MahjongFenomen
22piorunów411 624 + 41 = 411 665
Rzadkie jeżdżenie odbija się na kondycji - odczułam to dziś.
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

@Mahjong o w korbę! Jaki szuterek premium :hushed:
Dołączył/a:
MahjongFenomen
22piorunów411 624 + 41 = 411 665
Rzadkie jeżdżenie odbija się na kondycji - odczułam to dziś.
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

@Mahjong o w korbę! Jaki szuterek premium :hushed:
MahjongFenomen
21piorunów1137 + 1 = 1138
Tytuł: Flow
Rok produkcji: 2024
Kategoria: Animacja / Fantasy / Przygodowy
Reżyseria: Gints Zilbalodis
Czas trwania: 1h 24min
Ocena: 10/10
Wielka powódź dewastuje świat, w tym świat zwierzątek i kotka, który musi zmienić swoje postrzeganie na inne zwierzęta, by przeżyć.
Wspaniała to była podróż, wizualnie przepiękna - kompletnie coś innego co widziałam dotychczas, i mimo, że styl animacji był odbierający od typowych realiów, wprost lustrzanie odzwierciedlał niektóre zachowania zwierząt, szczególnie Kotka - kto ma takie zwierzę w domu, ten wie.
Towarzyszami Kotka będą miłosierna czapla, która zapłaciła słoną cenę za swoją dobroduszność, opiekuńczy i wyluzowany kapibar, empatyczny labrador, który zamiast paki psów wybierze swoich zróżnicowanych przyjaciół, i lemur-kolekcooner, który nie potrafi się obejść bez swoich zdobyczy. I gdzieś, w wielkiej wodzie, wieloryb, który nie raz pomoże Kotkowi.
Emocjonalnie tak się wczułam mocno, że ostatnie pół godziny praktycznie przepłakałam.
Wspaniała historia... wspaniały film.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Potwierdzam, wciągająca emocjonalna podróż.
MahjongFenomen
10piorunów
@Mahjong bardzo fajne to Flow było. Coś innego.
MahjongFenomen
41piorunówAle wczoraj miałam towarzyski dzień na siłce, jak nigdy. Najpierw w szatni spotkałam kuzynkę, a na sali jedna z babek, którą już widziałam tu kilka razy, powiedziała do mnie "cześć".
Jeszcze trochę i będę przybijać piąteczki z koksami XD
@Mahjong
Mnie zaskoczyła, gdy dziewczyna powiedziała mi, że w damskiej szatni nikt nie mówi sobie „cześć”, jeśli się nie znają.
Tymczasem w męskiej większość chłopów mówi.
@cyberpunkowy_neuromantyk "cześć" to faktycznie mówią sobie laski, które się znają, ale przynajmniej u mnie w szatni normą jest "dzień dobry" na wchodzenie i "do widzenia" gdy się wychodzi.
@cyberpunkowy_neuromantyk i to nawet jeśli się nie zna ludzi, kultura po prostu. Ogólne cześć czy dzień dobry na wejściu zawsze jest
@Mahjong dzień dobry? To jest siłownia dla prawników?
@szatkus-7 to jest siłownia dla ludzi w każdym wieku, więc widocznie przyjęło się najbezpieczniej mówić "dzień dobry"
Jeszcze trochę i będę przybijać piąteczki z koksami XD
@Mahjong Ani mrugniesz i będziecie się dzielić strzykawką z trenbolonem
MahjongFenomen
11piorunów1127 + 1 = 1128
Tytuł: Zabójczyni
Rok produkcji: 2015
Kategoria: Sztuki walki / Akcja / Dramat
Reżyseria: Hsiao-hsien Hou
Czas trwania: 1h 45m
Ocena: 7+/10
Wyszkolona w klasztorze na perfekcyjną zabójczynię Nie Yinniang, była kiedyś mieszkanką prowincji Weibo. Miała nawet przypisanego jej narzeczonego, ale ostatecznie ojciec jego ożenił go z córką gubernatora sąsiedniej prowincji. Młodą odesłano do księżniczki Jiaxin, gdzie przeszła szkolenie pod okiem mniszki, zamieniając się w asasyna.
