Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

MahjongFenomen

Dołączył/a:

  • 526 wpisów
  • 594 komentarzy
  • 8 obserwujących

Fenomen

w Hydepark

24piorunów

Zgłosiłam wczoraj widzianego bociana do ośrodka dla dzikich zwierząt, bo bałam się, że inne służby typu straż gminna i tak odeśle mnie do ośrodka ze zgłoszeniem.

Ośrodek odesłał mnie do straży gminnej.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Rowerowy Równik

35piorunów

380 631 + 30 + 97 = 380 758

Piątkowe kręcenie lekkie kolarką wokół komina, bo REAL RAJD leśniakowy był dziś!

Pobudka przed 7 rano, kawka, śniadanko i rowerem na dworzec, tam już czekał kumpel i pociągiem za miasto. Przeciągnęliśmy się trochę znów po powiecie bytowskim - od razu co nas przywitało w lesie to błoto, a że nie było innej drogi to przeprowadziliśmy rowery, brudząc buty, brudząc sprzęt. Na szczęście krótki odcinek, ale kompletnie rozjechany przez pyr-pyry (traktory), nie szło przejechać - koła wyglądały na kilka razy większe, a potem na normalnym szutrze rowery nasze otrząsały się z tego błot na lewo i prawo.

No i na dodatek w jakieś wiosce zaatakował nas pies, tym razem uparł się na mnie - nie dało rady mu uciec, szybki skubaniec, kłapał mi szczękami przy kostkach, ale na tyle zwinny nie był by mnie dziabnąć w ruchu, straszyłam go rowerem i darłam ryja, ale nic to nie dawało, dopiero w końcu właściciel go odwołał. Ech, podniosło to nam ciśnienie mocno.

Trasa bardzo zróżnicowana, dużo pod górki na pierwszych 40 km (ostatecznie wyszło mi ponad 700 m przewyższeń). Oczywiście zaliczyliśmy parę jeziorek, i oczywiście rzekę Łupawę. Zjechaliśmy też lekko z trasy by zobaczyć Górę Megalitów - czyli kamienie-pomniki, grobowce, kurhany sprzed kilku tysięcy lat.

Wykończeni dotarliśmy do większej miejscowości na żarło i bezalko leszki. Niestety, trzeba było długo czekać, niestety nikt nas nie ostrzegł - szkoda trochę czasu. Ale ostatecznie po zjedzeniu ruszyliśmy już wyłącznie asfaltowymi ścieżkami i drogami - i już do naszego miasta docelowe.

Ciężka to była trasa w niektórych momentach - czasem ledwo podjechaliśmy pod jedną ciągnącą się wieczność górkę to za zakrętem witała nas kolejna.

No i ten mostek ze zdjęcia! Trochę się bałam (bardzo!) przeprowadzić rower, no ale trzeba było :grinning:

*

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Filmy

16piorunów

974 + 1 = 975

Tytuł: Supergirl

Rok produkcji: 2026

Kategoria: Sci-Fi

Reżyseria: Craig Gillespie

Czas trwania: 1h 50m

Ocena: 6+/10

Bardzo czekałam na ten seans, zajawkowa Kara z końcówki Supermana wyglądała zachęcająco. Sama historia Kary bardzo fajnie przedstawiona - to chyba te elementy, które zasługują na wyższą ocenę - czasem oglądało to się ciekawiej niż aktualną fabułę. Co jeszcze na plus? Mily Alckock - ona ciągnie ten film na swoich barkach. Jest bardzo charyzmatyczna, wierzymy w jej postać, jej lęki, jej dołki i jej emocje. Podobała mi się też jej przemiana, gdy wychodzi z depresji by stać się lepszą osobą - choć dla mnie jest taka od początku, tylko jeszcze się z tym kryje.

Podobał mi się też motyw z dziewczyną, której pomaga Kara - gdy ta dziewczyna najpierw patrzy na Karę sceptycznie, prawie, że z krytyką, by zacząć ją doceniać, a w apogeum zobaczyć kogoś naprawdę wartościowego - superbohaterkę.

