Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

BapitanKombaFenomen

Dołączył/a:

  • 116 wpisów
  • 1389 komentarzy
  • 0 obserwujących

Fenomen

w Hydepark

31piorunów

1091 + 1 = 1092

Tytuł: Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując powstanie warszawskie

Autor: Piotr Zychowicz

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Alfa

Format: Rebis

ISBN: 9788380626133

Liczba stron: 512

Ocena: 1/10

Poniższa recenzja będzie jednocześnie zawierać moje prywatne poglądy na temat powstania i innych tematów pokrewnych, do których odwoływał się Zychowicz. Same poglądy Zychowicza nie mają wpływu na tak niską ocenę książki, powody wystawienia jedynki znajdują się na samym końcu. Będzie dużo, wobec czego gdyby coś wydawało się niejasne, proszę o sygnał.

W trwającej właśnie mojej serii lektur poświęconych powstaniu warszawskiemu nie mogłem ominąć „Obłędu ’44” Zychowicza. Wypożyczając tę książkę z biblioteki doskonale zdawałem sobie sprawę, na co się pisze. Wiedziałem, że Zychowicz ma bardzo krytyczne stanowisko wobec Powstaniu Warszawskiemu. Też jestem świadomy stylu, w jakim prowadzi dyskusję. Wiem, czemu Zychowicz ma tak złe zdanie o powstaniu, ale czy jego zaangażowanie brzmi wiarygodnie?

To będzie spoiler, ale chyba umowny: spora część rodziny Zychowicza przeżyła powstanie, to wydarzenie jawiło im się jako koszmar i nie dziwi mnie, że Piotr Zychowicz wyniósł taki pogląd z domu. Problem jednak polega na tym, że przez lwią część książki Zychowicz po prostu atakuje wszystkich: Bora-Komorowskiego, Chruściela, Okulickiego, Armię Krajową jako całość, Polskę i nas Polaków. Wiem, że człowiek w nerwach potrafi napisać, że "Polacy to najgłupszy naród Europy", ale wyjątkowo głupim lub podłym wydaje mi się opluwać wszystkich na chłodno, podpisywać się tym swoim imieniem i nazwiskiem i zarabiać niemałe pieniądze (30 tys. sprzedanych egzemplarzy „Obłędu ’44” w pierwszych tygodniach!). Zychowicz miewa rację pisząc, że Polacy są impulsywni i zbytnio ufają obcym mocarstwom, ale ręce mi opadają jak zasugerował, że w historii Polski najlepszym okresem było panowanie Jaggielonów i ogólnie gdy nie Litwini to nasza historia potoczyłaby się jeszcze gorzej. Walenie jednak po Polsce i Polakach na każdej stronie jest po prostu męczące i obraźliwe. Autor czasem napisze o bohaterskiej postawie samych szeregowych powstańców, Sosnkowskim, Grocie-Roweckim ceniąc jego przenikliwość i ostrożność (z tym drugim się nie zgadzam, bo Rowecki jako lider Polskiego Państwa Podziemnego wykazywał się dość lekkomyślnym stosunkiem do swojego bezpieczeństwa, ułatwiając kilku zdrajcom wydanie go Niemcom) czy też innej postaci z naszej historii, ale to nie brzmi wiarygodnie, to wygląda jak łatka, przykrywająca niechęć do własnego kraju.

Sam uważam powstanie za przegrane militarne, ale (wbrew opinii Zychowicza) szok, jakim okazała się cena powstania, był na tyle duży, że w następnych latach „Solidarność” mająca w pamięci koszt wojny była świadoma, że jak pozwoli sobie na wiele to sprowadzi do Polski czołgi radzieckie, które powtórzą hekatombę. Zychowicz odrzuca ten pogląd sugerując, że 1980 nie ma nic wspólnego z 1944 i jeszcze rozwija ten pogląd o dygresję, że w ogóle komunizm upadł wyłącznie za sprawą Reagana, który narzucił agresywne tempo zbrojeń z ZSRR. No dzisiaj po faktach każdy jest mądry, ale w 1980 sam miałbym w głowie, że Rosjanie nie będą się patyczkować i skoro zaatakowali Afganistan to i nas zaatakują, mogąc zrobić z każdego miasta drugą Warszawę. Czy można było uniknąć powstania? Do dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, obawiam się, że to i tak by wybuchło, choćby była to samowola powstańców.

Zychowicz obficie dyktuje, po jakiej stronie Polska powinna opowiedzieć się podczas wojny. Nie podzielam jego poglądów co do relacji z Niemcami. Nie znam treści jego poprzedniej książki, tj. „Paktu Ribbentrop-Mołotow”, ale domyślam się, że w „Obłędzie” się powtarza. Generalnie Zychowicz uważa, że sojusz z Niemcami sprawiłby, że Polska nie zostałaby tak zniszczona, nie doszłoby do zniszczenia Warszawy (dygresja: zdaniem Zychowicza bardzo ładnego, czego też nie podzielam, gdyż miasto było ładne tylko na zdjęciach. Prawdziwa Warszawa to nędza społeczna), czy też nie doszłoby do mordów na Wołyniu (sic! Zychowicz kompletnie nie rozumie relacji polsko-ukraińskich, które doprowadziły do tego nieszczęścia). Cóż, przed wojną Niemcy widzieli w nas wroga, może co najwyżej szanowali Piłsudskiego, ale po jego śmierci od razu ujawnili swoje stanowisko co do nas. Podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow i wspólne zaatakowanie ZSRR mogło by nic nie dać. Skoro III Rzesza potrafiła zerwać pakt z ZSRR to co by jej szkodziło po opanowaniu Białorusi zaatakowanie Polski z dwóch stron, zwłaszcza gdybyśmy byli wykrwawieni po walach na Białorusi i Ukrainie? I czy Ukraińcy omamieni propagandą sowiecką i obietnicą niepodległej Ukrainy nie doprowadziliby do mordów na Wołyniu wcześniej?