Kilkanaście lat później księżniczka wysyła Yinniang, by zabiła Tiana, który teraz rządzki Weibo (to ten niedoszły narzeczony). Cesarstwu nie pasuje to, że kolejna potężna prowincja wymyka się spod władzy.
Czy dziewczyna będzie posłuszna, a może rodzinne strony i poznawanie na nowo tych ludzi zmieni jej percepcję i obierze inną drogę?
Sceny walk są wyśmienite, jak w sumie zawsze w chińskich filmach - cicha, niemal niema Yinniang potrafi pokonać złożoną z ponad dziesięciu ludzi gwardię bez większego wysiłku.
Ale żebyście nie dali się nabrać, wy tam, maniacy sztuk walk - "Zabójczyni" to tak naprawdę slow cinema przebrane za kino akcji. Gdy nie ma walk, akcja zwalnia masakrycznie, powolne ujęcia przeciągające każdą chwilę, gmatwające fabułę - dla mnie oprócz walk to największy plus tego obrazu. Wielkie krajobrazy, oglądanie sceny rozmowy Tiana z żoną oczami schowanej Yinniang za zasłoną - to są niuanse, które wznoszą dla mnie ten film na wyżyny.
Niestety, nie do końca się połapałam kto jest kim, dużo udało się rozwiązać w trakcie filmu - myślę, że w sumie całe clue, więc nie jest tak źle.
Mam wrażenie, że nie do końca w ogóle chciano pokazać rozterki młodej dziewczyny ani nikogo innego - te przejawiają się zaledwie w słowach i to wypowiadanych bez większych emocji.
Czy taki był zamysł? Nie wiem. Ale sceny walk i owa slow-kinowatość skradły moje serce.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

@Mahjong o, dawno nie oglądałem filmu z gatunku fruwajonce chińczyki, więc chyba sobie zerknę
MahjongFenomen
13piorunów1126 + 1 = 1127
Tytuł: Number One Gun
Rok produkcji: 1990
Kategoria: Komedia
Reżyseria: Lindsay Shonteff
Czas trwania: 1h 36m
Ocena: 1/10
Brytyjska parodia filmów o Jamesie Bondzie.
Mnie nie śmieszyła ani razu.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Ocena: 1/10
@Mahjong zaciekawiłeś
@vrkr mnie też
na yt jest tragiczna jakość bez pl
MahjongFenomen
12piorunów1119 + 1 = 1120
Tytuł: Diuna (cz. 1)
Rok produkcji: 2021
Kategoria: Sci-Fi
Reżyseria: Denis Villeneuve
Czas trwania: 2h 35m
Ocena: 8/10
Nie wiem co mi odwaliło, ale wystraszyłam się, że zaraz premiera trójki i trzeba sobie odświeżyć poprzednie części. No ale pierwotny plan miałam taki, by to poszło ciągiem dosłownie kilka dni przed pójściem do kina.
Niezrozumiały impuls nieco nadpsuł ten plan, ale trudno - drugą część rewatchnę sobie dopiero przed wyjściem do kina.
Co tu dużo pisać? Bardzo zgrabne wejście do historii - poznajemy rodzinę Atrydów i całą resztę, tylko Chani pojawia się dopiero pod koniec.
Zdjęcia sztos, muzyka, fajni aktorzy, ale bez efektu wielkiego ekranu ucięło mi punkcik w ocenie.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

ahh muzyczka w obu częściahc robi taką robotę że szok - piękna sprawa to jest
MahjongFenomen
22piorunów1118 + 1 = 1119
Tytuł: Backrooms. Bez wyjścia
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Horror
Reżyseria: Kane Parsons
Czas trwania: 1h 45m
Ocena: 7/10
Musiałam sprawdzić o co chodzi z ową pastą, nie znałam jej przyznaję i chatgpt wyskoczył mi z fajna nazwą "horroru atmosferycznego".
Tak, to coś w tym stylu.
Czyli Clark, właściciel salonu meblowego znajduje tajemnicze przejście do przedziwnego świata, pozbawionego innych ludzi, żółte ściany, jakby niedokończone pomieszczenia, które istnieją w niekończącym się labiryncie.