Wkurzał mnie trochę ten pies, ale w Supermanie o dziwo wkurzał mnie bardziej, tutaj jednak prawie cały środek filmu leży sobie gdzieś u weterynaryjnej szamanki.

Nie dołączam do klubu Jason Mamoa tym razem. Tak bardzo zapomniałam, że on gra tiu Lobo, że gdy zobaczyłam jego nazwisko na początku filmu to myślałam, że będzie grał Aquamana XD

Co prawda jego Lobo jest poprawny, ale mnie nie zachwycił.

Parę walk jest naprawdę fajnych, chociaż mnie wkurza te prawie bajkowe tańczenie kończynami, jak w grach komputerowych. Jam w tym względzie konserwatystka (w końcu przez wiele lat byłam fanką walk MMA), bardziej wolę rozwiązania takie jak np. to stosowanie w najnowszym Mortal Kombat.

Ogólnie zabrakło mi trochę ducha w tej opowieści. Niby wszystko jest na swoim miejscu - powstanie z upadku emocjonalnego, przyjaźń, wspólny cel, i przemiana w superbohaterkę, ale ostatecznie coś tam fałszowało - może to te minusy, które wymieniłam, a może zabrakło iskry bożej przy ogólnej realizacji - wypuszczono to jaki gotowy produkt, zamiast właśnie "wypieścić"?

Ale mimo to mam nadzieję, że powstanie jeszcze jakiś film z Milly Alcock w roli Supergirl. To głównie jej ogromna zasługa, że ten film jest nawet dobrze oglądalny.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

GURU3piorunów

@Mahjong

powstanie z upadku emocjonalnego, przyjaźń, wspólny cel

O madko ale babski film.

Ale obejrzę dla Lobo, swego czasu jarałem się komiksami Bisleya.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Osobistość

w Filmy

14piorunów

971 + 1 = 972

Tytuł: Ocalić tygrysa

Rok produkcji: 1973

Kategoria: Dramat

Reżyseria: John G. Avildsen

Obsada: Jack Lemmon, Jack Gilford, Thayer David, Harvey Jason

Czas trwania: 1h 40min

Ocena: 7/10

Prezes podupadającej firmy przeżywa kryzys wieku średniego. Jego problemy mają wpływ zarówno na sytuację rodzinną, jak i kondycję przedsiębiorstwa.

PS. Pojawił się wątek tygrysa przez kilka sekund

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Filmy

24piorunów

970 + 1 = 971

Tytuł: Cyborg

Rok produkcji: 1989

Kategoria: Sci-Fi / Akcja

Reżyseria: Albert Pyun

Czas trwania: 1h 26m

Ocena: 5+/10

Gibson grany przez Jean-Claude Van Damma, zarabia w postapokaliptycznym świecie jako wyprowadzacz ludzi z miasta. Za nim kłębi się mroczna przeszłość, gdy był świadkiem zabicia swoich bliskich oraz osobista vendetta na uber złolu - Fenderze.

Ma eskortować kobietę-cyborga, która przechowuje w sobie lek na plagę wybijającą resztki ludzkości. Pomaga mu też inna kobieta, gdy cyborg trafia w ręce Fendera. Ale dla Gibsona priorytetem jest zemsta.

Spektakularna scena ukrzyżowania Van Damma sprawiła, że daję plusika za takie russellowskie (szkoda, że nieświadome) wtręty.

Biją się zacnie, złole są obrzydliwi, a Van Damme mrukliwy, młody, piękny i walczący. W sumie najwięcej dla filmu zrobiły klimatyczne zdjęcia całkiem zgrabnie pokazujący zgliszcza świata po katastrofie. Klimacik postapo w całej swojej okazałości.

