdzam, że bez burt czuję się cokolwiek nieswojo

dokładnie moje odczucia, w szczególności że głównie na morzu wodujemy supa i zawsze buja, ale dzieciaki lubią a na stojąco mięśnie głębokie dostają w d⁎⁎ę tak, że dopóki się nie dopraszają o wiosło kajakowe do pływania na siedząco to rżnę głupa że tak ma być XD

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Hydepark

27piorunów

<-- Tag do obserwowania

Miasto: [Sokołów Małopolski](https://pl.wikipedia.org/wiki/Soko%C5%82%C3%B3w_Ma%C5%82opolski) – miasto w woj. podkarpackim, w powiecie rzeszowskim. Według danych GUS z 31 grudnia 2024 r. miasto liczyło 4376 mieszkańców. Początek miastu Sokołów Małopolski dała stara osada łowiecka i targowa w Puszczy Sandomierskiej, powstała prawdopodobnie w XIV wieku. W 1569 roku [Jan z Pilczy Pilecki](https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Pilecki_(zm._1574)) otrzymał od [Zygmunta Augusta](https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_II_August) prawa miejskie dla Sokołowa i nakreślił renesansowe rozplanowanie sieci ulic z centralnie położonym obszernym rynkiem o wymiarach 150 × 150 metrów. Miasto zostało ulokowane kilkaset metrów na północ od centrum przedlokacyjnej osady, na [prawie chełmińskim](https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_che%C5%82mi%C5%84skie) , a jego mieszkańcy byli zwolnieni z płacenia podatków na kolejnych 20 lat. W 1586 roku pojawia się pierwsza pisemna wzmianka o sokołowskim ratuszu. W 1585 Krzysztof Kostka wydaje najstarszy zachowany dekret dotyczący powstania cechu rzemieślniczego w Sokołowie, który dotyczy profesji szewców, a w 1588 roku właściciele Sokołowa uposażają powstały przed 1579 rokiem miejscowy kościół. Rozwój miasta zostaje przerwany w roku 1608, kiedy to Sokołów zniszczył i ograbił znany z awanturnictwa i okrucieństwa „Diabeł Łańcucki” [Stanisław Stadnicki](https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Stadnicki) , toczący w tym czasie prywatną wojnę z drugim mężem właścicielki Sokołowa Anny Pileckiej – [Łukaszem Opalińskim](https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81ukasz_Opali%C5%84ski_starszy) . W latach 30. XVII wieku ukończono długie na 1,5 kilometra wały miejskie, z pięcioma bramami wjazdowymi, siedmioma [bastejami](https://pl.wikipedia.org/wiki/Basteja) , szeroką na 15 metrów fosą, mostkami i drewnianą, masywną [palisadą](https://pl.wikipedia.org/wiki/Palisada) .W roku 1657 Sokołów po raz kolejny zostaje zniszczony, tym razem za sprawą węgierskich wojsk pod wodzą księcia [Siedmiogrodu](https://pl.wikipedia.org/wiki/Siedmiogr%C3%B3d) , [Jerzego II Rakoczego](https://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_II_Rakoczy) . W 1672 miasto, podobnie jak praktycznie większa część Ziemi Przemyskiej pada ofiarą najazdu tatarskiego, wspartego mniejszymi kontyngentami wojsk tureckich i [kozackich](https://pl.wikipedia.org/wiki/Kozacy) . Kolejny wiek, a w szczególności pierwsza połowa XVIII wieku nie były pomyślne dla samego miasta, na które spłynął szereg niekorzystnych wydarzeń: grabieży, epidemii i pożarów. Po 1772 roku Sokołowszczyzna wraz z samym Sokołowem wcielona zostaje do [zaboru austriackiego](https://pl.wikipedia.org/wiki/Zab%C3%B3r_austriacki) . Mimo licznych tragicznych wydarzeń miasto szybko się rozwija. W 1863 roku dochodzi do dużego pożaru dzielnicy żydowskiej, a następnie – 25 lipca 1904 roku w wielkim pożarze, w ciągu zaledwie trzech godzin Sokołów doszczętnie spłonął, co zmusiło dużą część mieszkańców do opuszczenia miasta. Zmniejszyła się również liczba ludności żydowskiej w mieście, szczególnie tej bogatszej, która udaje się na emigrację m.in. do [Stanów Zjednoczonych](https://pl.wikipedia.org/wiki/Stany_Zjednoczone) . Miasto w okresie międzywojennym wyraźnie traci na znaczeniu. Likwidowane zostają urzędy, zniesiony zostaje urząd podatkowy, a w mieście nie zostaje wybudowana żadna fabryka, nie powstała również planowana linia kolejowa, która miała przebiegać przez miasto. W czasie II wojny światowej w 1944 roku część zabudowy Sokołowa, w tym [m.in](http://m.in) [http://m.in](http://m.in). [stadion sportowy](https://pl.wikipedia.org/wiki/Stadion_TG_Sok%C3%B3%C5%82_w_Soko%C5%82owie_Ma%C5%82opolskim) , uległy zniszczeniu w wyniku bombardowania wojsk nazistowskich. W 1944 roku w pobliskim lesie w [Turzy](https://pl.wikipedia.org/wiki/Turza_(wojew%C3%B3dztwo_podkarpackie)) [NKWD](https://pl.wikipedia.org/wiki/NKWD) przeprowadzało egzekucje żołnierzy [Armii Krajowej](https://pl.wikipedia.org/wiki/Armia_Krajowa) i [Narodowych Sił Zbrojnych](https://pl.wikipedia.org/wiki/Narodowe_Si%C5%82y_Zbrojne) . Zabytki i charakterystyczne obiekty:* Magistrat miejski z 1907 roku będący siedzibą władz gminy, z charakterystyczną facjatą pośrodku dachu z neogotyckim szczytem, Kościół św. Jana Chrzciciela wybudowany w stylu neogotyckim w latach 1908–1916 według projektu Jana Sas Zubrzyckiego , Kompleks dawnej Szkoły Podstawowej przy ul. Rzeszowskiej , z którego najstarsza część pochodzi z lat 1883–1885. Obecnie siedziba m.in. Muzeum Regionalnego , Nowa Synagoga z XIX wieku, Pomnik Wdzięczności za Odzyskaną Wolność z figurą Maryi jako królowej w centrum Rynku. Odsłonięty w 1933 roku z inicjatywy m.in. pochodzącej z Sokołowa Polonii z Chicago , Kapliczka św. Onufrego z połowy XVIII wieku, Kościół św. Ducha z drugiej połowy XIX wieku, Fragmenty miejskich wałów obronnych z lat 30. XVII wieku, Nowy cmentarz żydowski , najlepiej zachowany w województwie podkarpackim z 300 nagrobkami pochodzącymi z wieków od XVII do XX, Willa Janina z 1906 roku przy ulicy Podstawskiego .