Tyle alternatywna historia, skoro Zychowicz ją stosuje to i ja się pobawię. Ale nadmierna wiara w Niemców po prostu boli, zwłaszcza że jako Pomorzanin doskonale pamiętam, że kilka tygodni po wybuchu wojny w zbrodni pomorskiej Niemcy zamordowali ponad 50 tys. Polaków, w większości przedstawicieli klas wyższych i elit intelektualnych. W następnych miesiącach na Pomorzu terror był niewyobrażalny, Niemcy śmiało stosowali odpowiedzialność zbiorową, gdzie za „działalność przestępczą” cała rodzina była wysyłana do obozu koncentracyjnego. A teraz paradoks. Sny Zychowicza o Polakach walczących z Niemcami bardzo się ziściły właśnie na Pomorzu. Jak Niemcy zmuszali Polaków do wcielania się do Wehrmachtu. Kto mógł to uciekał i jako dezerter zasilał Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, „wnosząc w posag” broń zdobyczną. Ale nie wszyscy mieli to szczęście i część Polaków zginęła jako żołnierze Wehrmachtu pod Monte Cassino czy Stalingradem. Na Pomorzu Sowieci uchodzili za dzikusów, ale zdecydowanie byli mniejszym złem, gdyż nie stosowali takiego terroru jak Niemcy. Tyle, jeśli chodzi o natarczywe pisanie przez Zychowicza, że ZSRR to zło wcielone, a chwała należy się Narodowym Siłom Zbrojnym, bo pod koniec wojny zawarły taktyczny sojusz z Niemcami.

Nie będę negować poglądów Zychowicza na temat dowódców AK, bo ich decyzje podczas powstania nie były dobre. Tylko no tak jak pisałem, dzisiaj po czasie wszyscy są mądrzy i nie czuję się na tyle pewny, by kogokolwiek atakować personalnie i za konkretne czyny. Powiem więcej, pisząc "ich decyzje podczas powstania" to w rzeczywistości "podzielam ogólny pogląd historyków, którym w tej sprawie ufam i wierzę, że ich poglądy mają oparcie w faktach". Ale gdybym poświęcił cały rok na studiowanie całej dostępnej literatury i podjęcie jednoznacznej dyskusji, to hamowałbym język, pisząc ostrożniej.

Ocenę jednak zacząłbym od opisania nastrojów społecznych. Bo o tych Zychowicz nigdzie nie wspomina. Atakując wszystkich właściwie nigdzie nie poruszył tego temu, nie uwzględnił go w ocenie. Brak ten dyskwalifikuje książkę. W tym miejscu esej historyczny staje się pamfletem.

Styl, jakim jest napisana ta książka, jednoznaczne oceny, pomijanie wielu czynników, mających wpływ na powstanie czy historię Polski podczas wojny w ogóle skreślają tę książkę. Do tego dorzucam całkowity brak przypisów. Jest bibliografia, ale przy tak kontrowersyjnych poglądach wydaje mi się konieczne jasne zasygnalizowanie, skąd autor czerpał wiedzę. Bez przypisów uważny czytelnik może oskarżać Zychowicza o celowe manipulacje, byle tylko teza się zgadzała. Nie interesuje mnie, że esej nie wymaga przypisów, jeśli oskarżamy kogoś o coś najgorszego to oczekuję jednoznacznych dowodów.

Zychowicz żerując na sensacjach nie jest historykiem tylko populistą i demagogiem, dokonujących znacznych szkód w polityce historycznej. Niech ma swoje poglądy, tylko niech nauczy się je głosić na spokojnie, z jednoznacznymi dowodami i w szerszym zakresie. Niestety krytyka ze strony historyków nie przyczyniła się do zmiany stanowiska Zychowicza. Temu nadal dobrze jest być Stanowskim badań historycznych. Szkoda tylko, że na ten cynizm nabiera się tysiące Polaków, gotowych kupić jego najnowszą książkę. Ja tymczasem poczekam, aż ukaże się inna książka o podobnej tematyce, ale napisana na chłodno.

Prywatny licznik: 29/50

GURU10piorunów

Moim ulubionym epizodem tego świetnie zaplanowanego powstania jest akcja, jak oddział na samym starcie bez podjęcia walk uznał, że nie ma sił na jakiekolwiek działania zaczepne, po czym zacząć odwrót do Lasów Chojnowskich, a podczas ewakuacji został zdziesiątkowany w podwarszawskiej wsi gdzie sam wpadł na niemiecki garnizon.

PW rozpoczęła decyzja dowódców. Nie nastroje społeczne. Decyzja była absurdalna, opierająca się na życzeniowym myśleniu. Oczywiście nie czyni to tez Zychowicza mądrzejszymi.

Inspirator7piorunów

@BapitanKomba

że w następnych latach „Solidarność” mająca w pamięci koszt wojny była świadoma, że jak pozwoli sobie na wiele to sprowadzi do Polski czołgi radzieckie

Myślę że przeceniasz wpływ jaki miało to na „Solidarność”, raczej bardziej wpłynęła na to Praska Wiosna i operacja Dunaj z '68.

Generalnie Zychowicz uważa, że sojusz z Niemcami sprawiłby, że Polska nie zostałaby tak zniszczona, nie doszłoby do zniszczenia Warszawy

Jest tutaj ziarno prawdy - tak na chłodno patrząc to w tym scenariuszu Polska miała największe szanse na przetrwanie i ugranie czegoś, ale raczej wymagałoby to akceptacji dużych ustępstw (pogodzenia się np. z utratą pomorza) oraz wyczucia politycznego. Obydwu rzeczy nie widzę patrząc na międzywojenną elitę polityczną. Nie mówiąc już o tym że tak nie na chłodno to nie byłby kraj który chciałbym widzieć jako swoją ojczyznę.