Taki Mad Max z temu. Ale oglądalny.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Filmy

10piorunów

968 + 1 = 969

Tytuł: Dorian Gray w zwierciadle prasy brukowej

Rok produkcji: 1984

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Ulrike Ottinger

Czas trwania: 2h 30m

Ocena: 9/10

Właśnie doczytałam, że Dorian to domknięcie "trylogii berlińskiej". Tak się składa, że na widziałam dwa poprzednie filmy, które bardzo mi się podobały, ładnie wbijały się w wytrenowanie moje filmowe i męczącą potrzebę dobrego arthouse'u, a nie arthouse dla samego arthouse'u.

Dorian Gray, bogaty narcyz zostaje wytypowany przez szefową wielkiego konsorcjum medialnego na nową gwiazdę celebrycką. Z matematyczną precyzją wraz z doradczyniami układa życie Doriana, np. sprowadza go do zakochania z aktorską gwiazdą opery, a potem rozkłada ten związek jak sobie chce.

Oczywiście w pewnym momencie nasz ciągnięty jak po sznurku Dorianek kapnie się, że jest praktycznie bezwolny, i ruszy po swoje.

Może i czytacie to i myślicie - ej, fajna tematyka, zerknę. No, tylko spodziewajcie się dziwaczności - medialne szefowe przypominają bardziej dziwne roboty - zdjęcia robione przez paparazzi wyświetlają na czarno-białych telewizorach, które są obwiązane drutem kolczastym.

Samego Doriana gra kobieta, choć trzeba przyznać, że pani Veruschka von Lehndorff ma dość androgeniczną urodę. Aktorstwo jest surowe, czasem specjalnie przesadzone. Są i piosenki, co zauważyłam już w poprzednich filmach trylogii, że piosenka być musi. Piosenki są jeszcze bardziej arthousowe niż sam film, o ile tak można. Jedna z piosenek w filmie o Dorianie rozjechała mnie totalnie - nie mogłam przestać się śmiać.

Myślę, że akurat humor w filmach pani Ottinger jest specjalnie umieszczany - tak, jakby trochę parodiowała swoją historię, co jest już wyczynem, bo czyż reżyserka nie parodiuje rzeczywiści w swoich filmach? Na pewno w Dorianie, gdzie tworzenie celebryckiej gwiazdy z naiwnego chłopaka wbija się w szambo serwowane ludziom w postaci plotek z kolorowej, brukowej prasy.

Bal prasowy, na którym Dorian spotka swoją miłość, przypomina teatr kukieł - nikt się nie uśmiecha, ludzie tańczą jakby musieli robić to za karę. Cała sceneria to ściany i słupy oklejone gazetami. Dopiero gdy pojawia się Andamana i Dorian ożywia się - dopiero wtedy scena zyskuje trochę życia.

Dorian od razu znajduje nić porozumienia i prosi Andamanę by poszli gdzieś gdzie można pobyć w spokoju. A kolejna scena to stulone twarze Doriana i jego wybranki, a w tle ktoś drze japę "ich liebe dich!". Okazuje się, że owo spokojne miejsce to koncert punkowy.

Taki to humorek wkręcała reżyserka.

Możliwe, że w moich słowach tkwi zachęta, i jest takowa, bo mi film oglądało się fantastycznie - bawiłam się wyśmienicie, ale uważajcie. Ten film jest dziwaczny, kiczowaty, często niezrozumiały, pokręcony - no wyobraźcie sobie niemiecki arthouse na sterydach robiony w latach 80., to może gdzieś zaiskrzy zrozumienie z czym możecie mieć do czynienia.

Chyba przy "Freal Orlando" pisałam, że to taki Jodorovsky, tyle że bez konkretnej fabuły (co jak co, ale i "Święta Góra" i "Kret" mają płynącą fabułę). Co prawa Dorian też już ma tu fabułę, albo jej zalążek, ale dalej to pokraczne dzieło, które może być niezrozumiałe dla wielu i wyglądać jak zbitek niepowiązanych z sobą dziwacznych scen.

Mi to bardziej jednak niż Jodorowskiego przypomina mojego ukochanego Kena Russella, który potrafił nagle nie wiadomo skąd wkleić w sensowną fabułę jakiś dziarski, surrealistyczny motyw. Taka jest właśnie twórczość niemieckiej reżyserki - bierze rzeczywistość zastaną i wywraca ją na drugą stronę, po drodze obrywając to, co wg niej nie jest potrzebne, a doklejając nowe warstwy i w efekcie końcowym dostajemy takie freakowe kino.