Wieś:* --

Data wykonania zdjęcia:* 1945

Opis zdjęcia:* Widok z wieży kościoła św. Jana Chrzciciela w stronę Rynku Źródło

Zwycięzca losowania:* @Endrevoir

Jak chcesz wziąć udział w losowaniu kolejnego miasta kliknij w ten link

Lider

w Filmiki z wojny

53piorunów
Obwód moskiewski (Rosja)

W pobliżu Wildberries płonie magazyn 3PL🎉

https://streamable.com/whgeet

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

59piorunów

Jak myślicie jaki koszt naprawy?

Już mówię, otóż to wielkie rozwalenie samochodu wycenili naprawę na 83 850zl w związku z czym szkoda całkowita.

A ile zaplaci mi ubezpieczyciel? 32000zl.

To chyba jakiś żart :smiley:

Lider39piorunów

@NatenczasWojski klasyka scamerów z ubezpieczalni- za przerysowanie lakieru na drzwiach każą wymieniać całe drzwi i osprzęt dookoła, albo krzyczą że całka. Że jeszcze za tą bandę oszustów nikt się nie wziął przez te wszystkie lata to jest dla mnie niepojęte

Koneser0piorunów

@NatenczasWojski przykra sprawa. Jak to wgl wygląda z ubezpieczycielem? Gdyby nie było całki to mógłbyś żądać bezkosztowej naprawy? Dlaczego tak nisko wycenili pojazd?

