radek-piotr-krasnyFanatyk
0piorunów
Dołączył/a:
radek-piotr-krasnyFanatyk
0piorunów
radek-piotr-krasnyFanatyk
22piorunów
@radek-piotr-krasny niech spierdalają
@NiebieskiSzpadelNihilizmu no disc no buy
@NiebieskiSzpadelNihilizmu trochę szkoda, bo zawsze miałem jakiś sentyment do tej firmy. Ale po ich ostatnich akcjach to fakt - niech spierdalają.
@TyGrySSek wiesz jak to idzie- jeśli kupno nie oznacza posiadania, to piractwo nie jest kradzieżą ¯\\(ツ)/¯
@konto_na_wykop_pl ja ci powiem że plejaka nigdy nie miałem, w sumie to nigdy żadnej konsoli nie miałem, ale po ich ostatnich akcjach, a jeszcze w sumie wcześniej to po tym co wydali ostatnim rzutem... no jakoś mi ich nie żal. W sumie to cały syf i powolny upadek Sony zaczął się od momentu, kiedy zarząd został wymieniony na amerykański.
radek-piotr-krasnyFanatyk
31piorunów
Właśnie wygasł ostatni patent obejmujący MPEG-4 Visual, znany też jako MPEG-4 Part 2.
Był zarejestrowany w Brazylii i wygasł 19 lipca 2026 roku, co oznacza, że cały standard MPEG-4 Visual jest teraz wolny od ograniczeń patentowych na całym świecie.
Dotyczy to także popularnych formatów i kodeków, takich jak DivX i Xvid, które są teraz całkowicie wolne od patentów.
MPEG-4 Visual istnieje od dekad i odegrał ogromną rolę we wczesnych latach cyfrowego wideo.
H.264/MPEG-4 AVC to inny standard i nadal obowiązują go patenty, których wygaśnięcia oczekuje się do 2030 roku.
Tyle że w tych czasach chyba już nikt nie używa DivX/Xvid.
@dolitd dlatego otagowałem przecież #ciekawostki
radek-piotr-krasnyFanatyk
2piorunów
radek-piotr-krasnyFanatyk
7piorunównowy Coleslav wjechał
https://youtu.be/SdbhQ6_wQoI?is=sFjoDPoJNpf3pMwA
#retrogaming #retrocomputing #pcmasterrace #ciekawostki #komputery

radek-piotr-krasnyFanatyk
76piorunów
@radek-piotr-krasny w sumie po angielsku też byłoby spoko: "he saw too much" xD #tlumaczonememy
radek-piotr-krasnyFanatyk
2piorunówNie wiem czy chodzi o mojego operatora (Play) czy o mój telefon. Ale baaaardzo często siedzę z telefonem w ręku i dostaje SMS że właśnie ktoś próbował się do mnie dodzwonić... Mam tak kilka razy w tygodniu :confused:
Ktoś ma podobnie?
Ja mam tak, że często w trakcie rozmowy nie słychać drugiej strony.
@Gustawff może nie chcesz jej słyszec?
@TyGrySSek bywa ale to nie to
Bardzo rzadko, bo nikt do mnie nie dzwoni, bo w domu prawie nie mam zasięgu. Mam play.
radek-piotr-krasnyFanatyk
3piorunów
radek-piotr-krasnyFanatyk
3piorunówkurcze jak zaczyna rozbierac to wrażenie robi serwisowo przemyślana konstrukcja

O kurde, to wygląda jak komputer, który stał kiedyś na stacji PKP.
radek-piotr-krasnyFanatyk
29piorunów#jumanezfb bo w sumie nie każdy ma a materiał zacny i nigdy ever o tym nie słyszałem
FB: strefamilczenia
Katastrofa w Luboniu (1972): noc, w której pył ziemniaczany rozerwał fabrykę
Zima 1972 roku w podpoznańskim Luboniu pachniała krochmalem i przemysłowym pyłem. Wielkopolskie Przedsiębiorstwo Przemysłu Ziemniaczanego, powstałe w 1970 roku z zakładów, których niemieccy przemysłowcy zaczęli budowę jeszcze w listopadzie 1904 roku, dyktowało rytm życia całego miasta. Wtorkowa noc 22 lutego nie zapowiadała tragedii, choć w powietrzu dosłownie wisiało niewidzialne zagrożenie.
