Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

pi0tInspirator

Dołączył/a:

  • 6 wpisów
  • 453 komentarzy
  • 0 obserwujących

Osobistość

w Lotnictwo

101piorunów

No to pora na update na 😉

Jakiś czas temu pisałem, że dostałem się na stanowisko pierwszego oficera w linii lotniczej, po czym przepadłem. W żadnym razie nie jest to oznaka zakończenia „projektu”, lecz – tradycyjnie na tym tagu – efekt kolejnego, znacznego zwiększenia mojego zaangażowania w innych obszarach, niż ten internetowy.

Maraton

Szkolenie rozpocząłem wraz z nadejściem sierpnia, kiedy to ponownie trafiłem „do ławki”, przy czym tym razem na dwa długie miesiące. Zajęcia odbywały się prawie codziennie w typowych godzinach pracy, a przeplatałem je z innymi moimi obowiązkami wynikającymi z prowadzonej działalności gospodarczej, której nie zawiesiłem, a nawet gdybym chciał ją wygaszać – zwyczajnie nie dałbym rady tego zrobić. Mój „biznes” zakłada bowiem długotrwałe relacje z klientami, a procesy które obsługuję nierzadko rozciągają się na lata. Nie da się tego zatrzymać z miesiąca na miesiąc, więc mając tę świadomość poszedłem zupełnie odwrotną drogą – rozkręciłem firmę jeszcze bardziej, by móc zwiększyć zatrudnienie i paradoksalnie, cudzymi rękoma odciążyć się z bardziej „przyziemnych” czynności na rzecz zarządzania, które choć nadal jest wymagające, to można je realizować w bardziej elastyczny sposób.

Minione lato zatem będę wspominać jako okres szalenie wymagający, w trakcie którego od rana do nocy oscylowałem pomiędzy stanowiskiem hierarchicznie najniższym i najwyższym. Napotykanym na korytarzach instruktorom kłaniałem się w pas, jednocześnie, telefonicznie wydając polecenia mojemu własnemu zespołowi. Był to już kolejny okres, w trakcie którego poświęciłem wiele by utrzymać ogony tych dwóch srok. Nie po raz pierwszy obiecałem sobie także, że to już ostatni raz, ale po raz pierwszy szczerze czuję, że to może być prawda.

Odmiennie do ostatniego maratonu, w trakcie którego uczyłem się i zdawałem egzaminy do licencji ATPL, nie miałem żadnego „meltdownu” (vide - ten wpis). Czy zawdzięczam to zwiększonej odporności na autoeksploatację, de facto – jednak – mniejszemu obciążeniu niż ostatnio, czy stało się tak za sprawą poczucia namacalności nagrody, tego nie wiem i chyba nie chcę roztrząsać, bo naprawdę wierzę, że już tak nie będę musiał.

Embraer

Sierpień upłynął mi pod znakiem nauki samolotu, a wrzesień poświęciłem na naukę procedur. Był to czas wielu odkryć. Okazało się bowiem, że Brazylijczycy stworzyli naprawdę zmyślną maszynę, którą nie tylko da się, ale wręcz trzeba polubić. Nigdy nie interesowałem się szczególnie embraerami, ponieważ zawsze wydawały mi się zbyt egzotyczne względem tego, co poczytywałem za klasykę lotnictwa – boeingi 737, 767 i 777. Co roku biorę udział w i bardzo lubię okres świąteczny, toteż przypadały mi do gustu amerykańskie kokpity, w których wszystko świeciło się jak choinka. Ostatnie zdanie ledwie utrzymało się w tym tekście, jako – w moim odczuciu – nader bliskie pojęcia grafomanii, ale świadomie zostawiam je, jako że naprawdę zawsze uważałem te kokpity za urokliwe jak świąteczna dekoracja i tak też o nich od lat mówiłem. Zatem, jak tu odnaleźć się we wnętrzach zaprojektowanych teoretycznie w Sao Paulo, ale chyba przez niemieckich designerów? Tym, którzy chcą lub muszą polubić się z koncepcją dark cockpit polecam pragmatyzm. Tablice przyrządów z Ameryki Północnej choć urokliwe – są wyraźnie mniej czytelne od tych powstałych po drugiej stronie równika, czy Atlantyku (referuję rzecz jasna do airbusów). W odróżnieniu od boeingów – tutaj jak coś jest dobrze ustawione, działa i nie sprawia problemów – ulega wygaszeniu. Nie zapala się na zielono, czy na niebiesko, ale po prostu znika z pola widzenia. Nie przyciąga uwagi. Tym samym, gdy pojawia się stan niepożądany lub usterka – bardzo łatwo to zauważyć, a cały problem prościej jest zakreślić. Filozofia ta naprawdę ułatwia pracę i sprzyja szybszemu rozwiązywaniu kłopotu. Przekonałem się do niej już w praktyce (o czym niżej), a przecież o inne ładne widoki w kokpicie nie trudno. Brazylijskie samoloty mają też mnóstwo innych zalet (i wad), które opiszę w osobnym tekście.

