Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

tptakGwiazdor

Dołączył/a:

  • 29 wpisów
  • 399 komentarzy
  • 3 obserwujących

GURU

w Wiadomości Świat

8piorunów

W europejskim mieście nie można pochować zmarłych. Obowiązują ścisłe restrykcje

Ekstremalne warunki zmuszają mieszkańców Longyearbyen na Svalbardzie do przestrzegania wielu nietypowych przepisów. Wszystko po to, by chronić wyjątkowy ekosystem arktycznej wyspy i nielicznych śmiałków, którzy zdecydowali się tu zamieszkać. Władze należącego do Norwegii archipelagu ściśle określiły

Mistrz

w Hydepark

84piorunów

Wczoraj widziałem, że konto @grog doprowadza do trochę negatywnych emocji i to sprawia, że chciałbym z Wami przedyskutować kwestię sensu istnienia tutaj takich chatbotów (a przynajmniej kont, które pod taki charakter podpadają, bo diabli wiedzą, co się tam kryje). Nie uważam, żeby każde konto, które w zautomatyzowany sposób odpowiada, było dotknięte obostrzeniami, bo chociażby @Marvin robi naprawdę dobrą i pożyteczną robotę. Nie chcę podejmować żadnych drastycznych decyzji z własnego widzimisię w takich granicznych przypadkach, więc zadam otwarte pytanie do Was: czy na hejto jest miejsce dla takich chatbotów? Jakie moderacja powinna mieć do nich podejście? Zdaję sobie sprawę, że nie będzie jednomyślności w temacie i żadna decyzja nie zadowoli wszystkich, a jakąś decyzję na koniec będę musiał podjąć, ale wolałbym ją podjąć po zapoznaniu się z Waszą opinią :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (105)

Lider

w Polityka

48piorunów

Polska walczy dziś w Brukseli o unijne pralki i lodówki. „Umieramy po cichu”

Polska będzie dziś walczyć w Brukseli o europejską produkcję pralek, lodówek, zmywarek i piekarników. Na posiedzeniu ministrów do spraw konkurencyjności Polska razem z Włochami, Francją, Niemcami, Hiszpanią i Słowacją będzie przekonywać Komisję Europejską do przygotowania specjalnego planu dla

Autorytet

w Hydepark

218piorunów

W zeszłym tygodniu wpadła do nas koleżanka żony.

Tylko na chwilę.

Została dwie godziny.

Po pierwszej szklance wody powiedziała, że kupiła robot gotujący za siedem tysięcy złotych.

Od razu wiedziałem, że tę znajomość trzeba będzie stopniowo wygaszać.

- Jest fantastyczny - mówiła. - Gotuje, waży, sieka, miesza. Oszczędzam mnóstwo czasu.

Kilka dni później żona wysłała mi rolkę.

Kobieta wrzucała warzywa do urządzenia, naciskała ekran i po chwili miała zupę.

Na początku zastosowałem strategię pasywną.

Nie reagowałem.

Większość impulsów konsumpcyjnych, jeżeli nie dostarcza się im uwagi ani kapitału, z czasem wygasa.

Wieczorem przeczytałem wszystko.

Cena.

Funkcje.

Koszty serwisu.

Darmowy pokaz.

Następnego dnia powiedziałem żonie:

- Umów pokaz.

Spojrzała na mnie podejrzliwie.

- Ty chcesz obejrzeć robot za siedem tysięcy?

- Chcę rzetelnie ocenić produkt.

Przed spotkaniem sprawdziłem wszystko jeszcze raz.

Warunki.

Przebieg pokazu.

Najczęściej przygotowywane potrawy.

Opinie ludzi, którzy nie kupili.

Nie znalazłem żadnego punktu mówiącego, że po zjedzeniu zupy przechodzi na nas obowiązek zapłaty siedmiu tysięcy złotych.

To mi wystarczyło.

Przedstawicielka przyszła w czwartek o siedemnastej.

Punktualnie.

To doceniam.

Przywiozła urządzenie, torby z produktami i bardzo dużo entuzjazmu człowieka, który zarabia tylko wtedy, kiedy ktoś inny wyda siedem tysięcy.