Cóż, przed wojną Niemcy widzieli w nas wroga, może co najwyżej szanowali Piłsudskiego, ale po jego śmierci od razu ujawnili swoje stanowisko co do nas. Podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow i wspólne zaatakowanie ZSRR mogło by nic nie dać. Skoro III Rzesza potrafiła zerwać pakt z ZSRR to co by jej szkodziło po opanowaniu Białorusi zaatakowanie Polski z dwóch stron

Zauważ że w przypadku gdy zakładamy sojusz z III Rzeszą, jest to scenariusz w którym wykorzystujemy to do "dopakowania" armii jako front przeciw ZSRR. W takim wypadku Niemcy raczej przenieśliby ciężar na front zachodni i kolonie, a Polska miałaby czas na ogarnięcie się militarnie na tyle żeby nie byłoby to tak łatwe. A zakładając wczesny wpierdol dla ZSRR i silniejszą polską armię to możliwości geopolityczne są całkiem niezłe.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Fenomen

w Hydepark

16piorunów

1081 + 1 = 1082

Tytuł: Dni walczącej Stolicy

Autor: Władysław Bartoszewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Alfa

Format: książka papierowa

ISBN: 8370012833

Liczba stron: 376

Ocena: 7/10

Dni walczącej Stolicy to zapis sześćdziesięciu siedmiu audycji dokumentalnych poświęconych Warszawie powstańczej. Z tego co przeczytałem audycje te emitowano w Radiu Wolna Europa w 1984 roku (i być może w Polskim Radiu w 1981, ale informację mam z lubimyczytac.pl, gdzie chyba mamy przeklejony opis wydawcy). Sama książka po raz pierwszy ukazała się w 1984 roku w Londynie oraz w Warszawie, w drugim obiegu, pierwsze polskie oficjalne wydanie ukazało się w 1989 roku z okazji 45-lecia wybuchu powstania (tę miałem w dłoniach), kolejne w latach 2004 i 2008.

Książka zawiera bardzo dużo treści, a w swojej formie powinna być traktowana jako kronika, do której można wracać w miarę potrzeby. Nie ma co jej czytać od początku do końca, ilość informacji jest tak duża, że łatwo może przytłoczyć czytelnika. Sama treść jest różnie zabarwiona, nie ma tutaj suchej relacji tylko wyraźne przeżycia Bartoszewskiego, który walczył w powstaniu.

Czy pozycja obowiązkowa dla każdego interesującego się powstaniem warszawskim? Zdecydowanie tak. Czy pozycja warta przeczytania od deski do deski? No... chyba jednak nie, "Dni walczącej Stolicy" to raczej kronika-podręcznik, stanowiący dobry punkt zaczepienia do dalszych badań i lektur.

Prywatny licznik: 28/50

Fenomen

w Hydepark

9piorunów

Byłem wczoraj u przyjaciół na drobnej zabawie. Wszyscy spodziewali się, że będziemy mieli spokojny dzień, a tle puścimy sobie mecz. Niespecjalnie żyję mundialem, ale niespecjalnie mi przeszkadza, że coś będzie leciało w tle.

O jasna cholera, warto było obejrzeć mecz Anglia-Francja. To było wspaniałe widowisko. Oczywiście pisząc wspaniałe mam na myśli zabawę jak prosię, ten sam rechot jak oglądając The Room, Titanica 2 lub inny film klasy Z, który bawi swoją nieudolnością. No przeszedł ten mecz do historii i cieszę się, że oglądałem tę komedię na żywo i z przyjaciółmi mogliśmy przeżyć tę popisówkę.

Fenomen

w Hydepark

23piorunów

Nigdy absolutnie nie ciągnęło mnie do fantasy, wszelkiego rodzaju opowieści o elfach, hobbitach, druidach, wiedźminach itd. po prostu mnie nudzą, nie czerpie z nich przyjemności. Z tego wszystkiego wyszło tak, że z trylogii o "Władcy Pierścieni" przez bardzo długi czas obejrzałem tylko połowę "Drużyny Pierścienia", a "Dwie wieże" i "Powrót króla" były mi kompletnie nieznane. Absolutnie nie odmawiam Jacksonowi drygu, jego kino jest naprawdę dobre, ale tematyka była mi kompletnie obca. No ale wypada być człowiekiem obytym i nadrobić te zależności, zwłaszcza że cała ta seria stanowi podstawę naszej popkultury i jest od ręki dostępna na Netflixie.

No i nie wiem jak to napisać, ale coś przy "Powrocie króla" zaskoczyło i zacząłem czerpać prawdziwą przyjemność z serii. Jedynkę i dwójkę zaliczyłem, oglądając to na chłodno, ale teraz śledzę całą historię z zainteresowaniem.

Trzydziestoletni chłop, który po dwudziestu, dwudziestu pięciu latach nadrobił taką klasykę. Nie wiem czy mam się cieszyć, że zacząłem czerpać z tego przyjemność czy wstydzić, że przez tyle czasu byłem ignorantem.

Koneser3piorunów

@BapitanKomba Cieszyć. Masę odkryć przed Tobą! Jest tu paru twarogozerców, co dobre książki polecają (ostatnio dzięki Adalbertowi odkryłem Archiwum Burzowego Światła.

Choć jest i druga strona - możesz być wymagającym czytelnikiem ze względu na wiek. Kiedyś, dziecięciem będąc, czytałem książki Raymonda Feista z wypiekami na twarzy. Teraz jak trochę podrosłem, już nie wywołują takich uczuć. Fajnie że przeczytałem je wtedy, bo mam dobre wspomnienia.

GURU6piorunów

@BapitanKomba kolejny nawrócony ❤️ Trylogią LOTR to najlepsze co spotkało fantasy ever!! Kocham pod każdym względem ❤️❤️❤️

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Hydepark

102piorunów

https://www.youtube.com/watch?v=4HXYnqF5qPo

Mam w głowie, że wyrok nie jest prawomocny, ale cieszę się, że Sędzia Maciej Mitera ustawił chwasta do pionu i strzelił Żakowi 20 lat więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku. Polsat News udostępnił mowę końcową. Niby tylko jedna sprawa, ale cieszy niezmiernie, że dziś stała się sprawiedliwość.

.jpg

Osobistość8piorunów

@BapitanKomba Wszystko ok, ale zagotowało się we mnie jak zobaczyłem wywiad z jego adwokat po ogłoszeniu wyroku, która powiedziała "Niech pierwszy rzuci kamieniem... Jest wiele osób o gorszych kartach karnych." No kurwwww xDDD

Sum1piorunów

@BapitanKomba niech zgnije w pierdlu. Oglądam to nagranie i myślę sobie, że to mogłem być ja i moja rodzina. Słysząc ten wyrok mogę odetchnąć z ulgą

Pokaż więcej komentarzy (29)

Fenomen

w Hydepark

21piorunów

1060 + 1 = 1061

Tytuł: Tajemnicza rana. Mit czołgu-pułapki w powstaniu warszawskim

Autor: Łukasz Mieszkowski

Kategoria: historia, reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.