Co mnie bardzo cieszy, i sam Dorian jest dla mnie numer 1 z tej berlińskiej trylogii i na pewno będę sięgać w przyszłości po kolejne zwariowane filmy pani Ottinger.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Bieganie

104piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Pokaż więcej komentarzy (19)

Fenomen

w Filmy

15piorunów

957 + 1 = 958

Tytuł: Obsesja

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Horror

Reżyseria: Curry Barker

Czas trwania: 1h 48m

Ocena: 8+/10

Uważaj, czego sobie życzysz.

Niepotrafiący wyznać miłości swojej przyjaciółce Bear kupuje dziwaczny przedmiot - gałązkę jednego życzenia. Sfrustrowany własną niemocą wypowiada życzenie, by Nikki kochała go najbardziej na świecie.

I tak się dzieje, Nikki dostaje świra na punkcie Beara i nie chce go już opuścić. Z czasem ta relacja będzie coraz bardziej intensywna i straszna, przez nieprzewidywalne decyzje dziewczyny.

Niby więc horror, ale też trochę zaglądamy w związek z osobą rozchwianą psychicznie i emocjonalne. Rolerkoser, jak to mówią. Tylko tutaj wszystko jest wyolbrzymione, prowadzące do skrajności - stąd gatunkowe nasycenie horrorem jest.

Oglądało się wybornie, czasem aż ciężko, bo aktorka grająca Nikki wspinała się na możliwości aktorskie z prędkością i siłą Aleksandry Mirosław bijącej własne rekordy.

To głównie jej zasługa, że odbieramy ten film tak a nie inaczej.

Było parę jumpskerów, ale głównym atutem jest cringe wywoływany przez Nikki w poszczególnych partiach rozwijania się fabuły, aż do intensywnego końca.

Polecam, znak jakości horrorowy daję mocny.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Gruba ryba1piorunów

Druga recenzja tego już dziś i wysoka ocena. Muszę sobie zapisać żeby obejrzeć bo na vod chyba jeszcze nigdzie nie ma?

Fenomen1piorunów

@Hoszin do wypożyczenia jest na kilku, ja się skusiłam, na amazonie chyba najtaniej, ale równie dobrze można poczekać, pewnie w końcu się pojawi na streamingach normalnie

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Filmy

10piorunów

956 + 1 = 957

Tytuł: Murena

Rok produkcji: 2021

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Antoneta Alamat Kusijanović

Czas trwania: 1h 32m

Ocena: 7/10

Julija mieszka z matką i ojcem nad Adriatykiem. Pewnego dnia ich dom odwiedza dawny przyjaciel ojca Javier. Mężczyzna jest bogaty, ale ciągnie się za nim dreszcz przeszłości związany z rodziną nastolatki - zapewne Javi kochał się kiedyś w matce Juliji.

Dziewczyna ma dość swojego kontrolującego wszystko ojca i upatruje szansy wolności w gościu, który z wielką otwartością i życzliwością podchodzi do młodej dziewczyny.

W tle morze, nurkowanie i polowanie na tytułową murenę. Taki dość nietypowy, ale klimatyczny i wciągający coming out of age.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Filmy

15piorunów

955 + 1 = 956

Tytuł: Pan Nikt kontra Putin

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Dokumentalny

Reżyseria: David Borenstein

Czas trwania: 90m

Ocena: 7/10

Jak zmieniły się rosyjskie szkoły po inwazji na Ukrainę? Zmieniły się praktycznie w placówki propagandowe. To właśnie pokazuje ten film z perspektywy nagrywającego nauczyciela w jakimś miasteczku na Uralu.

Szkoła, w której pracuje nasz bohater, przypominała wcześniej zwykłą szkołę, ale z nowymi wytycznymi to czysta propagandówka, której nie powstydziłyby się stalinowskie władze.