Co się zaś tyczy procedur – wiedziałem, że należy spodziewać się ich wielu, natomiast nie przypuszczałem, albo nie dopuszczałem tej myśli w obawie przez ilością nauki, że będzie tego aż tyle. Tutaj dosłownie wszystko jest spisane, a to co zamieszczone w tekście objęto oczekiwaniem, że stanie się praktyką. I tak – mamy unormowane kto ma odmachać personelowi naziemnemu po wypchnięciu z miejsca postojowego, ile suchego lodu do drinków można zabrać na pokład, kiedy mogę zdjąć marynarkę, a kiedy nie, że „Before Start Checklist” jest „COMPLETED”, nie „COMPLETE”,  kto, kiedy i jak wita pasażerów na pokładzie, co, kto i kiedy może jeść, jak tagować zdjęcia wrzucane w social mediach, jak usunąć pozostałości po trafionym ptaku, a jaką wagę ptaka podróżującego w klatce należy przyjąć na potrzeby wyważania. Procedury zawarte są w licznych dokumentach, o łącznej objętości kilku tysięcy stron.

Poza nauką stacjonarną w ławce, a także realizowaną zdalnie, odbyłem też szkolenie z zakresu wodowania oraz ewakuacji po takim lądowaniu, a także kurs przeszukiwania samolotu i udzielania pierwszej pomocy. Wykonałem kilka lotów na symulatorze stacjonarnym i na razie dwa na „ruszającym się”. Zdjęto ze mnie miary pod mundur i nawet już wydano mi go, pomimo zapowiedzi, że dostawy należy spodziewać się w około 6 tygodni. Przede mną jeszcze ćwiczenie typowej ewakuacji i gaszenia pożarów, a także dokończenie „Amsterdamu”.

Amsterdam

Obecnie przebywam w stolicy Holandii, gdzie przechodzę szkolenie symulatorowe na urządzeniach klasy FFS – Full Flight Simulator. To są takie sprzęty, jakie czasem pokazuje się w programach typu Galileo, tj. składają się z kabiny i pneumatyki wprawiającej ją w ruch. Podobno każdy taki symulator wart jest więcej niż samolot, który reprezentuje. W centrum szkoleniowym CAE, gdzie spędzam około sześć godzin dziennie, znajduje się ich kilkanaście. Można odbywać „loty” szeregiem samolotów, od boeingów 737, 747 i 767, przez airbusy A320 i chyba też A220, po Embraery 170 i 190 właśnie. Takie doświadczenie jest niesamowite, człowiek naprawdę ma wrażenie, że leci. Immersja niedostępna gdziekolwiek indziej. Przede mną jeszcze siedem sesji, z których ostatnia stanowić będzie egzamin. Cały hotel pełen jest pilotów nabywających uprawnienia lub przedłużających ich ważność, a także załóg – przede wszystkim azjatyckich – będących tu w ramach pobytów po długich lotach. Przewijają się tu także osoby wizytujące nieodległy festiwal muzyczny. Wszyscy ci ludzie powodują, że okolica wiecznie żyje; dzisiaj o godzinie 4:45, będąc w drodze na symulator, mijałem się z ekipą wracającą prosto spod sceny. Zaraz udam się na briefing przed jutrzejszymi zajęciami i w lobby hotelu zapewne spotkam osoby, które dopiero wstały po nocnym locie, te wybierające się na symulator oraz wracające z sesji, a także imprezowiczów. To, co łączy stojącego w windzie mnie, kapitana z Corendona, pierwszego oficera z TUI, chińską stewardesę i szukającego pionu studenta to z pewnością to, że wszyscy mamy powariowane zegary biologiczne i funkcjonujemy w trochę równoległej rzeczywistości.

