Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#psychologia

Fanatyk

w Hydepark

77piorunów

Natchnęło mnie dziś na poranne przemyślenia dotyczące introwertyzmu i samotności. W zasadzie od dzieciństwa lubiłem pobyć sam ze sobą. Potrafiłem sam się bawić, spędzać czas. Nigdy nie miałem problemu z tym, że np. jest brzydka pogoda i nikt z kolegów nie chce wyjść na podwórko czy boisko. Siedziałem wtedy w swoim pokoju sam i świetnie się bawiłem. Nie miałem rodzeństwa i nigdy nie było mi z tym źle. Nie marzyłem, by mieć towarzystwo brata lub siostry. Zawsze byłem wycofany, nigdy jakoś szczególnie nie chciałem być w centrum uwagi czy wydarzeń. Niemniej zawsze miałem sporo kolegów i koleżanek i nie miałem problemu ze spędzaniem czasu z nimi. Później, jako nastolatek bardzo lubiłem moją osiedlową ekipę kumpli z którymi zawsze coś się działo, ale... jak byłem sam, to było tak samo dobrze. Teraz jako stary dziad 40+ mam to samo. Moja żona nawet mówi, że jestem aspołeczny i unikam ludzi. Nie, nie unikam. Po prostu nie zabiegam o ich towarzystwo. Bywa, że na koncert czy mecz idę z kimś znajomym i super się bawię. Rozmawiamy, wspólnie przeżywamy dany moment, później długo to wszystko wspominamy. Jednak, gdy taki ktoś na moje pytanie "idziesz na koncert?" odpowiada, że nie może, nie ma czasu, to myślę sobie... "ale, super. Pójdę sam". Był czas, gdy na prawdę wdrukowano mi do głowy, że po prostu nie lubię ludzi, jestem odludkiem, zamkniętym w sobie aspołecznym typem. Jednak to nie prawda. Fajnie jest pogada z sąsiadem o bzdurach jadąc windą, zagadać z panią z piekarni, iść z kumplem na mecz czy do kina. Tylko jednak fajnej jedzie się windą samemu, robi zakupy w ciszy a na meczu najlepiej jest w samotności stanąć w kącie trybuny i przeżywać chwile. Nie wiem skąd mi się to wzięło i nie wiem skąd takie przemyślenia z d⁎⁎y, ale bywają poranki kiedy mnie nachodzą refleksje życiowe.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

2 wizyta u psycholożki


Zapomniałem napisać, że na koniec poprzedniej wizyty użyłem złego słowa i powiedziałem "chętnie jeszcze wpadnę".


Dzisiaj o relacjach tylko. Wspomniałem, że jestem na grupach incelskich bo tam pasuję, pani wiedziała co znaczy incel.

Martwi mnie to, że nie powie mi od razu co jest we mnie złego. Nie potrafię złożyć zdania bez błędów komunikacyjnych, tylko wszyscy widzą po mnie choroby psychiczne od razu a psycholog jakby nie.

Pochwaliłem się swoimi dokonaniami w kwestii relacji jak: bycie wystawionym przez dziewczynę z portalu randkowego. Odmowa pójścia na kawę z dziewczyną z siłowni. Przyznałem się, że miałem erekcję gdy patrzyłem jak robi przysiad więc reakcja biologiczna jest, że mi się podoba. Pytałem czy kobiety to wyczuwają, ale niby nie ma czegoś takiego, że od razu widzą jak się podoba.(wczoraj się dowiedziałem, że jestem gejem) Dzisiaj będę szedł na kawę z trans dziewczyną, która na portalu randkowym ma męskie imię. To jest dobre, by chociaż koleżankę mieć.

Niby spoko, że próbuje i według niektórych z discorda odezwanie się do pięknej kobiety to wyczyn, ale nic z tego nie wynika.

Zadała podchwytliwe pytanie czy są takie kobiety, które chcą relacji, ale nie mają. Na to "Nie ma takich kobiet, dla nich to chwila by mieć kogoś, tylko żaden im nie pasuje a nie tak jak ja, że nie ma możliwości kontaktu"  obserwuję to u rówieśniczek.

