Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#przemyslenia

Gruba ryba

w Hydepark

31piorunów

Bardzo podoba mi się podejście pani prezydent mojego rodzinnego miasta.

Ostatnio głośno zrobiło się o tym, że Multikino kończy działalność w . Od razu pojawiły się głosy, że to na pewno wina pani prezydent, że nic nie zrobiła, by kino zostało, że zaraz w tym mieście nic nie będzie i inne takie teksty.

Na co pani prezydent przeprowadziła na swoim facebookowym profilu sprawdzanie faktów:

* Ani Multikino, ani galeria, w której mieści się kino, nie włączyły miasta w proces informacyjny o zakończeniu umowy. Miasto dowiedziało się o tym... z mediów.

* Kończy się umowa zawarta jeszcze przez Cinema 3D, które zostało wchłonięte przez Multikino, i Multikino postanowiło jej nie przedłużać.

* Multikino notuje spadek zainteresowania. Z jednej strony się nie dziwię, ponieważ najtańsze bilety niby kosztują 21,90 PLN, ale na miejsca najbliżej ekranu. Dalsze miejsca kosztują już odpowiednio 29,90 PLN i 39,90 PLN. Nie ukrywam, że ceny skutecznie zniechęciły mnie do pójścia na seans, gdy byłem w lato w domu. A nie są to duże sale - patrzę na jedną, która ma zaledwie sześć rzędów.

* Pani prezydent wytłumaczyła, że tak jak kiedyś kino Rybak przegrało z kasetami i ich wypożyczalniami, tak teraz kina przegrywają z serwisami streamingowymi.

* I co najważniejsze: pani prezydent poinformowała o planach ogłoszenia przetargu na przebudowę sali teatralnej MDK i dostosowaniu jej pod otworzenie kameralnego kina, obsługiwanego właśnie przez MDK. Pamiętam, że kiedyś MDK puściło tam film, na który się wybrałem, i było to całkiem w porządku doświadczenie, więc to będzie dobra alternatywa dla „komercyjnego” kina.

Miło, że prowadzi kampanię informującą i wyjaśniającą. Często pojawiają mi się jej posty o różnych wydarzeniach, co tydzień wrzuca podsumowanie tego, co udało się miastu osiągnąć albo nad czym pracuje.

Trudno ocenić, czy jej działania zmieniają miasto na lepsze, ponieważ w nim nie mieszkam od ładnych paru lat, jednakże dobrze, że pani prezydent komunikuje, co się dzieje i będzie się działo.

I nie, nie jestem w żaden sposób politycznie z nią związany. ; )


GURU6piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk To nie jedyne miasto, w którym się zamyka. No cóż, mam wrażenie że popłynęli na swojej chciwości. Koszt obejrzenia jednego filmu dla całej rodziny i to bez kupowania przekąsek, to tyle co obiad dla tej rodziny na mieście.

Serio spina im się, że w tygodniu filmy lecą praktycznie dla pustej sali, niż mieliby zrobić w tygodniu bilety po 10 pln?

Wyświetlanie filmu to praktycznie tylko koszty stałe, bez różnicy czy tych oglądających będzie 10 czy 50.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fanatyk

w Hydepark

79piorunów


Wczoraj byłem ze starszym synem na meczu Projektu Warszawa w siatkarskiej Lidze Mistrzów. Ze sportów drużyniwych siatkówka mnie najmniej kręci, ale jak syn powiedział "fajnie, że tu jestem z tobą tato" to mi się nogi ugięły. Człowiek niby jest stary, cyniczny i nie wierzy w świat i ludzi, ale przy czymś takim serce mam jak galareta. Tak tylko się chciałem pochwalić, że nawet ja mam chwile, gdy czuję, że robię coś dobrze. No ale, to tylko chwile...

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Hydepark

28piorunów

@myoniwy niby taki mądry, a jak ktoś rozwali jednotorową linię blokową 400 kV prowadzącą do Stacji Trębaczew, a także liczne linie przesyłowe, w tym te modernizowane w ramach budowy tzw. "autostrady energetycznej" w kierunku Północ-Południe Polski, łącząc Bełchatów z kluczowymi węzłami w kraju, jak np. w stronę Pabianic, to ciekawe czy bez prądu byłby taki cwany.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Pracuję w handlu B2B i podzielę się z wami czymś po latach doświadczenia

1.Ludzie płacą często nie wiedząc za co. Jeśli dostarczacie nie produkt, a usługę i to w modelu abonamentowym (co miesiąc faktura), to tak na dobrą sprawę firmy często mają w d⁎⁎ie, czy koszt jest adekwatny do jakości i ilości pracy. Ponieważ po jakimś czasie jest to faktura jedna z wielu do opłacenia, a nikomu się nie chce tego weryfikować. Każdy pracownik chce mieć spokój. Żaden też nie chce podejmować decyzji i się wychylać. Czasami nawet szef. Nawet jak jest coś do d⁎⁎y, to kierują się zasadą "jest jaki jest, ale jest", bo po prostu boją się zmian, plus mają brak czasu i chęci na angażowanie się we współprace od zera z nową firmą.

2.Relacja jest najważniejsza. Taka jest prawda. Jeśli ludzie cię lubią, to z tobą współpracują. Nawet jak inni są lepsi. Największy bajer w sprzedaży nie polega na "trikach sprzedażowych", którzy janusze bez wiedzy wypisują w ogłoszeniach o pracę, bądź handlowcy starej daty, którzy zostali kierownikami po X latach zapierdalania.

Najważniejsze jest być autentycznym. Musisz mieć "to coś" w sobie. Coś, żeby ludzie cię polubili. Każdemu, kto szuka pracy w sprzedaży odradzam uczestnictwa w rekrutacjach, gdzie jest "scenka sprzedażowa", lub ktoś pyta cię o "techniki sprzedaży". To wszystko to bullshit zaczerpnięty z amerykańskiego call center. Perswazja i drobna manipulacja psychologiczna ma sens, jeśli umiesz to robić dyskretnie między wierszami, jednocześnie będąc po prostu pewnym siebie i co najważniejsze - sobą. Ktoś ma pomyśleć o tobie "fajny chłopak", a potem dopiero "zna się na fachu". Taka jest brutalna prawda. Może szefowie firm tego nie lubią ze strachu, bo zbyt dobra relacja handlowiec-klient to zbytnie przywiązanie do jednostki zamiast do firmy, ale tak to po prostu działa.

