Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pasta

Tytan

w Hydepark

9piorunów

posłuchaj mnie uważnie, jutro o 19:45 masz samolot do meksyku.
Bilet wyśle Ci zaraz na e mail. Gdy wyjdziesz z lotniska pod czerwoną budką telefoniczną jest skrytka,
otwórz ją tajnym hasłem : hajduszoboszlo. W niej znajdziesz nowy dowód osobisty,
3000 pesos i kluczyki do mieszkania na przeciwko. Od dziś nazywasz się
Juan Pablo Fernandez Maria FC Barcelona Janusz Sergio Vasilii Szewczenko i jesteś rosyjskim imigrantem z Rumuni.
Pracujesz w zakładzie fryzjerskim 2 km od lotniska. Powodzenia,
zapomnij o swoim poprzednim życiu i pod żadnym pozorem się nie wychylaj,
zerwij wszystkie kontakty, nawet z obsługą klienta z polsatu.

Tytan

w Hydepark

15piorunów

jedna z moich ulubionych.

Jesli tu nie można dawać wulgaryzmów, to proszę o info, wrzucę wersję "czystą"

lvl 13
początek gimbazy
masz nawet kilku qoompli
wszystko spoko gdyby nie pewien skurwol
1,90 wzrostu, biceps wielkości mojej głowy
nazwijmy go Patol
od poczatku podpierdalal wszystkim jedzenie i picie
nikt mu nie mogl nic zrobic bo syn wicedyrektorki
pewnego dnia przy próbie odbicia kanapki jeden z naszych dostał od niego w łeb
pałka się przegła
rozpoczęliśmy naradę co z nim zrobić
najlepszy kumpel, nazwijmy go Gruby, bo ważył tyle co Patol tylko, że był z pół metra niższy XDDD
Gruby zaproponował że trzeba to zrobić raz a dobrze i przedstawił nam swój plan XDDd
plan doskonały
zaczynały się wakacje, więc mieliśmy czas na przygotowania
na samym początku wakacji kupiliśmy sok, taki naturalny sok owocowy coś jak frugo ale bez konserwantów
otworzyliśmy go, Gruby wypił pół a potem się tam odlał
zakręciliśmy i postawiliśmy w słonecznym miejscu na dachu u Grubego XDDDDDDD
czas na etap drugi
jedziemy do Warszawy z moim dziadkiem (z Krakowa ale c⁎⁎j mamy wakacje XDDDDDDDD) po taki owoc
sysnapol
co zmienia smak wszystkiego na słodki
sam nie ma smaku ale jak się go zje to nie czuć gorzkiego etc.
zdobyliśmy ale drogie sku⁎⁎⁎⁎⁎⁎stwo
po powrocie do Krakowa zamówiliśmy jeszcze aromat mango bo taki był smak napoju oryginalny
koniec sierpnia, pierwszy raz chciałem żeby wakacje już się skończyły XD
idziemy do Groobego
napój stoi jak stał
kto otwiera
NA PEWNO NIE JA XD
dobra Gruby Twoja chata otwierasz XD
zasyczało
WTF TO NIE BYŁO GAZOWANE XDDDDDDDD
i wtedy to poczuliśmy
KURWIŁO JAKBY ZDECHŁO TAM TYSIONC KRUF A NAWET GORZEJ XD
do dzisiaj nie zapomniałem tego smrodu
Gruby się porzygał I prawie rozlał naszą drogocenną miksturę XDDDDDDDDd
dobra jedziemy
wsypaliśmy tam aromat mango żeby nie było czuć
wciąż lekko jebało ale nie tak żeby poczuć od razu XD
etap trzeci: przynęta XD
drugi dzień szkoły
Gruby w plecaku trzyma kanapkę z tym owocem i Miksturę
wszyscy zesrani bo nas Patol pozabija jak się skapnie XDDDDDDD
GRUBY CZEMU MU PO PROSTU TABLETKI NA ROZWOLNIENIE NIE WSYPALISMY
Anon bo przecież to wyjdzie na badaniach i będzie przypix, a tak to nikt się nie przysra XD
30 stopni i słońce
k⁎⁎wa to się musi udać XD
jazda gruby wyciaga na przerwie kanapkę z owocem na oczach Patola
zgodnie z planem ten podbija i mu wyrywa
Karyny zachwycone
my też XDDDDDDDDDDDDD
patrzę na zegarek i wymieniam spojrzenia z resztą
panowie teraz godzina żeby owoc zaczął działać
czuj się jak Bond JAMES BOND XDDDDDDDD
koniec lekcji, czas zacząć działać
siedzimy na ławce i czekamy, aż patol wyjdzie otoczony Karynami
idzie
Gruby nie spierdol tego XD
cały spocony zresztą jak każdy bo jest k⁎⁎wa 30 stopni w cieniu
wyciąga miksturę i otwiera
lekko syknęło ale nie zajebało o dziwo
idzie Patol
k⁎⁎wa może zdążymy się wycofać on nas zapierdoli XDDDDDdd
podbił do grubego, Karyny śmieszkują
dobrze że gruby odkręcił bo nie syknęło
plan był taki że weźmie dwa łyki I wypierdoli bo zwykle tak robił
ale było gorąco
i wypił całość duszkiem.
K⁎⁎WA MAĆ ON UMRZE XD
patrzę spanikowany po kolegach
Gruby cały czerwony na ryju, reszta spierdala XDDDDddd
chyba na mnie już czas
Patol podchodzi do dziewczyn i sobie idą
wyrok odroczony XD
Gruby mówi że w takim gorącu i tak nie pobiegnie żebym go tu zostawił i ratował siebie XDDDDDDD
GRUBY TO NIE FILM PO PROSTU CHODŹ XDDDDDDDDD
no dobra
i wtedy to usłyszeliśmy
zresztą jak cała szkoła XDDD
ryk rannego nosorożca
Patol leży na ziemi i rzyga, Karyny spierdalają w popłochu XD
cały obrzygany, jeszcze spodnie obsrał XDDDD
JA JEBĘ CO MYŚMY ZROBILI
GRUBY IDŹ SPOKOJNIE NIKT NIE WIE, ŻE TO MY XD
reszta czeka na nas pod trzepakiem XD
cali zesrani
pytam się grubego CO TU SIE ODJEBALO
a ten mówi że do tej kanapki jeszcze kiełbasy starej dorzucił, żeby się upewnić XDDD
jakiś paranoik wydarł mordę GRUBY TY J⁎⁎⁎NY DEBILU JAD KIEŁBASIANY MOŻE ZABIĆ XDDDDDDDDDD
kuuuuurwa co teraz XD
rozeszliśmy się do domów, nikt nic nie wie
na drugi dzień wracamy do szkoły nauczycielka mówi że patol w szpitalu zatruł się czymś bardzo poważnie
patrzę na grubego
Patol żyje, nie pójdziemy siedzieć XDDD
tydzień później, Patol wraca
Gruby siedzi w kiblu cały obsrany
mówię do niego że k⁎⁎wa przecież ci nie wpierdoli przy nauczycielach XD
przerwa, wychodzimy z klasy, Patol podchodzi do Grubego XD
i mówi że w szpitalu o mało co nie umarł i postanowił że już nigdy nie będzie nikomu nic zabierał i wgl że będzie dobrym człowiekiem XDDDD
i że ksiądz mu kazał coś dobrego zrobić jako zadośćuczynienie, więc co może dla niego zrobić XDDDDDDDD
Gruby mówi, że trzy pączki i są kwita XDDDDDDDD
Patol się ucieszył i na następnej przerwie przyniósł pączki XD
od tamtej pory z Patolem żyliśmy w zgodzie, nawet z Grubym się zaprzyjaźnił
i mamy nadzieję, że nigdy się nie wyda to, co zrobiliśmy
bo by nas sk⁎⁎⁎⁎syn pozabijał

Gruba ryba1piorunów

@w__m tutaj można, jeśli szanujesz społeczność to my szanujemy ciebie i razem żyjemy cudownie na tej kwiecistej owczej łączce hajto.pl :3

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Wybierz Społeczność

12piorunów

12 sierpnia

Przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu, Boże jak tu pięknie. Drzewa wokół wyglądają tak majestatycznie. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy pokryją się śniegiem.