Ale ktoś tam jest, ktoś tam przebywa. Kto? Tego dowiemy się dopiero wtedy, gdy do tego dziwnego świata przejdzie zaciekawiona terapeutka Clarka.
/możliwe spoilery/
Czy mi podpasowało wyjaśnienie? Nie do końca, bo albo to jest dekonstrukcja psychiki złamanego człowieka w skrzywionej nadrzeczywistości, albo naprawdę to miejsce istnieje, niczym Strefa X w "Anihilacji". Bo w końcu terapeutka kończy jako kolejny NCP w Backrooms, a z drugiej strony mamy wątek tajnej organizacji badającej to miejsce.
Widocznie to wszystko w jednym - a Bacrooms niczym solarisowa planeta reaguje na człowieka.
Fajny klimat, to muszę przyznać, ale owo wyjaśnienie-niewyjaśnienie nieco mi zepsuło seans. Ok, nadaje się to do przemyśleń, ale czegoś ewidentnie tam brakuje, więc czy nie lepiej było zawiesić tajemnicę jeszcze wyżej i nie bawić się w rozwiązanie? Trudno mi powiedzieć.
W każdym razie oglądało się dobrze, podobało się to dla mnie.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

@Mahjong o, oglądałem to ostatnio. Moja interpretacja była taka, że każdy ma swój taki backroom w głowie, ale końcówka trochę mi to zepsuła.
@MostlyRenegade końcówka była tragiczna . Efekty specjalne również
@Mahjong - backrooms to projekcja wspomnień (głównie traum - bo te są najsilniejsze) ludzi, którzy tam się znaleźli.
Szczegóły tych wspomnień, w zależności od warunków, się powoli rozmywają oraz nadpisują aż zostaje jedynie faksymila. Jest wiele wejść do bakrooms i film sugeruje, że ciągle pojawiają się nowe. Moja teoria jest taka, że wygląd backrooms jest zlokalizowany oraz płynny i na ich obecny wygląd na pewnym obszarze oddziaływują najsilniej osoby tam przebywające - dlatego dla każdego backrooms będą wyglądać inaczej i jeśli jest więcej niż jedna osoba w pobliżu to jej wspomnienia zmienią trochę wygląd już wcześnie zbudowanego backroom utworzonego ze wspomnień osoby, która była tam wcześniej.
Fajny film - dla mnie 8/10.
MahjongFenomen
38piorunów410 509 + 77 + 51 = 410 637
Ups, zapomniałam dodać jednego wpisu z października, ale że to było tydzień temu to dodaję - niestety, pracę kończę gdy robi się już ciemno i zimno, więc pozostają tylko weekendy, a też trzeba trafić w ładny dzień. Nie jestem hardkorem - nie przepadam za zimowym ubieraniem się, by wyskoczyć na 30 km, więc tym mniej tego będzie...
77 km - lasami z kumplem, jesienny rajd, zachwycaliśmy się płonącymi kolorami drzew.
wczoraj 51 km, ale asfaltem, nie chciało mi się kombinować, ani wyciągać kolarki - zajechałam do portu zobaczyć jak tam prace na molu - wciąż trwają.
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

@Mahjong co to za rozpierducha przy kładce w porcie?
MahjongFenomen
10piorunów1099 + 1 = 1100
Tytuł: Visions of Light
Rok produkcji: 1992
Kategoria: Dokumentalny
Reżyseria: Stuart Samuels, Todd McCarthy
Czas trwania: 1h 32m
Ocena: 6/10
O zdjęciach, roli światła w kinie, operatorach, którzy zostawili swój ślad w światowej kinematografii.
Fajnie wrócić do poszczególnych kadrów, które wbiły się już w mózg fanów filmów.
Tu można obejrzeć: https://youtu.be/ivYs25DHGdo
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

MahjongFenomen
10piorunówSprzedaję info dla kinomaniaków:
Zapiszcie się teraz mailem, a wpadnie miesiąc za darmo.