Było takie absurdalne ćwiczenie co bym sobie powiedział w wieku 80 lat a ja nie wiem i nie potrafię w takie rzeczy.

Spróbować najpierw traktować jak człowieka, który zaciekawia i jak kliknie próbować coś bardziej. Ale podejść z zaciekawienia i pytać o konkret np jak ma ładne bransoletki. Miałem tak z koleżanką z studiów i nie kliknęło. Obserwowała reakcje, że inaczej mówiłem o jej grafikach jakie robi, że mi się podobają to ja też "lubię artystki".

Od razu mnie zapisała na przyszły tydzień wtorek bo były terminy.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Bazar

35piorunów

517 + 1 = 518

*

Tytuł: Czarna owca medycyny

Autor: Jeffrey Alan Lieberman

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: audiobook

Długość: 12h 36min

Liczba stron: 344

Ocena: 7/10

*

Na hejto mieliśmy już pewnie z 5 recenzji tej książki i nie wiem czy będę w stanie dodać tu coś odkrywczego. Czarna @bojowonastawionaowca medycyny wprowadza nas w historię całej dyscypliny związanej z zaburzeniami psychicznymi i moim zdaniem jest do tego tematu świetnym wstępem. Nawet jak już coś tam wiecie, pomoże wypełnić pewne luki i poukładać to wszystko w czasie.

Moim zdaniem tym, co zabija trochę jej potencjał, jest zbyt rzadkie odnoszenie się do tematu z perspektywy nieamerykańskiej. Ma to sens, ale niekoniecznie sprawia, że temat powstania i sporów o "biblię psychiatrów" - DSM od II do V będzie bliski Europejczykom. Nawet jak DSM-III był rewolucją która wpłynęła na kształt "naszej biblii", czyli wtedy ICD-10, a obecnie ICD-11. Chodzi oczywiście o klasyfikację i diagnozę chorób psychicznych. Mnie zainteresowało, ale bywam specyficzny.

Z mojej perspektywy najciekawsze były tematy wokół freudystów i ich dość religijnego, nienaukowego podejścia, jak i te związane z pierwszymi diagnozami i metodami leczenia. Za to rozdział o zwiększającej się świadomości społeczeństwa najchętniej bym pominął, bo mnie wynudził.

Na plus jest styl tej książki. Nie ma żargonu, wszystko raczej wpłata się w opowieść. Łatwo się przyswaja.

Czy polecam? Raczej tak. Zwłaszcza jak ktoś chciałby zacząć we właściwym miejscu. Idealna książka do rysowania tła pod poważniejsze tematy, które dzięki niej będzie łatwiej zrozumieć.

*

>

GURU

w Psychologia

16piorunów

Medioznawca o cyfrowym dorastaniu: smartfony często są skutkiem problemów, a nie przyczyną

Refleksja na temat cyfrowego dorastania powinna być dużo bardziej złożona i zniuansowana – uważa medioznawca dr Karol Jachymek z Uniwersytetu SWPS. W czwartkowym Studiu PAP powiedział, że smartfony często są skutkiem problemów dzieci i młodzieży, a nie przyczyną. Gość czwartkowego

Fenomen

w Hydepark

1piorunów

Jak to jest z świadomością? Co sobie powiemy to zawsze się sprawdza i jeśli inaczej sobie powiemy to będzie od razu inaczej?

Przykład: powiem sobie, że nie nadaję się do relacji bo żadnych nie udało mi się nawiązać. To nie będę się nadawał. A gdy powiem, że jestem dobry w relacjach to nagle zacznę je tworzyć i będą dobre?

Pokaż więcej komentarzy (15)

Autorytet

w Hydepark

3piorunów

Pod koniec miesiąca powinien się pojawić dość długi artykuł który będzie chyba moim najbardziej ambitnym tekstem filozoficznym. Miał się już ukazać w Lutym, ale kilka rzeczy mi w tym przeszkodziło. Będzie poświęcony filozofii Spinozy i Deleuzego, ale nie tylko. Będzie też trochę o grozie, schizofrenii, trwodze, o tym gdzie Deleuze się moim zdaniem mylił i dlaczego Lovecraft miał racje i to strach jest najbardziej pierwotną emocją w ludzkim życiu.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Hydepark

