Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#praca

Gwiazdor

w Hydepark

5piorunów

Dzień dobry,

szukam 5 pełnoletnich osób, które wraz z moją firmą przeprowadzą animacje i zabawy w ramach kampanii edukacyjnej prowadzonej w Suchym Lesie. Łącznie będzie nas ok. 10 osób, które zrobią super animacje dla dzieciaków (piątek) i dla wszystkich zainteresowanych (sobota). Tematyka zajęć związana jest z ekologią i ochroną otaczającego nas świata.

1. Termin: 12 czerwca (godziny: 9:00 - 14:00) oraz 13 czerwca (godziny: 10:00 - 15:00) - łącznie 10 godzin

2. Wynagrodzenie: 50 zł/godzina

Wymagam:

* aktywności i zaangażowania w zabawy, introwertyczna osobowość nie będzie do nas pasowała,

* optymizmu, śmiechu i chęci do zabawy,

* kultury osobistej,

* uczestnictwa w obu dniach wydarzenia (zgłoszenia na jeden dzień mnie nie interesują).

Mile widziani studenci i osoby do 26 roku życia.

Wszelkie zgłoszenia proszę przekazywać pod postem lub we wiadomości prywatnej kierowanej bezpośrednio do mnie. Z wybranymi osobami skontaktuję się telefonicznie i ustalimy szczegóły.

Fanatyk0piorunów

@PomagamyRosnac na pumptracku robicie czy gdzie?

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Hydepark

61piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

part 12 - praca na taśmie

2018

Po przepracowanych 4 miesiącach w call center i skończonej sesji postanowiłam zrobić sobie wakacje i na miesiąc wrócić do domu rodzinnego, a potem znów wrócić do Wrocławia i coś sobie dorobić bez stresu przed rozpoczęciem kolejnego semestru.

A więc znów szukałam czegoś na już i padło na zakład taśmowego pakowania kwiatów ciętych w folię. Co to był za kołchoz. Jak się dowiedziałam, że ludzie tam pracują po X lat to mnie zatkało. Cóż od razu rozsyłalam CVki po jakiś restauracjach, żeby wrócić do kelnerowania, bo jednak na tej pracy dało się najlepiej zarobić. No ale zanim udało się coś znaleźć, chodziłam 3 tygodnie na taśmę.

Praca na stająco 8h, wykonując powtarzalną czynność jak zaprogramowane robociki. Przyznam, że jestem wdzięczna postępowi, za to że właśnie takie powtarzalne i ogłupiające zajęcia są zastępowane przez maszyny, jak dla mnie to tortury nie tylko dla ciała ale szczególnie dla umysłu. Zresztą nie tylko sama powtarzalność zajęcia ryła beret, chyba gorsze od tego było coś w rodzaju radia, które odtwarzało w kółko kilka tych samych utworów, najbardziej rozwalał mnie dobór piosenki "Momona" Republiki. Szefunio wiedział jak motywować pracowników xd

Do dziś nie rozumiem jak można tak wyciskać ludzi jak cytryny. Praca była na prawdę ciężka, za najniższą krajową i śmieciowa umowa, zero benefitow, więc łaskawy pan zza biurka załatwił pracownikom przymusową bezpłatną 30 minutową przerwę. Gdyby nie ta przerwa to mogłabym zdążyć na autobus powrotny, a nie czekać po skończeniu pracy prawie godzinę na kolejny :((

Nie będę mówić o tym miejscu jakaś bardzo źle, bo w porównaniu do tego co słyszałam o pracy na taśmie u mnie w rodzinnym mieście, można było ze sobą rozmawiać w trakcie pracy, żeby jakaś sobie czas umilić. Mi to nie na wiele się przydało bo nie znam ukraińskiego, ale cieszę się że chociaż inne Panie miały taką możliwość. No i fajnie, że była klima, choć śmiem przypuszczać, że to bardziej chodziło o kwiaty niż komfort pracowników.

Na pewno wnioski z tej pracy wyniosłam. To że rynek pracy, może być dla wielu ludzi na tyle trudny, że nawet do pracy przy taśmie są skłonni poświęcić 1,5 h dojazdu w jedną stronę. Drugie, że nigdy nie kupię ciętych kwiatów w folii z marketu. Do dziś zastawiamy się jak szkodliwe były te śmierdzące nawozy w których stały te kwiaty.

Wracając podziwiam bardzo ale to bardzo ludzi, którzy pracują w takich miejscach, uważam że wymagana to gargantuicznego samozaparcia i ponadprzeciętnej odporności psychicznej.

To nad czym ubolewam to niestety powszechny problem jak pracodawcy mają zero szacunku do osób, które ta pracę wykonują i nawet nie płacą za dodatkową przerwę skoro nie muszą... Wiem wiem chodzi o zyski panie Areczku, inaczej firma upadnie.

Przyznam, że też zdziwiła mnie jedna rzecz. Nie od dziś wiadomo, że ładnym w życiu jest łatwiej i często sam wygląd potrafi sprawić, że ktoś z "zera" staje się milionerem. Dlatego nie wiem jak to się stało, że w tym zakładzie pracowała najpiękniejsza kobieta jaką w życiu widziałam. Znała dobrze polski więc nie powinno to być przeszkodą, żeby próbowała gdzieś choćby jako hostessa na jakiś burżujskich imprezach gdzie w jeden dzień zarobiłaby tyle co przez tydzień w tym zakładzie. Jak dla mnie to był sobowtór Evy Mendes, laska wyglądała jak wyjęta z Hollywood. No ale może też zbyt pochopnie to oceniam, była kierowniczką zmiany więc może płacą nie była taka zła.

Na zakończenie współpracy poszłam do managera tego zakładu i powiedziałam, że już więcej się nie zjawię. Była to zleceniowka więc w sumie mogłam po prostu już więcej nie przyjść ale chciałam być uprzejma i go o tym poinformować. Ten zapytał się "dlaczego" Myślałam, że w tym zakładzie to norma, że co chwilę ktoś odchodzi więc pytanie wydawało mi się retoryczne. No ale jak bym nie taka pipa jaką wtedy byłam to bym powiedziała co mi nie pasuje, a tak powiedziałam, że mam już coś lepszego.

Podsumowując fajnie że są miejsca pracy w których nikt od ciebie nic nie wymaga i zatrudnia od zaraz, ale z drugiej strony jest mi po prostu przykro jak właśnie tacy pracodawcy żerują na desperacji innych, ale coz po prostu taki jest świat im tańsza siła robocza tym większa produkcja 😒

Mocarz5piorunów

@Cori01 I feel u hooman, byłem tam, robiłem to (no może nie kwiatki xd) Prace dorywcze w okresie studiów gdzie każdy grosz się liczy a od rodziców niewiele możesz dostać bo innych wydatków mieli dużo to niezła szkoła życia. Przypomniałaś mi moje początki w tym temacie, zapierdalanie na "ogródkach" czyli jakieś prace gospodarcze przy blokowiskach od koszenia trawy po budowanie oczek wodnych i dojazdy po 1h w jedną stronę (duże miasto w PL) za jakieś śmieszne pieniądze, no ale człowiek jeść musi, po pracę w Walii w fabryce husteczek nawilżanych gdzie przed rozpoczęciem zmiany przychodziło się na stołówkę wystrojony w firmowe ubrania i czekało aż kierownik zmiany wyczyta kto wchodzi i ma dniówkę, przez zbiory truskawek w Norge, gdzie wyjadacze znający teren i będący tam co roku potrafili biec do rządków aby zająć najlepsze przed leszczami i mieszkanie w barakach za które i tak trzeba było płacić xd, najbliższy sklep 5km w jedną stronę, zero transportu. Po pracę na magazynie dhl na lotnisku w PL, gdzie dojazd w jedną stronę trwał 1,5h xd z managerem który otwarcie traktował ciebie jak podgatunek robaka. Po tej orce i podjęciu decyzji o rozpoczęciu magisterki deczko się słonko wychyliło i trafiłem na wakacyjną pracę w Belgii przy zbiorze gruszek, tam mi dopiero tamta starsza para przywróciła wiarę w ludzi i że da się uczciwie i normalnie, jasne zasady, zero kombinowania jak przyciąć, mieszkanie za free, trzeba z lotniska odebrać? No problem ziom, a może w dzień wolny chcecie zobaczyć conieco Belgii? Obwieziem, ni trza piniendzy na paliwo. Inny świat xd fajnie było, jedyna praca którą wspominam z sentymentem, choć była również monotonna i wcale nielekka.