14 października

Beskidy są najpiękniejszym miejscem na ziemi! Wszystkie liście zmieniły kolory - tonacje pomarańczowe i czerwone. Pojechałem na przejażdżkę po okolicy i zobaczyłem kilka jeleni. Jakie wspaniale! Jestem pewien, ze to najpiękniejsze zwierzęta na ziemi. Tutaj jest jak w raju. Boże, jak mi się tu podoba.

11 listopada

Wkrótce zaczyna się sezon polowań. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś może chcieć zabić cos tak wspaniałego, jak jeleń. Mam nadzieje, ze wreszcie zacznie padać śnieg.

2 grudnia

Ostatniej nocy wreszcie spadł śnieg. Obudziłem się i wszystko było przykryte białą kołdrą. Widok jak pocztówki bożonarodzeniowej. Wyszliśmy na zewnątrz, odgarnęliśmy śnieg ze schodów i odśnieżyliśmy drogę dojazdowa. Zrobiliśmy sobie świetną bitwę śnieżną (wygrałem), a potem przyjechał pług śnieżny i znowu musieliśmy odśnieżyć drogę dojazdowa. Kocham Beskidy.

12 grudnia

Zeszłej nocy znowu spadł śnieg. Pług śnieżny znowu powtórzył dowcip z droga dojazdowa. Po prostu kocham to miejsce.

19 grudnia

Kolejny śnieg spadł zeszłej nocy. Ze względu na nieprzejezdna drogę dojazdowa nie dojechałem do pracy. Jestem kompletnie wykończony odśnieżaniem. Pieprzony pług śnieżny.

22 grudnia

Zeszłej nocy napadało jeszcze więcej tych białych gówien. Cale dłonie mam w pęcherzach od łopaty. Jestem przekonany, ze pług śnieżny czeka tuz za rogiem, dopóki nie odśnieżę drogi dojazdowej. Sk⁎⁎⁎⁎syn!

25 grudnia

Wesołych Pierdolonych Świąt! Jeszcze więcej gównianego śniegu. Jak kiedyś wpadnie mi w ręce ten drań od pługu śnieżnego... przysięgam - zabije. Nie rozumiem, dlaczego nie posypia drogi solą, żeby rozpuściła to cholerstwo.

27 grudnia

Znowu to białe gówno napadało w nocy. Przez trzy dni nie wytknąłem nosa, z wyjątkiem odśnieżania drogi dojazdowej za każdym razem, kiedy przejechał pług. Nigdzie nie mogę dojechać. Samochód jest pogrzebany pod górą białego gówna. Meteorolog znowu zapowiadał dwadzieścia piec centymetrów tej nocy. Możecie sobie wyobrazić, ile to oznacza łopat pełnych śniegu?

28 grudnia

Meteorolog się mylił! Tym razem napadało osiemdziesiąt piec centymetrów tego białego cholerstwa. Teraz to nie odtaje nawet do lata. Pług śnieżny ugrzązł w zaspie a ten łajdak przyszedł pożyczyć ode mnie łopatę! Powiedziałem mu, ze sześć już połamałem kiedy odgarniałem to gówno z mojej drogi dojazdowej, a potem ostatnią rozwaliłem o jego zakuty łeb.

4 stycznia

Wreszcie wydostałem się z domu. Pojechałem do sklepu kupić cos do jedzenia i kiedy wracałem, pod samochód wpadł mi cholerny jeleń i całkiem go rozwalił. Narobił szkód na trzy tysiące. Powinni powystrzelać te pieprzone zwierzaki. Ze tez myśliwi nie rozwalili wszystkich w sezonie!

3 maja

Zawiozłem samochód do warsztatu w mieście. Nie uwierzycie, jak zardzewiał od tej pieprzonej soli, którą posypują drogi.

18 maja

Przeprowadziłem się z powrotem nad morze. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, może mieszkać na jakimś zadupiu w Beskidach.

GURU5piorunów
Pokaż więcej komentarzy (3)

Zawodowiec

w Dyskusje

5piorunów

Nie ma takiego dowodu, powtarzam jeszcze raz, jest nagroda dziesięć tysięcy bryłek rudy dla człowieka, który wskaże cień dowodu, że Gomez wiedział o wymordowaniu Magów Ognia, po prostu nie wiedział, proszę sobie wyobrazić, znaczy się wiedział albo nie wiedział, ja nie wiem czy wiedział, ale istnieje ogromna możliwość, że nie wiedział. Jest nawet taka wypowiedź Thorusa, który zrobił tę słynną konferencję na arenie w starym obozie, która rozpoczęła masakrę, on powiedział zmęczony do swojego adiutanta "zrobiłem coś strasznego, ale imię Gomeza pozostanie nieskalane", z czego można wywnioskować, że on po prostu nie raczył Gomeza o tym poinformować.

Mistrz

w Pizza

50piorunów

JEŻELI INNI NIE MAJĄ ODWAGI ZRÓBMY TO MY, FANI PIZZY. ZBIERZMY GRUPĘ 300 FANÓW, W ŚRODKU TŁUMU GŁODNE KASIĘ I TOMKI ZE SZTUĆCAMI. NIECH NA ZEWNĄTRZ CZEKA BARDZO DUŻO AUT ODPALONYCH Z KIEROWCAMI. POKOJOWO WCHODZIMY DO DOMU @SHIVAA IDZIEMY I NIE ZATRZYMUJEMY SIĘ. OTACZAMY PIEC DO PIZZY. TOMECZKI WYJMUJĄ GORĄCE PLACKI. I WYCHODZIMY. ONI W ŚRODKU OSLANIANI. JEDZOEMY WSZYSCY PRZED I ZA ZEBY NIKT NAS NIE ZATRZYMAŁ I CIĄGLE BLOKUJEMY DOSTĘP POLICJI DO PIZZY. SŁUCHAJCIE PIZZA ZNIKNIE JAK BĘDZIEMY CZEKAĆ..