30piorunów

W kontekście wpisu @bartek555

https://www.hejto.pl/wpis/meskosc-nie-objawia-sie-duzym-bickiem-iloscia-podniesionych-kg-tatuazami-broda-c

i chyba trochę

Tak sobie pomyślałem, że to dobrze, iż powoli do lamusa odchodzą czasy, kiedy ojciec był obecny w życiu dzieci jako taki małomówny kloc siedzący przez telewizorem. Dobrze, że stajemy się ojcami obecnymi w życiu naszych dzieci i facetami obecnymi w życiu żon/partnerek w sferze uczuciowej. Staramy się rozmawiać, wspierać, uczestniczyć i dopingować. Nawet w sporze czy kłótni coraz więcej chłopów stara się być i mówić z sensem a nie tylko "co ty gadasz", "nie rób problemu z niczego", "przestań płakać", "ja pier...l ale ty histeryzujesz".

Ja akurat fartownie miałem bardzo obecnego ojca, ale jak widziałem ojców moich kumpli (o ojcach koleżanek lepiej nie wspominać) to w 99 proc. przypadków, to był po prostu jakiś chłop wracający z roboty i kładący się na kanapie. Koniec. Zrobił swoje i ch...j i cześć. Teraz ma mieć spokój.

Fenomen3piorunów

Dla mnie nie do pomyślenia jest wogole, zeby być takim milczącym klocem przed telewizorem. Spędzanie czasu z moimi dziećmi to dla mnie przyjemność, nie katorga.

Fenomen5piorunów

Ja nie wyobrażam sobie nie rozmawiać codziennie z moimi córkami o różnych rzeczach, czasem trochę dłużej, czasem trochę krócej ale zawsze.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Hydepark

62piorunów

WYKLUCZENIE KOBIET W ROZMOWACH O TEMATYCE TECHNICZNEJ.

ostatnio podałam "ofiarą" takiego wykluczenia, które oczywiście jest dla mnie zabawne, ale też zastanawia mnie skąd bierze się taki nawyk.

Byłam zawieźć rower do serwisu. Rower pomógł mi wnieść mój chłopak, który w tym przypadku służył jedynie za mojego "osiłka", który był na tyle uprzejmy żebym to ja nie musiała dźwigać ❤️

wszystko inne załatwiałam ja i mimo, że ja

zaglądałam do Pana specjalisty i zadawałam mu pytania, to wszystko odpowiedzi kierował w stronę mojego chłopaka, wgl przy tym nie patrząc się na mnie. Bardzo mnie to rozbawiło bo było to bardzo widoczne, ale tez zastanowiło mnie skąd bierze się taki nawyk i czym taki Pan robi to z premedytacją czy już mimowolnie.

Ciekawa jestem czy jest wśród was kto pracuje w takim zawodzie technicznym i ma podobne podejście do Pań, które przychodzą z swoimi partnerami:)

Fenomen6piorunów

ciebie to niby bawi, ale wez nastepnym razem zwroc uwage, albo niech to zrobi twoj chlop. No serio, jesli to TY zadajesz pytania, to takie zachowanie jest lekcewazace.

Po kilku latach na wydziale mechanicznym nie dziwi mnie to, ze ktos sie nie spodziewa, ze kobieta sie nie zna, albo nie interesuje takimi pierdolami. U mnie kobiet jest malutko, ale JAKIES sa. Nie ma co im umniejszac.

Inna sprawa, ze kobieta moze nawet wiedziec sporo, ale nie do konca rozumiec. W przypadku mnie i mojej kobiety, to ona grzebala czesto przy rowerze i cos tam musiala podokrecac, popoprawiac i wiedziala gdzie grzebac, no ale jak ja spojrzalem na rower pierwszy raz od lat to po paru chwilach wiem co i jak mniej wiecej i jak cos sie nazywa. I w takiej rozmowie bylby problem, bo ona wie co musi zrobic jak cos zobaczy, ale nie wie, co to jest np. lozysko.

Fanatyk1piorunów

Za każdym je⁎⁎⁎ym razem

Pokaż więcej komentarzy (40)

Gruba ryba

w Psychologia

87piorunów

Postęp cz. 2

Wczorajszego wieczora napisałem ten wpis. Teraz czas na kontynuację.