- Na początek chciałabym poznać państwa potrzeby - powiedziała.

- Chcemy zjeść coś ciepłego - odpowiedziałem.

Żona spojrzała na mnie.

- Chodzi o potrzeby związane z gotowaniem - doprecyzowała przedstawicielka.

- Gotujemy codziennie - powiedziała żona. - Ale przydałoby się coś, co oszczędza czas.

Przedstawicielka uśmiechnęła się.

Miała punkt zaczepienia.

- Właśnie po to jest ten robot. Oszczędza czas, pieniądze i miejsce w kuchni.

Najpierw zaczęliśmy robić zupę.

Później ciasto na bułki.

Następnie pastę warzywną.

Na końcu deser.

Musiałem przyznać, że urządzenie działało sprawnie.

Ważyło.

Mieszało.

Gotowało.

- Proszę zobaczyć. Dzięki temu robotowi wiele rodzin przestaje zamawiać jedzenie – powiedziała przedstawicielka.

- Nie zamawiamy – odpowiedziałem.

- Rzadziej chodzi do restauracji.

- Nie chodzimy.

- Rezygnuje z gotowych dań.

- Nie kupujemy.

Jedliśmy dalej.

Zupa była dobra.

Bułki również.

Wziąłem dokładkę pasty.

Przedstawicielka obserwowała mnie i najwyraźniej uznała apetyt za sygnał zakupowy.

To był błąd.

Pozytywna ocena produktu spożywczego nie oznacza akceptacji urządzenia, które go przygotowało.

Lubię chleb.

Nie oznacza to, że chcę kupić piekarnię.

Po deserze przedstawicielka usiadła naprzeciwko nas.

- I jak wrażenia?

- Bardzo mi się podobało - powiedziała żona.

Przedstawicielka spojrzała na mnie.

- Jedzenie było poprawnie przygotowane.

Nie była to odpowiedź, na którą liczyła, ale trudno było ją podważyć.

- Tak się składa - powiedziała - że mam jeszcze jedną fabrycznie nową sztukę w samochodzie. Mogliby państwo mieć robota już dzisiaj.

Klasyczna presja dostępności.

- Nie jesteśmy zainteresowani zakupem - powiedziałem.

Przedstawicielka nadal się uśmiechała.

- Rozumiem. Chociaż warto pamiętać, że można skorzystać z rat zero procent.

- Cena nadal wynosi prawie siedem tysięcy.

- Ale płatność rozkłada się na wygodne miesięczne raty.

- Pokrojenie wydatku na mniejsze kawałki nie zmniejsza wydatku.

Przedstawicielka zmieniła kierunek.

- Proszę pomyśleć o czasie, który państwo odzyskają.

- Ile godzin miesięcznie urządzenie nam zaoszczędzi?

- Każda rodzina korzysta inaczej.

- Czyli nie znamy liczby, ale mamy już wycenę.

Żona wzięła głęboki oddech.

Przedstawicielka spróbowała odwołać się do emocji.

- Nie wszystko musi się zwracać. Czasem warto zapłacić za komfort.

- Od czterdziestu minut tłumaczy pani, że urządzenie oszczędza pieniądze.

- Bo oszczędza.

- Ale kiedy proszę o wyliczenia, okazuje się, że nie wszystko musi się zwracać.

Na chwilę zapadła cisza.

Wiedziałem, że jesteśmy blisko końca.

- Większość osób po pokazie decyduje się na zakup - powiedziała.

Dowód społeczny.

Późna faza procesu sprzedażowego.

- Większość ludzi nie inwestuje regularnie, wymienia sprawne telefony i wybiera samochód na podstawie wysokości raty - odpowiedziałem. - Nie używam większości jako wskaźnika jakości decyzji finansowej.

Przedstawicielka spojrzała na żonę.

- A pani co o tym myśli?

Sprytne.

Próba rozdzielenia komitetu zakupowego.

Żona spojrzała na robota.

Potem na mnie.

- Bardzo mi się podoba - powiedziała. - Ale na razie nie kupimy.