Kręgi

W pierwszym tygodniu listopada wrócę do Polski, by odbyć jeszcze szkolenia dotyczące ewakuacji oraz gaszenia pożarów, by w połowie miesiąca po raz pierwszy usiąść za sterami prawdziwego Embraera. Wykonam sześć kręgów nadlotniskowych i… jeszcze dwa tygodnie pozostanę na ziemi. W odróżnieniu do większości moich znajomych ze szkolenia – w listopadzie nie trafił mi się żaden lot, więc praktykę w linii zacznę od grudnia.

Stay tuned.

Zdjęcie:

- symulator w hali symulatorów CAE w Amsterdamie (źródło – CAE).

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fenomen

w Hydepark

181piorunów


Ech, koledzy i kolezanki moja mama wlasnie odchodzi. Od lat chorowala na demencję i wlasnie nadszedl ten czas, kiedy będziemy musialy się pożegnać. Jestem od dawna opiekunka mamy i liczylam sie z taka syuacja ale i tak czuje ogromny żal i ciążą mi te wszystkie decyzje ktore na mnie spadają jako na glowna osobę odpowiedzialna za mamę.
Mama jest w domu, ustal juz odruch przelykania wiec mama od dwoch dni nie je i nie pije, jest bez świadomości. Trudno patrzec jak odchodzi ukochana osoba i nie mozna jej w zaden sposob pomóc a jedynie być z nią do końca.
Od sluzby zdrowia otrzymalam niewiele wsparcia. U mamy zaczelo sie od odlezyn 2 tygodnie temu i nie mogłam doprosic sie wizyty domowej "bo lekarz mi w tym nie pomoże, a bardziej pielegniarka" - to uslyszalam najpierw w rejestracji, potem od lekarza. Pielegniarka przyszla po kilku dniach gdy juz sama ogarnelam mamie plastry na odleżyny i sama nauczylam sie z filmikow na yt jak opiekowac się osoba leżąca. Potem mialam batalie o częste wypisywanie plastrow "bo wie pani, ze ich nie tezeba codziennie zmieniac". No wiem ale jak plaster przecieka od wysięku albo zostaje przemoczony moczem no to nie bardzo chyba mozna go zostawic.
Jak skończyły się cyrki z plastrami i jak na ironię odleżyny zaczęły sie ladnie goic stan mojej mamy zaczal sie z dnia na dzien pogarszac. Tydzien temu zjadla mi pęknie dosyc obfity obiad i od tamtego dnia z kazdym dniem karmienie i pojenie bylo coraz trudniejsze bo ponkilku dniach calkiem ustal odruch przelykania. Wtedy lekarz tez niezjawil sie na wizyte i znowu ratowal mnie internet. Fb wyrzucil mi filmiki pielegniarki hospicyjnej ktora opowiadala jak przebieg proces umierania i co wtedy mozna a czego nie nalezy robic. Wiedzialam ze mama prawdopodobnie weszla w faze terminalną. Lekerka z poradni rodzinnej zgadzala sie ze mna ze to zapewne koniec i szpitala to powinnismy unikac raczej, pielegniaraka natomiast namawiala mnie na wezwanie pogotowia żeby mamę w szpitalu nawodnili kroplówkami. Doslownie nie wiedzialam co mam robić. Nie jestem lekarzem żeby wiedziec na pewno że mama jest umierajaca, lekarze nie kwapią się z pomocą wiec znowu ratowalam sie internetem. Wrzucilam objawy mamy w gemini, ktore pomoglo mi zebrac wiedzę. Dowiedzialam sie co to oddech Cheyne-Stokes, dowiedzialam sie ze osoba umierajaca nie czuje bolu z glodu ani nie cierpi z odwodnienia a nawadnianie kroplowkami moze tylko zaszkodzic i prowadzic do obrzęków. Wiedza ta zgadzala sie z tym co uslyszalam w podkastach o umieraniu. Podjelam decyzję o pozwoleniu mamie odejsc w spokoju i tego sie trzymam. Mimo wszystko jest to bardzo trudne. Mam nadzieje ze podjelam dobrą decyzję.

Pokaż więcej komentarzy (49)

Gruba ryba

w Hydepark

350piorunów

W tym miesiącu minął rok od śmierci mojego synka. Wcześniak w 5 miesiącu, duże wady rozwojowe, umarł w inkubatorze.