A piszę to wszystko po to abyś nie traciła wiary że będzie lepiej, wszystko po coś jest, choć czasem wydaje się to okrutne, pozdro :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Hydepark

68piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 11 - konsultantka w call center

2018

Przyjęłam pracę korpo typu call center ponieważ brali tam praktycznie każdego i od razu, a to że potrzebowałam czegoś na już, nie byłam wybredna. No nie będę ukrywać call center było dla mnie trochę ostatecznością jeżeli chodzi o pracę dorywczą, no ale chciałam po prostu szybko coś mieć.

Koniec końców było dość dużo zalet tego zatrudnienia. Począwszy od super elastycznych godzin pracy, czy o kilka złotych wyższej stawki godzinowej niż ówczesna najniższa krajowa, kończąc na tym, że mogłam mieć po prostu wywalone na wyniki - mimo że ciągle nimi straszyli.

Pierwszy miesiąc pracowałam na typowym nagabywaniu ludzi na kupno nowego telefonu na abonament - czyli dzwoniłam do listy klientów sieci komórkowej i pytałam się czy nie chcą nowego telefonu. Bardzo tego nie lubiłam i jak widocznie trafiłam na kogoś kto nie kuma już rzeczywistości, szczególnie jak głos należał do starszej osoby to robiłam wszystko żeby taka osoba nie chciała telefonu, którego totalnie nie opłacało się brać. Zresztą dzięki Bogu najczęściej i tak na umowę decydowały się osoby, które przy weryfikacji odpadały ponieważ miały już za duże zadłużenie i system ich blokował. Także nie byl ze mnie najlepszy sprzedawca xd

Większość czasu na słuchawce czekalo się na odbiór telefonu czasem przez dwie godziny nikt nie odbierał, więc nawet nie dochodziło do rozmowy. Więc w między czasie rysowałam sobie różne szkice w moim zeszycie.

Pamiętam jak zabawne było to jak managerowie nas motywowali do sprzedaży, dawali jakieś bonusy itp za to kto danego dnia sprzeda więcej telefonów xd albo jak grozili zerwaniem umowy jak wyniki będą słabe.

Bawi mnie też to, że call center to miejsce w do którego trafiają ludzie, którym rodzice mówili "po co ci te tatuaże, kto cię z nimi zatrudni" - a no call center zatrudni xd było to idealne miejeace dla ludzi, których ekscentryczny wygląd mógłby zniechęcić pracodawców w innych zawodach. Oczywiście uważam to za duży plus takich firm, ponieważ nie skreśli nikogo że względu na stereotypy i tam kazdy miał swoją szansę.

Co do Atmosfery w pracy to generalnie była dobra, wiadomo klasyczne pilnowanie pracowników i wyliczony czas na przerwę w tym na siku i kupę xd odchodząc od komputera włączał się licznik i jak się przekroczyło limit to było ucinane z wypłaty.

Przyznam, że podobała mi się tam zbierana różnych ludzi, poznałam tam parę osób, ktore miały swoje ciekawe historie do opowiedzenia. Była tam laska, która mówiła że musiała się usamodzielnić po tym jak została wyrzucona z domu przez mamę, które nie pozwoliła jej iść na żadne inne studnia niż na medycyne, a ta chciała być psychologiem i się przez to poróżniły. Była też taka która chyba była zakupoholiczką i miałam wrażenie, że ta praca służy jej tylko do tego, żeby kupować nowe ubrania. A ze smaczków był tam koleś, który był w programie Warsaw Shore i mimo, że nie był zbyt lotny to w sprzedaży radził sobie bardzo dobrze, ale nie oszukujmy się trochę trzeba być pozbawionym moralności, żeby być na szczycie listy sprzedaży. Umilał mimo to czas opowiadając różne wątki z programu lub gadał coś o ruchaniu lasek w ordynarny choć zabawny sposób.

Z śmiesznych wątków to pracował tam typek, co rowniez był na podium choć bawiło mnie za każdym razem jak się przedstawiał klientowi, bo miał nazwisko "idealnie" pasujące do akwizytora. Nie mogę powiedzieć jak się nazywał ale mniej więcej coś na zasadzie "Tomasz Tandeta".

Rozbawił mnie też jeden szczególny telefon, od dwójki małych dzieci, którzy zapytali się mnie czy jak włącza tryb samolotowy to jak zrzuca telefon z 8 piętra to on zacznie latać. W tle tylko było słychać "hihihihihi" . Zaproponowałam im żeby spróbowali :smiley:

Eh było to serio stereotypowe korpo. Skręcało mnie z żenady jak w firmowej biblioteczce książki do wypożyczenia to były głównie poradniki jak się stać człowiekiem sukcesu. Do dziś mam wstręt do tytułów typu "bogaty ojciec, biedny syn" , "siła nawyku", "7 nawyków skutecznego działania" - być może to dobre książki, ale jak o nich pomyśle to mam przed oczami ludzi, którzy kosztem innych dorabiają się majątku. Coś jak couche, którzy sprzedają webinary "jak stać się milionerem"

Po miesiącu pracy nagabywacza przenieśli mnie do działu "infolinii" to była miła odmiana bo bardziej to się opierało na pomocy ludziom, którzy sami do nas dzwonili i ewentualnym przedstawieniu nowej oferty internetu, TV itp niż wciskaniem biednym ludziom czegoś czego nie potrzebują.

Podsumowując: praca nie była ciężka, nie licząc hałasu na open space i liczenia czasu na siku, to reszta była w porządku choć jak dla mnie cały ten biznes to była jakaś odklejka od rzeczywistości. Na pewno doświadczenie, które tam zebrałam przydało się w kolejnych moich pracach, ale niestety do dziś mam trochę wstręt do korporacji które cisną ciągle wyniki i ciągle, nieważne jak dobre by było, zawsze mogą być lepsze, wg ich mentalu, "Sky is the limit" c'nie?

GURU7piorunów

Praca jak kazda inna, a jak oferuje sie cos pozytecznego,jak np. ubezpieczenia,to latwo o dobra kase

Gruba ryba4piorunów

@Cori01

Co do tatuaży, to mam wrażenie, że w sieci sklepów, w których pracuję, chyba każdy ma tatuaż.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Inspirator

w Hydepark

2piorunów

Znalazłem takie coś i chciałem podpytać, @bartek555 jak to jest z zarobkami? €3100 to nie wygląda mi na świetną, czy może to jednak bardziej standard? Oczywiście, pewnie plusem jest to, że marynarz nie płaci za swoje utrzymanie na statku, mniejsze koszty, ale jeśli ma rodzinę na lądzie, to tak średnio mi się wydaje. Do tego ewidentnie składki zdrowotne/emerytalne są opłacanie i nie wliczane w tę kwotę, ale jak rozumiem - leczenie we włoszech nie w PL?

https://www.youtube.com/watch?v=Q6D3_fvxCGQ

Lider5piorunów

3100€ dla ab to jest dobra kasa na cargo.Ab to poziom szeregowego marynarza, czyli glownie stukanie mlotkiem. Na dobrym offshore jesli maja dodatkowe papiery moga sporo wiecej wyciagnac, natomiast oczywiscie w domu nie maja placone nic.

Ehic, wiec podobnie jak ja, co roku papiery do nfz i mozna sie leczyc w pl i calej europie

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Trochę bardzo w nawiązaniu do wpisu @WujekAlien "z pamiętnika lidera"

( ‾ʖ̫‾)

https://streamable.com/69c1l8

Gruba ryba0piorunów

@dolchus właśnie próbowałem założyć tam konto, by zobaczyć, co ci ludzie wypisują, niestety bez konta nie da rady, a rejestracja wypierdalala się przy captchy. Co za szajs. W innej przeglądarce, a nawet na innym telefonie jest to samo.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

5piorunów

Pracuję w nieduzej agencji IT/E-Commerce

Jak większość wie, jeśli śledzi, moja sytuacja jest taka - Mam na sobie obecnie 70 % abonamentów w firmie, dodatkowo sam sprzedaję. Jest też drugi opiekun. On ma na dobrą sprawę kilku dużych klientów (może 30 % wartości portfela) i dodatkowo pomaga mu tam szef w komunikacji i ogarnianiu. Nie sprzedaje prawie wcale. Ogarnia jeszcze takie pierdoły jak leasingi na auto, wizytówki dla nas i takie tam. Generalnie większość jest na mojej głowie, by firma była rentowna.