Mam lepsze. https://ekino.ws
Zbiór ze wszystkich platform. Najlepiej że jest dużo starych filmów gdzie na żadnej platformie nie mają
no I spoko i będzie polskie mubi
MahjongFenomen
21piorunów1098 + 1 = 1099
Tytuł: Sorority Girls and the Creature From Hell
Rok produkcji: 1990
Kategoria: Horror
Reżyseria: John McBrearty
Czas trwania: 1h 25m
Ocena: 1/10
Za filmwebem: Grupa dziewczyn ze stowarzyszenia studenckiego w towarzystwie kilku chłopaków wybiera się do domku w lesie. Na miejscu trafiają na zbiegłego skazańca, który okazuje się być wujkiem jednej z dziewczyn. Na ich nieszczęście jest on opętany przez indiańskiego ducha, który zmienił go w żądnego ludzkiej krwi potwora.
Nie wiem o co chodziło w tym filmie, nie pytajcie się.
Można włączyć dla beki, bo film jest tak cholernie SŁABY, że nie pozostaje nic więcej jak śmiać się, a śmiałam się sporo.
Ale nie powtórzę już tego seansu.
PS. Są cycki.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Nie wiem o co chodziło w tym filmie, nie pytajcie się.
Są cycki
No o to. I dałeś 1/10? Sam opis fabuły zasługuje na mocne 3.
@mannoroth guwno takie że się nie mieści mi w głowie, że to udało się nakręcić. Jedynym plusem było to, że można było się pośmiać.
Fabułę musiałam skopiować z filmwebu bo w trakcie oglądania nie było praktycznie żadnej fabuły.
MahjongFenomen
44piorunów1096 + 1 = 1097
Tytuł: Constantine
Rok produkcji: 2005
Kategoria: Fantasy / Akcja / Horror
Reżyseria: Francis Lawrence
Czas trwania: 121 min
Ocena: 7+/10
Kijanka jak zwykle drewniano ale stabilnie. Za to pięknie wypadła Tilda Swinton jako archanioł Gabriel.
Adaptacja komiksu, więc wiele można wybaczyć, a wręcz trzeba. Ogólnie walkę Johna Constantine z siłami Piekła ogląda się wybornie, jest wiele fajnych wątków i najlepszym pomysłem jest właśnie to, by najlepszego egzorcystę ever zagrał zwykły typek, cyniczny ale z dobrym sercem, a nie kolejny dzielny klecha.
Był to rewatch po latach, bawiłam się znakomicie.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

@Mahjong i tylko 7 plus dałaś?
@Mahjong film dzieciństwa, widziałem dziesiątki razy rozpikselowaną wersję rmvb z legalnego źródła
MahjongFenomen
15piorunów1091 + 1 = 1092
Tytuł: Everytime
Rok produkcji: 2026
Reżyseria: Sandra Wollner
Czas trwania: 2h 1m
Ocena: 9/10
Dopiero po wyjściu z kina skojarzyłam, że ten film był na Nowych Horyzontach. No nic, nadrobione.
Potężna pozycja. Oglądało mi się wybornie, opowieść pod koniec ostro skręca, co wkręca spory szok, przynajmniej u mnie tak było, ale w sensie pozytywnej oceny na ogół obrazu.
Ella ma dwie córki, 17-letnią Jesse i młodszą Melli. Mają wyruszyć na wakacje, ale noc wcześniej Jesse wymyka się ze swoim chłopakiem Luxem. Dochodzi do tragedii.
Rok później znów wszyscy się spotykają, już bez Jessie - Lux mimowolnie szuka obecności matki jego zmarłej dziewczyny i siostry, zapewne burzony wyrzutami sumienia. Ale życie toczy się dalej, widocznie żałoba zaschnęła gdzieś w środku. Lux nie jest niemile widziany u Elli, nie przeszkadza jej nadmierna obecność nastolatka w ich życiu uboższym o jedną córkę.
Ella postanawia, że wyruszą w trójkę na te same wakacje, na które mieli wyruszyć rok wcześniej, tuż przed śmiercią Jessie. Tam dopiero kumuluje się w onirycznym klimacie żałoba, która zdziera strupy i domaga się swojego istnienia.