Dzisiaj śniło mi się, że urodziły się nam bliźniaki - dziewczynka i chłopiec. Obudziłem się o 4. w nocy z płaczem.
Kolega z zespołu przyniósł ciasto do pracy, żeby świętować spodziewanie się drugiego dziecka.
Na szczęście pracuję dziś zdalnie.

Pokaż więcej komentarzy (43)

Fanatyk

w Hydepark

254piorunów

Oj będzie bluzgane ale jeszcze mnie telepie - wracam z basenu, podjeżdżam pod estakadę a na szczycie jakaś akcja: dziadek leży cały siny, babcia próbuje go docucić, przypadkowy ziomek na łączach ze 112 układa gościa w bocznej ustalonej. Próbujemy dojść do tego czy oddycha i czy jest tętno, chwilę zajęło że nic z tych rzeczy, więc na plecy i RKO. karetkę już słychać więc za dużo nie jestem w stanie zepsuć, ale jak pękło pierwsze żebro to nagle uderza ta różnica pomiędzy fantomem a prawdziwym człowiekiem. po chwili ratownicy przejęli gościa, nawet na dwa zespoły, my ogarniamy im miejsce, bo ruchliwy CPR, i wtedy wjeżdża on, cały na glovo - pierdolony k⁎⁎wa gówniarz prosi małżonkę resuscytowanego żeby przesunęła rower bo on musi przejechać, na k⁎⁎wa pół metra szerokim skrawku za ratownikami. jak się odpaliłem to gnój się chyba nowych przekleństw nauczył...i mówi do mnie "nie tym tonem!". no myślałem że go tam rozszarpię, ale nie dość że nie chciałem dokładać ratownikom, to poziom bezczelności przekręcił mi licznik wkurwu i w sumie stałem tam tylko zawracając kolejnych. nie wiem co się dzieje z tymi ludźmi...

dziadkowi po kilkunastu minutach pod opieką czerwonych wróciły kolory na twarzy, ale był bez tętna szacuję ze 3 minuty - 78 lat, no chciałbym żeby to się zakończyło dobrze.

GURU2piorunów

@wonsz gratulacje za postawę i zachowanie zimnej krwi!
Oby się człowiek z tego wykaraskał.
No i podziwiam, że nie wyklepałeś dziąsła zjebowi na elektryku.

Tytan5piorunów

Jedziesz sobie spokojnie z zamówieniem, czas ucieka, aplikacja bije minuty i zaraz wpadnie kara za spóźnienie, a tu nagle na samym szczycie estakady jakiś zator.


Zwalniasz, podjeżdżasz bliżej i widzisz, że ludzie sobie zrobili z przejścia strefę piknikową. Ktoś leży na ziemi, wokół niego kręci się ze dwóch ratowników z jakimiś torbami, obok stoi jakaś babka i dosłownie bezczynnie się gapi, a jej rower leży rozwalony w poprzek i blokuje cały przejazd. Zostało może z pół metra wolnego miejsca – ani jak tego normalnie minąć, ani jak przejechać. A mogłem przecież olać sprawę i po prostu staranować ten jej rower, ale jeszcze łaskawie daję szansę.

No to podjeżdżasz kulturalnie na ten skrawek, stajesz nad nią i mówisz prosto z mostu:

– Proszę pani, z łaski swojej niech pani przesunie ten rower, bo ja mam tu dostawę z czasem dojazdu i mi spóźnienie wpadnie, a pani tu tylko stoi i patrzy.

I w tym momencie znikąd doskakuje do ciebie jakiś typek cały spocony, czerwony na twarzy i zaczyna się na ciebie drzeć, rzucając takimi bluzgami, jakby cię chciał na miejscu zagryźć. Zero kultury, zero jakiegoś opanowania, całkowity brak szacunku do człowieka, który po prostu wykonuje swoją pracę.

Patrzysz na niego z góry i rzucasz spokojnie, ale stanowczo:

– Nie tym tonem!

Gość aż zaniemówił ze złości, zaciął się i tylko stał jak wryty. Nie mając czasu na dyskusje z jakimś pieniaczem, ostatecznie mijasz to całe zamieszanie i jedziesz dalej, bo klient przecież czuje głód i nie będzie czekać, aż ludzie na drodze ogarną swoje sprawy.