Ale są tam też znaki, że rosyjskie społeczeństwo i tak wcześniej miało zryte łby, jak na przykład nauczyciel historii, którego ulubionymi bohaterami historycznymi są główni urzędnicy stalinowscy typu Beria.

Ogólnie nie wygląda to za fajnie, gdy ze szkoły zrobisz pralnię mózgów, to ciężko to będzie potem naprawić.

Ten film mi pokazał, jak dobrze wyszkolone są ruskie od prawie stu lat w propagandzie, stosują ją gdzie się da, a zwykli nauczyciele to po prostu wdrażają, bo co mogą zrobić? Stracić pracę? Albo trafić do końca życia za kratki?

Mogą też wyjechać jak nasz główny bohater, dzięki jego ucieczce zobaczyliśmy jak to wygląda od środka - przywiózł z sobą te wszystkie nagrania, audiowizualną dokumentację postępującej prorosyjskiej propagandy.

Dzieciaki bez myślunku spełniają nowe wytyczne, no bo są dziećmi. Więc śpiewają durne piosenki, maszerują na przerwach i rzucają granatem w ramach zajęć lekcyjnych.

A potem, gdy skończą szkołę przyjdzie papierek, pożegnalna impreza i papa do woja. Jak będziesz miał szczęście to wrócisz w całości w trumnie.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

16piorunów

954 + 1 = 955

Tytuł: Obsesja

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Horror

Reżyseria: Curry Barker

Czas trwania: 1h 48m

Ocena: 8/10

Horror jak dla mnie prawie że idealny, jest idealnie wyważony tu trochę strachu, tu grozy, tam obleśnych scen z za dużą ilością krwi co sprawia, że genialnie się to ogląda, nie pozwala ani na chwile się znudzic. Do tego ci niszowi aktorzy, nieznani chyba nikomu robią mega robotę w tym filmie! Niby oklepany temat, zabawka, konsekwencje życzenia, ale tutaj jakoś jest to zrobione tak (nie wiem jakim cudem), że jest to lepsze od innych tego typu filmów! POLECAM MOCNO

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Pokaż więcej komentarzy (5)

Koneser

w Dyskusje

108piorunów

Drugiego dnia szkoły zadzwoniła wychowawczyni mojego syna.

Godzina 10:43.

Nie lubię telefonów ze szkoły przed południem.

O tej porze placówka edukacyjna powinna przekazywać dziecku wiedzę, a nie generować zadania operacyjne dla rodzica.

- Czy może pan dzisiaj przyjść na rozmowę? - zapytała.

- W jakiej sprawie?

- Chodzi o zachowanie pańskiego syna na lekcji.

- Co zrobił?

Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.

- Wolałabym porozmawiać osobiście.

Nie lubię takich odpowiedzi.

- Czy sprawa jest pilna?

- Kilkoro dzieci płakało.

Odłożyłem długopis.

- Czy syn kogoś uderzył?

- Nie.

- Obraził?

- To zależy, jak rozumiemy obrażanie.

Czyli nie.

Pojechałem.

Wychowawczyni czekała w sali.

Syn siedział obok.

Spokojny.

Ręce na kolanach.

Przed nim leżała kartka w kratkę pokryta liczbami.

Usiadłem.

- Co się wydarzyło?

Pani westchnęła.

- Dzisiaj dzieci rozmawiały o wakacjach. Jedni byli w Hiszpanii, inni w Grecji, ktoś w Turcji, ktoś na Malediwach...

Klasyczny błąd.

Pierwszy tydzień szkoły.

Zamiast od razu wejść w matematykę, język polski i nauki przyrodnicze, nauczyciele uruchamiają dzieciom publiczny przegląd statusu majątkowego rodziców.

- I kilkoro dzieci zaczęło się śmiać z pana syna, że on nigdzie nie był za granicą.

Spojrzałem na niego.

- Śmiali się?

Syn wzruszył ramionami.

- Trochę.

- Co im odpowiedziałeś?

- Najpierw nic.