Przedstawicielka zaczęła pakować urządzenie.

Powoli.

Bez wcześniejszego entuzjazmu.

Na koniec wręczyła żonie wizytówkę.

- Proszę się odezwać, gdyby zmienili państwo zdanie.

- Oczywiście - powiedziała żona.

Zamknęły się drzwi.

Przez chwilę staliśmy w kuchni.

Na blacie zostały dwie bułki, pół pojemnika pasty i porcja deseru.

Pełny sukces.

Żona odwróciła się do mnie.

- Ty od początku nie zamierzałeś tego kupić.

- Od początku zamierzałem uczciwie ocenić produkt.

Wyjąłem telefon

Otworzyłem arkusz i pokazałem go żonie.

Na ekranie widniał tytuł:

„Przedstawiciele Thermomix - baza kontaktów i potencjalne menu”.

Siedemnaście nazwisk.

Numery telefonów.

Obszary działania.

Przy niektórych dopiski:

„robi pizzę”,

„specjalizacja: pieczywo”,

„na pokazach podobno risotto”,

„możliwy deser lodowy”.

Żona patrzyła na ekran.

- Co to jest?

- Znalazłem przedstawicieli w promieniu trzydziestu kilometrów.

- Po co?

- Każdy oferuje darmowy pokaz.

- Nie będziemy umawiać siedemnastu pokazów.

- Oczywiście, że nie.

Odetchnęła.

- Nie ma sensu organizować ich wszystkich od razu. Rozłożyłem je na kilka miesięcy, żeby zachować różnorodność menu - doprecyzowałem.

- Ty chcesz ciągać tutaj tych biednych ludzi, wiedząc, że niczego nie kupisz?

- Każdy przedstawiciel dostanie równe szanse przekonania mnie.

- Nikt cię nie przekona.

- W takim razie podejmiemy bardzo dobrze udokumentowaną decyzję zakupową.

Przesunąłem arkusz w dół.

Na końcu była symulacja.

Liczba pokazów.

Średnia liczba porcji.

Szacunkowa wartość produktów.

Oszczędność na kolacjach.

Żona zamknęła oczy.

- Zarezerwuj sobie czwartek. Zabieram Cię do Włoch. A raczej Pani Monika nas zabierze. Focaccia, krem pomidorowy i lody - powiedziałem.

Żona nic nie odpowiedziała.

Schowałem pozostałe bułki do pojemnika.

Thermomix faktycznie może oszczędzać pieniądze.

Trzeba tylko bardzo uważać, żeby go nie kupić.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Wiadomości Świat

35piorunów

Król Karol szuka pracownika. 13 tys. zł pensji i zamieszkanie w Pałacu Buckingham

Pałac Buckingham ponownie rekrutuje. Tym razem poszukiwana jest osoba na stanowisko pomocy kuchennej. Nie jest wymagane doświadczenie, a pensja wynosi ponad 13 tys. zł miesięcznie. Poza niebagatelnym wynagrodzeniem zatrudniona osoba będzie miała możliwość zamieszkania na terenie Pałacu Buckingham.

Gruba ryba

w Hydepark

184piorunów

Security w mojej firmie przedobrzyły z ćwiczeniami phishingowymi :D

Zazwyczaj, z tego, co miałem do czynienia, wygląda to tak, że dział security wysyła jakiś ordynarny mail, żeby tylko było można zrobić raport, że przeprowadzono próbę, jakieś randomy się złapały, ale ogólnie ludzie kumają.

A u nas? Security uznało, że nie ma miękkiej gry. U nas ćwiczenia phishingowe wyglądają tak, że jak ostatnio miałem spotkanie z szefem, dajmy na to, Łukaszem Kowalskim, o nazwie sugerującej, że będziemy omawiać nowe narzędzia do pracy, to chwilę później dostałem maila z zaproszeniem do platformy o treści "Łukasz Kowalski zaprasza cię do rejestracji w nowej platformie" i treścią "Cześć! O tym wspominałem na spotkaniu". No kliknąłem jak głupi, bo akurat wszystko było ładnie w kontekście, i nie byłem sam, bo security z dumą ogłosiło, że 86% ludzi którym wysłali podobne kontekstowe fejki się złapało i musieliśmy robić jakieś dodatkowe szkolenia w postaci filmów bez możliwości przewinięcia czy pominięcia.