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

12piorunów

Mordo, muszę ci coś powiedzieć, bo nie zasnę. Oglądam sobie Harry’ego Pottera po raz piętnasty i nagle mnie olśniło. Przecież ten cały świat czarodziejów to nie jest żadne wymyślone fantasy. J.K. Rowling po prostu pojechała do ortodoksyjnej dzielnicy w Londynie, popatrzyła dwa dni i dopisała do tego latające miotły. Czaisz to? To jest dosłobnie ta sama społeczność XDDDD
No bo zobacz na to na spokojnie.
Żyją w samym środku metropolii, ale jakby w równoległym wszechświecie. Ulica Pokątna? Dziurawy Kocioł? Przecież to jest czyste Mea Szearim albo Williamsburg. Wchodzisz przez ceglaną ścianę na tyłach pubu i nagle lądujesz w świecie, gdzie czas zatrzymał się w XVIII wieku, a ludzie patrzą na twoje dżinsy jak na jakieś bluźnierstwo.
A ubiór? Długie, czarne płaszcze, szaty do samej ziemi, dziwaczne nakrycia głowy. Wychodzi taki czarodziej na stację King's Cross i próbuje "wtopić się w tłum", zakładając szlafrok połączony z melonikiem i pasiastymi kalesonami. No wypisz wymaluj ortodoks na lotnisku w Radomiu XDDD
A technologia? „Ooo, panie Anon, u nas w Hogwarcie telewizory i smartfony nie działają, bo w powietrzu jest za dużo magii”. Taaa, jasne, za dużo magii. Po prostu panicznie boją się, że młody czarodziej wejdzie na TikToka albo obejrzy coś niekoszernego, więc wymyślili bajeczkę o zakłóceniach magnetycznych. Zamiast SMS-ów wysyłają sowy – przecież to jest szczytowy poziom posiadania koszernego telefonu bez internetu.
A edukacja? Hogwart to nie jest żadna nowoczesna szkoła. To jest czysta, ortodoksyjna jesziwa. Siedem lat nauki i goście nie wiedzą, ile to jest 2+2, nie znają biologii ani fizyki, bo od rana do nocy wkuwają na pamięć starożytne formułki po łacinie, machają patykami i czytają o starych zgredach z długimi brodami.
Najlepsza jest prasa. Prorok Codzienny napisze, że Voldemort wrócił – wszyscy panikują. Napisze na drugi dzień, że Harry Potter to wariat – cały świat czarodziejów odwraca się od niego plecami. Przecież to są dosłownie paszkwile. Te drukowane afisze wyklejane na murach w Bnei Brak, gdzie rabin napisze, że nie wolno jeść danych parówek, i od razu cała dzielnica wyrzuca je do kosza XDDDD
A stosunek do ludzi z zewnątrz?
– Mugole? Toż to czyste Gojim.
– Charłak (Squib), czyli dzieciak z rodziny czarodziejów bez mocy? Tragedia rodzinna, nikt o nim nie rozmawia przy obiedzie, udają, że nie istnieje.
– A czysta krew? Przecież Lucius Malfoy i jego drzewo rodowe to jest klasyczny jichus. Przed ślubem Malfoya ze Stroną Blacków na stół wjeżdża swatka (szadchan), bada przodków do dziesiątego pokolenia wstecz i sprawdza, czy w rodzinie nie było jakiegoś mugolaka.
Artur Weasley to jest ten jeden wujek ze społeczności, który ma nielegalne hobby i po kryjomu fascynuje się światem zewnętrznym. Podchodzi do ciebie na ulicy, rozgląda się, czy nikt nie widzi, wyciąga z kieszeni wtyczkę do prądu i pyta ze łzami w oczach: „Panie Anon, a jak to właściwie działa? A do czego służy ta gumowa kaczuszka?”.
No i absolutny hit, czyli cały ten ich odrębny system prawny i sądownictwo. Wizengamot całkowicie olewa brytyjski system prawny, parlament, sądy powszechne i Scotland Yard. Mają swój własny sąd w ciemnej piwnicy pod Ministerstwem Magii, gdzie siedzą zgredy w fioletowych szatach i decydują o twoim życiu bez udziału jakichkolwiek cywilnych adwokatów czy państwowych sędziów. Przecież to jest kropka w kropkę sąd rabinacki, czyli Bet Din.
Spróbuj powiedzieć czarodziejowi, żeby zgłosił przestępstwo na mugolską policję albo podał kogoś do sądu cywilnego. Wyśmieją cię, a jak będziesz nalegał, to wyczyszczą ci pamięć zaklęciem Obliviate, żeby państwowe służby się nie mieszały. Dla nich odwołanie się do mugolskich władz to jest najgorsza możliwa zdrada i złamanie Kodeksu Tajności. Dokładnie tak samo w społeczności ortodoksyjnej pozwanie innego członka społeczności do sądu państwowego (Arkatot) zamiast do rabina uchodzi za ciężki grzech zwany mesira. Gość, który leci na policję poza dzielnicę, dostaje łatkę mosera, czyli zakapiora i zdrajcy narodu, z którym nikt już nie ubije interesu, nie wpuści go do synagogi ani nie usiądzie z nim do stołu.
Zamiast państwowego systemu więziennictwa czarodzieje mają własny Azkaban na odciętej od świata wyspie, gdzie strażnikami są potwory wysysające duszę, a Minister Magii może wejść do celi i sam zdecydować o karze. Próbujesz im powiedzieć o prawach człowieka, prawomocnym wyroku sądu apelacyjnego w Londynie albo o Europejskim Trybunale Praw Człowieka, a oni ci odpowiadają, że ich te świeckie wymysły nie dotyczą, bo oni mają własne prawo z 1692 roku i wyroki starszyzny.
Nie zmienicie mojego zdania. Harry Potter to opowieść o chłopcu, który wychował się w świeckiej rodzinie u wujostwa, a potem odkrył swoje korzenie i pojechał do zamkniętej szkoły z internatem uczyć się tradycji przodków. Dobranoc.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Debiutant

w Pasty i imby insternetowe

11piorunów

bonerXD

Bądź wkręcony w leśne festiwale, contrast’y, creatures’y, gathering’i,
nawiązuj tam znajomości z lekko-dusznymi osobami z całej Polski i ze świata,
Poznaj Szamana z Tokyo, Shibuya, duchowy przywódca, zacny kompan.
Czerp od niego wiedzę… o wszystkim.
Trzecie oko, przepływy energii, medytacje, hiperwentylacje, biodanza, czakry, żaby.
Po festiwalu zostańcie tydzień i wybierajcie ze ściółki filterki i inne pozostałości pofestiwalowe – jesteście w porządku, las jest czysty możecie się rozejść.
Miesiąc po festiwalu dryn dryn, dzwoni ‘Szaman Tokyo Gathering’.
Okazuje się, że akurat ma Twoją nadmorską mieścinę po drodze swojego europejskiego objazdu i może by nawet mógł zrobić tu mały przystanek, miedzy Tarifą, a Lizboną.
bądź przez niego wybrany na dwutygodniowy melanż podczas, gdy jemu telefony z zaproszeniami z Belgradów, Exarchii czy Boscombe i innych stolic nomadzkiego melanżu się urywają.
Akurat przejeżdżał z tragarzami. AVI
Taki Szaman nie próżnuje, ma sporo kontaktów i jak nie jest akurat zajęty wydłubywaniem mikroplastiku z mchu gdzieś w lesie to objeżdża swoich znajomków pofestiwalowych i szerzy wiedzę oraz kulturę melanżu mistycznego, dalekiego wschod.
Kontynuuj więc ubagacanie się szamańską wiedzą u Ciebie na chacie,
Wspomagaj poszerzanie horyzontów… bongami, kaktusami, kartonami, keyhole’ami, Divine Moments of Truth i nie zapomnij podlać pucharem,
w tle psybienty.mp3
Jako, że jesień blisko, to czas na grzybobranie, wykręćcie po 3 giety złotych nauczycieli w pomarańczach.
Koleś odpala anime prosto z tokijskiego undergroundu. GOAT.
Żadne tam fanservice, kino w ch.uj, opowiada obrazem. Siada Ci.
W pewnym momencie nauczyciele tak wjeżdżają że kolega z Azji prosi żeby jednak przełączyć bo nawet dla niego to za mocny temat jest jak na taką podniosłą chwilę.
u niego - The peak.JPG
u Ciebie - A było już tak dobrze.PNG
Proponujesz mu więc "would you like to see some polish Manga?"
Koleś "sure, dawaj, Arigato ziom, yalla".
Wrzucasz mu odcinek ale po kilku chwilach Szaman bunkruje się w łazience.
Chlip chlip.WAV
nasłuchujesz
Chlip chlip.WAV
WTF.EXE
Tak przez kolejną godzinę - łka i nie chce wyjść.
Zła podróż.EXE,
Próbujesz dowiedzieć się czy możesz jakoś pomóc.
W odpowiedzi zrozumiałeś tylko że Szaman jest przekonany, że jesteś satanistą, łka dalej, nie chce Twojej pomocy.
Oglądaj sam do końca Bogdana Bonera - Wampir z Krakowa i nie miej siły przestać wyć.