Krótko przed północą, o godzinie 23:07, z czterokondygnacyjnego gmachu dekstryniarni buchnął gęsty obłok pyłu, a ułamek sekundy później potężny błysk rozdarł ciemność. Gigantyczna fala uderzeniowa wybiła szyby w całej okolicy i zmiotła budynek piętro po piętrze. Masywny gmach o kubaturze 10 500 metrów sześciennych przestał istnieć, zamieniając się w deszcz płonącego gruzu, miażdżonej stali i zniszczonych maszyn. Siła eksplozji rozrzuciła odłamki na kilkadziesiąt metrów, a fragment rozerwanego wagonu kolejowego z bocznicy przeleciał około stu metrów i wbił się w budynek po drugiej stronie torów. Pod tonami betonu znalazła się cała nocna zmiana. Dla 17 osób była to ostatnia noc w życiu, a 10 kolejnych zostało ciężko rannych.
Zakład specjalizował się w wytwarzaniu dekstryny, organicznego związku z grupy złożonych węglowodanów, pożądanego w przemyśle włókienniczym i papierniczym, w produkcji klejów oraz w farmacji, gdzie służy między innymi do wyrobu otoczek tabletek. Otrzymywano ją przez zakwaszanie skrobi ziemniaczanej i jej wielogodzinne wygrzewanie bądź prażenie w temperaturze sięgającej 180°C. Powstający przy tym drobny proszek miał jednak mroczną właściwość, bo był wysoce wybuchowy. Pył dekstrynowy zawieszony w zamkniętej przestrzeni zachowuje się niczym opary benzyny. Ogromna powierzchnia kontaktu drobin z tlenem sprawia, że do zapłonu wystarczy minimalne źródło energii, jedna iskra albo wyładowanie elektrostatyczne.
Fala uderzeniowa z pierwszego, lokalnego wybuchu strząsa wówczas ze ścian i urządzeń zalegające tam tony pyłu, tworząc nową, gigantyczną chmurę, która natychmiast ulega wtórnemu, niszczycielskiemu wybuchowi. Właśnie ten mechanizm, seria następujących po sobie eksplozji rozpoczęta na najniższej kondygnacji, sprawił, że potężny gmach rozpadł się jak domek z kart.
Katastrofa nie była nieszczęśliwym zrządzeniem losu, lecz efektem systemowych błędów, w których plan gospodarczy wygrywał ze zdrowym rozsądkiem. Początek lat siedemdziesiątych to czas gierkowskiego przyspieszenia. Zaledwie trzy miesiące przed tragedią, w grudniu 1971 roku, odbył się VI Zjazd PZPR, a w styczniu 1972 roku, na apel centrali, załoga w Luboniu zobowiązała się do dodatkowej, ponadplanowej produkcji o wartości 7,6 miliona złotych. Presja była ogromna, zwłaszcza że za niewykonanie planu pracownikom odebrano premię. Praca odbywała się na skrajnie wyeksploatowanym sprzęcie, którego część pamiętała początek wieku, oraz na nowych, niesprawdzonych i awaryjnych maszynach, działających w trybie próbnym i wymuszających częste przestoje. Na domiar złego, aby sprostać zamówieniom, zakład zaczął sprowadzać mączkę z Holandii. Surowiec ten był znacznie drobniej zmielony niż krajowy, co doprowadziło do drastycznego wzrostu zapylenia. W samej hali widoczność spadała poniżej dwóch metrów, a pył osiadał grubą warstwą na konstrukcji i na drzewach wokół zakładu.