Ostatnio przyjechaliśmy do klienta i nieco improwizowaliśmy z robotą, to gość wprost jak o kolektywie, "MY" - "coś tam mamy, coś tam się udało i coś jest" xD Gdzie ja z moim charakterem to bym zadawał 100 pytań i prosił o raporty z pracy. No ale c⁎⁎j.

3.Nie pal mostów, bądź za klientem czasem bardziej niż za firmą

To jest dla mnie najważniejszy wyznacznik. Jeśli twoja firma daje d⁎⁎y, to naturalnie szef wymaga, byś stawał w roli adwokata, reprezentował interesy firmy, bo oni ci płacą. I ja to rozumiem. Też bym tak chciał. Ale prawda jest taka, że powinieneś dbać o swoje własne dupsko. Firma daje d⁎⁎y i NIE DA SIĘ ich wybronić - przyznaj rację klientowi.

Jeśli nie będziesz go uświadamiać, że jest głupi i nie rozumie i robić z siebie oponenta, jest większa szansa, że go utrzymasz, bo po ludzku pomyśli "każdy ma prawo do błędów" albo "ci z tej firmy to są tumany, ale ten chłopak jest w porządku i go lubię, dobrze mi się z nim współpracuje, daj im szanse". Wielokrotnie sprawdzało się w moim przypadku.

Klient chce rzucić wypowiedzenie i wiesz, że nie ma linii obrony, nie ma argumentów - pogódź się z tym. Nie twoja firma, nie twoje błędy, nie twoja historia. Wykaż zrozumienie w stosunku do klienta, podaj mu rękę, pożegnaj się, daj mu upominek, pogadaj na koniec o życiu i pierdołach, życz powodzenia. Jak miałeś fajną relację, zostaw do siebie jakieś namiary "gdyby coś było potrzeba to pomogę". Zawsze zachowuj kontakty. Działając w powyższy sposób, budujesz przede wszystkim swój wizerunek i nigdy nie wiesz, kto się do ciebie z jakim tematem odezwie.


Generalnie w teorii, w ogłoszeniach o pracę, w rozmowach z menadżerami/szkoleniowcami, usłyszysz to o 180 stopni inaczej, ale to właśnie dlatego, że firma chce, byś maksymalizował zysk i reprezentował tylko ich interesy, nawet narażając na szkodę swój wizerunek. Ale da się generować dobry zysk i budować kontakty, które wzmacniają stabilność firmy, a przede wszystkim pracujesz na siebie i swoje uznanie. Więc rób na odwrót, bo wszystko co ci przekazują na zewnątrz to bullshit pod budowanie potencjalnych komórek w excelu.

Inspirator0piorunów

@Lopez_ też widzę że w B2B to głównie relacja z klientem się liczy, a co do sprzedaży to zamiast dobrej gadki lepiej mieć dobre słuchanie i dobrą znajomość produktu. Często ludzie którzy byli świetni w B2C i potrafią "nawijać makaron na uszy" są potem fatalni w B2B bo tam wychodzi ich nie szczerość

Autorytet

w Hydepark

11piorunów

Styczeń to tradycyjny czas, gdy jest wysyp "daj swoje 1,5% podatku". Masa znajomych na FB udostępnia wtedy grafiki chorych dzieci znajomych.

Jestem przerażony skalą. Że tak dużo dzieci ma jakieś choroby, wymagające stałej odpłatnej opieki sztabu ludzi - lekarzy, fizjoterapeutów, innych specjalistów, kupowania leków.

W takich chwilach dziękuję Bogu, że mam zdrowe, cudowne, dziecko i wole obecne swoje problemy niż takie.

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

Zbliża się final WOŚP, a więc kolejna wojenka, w której polaczki (nie mylić z Polacy) będą licytować się kto jest złodziejem i oszustem xD

Z jednej strony jakieś pseudo prawactwo ze swoim bólem d⁎⁎y, że WOŚP jest wspierany przez obce im środowiska, będą szukać haków na Owsiaka i wyliczać jak to okrada wolontariuszy i obywateli.

Z drugiej strony tępe libki, co sobie nakleją demonstracyjnie na czoło naklejkę WOŚPu i będą szukać okazji na podkreślenie swojej niechęci do karakana i jego partii xD

a ja sobie mogę do puchy wrzucić zarówno na WOŚP, Caritas czy nawet na jakieś nowolewackie julki zbierające na chore pieski i c⁎⁎j mnie obchodzi kto co tam wyznaje xD jak mam pewność, że jest cel, to pomagam, w zyski PRowe mam wbite, bo nie ma to na mnie żadnego wpływu jak na masy.

partyjne trolle nazwą mnie symetrystą (to ich ulubiona broń do walki z tymi, którzy nie chcą uczestniczyć w tym teatru dla gojów), ale to po prostu zdrowy rozsądek i absolutne znudzenie do porzygu polaryzacją tego społeczeństwa przez pasożytów utrzymywanych z naszych podatków.

Żeby nie było. Osobiście mam wbite w Owsiaka, uważam go za osobę upolitycznioną i wpajającą młodzieży szkodliwe poglądy, w dodatku tak zadbał o bezpieczeństwo imprezy w Gdańsku, wynajmując jakichś kulawych mirków, że mu zadźgali prezydenta na scenie xD Co nie zmienia faktu, że inicjatywa jest po prostu fajna i sam Owsiak dobrze to wszystko sprzedał do mainstreamu i sporo hajsu wpłynęło na nasz nieudolny NFZ.

Kiedyś spotkałem się w Gdyni z sytuacją, że jakaś szara myszka została słownie opluta przez jaśniepana korposzczura, bo stała i zbierała żywność na rzecz Caritasu xD łubabuga młody PiSowiec xD Podobnie jak 15 letnie dziewczynki słyszą pewnie wiele sformułowań od narodowych czempionów za to, że mają puchę z WOŚPu.

Pomagajcie ludzie wszystkim jak się da i sami nie bójcie się prosić o pomoc, dobro wraca, a w wojenki nie dajcie się wciągać tak jak ja przez wiele lat mojej młodości, bo po prostu z tego c⁎⁎ja macie poza wysokim kortyzolem i cieńszym portfelem na rzecz tłustych kotów na wiejskiej.

Dziękuję za uwagę.


Fanatyk2piorunów
W dodatku tak zadbał o bezpieczeństwo imprezy w Gdańsku, wynajmując jakichś kulawych mirków, że mu zadźgali prezydenta na scenie xD

@Lopez_ WOŚP to jest brand, organizatorem w tym przypadku było Gdańskie Centrum Wolontariatu. Organizator występuje do WOŚP o pozwolenie na zrobienie biby pod ich brandem. WOŚP udziela licencji na imprezkę, ale nie odpowiada za jej organizacje.