Proszę szefa od dłuższego czasu o sprawiedliwy podział bazy. I tak tracimy od c⁎⁎ja klientów i firma wygląda tak, jakbym płynął łodzią i wypompowywał wodę wiadrem, ale dziura jest dalej. Co pozyskujemy, inni odchodzą. A i tak ja wygenerowałem te 70 % przychodów od momentu przyjścia tu, bo bez tego firma by się zamknęła. No szef tam zawsze mnie zbywa jakoś inteligentnie, ale mi się po prostu nie chcę już przebijać głową muru.

Wczoraj ten opiekun uparł się, by jechać ze mną na ważne spotkanie, do nowego klienta. Generalnie zgodziłem się tylko z 1 powodu - miałem zjazd dopaminowy po weekendzie (był melanż z ziomkiem) i nie miałem ochoty na samotną wyprawę, w dodatku kierował, to mówię pocziluje w furze i z kims pogadam.
**
Nagle wypalił coś takiego "trzeba to jakoś mądrze ugrać, żebyś ty w sumie tylko skupił się na tej sprzedaży i nie miał już tyle na głowie i nie musiał ogarniać tych wszystkich klientów" XDDDDDDDDDDDDDDDDDD**

No nie wiem k⁎⁎wa, może w takim razie pracuj tak jak powinieneś i podzielmy się tym? Nawet przy podziale mam więcej obowiązków, bo dochodzi sprzedaż regularna - nowe umowy i wdrażanie klienta xD Ale chociaż tyle. Najepsze jest to, że gość se sprawy nie zdaje z tego wszystkiego, bo pracuje tu kilka lat, ale wcześniej nikłe doświadczenie z sprzedażą i relacjami B2B i w sumie on nie wie jak to powinno wyglądać.

W sumie i tak boję się mu cokolowiek oddać, bo jak przekazywałem mu klientów na jakiś czas (np żeby ogarnął jakiś temat i np wdrożył w pracę nową osobę), to zazwyczaj były groźby wypowiedzń lub faktyczne wypowiedzenia, bo se nie dawał rady z komunikacją i delivery.

Ogólnie dobry z niego chłop, lubię go, poczciwy i do rany przyłóż jak go o coś poproszę, no ale c⁎⁎j. Kolega szefa swoją drogą i jeszcze na boku jeden biznes robią razem, dodatkowo.

Niedawno kupił 5 % udziałów w firmie czysto symbolicznie. U nas w firmie poza szefem 2 udziałowców - do obu mam największe zastrzeżenia co do roboty i efektywności, z tego ten "główny spec" udziałowiec to się srogo opierdala lub pracuje w 90 % na tym co mu wygeneruje Claude xD A ja to mam brać na siebie w relacji z klientami, nowa sprzedażą i jeszcze mamy 2 os, co zapierdalają po 10-12h żeby to się spinało. W 6-osobowym zespole na granicy rentowności mamy 3 osoby jako "zarząd" i 3 proli na to wychodzi XD Chociaż najwięcej zarabiam ja (to akurat wiem autentycznie, bo i tak nie miałby z czego im więcej zapłacić, mam dostęp do finansów firmy, wszystkich faktur i listy klientów).

W sumie to ja zajmuję się tak:

-zarządzanie projektami

-koordynacja pracy zespołu (ciężko z nerdami, czasem muszę się prosić, przypominać, wychodzić z inicjatywą, sami z siebie to nic nie zrobią, jak zostawię coś to tak se może 2-3 miechy być brak info o czymkolwiek sami z siebie)

-obsługa klienta i budowanie relacji

-układanie procesu sprzedażowego, samodzielne budowanie ofert i cenników

-pozyskiwanie nowych klientów w 100 % na zimno (cold calling, nie mamy nawet narzędzi do automatyzacji w prospectingu)

-dochodzą jeszcze takie rzeczy jak negocjowanie wypowiedzeń umów, przypominanie o płatności faktur, tj miękka windykacja itd

Czemu nie założe czegoś swojego? Mam na tyle dużą wiedze, że wiem ile za nas robi AI i pi⁎⁎⁎⁎lę, za kilka lat to j⁎⁎⁎ie. Mogę własną, jak znajdę sprawnego inżyniera IT, do wdrażania automatyzacji w firmach - spoko. Ale 2 lata tu pracuję i 2 lata czuję się jak przedsiębiorca bez udziałów i najchętniej to przytuliłbym etat w korpo.

Od pół roku rozsyłam Cvki i 2 rozmowy. Jedna - totalne gówno jak się okazało na rozmowie. Druga - dobry hajs, dobra firma, na 3 etapie rekrutacji powiedzieli, że jednak ją zawieszają i nie zatrudnią nikogo xD. Żyćko. A mi psycha siada powoli już i się wypalam. Chociaż w 2 lata biznesowo naczyłem się tyle co korposzczur ważniak menago w 5.

Dodam, że zarabiam 5k. Szef umówił się porzy zatrudnieniu na premie na zasadzie wypracoiwania i utrzymania portfela. Potem stwierdził, że nie stać go na to i zmieniamy założenia. Potem znowu zmieniliśmy. Zrobił mi targety. Od razu zrealizowałem jeden na pełen jkurwie i do dziś mi wisi 1900 zł bo drugi opiekun dostał ten projekt i położył na maksa komunikację i typ nie chce płacić faktur w konsekwencji xD I tak już spłacił 1000 zł, bo wisiał mi 2900. Więc nawet nie robię targetów dalej, bo mi się nie chce, będę się tylko tyrać, że nie dostaję siana, pracuję na 40 % możliwości sprzedażowych, a i tak co miesiąc średnio 2 nowe umowy. Na mały zespół to często styka.

Ogólnie w tym roku dostaliśmy wypowiedzeń na kilkadziesiąt tysięcy umów abonamentowych, czyli -30k przychodu miesięcznie, ale oczywiście ja te dziury pozasypywałem nowymi umowami z nadwyżką i tak się bujamy xd


Lider1piorunów

@Lopez_ ja jebe 5k za taką pracę. ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Gruba ryba

w Hydepark

35piorunów

Gdzie Dyżurny nie może tam automatyka pośle. Piętnaście kilometrów jechać by stwierdzić że zwrotnica sie nie przekłada ze względu na popierdolony pomysł konserwacji rozjazdów co dwa tygodnie a nie codziennie jak było do tej pory, w dużym skrócie płytki slizgowe brudne i suche. Naped nie ma siły przełożyć iglic, urządzenia od strony srk działają poprawnie bo rozjazd nie daje kontroli.

Skończyło się na wpisie do e1758 o syfie na zwrotnicy i ze usterka nie dotyczy automatyki.

Jeszcze czekać na drogówke niech smarują

Ale na pocieszenie przynajmniej pogoda dobra i ptaszki śpiewają a niedaleko torow jest las akacjowy to ładnie pachnie.

Fanatyk9piorunów

Jak codziennie to kto to robi i kiedy? Na stacji jest stały pracownik obsługi czy jak? I czym to smarują?

Lider0piorunów

Ilu was tu z tych spółek około kolejowych siedzi na tym hejta

Pokaż więcej komentarzy (15)

Osobistość

w Dyskusje

68piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 10 - kelnerka w arabskiej restauracji

2017

Po rozpoczęciu 5 semestru studiów od razu zaczęłam szukać jakieś pracy, padło na bycie kelnerka w restauracji z czymś co bym nazwała arabską kuchnia i możliwością zapalenia sobie Shishy.

Praca standardowo płatna, najniższa krajowa plus napiwki, oczywiście bez umowy xd Bardzo polubiłam ta pracę. Na prawdę był tam świetny klimat. Lokal miał cudownie przytulną atmosferę. Był mały ale i tak niestety nie wypełniał się klientami. Pamiętam taki dzień jak na mojej zmianie dosłownie nie było żadnego klienta, wtedy zdałam sobie sprawę, że długo tutaj niezagrzeje. Moje przypuszczenia się sprawdziły bo po 4 miesiące pracy, moja kierowniczka musiała mnie zwolnić bo nie miała kasy na wypłatę dla mnie. Parę miesięcy później lokal się całkowicie zamknął, a właściciel go sprzedał.

Prócz bycia kelnerką, byłam też barmanką i testerka Shishy xd więc nudy nie było. Co prawda w tygodniu prawie nigdy nic się nie działo, za to na weekend zdarzyło się całe obłożone niewielkiej sali.

Pracowałam z dwoma dziewczynami plus kierowniczką, która też kelnerowala. Były na prawdę spoko. Co prawda one lubiły sobie chlapać po zmianie na odchodnego, ja niestety nie i to też trochę sprawiało że nie do końca czułam się tam swoja. No ale były dla mnie dziewczyny bardzo miłe. Było mi też miło jak do tej restauracji ze względu na mnie przychodzili moi znajomi. Choć nie ukrywam dość zabawne było pokazanie się przed nimi w chuście na biodrach jakbym była tancerką z Bollywood xd.