GURU

w Hydepark

35piorunów

Post z serii naszego moderatora przypomniał mi jedna z moich ulubionych past, więc postanowiłem się wami z nią podzielić :stuck_out_tongue_winking_eye:

Mam córkę, 5 lat, którą staram się trzymać dość twardo.
Uczę ją po prostu, by za każdym razem jak tylko coś jej jest nie tak, to żeby nie płakała, tylko starała się ból przezwyciężyć i zachować spokój.

Pewnego razu, jesienią, wracałem z nią z zakupów. Moja córka, jako pomocnica tatusia, niosła dwie małe torebki w obydwu rączkach.

Po wejściu na klatkę schodową trzeba było przejść po schodach na górę. Moja córka na jednym z poziomów się zakołysała i uderzyła (dość mocno) głową w żebro od kaloryfera.

Nic nie powiedziałem, tylko patrzyłem co zrobi. Widzę, że oczy jej się zaszkliły, opuściła głowę na chwilę, wzięła kilka szybkich oddechów, w końcu spokojnie powiedziała:

– Już grzeją.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Dyskusje

15piorunów

Zaspalem wczorajsza rocznice, ale i tak podziele sie:

bądź mną

lvl. 17

jesteś samotny

zapisz się na jogę żeby samemu sobie robić hehe lodzika

ćwicz przez dwa miechy

ziomki z klasy się z ciebie śmieją ale wyjebongo, zobaczymy czy będą tacy szczęśliwi jak im wypierdolisz z kopa z półobrotu

po 2 miechach jesteś mega rozciągnięty i sam możesz sobie obciągnąć czujedobrze.exe

zaczynasz chodzić jeszcze częściej i ćwiczyć jeszcze więcej

zaczynasz ćwiczyć w domu

koledzy przestali z ciebie cisnąć bekę od kiedy złamałeś jednemu nos i dziwnym sposobem naciągnąłeś ścięgno na benizie

od tego czasu jak mu staje to drze się w niebogłosy

stracił przez to dziewczynę

ale c⁎⁎j

pewnego razu dziadek widzi jak ćwiczysz

he he wnusiu co tam robisz

przerywasz jogę

,,ćwiczę dziadzia hehe''

dziadek postanawia że poćwiczy z tobą

zaczynasz od prostych ćwiczeń na rozgrzewkę

ruchy barków bioder itp.

teraz przechodzisz do rąk

nagle słyszysz obok siebie straszliwe chrup

japierdole.jpg to dziadzia

odwracasz się ze strachem w oczach którego nie było nawet u sashy grey podczas pierwszego pornosa

patrzysz na dziadka który skręcił się w swastykę i uśmiecha się do ciebie

,,J⁎⁎AĆ TEN KRAJ'' zakrzyknął dumnie

zaczął wirować i odleciał

nigdy już go nie widziałeś

tydzień później zamach na World Trade Center

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

35piorunów


Pełnia sezonu na grzyby to coroczny okres, kiedy to z pozoru normalni ludzie, zamieniają się w leśnych komandosów. O piątej rano, parking pod lasem wygląda jak ewakuacja miasta po katastrofie jądrowej. Ciemno, zimno, mgła, a z samochodów wysiadają ludzie w kaloszach i pelerynach, pędząc przed siebie w sina dal. Ludzie, którzy przez cały rok podjeżdżają samochodem 300 metrów do Żabki, nagle bez mrugnięcia okiem robią półmaraton po bagnach. Bo Polak nie idzie na grzyby. Polak idzie PO GRZYBY. To jest zasadnicza różnica. Jak zobaczy prawdziwka, to dostaje takiego przyspieszenia, że kolana, które od 2017 roku wymagają endoprotezy, nagle jakimś cudem odzyskują pełną sprawność. Rwa kulszowa ustępuje, dyskopatia się cofa, a ciśnienie 190/110 okazuje się wyłącznie sugestią. Najgorzej, kiedy w pobliżu pojawi się drugi grzybiarz. Wtedy nadchodzi czas na rozpoczęcie skomplikowanej gry terytorialnej. Niby „dzień dobry”, niby uśmiech, ale wzrok już leci do jego koszyka, a mózg analizuje lokalizację, z której przybył wróg. Mapy google to przy nich trzy osiedlowe stare baby, wyglądające przez firankę. Bo swoich miejsc grzybiarz oczywiście nie zdradza. Prędzej poda PIN do karty i nazwisko kochanki niż lokalizację polany z prawdziwkami. Po powrocie do domu z trzema wiadrami polski grzybiarz nie usiądzie odpocząć. O nie! Najpierw trzeba zrobić zdjęcie. Stół zawalony grzybami, opis:
Taki tam krótki spacerek po lesie ❤️🍄KRÓTKI SPACEREK. Co w prostym tłumaczeniu oznacza, że babcia zrobiła 19 kilometrów po mokradłach, przeskoczyła dwa rowy, przedarła się przez jeżyny i prawdopodobnie zagryzła konkurenta przy dorodnym koźlarzu. Wieczorem nie może wstać z fotela, ale już nastawia budzik na 4:30, bo podobno jutro ma padać…
Za to właśnie kocham sezon grzybowy.
Człowiek cały rok narzeka, że ledwo żyje. A potem wyrasta prawdziwek i okazuje się, że jednak symulował 🤷♀️

GURU2piorunów
Prędzej poda PIN do karty i nazwisko kochanki niż lokalizację polany z prawdziwkami.

Nom. Ja ostatnio czekałem aż sobie stara baba w czerwonym pójdzie zanim poszedłem w moje miejsce z kurkami. Żeby nie odkryła. 😛

@Fishery

które od 2017 roku wymagają endoprotezy

FUCK YOU w maju będą mi robić. 😛

ALE NA GRZYBY IDĘ KOOOHWA!

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Hydepark

31piorunów

Jako, że nie wszyscy śledzą alkoinwestora na fb, a ostatni post się przyjął bardzo dobrze to lecimy z kolejnym.

Wczoraj dyrektor zwołał spotkanie całego działu.

Na ekranie wyświetlił slajd:

„MYŚL JAK WŁAŚCICIEL”.

Usiadłem bliżej.

Pierwszy raz od dawna nazwa spotkania sugerowała, że mogę z niego wyjść z czymś więcej niż dodatkowym zadaniem.

Wyjąłem długopis.

- Chciałbym, żebyśmy zmienili nasze podejście do pracy - zaczął dyrektor. - Nie możemy funkcjonować tak, że każdy patrzy tylko na swój zakres obowiązków.

Już mi się nie podobało.

Zakres obowiązków był jednym z moich ulubionych dokumentów.

Zaraz po powiadomieniu o wpłynięciu wynagrodzenia.

- Potrzebujemy właścicielskiego podejścia. Odpowiedzialności. Zaangażowania. Myślenia długoterminowego. Chciałbym, żeby każdy traktował tę firmę jak swoją.

Podniosłem rękę.