Dobrze.

Nie należy reagować na pierwszą rynkową prowokację.

- A później?

- Potem zapytałem jednego chłopaka, ile kosztował ich wyjazd do Grecji.

Wychowawczyni zamknęła oczy.

Jakby już znała dalszy ciąg i nadal nie potrafiła go zaakceptować.

- Powiedział, że nie wie, więc zapytałem, ile osób, czy na własną rękę i ile mieli posiłków. Podał mi wszystkie dane, a ja oszacowałem koszt.

Popatrzyłem na kartkę.

Na górze widniał napis:

„Niewykorzystany potencjał kapitałowy klasy”.

Poniżej tabela.

Kraj.

Liczba osób.

Liczba dzieci.

Szacowany koszt jednego wyjazdu.

Częstotliwość.

Hipotetyczna wartość inwestycji.

Musiałem przyznać, że układ dokumentu był przejrzysty.

Brakowało tylko źródeł danych i daty sporządzenia.

- Przyjąłem, że taki wyjazd kosztował około czternastu tysięcy złotych - wyjaśnił syn.

- I powiedziałeś to koledze? - zapytała wychowawczyni.

- Najpierw zapytałem, czy jeżdżą tak co roku.

- I co odpowiedział?

- Że prawie co roku.

- Co znaczy „prawie”? - wtrąciłem.

- Dlatego dopytałem.

Spojrzał na swoją kartkę.

- Siedem razy w ciągu ostatnich ośmiu lat.

- Następnie założyłem, że zamiast wydawać czternaście tysięcy rocznie, rodzice mogliby inwestować te pieniądze w szeroki ETF - kontynuował. - Przy założonej średniej stopie zwrotu wartość portfela wynosiłaby dzisiaj około stu trzydziestu tysięcy złotych.

- Jakiej stopy użyłeś?

- Osiem procent.

Zmarszczyłem brwi.

- Po podatku?

- Nie.

- Następnym razem zaznacz założenia.

- Dobrze.

Wychowawczyni spytała się:

- Czy pan uczy syna takich rzeczy?

- Uczę go, że każda decyzja ma koszt alternatywny.

Pani zacisnęła usta.

- Pan uważa, że to jest w porządku?

Zastanowiłem się.

- Zależy, co powiedział później.

- Powiedziałem, że jeżeli ktoś co roku wydaje kilkanaście tysięcy na wakacje, a potem mówi dziecku, że nie ma pieniędzy na mieszkanie na start albo edukację, to nie jest problem dochodów, tylko alokacji kapitału – odpowiedział syn.

Pani uniosła głowę.

- Właśnie o tym mówię.

- Ale to jest prawda - powiedział młody.

- Nie chodzi o to, czy to jest prawda!

Syn spojrzał na mnie.

Ja spojrzałem na niego.

To było jedno z tych zdań, po których człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego edukacja finansowa w Polsce wygląda tak, jak wygląda.

Pani próbowała tłumaczyć:

- Dzieci mają prawo opowiadać o wakacjach. Nie powinieneś ich zawstydzać.

- Ja ich nie zawstydzałem.

- Powiedziałeś Mai, że jej rodzice „sprzedali 30 lat procentu składanego za zdjęcie z palmą”. Ona zaczęła płakać.

- Bo zrozumiała procent składany.

- Nie. Zaczęła płakać, bo powiedziałeś jej, że rodzice zabrali jej sto czterdzieści tysięcy złotych.

Musiałem interweniować.

- Proszę pani, oczywiście rozumiem, że forma mogła być zbyt bezpośrednia.

Syn spojrzał na mnie zaskoczony.

Podniosłem lekko rękę.

Jeszcze nie skończyłem.

- Ale nie możemy też udawać, że decyzje konsumpcyjne nie mają kosztu alternatywnego tylko dlatego, że robimy je w lipcu.

Pani patrzyła na mnie nieruchomo.

- Ja naprawdę nie chcę teraz prowadzić rozmowy o inwestowaniu.

- Ja też nie.

Wychowawczyni westchnęła.