Potwierdzali to nawet inspektorzy przeprowadzający kontrole, oceniając warunki pracy jako bardzo trudne i wytykając kierownictwu brak właściwej wentylacji.
Sygnały ostrzegawcze ignorowano z systematyczną konsekwencją. Powołana po katastrofie komisja wyliczyła całą litanię zaniedbań: utrzymujące się od lat nadmierne zapylenie i stężenie palnych gazów, brak zabezpieczeń urządzeń przed iskrzeniem mechanicznym i wyładowaniami elektrostatycznymi, przekraczanie bezpiecznych norm produkcji oraz wadliwy system wyciągowo-wentylacyjny. Kilka lat przed tragedią usunięto znaczną część instalacji odpylającej, nie zastępując jej skutecznym systemem, który w fabryce tego typu jest absolutną koniecznością. Pracownicy sami wyłączali urządzenia sygnalizujące przekroczenie bezpiecznych parametrów, bo uruchamiały się zbyt często i wymuszały przestoje. Z relacji i odtajnionych dokumentów wynika, że załoga miała pełną świadomość zagrożenia. Już 8 lutego pracownica Wanda Grochowina podnosiła na zebraniu związkowym kwestię nadmiernego zapylenia i niebezpieczeństwa dla zdrowia. Padały też dramatyczne ostrzeżenia, że przy takim tempie cały wydział może wylecieć w powietrze. Jeszcze 21 lutego, dzień przed wybuchem, kierownik dekstryniarni bezskutecznie podnosił na radzie robotniczej sprawę przeciążenia urządzeń, w tym prototypowej suszarki.
Produkcja ruszyła jednak dalej.
Trzecia zmiana rozpoczęła się o godzinie 22:00. Według grafiku miało pracować około trzydziestu osób, lecz dwie się nie stawiły. Na terenie zakładu znajdowali się ponadto portier, dozorczyni oraz czterej ludzie skierowani do rozładunku wagonów z mączką, które właśnie wtoczyły się na bocznicę. To, co bezpośrednio zainicjowało wybuch, nigdy nie zostało ostatecznie potwierdzone, a śledczy wskazywali jedynie najbardziej prawdopodobny scenariusz: do maszyny produkcyjnej miał dostać się rozgrzany metalowy przedmiot, którego tarcie o szybko obracające się części wywołało iskrę i zapłon pyłu na najniższej kondygnacji. Pierwsza eksplozja wstrząsnęła gmachem, zrzucając z belek i ścian zalegające tygodniami tony dekstryny, co zapoczątkowało reakcję łańcuchową. Fala uderzeniowa rozebrała budynek piętro po piętrze.
Wśród obracających się w pył murów rozgrywały się jednostkowe dramaty, przerażające w swojej losowości. Roman Ostafin, czterdziestoletni wagowy z działu transportu, pracował tej nocy przy rozładunku mąki i zginął, podczas gdy jego żona Kazimiera, zatrudniona w tym samym zakładzie, wyszła z katastrofy żywa i dopiero w szpitalu dowiedziała się o śmierci męża. Śmierć nie wybierała. Pochłonęła 8 kobiet i 9 mężczyzn w wieku od 24 do 64 lat. Większość zginęła na miejscu, a część ciężko rannych zmarła w kolejnych dniach w szpitalach, między innymi Gertruda Kotecka 26 lutego i Janina Kulza 27 lutego. Wśród ofiar było pracujące na tej samej zmianie małżeństwo, Cecylia i Jan Brękowie, a najmłodszym poległym był dwudziestoczteroletni Wojciech Markiewicz.