Dyrektor uśmiechnął się.

- Słucham.

- Kiedy dostaniemy udziały?

Uśmiech został.

Ale przestał się rozwijać.

- Nie o takich kwestiach teraz rozmawiamy.

- Przepraszam. Usłyszałem „jak swoją” i poszedłem w stronę własności.

- Chodzi o postawę.

- Czyli udziały nie?

- Nie.

Zapisałem.

Udziały: zero.

- Będzie jakiś udział w zysku?

- System premiowy na razie pozostaje bez zmian.

Dopisałem.

Dyrektor spojrzał na mój notes.

- Co ty tam zapisujesz?

- Warunki wejścia.

Dyrektor przeszedł do przykładu.

- Wyobraźcie sobie, że jest szesnasta, a ważny projekt nie został skończony. Osoba myśląca tylko jak pracownik zamyka komputer i wychodzi.

Bardzo dokładny opis mojego planu na dzisiejsze popołudnie.

- Natomiast właściciel zastanawia się, co może zrobić, żeby dowieźć temat.

- Bo ma udział w wyniku - powiedziałem.

- Bo czuje odpowiedzialność.

- Jedno nie wyklucza drugiego. Możemy mu zaproponować, żeby oddał udziały i został z samą odpowiedzialnością. Zobaczymy, o której wyjdzie.

- Naprawdę musisz sprowadzać wszystko do pieniędzy? - zapytał dyrektor.

Rozejrzałem się po sali.

Biuro.

Poniedziałek.

Dziewięć osób, które przyjechały tutaj zamiast zostać w domu.

- Wydaje mi się, że to dość istotny element naszej znajomości.

Pani z HR-u postanowiła pomóc.

- Chodzi o poczucie wpływu. Żeby pracownicy wiedzieli, że mogą realnie kształtować organizację.

To brzmiało już lepiej.

- Czyli będziemy mieć wpływ na podział zysku?

- Nie w tym sensie.

- Na obsadę zarządu?

- Też nie.

- Na wynagrodzenia?

- Możecie zgłaszać propozycje.

Mogłem również zgłosić propozycję obniżenia cen w sklepie.

Nie czyniło mnie to współwłaścicielem Biedronki.

Spojrzałem na notes.

Udziały: zero.

Nowe korzyści finansowe: zero.

Prawo do podejmowania decyzji: zero.

Dodatkowe zaangażowanie: bez podanego limitu.

Zrozumiałem ofertę.

Nie obraziłem się.

Gdybym mógł pozyskać dziewięć dodatkowych wieczorów za jedno zdanie na slajdzie, też sprawdziłbym zainteresowanie rynku.

Problem polegał na tym, że siedziałem po niewłaściwej stronie transakcji.

- To jest inwestycja w waszą przyszłość - powiedział dyrektor. - Jeżeli firma się rozwija, wszyscy na tym korzystają.

- Firma w zeszłym roku miała rekordowy wynik.

- Właśnie.

- A na rozmowie o podwyżce powiedział pan, że wynik firmy nie przekłada się automatycznie na moje wynagrodzenie.

Zapadła cisza.

Lubię pamiętać takie rzeczy.

Ludzie nie doceniają, ile można zaoszczędzić na dobrej pamięci.

Dyrektor odłożył pilota.

- Nie chciałbym, żebyśmy zmienili to spotkanie w negocjacje płacowe.

- Ja też nie. Na razie próbuję ustalić, kim jestem.

- Jesteś ważną częścią zespołu.

- Ale gdy trzeba zostać po godzinach, mam być właścicielem?

- Masz wykazać się odpowiedzialnością.

- A gdy pytam o zysk, wracam na etat?

Nie odpowiedział od razu.

- Proszę tylko doprecyzować, w których godzinach obowiązuje która rola. Nie chciałbym przez pomyłkę zachować się jak właściciel podczas wypłacania dywidendy.

Po spotkaniu dyrektor zatrzymał mnie przy drzwiach.

- Mogłeś nie robić tego przy wszystkich.

- Myślałem jak właściciel.

- To znaczy?

- Zanim zainwestuję dodatkowe zasoby, chcę wiedzieć, co dostanę w zamian.

Popatrzył na mnie.

Przez chwilę miałem nadzieję, że doceni tempo wdrożenia szkolenia.

- Po prostu rób dobrze swoją pracę - powiedział w końcu.

- W dotychczasowym zakresie?

- Tak.

- W dotychczasowych godzinach?

- Tak. Tylko skończmy już ten temat.

Zgodziłem się.

Nie należy przedłużać negocjacji po uzyskaniu korzystnych warunków.

O szesnastej zamknąłem komputer.

Projekt, o którym mówił dyrektor, rzeczywiście wymagał jeszcze pracy.

Zostawiłem informację, od czego zacznę rano.

Wychodząc, zobaczyłem go w gabinecie.

Nadal siedział.

Bardzo dobrze.

Powinien traktować firmę jak swoją.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

26piorunów

Wczoraj ugotowałem pyszny obiad za pomocą Pyszne PL. Niektórzy uważają, że jak zamawiam z restauracji za pomocą Pyszne PL to nie jest gotowanie, ale zapominają że to jest tylko narzędzie, jak kiedyś internet czy młotek.

Gotowanie z Pyszne PL wcale nie jest tak łatwe jak się wydaje, bo potrzeba wybrać dobrą restaurację i jeszcze potrawę, trzeba wiele prób nim wyjdzie wymarzony posiłek.

Jasne, niektórzy uważają że to nie gotowanie, bo wystarczy kliknąć i już jedzenie gotowe, ale research, odpowiednie parametry, kategorie i opinie o restauracji, cały ten meal engineering, same się nie zrobią.

Mądrale uważają to za nieetyczne i szkodliwe, po tym co Pyszne PL zrobiło kurierom, ale nie wszyscy przecież mają talent do gotowania i urodzili się bez umiejętności gotowania, a dzięki temu narzędziu osoby bez talentu mogą naprawdę gotować. Hejtowanie nazywania tego narzędziem jest ableizmem.

Autorytet

w Hydepark

218piorunów

W zeszłym tygodniu wpadła do nas koleżanka żony.

Tylko na chwilę.

Została dwie godziny.

Po pierwszej szklance wody powiedziała, że kupiła robot gotujący za siedem tysięcy złotych.

Od razu wiedziałem, że tę znajomość trzeba będzie stopniowo wygaszać.

- Jest fantastyczny - mówiła. - Gotuje, waży, sieka, miesza. Oszczędzam mnóstwo czasu.

Kilka dni później żona wysłała mi rolkę.

Kobieta wrzucała warzywa do urządzenia, naciskała ekran i po chwili miała zupę.

Na początku zastosowałem strategię pasywną.

Nie reagowałem.

Większość impulsów konsumpcyjnych, jeżeli nie dostarcza się im uwagi ani kapitału, z czasem wygasa.

Wieczorem przeczytałem wszystko.

Cena.

Funkcje.

Koszty serwisu.

Darmowy pokaz.

Następnego dnia powiedziałem żonie:

- Umów pokaz.

Spojrzała na mnie podejrzliwie.

- Ty chcesz obejrzeć robot za siedem tysięcy?

- Chcę rzetelnie ocenić produkt.

Przed spotkaniem sprawdziłem wszystko jeszcze raz.

Warunki.

Przebieg pokazu.

Najczęściej przygotowywane potrawy.

Opinie ludzi, którzy nie kupili.

Nie znalazłem żadnego punktu mówiącego, że po zjedzeniu zupy przechodzi na nas obowiązek zapłaty siedmiu tysięcy złotych.