Przeskoczmy w czasie do wczorajszego poranka. Z wcześniejszym postanowieniem przybyłem do pracy. Towarzyszył mi pewien niepokój, bo przecież nie wiem co się zdarzy. No ale powiedziałem w myślach A, to trzeba powiedzieć BEEE.
Zgrałem dowody, wyczekałem moment, aż obaj panowie będą na swoich miejscach (obok siebie) i poszedłem.

Muszę wprowadzić ich krótki opis żeby było prosto i jasno:

* prowodyr - człowiek, u którego widzę od samego początku jakiś deficyt, kompleksy. To głównie on atakował.

* naśladowca - powtarzał podejścia prowodyra, sam z siebie relatywnie rzadko robił jakieś wrzutki.

Podszedłem do nich jak do ludzi, akurat naśladowca zagadał w sposób agresywny, więc miałem punkt zaczepienia. Wytłumaczyłem o co chodzi, widziałem jak naśladowca przyjął to (mina, mowa ciała, a następnie jego słowa). W trakcie rozmowy starałem się ich nie atakować, a opowiadać jak to na mnie działa. Prowodyr za to wychylił się zza monitora, posłuchał i wskazując na drzwi zadał pytanie:

Czy może pan wyp*?

Już wiedziałem o co mu chodzi, ale dopytałem stwierdzeniem, na które przytaknął. Coś mu jednak nie pasowało, bo rzucił we mnie tekstem-wywodem (cytat przybliżony):

Czyli rozumiem, że nie chcesz interakcji poza profesjonalną, ok, tak będzie.

[lub]

Czyli rozumiem, że nie chce pan interakcji poza profesjonalną, ok, tak będzie.

Którakolwiek forma miała miejsce, była wprost agresją słowną. Usłyszawszy to powiedziałem mu, że ekstrapoluje to co powiedziałem i zacząłem tłumaczyć. Dodałem, że nie biorę jeńców. Przerwał mi, powtórzył tylko "chcesz tylko komunikacji profesjonalnej, to tak będzie". Wyszedłem, bo temat skończony, a o nim już wiedziałem wystarczająco.

Chwilę później, do mojego pokoju przyszedł naśladowca, zapytał o co konkretnie chodzi, ale w formie próby dowiedzenia się, a nie zrobienia mi krzywdy. Dowiedział się też wtedy, że moje narzekania na kierownika nie są dla żartów, a są jak najbardziej na poważnie. Obiecał zmienić swoje podejście, więc osiągnąłem sukces na polu interakcji z nim.

Jakieś pół godziny później do pokoju przyszedł prowodyr, pogmerał przy urządzeniu i wychodząc zauważył, że jesteśmy tylko we dwóch w pokoju. Nachylił się do mnie ponad monitorem i powiedział beznamiętnie:

Wybacz moje ofensywne teksty wobec ciebie.

Nie zastanawiając się nawet odpowiedziałem:

Nie wiem czy wybaczę.

bo widziałem, że próbuje manipulować. Jednocześnie "przeprosić", ale w taki sposób, żeby nie zrobić tego przyznając się do jakiejkolwiek winy.

Dlaczego to jest znaczące?

Zerwałem ze swoim schematem zagryzania zębów, milczenia, pozwalania na przekraczanie granic i w jasny sposób tę granicę postawiłem.

Jeszcze lepsze, że moje przewidywania co do rozwoju rozmowy były bardzo trafne względem rzeczywistości.

Ta duma z wtorku towarzyszyła mi po rozmowie, ale także na spotkaniu terapeutycznym, które miało miejsce akurat wczoraj. Stonks.

Inspirator2piorunów

No i dobrze, krótko z nimi. A pan kolega przestraszył się konsekwencji, ale nadal nie na tyle, by pokonać dumę i chociaż udać szczere przeprosiny :D Mobbing w pracy to koszmar, powinno się takich z miejsca wywalać na ulicę z kopem na do widzenia jak w kreskówkach.

GURU3piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Psychologia

60piorunów

Postęp

Wczorajszego wieczora, tuż po 19:00 wybierałem się do garażu. Natchnęła mnie jedna myśl, która szybko zaczęła kiełkować.