Pierwszy raz też dowiedziałam się pracując tam co to jest "U-bot" w żargonie alkoholowym. Przychodził taki stały klient który zamawiał tylko to i potem zostawiał 10 zł napiwku. Nie wiele mówił, mam wrażenie że przychodził tam po prostu się odstresować i z nikim nie gadać. Byla też parka kolesi, przyjaciele jednej z kelnerek, którzy dość regularnie do niej przychodzili na zmianę "poplotkowac". Mieli dość stereotypowy humor "gejów" z komedii romantycznych, czyli bez wtrącenia co drugie słowo "kochanaaa!" by się nie obeszło. Też ich bardzo polubiłam, umilali czas na zmianie.

Niestety byli i też tacy stali klienci, którzy niespecjalnie dobrze się zachowywali. Była parka lasek, ktore po jednej akcji dostały zakaz wstępu do restauracji. Wraz ze znajomymi mocno się upiły robiąc hałas, który przeszkadzał innym gosciom. Prośby o uciszenie nie pomagały. W końcu jedna z lasek do swojej dziewczyny na cały głos wypaliła "ALE MI SIĘ R⁎⁎⁎AĆ CHCE" i poszły obie do kibla z którego dobiegały ich jęki.

Plusem tej pracy było to, że obiad był za darmo. Dla każdego pracownika, mimo to kiedyś zobaczyłam jak pani na zmywaku dojada resztki z talerzy po gościach. Zrobiło mi się wtedy bardzo przykro ponieważ była to dziewczyna zatrudniona dorywczo i widać było, że jest od czegoś uzależniona 😒 zresztą podoba sytuacja była w kolejnej restauracji w jakiej pracowałam.

Również fajne było, to że nie było tam rygoru na zasadzie udawaj, że pracujesz lub oczekuj na klientów na baczność przy wejściu. Jak nikogo nie było, a były to długie chwilę to uczyłam się do kolosów i tak szybko mijał tam czas.

Przyznam, że przykro, że te restauracja upadla, ale było to nieuniknione. Klienci głównie przychodzili zapalić Shishe nikt nie zamawiał za bardzo jedzenia. Kucharki były super, ale co z tego skoro płacono im głównie za czekanie na zamówienia, które często nie nadchodzily. Nie rozumiem czemu po prostu nie zrobiono z tego Shisha baru - jedynie z przekąskami i drinkami.

Najfajniejsze było bycie barmanką, tam czas leciał bardzo szybko, nalewanie piwa było naprawdę super, albo robienie drinków z przepisów. Fajne zajęcie, choć przyznam, że jakbym miała pracować tak cały czas na pełnych obrotach to raczej szybko dopadło by mnie wyczerpanie. Mam do tej pory blizne na dłoni od kufla który pękł mi w dloni podczas jego mycia, taka trwała pamiątka xd

Smaczkiem tej historii jest to, że tą restauracje kupiło jakieś zielone w gastronomii małżeństwo, które postanowilo zmienić coś w swoim życiu, wzięli kredycik i próbowali szczęścia w nowym dla nich biznesie. Jak się można domyśleć, skończyło się w rewolucjach Magdy Gessler, a potem splajtowali. Nie wiem co jest aktualnie w tym miejscu, ale pamiętam jak ostatni raz tamtędy przechodziłam to lokal był pusty. Dziwne niby rynek a jednak jakaś to miejsce nie przyciągalo ludzi i myślę że nawet nie chodziło o dobre jedzenie bo na samym rynku, mnóstwo jest restauracji średniej jakości, ale jakaś nie mogą się odpędzić od klientów, po prostu chyba poboczna uliczka nie jest wszystkim po drodze:)

Podsumowując: bardzo dobrze wspominam ta pracę. Kierowniczka super, nie wymyślała jakiś chorych zasad czy sztucznego rygoru byle pokazać kto jest wyżej, miała bardzo przyjacielskie podejście do pracowników.

Gruba ryba5piorunów

jezeli ci nowi wlasciciele dalej prowadzili sziszabar, to chyba kojarze ten odcinek, syf jak 150 byl xD

Osobistość11piorunów

kurde balans czytam kolejne historie i się zastanawiam czy sam nie zacząć pisać, bo co prawda u mnie totalnie inna branża ale poziom po⁎⁎⁎⁎nych historii całkiem podobny xD

@Cori01 dobrze piszesz, fajnie się to czyta - wrzucaj więcej :*

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Hydepark

92piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 9 - sprzedawczyni w monopolowym

Rok 2017

To jest najdłuższy post z tej serii:)

Po skończeniu praktyk zawodowych zostało mi jeszcze ponad dwa miesiące wolnego do rozpoczęcia kolejnego semestru. Postanowiłam, że spróbuję poszukać czegoś na ten czas w moim rodzinnym mieście, co było nielada wyzwaniem, więc padło na... Sklep monopolowy, tętniące etanolem serce mojej małej ojczyzny.

Już kiedyś pisalam post o tej pracy skupiając się na jednym wątku, tutaj opiszę wszystko co pamiętam. Zacznę od tego, że żeby dostać tą pracę musiałam nakłamać, że nie studiuje i że to moja praca marzeń, która chce mieć. Głupio mi, że musiałam kłamać i kierowniczka miała nadzieję, że zostanie ktoś na dłużej, ale cóż każdy orze jak może.

Czy kiedykolwiek sądziłam, że praca w sklepie monopolowym będzie najważniejszą dla mnie lekcja życiową, da mi najwięcej wiedzy o społeczeństwie i pozwoli mi zrozumieć czym jest życie i dokąd zmierzamy? A co najważniejsze wyciągnie mnie z depresji..- wysmialabym osobę która by mi to powiedziała, a właśnie tak było.

Zacznę od tego, że fajne miałam współpracownicę. Kierowniczka była specyficzna, ale miła i wyrozumiała. Oprócz niej były jeszcze dwie pracownice - jedna stała, druga dorywczo na weekendy. Też dobrze się z nimi pracowało, zero spin i złośliwości z ich strony.

Praca była zmianowa, od 6-14 i druga zmiana od 14-23. Druga zmiana zazwyczaj była obsadzona przez dwie osoby. Zarobki oczywiście najnizsza krajowa i umowa zlecenie - nie ważne jak długo pracujesz UoP miała tylko kierowniczka.

Czułam się w tym sklepie jak główny bohater filmu "Sprzedawcy" Kevina Smitha. Czarny humor pełna parą no i dużo refleksji. No i też byli odpwiednicy Jaya i cichego Boba. Zaczynając pracę z rana oczywiście już z niecierpliwością stała pod nim kolejka po polskie śniadanie - Monkey i Palmale. Nie sądziłam, że zjawisko jest tak duże, że niektórzy ludzie nie są w stanie zacząć pracy bez alkoholu. Jednak mając już swoją wiedzę jak wygląda życie zawodowe w Polsce, wcale mnie to nie dziwi. Po pierwszej fali stałych klientów, przychodził czas na dokładnie towaru, przyjmowanie towaru, rozkładanie go itp. takie 2-3h chillu, na spokojnie robiło się swoje, do południa nie było za bardzo klientów.

No ale aż do długiej przerwy w pobliskim liceum i kupowania fajek i energoli przez nastolatków. Energole były wtedy dostępne dla każdego, ale przy sprzedaży fajek pilnowałam pokazywanie dowodu. Nie chodzi o to, że mnie martwiło zdrowie tych dzieciaków, bo wiem że jak chcą to i tak kupią i panowie menele chętnie w tym pomagali. Bałam się mandatu 500 zł.

Była jednak przykra sytuacja dla mnie coś co dało mi trochę odpowiedź dlaczego ludzie tacy są dla siebie nawzajem, zwłaszcza na szczeblu zawodowym - każdy chce czuć się lepszy.