Teraz spora część firmy zgłasza absolutnie każdy e-mail spoza domeny firmowej jako phishing, żeby nie dostać po łapach, i security się skarży, że oni nie są w stanie tego przerobić :grinning: Jakoś mi ich nie żal :D


Pokaż więcej komentarzy (26)

Sum

w Hydepark

18piorunów

Jeżeli kiedykolwiek narzekaliśmy na polskie reklamy to powiem wam, że w Uk są one bardzo przygnębiające. Oglądam Sky tv po to, żeby jednak być bliżej kulturowo do Anglików. Rozumieć ich quizy i oglądać wiadomości. Ale każdy blok reklamowy, powtarzam KAŻDY zawiera albo zrzutki dla biednych dzieci w Afryce albo zwierzęta. Co jest przygnębiające. Jesz sobie obiad a tam dzieci w Afryce glodujące i muchy na nich siadają. Albo pokrzywdzone osły z zakrwawionych oczami.

Ale....

Największym szokiem jest promowanie kremacji. Simplicity cremation on you go, when you go. Nie rozumiem. Masz wykupić abonament za życia by bliscy nie mieli "z Tobą problemu". Jest to tak bardzo monetyzowany temat, że znajduje się w każdym bloku reklamowym.

I tak sobie myślę, co czuje 80 letnia osoba oglądając takie reklamy? Mój mózg nie jest w stanie tego ogarnąć

Sum0piorunów

Rozumiem, ale znam osobę 82 letnią i jakoś nie wyobrażam sobie tego, że ona ogląda to i myśli o śmierci. Kilka razy dziennie. Nawet teraz lecą te reklamy xD tym razem pure cremation

Pokaż więcej komentarzy (15)

Fanatyk

w Hydepark

89piorunów

Córka na rocznicę znajomosci z przyjaciółką wzięła z nią pokój w InterContinental (1000zl za noc) i concierge który zrobił na łóżku serce z płatków róż, balony z cyframi six seven oraz szampan (łącznie kolejny 1000zl).

Jakie są szanse że nie są parą? Oficjalnie się nie przyznają ale coś nie chce mi się wierzyć :smiley:

Nie to że mam coś przeciwko ale z rodzicami przyjaciołki jak sami oni stwierdzili jesteśmy "największymi wrogami" więc mamy tu jakieś Romee i Julie :smiley:

Fanatyk22piorunów

@NatenczasWojski kryste panie, pomijając gejowość (jak się kochają to c⁎⁎j z nimi) to wciąż do mnie nie trafia jak można wy⁎⁎⁎⁎⁎olić 2 kafle na takie gówno. Fakt, wyrosłem w biedzie i to pewnie rzutuje na moje postrzeganie pieniędzy nawet kiedy sobie już dobrze żyje. I stać byłoby mnie na taki hotel ale nie mogę przeżyć jakie to marnotrawstwo. Będąc w ich wieku, mając 1k zaoszczędzone ruszyłem z namiotem i plecakiem, przez miesiąc błąkałem się po Bieszczadach i jeszcze 50zł mi po powrocie zostało ^^

Pokaż więcej komentarzy (68)

GURU

w Hydepark

78piorunów

No i mam żonę Brytyjkę.
Teraz pewnie zacznie codziennie smażyć frytki, roztyje się zacznie palić szlugi podczas robienia jajecznicy.
Btw na 26 osób uzyskujących obywatelstwo, 19 pochodziło z różnych krajów.

Fanatyk5piorunów

Mi to się wydaje, że wszystkie 26 osób pochodziło z różnych krajów, innych niż UK xd chodziło Ci, że te 26 osób pocjodzilo z 19 różnych krajów, czy co?

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Hydepark

166piorunów

Niektórzy mówią "Stare baby j⁎⁎ać prądem" ale tak ostatnio skojarzyłem, że był drugi gatunek emerytek, które były aniołami i wyginęły po cichu.