Pokaż więcej komentarzy (26)

Lider

w Hydepark

40piorunów

Mark Kelly to amerykański polityk reprezentujący Partię Demokratyczną (jest seniorem w Senacie USA z stanu Arizona), a z wykształcenia i wcześniejszej kariery: kapitan Marynarki Wojennej USA, pilot wojskowy (weteran m.in. wojny w Zatoce Perskiej) oraz astronauta NASA, który czterokrotnie leciał w kosmos (w tym dowodził ostatnią misją wahadłowca Endeavour). Prywatnie jest mężem znanej amerykańskiej polityk Gabby Giffords, która w 2011 roku cudem przeżyła zamach na własne życie – wydarzenie to sprawiło, że oboje mocno zaangażowali się w debaty i kampanie na rzecz kontroli dostępu do broni.

Fanatyk7piorunów

@boogie Suworow coś podobnego pamiętam pisał. Tj. nie o amerykanach, ale o tym jak wygląda kacapskie podejście do realizacji zadań.

Fanatyk13piorunów

@boogie jest u nich takie powiedzenie: "W rosji co 10 lat wszystko się zmienia. Ale od 200 lat nic się nie zmieniło".

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Książki

39piorunów

1102 + 1 = 1103

Tytuł: Sto lat samotności

Autor: gabriel Garcia Marquez

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Mediasat Poland

Format: książka papierowa

Liczba stron: 350

Ocena: 3/10

Zaczęło się bardzo ciekawie, oryginalnie. Pomyślałam od razu, że może być to kolejna świetna pozycja na półce. Ale zlatywały kolejne kartki, zapał stygł i w końcu zaczęłam się zastanawiać, skąd ta książka wzięła się na mojej kupce z najbardziej wartościową literaturą wszechczasów. Musiałam sprawdzić opinie na necie, bo nie dawało mi to spokoju, ale okazało się, że ja to chyba nie potrafię docenić dobrej książki, bo opinie ma fantastyczne.

Zacisnęłam zęby i wróciłam do czytania. Niby 350 stron tylko, ale przeczytanie jednej kartki zajmowało sporo czasu. W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza, ale jakoś przetrwałam 😅

Książka opisuje długaśną historię rodziny, gdzie imiona notorycznie się powtarzają, bardzo szybko zaczęłam się gubić czy X to jest X, czy syn wnuka jego siostry z pierwszego małżeństwa, a nie dość że imiona się powtarzają to poszczególne są do siebie cholernie podobne. Dlaczego Panie Autorze? No ale to jeszcze do zniesienia. Trochę gorzej z samą treścią i powaloną historią. Wszczscy ze wszystkimi parzą się jak króliki i trzeba czytać te niesmaczne, zbędne opisy, kazirodztwo - jeszcze jak! Do tego magia, zjawiska nadprzyrodzone, straszny zamęt. Wszystko przeplatane wojnami, polityką, romansami, napisane niemalże bez ładu i składu, przeskakiwanie co chwila po innym temacie. To jest taki strasznie długi, szczegółowy i na prawdę irytujący monolog.

Potrafię docenić pomysł na samą koncepcję i czasem czytałam z większą ciekawością.

Ale niestety okazuje się, że jednak nie potrafię docenić tej najwyższych lotów literatury.