Chodziło o sytuację gdzie odmówiłam, jednemu nastolatkowi sprzedaży fajek, po tym jak pokazał mi żałośnie podrobioną legitymację (już pomijam fakt, że legitymacja to sobie może wiadomo co xd). Jak zobaczyłam wydrapaną ostatnia liczbę rocznika i napisaną innym długopisem tak żeby wyglądało że jest 18+ to mu powiedziałam "nieno chłopie na legitymację to ja ci nie sprzedam, po za tym nie pokazuj tego nikomu, bo gorzej podrobić to się jej nie dało" ten się na to obrazil i ni z gruchy ni pietruchy wywalil do mnie "jak byś się lepiej uczyła to byś tutaj nie wylądowała" - powiedziałam mu coś w stylu "mam nadzieję, że tobie fajki pomagają w nauce". Zrobiło mi się przykro, nie dlatego, że mnie obraził bo przecież byłam na studiach więc coś tam się dobrze uczylam, ale że właśnie przez to, że popatrzył na pracownika sklepu z góry jakby to był ktoś na kogo można napluć bo "zasłużył" na swoje miejsce, jakby byl podludziem...

Nie ukrywam czasem było mi wstyd że pracuje w monopolowym, zwłaszcza, że na weekendy przychodzili do sklepu znajomi ze szkoły i przełamanie wstydu to był dla mnie krok milowy w poczuciu pewności siebie, bo serio gdyby nie wyzysk pracowników przez właściciela sieciowki byłaby to spoko praca, ciągle się coś działo i gdybym pracowała tam rok to byłby to świetny materiał na książkę o alkoholizmie właśnie z punktu widzenia sprzedawcy.

Pamiętam jak stała przy mnie kierowniczka i przyszedł mój były dobry znajomy z gimnazjum i czasów liceum i powiedział "ooo Cori jak tam studia" ja do niego z wymownym wzrokiem "coo jakie studia?" Serio bałam się że mnie zwolnią za to, że studiuje i nie przepracuje tam nawet 2 miesięcy xd

W jakiś weekendzik, przyszedł Pan woźny że szkoły że swoją żoną, kiedy mnie rozpoznał powiedział "Cori jak to tak tutaj wylądowałas, uciekaj stąd bo szkoda ciebie na taką pracę.. " pamiętał mnie bo zawsze zostawiałam u niego rower jak jeździłam do szkoły. Mówiłam że jest dobrze żeby się nie martwił, a ten dalej, że się marnuje w tym sklepie xd

Dla umilenia sobie czasu uwielbiałam trollowac nastolatków. Najbardziej było to zabawne jak ze wstydem kupowali prezerwatywy ja jeszcze bardziej to podkrecalam mówiąc na przykład głośno "JAKIE PREZERWATYWY? " Tam żeby wszyscy w sklepie usłyszeli, albo kiedyś przyszła taka zestresowana parka ok 16-17 lat kupili sobie masę chipsów i napojów a na końcu wzięli gumki. Laska poprosiła o nie szeptem bo za nią stała kolejka ludzi. Wszystko od razu zapakowała do torby. Więc uznałam że też ja strolluje i powiedziałam że muszę wszystko jeszcze raz skasować bo mi się nie nabiło. "No i gumki też jeszcze muszę skasować" - biedna zrobiła się czerwona jak burak xd ogólnie kupowanie gumek to zawsze coś ludzie odwalali jak nie jeden typ ok 17 lat przyszedł bez koszulki (mieszkał obok) krzyknął do mnie "kurde lasce chce się r⁎⁎⁎ać, no i muszę kupić gumki, zachciało się jej..." Albo jakiś dziad ok 50 lat stał i pół godziny się zastanawiał czy wziąć gumki o smaku bananowym czy truskawkowym. Mówiłam mu żeby wziął oba pudełka a ten nie i dalej stał i się zastanawiał.

Ciekawymi klientami były też młode laski próbujące się skontaktować ze swoimi misiaczkami odsiadujacymi niesłuszny wyrok. Nawet nie wiedziałam, że do więzienia trzeba dzwonić ze specjalnej ścięci bo z innej się nie da, więc kupowały regularnie doładowania. Zawsze się zastanawiałam jak to jest, że tak młode i ładne dziewczyny są z kryminalistami.

Palenie i picie w ciąży? Też się przestawało mnie dziwić. Pamiętam laska w zaawansowanej ciąży chciała kupić sztangę fajek, powiedziałam jej że nawet jak to nie dla niej to sumienie nie pozwala mi jej tego sprzedać. Ale to był też wniosek do którego doszłam - nie moje sumienie i moralizowanie kogoś to coś z czego powinnam się wyleczyć.

Była taka kobieta która również dobrze mogła mieć 40 jak 80 lat, kurde ciężko było powiedzieć niby była w ciąży więc musiała być płodna z drugiej strony wyglądała serio na min 60 lat. Bez zębów, siwe włosy, wysuszona. Codziennie kupowała jedna puszkę Pepsi, ale o specyficznej pojemności, taka która była wielkości zwykłej puszki piwa. To się chwaliło, że na czas ciąży zrezygnowała z picia z drugiej ta Pepsi chyba też nie za specjalnie służyła dziecku...widziałam ją potem z tym dzieciaczkiem, nie wyglądał na zaniedbanego czy coś. To mnie nauczyło, że rozdzimy się mając nierówne szanse, co taki dzieciaczek miał do wyboru. Sam chciał się rozwijać w komorze gazowej czy być karmiony etanolem... A ćpaniu już nie wspominając:(

Ogólnie kobiety związane z alkoholem miały gorzej od mężczyzn alkoholików, bo to one dostawały od nich dodatkowo w pi⁎⁎⁎ol. Była taka pani ok 50 + regularnie z limem pod okiem. Raz przyszła całkowicie rozebrana do sklepu okryta jedynie sweterkiem, pobita - poprosiła o czteropak kuflowego. Nie wiedziałam jak zareagować, więc pozostałam bierna... Zapytałam tylko czy wszystko w porządku, ale nie dostałam odpowiedzi jedynie wymowny wzrok "c⁎⁎j cię to obchodzi" .

Była też kobieta, elegancka, po 30 która kupowała jakiś lepszy alkohol i chodziła z nieudolnie zamaskowanym limem pod okiem i ciemnymi okularami, widać jak się tego wstydziła.

Zabawnie podchodziła do alkoholizmu pracownica jednego z salonów sieci komórkowej - mówiła, że dla niej zawszę jest piateczek, kupując przy tym wódkę. Przyznam że ja nie wiem jak pijąc wódkę prawie codziennie można wstać do pracy i iść do niej, jak gdyby nigdy nic, mnie by pozamiatało, no ale wiem kwestia przyzwyczajenia do tego organizmu.

Była też taka babka co była bardzo zaniedbana, a mimo to zawsze miała na sobie ciągle nowe markowe ubrania. Myślę że nie tylko piła ale też i ćpała, nie wiem jak było ją stać na takie ciuszki, zwłaszcza że wyraźnie brakowało jej piątek klepki.

Najbardziej było mi szkoda kobiety po 50tce - miała zaawansowana łuszczyce. Jest to choroba autoimmunologiczna, więc Alkohol przy niej jest surowo przeciwwskazany. Nie będę ukrywać jej skóra dosłownie się sypala. Wiele osób nie rozumiało, że nie jest zaraźliwe i przez to czyli wstręt:((( z plotek wiem, że kobieta miała bardzo trudne życie, po⁎⁎⁎⁎ny mąż, który podobno zamykał ja w piwnicy... A pochodzili z bogatego "dobrego" domu.

Były jednak dwie specyficzne klientki, które się wyróżniały jeszcze bardziej w swoim specyficznym gronie innych Pań. Jedna z nich realnie mnie wkurwiala, miałam ochotę jej wy⁎⁎⁎ać, żeby przemówić jej do rozsądku. Miała syna którego woziła w spacerówce ok 3-4 lata i w dzień w dzień kupowała kilka czteropakow piwa i fajki, używając wózka jako transportera dla ciężkich puszek. Raz była sytuacja że dzieciak był bardzo wpatrzony w lizaka za 1zl poprosił go o to mamę, a ona do niego "nie, nie, nie mamusia nie ma pieniędzy", jak mnie wtedy roznosilo, oczywiście dałam temu biednemu dzieciakowi tego lizaka, ale najchętniej jej bym zabrała tego chłopca. Koleżanką - ta która pracowała dorywczo, powiedziała mi, że to laska która jest uzależniona od cpania i że raz już jej zabrali dziecko. Ogólnie ta koleżanka była totalnie street smart, wiedziała prawie wszystko o wszystkich, chodzące kompendium wiedzy o moim mieście.

Streetsmart, też miała swój ciekawy epizod, raz do sklepu przyszła moja znajoma z liceum. Lubiłam ja, ale no cóż była dość specyficzna i często chamska i bezposrednia. Jak ją zobaczyłam to, bardzo delikatnie mówiąc przytyło jej się. Kiedy wyszła ta koleżanka, to Streetsmart powiedziała: "widzisz, a ta cała szkole się ze mnie nabijała, że jestem gruba, a sama jak teraz wygląda" można by rzec, że karma w tym przypadku się nie obijała.