Format: książka papierowa

ISBN: 9788328009974

Liczba stron: 223

Ocena: 8/10

13 sierpnia 1944 roku przy ul. Jana Kilińskiego na warszawskiej Starówce doszło do wybuchu zdobycznego czołgu. W maszynie została ukryta bomba. Niemcy w swoim perfidnym planie pragnęli zrobić krzywdę powstańcom, z którymi nie dawali sobie rady w walkach ulicznych. W eksplozji zginęło ponad 500 osób, żołnierzy i cywili, którzy świętowali zdobycie czołgu.

Tak brzmi mit. A teraz recenzja książka, stanowiąca jednocześnie dekonstrukcję całej opowieści:

Podjęte przez Łukasza Mieszkowskiego zadanie było trudne, mając na uwadze, że (przy pewnym uproszczeniu) zgodne z prawdą była tylko: data, miejsce eksplozji oraz samo istnienie bomby. Wszystko inne, łącznie z samą maszyną czy też pogodą (!) nie miało miejsca lub zostało znacznie zniekształcone. Źródeł, pozwalających jak najwierniej odtworzyć przebieg wydarzeń, było mało, zaś same wspomnienia świadków w jakiś stopniu uległy zniekształceniu. Wreszcie na kształt mitu nakłada się tradycja, żywa do dzisiaj.

Książka jest dobrze napisana, autor po przedstawieniu samej historii konsekwentnie obala poszczególne elementy mitu, wreszcie dokonuje nowej rekonstrukcji, by zaraz potem… podjąć się kolejnej analizy, tutaj odbioru katastrofy wśród współczesnych, gdzie mit musi zderzyć się z rzeczywistością. Ostatni rozdział to taki dodatek dla miłośników militariów, poświęcony historii Borgwardów, które prawie zawsze były niewypałami. „Prawie”, bo ten jeden raz maszyna dokonała znacznych szkód. Cały tytuł zaliczam do reportażu, choć w sumie bardzo blisko jest jej do pełnoprawnej monografii naukowej.

To jak z tym „czołgiem” było? Czołgiem okazał się być transporter ładunków wybuchowych Borgward (nie wiem, czy „transporter” to prawidłowa nazwa tej maszyny; Wikipedia nazywa go „nosicielem”, choć ta sama zdaniem autora książki termin ten razi niezręcznością), liczba ofiar wynosiła ok. 300 (do ok. 500 podbiła propaganda komunistyczna), winę zaś w różnym stopniu ponoszą i Niemcy i Polacy. Zapewne większość z was domyśla się, jakie błędy popełnili powstańcy, ale wniosek końcowy może zachowam dla siebie lub przedstawię w zaspoilerowanym komentarzu, by nie zdradzać wszystkiego i nie psuć lektury tym, którzy chcieliby przeczytać reportaż.

Normalnie byłaby ocena 7/10, ale doceniam wszelkie próby dekompozycji mitów historycznych, przez co ocenę podnoszę o jeden punkt.

Prywatny licznik: 27/50

Lider2piorunów

@BapitanKomba W jednym z odcinków podcastu Wojenne Historie też było o tym zdarzeniu trochę opowiedziane.

Fenomen

w Hydepark

16piorunów

1044 + 1 = 1045

Tytuł: Bitwa o prawdę. Historia zmagań o pamięć powstania warszawskiego 1944–1989

Autor: Jacek Zygmunt Sawicki

Kategoria: historia, naukowa

Wydawnictwo: DiG

Format: książka papierowa

ISBN: 9788371813665

Liczba stron: 230

Ocena: 8/10

Krótko, bo tytuł książki zdradza zawartość. „Bitwa o prawdę” stanowi studium o pamięci i zmaganiach społeczeństwa z komunistami o pamięć o powstaniu warszawskim. Opis książki na tylnej okładce wskazuje, że autor jako pierwszy poruszył ten temat. Wierzę na słowo, że jest to faktycznie pierwsze całościowe opracowanie naukowe na ten temat.

Książka jest monografią naukową, ale napisaną sprawnym językiem. Rzecz jasna w tego typu publikacjach pełno będzie szczegółów, ale sam temat książki nie wydaje mi się specjalistyczny, wobec czego mogę polecić ten tytuł wszystkim, interesującym się historią współczesną.

Prywatny licznik: 26/50

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

1040 + 1 = 1041

Tytuł: Zwyczajni '44. Ludność cywilna w powstaniu warszawskim

Autor: Agnieszka Cubała

Kategoria: historia, reportaż

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383601182

Liczba stron: 318

Ocena: 5/10

Książka stanowi zbiór relacji kilkunastu osób, którzy podczas powstania warszawskiego pozostali w stolicy, nie biorąc jednak bezpośredniego udziału w powstaniu. Do książki dołączono również wprowadzenie, przybliżające ogólną sytuację ludności cywilnej podczas powstania, jak i również rozmowę z dr. Pawłem Ukielskim (zastępcą dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego), który w rozmowie z autorką wyjaśnia, dlaczego udział ludności cywilnej przez lat nie był przedmiotem badań historyków.

Mam problem z tą książką. Z jednej strony sprawnie się ją czyta, zawiera wiele ciekawych informacji, ale z drugiej biorąc książkę w ciemno spodziewałem się raczej ogólnego popularnonaukowego opracowania, a nie zbioru sylwetek osób, którzy przeżyli powstanie. Formę książki mogę zaakceptować, ale nie mogę przejść obojętnie nad doborem postaci, gdyż zdecydowana większość historii poświęcona jest elicie intelektualnej ówczesnej Polski lub tym, którzy dołączyli do tej elity po wojnie. Miłosz, Hłasko, Tatarkiewicz, Andrycz, Waldorff, Lipiński, Mancewiczówna... W porządku, relacje są interesujące, ale przy takim doborze osób książka powinna mieć inny tytuł i skupiać się wyłącznie na tych znanych Polakach, którzy spisali swoje wspomnienia z powstania. Przedstawiciele pozostałych warstw społecznych zostali opisani bardzo marginalnie. Albo idziemy w jedną stronę i poświęcamy uwagę tylko intelektualistom i sportowcom, albo bilansujemy książkę i o wiele większą wagę poświęcamy relacjom przedstawicieli innych grup społecznych. W dodatku część historii przypomina noty biograficzne, gdzie powstanie warszawskie jest wyłącznie epizodem.

