Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Gorące — ostatnie 6 godzin

gość

Typ wpisu

GURU

w Bieganie

58piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Gruba ryba1piorunów

Gratki!

Za każdym razem masz takie przeboje z brzuchem? Ja bym chyba oszalał, bo mam nawet (tfu, tfu!) wbudowany feature, że w ogóle mi się nie chce. Tak, gdy robię 500+ też najczęściej obywa się bez posiedzenia. Ogólnie od kiedy jeżdżę, może z 5x musiałem pogonić na dwójkę.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

46piorunów

Fanatyk3piorunów
Pokaż więcej komentarzy (10)

Zawodowiec

w Dyskusje

42piorunów

A dzisiaj mój pierwszy obraz ze złotymi odcieniami - Dandelions:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

38piorunów

Powiem Wam, że szczęscie jest proste, to drobnostki dnia codziennego. To cały dzień pracy w ogrodzie, a potem ogarnięcie pizzy na kolacje dla córki i jej koleżanki od sąsiadów. Nic więcej nie potrzeba 😊 i to słuchanie mlaskania tych dwóch małych gadów :face_holding_back_tears:

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Hydepark

33piorunów

Depresja pozwoliła mi wyjść na spacer i znalazłem artefakt - opuszczone gniazdo szerszeni. Zanim zaczniecie mnie hejtować, to takie info: jeśli szerszenie opuszczają swoje gniazdo, to już nigdy do niego nie wracają. Zabezpieczę je odpowiednio i będę miał ładną ozdobę :)

i w sumie

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Pizza

27piorunów

Miałam już dziś nie wrzucać, ale takie piękne bombelki wyszły że szkoda się nie pochwalić 🥰
Kompozycja podobna do wczorajszej, ale bez szpinaku i więcej szafranu, bo wciąż testuję ile mogę go dodać.
Dziś ciasto po 4 dniach fermentacji, te 3-4 dniowe są najlepsze 🤤

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fenomen

w Hydepark

22piorunów

961 + 1 = 962

Tytuł: Have Fun, Good Luck, Don't Die / Baw się dobrze i przeżyj

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Akcja / Czarna komedia / Sci-Fi / Surrealistyczny

Reżyseria: Gore Verbinski

Czas trwania: 2h14m

Ocena: 9/10

Wyobraź sobie, że siedzisz w barze w typowe, bezbarwne popołudnie. Jesteś na czterdziestolatkiem na pierwszej randce albo jako vice-zastępowy drużyny skautów, jako kierowca Ubera albo ciamajdowaty nauczyciel po lekcjach. A z resztą nie ważne jako kto dokładnie, bo to jest akurat teraz mało istotne. To jest co najwyżej materiał na retrospekcję, bowiem najważniejsze teraz jest to, że właśnie stoisz u progu spektakularnej, szalonej i dzikiej niczym kot szczający brokatem przygody życia, której celem jest (rzecz jasna) - uratowanie świata. Może nie takie dosłowne jak w Armagedonie, ale zdecydowanie bardziej surrealistyczne.

Podchodziłem sceptycznie, ale ta mieszanka "12 Małp", "Wszystko, wszędzie naraz", "Autostopem przez galaktykę" oraz "Black Mirror" jest tak wystrzałowa, że zabawa trwa od pierwszych minut filmu, szybko rozpędza się do prędkości radiowozu na bombach i nie zwalnia do samego końca, by na tym samym końcu strzelić puentą w samą dziesiątkę. A potem są napisy i człowiek mówi sobie pod nosem "ale to było za⁎⁎⁎⁎ste".

Świetny flow, fajna muza, rewelacyjna rola Sama Rockwella.

Polecam tę jazdę bez trzymanki.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Rowerowy Równik

22piorunów

377 559 + 3 + 91 + 78 + 70 + 94 + 100 + 55 + 122 + 3 = 378 175

Wybrała się Panda nad morze

Przejazd Sakwami wzdłuż morza R10 i nie tylko

Dzień pierwszy

Trasa Szczecin -> Wolin. Blue Velo wzdłuż Zalewu Szczecińskiego. R3 chyba. Bardzo ładnie ale brak snu w pociągu sprawił, że końcówka była męcząca.

Dzień drugi

Wolin -> Pobierowo

Odcinek najkrótszy. Szybki dojazd do morza i odpoczynek w Pobierowie.

Dzień trzeci

Pobierowo -> Mielno

Jazda już R10 wzdłuż morza. Fajne miejscówki szczególnie rezetwat gdzie była masa kaczek

Dzień czwarty

Mielno -> Ustka

Najpiękniejszy odcinek na całej trasie moim zdaniem.

Dzień piąty

Ustka -> Łeba

Jazda wzdłuż Słowińskiego Parku Narodowego. Pięknie, niestety nawierzchnia momentami tragiczna. Najgorszy odcinek na trasie pod tym względem. Po wjechaniu w Pomorskie dużo mniej ludzi na trasie. No i po przyjezdzie spacer na wydmy mimo deszczu

Łeba - Swarzewo

Powoli zaczęło pojawiać się zmęczenie. Zaliczona wywrotka przez swoją głupotę. Na szczęściechyba wszystko jest ok.

Swarzewo -> Gdańsk

Trasa momentami błotnista i zmęczenie weszło na pewnej. Szło wszystko bardzo powoli i do węglanie już ni epomagało. Pociąg był dopiero przed północą więc trochę pochodziłem/pojeździłem po Gdańsku

Wyprawa bardzo mi się podobało. Ogólnie bardzo przyjemne doświadczenie. Ludzie z sakwami machali, mówili cześć, czasami zagadywali a czasami to ja zagadywałem. Zdjęcia wrzucam w komentarzach.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Hydepark

18piorunów

Jak myslicie- naprawde zebrali pieniadze czy to jest szopka,ze zebrali zeby dalej mogli robic z siebie meczennikow,ze mimo zaplaty za kocesje zly tusk to itepe itede?

Fenomen5piorunów

@jajkosadzone 2 miliony to nie jest jakoś dużo jak na ich oglądalność. Przecież w samym zeszłym roku ludzie wpłacili na nich 55 milionów złotych i to nie jest ich gadka, a normalnie w deklaracjach podatkowych.

Czyli niezależnie od dnia, średnio wyżebrali rok temu 150k dziennie. To teraz robiąc jakąś wielką hucpę, że "olaboga zamkną nas", to szybko wpadło 2 miliony.

I to się nie skończy, stare pierdziele urobione przez nich będą wpłacać do końca życia. Tak samo jak stare baby nie dadzą zginąć żadnemu księdzu nawet na najmniejszej parafii, choćby miały dawać na tacę po 200 ziko co niedzielę.

Pokaż więcej komentarzy (11)