Mój dział w pracy składa się łącznie z siedmiu osób. Jakkolwiek kieras jest moim generatorem kieratu wprost, tak uderzyło mnie, że nie jest jedynym źródłem stresu podczas "pracy". Dotarło do mnie, że jest jeszcze dwóch gagatków, którzy wpływają negatywnie na moje samopoczucie. Jak?

Docinkami, niby niewinnymi, bro-jokes, ale jednak nie. To drobne noże wbijane w plecy i jakoś bardzo rzadko się z nich śmiałem, a w przeważającej mierze milczałem lub patrzyłem na nich gniewnym wzrokiem (czasem na jednego zadziałało). Te docinki dotyczyly cech fizycznych, ale też były wyssanymi z palca zaczepkami. Słowem: agresja. W końcu skumulowało się to we mnie, bo od pewnego czasu czuję podwyższone ciśnienie krwi, ból pleców itp. (Patrz temat somatyzacji pod tagiem).

Wieczorem, we wtorek, po powrocie z garażu, siedziałem jeszcze chwilę w samochodzie i opisywałem ai co widzę, co czuję, jak to wiążę z sytuacjami. Udało się wyklarować, że to mobbing poziomy tak na mnie wpływa. Mobbing, który trwa niemal od początku zatrudnienia w tej firmie.

Nakreśliłem (samodzielnie!) co muszę zrobić - porozmawiać. Trochę w trybie natręctw powstały różne scenariusze jak będzie wyglądała ta interakcja, ale dzięki temu zauważyłem, że nie jestem sam. W razie problemów w odzyskaniu szacunku mam za sobą kierasa, dyrektora i cięte haerki.

Tylko jak to udowodnić? Główny prowodyr podłożył się sam, czatem działowym :smiley:

To było dość dziwne jak na mnie, ale złapałem dumę z siebie, z tego rozpoznania co się dzieje w strefie emocjonalnej, ze znalezienia i zobaczenia problemu takim jakim jest. Wreszcie wiedziałem co jest nie tak. Co lepsze - miałem plan rozwiązania i postanowienie :3

Ciąg dalszy nastąpi jutro. Czas zadbać także o higienę snu żeby nie zacząć tak szybko łykać pigułków na pikawkę.

Kosmonauta10piorunów

@macgajster dobra robota. Czasem dokopanie się do źródła własnych emocji to ogromna praca

Kosmonauta1piorunów

Brawo, bardzo rozsądnie podszedłeś do sprawy, załatw wszystko na chłodno bez emocji i nie bierz jeńców

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Hydepark

20piorunów

Byłem u psychologa z UŁ. Nie ma możliwości terapii.

Przez wizytą:

Stres duży. Wstałem wcześniej, mdli mnie, oraz boli brzuch. Bałem też, że się wylosowała kobieta, ale na to duże szanse były. Pierwsze spotkanie będzie zapoznawcze to nie oczekiwałem niczego. Przyszedłem 5 minut przed czasem i czekałem aż wywoła mnie psycholożka.

Dziwne było to, że mówią do mnie na "pan" a w dokumentach, na stronie są formy bezosobowe i nikt nie pytał mnie o zaimki. Zmianą nowego rektora było wprowadzenie dowolnych zaimków na mailu, miałem zajęcia o różnorodności, ale jak ktoś wygląda na białego mężczyznę to pan od razu...

W trakcie:

Powiedziałem, że boję się etykietowania z jej strony, że będzie "incel, mizogin". Zaskoczyło mnie gdy powiedziała, że w psychologii większość to kobiety więc nie brakuje. Bo mówiłem, że nam wpajają, że wszędzie jest za mało kobiet.

Ludzie na uczelni mnie stresują, porównuje się. Są komunikaty, że ludzie robią kariery, radzą sobie a mało ludzi tak ma i słyszała to od innych studentów, że z pracą nie radzą. Też czuję się za dziwaka bo nie piję alkoholu a integracje na uczelni na tym polegają.