Autorka książki nie ukrywa, że emocjonalnie podchodzi do tematu. We wstępie do każdego rozdziału wyjaśnia, dlaczego opisuje tę właśnie postać i jaki z nią ma związek. Zakładam, że część osób pewnie byłaby zdegustowana, że autorka zbyt dużo uwagi poświęca sobie samej. Mnie te wstępy aż tak nie raziły, choć gdybym to ja był autorem książki, to w pełni usunąłbym się w cień.

Pomimo emocjonalnego podejścia autorka konsekwentnie pisze o „powstaniu warszawskim”, a nie „Powstaniu Warszawskim”, co traktuje jako zdecydowany plus. Jestem pełen podziwu i szacunku do powstańców, ale emocji nie przelewam na ortografię i wbrew panującej ipenizacji wszystkie nazwy wydarzeń historycznych konsekwentnie piszę małą litera i chwalę tych historyków, którzy również zwracają uwagę na ortografię.

Cóż, szkoda, bo temat ważny i interesujący.

Prywatny licznik: 25/50

Gruba ryba1piorunów

@BapitanKomba

Dlatego doceniam Ciekawe Historie, który skupia się wyłącznie na wydarzeniach, przedstawianych bez własnych komentarzy.

Fenomen

w Hydepark

26piorunów

1031 + 1 = 1032

Tytuł: Limes inferior

Autor: Janusz A. Zajdel

Kategoria: fantastyczno-naukowa

Wydawnictwo: SuperNOWA

Format: książka papierowa

Liczba stron: 274

Ocena: 7/10

Trochę dziwnie się streszcza powieść Zajdla wiedząc, że jest on top pisarzem i każdy śledzący tego typu akcje czytelnicze na pewno zna chociaż z recenzji fabuły jego powieści, ale dla zasady to streszczenie będzie. Akcja powieści jest osadzona w Argolandzie. Głównym bohaterm jest Sneer, lifter, czyli osobą, którą za stosowną opłatą pomaga innym w przejściu testów na inteligencję, co pozwala im na awans społeczny. Sneer dostrzega, że obowiązujący system klasyfikacji nie ogranicza się do skali zero-sześć, a ci najzdolniejsi tworzą kolejne klasy.

Książka to w zasadzie satyra z Polski późnogierkowskiej, tylko osadzonej w świecie fantastyczno-naukowym. Przeczytałem, doceniam pomysł, chociaż styl Zajdla nie do końca przemawia do mnie i raczej nie wrócę. Ale nie żałuję lektury.

No dobrze, faktem jest, że książkę wypożyczyłem z biblioteki, bo tydzień temu widziałem fragment powieści w przychodni lekarskiej, który pasuje do czasów nam współczesnych:

– Która klasa? Co dolega?

– Szósta. Mam ostre bóle głowy i

– Pije pan?

– Nie.

– Pali.

– Tak.

– Dużo?

– Dwadzieścia dziennie.

– Za dużo. Jak pan przestanie palić, proszę się zgłosić. Pięć punktów. Następny.

()

W ciągu kilki minut za drzwiami nie było już nikogo.

Prywatny licznik: 24/50

Fenomen

w Hydepark

19piorunów

1012 + 1 = 1013

Tytuł: Samolubny gen

Autor: Richard Dawkins

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Prószynski i S-ka

Format: książka papierowa

Liczba stron: 493

Ocena: 8/10

Autora nie muszę przedstawiać, książka wydaje mi się również jest znana większości znać. Popularnonaukowe opracowanie dotyczące zagadnienia ewolucji. Książka doczekała się kilku wznowień, moje wydanie to tłumaczenie wersji z 2006 roku, polskie tłumaczenie ukazało się w 2024. Widziałem, że Prószynski i S-ka wcześniej wydał tę książkę, ale nie sprawdzałem, z jakiego roku to wydanie.

„Samolubny gen” to termin wyrażający hipotezę przyjmującej jednostkę doboru naturalnego jako gen. Sam przymiotnik „samolubny” wzbudził nieco zamieszania, stanowi wyłącznie metaforyczne opisanie sposobu działania. Właśnie na łamach tej książki Dawkins wprowadził do naszego słownika pojęcie memu, jednostki informacji kulturowej, przypominającego gen, stanowiący jednostkę ewolucji biologicznej.

Książka jest dobre napisania, Dawkins ma talent popularyzatorski. Lepiej się czytało „Samolubny gen” niż „Boga urojonego”, który chyba został napisany wyłącznie dla prowokacji.

który choć był bardzo bliski mojemu poczuciu humoru i zachwycał mnie erudycją, to jednak celowo wzbudzał kontrowersje, a Dawkins wychodził na zarozumiałego dupka nierozumiejącego specyfiki religii pod kątem społecznym. Zdecydowanie bardziej wolę go jako w miarę stonowanego ewolucjonistę w „Samolubnym genie”.

Nie będę ukrywać, że jako laik w świecie nauki wiele rzeczy mogło mi umknąć po lekturze, ale mam najnowsze polskie wydanie na własność, więc w wolnych chwilach będę mógł sobie wracać do książki i odświeżać wiedzę.

Prywatny licznik: 23/50

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

Z dniem dzisiejszym Narodowy Instytut Somnologiczy otwiera wątek z naszymi ulubionymi memami. NIS nie przewiduje żadnych ograniczeń, ale zachęca do publikacji memów, przy których - jak to powiedział jeden z naukowców - czujemy się jak ośmiolatek, który rechocze ze śmiechu po usłyszeniu "d⁎⁎a". Badania mają na celu sprawdzenie, czy jednak można mieć dobry humor po zastąpieniu zegara biologicznego słonecznym, który wbrew pozorom równie może rozregulować w godzinach nocnych.

Na animacji jeden z badających, który zgodził się promować badanie oraz wysłał wiadomość do niejakiego BapitanaKomby, który na skutek nagłego wzrostu średniej temperatury powietrza zaczął coś stękać o udarze, higienie cyfrowej i innych rzeczach z podręcznika do biologii Nowej Ery:

Fanatyk5piorunów

Taki mam

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

14piorunów

Czy są tu jacyś Hejtowicze, którzy dzisiaj pojechali do Radomia na koncert Jean-Michel Jarre'a?