Fenomen0piorunów

@Lopez_ ja mam swoje zdanie na temat wośp tak jak na wiele innych tematow, niejednokrotnie moje poglady okazywaly sie stanem faktycznym lub zblizonym do faktycznego, jednak z uwagi na wlasny spokoj i zdrowie psychiczne stwierdzilem, ze nie bede bral czynnego udzialu w dyskusjach na takie tematy :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (14)

Zawodowiec

w Chce pogadać / Luźne rozmowy

4piorunów


O odwadze graniczącej z frajerstwem. Co się dzieje gdy spotyka się dwoje ludzi z różnym tempem, rozjebanych emocjonalnie

Rozwala mnie czasem to jak odwaga stoi blisko głupoty. Ale często jest punkt gdzie po pewnym czasie odwaga znika. Będzie to kolejny chaotyczny wpis po energolu

Na wstępie.

Byłem u psychoterapeuty, jak kiedyś mówiłem. Tylko raz w październiku, bo wcześniej byłem w kwietniu i w maju. Bo dał mi do zrozumienia że nie widzi u mnie nic co wymaga terapii. Że możemy próbować jeśli chce, ale on uważa że to szkoda mojego czasu i pieniędzy. Choć teraz wiem że moje szybkie tempo i emocje które mnie zalewają mogą się nadawać na terapię

“Teraz do meritum chwil

Których nie zamienię w widmo” xd

We wigilię napisałem co mi leży na sercu do byłej która mnie zghostowała

Po c⁎⁎j? Bo o tym myślałem, chciałem odzyskać kontrolę i iść dalej. Nie powiem, pomogło

Do chwili gdy odpisała dwa dni później.

Po 2,5 miesiąca ciszy

Wkurwiła się (ojoj xD). Odpisała szczerze, o czerwonych flagach, moim ego, jej uczuciach i ogólnie co jej nie pasowało. Miałem odpisać z wkurwieniem. Uznałem jednak po kilku wersjach i godzinach że dalsza agresja nie ma sensu, więc odpisałem bardziej miękko. Popisaliśmy chwilę, i okazało się że bierze assertin i trittico (miała problemy z bezsennością, gdy byliśmy razem)

26 grudnia. Zapytałem wieczorem czy chce spróbować od nowa. Uznałem że wchodzimy na 100 lub w wcale. Dodałem że dam tyle czasu ile potrzebuje

29 grudnia pogadaliśmy ponad 40 min przez telefon. Wystartowała najpierw ze co to miała być ta pierwsza wiadomość. Żartowała że druga, miękka odpowiedź zakrawa o “borderkicie”

Gdy zacząłem gadać, zamknęła się i słuchała, nie wiedząc co powiedzieć, raz mówiąc “to nie tak”. Usłyszałem że jej się śniłem, wyciągnąłem ze tęskniła, że było jej głupio po tym co zrobiła itd. Nie usłyszałem tak lub nie. Tylko że się “zastanowi”. Później musiała iść, ja popisałem z kumpelą. Gdy wróciła i powiedziała że jest, odpowiedziałem “to bądź xd”. Zażartowałem później że za karę będzie musiała założyć koszulkę Norrisa, którego nie lubi (F1 to jedna z naszych wspólnych pasji)

Przykład co było “nie tak”? W pewnym mieście over 200.000 jest kawiarnia z psami, gdzie mówiłem jej 2-3 wcześniej że chce ją zabrać. Poszły do niej z przyjaciółką (mieszkająca 350km dalej) i wrzuciły rolkę. Mogą chodzić gdzie chcą, c⁎⁎j w to. Jednak to zdjęcie potraktowałem jako “wiadomość”, bo jeszcze nie minął miesiąc od końca kontaktu

6 stycznia napisałem po ciszy napisałem czemu się nie odzywa i nie odbiera. Odp “Zenek, powiedziałam Ci że potrzebuje przemyśleć. To co powiedziałeś, że potrzebuje chwili”

9/10 wrzuciła zdjęcia z dziadkiem w szpitalu. Pisalismy z 5 minut. Później mnie wyciszyła na mess

13 zapytałem się czy “żyje. Chcę Cię zrozumieć, ale zderzam się ze ścianą”

Żyje, wypisują dziadka następnego dnia.

W czwartek widziałem że jest zajęta cały dzień. Aaa w piątek…. xd. Miałem “mental breakdown”, I zacząłem się dobijać. Po kilka połączeń i wiadomości SMS których nie miałem jak usunąć. Później sobie przypomniałem o lekach, więc tak, będzie reagować wycofaniem. Raz już uciekła

Teraz? Wysyłam w piątek jedną wiadomość i patrzę co się dzieje.

Czy moje dobijanie się jest zrozumiałe i chęć częstego kontaktu po ghostingu? Jest

Czy jej cisza jest zrozumiała, gdy sama bierze SSRI i pewnie sama sobie ze sobą nie radzi? Jest

Czy dobijanie się w piątek było głupotą? No było

Czy Ona mogła odpisać, gdy pewnie widziała że mi już odpierdala? Nie ma obowiązku, ale mogła odpisać lub odebrać

Czy będziemy razem? Najprawdopodobniej nie

Czy mogę sobie spojrzeć w lustro, mówiąc że starałem się dla kogoś kogo bardzo kochałem? Zdecydowanie

Są dwie osoby które nakręcają spiralę. Więc biorę krok w tył. I mimo że będę miał znów “overthink” i stres, to najlepiej zobaczyć co się stanie. Ona sama z siebie nie napisze. Ustaliłem co zrobię, i będę się trzymał. Jeśli trzeba, odejdę. Dlatego uważam że potrzebuje terapeuty, by pracować nad tym że emocje mnie zalewają gdy chodzi o takie sprawy

Gruba ryba4piorunów
Czy moje dobijanie się jest zrozumiałe i chęć częstego kontaktu po ghostingu? Jest

Moim zdaniem nie jest. Tym bardziej, że dziadka miała w szpitalu i mogło na nią spaść więcej obowiązków. Po co się dobijać do kogoś skoro nie odbiera ani nie odpisuje? Przecież jak będzie mogła to odpisze lub oddzwoni.

Ile masz lat jeśli mogę spytać?