Wspaniały to był film, cudowny snuj codziennego życia, pogodzonych (czy w ogóle można być pogodzonym ze stratą dziecka?) z odejściem bliskiej osoby, który lekkim, prawie niezauważalnym krokiem zmierza do przedziwnego finału, którego nie musimy zrozumieć.
Musimy go poczuć.
9/10. Świetne kino, które w zastygnięciu emocji przejawia je w podskórny sposób. Niby w kinie czułam się jak neutralny obserwator, ale po seansie nie mogłam przestać myśleć o tym filmie i przeżywać go na nowo.
Nie dziwię się teraz już wcale Niemcom, że postanowili odrzucić "Ojczyznę" Pawlikowskiego (na rzecz Polski, hihi) i postawić na "Everytime" w wyścigu po tegoroczne Oscary.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

MahjongFenomen
13piorunów1090 + 1 = 1091
Tytuł: Czas, który nie nadszedł
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Dramat / Sci-Fi
Reżyseria: Julia Rogowska
Czas trwania: 1h 45m
Ocena: 5/10
Akcja filmu dzieje się w świecie, w którym zdecydowana większość ludzi wybrała rewolucyjną kurację antygeriatryczną - czyli zachowują młodość do końca życia. Ci, którzy wybrali naturalny tok życia, starzeją się w specjalnie stworzonych ostojach.
Jedną z takich osób jest Sara, która jednak ma dość życia tam. To typ babki, która zawsze idzie pod prąd więc udaje jej się uciec z takiego ośrodka (owe ostoje przypominają trochę więzienia - reszta "młodego" społeczeństwa nie chce widzieć staruchów na ulicach, więc tacy ludzie nie mogą opuszczać ostoi).
W wyniku niespodziewanej okoliczności Sara, zamiast od razu wylądować na promie, który ją wywiezie w jakieś bezpieczne miejsce, trafia do miasta. Tam odnajduje Oskara, typa z którym kiedyś była mocno związana, ale ich ich losy rozdzieliły się gdy on wybrał pozostanie młodym. Oskar ma swoje życie, swoją partnerkę i tak sobie dogorywa do tzw. deadlajnu (czyli gdy skończy się jego okres przydatności - jego młode ciało po prostu umrze).
W Oskarze budzą się dawne uczucia i mimo, że Sara wygląda jak 60-letnia babka, postanawia jej pomóc.
Rozumiem wszystko, co chciano przedstawić w tym filmie: rozważania nad sensem starzenia się (w tym filmie zrozumiałam, jak bardzo może być przydatna starość, choćby w identyfikowaniu wieku - np. aktualna partnerka Oskara chyba nawet nie wie, że typowi za kilka lat skończy się okres przydatności - Oskar udaje przed nią, że Sara to jego matka). Do tego okres przydatności widocznie jest z góry narzucony, a starzy żyją aż umrą, jakkolwiek to brzmi.
Rozumiem też, że można postawić pytanie o wielkiej miłości i czy ona przetrwa gdzieś tam w ludziach mimo takich odchyłów w wyborze ścieżki życia.
Ale mimo to nie czułam tam zbyt wiele. Agata Kulesza w roli Sary jest znakomita, ale nie oszukujmy się - miała dziesiątki lepszych ról.
Razi też sterylność "młodych". Wyglądają jak sztuczni ludzie, zmuszeni do cieszenia się swoją młodością, brak w nich naturalności, którą mają dogorywający staruszkowie w ostoi. Co ciekawe, Oskar wraz z obecnością Sary też odzyskuje kawałek dawnej naturalności.
Więc jak widzicie, wszystko jest tu czarno-białe, wyłożone jak na tacy.
O wiele fajniejszy motyw odsuwanych staruszków pojawia się w brazylijsko-meksykańskim "Błękitnym szlakiem", gdzie co prawda nie ma motywu "młodości" ale też jest zamykanie starszych w enklawach i ucieczka przed takim losem.