Lider2piorunów

Bylem w sopocie pare lat temu, mega koncert

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

976 + 1 = 977

Tytuł: Ewangelia Filipa

Autor: Jean-Yves Leloup (główny autor), Ewa Mickiewicz (przekład)

Kategoria: religijne

Wydawnictwo: Purana

Format: książka papierowa

Liczba stron: 167

Ocena: 3/10

W ubiegłym tygodniu, jadąc do Szczecina, znalazłem na półeczce z bookcrossingiem "Ewangelię Filipa". Nic nadzwyczajnego, wiem, że na tej półce od lat adwentyści, katolicy i świadkowie Jehowy rywalizują ze sobą w dostarczaniu książek religijnych. O apokryfach troszkę czytałem, wiedziałem, czym są one, jak należy je rozumieć itd., ale jakoś nie miałem okazji przeczytać żadnego takiego utworu. No to pożyczyłem sobie książkę, planując po jej lekturze odnieść ją na półkę na dworcu.

Autorem opracowania jest Jean-Yves Leloup, francuski duchowny... prawosławny. Ciekawe połączenie. Za przekład książki odpowiada zaś niejaka Ewa Mickiewicz. Książkę poprzedza wstęp, który z grubsza przybliża historię apokryfu. Część właściwą stanowi treść ewangelii w języku koptyjskim (lewa strona) i jego polski przekład po prawej.

Nie potrafię potwierdzić, czy pani Mickiewicz tłumaczyła z francuskiego czy tekst Ewangelii tłumaczyła bezpośrednio z koptyjskiego. Podejrzewam, że jest to przekład przekładu francuskiego, ale nie mam jednak na to dowodów. Przetłumaczona Ewangelia nie ma stylu biblijnego, sam tekst jest bardzo suchy i przypomina słabo zredagowany katechizm (czym istocie była owa Ewangelia). Razi brak przypisów do problematycznych fragmentów, które wyjaśniłyby co trudniejsze, dwuznaczne rzeczy.

Jeśli ktoś interesujące się apokryfami lub historią Biblii to raczej powinien kojarzyć Ewangelię Filipa, która jest równie znanym apokryfem jak Ewangelia Judasza, Ewangelia Tomasza czy Księga Henocha. Ewangelia Filipa zasłynęła opisem relacji między Jezusem a Marią Magdaleną. No, jest tam wpleciony taki wątek, ale sam fragment był tak suchy, że w zasadzie go przeczytałem bez zainteresowania.

Wydawcą książki jest niejaka Purana, oferująca głównie książki o zdrowiu i rozwoju osobistym. Obecność w ich wydawnictwie książki o tematyce religijnej odbieram wyłącznie jako słabą próbę zarobienia na sensacji, gdzie można głosić "prawdę wielką" o Ewangelii opisującej romans Jezusa.

Jakość wydania jest dość słaba i w zasadzie nie polecam tego konkretnie przekładu. Gdyby książka była grubsza, rzuciłbym ją w kąt zapominając, że na wypożyczonym egzemplarzu ktoś napisał "7. Nie kradnij.", "7a. Zostaw, niech czytają inni!", "Własność SB" i wreszcie "Sowa z Grudziądza tu był!". Na okładce jest również nabazgrane "Naznaczona boskością". Nie ukrywam, podpisy wzbudzają we mnie większe zainteresowanie - czyja to książka, jak ona krąży, kto ma jakie przemyślenia. Dopiszę się do tego łańcuszka, niech coś po mnie zostanie.

Prywatny licznik: 22/50

Fenomen

w Hydepark

37piorunów

Polskie media to nieśmieszny żart. Wiem, że jest to taka sama oczywistość jak informacja, że po ulewie jest mokro, ale należy to podkreślać na każdym kroku. Dzisiejszy przykład skundlenia polskich mediów.

Dzisiaj przypada setka rocznica śmierci Gaudíego, katalońskiego architekta, który przeszedł do historii jako autor Sagrada Família. Z tej okazji dzisiaj w Barcelonie wielkie święto, bo dzisiaj właśnie będzie uroczyste ukończenie budowy kościoła, a w wieczornej uroczystości udział weźmie papież Leon XIV. Nie mówimy tutaj o pierwszej lepszej wizycie papieża gdzieś na świecie, bo pielgrzymki te spowszechniały za sprawą Jana Pawła II. Mówimy tutaj o wielkim wydarzeniu w naszej kulturze europejskiej.

Wchodzę na stronę główną Onetu - zero informacji, po wpisaniu Ctrl+F nigdzie nie wyskakuje mi ciąg "Sag", która mogłaby naprowadzić do kościoła. WP tak samo. Ale próbuje z "Bar" do Barcelony. No oczywiście jest, piłeczka. WP: Dzieje się w Hiszpanii. Barcelona reaguje na ruch Realu Madryt . Onet? W tym klubie zagra Bartosz Kurek. "Z przyjemnością informujemy", Tak Barcelona nazwała Szczęsnego i Lewandowskiego. Poszło w świat i trzy inne wyniki ze słowami: soundbar, baraże, [sąd] obarczył. Gazeta również nic z "Sag", a ciąg "Bar" sprowadza tylko do piłeczki i barana (tu wyjątkowo do znaku zodiaku, a nie do mnie, który łudził się, że ten serwis cokolwiek ze sobą reprezentuje). Ok, spróbuję z czymś z ambitniejszym. Wyborcza na stronie głównej też nic nie pisze o kościele, po wpisaniu "bar" dostaje wyłącznie Bartosza [autora] i Lubartów.

RMF przynajmniej z rozumem i godnością człowieka, choć też mam zastrzeżenia. W radiowym serwisie informacyjnym o 8:30 wizyta papieża i ogłoszenie ukończenia prac były wydarzeniem numer dwa. Zakładam, że na RMF24 cała wizyta papieża jak i historia kościoła będą szerzej komentowane, zwłaszcza że w radiu stałym komentatorem jest Terlikowski, który dość często relacjonuje bieżące wydarzenia z Watykanu lub od polskiego episkopatu. Na stronie głównej RMF jest link do artykułu o ukończeniu budowy. Schowany pod pierdołami o sondażu, na którym Tusk dostał czerwoną kartkę i... otwarciu największego hotelu w Polsce (sic!) ale jest wzmianka o Sagrada Familia.