Ofiary katastrofy, upamiętnione na lubońskiej tablicy:
- Cecylia Brek, 58 lat, i Jan Brek, 62 lata, małżeństwo z tej samej zmiany
- Stanisław Dzidek, 58 lat
- Marek Gabler, 64 lata
- Leonarda Grobelna, 43 lata
- Wanda Grochowina, 46 lat, która dwa tygodnie wcześniej ostrzegała przed zapyleniem
- Eugeniusz Hetman, 42 lata, dyżurny ślusarz
- Gertruda Kotecka, 40 lat, zmarła w szpitalu 26 lutego
- Jan Krzewiński, 36 lat, pracownik rozładunku mąki
- Zofia Kubiak, 59 lat
- Henryk Kujawa, 47 lat
- Janina Kulza, 39 lat, zmarła w szpitalu 27 lutego
- Wojciech Markiewicz, 24 lata, najmłodszy na zmianie
- Jadwiga Mendelska, 26 lat
- Stanisława Michałowska, 58 lat
- Roman Ostafin, 40 lat, wagowy przy rozładunku
- Tadeusz Sikora, 36 lat, mistrz zmianowy
Akcja ratownicza była heroiczną próbą wyrwania ocalałych z płonącego rumowiska. Pierwsi ruszyli pracownicy innych oddziałów i zakładowa straż pożarna, a po nich strażacy z lubońskiej ochotniczej straży, ratownicy z Poznania i całego województwa, pogotowie, milicja, ZOMO i wojsko. Łącznie przybyły 24 zastępy straży. Skala zniszczeń wymagała użycia 22 wywrotek, 12 koparek, 4 ładowarek, spychacza, 6 podnośników taśmowych oraz wojskowego wozu zabezpieczenia technicznego, a teren oświetlano reflektormi wojskowymi.
Ogień opanowano nad ranem, ale sama akcja ratunkowa trwała blisko 79 godzin. Usunięto przy tym około 2100 metrów sześciennych gruzu i blisko tysiąc ton urządzeń. Zakończyła się w sobotę rano 26 lutego, gdy wydobyto ciało ostatniego pracownika, Wojciecha Markiewicza. Tego samego dnia w zakładowym Klubie Fabrycznym, mieszczącym się w dawnym kinie „Wrzos”, odbyło się żałobne pożegnanie ofiar, a fabryczne syreny towarzyszyły świeckiej ceremonii. Trumny rozwieziono następnie na cmentarze według miejsca zamieszkania rodzin, między innymi do Żabikowa, gdzie spoczęli Stanisław Dzidek, Marek Gabler, Leonarda Grobelna, Gertruda Kotecka, Henryk Kujawa i Roman Ostafin, oraz do Wirów, gdzie pochowano Brękowie, Jana Krzewińskiego, Janinę Kulzę i Stanisławę Michałowską.
Społeczeństwo odpowiedziało solidarnie, mieszkańcy oddawali krew, a do ratowników dowożono ciepłe posiłki.
Podczas gdy ratownicy wciąż szukali rannych, aparat państwowy rozpoczął chłodną operację tuszowania systemowych zaniedbań. Służba Bezpieczeństwa założyła sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Luboń”, której celem było ustalenie przyczyn wybuchu, ale też sprawdzenie, czy nie chodziło o sabotaż lub zamach na socjalistyczny ustrój. SB pilnie monitorowała nastroje załogi, komentarze pracowników oraz opinie mieszkańców Lubonia i Poznania, gromadząc donosy, listy i raporty tajnych współpracowników. Prasa, dopuszczona do relacjonowania akcji w ograniczonym zakresie, milczała na temat rzeczywistych przyczyn. Władza obawiała się robotniczych niepokojów, zwłaszcza że nieobecność Edwarda Gierka na miejscu katastrofy budziła ciche niezadowolenie i prowokowała szepty, że gdyby rzecz działa się w górnictwie na Śląsku, reakcja centrali byłaby zupełnie inna.