Wracając do Pań alkoholiczek, ciekawym kwiatkiem była hmm babka o dość męskiej aparycji. Bardzo też agresywna. Ba kiedyś mnie pobiła jak byłam w liceum bo myślała, że jak sobie żartowałam z jakimś ziomkiem wracając do domu to, że się nabijam z niej, a ja tylko podchwycilam piosenkę którą śpiewała i też zaczęłam ją z tym typem śpiewać - byliśmy lekko podchmieleni. Ona uznała, że to obraza jej majestatu i że mnie pobije. Zataatkowala mnie i przytrzymała przy ścianie budynku i uderzyła mnie w twarz pięścią, poprosiłam typa o pomoc, a on tylko stał i się patrzył, kopnęłam ja w piszczel i uciekłam, a ona przy tym wyrwała mi torebkę po jakimś czasie napisała do mnie znajoma, że znalazła moja torebkę bo była tam moja legitymacja i dostałam ją spowrtem. Oprócz owłosionej mojej szczotki i legitymacji nic więcej tam nie było więc nie bałam się, że nigdy jej nie odzyskam, a jednak odzyskałam xd.

Wracając do sklepu ona oczywiście mnie nie poznała, ja jak najbardziej i bałam się jej cholernie. Zwłaszcza, że mówiła w taki agresywny sposób. Od koleżanki z pracy dowiedziałam się, że jedna sprzedawczynie znielubila tak, że czekała na nia na zakończenie zmiany i rzucała w nią butelkami po piwie. Ogólnie ta praca była niebezpieczna i już za to powinien być dodatek do wypłaty, ale to swoją drogą ...

Oprócz powyżej opisanej kobiety nie było agresorów, jedynie smutnie przegrywający z uzależnieniem menele, którzy byli mili dla mnie i było mi ich po prostu szkoła. Najbardziej przegrywający był Pan o kulach, często u nas kradł, no ale nie było co z tym zrobić oprócz nie wpuszczania go do sklepu. Ale ten i tak błagał żeby go wpuścić i na raty oddawal za ukradzione piwa. Raz otwierając sklep zastałam go śpiącego w progu, musiałam go przeskoczyć bo nie dało się go dobudzić. Najbardziej po⁎⁎⁎⁎ne było to jak raz samochód go potrącił zaraz przy sklepie, było słychać pisk opon i za chwilę do sklepu wszedł Pan menel z połamaną kulą i cała zakrwawioną twarzą, chciał kupić Halnego. Ja otepiala podaje mu te piwo ale jak zobaczyłam, że podaje mi z kieszeni zakrwiaone monety. Nakrzyczałam na niego, że ma iść na pogotowie i ja tych brudnych pieniędzy nie wezmę. Później przyjechała karetka. Nie wiem jak długo jeszcze pożył ale na pewno przez rok to jeszcze widziałam jak bywałam w mieście. Nie przepadałam za nim. To był jedyny gość po którym trzeba było spryskać sklep muchozolem jak wychodził, no ale nie oceniam. Nigdy nie wiemy jaka była przyczyna jego upadku.

Drugi był panem Pomidorem i z twarzy, czerwonej bardziej od Vinetu i z tego powodu, że przynosił pracownicom sklepu, pomidory, ze swojego ogródka. Był bardzo miły, ale z tego co wiem umarł niedługo później na zawał. Szkoda chłopa choć to był ciężki stan... często w pełnym słońcu spał na ławce.

Cichy Bob i Jay - był taki typ o specyficznej ksywie, ale dla anonimowości nazwę go Jay. Cwaniaczek i śmieszek. Lubiłam jak przychodził do sklepu bo zawsze rozśmieszał mnie ciętym żartem. Do dziś pamiętam jak mnie zjechał i zaczęłam się z tego głośno śmiać. coś w rodzaju "oj Cori Cori gdzie twój Pan Cor" ja do niego, "że gdybym zostawiała 1zl za każdym razem kiedy to słyszę..." A on "to byś miała 1zl xd". Raz chciał się przejechać się na moim rowerze i się elegancko wy⁎⁎⁎⁎⁎olil bo nie powiedziałam mu, że ma on blokade na tylne koło xd pamiętam jak do babki kupujacej cały zapas alkoholu walnął "Cooo 500 plus przyszło" a ta babka "A no coś długo na nie czekałam". Miał też swojego cichego Boba, który chodził z nim czasami do sklepu, ale nie wiele mówił więc ledwo go pamiętam.

Rozbrajalo mnie to, że niektórzy bardzo wstydzili się pokazać że piją, więc na zmianę chodzili do kilku różnych monopolowych, żeby nie wyszło, że tyle piją.

Było też dwóch nierozłącznych kumpli, którzy najbardziej mnie rozczulali, pracowali gdzieś razem, razem też pili i razem też kilkukrotnie próbowali razem rzucić picie. Po tygodniu niepicia i tak wracali, i potem znów. Raz jeden z nich przyszedł i powiedział "Cori ja już dwa tygodnie nie pije" miał uśmiech na twarzy. Powiedziałam mu, że jak nie będzie pił przez X miesięcy to kupie mu czekoladę. Wiedziałam, że nie będę tam długo pracować ale jakbym go spotkała to zapytałabym jak sprawy idą. Zapytałam mojej street smart koleżanki co z tym menelem co wygląda jakby menelem był od nie dawna. Ona powiedziała że podobno żona zabrała dzieci i wyjechała nie wiadomo gdzie i nie ma z nimi kontaktu to się chłop rozpił - może jest w tym ziarno prawdy, ale wiadomo nie jest nic czarno-białe. Później się dowiedziałam, że jakieś 2 lata po skończeniu tam pracy. Zapaliła się melina w której spali. Pożar wybuchł od niedopałku papierosa, oboje zgineli... Po każdej próbie rzucania picia, najpierw kupowali lekki alkohol, jakiegoś żubra czy coś, a potem z dnia na dzień coraz bardziej śmieciowy. Kończąc na jakiś beczułkach o smaku leśnych owoców. Po prostu czuło się że raczej to już przegrana sprawa, choć dalej im kibicowałam:(

Dziwne zderzenie ze smutkiem tego świata miałam w przypadku mojego rówieśnika, którego znałam z gimnazjum. Fajny charyzmatyczny chłopak z talentem muzycznym. Całkiem bystry w gatce - tak go zapamiętałam. Jednak jak go zobaczyłam jako klienta sklepu doznałam szoku. Zachowywał się jak ktoś kto ma hmm nieobrazajac go, pewien rodzaj zacofania. Miał problem z komunikacją i jakby rozum 7 latka. Pytałam innych co się z nim stało. Plotki mówiły że odwaliło mu po narkotykach. Ja mam podejrzenia, że może to była jakaś choroba genetyczna, która ujawniła się z wiekiem. Eh jak go znałam to był całkowicie normalny nastolatek 😒

Inny przypadek mojego znajomego, który był dość introwertyczny za czasów szkolnych, starszy ode mnie o rok. Zakompleksiony... Niestety z tego co zrozumiałam od jego ojca ujawniła się u niego schizofrenia. Widziałam już wcześniej, że coś z nim nie tak. Mówił sam do siebie i był jakby nieobecny. Kupował codziennie energola i fajki. Pewnego dnia przyszedł jego ojciec i się zapytał czy bywa tu chłopak o imieniu X. Powiedziałam, że tak. Ojciec wyjaśnił że chłopak nie chce się leczyć i ukradł jego matce kartę do bankomatu i wydał z niej prawie wszystkie pieniądze... Widać ojciec był zadbany i dobrze sytuowany. Niestety zrezygnowany co do syna. Bardzo mi było dziwnie z tym, że ktoś kogo znałam parę lat wcześniej, odpłynął przez chorobę:((

Najgorsze w tym wszystkim były weekendy nie kończące się kolejki po alkohol, głównie młodzi ludzie i to było właśnie przytłaczające, że jedyną atrakcją w mieście było właśnie picie... Widziałam też jak ten alkoholizm był zaawansowany u ludzi młodszych ode mnie. Opierdalam brata mojej koleżanki z podstawówki za chlanie. Był młodszy ode mnie o trzy lata, a już miał przepity głos i spuchniętą twarz. Jak jednak wspomniałam moralizowanie kogoś nie ma sensu...jeżeli ktoś sam nie chce pomocy, na siłę jej nikomu nie wciśniesz

Była też młoda nastolatka, która rzucała na blat grubym hajsem. Dziwiłam się skąd ma tyle hajsu, raz powiedziała coś do koleżanki z którą była, że mama jej dała pieniądze. Jak wyszła street smart koleżanka powiedziała, że ta laska jest z domu dziecka i dziwne żeby dostała hajs od mamy. Cóż miałam pewne podejrzenia skąd może je mieć :(...