Gwiazdor2piorunów

@BapitanKomba A agencje prasowe i tytuły wydawnicze to tylko wydmuszki które nawet nie mają swoich korespondentów za granicą.

Fenomen1piorunów

Parafrazując klasyka, jaranie się barceloną to pedalstwo, najpewniej cie tam okradną.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Hydepark

190piorunów

Mam nadzieję, że nie będzie chaotycznie, ale szlag mnie trafia i muszę po prostu wypluć z siebie parę słów.

Cała Polska od kilku tygodni przeżywa akcje Chłopaka nie darzę ani gramem zaufania, typ już na pierwszej akcji denerwował mnie, że wpuszcza do swojego mieszkania setki "artystów" i influencerów, którzy masowo lecieli w kulki, unikając płacenia podatków. Może ten cały Hancke ma dobre serce, ale wkurwia mnie jego bezmyślność, wręcz ostentacyjna naiwność. Niedawno zrobił sobie rajd po Polsce, bo trzeba było zebrać na chłopca chorującego na NIEULECZALNĄ CHOROBĘ DMD. Dwanaście milionów na terapię w USA, która jest tak dobra, że w Europie nie doczekała się refundacji, bo nie ma dowodów, że działa. Prawie cała Polska dostała orgazmu, bo chłopak jechał na rowerze. Te wszystkie zasrane TVN-y, TVP, Polityki i inne Wyborcze przeżywają całą tą szopkę i prawie jednogłośnie nie pytają się CZEMU K⁎⁎WA TAK BOGATY KRAJ NADAL UDAJE, ŻE ŻYJE NA DOROBKU I MUSI ZBIERAĆ KOLEKTĘ PO POLAKACH. PAŃSTWO W G20, KTÓRE STAĆ NA DARMOZJAZDÓW Z PRZYWIELAJMI EMERYTALNYMI, LICZNE ZWOLNIENIA Z PODATKÓW, DOSTAJE TYLE PIENIĘDZY Z UE, A NIE UMIE ZAPEWNIĆ DOBREJ OCHRONY ZDROWIA I NIE UMIE SFINANSOWAĆ PORZĄDNIE SEKTORA NAUKOWEGO, KTÓRY MÓGŁBY PRACOWAĆ NAD OPRACOWANIEM FAKTYCZNIE DZIAŁAJĄCEGO LEKU NA DMD.

Wiecie jednak, co mnie w tym wszystkim najbardziej denerwuje? Że dostrzegłem u siebie hipokryzję, bo przez lata co miesiąc dawałem jakieś drobne na , bo na Państwo nie można było (i nie można nadal) liczyć. Owsiak też miał dobre intencje, ale zrobił coś strasznego. Nauczył nas Polaków, że wszystko da się rozwiązać zbiórkami. Po co komuś reformy, praca u podstaw. Teraz u władzy mamy menelstwo intelektualne (na obraz nas Polaków, którzy wybrali sobie takich ludzi), którzy robią w gacie na samą myśl, by dokonać jakiś cięć w budżecie lub by podnieść składkę zdrowotną, bo przecież Polakowi nie wytłumaczysz, że budżet nie jest z gumy. Teraz ten cały Łatwogang apeluje do polityków, by rzucili pieniądze na niedziałającą terapię. Ktoś od Nawrockiego już odpowiedział, że się tym państwo zajmuje. Może niech się wytłumaczy czemu snus u piwnego chlora obiecał, że zawetuje wszystkie ustawy podnoszące jakiekolwiek podatki i inne opłaty. No przy takiej polityce to ochrona zdrowia będzie trzymać się na zbiórkach, czy to organizowanych przez Owsiaka czy Hanckego.

Dosyć k⁎⁎wa, skończyło się moje dobre serduszko, każdego domagającego się ode mnie pieniążków na chore dzieci będę odsyłać z kwitkiem, bo k⁎⁎wa płacę składkę zdrowotną, a co za tym idzie, dołożyłem się wcześniej. Niech te wszystkie jebane złote cielce i zaślepione bożki wyciągają pieniądze do tych, co nie płacą podatków. Niech sobie oni finansują te niesprawdzone terapie. Co do Wielkiej Orkiestry też jestem na nie, ale tutaj "buntuje się po smutnemu". Sprzęt medyczny niech kupuje Państwo, które k⁎⁎wa ma aspirację do G20. Nie kupuje tych kawałków o państwie, który od 36 lat jest na dorobku. Pieniądze są, tylko my wydaje na jakieś zasrane nierentowne górnictwo, KRUS, TVP, IPN, gówno studia o gender, te wszsytkie zasrane spółki obsadzone przez każdą możliwą partię. No k⁎⁎wa są pieniądze tylko trzeba wywalić darmozjadów i przekierować środki na rzeczy faktycznie potrzebne. Skoro państwo nie jest w stanie zrobić z tym porządku, bo politycy reprezentują wszystko co najgorsze, (a rząd Polacy wybrali na swój obraz i podobieństwo!) to znaczy, że tego sprzętu tak naprawdę nie potrzebujemy.

Fanatyk2piorunów

Pierdolenie. WOŚP to zwrócenie uwagi na drugiego człowieka. Że się powinno pomagać bo nie każdy ma się tak dobrze jak nam się wydaje.

To nie tak że chodzi tylko o szmal. Pierdolisz jak zwykły prawicowy kuc który ma 2 ręce i 2 nogi i jest zdrowy i wydaje mu się że wszyscy tak maja

Fanatyk0piorunów

@kodyak W domu przecieka dach, wynajęto ekipę do naprawy, a ekipa zamiast robić, skacze po dachówkach i szcza przez dziury na domowników.
Domownicy powinni zdjąć patałachów z dachu i pogonić na chatę, a oni kopią w dupę chłopaka, który podstawia miski i próbuje pościerać szczochy.
Tak to widzę

Fanatyk0piorunów

@BapitanKomba nie idz tylko do polityki bo rozpierdolisz wszystko w jeden dzien! i ja bym zrobil tak samo. jeszcze nie spotkalem czlowieka ktory mysli tak samo jak ja, a wlasnie przeczytalem ze ktos taki istnieje!