GURU11piorunów

:triangular_flag_on_post::triangular_flag_on_post::triangular_flag_on_post:

Znaczy... Ja jestem ostatni by dawać ludziom rady związkowe, ale myślę, że powinieneś przestać, usunąć kontakt do laski i zapomnieć.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Książki

7piorunów

Ostatnio obejrzałem filmik na YT o tym, że TikTok zepsuł hobby, jakim jest kolorowanie kolorowanek i czytanie książek.

Między innymi powodem jest to, że tiktokerzy prześcigają się w tym, kto ładniej pokoloruje kolorowankę, że nie wystarczą zwykłe kredki, tylko koniecznie trzeba kupić markery za dwieście dolarów, że jedna kolorowanka na start to za mało, trzeba kupić przynajmniej kilka polecanych przez autorkę filmiku, że ludzie mają doły, ponieważ nie kolorują tak dobrze, jak osoby zajmujące się tym od lat et cetera. Tworzy to bardzo wysoki próg wejścia w coś, czym zajmują się przecież już dzieci.

Ciekawa perspektywa, ponieważ z TikTokiem nie mam nic wspólnego (no dobra, założyłem konto, ale nie przeglądam), więc różne różne podobne zjawiska są dla mnie interesujące.

Podobnie jest z BookTokiem: wyścigi, kto przez rok przeczyta najwięcej książek, chwalenie się zakupionymi tytułami, które potem i tak w większości stoją nieprzeczytane, byleby ładnie wyglądały na półkach, pokazywanie biblioteczek i tak dalej.

Szczególnie chwalenie się zakupami mnie zaintrygowało - podczas mojego krótkiego researchu nie spotkałem się z filmikiem, w którym ktoś chwaliłby się książkami wypożyczonymi z biblioteki. Rozumiem, że kupowanie książek a ich czytanie to dwa różne hobby, rozumiem chwalenie się tymi zakupami, ponieważ pewnie jest to poniekąd wymagane przez wydawnictwa, które wysyłają egzemplarze recenzenckie, ale dziwi mnie, że nie są promowane biblioteki.

Wiem, że to sprzeczne z duchem konsumpcjonizmu. W końcu wydawnictwa żyją ze sprzedaży książek i sam zachęcam do kupowania tytułów od ArtRage czy Wydawnictwa IX, które oferują ciekawą literaturę. Jednakże pytanie, czy w BookToku czy Bookstagramie chodzi o promocję czytelnictwa („patrzcie, co fajnego przeczytałem, wy też powinniście”) czy raczej o przechwałki, budowanie zasięgów w celu osobistych korzyści et cetera?

Obawiam się, że jednak to drugie.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Hydepark

7piorunów

Ostatnio obejrzałem filmik Krzysztofa M. Maja i jak nie do końca za nim przepadam (dziwnie irytująca mnie mimika twarzy oraz sposób wypowiedzi), tak uważam ten konkretny filmik za bardzo wart obejrzenia. Nie jest to pierwszy ani pewnie nie ostatni w temacie... nicnierobienia vel nudzenia się.

I nie chodzi stricte o „nicnierobienie” w dosłownym znaczeniu. Bardziej o to, żeby nie zajmować swojego mózgu ciągłymi czynnościami. Chociażby żeby nie sięgać po telefon, kiedy druga osoba zapauzuje film, żeby pójść chociażby do toalety, a my nie chcemy „zmarnować” tych paru minut na siedzeniu w bezczynności.

Takie nicnierobienie o dziwo pomaga w rozwijaniu kreatywności - na przykład na, moim zdaniem, najlepsze pomysły na swoje teksty wpadam... pod prysznicem. Kiedy mózg nie musi się skupiać na bardzo zautomatyzowanej już czynności, jaką jest umycie ciała, zaczyna myśleć kreatywnie. Serio, po takim zwykłym prysznicu najczęściej wychodzę z rozwiązaniami problemów, nowymi pomysłami czy rozwinięciami starych.

Podobną rzecz zauważyłem w przypadku mycia naczyń, jazdy na rowerze, spacerach czy bieganiu. Ponownie, kiedy mózg nie musi myśleć o tym, co ma zrobić (bo robił to już wielokrotnie, a wiadomo, że nasza galareta jest cholernie leniwa i nie lubi się zastanawiać, więc dąży do automatyzacji), zaczyna błądzić i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Oczywiście to bardzo duże uproszczenie zaawansowanych procesów, które zachodzą w mózgu, ale tak, nicnierobienie jest fajne.

Polecam, 10/10.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

4piorunów

Mojej kuzynce właśnie uspali psa. I tak sobie uświadamiam jedną rzecz. 3 lata temu odeszła moja ukochana kotka z domu rodzinnego. Była ze mną 17 lat (miałem 26 jak odeszła). Byłem do niej ogromnie przywiązany i pamiętam jaki to był ból, kiedy dostałem telefon, że odeszła rano. Ryczałem jak bóbr, a jestem z tych, co nie umieją płakać. W sumie płaczę tylko jak ktoś umiera (pomarli mi dziadkowie w ostatnich latach).

Teraz mam psa. Mojego, własnego, którym się zajmuję. Jest ze mną już 7 miesięcy. Kotka była typową "księżniczką". Kochała, ale miała charakterek, czasem paskudny. Była mega inteligentna (nigdy w życiu nie widziałem, nawet wyszkolonego psa, który by tak reagował na imię i wiedział kiedy się o nim mówi), ale ciężka. Moja obecna psina też jest ciężka (beagle), ale mnie turbo kocha. I wiecie co? Nie potrafię nawiązać (przynajmniej jeszcze) takiej więzi z nią. Może to kwestia czasu? A może po prostu już się nie da, ponieważ relacje nawiązane w dzieciństwie są silniejsze? Tak sobie tylko rozkminiam. W sumie to dobrze, bo nie chciałbym już tak się przywiązywać na amen do zwierzaka, ale jednak mam z tyłu głowy pytanie "czemu".

Co jest ciekawsze, moj pies jak mnie widzi to wariuje z radości, a kotka to była wredna suka czasem xD

Kosmonauta3piorunów

Człowiek dorasta i dorośleje, uświadamia sobie że ten zwierzak to tylko na chwilę.

Polecam żółwia, jest duże prawdopodobieństwo że Cię przeżyje.

Pozdrawiam Serdecznie

Pokaż więcej komentarzy (3)

Kosmonauta

w Podśmiechujki

3piorunów

Zawsze sobie jak czytam te wypociny ekspertów pwc_ czy innych Kensigntonów kto zauważam pewną rzecz. Opisy grup społecznych i tych generacji nie są kompletnie kompatybilne z wersjami narodowymi występującymi w Europie.