Aktualnie zgorzkniałe emerytki z moherem na głowie "MI SIĘ NALEŻY" to produkt komuny, zazwyczaj urodzone po wojnie gdzieś w latach 50-60tych. W ogóle moher, czy to nie pozostałość mody dla młodych kobiet z lat 70tych na styl francuski? xD

Ale przez wiele lat był drugi typ emerytek - babciunie pamiętające wojnę. Chusta na głowie i zgarbione tak, że wyglądały jak podkowa, na plecach jakieś wody albo w obu rękach wielkie torby z bazaru. Powoli ciągnące się ślimaczym tempem, nie rzucające się w oczy, zadowolone bo udało się im przeżyć jeden dzień więcej. Wychowane na wioskach, industrializacja ich nie dotknęła, często pracujące jak woły mimo starości, czasami na bazarkach gdzieś w rogu sprzedające czosnek i dwa tuziny jajek od swoich ostatnich pięciu kur.

No i tak samo jak cicho żyły, tak samo cicho umierały. Moja prababcia tak samo się wpisała się w ten schemat. Zasnęła wieczorem w pokoju i się nie obudziła już.


Autorytet12piorunów

@SzubiDubiDU ciekawe spopstrzeżenie i w sumie masz rację... moja babcia była z takiego gatunku i jeszcze miała sąsiadkę, starowinkę, która pamiętała jeszcze pierwszą wojnę. Słuchać jej opowieści o pierwszej wojnie to był jakiś kosmos, niestety nieczęsto miałem okazję. Miła i ciepła kobieta, zawsze mnie cukierkami częstowała 😛

Fanatyk18piorunów

@SzubiDubiDU było tych babin u mnie na wsi, oj było. Wszystkie już niestety powymierały ale pamiętam, że do późnej starości funkcjonowały jak tylko mogły. Zgarbiona, skulona ale drewna sobie przyniosła, grzybów nazbierała, grządki ogarnęła i jeszcze rodzinie przetworów z tego narobiła.

Mimo wielu chorób żyły dopóki były w stanie funkcjonować i coś pomóc rodzinie lub sąsiadom. Jakby ta przydatność była ostatecznym czynnikiem utrzymujacym je w ruchu. W sumie się nie dziwię, to pokolenie kobiet przeżywające swoją młodość w okresie wojen gdzie wielu mężczyzn nie wrociło lub wróciło kalekich z traumami i samo potrzebowało pomocy. Trudne realia sprawiły, że stały się harde i pracowite. Ten życiowy ropęd kończył się jak tylko zdarzał sie jakiś wypadek (np. zlamana noga) czy choroba. Kiedy tylko trafiały pod opiekę rodziny i mogły odpocząć to przeważnie w przeciągu kilku miesięcy umierały.

No a historie jakie opowiadały z czasów wojny, to było prawdziwe świadectwo okrucieństwa i tragedii jakie się wtedy działy. Jedna wraz z siostrą i synem sąsiadów uciekły do lasu przed banderowcami, reszcie wsi, w tym ich rodzinom nie udało się. Wróciły po dwóch dobach żeby zobaczyć zmasakrowane i zbeszczeszczone ciała swoich bliskich. Niestety młody wtedy byłem, głupi, nie wiedziałem co to Wołyń i banderowcy. A tzeba było nagrywać, spisywać, ocalić to świadectwo... Ehhh

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fanatyk

w Hydepark

147piorunów

W 1991 roku pewien 21-latek napisał na forum internetowym: „to tylko hobby, nic wielkiego z tego nie będzie”. Dziś jego „hobby” napędza większość serwerów internetowych na świecie oraz 3 miliardy telefonów. Korzystałeś z niego dziś… i nawet o tym nie wiedziałeś.

25 sierpnia 1991 roku. Helsinki, Finlandia.

Student informatyki Linus Torvalds był sfrustrowany.

Właśnie wydał swoje letnie oszczędności na nowy komputer 386 — jak na tamte czasy potężny sprzęt, ale mało przydatny bez systemu operacyjnego, który naprawdę mógłby dostosować do własnej pracy.