Machina sprawiedliwości ruszyła, opierając się na zeznaniach 77 świadków i pracy biegłych, którzy potwierdzili rażące, wielomiesięczne uchybienia. 20 lipca 1973 roku Sąd Wojewódzki w Poznaniu skazał za nieumyślne spowodowanie śmierci czteroosobowe kierownictwo zakładu: dyrektora naczelnego Tadeusza Bęcia na 3 lata, dyrektora do spraw technicznych Zdzisława Ostaszewskiego na 2 lata, kierownika Zakładu Luboń I Stanisława Woźniaka na 2 lata oraz wicedyrektora do spraw technicznych Konrada Byszewskiego na rok i sześć miesięcy więzienia. Skazani stracili też swoje stanowiska. Straty materialne oszacowano na 28 milionów ówczesnych złotych. Nowy, nowoczesny oddział dekstryny wzniesiono w ciągu 18 miesięcy, bardziej na wschód i bliżej Warty, oddając go do użytku pod koniec października 1973 roku, a bliźniaczy zakład wybudowano w filii przedsiębiorstwa w miejscowości Staw pod Strzałkowem. Zrujnowane piwnice starego budynku, wraz z zalegającą w nich dekstryną, po prostu zasypano ziemią. Przerób ziemniaków i praca całego zakładu w Luboniu zakończyły się definitywnie w 2004 roku, dokładnie w stulecie istnienia fabryki, a tereny sprzedano prywatnym właścicielom i spółkom. Pomnik ofiar, stylizowany znicz odsłonięty w pierwszą rocznicę tragedii 22 lutego 1973 roku, po latach niedostępności przeniesiono w grudniu 2022 roku na miejski skwer przy ulicy Armii Poznań.
Zapraszam na nowoutworzoną stronę **strefamilczenia.pl**, gdzie znajdziecie spis wszystkich tekstów.
Źródła:
**https://bazhum.muzhp.pl/.../przeglad_archiwalny_instytutu****...**
**https://www.gazeta-lubon.pl/.../od-tragedii-minelo-pol.../**
**https://www.poznajhistorie.pl/monument/lubon-dekstryna**
**https://czaz.akademiazamojska.edu.pl/.../download/778/838**
**https://przystanekhistoria.pl/.../99060,Katastrofa-w****...**
**https://www.pap.pl/.../news,1212148,przez-dekady-ukrywali****...**
**https://www.archiwistyka.pl/artykuly/z_kraju/1514**
**https://historia.rp.pl/.../art14239731-mroczne-tajemnice****...**
**https://www.oklubon.pl/aktu.../51-rocznica-wybuchu-dekstryny**
**https://lubon.pl/.../15/4477/52-rocznica-wybuchu-dekstryny**

czy nie chodziło o sabotaż lub zamach na socjalistyczny ustrój.
Ta.. To po prostu tylko kartonowe Panstwo.
@maly_ludek_lego mój odwieczny dylemat czy wtedy było panstwo z kartonu a teraz z gównolitu czy odwrotnie :smiley:
Dobry, rzeczowy wpis. Dzięki za ciekawe info
radek-piotr-krasnyFanatyk
82piorunów
zabolalo,prawie jak z tym kredytem na wesele
radek-piotr-krasnyFanatyk
15piorunów
@radek-piotr-krasny Czuć piniondz.
@Stary make capacity great again :smiley:
@radek-piotr-krasny CILF. Capacitor I'd Like to Flux
dlaczego nie napisali po prostu 100mF polski marketingowiec z biedronki to opisywal?