Przykładowo millenialsi w Nowym Jorku to kompletnie inną grupą osób niż ludzie urodzeni w tych samych latach w Polsce, Niemczech, UK, Rosji.

Jak widzę jak jest to słynne gen Z, to w Polsce widzę jakąś psychozę zawiązaną z naśladownictwem tego zachowania sprzedawanego w mediach.

Czy to oznacza, że w Polsce istnieje jednak pokolenie powojenne, socjalistyczne, JP2 i xD? Nie wiem, choć najprawdopodobniej ktoś tak uważa.

Którym pokoleniem jesteś?

  • Powojenne0% (0 głosów)
  • Socjalistyczne2% (1 głos)
  • Gierkowskie13% (7 głosów)
  • JP241% (22 głosy)
  • xD44% (24 głosy)
  • Tiktokowcy kierowcy lelellele0% (0 głosów)
  • Cyberprank 20150% (0 głosów)

54 głosów

Gruba ryba3piorunów

@dziad_saksonski no wiadomo że tak jest. i z tego co kojarzę to w literaturze też tak od zawsze było. w sensie nikt poważny nie stawiał znaku równości pomiędzy dwoma społeczeństwami rozwijającymi się w zupełnie innych realiach, tysiące km od siebie xD. tak samo jak w Polsce nie ma "boomerów". nasze gówniaki też są pewnie zupełnie inne niż te z USA, chociaż żyjąc w globalnej wiosce te różnice już są mniejsze.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Specjalista

w Dyskusje

0piorunów

Sorry, muszę to w innej kategorii dać. Bo tutaj można podyskutować, a nie w hydeparku.

Takie mam ostatnio przemyślenia:

W Czechach posiadanie różnorakich zwierząt egzotycznych jest legalne, tymczasem w Polsce rządzi źle pojęta miłość do zwierząt, które są nawet lepiej traktowane, niż paradoksalnie kobiety gatunku ludzkiego.

Posiadanie np. lwów, tygrysów, gepardów, lampartów, słoni, uratowałoby je przed wyginięciem, patrzcie na takie papugi, patrzcie na zwierzęta wymarłe na wolności, które się też trzymają, dzięki prywatnym właścicielom.

Jest też udowodnione naukowo, że człowiek potrzebuje bliskiego kontaktu z naturą, a nie przepracowywania się u Januszy biznesu, takie głaskanie dzikich zwierząt w kontrolowanych warunkach, pomaga w obniżeniu kortyzolu. Przeczytajcie esej pt. "Chiron's World" autorstwa dr. Marthe Kiley-Worthington. Dr. Svein A. Fossa ma podobne zdanie.

W czasach gdy cyrki ze zwierzętami są delegalizowane (po części z dobrego powodu, bo niektórzy treserzy sami dawali ekologom taki powód), w ogrodach zoologicznych nie można głaskać zwierząt, a sąsiedzi piszą donosy na takie np. lwy z Czchowa, czy (po części nie wiem, jak się odnieść do wyroku sądowego) posiadacza pumy Nubii - kontakt człowieka z naturą ulega mocnemu zatarciu, co mi się bardzo nie podoba.

Zapraszam do dyskusji

no i trochę

Autorytet1piorunów

Dzikie zwierzęta nie są zabawkami do głaskania. Trzymanie ich w domach jest absolutnie niezgodne z ich naturą. Stawianie naszych zachcianek wyżej od dobrostanu ŻYWYCH ISTOT jest egoizmem najczystszej formy.

Jeśli tak bardzo ktoś musi mieć zwierzaka do głaskania, to są gatunki UDOMOWIONE. I w takim scenariuszu nie ma nic złego. Tylko trzeba mieć ku temu godne warunki. A z tym już bywa różnie.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Specjalista

w Hydepark

2piorunów

Takie mam ostatnio przemyślenia:

W Czechach posiadanie różnorakich zwierząt egzotycznych jest legalne, tymczasem w Polsce rządzi źle pojęta miłość do zwierząt, które są nawet lepiej traktowane, niż paradoksalnie kobiety gatunku ludzkiego.

Posiadanie np. lwów, tygrysów, gepardów, lampartów, słoni, uratowałoby je przed wyginięciem, patrzcie na takie papugi, patrzcie na zwierzęta wymarłe na wolności, które się też trzymają, dzięki prywatnym właścicielom.

Jest też udowodnione naukowo, że człowiek potrzebuje bliskiego kontaktu z naturą, a nie przepracowywania się u Januszy biznesu, takie głaskanie dzikich zwierząt w kontrolowanych warunkach, pomaga w obniżeniu kortyzolu. Przeczytajcie esej pt. "Chiron's World" autorstwa dr. Marthe Kiley-Worthington. Dr. Svein A. Fossa ma podobne zdanie.

W czasach gdy cyrki ze zwierzętami są delegalizowane (po części z dobrego powodu, bo niektórzy treserzy sami dawali ekologom taki powód), w ogrodach zoologicznych nie można głaskać zwierząt, a sąsiedzi piszą donosy na takie np. lwy z Czchowa, czy (po części nie wiem, jak się odnieść do wyroku sądowego) posiadacza pumy Nubii - kontakt człowieka z naturą ulega mocnemu zatarciu, co mi się bardzo nie podoba.

Zapraszam do dyskusji

no i trochę

Specjalista0piorunów

Piszę to też dlatego, że nie chcę, aby cyrki ze zwierzętami koniecznie powróciły, choć wiem, że to dla dzieciaków była frajda, dopóki ekolodzy im tego nie obrzydzili.

Pokaż więcej komentarzy (39)

Kosmonauta

w Pytania

80piorunów

Siema, miałem gorszy tydzień czy tam miesiąc, ale pamiętałem, żeby odpisać kitlerowi na pytanie o życie w Norwegii. Z racji że minął już tydzień, to robię nową nitkę.

Napisałem kilka przemyśleń o moim życiu w Norwegii, ale jest to trochę chaotyczne. Sorki, nie chciało mi się tego jakoś bardziej ustrukturyzować.

Najpierw oryginalny wpis:

Czy jest ktoś tutaj kto przeprowadził się do krajów skandynawskich na stałe? Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie przeprowadzka do Islandii lub Norwegi. Nauka języka nie stanowi dla mnie problemu myślę natomiast jak wygląda integracja z lokalnymi mieszkańcami oraz inne aspekty życia w tych miejscach?