Ale w gruncie rzeczy to dwa odrębne filmy, choć mają wspólne warstwy - Sarze nie spieszy się na drugi świat, wciąż chce żyć buntowniczo, po swojemu.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Nie widziałam filmu ale od wielu lat Kulesza naprawdę pokazuje że zna się na rzeczy
MahjongFenomen
11piorunów1089 + 1 = 1090
Tytuł: Tajny Agent
Rok produkcji: 2025
Reżyseria: Kleber Mendonça Filho
Czas trwania: 2h 38m
Bez oceny, bo pogmatwała mi się fabuła, a nie wiem czy chce mi się oglądać ten film drugi raz tak szybko.
Akcja dzieje się w Brazylii w 1977 roku, w czasach dyktatury wojskowej.
Głównym bohaterem jest Marcelo (Wagner Moura), naukowiec, który wraca do rodzinnego miasta Recife, próbując uciec przed prześladowcami i zapewnić bezpieczeństwo swojemu synowi. Wplątany w konflikt z wpływowymi ludźmi, staje się celem skorumpowanego systemu i musi walczyć o przetrwanie.
Mimo wszystko polecam, bo choć film dość długi, nie ciągnie się ani sekundy i jest tam wiele smaczków typu już na początku filmu: typ ze stacji czeka aż policjanci zajmą się trupem leżącym niedaleko, ale gdy w końcu przyjeżdżają to w innej sprawie. Albo kwestia wynajęcia cyngli za grubą kasę, którzy... za ułamek otrzymanej forsy rekrutują do zadania miejscowego podwykonawcę. No bajer, po prostu takie smaczki.
Wątków jest natrzaskane sporo, ciężko ocenić ile z nich jest potrzebnych do ogółu fabuły, ale w sensie obserwowania trochę absurdalnego świata tamtych czasach sprawdza się dość dobrze.
Dużo tu humoru, akcji i empatii dla głównego bohatera, który wręcz nie ma wielkiego wyboru i jest targany niefortunnym losem.
Czasem film skręca w inne rejony - jak na przykład motyw współczesny z odsłuchiwaniem taśm.
Ten miszmasz moim zdaniem trzyma się ledwo na trytytkach, ale trzyma się. Z 5 nominowanych do Oscarów najmniej mi się podobał, ale to nie jest zła ocena, bo poziom tam był przepotężny w tym roku.
Do obejrzenia na HBO.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

@Mahjong Też się pogubiłam i gdyby nie pomoc mojej dziewczyny, która temat zna dość dobrze, to bym miała problem z oceną, co mnie też skłania do wniosku że drugi seans za parę lat mogę bardziej docenić. W każdym razie Filho trafia na moją listę obserwowanych reżyserów
MahjongFenomen
10piorunów1085 + 1 = 1086
Tytuł: Mścicielka
Rok produkcji: 2016
Kategoria: Akcja
Reżyseria: Walter Hill
Czas trwania: 1h 35m
Ocena: 5/10
Moja podróż po filmach średnich trwa w najlepsze. Tym razem na tapetę trafił typowy film akcji z komiksową pojebanowością i dziwną aktorską śmietanką w tym dość krindżowym dziele kina akcji.
Frank Kitchen to bezwzględny i dokładny zabójca na zlecenie. W takim fachu łatwo narobić sobie wrogów. Jedną z nich jest wyniosła i przekonana o swojej wielkości doktor Rachel (w tej roli Sigourney Weaver), której Frank zabił brata.
Porywa więc pani doktor sposobem Franka i zmienia mu płeć w ramach zemsty. Tak, kurka wodna. Robi to idealnie, bo jest za⁎⁎⁎⁎sta w tym co robi - ale jeśli dalej wam to nie pasuje, to niech wytłumaczeniem będzie, że to na podstawie komiksu, a tam zawsze akcyjne po⁎⁎⁎⁎ne pomysły mają większy limit.
Więc Frank budzi się jako laska (Franka gra Michelle Rodriguez) i postanawia wymierzyć zemstę i chodzi sobie i zabija ludzi. To jedna strona tego filmu, druga to rozrywki psychologiczne, gdy po wszystkim już doktor Rachel siedzi w psychiatryku i rozmawia z psychiatrą.