@DEATH_INTJ mF to bardzo rzadko używana jednostka. Tak samo, jak nikt nie każe robić wymiany oleju w aucie co 15Mm.
radek-piotr-krasnyFanatyk
29piorunów
Amstard - retarded brother of Amstrad
Miałem Atari 800XL w 1986r. Ale z magnetofonem. Dlatego nie trafiłem do Bajtka (° ͜ʖ °)
radek-piotr-krasnyFanatyk
18piorunówjest popyt

zawsze był
radek-piotr-krasnyFanatyk
48piorunów
Cóż. Wiedzcie że są tacy rodzice, którzy na serio myślą że dzieci rosną same i wystarczy tylko je jakoś karmić żeby nie zdechły... Przynajmniej dopóki same nie zaczną chodzić żeby sobie skombinować jakieś jedzenie. Np. wziąć resztki jedzenia rodzica lub to co pozostało w lodówce. Najgorzej jak żadna instytucja nic nie może zrobić bo akurat w czasie zaplanowanej wizyty wszystko jest git bo rodzice udają że są idealną rodziną, a dziecku każe się nie odzywać.
Echh...
radek-piotr-krasnyFanatyk
86piorunówOgłoszono przetarg na demontaż rdzenia reaktora RBMK-1500 w Ignalińskiej Elektrowni Jądrowej w Litwie. Umowa warta 400 milionów euro (1 mld 700 mln złotych) ma zostać zrealizowana w ciągu 16 lat.
Zadanie o tyle niełatwe, że jeszcze nigdy nie demontowano RBMK - trzeba więc najpierw opracować bezpieczną metodę. Druga komplikacja, to fakt, że jest to największy reaktor energetyczny na świecie: 21x21 metra i 25 m głębokości. Trzecia to sam grafit: materiał wysoko radioaktywny i kruchy, co może powodować powstawanie niebezpiecznego radioaktywnego pyłu podczas jego demontażu.
Łącznie trzeba będzie zdemontować 25 tysięcy ton materiałów.
Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską.
Zanim zacznie się dyskusja pt. "nie budować reaktorów, bo nikt nie wie, jak je rozebrać" - wiadomo jak, bo demontaż tych z rodziny WWER jest już w kilku przypadkach dalece zaawansowany. Problemem są RBMK, ponieważ Rosjanie nie opracowali metody demontażu. Co więcej: wciąż ich używają, zatem to skomplikowane zadanie przypadło na malutką Litwę, która bez pomocy Europy nie dźwignęłaby tego zadania.
Na fotografii widzimy reaktor nr 1 w Ignalińskiej Elektrowni Jądrowej. Jak widać, górna część została już rozebrana.
Źródło: Napromieniowani.pl FB

@radek-piotr-krasny Główny problem to C14 - te 3600 ton grafitu daje 360TBq. Wygląda na wiele, ale w rzeczywistości nie jest to jakiś wielki problem, poza tym, że trzeba to jakoś bezpiecznie pociąć. C14 to beta emiter, więc problematyczne są pyły. Też nie jakoś strasznie, bo były emisje C14 i zachowują się przyzwoiciej od innych radionuklidów. Skala jest tutaj istotnym ograniczeniem. Do tego dochodzą zanieczyszczenia w graficie zmienione pod wpływem strumienia elektronów. Co60 jest chyba najbardziej wredny, ale pewnie jest go tam kilka gram. Z tym że nierównomiernie rozsiany po rdzeniu.
Problem bardziej skali i czystości technologii - stąd będzie kosztował.
@radek-piotr-krasny powiedz mi jak sterowano prętami kontrolnymi w tych reaktorach. Bo to są jak widzę miejsca gdzie je uzupelniano czy to są otwory do wody pierwotnego obiegu?
radek-piotr-krasnyFanatyk
31piorunów
radek-piotr-krasnyFanatyk
9piorunów
Lol, uposledzilem Gemini, a nie sądziłem, że jest tu pole do działania xD
radek-piotr-krasnyFanatyk
21piorunów
radek-piotr-krasnyFanatyk
8piorunówNikt tak nie leczy z lewicowosci jak lewica 😉
Gonciarz boleśnie ale praktycznie na końcu procesu leczenia :smiley:

@radek-piotr-krasny możesz otagować #polityka ? dziękuję from mountain