Lider12piorunów

@Shivaa bardzo podoba mi się Twoja recenzja, bo jakbym czytał swoje przeżycia z tą książką ze 100% dokładnością! xd Tylko, że:

W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza

ja właśnie tak zrobiłem. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Fanatyk4piorunów

@Shivaa czytałem książkę 10 lat temu, już nie pamiętam szczegółów fabuły. Natomiast mnie, właśnie zachwyciła ta magia i tak ją zapisałem sobie w głowie. Jako książkę magiczną w odbiorze - 8/10

IMO dużo lepsza niż "Miłość w czasach zarazy" tego samego autora

Pokaż więcej komentarzy (32)

Mistrz

w Wiadomości Świat

36piorunów

Węgry : powstanie Narodowe Biura Odzyskiwania i Ochrony Mienia, które zajmie się środkami sprzeniewierzonymi podczas rządów Orbana

Węgierskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło ustawę o Narodowym Biurze Odzyskiwania i Ochrony Mienia (NVVH). Instytucja zajmie się środkami sprzeniewierzonymi podczas rządów premiera Viktora Orbana. #wiadomosciswiat #wegry #politykazagraniczna #owcacontent

Osobistość

w Heheszki

102piorunów

Hejto to portal jedyny w swoim rodzaju, który pokazuje, że czasem trzeba iść pod prąd. 😁W czasach, kiedy większość serwisów usilnie stara się wymusić otworzenie swojej apki, aby dostać się do treści, Hejto idzie na przekór, otwierając linki do postów z aplikacji, w przeglądarce. 😁

It’s not a bug, it’s feature!

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Hydepark

70piorunów

Zawsze zastanawiałam się jak to jest spędzić dzieciństwo na wielkim blokowisku, z sebixami na ławeczce, ogromnymi przestrzeniami między wysokimi blokami i masą zieleni. U mnie było trochę inaczej.

Podwórko

Mieszkałam we Wrocławiu na Ołbinie, gdzie królowały stare kamienice, podwórza nie były urodziwe, zazwyczaj z małą ilością zieleni, w latach 80-90 nie było jeszcze ładnych placów zabaw, ale mame mogła kontrolować z okna co robią jej pociechy i w razie czego rzucić picie albo piłkę, a potem wrócić do oglądania Mody na sukces i mieszania bigosu.
Mój blok wybudowany został w latach 80, wkomponowany w sąsiednie kamienice był najnowszym na tym podwórku.
Podwórko miało kształt litery U, ja mieszkałam na jego środku. Dzieliliśmy się na 3 mniejsze podwórka, każde nazywaliśmy kolorem na który niegdyś pomalowane były drabinki na placach zabaw: Zielone, Niebieskie i moje, Czerwone. Moje było największe i najbogatsze w sprzęty do tracenia zębów, więc zazwyczaj schodziły się do nas dzieciaki z sąsiedztwa.
Podwórze miało taki kształt, ponieważ na środku znajdowała się duża piekarnia 'Sobótka', odgrodzona wysokim płotem, gdzie później powstała jedna z pierwszych Biedronek w mieście.
Oczywiście zieleni nie było zbyt wiele, trochę smutnej trawy, parę młodych wtedy jeszcze drzew, poza tym ziemne klepisko, gdzieniegdzie beton i tajemne napisy na ścianach (długo głowiłam się nad tym co oznaczało hasło WAL KONIA widoczne z mojego okna).

Podwórkowe legendy

Pewnie każde takie miejsce miało swoje, ja wspomnę tylko o dwóch bo pamięć już nie ta.

Nawiedzona piwnica: z jakiegoś powodu dzieciaki lubią się trochę bać a przed snem płakać z powodu potwora pod łóżkiem. O jednej z kamienic krążyła legenda, że w jej piwnicy powiesił się jakiś ziomek. Miejsce w którym ktoś odebrał sobie życie, ma dla dzieciaków +100% statsów do grozy i 200% szans, że są tam duchy. Piwnica rzeczonej kamienicy, tak jak zresztą wszystkie na tym podwórku, miała swoje wyjście zaraz obok Czerwonego placu zabaw. Był to obskurny zaszczany kąt, ze schodkami w dół i skrzypiącymi drzwiami, za którymi szedł długi, nie ładniejszy korytarz bez oświetlenia, który kończył się piwnicami. Większość dzieciaków mieszkających w tej bramie, wychodziła na podwórko naokoło, aby nie narażać się na ducha samobójcy. Po czym wszyscy radośnie siadaliśmy na tych schodkach i straszylismy się nawzajem.
Oczywiście lubiliśmy grać w prawda-czy-wyzwanie z czego najpopularniejszym wyzwaniem było wejść do tej piwnicy, po czym delikwent był zatrzaskiwany w środku, dopóki jakiś wściekły rodzic nie zaczynał drzeć się z okien aby zamknął zaryczaną jadaczkę. Potem szedł do domu naskarżyć, a reszta ulatniała się. Następnego dnia znowu była sztama.