Używał wcześniej MINIX-a, systemu edukacyjnego stworzonego przez profesora do nauki. Działał, ale celowo miał ograniczenia. Profesor chciał, by był prosty dla studentów. Linus chciał czegoś, z czego dałoby się korzystać naprawdę.

Zrobił więc coś, co brzmiało jak szaleństwo: postanowił napisać własny system operacyjny.

Od zera. W małym mieszkaniu w Helsinkach. Jako hobby.

25 sierpnia opublikował wiadomość na mało znanym forum comp.os.minix:

„Tworzę system operacyjny — darmowy — to tylko hobby, nie będzie duży i profesjonalny jak GNU — dla klonów 386(486) AT”.

Był skromny. Niewiarygodnie, historycznie skromny.

To „hobby” miało stać się Linuksem — systemem operacyjnym, który z czasem zaczął obsługiwać większość komputerowej infrastruktury świata, choć prawie nikt spoza branży nie znał jego nazwy.

We wrześniu 1991 roku Linus miał coś ledwie działającego: 10 239 linii kodu. Wystarczająco, by uruchomić system, odpalić powłokę i wykonać podstawowe operacje.

Wtedy podjął decyzję, która z pozoru wyglądała niepozornie, ale okazała się rewolucyjna:

opublikował projekt w internecie. Za darmo. Z całym kodem źródłowym widocznym i możliwym do modyfikacji.

„Jeśli chcesz tego używać — proszę bardzo. Jeśli potrafisz to ulepszyć — zrób to”.

To było radykalne.

Rok 1991 należał do oprogramowania własnościowego. Microsoft, Apple, IBM — wszyscy strzegli swojego kodu jak tajemnicy państwowej, sprzedawali drogie licencje i trzymali pełną kontrolę.

Linus zrobił coś odwrotnego. Oddał swój kod innym.

I stało się coś nieoczekiwanego.

Programiści z całego świata zaczęli pobierać jego jądro systemu. Znajdowali błędy i je poprawiali. Dodawali funkcje. Odsyłali swoje ulepszenia z powrotem.

Powstawała społeczność.

W 1992 roku Linus podjął kolejną kluczową decyzję: udostępnił Linuksa na licencji GNU GPL. Oznaczało to, że każdy może go używać, modyfikować i rozpowszechniać, ale wszelkie ulepszenia również muszą pozostać wolne i otwarte.

Żadna firma nie mogła przejąć Linuksa i zamknąć go dla siebie. Miał pozostać otwarty na zawsze.

To przyspieszyło wszystko.

W połowie lat 90. Linux przestał być studenckim projektem, a stał się poważnym systemem operacyjnym. Firmy tworzące strony internetowe potrzebowały tanich i niezawodnych serwerów. Linux oferował dokładnie to: był darmowy, stabilny i bezpieczny.

Internetowe firmy z czasów bańki dot-com działały na Linuksie.

Potem nadszedł rok 2008: Google uruchomiło Androida, zbudowanego na jądrze Linuksa.

Nagle Linux nie był już tylko systemem dla serwerów. Trafił do miliardów kieszeni na całym świecie.

Dziś skala jego wpływu jest ogromna:

ponad 96% najważniejszych serwerów internetowych świata działa na Linuksie;
wszystkie 500 najszybszych superkomputerów na świecie używa Linuksa;
ponad 3 miliardy urządzeń z Androidem działa na Linuksie;
Amazon AWS, Google Cloud i Microsoft Azure opierają się w dużej mierze na Linuksie;
łaziki marsjańskie NASA, SpaceX i Międzynarodowa Stacja Kosmiczna również korzystają z Linuksa.

A mimo to większość ludzi nigdy o nim nie słyszała.

Korzystałeś dziś z Linuksa — prawdopodobnie wiele razy — i nawet o tym nie wiedziałeś.

Szukałeś czegoś w Google? Serwery Linuksa.
Używałeś telefonu z Androidem? Jądro Linuksa.
Oglądałeś Netflixa? Serwery Linuksa.
Korzystałeś z bankowości internetowej? Linux.