Trzeba powiedzieć jedno, że starano się stosować charakteryzację, by zachować jedną aktorkę do grania i męskiego Franka i po operacji zmiany płci - więc Michelle z gęby wygląda jak facet i nawet mamy obnażenie, owłosiona klata i przyrodzenie, a tymczasem z tyłu kobiece plecy i kształtna dupka - niby chcieli się przyłożyć, ale chyba budżetu starczyło tylko na przednią część ciała XD
Ale już gdy Michelle jest laską i gra Franka w ciele faceta - to wszystko działa.
Dziwny, nierówny film, niepozbawiony wad, a jednak nie narzekam, oglądałam bez nudy, czując ową komiksową formułę przenikającą do filmu, co niwelowało krindż do zaledwie kilku dawek.
Nie polecam ogólnie, bo to można by ocenić jako akcyjne gówno, które mimo, że ma motyw gender, nie ma nic tam genderowego. Ale ja lubię zgłębiać kino na wielu płaszczyznach i od jakiegoś czasu lubię też po prostu to, że się dobrze bawię. Tu się dobrze bawiłam, nic wybitnego, ale dało mi fun, zresztą lubię Michelle, pewnie sentyment po Rain z Resident Evil.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

@Mahjong Michelle Rodriguez to niesamowita babka, w elitarnym klubie aktorów, którzy mają tak wąski zakres umiejętności, że w każdym filmie gra tą samą osobę xD
MahjongFenomen
13piorunów1083 + 1 = 1084
Tytuł: Żyjemy dalej
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Dramat
Reżyseria: Tyler Perry
Czas trwania: 1h 48m
Ocena: 6/10
Ten film jest dość słaby, to trzeba przyznać. Scenariusz taki se, dialogi jak wyjęte z harlekina, aktorstwo szoruje po dnie. A jednak ten wzruszający dramacik dostarcza na swój nieco komiczny sposób.
Anika nie ma łatwo w życiu. Sparzyła się na jednym kolesiu i będzie samotnie wychowywać jego dziecko, chce iść na pielęgniarstwo, ale brak kasy na semestr. Do tego musi opiekować się chorą matką, gdy jej siostry mają wyjebane.
Dorabia jako strażniczka więzienna. Pewnego dnia wybucha bunt i więźniowie chcą ją zgwałcić. Z opałów ratuje ją Carousel, młody facet, który resocjalizuje się tutaj już od 14 roku życia (został skazany jak dorosły). Potem wymieniają między sobą listy, a gdy mężczyzna wychodzi na wolność - zaczynają się spotykać.
Oczywiście matka i siostry gdy dowiadują się, że Anika spotyka się ze skazańcem - dostają jobla i suszą głowę dziewczynie.
Cały myk polega na tym, że Carousel to po prosto pan Jezus w ciele młodego, przystojnego mężczyzny, który przez więzienie nigdy nie poczuł co to miłość z kobietą. To znaczy, nie dosłownie Jezus - koleś jest po prosty DOBRY. To chodzące dobro, chce każdemu pomóc, Anice w wychowaniu córeczki, nawet nienawistnej matce, która co chwilę go obraża.
Chociaż to skazaniec i pracuje jako śmieciarz jest najbardziej wartościowym człowiekiem chodzącym po tej ziemi. Dlatego też mocno kibicujemy Anice, by pokochała typa i z nim była, mimo przeciwności losu.
Naprawdę, ten film jest naiwny, ckliwy, dialogi czasem powodowały u mnie wybuchy śmiechu już, a jednak muszę przyznać, że bardzo dobrze mi się oglądało ową historyjkę.
Można powiedzieć, że to taki komfort typu oglądanie bajki dla dzieci, gdzie dobro wygrywa i jest happy end. Comfort movie style.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

MahjongFenomen
364piorunówEch, znowu tracę pracę.
Tym razem bardzo chcieli mnie zachować bo się świetnie sprawdziłam, ale wraca panna z macierzyńskiego, którą zastępowałam i w kadrach nic nie ugrali niestety.
Boli strasznie, bo choć praca niskołopłatna, to fajna, zdalna, rozwijająca i z przefajną ekipą z mega wsparciem.
Dejcie piorunka na pocieszenie. Przeraża mnie znowu szukanie pracy....
@Mahjong Załóż własny biznes, olej tych etaciarzy.