Krzysiu Wariat: na samiuśkim końcu podwórek mieszkał sobie Krzysiu z bratem i ojcem alkoholikiem. Krzysiu miał koło 20-30 lat i nierówno pod sufitem. Ploty krążyły o nim niesamowite, co się u nich w domu wyrabia. Prawda, byliśmy wrednymi, znudzonymi szczylami i granie w gałę i zamykanie się w piwnicy samobójcy czasem nam nie starczało.
K. lubił się na wszystkich drzeć bez powodu i miał swoje dziwactwa, które niesamowicie nas śmieszyły. Bywały dni, gdy szczytem naszych ambicji bywało wołanie pod jego oknami 'Krzysiu Wariat' i uciekanie gdzie pieprz rośnie, nierzadko spowalniając się nawzajem, aby kolega trafił w ręce Krzysia.
K. Uwielbiał tą grę, wybiegał wtedy wściekły z domu (nie miał daleko bo mieszkał na parterze) i gonił nas miotając przekleństwa.
Któregoś dnia dostarczył nam niecodziennych emocji wyskakując na nas z grabiani. Gdyby ktoś mi wtedy mierzył czas, mógłby paść rekord w dziecięcej kategorii sprintu.

Aktywności

Niestety nie dane nam było brainrotować się w tamtych czasach na tiktoku, więc musieliśmy być bardziej kreatywni. Ale już wtedy byliśmy gender fluid I każdy z nas skakał w gumę, aby potem grać w nogę z bramkami tworzonymi przez trzepak oraz drzewo i smutny kamień (tam czasem trudno było ocenić czy był gol). Każdy z nas plotkował co tam się wydarzyło w ostatnim odcinku telenoweli, a kiedy były mistrzostwa, lataliśmy z szalikami losowych zespołów piłkarskich (bo nie było wyboru, brało się co było). Nikt nie mówił że coś jest babskie albo chłopskie, taki fajny mieliśmy team.
Byłam jedną z niewielu osób, które miały piłkę do nogi, pamiętam ją do dziś jak bardzo na koniec była zajechana przez niezliczone mecze juniorów.

Jedną z moich ulubionych zabaw, była zabawa w wojnę. Byliśmy podzieleni terytorialnie na Czerwonych, Zielonych i Niebieskich. Przemykaliśmy po podwórku krzakami, piwnicami I bramami, zastawialiśmy na siebie pułapki i latał nie jeden kamień. Celne trafienia zwykle kończyły się rykiem i wizytą rodzica poszkodowanego na polu bitwy. Wtedy grzecznie udawalismy, że całkowitą uwagę poświęcamy szczepionym tramwajom w trawie albo kopaniu dołów w piaskownicy.

Z bardziej popularnych dziecięcych zabaw z tamtego okresu było dzwonienie do kogoś domofonem i uciekanie, albo co odważniejsi wdawali się w durnowatą dyskusję z ofiarą. Odkryłam wtedy, że aby wejść do zamkniętej bramy, zazwyczaj wystarczy zadzwonić pod losowy numer i powiedzieć 'cześć, to ja' albo proste 'otwórz'.

Atrakcje

Na podwórku był mały sklepik, gdzie lokalne żule zaopatrywały się w napoje wyskokowe a my w oranżadę z kaucjonowanej butelki. Były też gumy kulki i star czipsy do uzupełniania kalorii po bieganiu z patykami z gównem.
Ponadto w sklepiku tym była maszyna go gier, gdzie wrzucało się ciężko wyciągnięte od rodziców monety i patrzyło jak ustawiają się w rządku cytryna, jabłko, truskawka i śliwka, co znaczyło zniszczenie naszych dziecięcych marzeń o dołączeniu do klasy średniej.