Muszę zaznaczyć, że jestem spektrumowy. Kiedy przyjechałem do Norwegii to jeszcze nie umiałem utrzymywać kontaktu wzrokowego w czasie rozmowy, dotyk (zwłaszcza niezapowiedziany) był dla mnie mega nieprzyjemny no i jak każdy chyba autystyk, nawet w Polsce byłem obcy. Nigdy nie wiedziałem skąd ludzie wiedzą gdzie coś trzeba załatwić, jak się zachować w urzędzie itp. itd.

Przyjechałem do Norwegii po oblaniu pierwszego roku na studiach w wieku 21 lat i już tak zostałem 15 lat. (To było w 2010). Mieszkałem praktycznie tylko w dużym mieście. Chociaż Trondheim jest wielkości Radomia, to dzieje się tu dużo więcej, jest gdzie iść. 5 daniowy obiad w za⁎⁎⁎⁎stej restauracji jest tańszy niż w Warszawie, chociaż ogólnie (z uwagi na ceny alkoholu) wyjścia są raczej droższe.

Z perspektywy nowo przybyłego, to ciężko o stałą pracę, ale jak już ją masz to jest cię ciężko zwolnić. Widziałem raz takie coś, i typ wyzywał szefa po prostu. Od czasów Wikingów jest tutaj dosyć płaska struktura społeczna. Nie w smaku jest się wywyższać. (Jante-loven, gdyby ktoś chciał się zagłębić). Możesz rozmawiać z szefem fabryki jak z kolegą. Ludzie oczekują trochę więcej w pracy od obcokrajowców, ale bez przesady. A jak się nauczysz języka to jesteś swój.

Jest bardzo dużo Polaków, i jest też wielu którym szkoda kasy na kurs języka. I tak żyją jak robaki na skraju społeczności, nigdy się nie integrując. Łatwo w to wpaść. Ale jeżeli włożysz trochę wysiłku i nauczysz się języka na b1-b2 to dasz radę się zintegrować. Na pewno będzie ci łatwiej niż ludziom z Afryki.

Norwegowie są trochę inni od Słowian. Schodzi z tym żeby się z kimś zkumplować. Ale jak już się uda to przyjaźnie/koleżeństwa są silniejsze niż w Polsce. Wyjątkiem jest weekend, kiedy praktycznie wszyscy idą na miasto i pijani są bardzo przyjaźni i towarzyscy.

Są też ludzie uprzedzeni do Polaków. Miałem rodzinnego, którą musiałem zmienić, bo myślała, że lecę w c⁎⁎ja i chcę żyć z zasiłków tak jak wielu Polaków tutaj. Ale to raczej chłód niż jakieś aktywne agresje. I to i tak kończy się w momencie jak usłyszą, że mówisz płynnie w ich języku. Nawet jak nie mówisz płynnie to im bardzo imponuje i schlebia, że ktoś chciał nauczyć się ich języka. Dlatego polecam przeznaczyć w pierwszych dwóch latach kasę na to i zrobić c1, tak żeby być swoim.

Kiedyś na przerwie jeden Norweg cisnął na utlendingów. Mówię mu, żeby poczekał aż ja wyjdę. On na to, że ja nie jestem obcokrajowcem.

Ogólnie trudno mi porównać z Polską, bo poza wizytami w wakacje i na święta za bardzo jej nie znam. Jest tu mniej kombinowania. I ludzie są mniej wkurwieni na życie. Urzędy są dla petentów, nie dla urzędników. Szkoły wyższe dla studentów, nie nauczycieli. Ale jak przegapisz termin rejestracji na semestr to nie ma przebacz. Pod tym względem są bardziej niemieccy niż polscy. Politycy też po⁎⁎⁎⁎ni jak w Polsce, ale jednak jakoś wydają się bardziej dbać o interes narodowy. No i Norwegia nie będzie miała zapaści systemu emerytalnego, bo przez jednego Irakijczyka jest największym inwestorem na świecie. Norweski fundusz olejowy to kilka milionów na głowę każdego mieszkańca.

Ostatnio jest trudniej z pracą, korona też nie stoi już tak wysoko. Nie jesteś już królem za granicą. Ale ogólnie spoko miejsce do życia, takie spokojne.

Apropo zimowej depresji. To głównie brak vit D i rozregulowany rytm dobowy. (Ciekawostka - jak latem mocniej przygrzeje słońce, to wszystkie parki w centrum są zajebane ludźmi w strojach kąpielowych, którzy się opalają.) W Trondheim słońce dzisiaj nie wzeszło jeszcze o 9. Na to jest terapia światłem plus melatonina. Potem samo światło wystarczy. Zdjęcie w okularach do terapii świetlnej (żeby mózg nie myślał, że dzień zaczyna się o 10 rano tylko o 6). Btw tańsze niż w Polsce bo na wiele rzeczy jest tu mniejszy vat. Medyczne, ale też pampersy.

@kitler69

@AdelbertVonBimberstein dzięki za pamięć

Fanatyk13piorunów

@Legendary_Weaponsmith nice, super wpis. Daje suba i z chęcią bym poczytał jakieś ciekawe historie z Norwegii!

Kuuuurde, jakby fajnie było trafić kogoś kto by chciał też tak pisać o Finlandii

Kosmonauta2piorunów

@rith

1. A obiecujesz piorunować?

2. Czy mogą być z wymiany studenckiej? Bo jak tak to możesz zajrzeć na najstarsze wpisy na moim profilu 😉

Fanatyk4piorunów

@mtriciak33 Zawsze!

Chciałem napisać, że pewnie już piorunowałem, ale widzę że nic nie było otagowane. Halo, Policja?

Z wymiany też będzie gites. Gdzie siedziałeś?

Edit. Dobra znalazłem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Tam akurat nie byłem

Autorytet2piorunów

@Legendary_Weaponsmith Świetnie się to czyta ʕ•ᴥ•ʔ

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fenomen

w Hydepark

5piorunów

Mała gówno-rozkminka. Dlaczego w polskim społeczeństwie jest ogólnie taki umiłowanie do prostoty, biedy i wszechobecna pogarda dla ludzi wykształconych, dla tych, którzy umieją powiedzieć po polsku więcej niż 3 proste zdania i tak dalej? Przecież u nas zawsze najbardziej kochani to ci, co są "proste chłopy dla ludu", a ci którzy w życiu mają jakieś osiągnięcie nie boją się mówić o tym na czym się znają uchodzą za zarozumiałych burżujów xD

Jeszcze bardziej mnie wkurwia ta mentalna biedota nowobogacka, co się nachapie kasy i potem się zachowują jak małpy z granatnikiem xD

Tylko błagam, nie argumentujcie tego "konserwatyzmem", bo to będzie oznaczało, żeście abnegaci, bo Konserwatyzm co by nie było jest często (co mi się akurat tu nie podoba) wręcz klasistowski i zakładający hierarchię klas xD

Z drugiej strony, jak już mamy ludzi inteligentnych i wykształconych, to dlaczego to często muszą być takie bezjajeczne, sojowe npcty z wysoko rozwiniętym intelektem, ale nisko rozwiniętą inteligencją emocjonalną i wyobraźnią nie wykraczającą poza własne ego?