Jak tam szukanie pracy?
@boogie Nic nie ma dla mnie - szczerze nawet nie mam ochoty szukać... takiej fajnej roboty z taką ekipą już nie znajdę raczej. Na razie pracuję do końca i będę się rozglądać. Jest malutka szansa, że może zostanę w starej pracy - zobaczymy. Trzymajcie kciuki!
@Mahjong trzymam mocno. Aż krew mi przestała dopływać :)
@boogie ❤️
@Mahjong tylko każ im się streszczać bo mi grozi amputacja xD
MahjongFenomen
17piorunów1066 + 1 = 1067
Tytuł: Carrie
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Horror
Reżyseria: Mike Flanagan
Ocena: 9/10
Po takim se "Życiu Chucka" i takich se serialach jak Zagłada domu Usherów" czy "Klub Północny" (nie byy to złe rzeczy, ale dla mnie poniżej poziomu poprzednich seriali tegoż pana) przyszła kolej na "Carrie".
/mogą być lekkie spoilery/
"Carrie" to klasyk, adaptowana masowo debiutancka książka Stephena Kinga (dziękujemy ci Tabitha, że wyjęłaś tę książkę z kosza). Problem zawsze polegał na tym, że pierwsza adaptacja wyjęła całe mięso z książki i uczyniła historię jeszcze żywszą niż słowo pisane. Więc każda kolejna adaptacja wygląda gorzej, ale też nie dlatego, że były nagrane potem, tylko dlatego, że samą historię starano się dostosować do pewnych ram.
Flanagan postanowił wyjąć mięso i nadać mu trochę inny kształt i dzięki temu ten serial zyskuje całkiem nowy charakter. Niby wszystko jest takie samo, ale dołączone nowe wątki (których nie było w książce) dodają smaczku.
Jednak niczym jest ten smaczek wobec rozbudowanej psychologii postaci, w czym Flanagan wykorzystał formułę serialu idealnie, by przedstawić nam bohaterów bardzo dokładnie. Tylko Tommy Ross nadal pozostaje ciepłymi kuchami - idealnym boyfriendem z liceum, ale możliwe, że i to było specjalnie - w opozycji do naprawdę zdeprawowanej pary antagonistów.
Sama Carrie na początku wyglądała niczym dziecko zamknięte w ciele szarej myszki, ale z czasem zyskuje coraz więcej charakteru, który mimo wszystko nadal próbuje utrzymać w sobie jak najwięcej niewinności i dobra. Co okazuje się bardzo ciężkie w świecie, do którego wkroczyła dziewczyna.
Całkiem nieźle przedstawiono też Chris - typowej przedstawicielki ostrego bullingu. Widać, że dziewczyna ma własne problemy, ale jej największym problem okazuje się to, na kim się wzoruje i jak się okazuje wybrała ten wzór już bardzo dawno temu, więc chociaż ma sporo szans na odbudowanie się - nie korzysta z nich.
Dla mnie jednak najjaśniejszą gwiazdą serialu została Samantha Sloyan w roli Margaret White, czyli matki Carrie.
Jest sporo odniesień do książkowej wersji, a jednak na jakiś pokrętny sposób serialowa Margaret zyskuje kilka więcej warstw - na tyle sporo, by czasem nawet ją lubić. Łapałam się na tym, że często jej kibicowałam, bo szczerze wierzyłam, że zrozumie wszystko i zwykła rodzicielska miłość zwycięży.
Cały serial ma tylko jeden minus - Flanagan przyzwyczaił nas do zamkniętych serii, a tu zapowiada się, że będzie kontynuacja (nie szukałam potwierdzeń tego, ale końcówka to sugeruje nieco). Z drugiej strony już przy "Klubie Północnym" coś tam jęczał pan twórca, że chce się sprawdzić na bardziej długodystansowej pozycji.
Nie wiem czy bez podbicia fabularnego to się uda, ale mam nadzieję na dobry pomysł i kolejne rozbudowywanie postaci i jedziemy z tym. Szczególnie też dlatego, że tak naprawdę "Carrie" mogła by się nazywać "Narodziny Boga" 😉
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app