Współczesne jądro Linuksa zawiera ponad 27 milionów linii kodu — zaczynając od tamtych pierwotnych 10 239. W jego rozwój zaangażowało się ponad 19 000 programistów z przeszło 1 400 firm.

To największy projekt współpracy w historii ludzkości.

Ale Linux był rewolucyjny nie tylko z powodu technologii. Rewolucyjna była jego filozofia.

Przed Linuksem wszyscy „wiedzieli”, że złożone oprogramowanie wymaga kontroli korporacji, zamkniętego rozwoju i nastawienia na zysk. Jak niby jakość miała powstać dzięki rozproszonym po świecie ochotnikom, którzy pracują po godzinach i często bez wynagrodzenia?

Linux odpowiedział: zaskakująco dobrze.

Współpraca open source pokonała korporacyjną kontrolę. Tysiące ekspertów analizujących kod oznaczało szybsze naprawianie błędów. Różnorodność perspektyw dawała lepsze innowacje. Wspólna korzyść stała się silniejszą motywacją do działania niż sam zysk.

Linux zainspirował niezliczone projekty: Apache, Firefox, Python, Wikipedię — cały ekosystem darmowych, społecznościowo rozwijanych narzędzi, które napędzają współczesną informatykę.

Jego wpływ kulturowy wyszedł daleko poza oprogramowanie. Idea, że wartościowe rzeczy można tworzyć wspólnie, bez korporacyjnej struktury i bez nastawienia na zysk, wpłynęła na naukę, treści cyfrowe, a nawet sprzęt.

Sam Linus nigdy nie próbował uczynić z Linuksa prywatnego imperium. Pracuje dla Linux Foundation, koordynując rozwój projektu. Zarabia dobrze, ale nie jest miliarderem z Doliny Krzemowej.

Słynie z bezpośredniości, technicznej błyskotliwości i niewielkiego zainteresowania polityką korporacyjną. Nadal przegląda kod i podejmuje ostateczne decyzje — pełni tę samą rolę od 1991 roku, tylko na nieporównywalnie większą skalę.

Jego model przywództwa analizują eksperci od zarządzania: zdecentralizowana koordynacja, techniczna merytokracja i pozwalanie, by wygrywały najlepsze pomysły. Przywództwo przez umożliwianie, a nie przez kontrolowanie.

Linux udowodnił kilka rewolucyjnych zasad:

nie trzeba korporacyjnej własności, by stworzyć coś, co zmienia świat;
nie trzeba nastawienia na zysk, by inspirować doskonałość;
nie trzeba zamkniętego rozwoju, by zapewnić jakość.

Potrzebni są utalentowani ludzie, wspólny cel i wolność współpracy.

Linux pokazał, że 10 239 linii kodu, udostępnionych za darmo przez studenta, który powtarzał, że to „tylko hobby”, może stać się fundamentem globalnej infrastruktury.

Pokazał, że dzielenie się czyni rzeczy silniejszymi, a nie słabszymi.

Każde wyszukiwanie w Google, każda interakcja z Androidem, każda wizyta na stronie internetowej — istnieje duża szansa, że gdzieś w tle po cichu pracuje Linux.

Wszystko dlatego, że fiński student uznał, iż jego hobby może przydać się innym, i podzielił się nim bez ograniczeń.

Najbardziej udany system operacyjny świata jest zarazem najbardziej hojny: zbudowany przez tysiące ludzi, bez jednego właściciela, dostępny dla wszystkich.

Od „nic wielkiego z tego nie będzie” do kręgosłupa współczesnej informatyki.
Od 10 239 linii do 27 milionów.
Od studenckiego hobby do 3 miliardów urządzeń.

Linux nie tylko zmienił oprogramowanie. Zmienił nasze wyobrażenie o tym, co jest możliwe, gdy ludzie pracują razem w wolności.

A wszystko zaczęło się od skromnej wiadomości na forum, niewielkiego pliku do pobrania i programisty, który pomyślał, że jego kod może komuś się przydać.

I rzeczywiście się przydał. Miliardom ludzi.