Też raz jeden miejski mafiozo płacił za alkohol wyciągając z kieszeni masę kasy i rzucając stówkę na blat jak śmieciem potem ostentacyjnie schował plik banknotów do kieszeni jakby to byly papierki po cukierkach.

No to teraz przejdę do większej patologii od panow meneli, który zasługują na pewno na większy szacunek niz pan i władca, czyli właściciel sieci sklepów. K⁎⁎wa jak mnie to boli, że byznesmeni wykorzystują małe miasteczko i wiedza, że ludzie są w nich zdesperowani jeżeli chodzi o pracę i j⁎⁎ia ich na hajs ile wlezie. Nie dość że nie było tam UoP, żadnych premii, jedynie sztuczne motywowanie pracowników do sprzedaży promocyjnych produktów, że za wygraną była jakaś kasa. Tyle, że zawsze wygrwal sklep z miasta powiatowego xd dodatkowo jak jakiś produkt się przeterminował to trzeba było płacić za te produkty z własnej kieszeni xd czujecie to? - produkt się nie sprzedał bo nikt go nie chciał, a sprzedawca musiał za to zapłacić. Jak powiedziałam do kierowniczki, że to po⁎⁎⁎⁎ne to mi powiedziała "nie no, rzadko się to zdarza, no ale my i tak potem to pijemy" - przeterminowaly się głównie piwa kraftowe, które były "zbyt dobre" na tutejsze podniebienia... Cóż do tej pory czuję żenade, że dałam się w to wkręcić i kupić przeterminowane piwa xd ale coz mówiłam sobie "to tylko dwa miesiące".

Kompletnie też nie rozumiem braku dbania o komfort pracownika. Krzesło w pracy?? Pfff chyba snicie. Było wiele godzin, gdzie nic się nie działo w sklepie, wszystko było ogarnięte, a jak chciało się usiąść to nie było gdzie. Nawet jeść trzeba było na stojąco albo siedząc na karcie piwa. Eh j⁎⁎ać prądem takich doropkowiczow...

Prace zakończyłam też kłamstwem, powiedziałam, że wyjeżdżam do pracy za granicę, było mi głupio bo już się dogadywaliśmy kto będzie pracował na święta... Kierowniczka powiedziała, że szkoda i życzyła mi powodzenia.

Podsumowując: praca dała mi w cholerę dużo mądrości życiowej, czuję, że weszłam po niej na wyższy lvl świadomości xd a tak na serio to na prawdę bardzo się cieszę że miałam okazję poznać tych wszystkich ludzi, zobaczyć jak wygląda jakiś wycinek społeczeństwa, o którym wcześniej nie miałam zielonego pojęcia. Smutno mi tylko trochę, że i tak o niektórych historiach po prostu już zapomniałam, a było ich więcej, żałuję że nie spisałam tego wcześniej...

GURU3piorunów

@Cori01 jprd jaki dołujący wpis. Dawno to było?

Już wiem! Wmówię sobie że to wszystko zmyśliłaś bo się ćwiczysz w pisarstwie! Ha-ha!

Ale jakim cudem to ci pomogło wyjść z depresji?

Fenomen7piorunów

@Cori01 Ale z tymi gumkami to było niefajne, wiesz? W Polsce seks to generalnie temat tabu i dla wielu ludzi takie zakupy to jednak jest stres i wyzwanie, a przez to twoje traumatyzowanie będą potem mieli spinę i zamiast kupować w sklepie zaryzykują jechanie bez gumy. A potem różne choroby, ciąże i takie tam. Nieładnie. :large_yellow_square:

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

Nie wiem co trzeba zrobić by załapać się gdzieś indziej niż magazyn/produkcja choć tam też dostaniesz pytanie "jakim rodzajem pizzy jesteś?".
Na staż do HR gdzie w ogłoszeniu w wymaganiach było: chęć rozwoju w HR, znajomość Excel. Obowiązki: wsparcie przy przy rekrutacjach, obserwowanie ich. Babka zadawała pytania z zatrudniania cudzoziemców, odpowiedzi nie wiedziałem. Do tego "skąd pomysł na HR bo większość to kobiety?"
Kursy HR kadry i płace 4k kosztuje, zatrudnianie cudzoziemców 2k

Tutaj coś innego, ale przynajmniej informacja bo tak zawsze "na każdym etapie jest informacja zwrotna" a potem nic.Problemem też jest, że rekrutują kobiety a dla nich jestem tylko desperatem, incelem i nazistą.

Gruba ryba3piorunów

@Dudleus

Nie wiem co trzeba zrobić by załapać się gdzieś indziej niż magazyn/produkcja

trzeba umie robic coś innego. przedsiębiorcy w polsce nadal nie chcą inwestowac w szolenia dla pracownikow. nic nie umiesz -> dostajesz pracę niewymagającą kwalifikacji

Gruba ryba1piorunów

@Dudleus

a dla nich jestem

Dla nich jesteś losowym typkiem co przyszedł, nie był pewny siebie i nie potrafił się dobrze sprzedać w rekrutacji kierunku gdzie w większości przychodzą babki liczące na łatwą robotę. Serio myślisz, że każdy na dzień dobry sobie od razu wymyśla jakieś 200 epitetów o twojej osobie? Jakby każdy tak sobie rozmyślał to oni by tej rekrutacji nie przeprowadzili przez rok do końca. Jest naprawdę mało ludzi w różnego rodzaju firmach czy generalnie, którzy są w stanie wynieść jakieś daleko wiążące wnioski nt. twojej osoby. To nie są psychiatrzy.

Jedyną osobą, która ci wymyśla "-celów" i "-zistów" jesteś tutaj ty. A skoro sobie dopowiedziałeś w głowie ich interpretację twojej osoby to przychodząc na rekrutację w takim nastawieniu nic lepszego nie osiągniesz.

I co znamienne w takich przypadkach - jest całkiem prawdopodobne, że nie znasz i nie rozumiesz samego siebie. Stąd pierdolisz nazywając się tytułami, które mają cię poniżyć i zredukować. Zastanawiałeś się kiedyś, czemu to robisz? Bo jest to za⁎⁎⁎⁎ście fajne pytanie. Można dojść do ciekawych wniosków.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Gruba ryba

w Hydepark

16piorunów

Krótka ankieta

Dostajecie za zadanie przeczytać ustawę/rozporzadzenie/jakies gowno Unijne i wypisać obowiązki firmy wynikające z przepisu, czytacie całość sami i sami szukacie czy używacie AI żeby wam streściło/znalazlo co czego szukacie?

Taki mam głupi dylemat moralny, bo u mnie w pracy wszyscy z tych AI korzystają a ja byłem inaczej nauczony.

AI w pracy do streszczania długich tekstów?

  • Czystam samodzielnie i samemu streszczam24%
  • Czytam samodzielnie a AI formułuje wnioski12%
  • AI streszcza ale wnioski pisze samemu25%
  • Uzywam AI do streszczenia i tworzenia wniosków bez sprawdzania10%
  • OP to część rowerowa30%

118 głosów

Fanatyk3piorunów

Co jak co, ale AI jest wybitne jeśli chodzi o streszczanie tekstu. Narzędzie 9,9999/10. Takie rzeczy można było robić maszynowo ponad 10 lat temu.

Tylko nie że pytasz w prompcie o co chodzi w dyrektywie 69.420.2137 tylko wklejasz tekst/dajesz plik i każesz streścić/przekształcić jakoś

Ale sprawdź czy nie ma halucynów xd

Gruba ryba2piorunów

@dildo-vaggins pytam AI gdzie dokładnie znajdę w przepisach to czego szukam, a potem sprawdzam w przepisach czy faktycznie tak jest

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Hydepark

23piorunów

Przypomniał mi się wczorajszy artykuł wrzucony przez @bojowonastawionaowca o tym, że w Chinach ogłoszenie o pracę dla pasterza stało się aż tak popularne.

https://www.hejto.pl/wpis/ogloszenie-o-prace-poszukujace-pasterza-owiec-hitem-chinskiego-internetu-ponad-7

Ja właściwie kiedyś zdecydowałem się na coś podobnego. Po studiach w Polsce dostałem pracę jako inżynier w dużej, znanej korpo firmie. Taki klasyk: litry kawy codziennie i stres zaczynający się już w sobotę po południu, że zaraz znowu poniedziałek i powrót do pracy.