Mieliśmy jeden kosz do gry, niestety parę metrów od niego był ulubiony murek lokalnej partii koneserów taniego wina, więc raczej trzymaliśmy się od niego z daleka.

Lokalsi

Nie mówię, że teraz tego nie ma, ale lata 80-90 były obfite w rozmaite patologie i mocno zakrapiane trunkami, bo ciężko było o sensowniejsze zajęcia.
Była taka jedna grupa, składająca się głównie z młodych facetów z zaprawionymi mordami. Wielogodzinne wystawanie na murku o po bramach czasem robiło się monotonne więc wyprawiali fajerszoły dla znudzonych mieszkańców.
Nie pamiętam ile razy to odwalili ale kilka będzie. Wieczorem, po zmroku, najpewniej z użyciem benzyny, rozpalali ogień w otwartym kontenerze na śmieci. Jarało się jak marzenie, spokojnie potrafiło sięgać mojego 4 piętra i dosięgać pobliskie drzewa. Wtedy, za dzieciaka, było to dla mnie widowisko nie z tej ziemi, sam wjazd straży pożarnej i ugaszenie tego było czadowe. Teraz myślę, ty debilu jeden z drugim, dobrze żeście nas wszystkich nie pozabijali.

Nie zawsze na podwórku było co robić, najczęściej latem w godzinach porannych były pustki bo sporo dzieciaków było na koloniach lub innych wyjazdach.
Jako, że potrafiłam być stara już za młodu, to w takie nudne dni stawiałam fotel przy oknie, kocyk na parapet i wysiadywalam godzinami w tym oknie, obserwując przechodzących ludzi, latające ptaszki oraz objadając się czereśniami i słuchając w radiu Rikiego Martina i krasza Tarkana.

Obecnie to podwórko nie przypomina swoich lat świetności. Po demograficznym boomie dzieciaków było coraz mniej, a nieliczni rodzice z tego podwórka już nie byli tacy chętni na puszczanie dzieciaków samopas. Mój świrnięty sąsiad zaczął obsadzać wszystko co tylko się da, usunął barierki, z piaskownicy zrobił olbrzymią donicę, całe Czerwone zostało ogrodzone płotem i tak sobie stoi i ładnie wygląda, bo funkcji już żadnej innej nie ma, nawet ławki zniknęły, aby przypadkiem ktoś nie przyszedł skorzystać. Może i nie brzmi to tak strasznie, ale znam typa i jego motywacje, dlatego heheszkuję z jego działań na rzecz wyplewienia dzieciaków i innych z JEGO podwórka.

I tak to było, na pewno cieszę się, że mnie puszczano codziennie samopas na podwórko, zamiast być ciąganą przez rodziców po zajęciach dodatkowych. Było fajnie.

Gruba ryba3piorunów

za gówniarza pamiętam że właśnie trójkąt i ołbin (u nas znane jako "jedności", ale to drugi trójkąt razem z nowowiejską i wyszyńskiego) miały patusiarską renomę, i mówię to jako mieszkaniec sebiksowego nowego dworu.

Fanatyk1piorunów

@wonsz niestety potwierdzam, niebezpiecznych sytuacji było multum, w szkole też nie było lekko

Autorytet1piorunów

@Shivaa @wonsz w dokładnie tym trójkącie mieszkaliśmy.
Muszę jednak przyznać, że gorzej było na Jagiellończyka. Chodziłem do podstawówki na Niemcewicza. Większej patodzielni niż tam i na trójkącie nie zaznałem. Dość powiedzieć, że rówieśnik złamał mi palec krzesłem na lekcji w 4. klasie.

U mnie, na Jedności, wieczne imprezy cyganów, zajmujących lokale na Daszyńskiego. Na balkonie pół rodziny i drą gęby do tych na ulicy w BMW i mercedesach. Ciągłe nocne libacje ze śpiewami.

Pokaż więcej komentarzy (38)