To mi wystarczyło.

Przedstawicielka przyszła w czwartek o siedemnastej.

Punktualnie.

To doceniam.

Przywiozła urządzenie, torby z produktami i bardzo dużo entuzjazmu człowieka, który zarabia tylko wtedy, kiedy ktoś inny wyda siedem tysięcy.

- Na początek chciałabym poznać państwa potrzeby - powiedziała.

- Chcemy zjeść coś ciepłego - odpowiedziałem.

Żona spojrzała na mnie.

- Chodzi o potrzeby związane z gotowaniem - doprecyzowała przedstawicielka.

- Gotujemy codziennie - powiedziała żona. - Ale przydałoby się coś, co oszczędza czas.

Przedstawicielka uśmiechnęła się.

Miała punkt zaczepienia.

- Właśnie po to jest ten robot. Oszczędza czas, pieniądze i miejsce w kuchni.

Najpierw zaczęliśmy robić zupę.

Później ciasto na bułki.

Następnie pastę warzywną.

Na końcu deser.

Musiałem przyznać, że urządzenie działało sprawnie.

Ważyło.

Mieszało.

Gotowało.

- Proszę zobaczyć. Dzięki temu robotowi wiele rodzin przestaje zamawiać jedzenie – powiedziała przedstawicielka.

- Nie zamawiamy – odpowiedziałem.

- Rzadziej chodzi do restauracji.

- Nie chodzimy.

- Rezygnuje z gotowych dań.

- Nie kupujemy.

Jedliśmy dalej.

Zupa była dobra.

Bułki również.

Wziąłem dokładkę pasty.

Przedstawicielka obserwowała mnie i najwyraźniej uznała apetyt za sygnał zakupowy.

To był błąd.

Pozytywna ocena produktu spożywczego nie oznacza akceptacji urządzenia, które go przygotowało.

Lubię chleb.

Nie oznacza to, że chcę kupić piekarnię.

Po deserze przedstawicielka usiadła naprzeciwko nas.

- I jak wrażenia?

- Bardzo mi się podobało - powiedziała żona.

Przedstawicielka spojrzała na mnie.

- Jedzenie było poprawnie przygotowane.

Nie była to odpowiedź, na którą liczyła, ale trudno było ją podważyć.

- Tak się składa - powiedziała - że mam jeszcze jedną fabrycznie nową sztukę w samochodzie. Mogliby państwo mieć robota już dzisiaj.

Klasyczna presja dostępności.

- Nie jesteśmy zainteresowani zakupem - powiedziałem.

Przedstawicielka nadal się uśmiechała.

- Rozumiem. Chociaż warto pamiętać, że można skorzystać z rat zero procent.

- Cena nadal wynosi prawie siedem tysięcy.

- Ale płatność rozkłada się na wygodne miesięczne raty.

- Pokrojenie wydatku na mniejsze kawałki nie zmniejsza wydatku.

Przedstawicielka zmieniła kierunek.

- Proszę pomyśleć o czasie, który państwo odzyskają.

- Ile godzin miesięcznie urządzenie nam zaoszczędzi?

- Każda rodzina korzysta inaczej.

- Czyli nie znamy liczby, ale mamy już wycenę.

Żona wzięła głęboki oddech.

Przedstawicielka spróbowała odwołać się do emocji.

- Nie wszystko musi się zwracać. Czasem warto zapłacić za komfort.

- Od czterdziestu minut tłumaczy pani, że urządzenie oszczędza pieniądze.

- Bo oszczędza.

- Ale kiedy proszę o wyliczenia, okazuje się, że nie wszystko musi się zwracać.

Na chwilę zapadła cisza.

Wiedziałem, że jesteśmy blisko końca.

- Większość osób po pokazie decyduje się na zakup - powiedziała.

Dowód społeczny.

Późna faza procesu sprzedażowego.

- Większość ludzi nie inwestuje regularnie, wymienia sprawne telefony i wybiera samochód na podstawie wysokości raty - odpowiedziałem. - Nie używam większości jako wskaźnika jakości decyzji finansowej.

Przedstawicielka spojrzała na żonę.

- A pani co o tym myśli?

Sprytne.

Próba rozdzielenia komitetu zakupowego.

Żona spojrzała na robota.

Potem na mnie.

- Bardzo mi się podoba - powiedziała. - Ale na razie nie kupimy.

Przedstawicielka zaczęła pakować urządzenie.

Powoli.

Bez wcześniejszego entuzjazmu.

Na koniec wręczyła żonie wizytówkę.

- Proszę się odezwać, gdyby zmienili państwo zdanie.

- Oczywiście - powiedziała żona.

Zamknęły się drzwi.

Przez chwilę staliśmy w kuchni.

Na blacie zostały dwie bułki, pół pojemnika pasty i porcja deseru.

Pełny sukces.

Żona odwróciła się do mnie.

- Ty od początku nie zamierzałeś tego kupić.

- Od początku zamierzałem uczciwie ocenić produkt.

Wyjąłem telefon

Otworzyłem arkusz i pokazałem go żonie.

Na ekranie widniał tytuł:

„Przedstawiciele Thermomix - baza kontaktów i potencjalne menu”.

Siedemnaście nazwisk.

Numery telefonów.

Obszary działania.

Przy niektórych dopiski:

„robi pizzę”,

„specjalizacja: pieczywo”,

„na pokazach podobno risotto”,

„możliwy deser lodowy”.

Żona patrzyła na ekran.

- Co to jest?

- Znalazłem przedstawicieli w promieniu trzydziestu kilometrów.

- Po co?

- Każdy oferuje darmowy pokaz.

- Nie będziemy umawiać siedemnastu pokazów.

- Oczywiście, że nie.

Odetchnęła.

- Nie ma sensu organizować ich wszystkich od razu. Rozłożyłem je na kilka miesięcy, żeby zachować różnorodność menu - doprecyzowałem.

- Ty chcesz ciągać tutaj tych biednych ludzi, wiedząc, że niczego nie kupisz?

- Każdy przedstawiciel dostanie równe szanse przekonania mnie.

- Nikt cię nie przekona.

- W takim razie podejmiemy bardzo dobrze udokumentowaną decyzję zakupową.

Przesunąłem arkusz w dół.

Na końcu była symulacja.

Liczba pokazów.

Średnia liczba porcji.

Szacunkowa wartość produktów.

Oszczędność na kolacjach.

Żona zamknęła oczy.

- Zarezerwuj sobie czwartek. Zabieram Cię do Włoch. A raczej Pani Monika nas zabierze. Focaccia, krem pomidorowy i lody - powiedziałem.

Żona nic nie odpowiedziała.

Schowałem pozostałe bułki do pojemnika.

Thermomix faktycznie może oszczędzać pieniądze.

Trzeba tylko bardzo uważać, żeby go nie kupić.

Gruba ryba1piorunów

Ta pasta idealnie pokazuje typ ludzi, których w życiu unikam za wszęlką cenę :slightly_smiling_face:

Gruba ryba2piorunów

@Pawelvk obaj dobrze wiemy, że nie 😉 Chodzi o tego biedaka faktycznego i mentalnego. W każdej rodzinie się taki znajdzie, wzbudza śmiech i politowanie dla żony, a myśli że jest zajebisty 😂

Pokaż więcej komentarzy (15)

Inspirator

w Dyskusje

110piorunów

Drugiego dnia szkoły zadzwoniła wychowawczyni mojego syna.

Godzina 10:43.

Nie lubię telefonów ze szkoły przed południem.