- Chcę, żeby pański syn przeprosił klasę.

Spojrzałem na niego.

On spojrzał na mnie.

- Za co konkretnie ma przeprosić? - zapytałem.

- Za ocenianie rodziców innych dzieci.

Syn się wtrącił:

- Ale nie oceniałem wszystkich negatywnie.

Przesunął palcem po tabeli.

- Rodzice jednej dziewczynki pojechali pod namiot w Polsce. Koszt był niski, byli razem przez dwa tygodnie, a ona nauczyła się pływać kajakiem. Zaznaczyłem ich jako efektywnych kosztowo.

Nauczycielka była już zrezygnowana i powiedziała tylko:

- Proszę z nim porozmawiać.

Kiedy wyszliśmy na korytarz, syn zapytał:

- Mam ich przeprosić?

Spojrzałem na niego.

- Za to, że nie przedstawiłeś dokładnych założeń.

- A za resztę?

- Nie.

Skinął głową.

- A jutro mogę im pokazać, ile kosztują coroczne wakacje przez dziesięć lat przy założeniu średniorocznej stopy zwrotu w kilku wariantach?

Zastanowiłem się.

- Możesz.

Przerwa.

- Ale uwzględnij inflację.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Filmy

16piorunów

944 + 1 = 945

Tytuł: Deathstalker

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Fantasy

Reżyseria: Steven Kostanski

Czas trwania: 1h 42m

Ocena: 6+/10

Najnowsza wersja przygód Stokera - mistrza miecza, wojownika, najemnika, ruchacza, poszukiwacza przygód, pogromcy świnioludzi, eksterminatora złych czarnoksiężniczków, miłośnika księżniczek, weterana turniejów.

Wersja nówka, bo sprzed roku, ale jest to wyjątkowa laurka dla poprzednich części - nawet gumowe efekty zostały zachowane. Ogląda się jak kolejną starą wersję odsłon przygód Stokera.

Tym razem Stoker zostaje "przywiązany" do opętanego amuletu znalezionego na polu bitwy przy umierającym oficerze. Najpierw więc należy znaleźć sposób, by się "odwiązać" od przekleństwa. W tym celu zaprzyjaźni się nasz Stoker z gumowatym, potworkowatym niziołkiem oraz urodzą mistrzynią złodziejskiego fachu.

Potem dużo przygód, dużo walk, dużo dużo dużo. Piękny powrót do najprostszego gatunku fantasy. W ramach odświeżenia nie ma prawie nic - wszystko, nawet efekty specjalnie, ustawione na podstawie poprzednich części z ery VHS.

Dla fanów.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Autorytet1piorunów

@Mahjong okej, ale czy wzorem poprzednich czesci ta rowniez obfituje w cycki? Kolega pyta

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

29piorunów

1195 + 1 = 1196

Tytuł: Lalka

Autor: Bolesław Prus

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Format: papierowa

Liczba stron: 1377

Ocena: 7/10

Nadrobisz zaległości podczas urlopu, mówili. No i dziesięć dni poszło na jedną powieść.

Fabułę każdy zna, jak ktoś śledzi wiadomości ze świata filmu to domyśli się, że poszła powtórka przed zbliżającymi się dwoma ekranizacjami. Przeczytany przeze mnie egzemplarz to dwutomowe wydanie z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, wraz ze szczegółowym opracowaniem naukowym i przypisami Józefa Bachórza.

Powieść klasyka, historia do dzisiaj się broni, choć sam skróciłbym powieść o cały wątek paryski (nieudany) i znacząco ograniczyłbym uwagi Rzeckiego o Stawskiej. Książkę jednak czytało się bardzo wolno, właśnie ze sprawą licznych przypisów (mających wartość dodatnią, ale momentalnie rozpraszających), ale też przez natrętne i niekontrolowane przeze mnie wracanie do serialu, gdzie czytane fragmenty sobie wizualizowałem. Wyjątki stanowiły wspomniane uwagi Rzeckiego, bo tam przypominał się jeden z naczelnych trolli na Wykopie Krzysztof Dzong Un i jego obrzydliwe komentarze wokół Marii Andrzejczyk.