Pokaż więcej komentarzy (56)

Fenomen

w Hydepark

22piorunów

872 + 1 = 873

Tytuł: Cosmopolis

Autor: Ella Hyciek

Kategoria: poezja

Wydawnictwo: Nauczycielki Klub Literacki Biblioteka NKL nr 127

Format: książka papierowa

Liczba stron: 233

Ocena: 1/10 + status Rezydenta Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego im. dr. Józefa Bednarza w Świeciu

Nie wiem jak to się stało, że książka ta trafiła w moje ręce. Jeśli pamięć mnie nie myli, tytuł ten podrzuciła mi koleżanka z pracy, który robiła porządki w bibliotece i chciała oddać ten tytuł do bookcrossingu. Dała mi plik książek do przeglądu, ja z ciekawości wyłuskałem sobie ten tytuł, bo zainteresowały mnie wplecione pomiędzy wiersze w języku polskim ich tłumaczenia po angielsku, niemiecku, francusku, włosku, hiszpańsku, rosyjsku, japońsku, esperanto, słowacku, słoweńsku i litewsku. Tak. Wiedziałem doskonale, że to może być coś potężnego, skarb, którego nie znajdziesz wypatrując go z góry, lecąc na wielkim paździerzolocie. Takie rzeczy trzeba odkopać. A że to, co miało być fragmentem starożytnej amfory okazuje się być fragmentem rury PCV nie odbiera radości z poszukiwań.

Zbiór wierszy "Cosmopolis" (z podtytułęm Książka dla Europy 2016) napisała Ella Hyciek, poetka i malarka żyjąca w Niemczech i we Francji, ale zawsze z tęsknotą wracająca do Torunia. Nie znam się na malarstwie, ale wydaje mi się, że jest pionierką jakiegoś nieznanego mi z nazwy kierunku, łączącego kolaże z grażynacore'm. Od 1991 coś pisze, recenzowana tu książka została wydana w 2009 roku. "Cosmopolis" miało promować Toruń, ubiegający się wówczas o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Aby zwiększyć zasięg, wybrane wiersze przetłumaczono na różne języki. Nie wyszło, Toruń przegrał z Wrocławiem. Został jednak zbiór wierszy wychwalających Toruń. I marszałka województwa kujawsko-pomorskiego Całbeckiego, ale o nim za chwilę.

Liczba pochwał skierowanych w stronę Torunia jest przeciw proporcjonalna do liczby kropek i rymów. Tych pierwszych jest jak na lekarstwo, te drugie po raz pierwszy pojawiają się na 104. stronie. No ale wiersz biały rządzi się swoimi prawami. Hyciek również ma swoje prawa, uznaje, że liczba sylab, akcenty, układ i inne technikalia to zawracanie głowy, trzeba pisać po swojemu i samemu zrobić przewrót, jakiego Toruń nie widział od czasu wydania "O obrotach". Ważny w wierszu jest przekaz, to on decyduje o sukcesie utworu!!!

Sprawdzam po cytatach. Nową linię zaznaczam ukośnikami, na końcu podaję numer strony oraz dodatkowe uwagi:

* Światła nad UNESCO AREA / jak garść diamentów / Toruńska Starówka cud Polski / pomiędzy szaleństwem a geniuszem / w świat otwartych granic / na randkę idzie z Bydgoszczą (str. 18, taka niby wielbicielka Torunia, a zaśmieca Perłę Pomorza gwarą warszawską. Starówka jest u Wiecha, Toruń ma Stare Miasto)

* Jestem / W czerwonej sukience / Nad Wisłą / Przy Mostowej Bramie / Ptasi świergot / Głosi metropolię Byd-Tor (str. 47)

* Bydgoskie City Center wkrótce wybudują / już się Całbecki z Dombrowiczem i Figasem całują / pomoże Euroland, Platforma, EUK, / menedżery i sponsory / jak wygasną miast ambicyjne spory (str. 104)

* gród Kopernika hucznie celebruje / Międzynarodowy Rok Astronomii / pomnik planetoidy 12999 Toruń / przy fontannie Cosmopolis / muzyka Krzesimira Dębskiego Cosmopolis / Elly Hyciek książka poetycko-malarska Cosmopolis (str. 106)

* Więc piękny Toruń miasto wspaniałe / stworzyło muzeum bardzo okazałe / w 12 legendach wszystko opisane / przez Ella von Hyciek też zilustrowane (str. 187)

* Czasy się zmieniają, / ale pan zawsze jest w komisjach (str… a nie, przepraszam, to akurat moja twórczość i próba napisania jakiegoś wiersza o Całbeckim)

Tak jest, wiersze te idealnie oddają duch grodu Kopernika. Ten wielki astronom ustawił orbity planet we właściwym miejscu. Pani Hyciek zaś sprawiła, że moje oczy wyszły z orbit.

Nie jest mi znana historia tej książki, ale autorka na pierwszej stronie podziękowała Całbeckiemu za wsparcie oraz umieściła skan dyplomu, który potwierdza przyznanie Hyciek stypendium o wartości 4 tys. złotych. Jeśli województwo kujawsko-pomorskie odpowiada za druk książki to mogli dołożyć tę parę stów więcej na konsultanta, bo czytanie o z "Filadelfia Bulwar" (tj. Bulwarze Filadelfijskim, takim deptaku nad Wisłą, który miał swoje pięć minut, gdy znaleziono na nim łabędzia-zero podczas epidemii ptasiej grypy w 2006) boli, a człowiek czuje się jak ten łabędź.

Książkę zdobią rysunki Starego Miasta (no, są, rysunki jak rysunki) i kolaże (na co najmniej czterech jest marszałek Całbecki. No, może pięciu, bo na 148 str. jest osiołek-pręgierz).

Z wiersza "w strony świata": Turysto weź Toruń pod rękę / do twarzy Ci w jego kolorach. "Bydgoszcz" jest rodzaju żeńskiego. Jestem hetero, wobec czego z nią pójdę na randkę.

Prywatny licznik: 21/50

Fenomen7piorunów

Fragment twórczości jako dowód, że nie zmyślam:

Pokaż więcej komentarzy (4)