Pokaż więcej komentarzy (45)

Lider

w Hydepark

35piorunów

No i dopadło mi tego S-Max a. Czarny płyn chłodniczy. Nie będę go już robił i dobrze, że to poważna sprawa bo tak znowu utopiłbym hajs.

Potrzebuje zatem porady. Duże, rodzinne, pakowne a przede wszystkim bezawaryjne auto rodzinne- głównie jazda miejska plus od czasu do czasu trasa około 300 km.

Budżet- plus minus 35 tysięcy, fajnie jakby nie miał więcej jak 10 lat.

Jakieś rozsądne propozycje? Samochód może być nudny, brzydki i wolny. Ma jeździć i się nie psuć.

Pokaż więcej komentarzy (77)

Autorytet

w Hydepark

51piorunów

On 34 lata, ona 33 lata. Czy w takim wieku da się jeszcze spłodzić i urodzić dwójkę dzieci?

Autorytet4piorunów

@DerMirker Hiszpania ma jeden z najwyższych średnich wieków urodzeń w Europie, a ponad 40% wszystkich zarejestrowanych urodzeń przypada na matki powyżej 35 roku życia.

Poniższa lista sortuje kraje według średniego wieku rodzenia dzieci.

https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_mean_age_at_childbearing

List of countries by mean age at childbearingThe following list sorts countries and dependent territories by mean age at childbearing. The mean age at childbearing indicates the age of a woman at their childbearing events, if women were subject throughout their lives to the age-specific fertility rates observed in that given year. In countries with very high fertility rates women can have their first child at a much younger age than the mean age at childbearing. Note that the "mean" used is specifically the "median age". List of countries (2021) Countries and dependent territories by the mean age at childbearing in 2021 according to the World Population Prospects 2022 of the United Nations Department of Economic and Social Affairs. ReferencesWikipedia
Pokaż więcej komentarzy (46)

Osobistość

w Dyskusje

65piorunów

Byłem dzisiaj spalić tokeny czasu z dzieciakami w warszawskim Kolejkowie. Myślałem że będzie 7/10 jakieś makiety kolejek dla mikoli i innych wykolejeńców, ale myliłem się. 11/10 Dzieciaki i ja bawiliśmy się świetnie, spoko klimat, masę zabawnych sucharów dosłownie wszędzie.

Polecam serdecznie!

- Bożena Dekiel

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

88piorunów

Takie przemyślonko mnie dziś dopadło...

Koleżanka w pracy miała dziś załamanie nerwowe, zanoszący się płacz, nie dało się jej uspokoić, cała rozpalona, rozstrzęsiona, no klasyczne objawy jakieś traumy czy cuś...

Przed tem zawsze uśmiechnięta, wesoła, pomocna.

Okazało się, że kilka miesięcy temu poroniła, starała się z partnerem o dziecko, niestety.

Dziś wróciły do niej jakieś demony, zaopiekowaliśmy się nią jak mogliśmy.

A przemyślonko takie, że w życiu nie powiedziałbym, że coś jej dolega, więc proszę Was koledzy i koleżanki -

Nie oceniajmy się z góry, bo nie wiemy co każdy z Nas nosi w sercu, jakie historie Nam towarzyszą i z czym musimy się zmagać na codzień.

Pamiętajcie również, że nie jesteście sami. Są wokół Was rodzina i przyjaciele, rozmawiajcie z nimi o tym co Was gryzie, dawajcie sobie szansę na upust emocji, zgłaszajcie się do specjalistów, dbajcie o siebie...

800 70 2222 - linia dla osób w kryzysie zdrowia psychicznego.

Lider6piorunów

Zgadzam sie w 100%. Zawsze staram sie pamietam, ze kazdy z nas ma swoje demony i problemy. Majac to z tylu glowy inaczej podchodzi sie do rozwiazywania konfliktow czy “problemow” z ludzmi. Nikt nie jest czarno-bialy.

Kosmonauta10piorunów

@tomwolf dzięki za numer, czuje że jeśli do jutra nie wyprostuje jednej sprawy to na jakiś będę musiał dzwonić, pierwszy raz w życiu ale trzeba przełamać strach

Pokaż więcej komentarzy (24)

GURU

w Hydepark

17piorunów

* Żona: - kupuje se winko.

Opornik: - Coooo, chooooya ci mało? Mało masz w domu chooooyyyyaaaa?!?!*

Pokaż więcej komentarzy (11)