O tej porze placówka edukacyjna powinna przekazywać dziecku wiedzę, a nie generować zadania operacyjne dla rodzica.

- Czy może pan dzisiaj przyjść na rozmowę? - zapytała.

- W jakiej sprawie?

- Chodzi o zachowanie pańskiego syna na lekcji.

- Co zrobił?

Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.

- Wolałabym porozmawiać osobiście.

Nie lubię takich odpowiedzi.

- Czy sprawa jest pilna?

- Kilkoro dzieci płakało.

Odłożyłem długopis.

- Czy syn kogoś uderzył?

- Nie.

- Obraził?

- To zależy, jak rozumiemy obrażanie.

Czyli nie.

Pojechałem.

Wychowawczyni czekała w sali.

Syn siedział obok.

Spokojny.

Ręce na kolanach.

Przed nim leżała kartka w kratkę pokryta liczbami.

Usiadłem.

- Co się wydarzyło?

Pani westchnęła.

- Dzisiaj dzieci rozmawiały o wakacjach. Jedni byli w Hiszpanii, inni w Grecji, ktoś w Turcji, ktoś na Malediwach...

Klasyczny błąd.

Pierwszy tydzień szkoły.

Zamiast od razu wejść w matematykę, język polski i nauki przyrodnicze, nauczyciele uruchamiają dzieciom publiczny przegląd statusu majątkowego rodziców.

- I kilkoro dzieci zaczęło się śmiać z pana syna, że on nigdzie nie był za granicą.

Spojrzałem na niego.

- Śmiali się?

Syn wzruszył ramionami.

- Trochę.

- Co im odpowiedziałeś?

- Najpierw nic.

Dobrze.

Nie należy reagować na pierwszą rynkową prowokację.

- A później?

- Potem zapytałem jednego chłopaka, ile kosztował ich wyjazd do Grecji.

Wychowawczyni zamknęła oczy.

Jakby już znała dalszy ciąg i nadal nie potrafiła go zaakceptować.

- Powiedział, że nie wie, więc zapytałem, ile osób, czy na własną rękę i ile mieli posiłków. Podał mi wszystkie dane, a ja oszacowałem koszt.

Popatrzyłem na kartkę.

Na górze widniał napis:

„Niewykorzystany potencjał kapitałowy klasy”.

Poniżej tabela.

Kraj.

Liczba osób.

Liczba dzieci.

Szacowany koszt jednego wyjazdu.

Częstotliwość.

Hipotetyczna wartość inwestycji.

Musiałem przyznać, że układ dokumentu był przejrzysty.

Brakowało tylko źródeł danych i daty sporządzenia.

- Przyjąłem, że taki wyjazd kosztował około czternastu tysięcy złotych - wyjaśnił syn.

- I powiedziałeś to koledze? - zapytała wychowawczyni.

- Najpierw zapytałem, czy jeżdżą tak co roku.

- I co odpowiedział?

- Że prawie co roku.

- Co znaczy „prawie”? - wtrąciłem.

- Dlatego dopytałem.

Spojrzał na swoją kartkę.

- Siedem razy w ciągu ostatnich ośmiu lat.

- Następnie założyłem, że zamiast wydawać czternaście tysięcy rocznie, rodzice mogliby inwestować te pieniądze w szeroki ETF - kontynuował. - Przy założonej średniej stopie zwrotu wartość portfela wynosiłaby dzisiaj około stu trzydziestu tysięcy złotych.

- Jakiej stopy użyłeś?

- Osiem procent.

Zmarszczyłem brwi.

- Po podatku?

- Nie.

- Następnym razem zaznacz założenia.

- Dobrze.

Wychowawczyni spytała się:

- Czy pan uczy syna takich rzeczy?

- Uczę go, że każda decyzja ma koszt alternatywny.

Pani zacisnęła usta.

- Pan uważa, że to jest w porządku?

Zastanowiłem się.

- Zależy, co powiedział później.

- Powiedziałem, że jeżeli ktoś co roku wydaje kilkanaście tysięcy na wakacje, a potem mówi dziecku, że nie ma pieniędzy na mieszkanie na start albo edukację, to nie jest problem dochodów, tylko alokacji kapitału – odpowiedział syn.

Pani uniosła głowę.

- Właśnie o tym mówię.

- Ale to jest prawda - powiedział młody.

- Nie chodzi o to, czy to jest prawda!

Syn spojrzał na mnie.

Ja spojrzałem na niego.

To było jedno z tych zdań, po których człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego edukacja finansowa w Polsce wygląda tak, jak wygląda.

Pani próbowała tłumaczyć:

- Dzieci mają prawo opowiadać o wakacjach. Nie powinieneś ich zawstydzać.

- Ja ich nie zawstydzałem.

- Powiedziałeś Mai, że jej rodzice „sprzedali 30 lat procentu składanego za zdjęcie z palmą”. Ona zaczęła płakać.

- Bo zrozumiała procent składany.

- Nie. Zaczęła płakać, bo powiedziałeś jej, że rodzice zabrali jej sto czterdzieści tysięcy złotych.

Musiałem interweniować.

- Proszę pani, oczywiście rozumiem, że forma mogła być zbyt bezpośrednia.

Syn spojrzał na mnie zaskoczony.

Podniosłem lekko rękę.

Jeszcze nie skończyłem.

- Ale nie możemy też udawać, że decyzje konsumpcyjne nie mają kosztu alternatywnego tylko dlatego, że robimy je w lipcu.

Pani patrzyła na mnie nieruchomo.

- Ja naprawdę nie chcę teraz prowadzić rozmowy o inwestowaniu.

- Ja też nie.

Wychowawczyni westchnęła.

- Chcę, żeby pański syn przeprosił klasę.

Spojrzałem na niego.

On spojrzał na mnie.

- Za co konkretnie ma przeprosić? - zapytałem.

- Za ocenianie rodziców innych dzieci.

Syn się wtrącił:

- Ale nie oceniałem wszystkich negatywnie.

Przesunął palcem po tabeli.

- Rodzice jednej dziewczynki pojechali pod namiot w Polsce. Koszt był niski, byli razem przez dwa tygodnie, a ona nauczyła się pływać kajakiem. Zaznaczyłem ich jako efektywnych kosztowo.

Nauczycielka była już zrezygnowana i powiedziała tylko:

- Proszę z nim porozmawiać.

Kiedy wyszliśmy na korytarz, syn zapytał:

- Mam ich przeprosić?

Spojrzałem na niego.

- Za to, że nie przedstawiłeś dokładnych założeń.

- A za resztę?

- Nie.

Skinął głową.

- A jutro mogę im pokazać, ile kosztują coroczne wakacje przez dziesięć lat przy założeniu średniorocznej stopy zwrotu w kilku wariantach?

Zastanowiłem się.

- Możesz.

Przerwa.

- Ale uwzględnij inflację.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Lider

w Wybierz Społeczność

28piorunów

Był sobie raz facet, który był zapalonym wędkarzem. Pewnego dnia dowiedział się o fantastycznym wprost miejscu, małym jeziorku w lesie, gdzie ogromne ryby niemalże same wskakują na haczyk. Nie mógł się już doczekać weekendu, zakombinował w pracy, pozamieniał się na dyżury, nastawił budzik na 4 rano, po długiej podróży odnalazł małe jeziorko w lesie, rozstawił wędki i czekał...

Minęła godzina - nic... Druga - nic... po trzech godzinach wreszcie spławik drgnął. Wędkarz szarpnął, patrzy, a tam ogromne, nadziane na haczyk gówno. Zaklął szpetnie i zauważył, że z tyłu ktoś za nim stoi. Był to miejscowy. Wędkarz, wściekły i zawiedziony, zawołał:

- Panie, skąd się tu wzięło to gówno?!