źródło: facebook. com /photo.php?fbid=968194786128858

GURU2piorunów

@radek-piotr-krasny jak już pisałem wielokrotnie. Linuksiarze nie rozumieją to o czym tutaj jest we wpisie. Do ich maniakalnych łbów nie dociera, że 99% świata komputerów lata na linux, bsd czy innym unix. Dominującym miejscem gdzie monopol ma microsoft są komputery biurkowe, ale patrząc po popularności macbook neo, apple za chwile ich zacznie mocno podgryzie. Czy rok linuksa będzie na desktop? Nie. Winne jest 2137 dystrybucji, które niczym się właściwie nie różnią. Jakby było parę tych głównych to jeszcze by było. A tak mamy w top 10 na distrowatch tylko 2 głównie a reszta jest bazująca na debianie lub archu.

Pokaż więcej komentarzy (37)

GURU

w Hydepark

15piorunów

Północ UK, odkryła, że istnieje coś takiego jak bezpieczeństwo drogowe.
Kierowcy taksówek i Uberow będą mieli zakaz prowadzenia w klapkach lub boso.
Kurna, ja z takimi ludźmi czasem muszę pracować.
Ps. W UK można nawet prowadzić boso, nie jest to prawnie zabronione.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Mocarz

w Hydepark

158piorunów

Nawiązując do ostatniego wpisu melduję, że drozd przeżył, choć Charon już po niego przypłynął. Jak go przyniosłem był nasiąknięty jak gąbka, nie był w stanie stanąć na łapkach ani utrzymać głowy. Po wysuszeniu i zagrzaniu rano udało mu się coś wcisnąć do dziubka. Ale drugie śniadanie zjadł już solidne, jajko na twardo, potem poprawił twarogiem i to był przełom, zamocniał i zaczął z siebie wydobywać dźwięki. Potem za radą @dziadekmarian na stół wjechały robaki ze sklepu wędkarskiego. Jak skosztował pierwszego to słowo godność odstawił na bok i wyszła z niego roszczeniowa natura. Spoko gostek z niego ale wymaga ciągłej atencji. Zamiast zjeść porządnie jak człowiek to je małe porcje co godzinę, drze dzioba jakby nie mógł chwile poczekać. Mówi, że nie zna @Dziwen Może to jakaś dalsza rodzina a może z jakiegoś powodu się wstydzi i nie przyznaje do krajana. Nie znam powodów więc nie oceniam. W każdym razie maluch ma się dobrze i spróbuję go odstawić tam, gdzie znalazłem. Jak go rodzice znajdą to mission completed, a jak nie to będą dalsze części serialu o dorastaniu drozda i nauce latania.

Gruba ryba8piorunów

@Chrobry rodzice już o nim zapomnieli. Musisz go wykarmić i elo. Poszukaj w internecie poradniów żeby trochę go zdziczeć i nauczyć szukać jedzenia. podrośnie i za 3 tygodnie Ci odleci. Ale teraz to musisz go karmić pod kurek, ile wlezie :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (18)

GURU

w Wiadomości Polska

35piorunów

Tarczyński niewpuszczony do Wielkiej Brytanii. Reakcja Sikorskiego i wielka polityka

Dominik Tarczyński, europoseł PiS, nie został wpuszczony do Wielkiej Brytanii, gdzie miał wziąć udział w patriotycznym marszu. Brytyjskie służby uznały, że jego obecność nie służy dobru publicznemu. Wicepremier Radosław Sikorski radzi politykowi "stonować wypowiedzi". Reakcję szefa polskiej

Mocarz

w Hydepark

37piorunów

Jestem na średnim szczeblu zarządzania w firmie.

Prawie co dzień musze się z masturbować w pracy... Pozwala mi to się bardziej skupić i mocno ogranicza stres.

Seks uprawiam normalnie z żoną.

Obgryzanie paznokci czy skubanie brody nie wchodzi w grę. Masturbacja co innego.

---

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo

ID:

Wpis dodany za pomocą hejtoanonim.pl. Zaakceptowany przez @bojowonastawionaowca

Pokaż więcej komentarzy (43)