Czy taki wizerunek silnego, przy czym inteligentnego i zaradnego finansowo mężczyzny i inteligentnej wykształconej kobiety, która godzi karierę z rolą matki to już jest po prostu archaizm?

Może mój ideał mężczyzny jako samego siebie to jak american dream z lat 50 (staremu brakowało tylko charakteru poza kasa i prestiżowym wykształceniem), a ideał kobiety to wykształcona, zaradna, dobrze zarabiająca, ale także i matka? (moja mama, moje ciotki, więc to chyba sobie uroiłem z domu).


Gruba ryba1piorunów

@Lopez_

Ot, walka klas.

Od dziadka często słyszałem, że skrót „mgr” rozwija się w „mózg gówno rozumie”, a mimo to jako nastolatek musiałem mu tłumaczyć, dlaczego jednostkowy koszt produkcji wynosi parę złotych, a w sklepie można dostać ten produkt za prawie sto złotych. Przejawiał też takie podejście, że jeśli ktoś jest wykształcony, to nie może popełniać błędów - jak w tym memie z gościem pijącym piwo przed telewizorem, nazywającym debilami naukowców, którzy się pomylili w czymś.

Może po prostu miał uraz do osób z wyższym wykształceniem, którzy się wywyższali, może miał kompleksy, ponieważ technikum ukończył z ogromną pomocą mojej babci, która między innymi pisała za niego wypracowania na język polski.

Rodzice i młodsza siostra mojej byłej dziewczyny też często krytykowali szkolnictwo wyższe, mimo że nigdy nie mieli z nim do czynienia, ponieważ żadne z nich nawet nie zaliczyło matury. A mimo to mieli sporo negatywnych słów do wypowiedzenia o ludziach z wykształceniem wyższym.


Z drugiej strony inteligencja też nie ma za najlepszego zdania o ludziach prostych, niewykształconych.

Skończyłem licencjat i wcale nie czuję się lepszy od nikogo. Wręcz przeciwnie, czuję się jeszcze głupszy, ponieważ okazało się, ile jeszcze materiału muszę zgłębić, żeby móc nazwać się specjalistą w mojej dziedzinie naukowej.

Fenomen0piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk Ja skończyłem dwa kierunki studiów, mam szerokie zainteresowania, mówię płynnie po angielsku i w sumie czuję się zwykłym człowiekiem, takim na średnim poziomie. Może jakbym się otoczył bananami to czułbym się wyjątkowo, ale zobaczyłem, że jest gro ludzi, którzy dużo osiągnęli i dużo wiedzą, a żyją w cieniu. Ale triggeruje mnie taki butny plebs spod szyldu akademia chłopskiego rozumu, tak samo jak zarozumiałe pseudo elity.

Przez to, że przebywałem w każdym środowisku w życiu, obcowałem z jedną i drugą grupą i ciężko mi powiedzieć kto mnie bardziej wkurwiał xD przy tych pierwszych miałem ochotę wyjść, wręcz wybiec, siedząc w towarzystwie i słuchając farmazonów niepopartych niczym, przy tych drugich miałem ochotę strzelić liścia za pogardę w stosunku do ludzi mniej usytuowanych.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Mistrz

w Hydepark

57piorunów

Opowieść o jodze, styczniu i instruktorze, którzy lubi trochę potrollować.

Od jakichś sześciu lat regularnie chodzę na jogę. Przedtem jogowałam okresowo, sporadycznie, no ale od tych sześciu lat traktuję to jako moją formę aktywności fizycznej. No, bo wiecie, joga to nie tylko rozciąganie, ale w miarę rosnącego poziomu zaawansowania — solidny trening kalisteniczny.

No właśnie, poziomy zaawansowania. W studio jogi, do którego uczęszczam, zajęcia dzielą się na trzy poziomy: 0, I, II i III. "Zerówka" to zajęcia dla osób z krótkim stażem i doświadczeniem, tak spokojnie pół roku; kolejne poziomy wymagają już od człowieka więcej.

Gwoli zilustrowania, po tych sześciu latach jestem w lepsze dni na poziomie II, a w gorsze - I. "Trójki" raczej w życiu nie uświadczę, bo trzeba mieć od niej naprawdę naturalne predyspozycje albo zacząć bardzo młodo.

No więc chodzę 2-3 razy w tygodniu, zwykle na te same zajęcia jogi poziomu I do tego samego instruktora. Nazwijmy go Bogdan. Bogdan jest koło czterdziestki, chudy jak trzcina, absolutnie przesympatyczny, zawsze uśmiechnięty. To człowiek, który swoją obecnością po prostu poprawia wszystkim humor. Mamy na zajęciach swoją stałą ekipę, która przychodzi tylko dla Bogdana.

Zajęcia u Bogdana to joga I, ale często wplata elementy z poziomu II. Albo, jeśli ma naprawdę dobry dzień, robi nam wymagający trening, który w dużej mierze można zaliczyć jako "dwójkę".

No ale, mamy styczeń. I styczniowców. Styczniowcy w studio jogi są dość specyficzni, bo zadziwiająco często przychodzą na zajęcia z poziomem niewspółmiernym do swoich umiejętności.

Nie zrozumcie mnie źle — jestem za tym, by przekraczać swoje granice i budować siłę swojego ciała, stawiając sobie wyzwania... ale joga na nieco wyższym poziomie bez uprzedniego przygotowania jest po prostu niebezpieczna. Przy rozgrzanym ciele (a osoby zaczynające przygodę z jogą nie mają jeszcze zbudowanej jogowej wydolności i grzeją się mocno) można bardzo łatwo sobie coś naciągnąć, naderwać. Tym bardziej, jeśli mięśnie głębokie też nie są w stanie zapewnić równowagi.

No więc na naszych zajęciach z jogi I u Bogdana zaczęli pojawiać się styczniowcy. A dziś było ich wyjątkowo dużo. Czy poszli na zajęcia 0 w zeszłym tygodniu i poczuli się na tyle pewnie, żeby przyjść na "jedynkę"? A może bywali na jodze wcześniej, coś już tam im się pozycje kojarzą, więc nie czują się początkujący? Kto wie.