Zdecydowanie powinienem się leczyć. Tak jak i 3/4 bohaterów powieści ¯\\( ͡° ͜ʖ ͡°)

Prywatny licznik: 37/50

Fenomen0piorunów

@BapitanKomba

sam skróciłbym powieść o cały wątek paryski (nieudany) i znacząco ograniczyłbym uwagi Rzeckiego o Stawskiej

Oj tak, wynudzilam się jak mops w Paryżu, a z uwag Rzeckiego miałam bekę, co za spermiarz XD

Ja słuchałam audiobooka czytanego przez Marka Walczaka i to był strzał w dziesiątkę, nie mogłam się oderwać, no tylko paryski epizod mnie nudził..

U mnie jednak mimo wszystko 10/10.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Rowerowy Równik

32piorunów

373 130 + 19 + 19 + 19 + 19 + 19 + 19 + 19 + 19 + 19 + 19 + 14 = 373 334

Dojazdy do pracy oraz jedna każda testowa. Wjechała nowa lampka przednia sprawuje się całkiem nieźle (zalety: dużą bateria, mocne światło, odcięcie światła żeby nie oślepiać). Jestem ciekaw również opinii kto ma pierwszeństwo w przypadku jak ze zdjęć: rowerzysta jadący podporządkowana czy rower.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Osobistość4piorunów

Mogłem tego nie sprawdzać. Ale sprawdziłem. Zdobywasz osiągnięcie

Dokumentalista (50 zdjęć)*

---

Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Lider3piorunów

@Koloalu ze zdjęcia wynika, że chcesz jechać pod prąd na tej jezdni, więc na pewno rowerzysta na przejściu, przejeździe dla rowerów, nawet gdybyś jechał prawidlowo to musisz ustąpić.

Lider2piorunów

@Koloalu ten, mała pomylka zaszła, rowerzysta na przejeździe jest traktowany po staremu, czyli jak dawniej pieszy, musi się zatrzymać, dopiero kiedy wjedzie na przejazd ma pierwszeństwo.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Rowerowy Równik

35piorunów

372 952 + 53 = 373 005

W sumie nie wiedziałam pół dnia czy zdarzy się dziś kręcenie ponieważ troszku padału, a potem wiało - za mocno jak dla mnie. Ostatecznie doszłam do wniosku, że spojrzę o 16 na prognozę i zdecyduję czy dziś rower czy siłka.

Ale prognoza pokazywała wiatr dalej, tylko już nieco słabszy, a pod wieczór już zero wiatru. Więc tak, ułożyłam sobie (choć raz!) trasę tak, że pierwsza połowa z wiatrem, a z powrotem już i tak bez różnicy.

Pojechałam taką drogą, której unikam zazwyczaj bo spory ruch, ale w sobotę podejrzewałam, że będzie lżej. I tak było, spokojnie sobie dojechałam do ścieżynki zwyczajowej rowerowej.

Nie chciało mi się, muszę przyznać, miałam zrobić góra 30 km i wracać, ale z drugiej strony ile jeszcze rowerowania w tym sezonie zostało? Może sporo, ale pogoda będzie coraz bardziej kapryśna a dni coraz krótsze.

Do tego jak już jechałam to nagle chęci na dalsze kręcenie pojawiły się naturalnie. Rower-power!

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Rowerowy Równik

36piorunów

371 536 + 53 = 371 589

W taką pogodę i taki wiaterek to można pykać! Specjalnie dziś pojechałam "słonecznym" kawałkiem i bardzo dobrze! Świetnie się jechało.

I nie musiałam zatrzymywać się na żarło. Przeszukałam trochę swoich "gratów" rowerowych i znalazłam gustowną torbę, a raczej torebeczkę - podejrzewam, że pewnie kupiłam ją nawet w tym roku, w jakiś deca albo oszonie. I proszę, przydała się. W sam raz na żelki w trasie.

*

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (3)