Mężczyzna stojący za nim podszedł bliżej, usiadł obok niego i w zadumie wpatrzył się w spokojną taflę jeziora.

- A bo wie pan, z tym jeziorkiem związana jest pewna bardzo smutna historia. Otóż niech pan sobie wyobrazi, przed 1 wojną światową tutaj, w tej wiosce opodal, żył młody chłopak i piękna dziewczyna, kochali się niesamowicie. To jeziorko było ich ulubionym miejscem spotkań, umawiali się tu na spacery i romantyczne schadzki. Ale niebawem wybuchła wojna. Chłopaka wzięli do wojska. Przez cały czas wysyłał listy do swojej ukochanej, a ona codziennie przychodziła nad to jeziorko wspominać wspólne chwile. Ale po jakimś czasie nadeszła wiadomość że on zginął na froncie. Dziewczyna nie mogła sobie wyobrazić życia bez niego. Jeszcze tego samego dnia przyszła nad jezioro i z rozpaczy odebrała sobie życie.

- Niesamowite - odparł wędkarz.

- Ale to jeszcze nie koniec, proszę pana! Otóż po wojnie okazało się, że nastąpiła pomyłka, chłopak przeżył, był tylko ranny. Kiedy wyzdrowiał, natychmiast wrócił tutaj, żeby spotkać się ze swoją ukochaną. Ale kiedy dowiedział o tym, co się stało, przyszedł tu, w to miejsce na którym pan siedzi, i z żalu i wielkiej miłości również się utopił!

- To naprawdę bardzo smutna historia - przyznał wędkarz - no ale co z tym gównem?

- A nie wiem, ktoś pewnie nasrał.

GURU

w Hydepark

22piorunów

K⁎⁎wa, kto narzędzia kupował, ten się w cyrku nie śmieje XD

Szukam narzędzi za jakieś łączne 5k PLN i teraz najlepsze.

Wchodzę na Allegro i widzę spoko cenę na piłę, ale chujową na wyżynarkę, bo u innego sprzedawcy jest stówę taniej.

Wchodzę na strony obu tych sprzedawców. U jednego na stronie drożej, u drugiego jeszcze taniej niż na Allegro. Zaczynam kompletować koszyk i nagle widzę, że szyny, torby i łączniki mają drożej niż na Allegro, łącznie o jakieś 8 dych.

NO K⁎⁎WA MAĆ.

Klikam dalej i trzeci sprzedawca ma jeszcze 5 dych taniej, ale oczywiście tylko szynę metrową, bo jest promka. Szyna 1,5 m już u kogoś innego. Łączniki z kolei 3 dychy taniej u jeszcze innego.

Więc szukam odkurzacza i k⁎⁎wa rozstrzał cenowy 500 zł.

To wchodzę na OLX i szukam używek, bo już mnie c⁎⁎j strzela. Jeden nie wysyła, tylko odbiór osobisty. Drugi ma rezerwację. Trzeci już sprzedał, ale oczywiście zapomniał usunąć ogłoszenia.

Wracam na Allegro.

Myślę sobie: C⁎⁎J, zobaczę na Amazonie. Mają fajny system zwrotów, jak coś się zjebie, to przynajmniej nie będę się pi⁎⁎⁎⁎lił z reklamacją.

No i fajnie. Cena dobra, pierwsze, drugie, trzecie do koszyka.

A tam PIŁA Z DOSTAWĄ NA 23 LUTEGO 2027 XDDDDDD

CO DO K⁎⁎WY.

Wracamy do punktu wyjścia.

Zaczynam kombinować: a gdyby tak zamówić wszystko u różnych sprzedawców? Niby spoko, ale weź potem reklamuj pięć rzeczy w pięciu różnych miejscach, jak coś się zjebie.

No to może lepiej wszystko na Allegro, nawet jeśli u różnych sprzedawców. Tylko wtedy wychodzi mi jakieś 5 stów drożej na całym zestawie.

I tak właśnie od dwóch godzin próbuję kupić kilka elektronarzędzi.

K⁎⁎WA, JA TYLKO CHCIAŁEM KUPIĆ NARZĘDZIA.

i chyba troche

Inspirator0piorunów

jaka jest szansa, że 5 rzeczy Ci się zje..., bierz u różnych, wyjdzie najtaniej.

@edit albo dzwoń do sklepu co było taniej niż na allegro i gadaj, że duże zakupy i jakiś rabat byś chciał.

Autorytet0piorunów

Jak biorę narzędzia (i nie tylko) z Allegro, to mając "smart" nie patrzę czy dany sprzedawca ma wiertarkę i szlifierkę najtaniej, tylko zamawiam najtańsze (ale też sprawdzam opinie o sprzedawcy) osobno, bo wysyłka gratis, a mi wisi czy to będzie w jednej paczce, czy w kilku osobnych.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Heheszki

10piorunów

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że hiszpańskie rozgrywki Copa del Rey wcale nie są nazwane na cześć żadnego króla. To skrzętnie skrywana prawda: chodzi oczywiście o Lanę Del Rey.

Lana Del Rey zasłynęła na całym świecie dzięki utworowi „Trochę jak Lana Del Rey” autorstwa Quebonafide, a hiszpańscy działacze, zachwyceni jej międzynarodową sławą, postanowili uczcić ją w najbardziej hiszpański możliwy sposób — organizując turniej piłkarski. Dlatego „Copa del Rey” oznacza tak naprawdę „Puchar Lany Del Rey”. „Del Rey” zostało zachowane, żeby nikt się nie zorientował.

Dowodem jest oczywiście fakt, że finał odbywa się raz w roku, czyli dokładnie wtedy, kiedy hiszpańska federacja musi sprawdzić, czy Lana nadal jest wystarczająco sławna.

I tak oto przez lata miliony ludzi oglądały Copa del Rey, nie mając pojęcia, że tak naprawdę uczestniczą w największym hołdzie dla Lany Del Rey w historii europejskiego futbolu.Prawda była cały czas przed nami. Wystarczyło tylko połączyć kropki.

Sum

w Hydepark

63piorunów

Witam wszystkich... Poszukuję osób które zostały oszukane przez @cweliat na tagu . Wierząc w jego przemowy, uwierzyłem że po tygodniu schudnę i zmniejszę obwód w pępku. Biegałem, spacerowałem, jadłem twaróg i kebaby... Robiłem to wszystko, zbierając resztki sił i silnej woli, które miały iść na moją wymarzoną sylwetkę. Jestem łącznie tylko 0,6 kg na minusie... Jestem na ten moment ze 3 cm w obwodzie pępka w plecy... A teraz do sedna, poszukuję osób które dały się naciągnąć temu oszustowi tak jak ja. Proszę również o wszelkie informacje o nim na pw... Będę szykował pozew zbiorowy przeciwko temu sku... Proszę o jak największy odzew... Im więcej osób dołączy do pozwu, tym lepiej...

Wyniki 08.08 (w nawiasach zmiana od poprzedniego tygodnia):

Waga: 105,6 kg (-0,6 kg)

Bebzon: 117 cm (-3 cm)

Dodatkowo:

Ciśnienie: 135/86 (było 137/89)

Kroki: średnio na dzień 11946

Zjedzony twaróg: 751 g

Ranga na hejto: Gwiazdor (+2 od zeszłego tygodnia)

Not great, not terrible…

Dawać tuczniki! Nie poddajemy się! Cała nasza masą atakujemy!

Pokaż więcej komentarzy (3)