Mój kierownik wypijał sporo kawy dziennie i był tak zestresowany, że kiedy dzwonił telefon, aż trzęsły mu się ręce. Miałem wrażenie, że mnie też zaczyna dopadać coś podobnego przez nadmiar obowiązków, ciśnienie na wyniki, nieoczekiwane bezpłatne nadgodziny i ciągły brak czasu.

W końcu powiedziałem dość. Miałem kontakt do ziomka, który zatrudniał ludzi na farmach gdzieś na norweskiej dziczy, więc rzuciłem wszystko i wyjechałem.

Pamiętam, że po pierwszym dniu pracy przy krowach zatrzymałem się w drodze powrotnej przy szumiącej górskiej rzece między dwoma górkami i po prostu głęboko odetchnąłem. Praca była brudna i śmierdząca, ale byłem naprawdę szczęśliwy, robiąc coś tak spokojnego i bezstresowego wśród górskich krajobrazów.

Co prawda pracowałem tam tylko kilka miesięcy, zanim znalazłem coś innego, ale i tak była to ogromna ulga po stresie życia w Polsce.

Dobrze że byłem wtedy młody i głupi bo teraz bym się na coś takiego chyba nie zdecydował :slightly_smiling_face:

Gruba ryba1piorunów

@Prytozord w sensie, że teraz byś nie wracał ? :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Koneser

w Biznes

18piorunów

Proponują wysokie zarobki i dużo miejsc pracy. Ta branża jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się w Polsce

Po latach posuchy sektor kosmiczny znów przeżywa ożywienie. Rozbudowa systemów i nowoczesnych technologii wymaga ogromnych pieniędzy, nakładów pracy i doświadczonych specjalistów, którzy będą mogli sprostać wymaganiom, które stawia przed nimi branża. kosmos #praca

Osobistość

w Hydepark

157piorunów

Żona wyłapała że w jej korpo jedna z koleżanek zgarnia najlepsze tematy dla siebie i nie dzieli się po równo z innymi co należy do jej obowiązków. Oddaje same śmieci a najlepsze kąski przytula sobie z czego ma nie małą prowizje. Do tego ukrywa to we wszystkich statystykach żeby nikt tego nie wyłapał.  Problem w tym że jak żona wrzuciła to na tapetę to jej kierownik mocno na nią siadł i poblokował jej dostępy żeby nie mogła nic podejrzeć. Prawdopodobnie ma odpaloną działkę z tych tematów. Sprawa jest mocno rozgłosniona i jutro będzie rozmowa z dyrektorem. Wiem że są mocno przygotowani i będą chcieli dojechać żonę. Usłyszała od osób trzecich że może to się skończyć sądem za pomówienia. Na szczęście ma udokumentowane dysproporcje i ukrywanie tego, wiec luz. Czuję że jak ją przycisnął to powie żeby sie walili i rzuci papierami. Nie wiem jak mogę jej pomóc sie bronić. Jakieś pomysły?

Gruba ryba3piorunów

@K44 ja ze swojego doświadczenia powiem tak:

świata nie naprawi, najlepiej to przygotować sobie kwity, Udokumentować różnice w wynagrodzeniu, ogarnąć sobie inna robotę, a obecną podać do sądu (koniecznie dobry adwokat) - pozwać o zwrot niewypłaconej prowizji

Opcja nr 2

Nie rzucać papierami, czekać na ruch pracodawcy aż zwolnią sami

Wówczas jak wyżej tj prawnik i pozwać tylko nie o kasę a o przywrócenie do pracy i wówczas zaczyna się zabawa :smiley:

Przerabiałem oba tematy i oba "do przodu"

1) prawie 40k z odsetkami ale czas trwania 3 lata

2) ugoda na 18k ale czas tylko 4 miesiące

Fenomen0piorunów

@K44 praca Twojej żony to nie Twoja praca. Wesprzyj ją jak możesz, ale ostatecznie to jej działka. Większe firmy mają anonimowe metody raportowania różnych problemów i nieścisłości "whistleblowing", więc to zawsze może być opcja.

Pokaż więcej komentarzy (67)

Osobistość

w Dyskusje

53piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

part 8 - praktyki w stacji uzdatniania wody

Rok 2017

Po pożegnaniu się z pracą w sieciowce w galerii, nie szukałam kolejnej pracy dorywczej, uznałam, że to bezsensu skoro i tak wszystko mnie męczyło na tamten moment. Na dodatek moje oceny na studiach zaczęły wyglądać słabo, prawie same 3. Drugi rok studiów to też był dla mnie kryzys co do tego czy na pewno warto było iść na Mikrobiologie.

Po drugim roku studiów musieliśmy obowiązkowo odbyć praktyki i szukanie ich to był koszmar - wszędzie odmowy. Dostałam jednak zgodę na praktyki w mojej wymarzonej firmie która zajmowała się produkcją biocelulozy. Niestety jak doszłam do wniosku że bez auta nie będę wstanie tam dojeżdżać plus to było po drugiej stronie Polski to się poddałam.

Dostałam zgodę na praktyki w oczyszczalni ścieków w mieście wojewódzkim najbliżej położonym mojego domu rodzinnego. Dojazd codziennie to było 1,5h więc nie tak źle.

Dostałam przydział do działu uzdatnia wody i moje obowiązki były super, dokładnie to czego się uczyłam na studiach. Robienie podłoży mikrobiologicznych, posiewy, liczenie bakterii, obsługiwanie wirówek i inne takie zabawy w małego naukowca. Praca była na max 4h dziennie no ale trzeba było siedziec 8h więc w między czasie czytałam sobie książki lub plotkowałam ze stałą pracownicą. Oprócz niej była jeszcze starsza Pani, która średnio się dogadywała z tą młodsza. Jedna chciała robić wszystko oldschoolowo, zeszyty notesy i inne takie a młoda chciała używać komputerów i nie mogły się przez to dogadać. Takie papierowe problemy, ale też pracowały na różnych zmianach więc się głównie mijały. Więcej niż jedną osobą nie była potrzebna na zmianie.

Generalnie praca idealna dla introwetyka, cisza, spokój i jedynie przyjemny szum maszyn w tle, a w między czasie bawisz się w probówki. W tej pracy był tylko jeden mankament zarobki to najniższa krajowa plus stażowe. Dla młodej pracownicy było to git bo miała męża chirurga więc na brak hajsu raczej nie narzekała. A tak miała swoje zajęcie, a za wypłatę mogła sobie kupić waciki. Jednak dla kogoś kto nie ma odziedziczonego majątku ta praca to skazanie się na wegetację.

Praktyki trwały 3 tygodnie i podobały się dla mnie, nie mam uwag ani żadnych dram. Smutne jedyne było to, że ta młoda pracownica mówiła że i tak bardzo trudno było dostać tam pracę i długo się naczekala na ten etat. No cóż dlatego też znam tylko jedną osobę z mojego kierunku która pracuje w zawodzie...

Fanatyk2piorunów

@Cori01 myślę, że jakbyś się dostała do Warszawy na praktyki, to byłoby ciekawiej, bo prócz tego jeszcze dochodzą... małże ;)
https://www.youtube.com/watch?v=i0RkEs3Xwf0

Niemniej jestem dość w szoku w ilu zawodach i ilu zajęć się parałaś w tak młodym wieku (jak na ten portal) patrząc na studia + 2017, czyli podobnie jak ja.

Is Poland's tap water really protected by clams?Auf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Osobistość3piorunów

@Atexor w sumie zawsze się na studiach łapało jakieś dorywcze pracę, nigdzie nie zagrzalam miejsca na dłużej bo zawsze było coś, jak nie warunki pracy to choroba, czy plajtacja pracodawcy. Aktualnie jest stabilnie i nie zamierzam nic zmieniać :)

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Pracbaza

0piorunów

Super plan xD

https://www.reddit.com/r/praca/comments/1toz22g/zwolnienie_si%C4%99_z_dnia_na_dzie%C5%84/

Fenomen6piorunów

@Deykun co za typ. ALE - parę lat temu w pracy spotkałem takiego kolesia, który nawet odwalił takie coś, chciał iść na L4 albo nawet poszedł i chciał zacząć pracę w nowym miejscu. Pierwszy raz widziałem by kobieta z HR przyszła do nas na piętro i głośno komentowała stan umysłu tego kolesia

Pokaż więcej komentarzy (8)