Natomiast Bogdan wie, kto jest nowy na sali. I Bogdan widzi, że jest ich sporo. I zauważyłam, że gdy na zajęcia przychodzi jakiś nowicjusz, to Bogdan... podkręca tempo. I robi to bardzo niepozornie i z ogromnym uśmiechem na twarzy.

Nie inaczej było dzisiaj. Zaczęliśmy, jak zwykle, od rozgrzewki. Tu było łatwo. Ale wystarczyła już pierwsza rzecz, czyli deska z unoszeniem nogi i trwaniem w tej pozycji, by zielonki poczuły przedsmak tego, co będzie się działo dalej. A dalej było już tylko lepiej: Dziesiątki czaturang (jogicznych pompek) w seriach, powitań słońca, upływające minuty uttkatasan ("krzesełko"), ardha chandrasana (taka zaawansowana forma stania na jednej nodze w pochyleniu), skręty w wojowniku, i wreszcie zwieńczenie wieczoru, czyli stanie na rękach.

Nie powiem, sama byłam już fajnie zmęczona na sam koniec. Widziałam po twarzach innych stałych bywalców, że też ich ten trening podmęczył. Ale ci niedoświadczeni byli zgnojeni. Tak do cna. Twarze czerwone. Maty zlane potem. Butelki z wodą wydojone. Morale podłe.

I teraz zastanawiam się, na ile nasz instruktor robi takie akcje nieświadomie, a na ile trolluje. Nie, żeby ludzi zniechęcić do jogi... Ale może chociaż żeby zniechęcić ich do wchodzenia na nieadekwatny poziom zbyt szybko. 😅

Fanatyk8piorunów

Wiesz, tylko każdy kiedyś w czymś zaczynał I nie był mistrzem, a myślę, że właśnie styczeń to dobry miesiąc żeby pokazać, że jest miło i fajnie. Wtedy większa szansa, że jacyś "styczniowcy" się uchowają, a nie będą tymi styczniowcami.

Mnie na studia zachęcali kierunkiem zamawianym (płatnym, ale to oni mi płacą) oraz symulator em lotów kosmicznych. Dołączyłem - kierunek zamawiany skończył się rok wcześniej, salka z symulatorem była zamknięta bo kierunku nie otworzyli, a "doświadczenia" były na szybko i na odpieprz. Wielu nie wytrwało ze styczniowców, tj. pierwszo-drugorocznych.

Mistrz3piorunów

@Atexor Ano, miło i sympatycznie jest. Dużo uśmiechu, żartów — ta joga jest naprawdę na luzie. Zresztą, Bogdan zawsze mówi, że można robić lżejsze wersje. Że nie trzeba iść na całość. Powtarza to w nieskończoność. Ale ludzie traktują to jako wyzwanie, a joga nie jest wyzwaniem — jest drogą i ciągłym doskonaleniem się w miarę możliwości.
Tylko z uwagi na poziom jest też męcząco. 😉

Twórca2piorunów

@Wrzoo a co się zyskuje będąc na poziomie 2 i 3 w porównaniu do 1? Z tego co wywnioskowałem, to tej jedynce niczego nie brakuje, co można by chcieć na wyższych poziomach i czy to jest zdrowe długoterminowo? Czy to już się zamienia w soprt wyczynowy :-P

Mistrz2piorunów

@jedikk to dla większości wyzwanie — bardziej zaawansowane pozycje, więcej pozycji odwróconych (czyli takich głową w dół, dla większości joginów są one po prostu atrakcyjne i dodają dopaminkę), mniej przerw na odpoczynek (czyli zwiększanie wydolności). To jak przeskok między bieganiem dyszek a robieniem półmaratonów. :smiley: Ale też nie każdy ma predyspozycje do tych wyższych poziomów, ciało ma swoje granice. Dlatego ta jedynka często jest sufitem dla ludzi.

Twórca1piorunów

@Wrzoo tak sobie teraz myślę, że na 2 i 3 też mogą być takie śmieszki, i pierwsze treningi ukazywać, jako trudniejsze.

Ps. Potrafisz stać na rękach? Córka mojej mamy koleżanki potrafi, może to ty :-P

Pokaż więcej komentarzy (13)

Tytan

w Hydepark

12piorunów

Mam wkurw.

Pewien sklep internetowy - część sieci hipermarketów, gdzie każdy market i każdy sklep online ma innego właściciela - konsekwentnie ignoruje dostępność swojego serwisu. Kiedyś mieli jeden z najlepiej przystosowanych serwisów online wśród sieciówek - dziś jest dramat.

Dodają bezsensowne skrypty JS, zmieniają logiczną kolejność elementów w DOM, bo "CSS wszystko ustawi i będzie ładnie". Efekt? Osoby niewidome tracą dostęp do podstawowych funkcji - częściowo, a ostatnio prawie całkowicie.

Od ponad miesiąca zgłaszam problem mailowo. Odpowiedź? Standardowa, nic nieznacząca formułka: "dziękujemy za zgłoszenie, przekażemy do działu IT". Zmian zero.

Prawo? Oficjalnie tylko podmioty publiczne muszą spełniać wymogi dostępności. Prywatne firmy? Wyjebongo. A osoby niewidome? Niech siedzą w domu i liczą na cudzą pomoc. Mają sprzęt, mają screenreadery, a i tak prosty sklep jest bezużyteczny.

Tak wygląda dostępność w polskim internecie: kompletnie lekceważąca postawa wobec użytkowników, którzy po prostu chcą móc korzystać z usług online.

Fenomen2piorunów

Gdy zaczynałem przygodę w IT, to właśnie zaczynałem od webu. Wtedy dużo się mówiło o dostępności dla osób niepełnosprawnych. Teraz to już chyba nie jest ważne, ważne jest napakowanie skryptów, reklam i próby wciśnięcia klientowi produktu którego nie chce, ale który trzeba "wypromować".

Tytan2piorunów

@matips bo dostępność nie przekłada się na kasę dla twórców serwisów - niepełnosprawni są wciąż tylko jakimś odsetkiem użytkowników, co oczywiście wynika właśnie z faktu olewania ich na każdym kroku.

Ten sam problem dotyczy sprzętów. Wszystko musi być ładne, obsługiwane dotykowo, z kolorowym ekranem. Bez wzroku nie obsłużysz, ale kto by się przejmował...

Pokaż więcej komentarzy (2)