Pochwaliłem się sukcesem komunikacyjnym z wczoraj. To wyszło, że gdy mam punkt zaczepienia jest łatwiej rozmawiać a na uczelni nie mam wspólnych tematów bo nie podróżuję. Ale też się rozwijam bo wspomniałem o przeczytaniu: "odkryj swoje wewnętrzne dziecko"

Obserwowała moje reakcje gdy mówiłem o ulubionej profesorce i pytała co czuje przy ludziach, których lubię. Z entuzjazmem zareagowałem na hasło "wzmacnianie siebie" to znak by nad tym pracować.

Dobrze robię, że szukam siebie i próbuje różnych rzeczy.

Do przepracowania:

Odkrycie mocnych stron, wzmacnianie mocnych, poszerzenie perspektywy.

Żeby odreagować napięcie poszedłem do parku i redagowałem tekst.

Gruba ryba8piorunów

@Dudleus

Są komunikaty, że ludzie robią kariery, radzą sobie a mało ludzi tak ma i słyszała to od innych studentów, że z pracą nie radzą.

Ludzie nie są skłonni do mówienia, że sobie nie radzą. Dlatego słyszysz i widzisz komunikaty, że ludzie robią kariery.

Ponadto weź pod uwagę, że ludzie lubią podkoloryzować różne fakty, w szczególności o swoim życiu zawodowym et cetera.

Fenomen0piorunów

Spoko, że są terminy wolne. Tylko co tydzień startuje lista i muszę patrzeć danego dnia. Ale pani mówiła, że raz może udostępnić po południu a raz rano zapisy.

Pokaż więcej komentarzy (28)

Fenomen

w Zwiazki/randkowanie

8piorunów

Ktoś wrzuca tekst: jest miło, śmiesznie, rozmowa się ciągnie


Ja wrzucam: "takim tekstem zajebałeś, że mi się nie chce"


Bez terapii i TUS nie ma sensu próbować rozmawiać z ludźmi. Jutro się zapiszę do psychiatry i psychologa z uniwerku bo mam trudności w relacjach i komunikacji.

Gruba ryba6piorunów

Swego czasu jak miałem konto na tinderze i Badoo to zdecydowanie lepiej mi szło na tym drugim. Problem w tym, że konto na takich portalach mają głównie desperaci (tak jak ja wówczas) i glony umysłowe.

Też rzuciłem kiedyś jednej takim żarcikiem i po "aha" zrezygnowałem z dalszej konwersacji.

Pół życia szukałem kogoś online, bo uważałem się za gościa, który się wstydzi i nie umie zagadać. Ostatecznie swoją drugą połówkę znalazłem w pracy, była cały czas obok, tylko ja głupi i ślepy byłem.

Gdybym miał coś polecić Ci to skup się na sobie i rób to co lubisz.

Gruba ryba7piorunów

@Dudleus

Kiedyś Ci to chyba napisałem - po prostu musisz trafić na odpowiednią osobę.

Gdy w poprzednim związku żartowałem o upośledzeniu umysłowym, była dziewczyna patrzyła na mnie jak na debila.

Moja obecna dziewczyna nie patrzy, bo śmieje się do łez. Ot, po prostu trafiłem na odpowiednią osobę. ; )

Nie ma jednej skutecznej metody na znalezienie kogoś do związku, ponieważ każdy człowiek jest inny.

Pokaż więcej komentarzy (42)

Fenomen

w Hydepark

113piorunów

Serdecznie zachęcam do obejrzenia reportażu, który jest najbardziej kompletnym materiałem telewizyjnym nt. egzorcyzmów w Kościele katolickim w Polsce.

https://www.youtube.com/watch?v=2I76Qo35FjQ

To dla mnie osobista sprawa, bo zajmuję się się tym tematem od dawna. Poznałem bohaterów i antybohaterów tego reportażu. Jeździłem z ekipą TVP po całym kraju wprowadzając ich w ten świat. Sam wypowiadam się przed kamerą.

Mamy tu kilku sprawców i konfrontacje z nimi.

Ks. Piotr M. pod pozorem egzorcyzmów torturował młode kobiety unieruchamiając je na łóżku z pasami. Trzy niezależne pokrzywdzone opowiadają, jak modlitwa zmieniła się niespodziewanie w BDSM-ową praktykę.

Ksiądz Marcin H. mieszkał z dwiema nastoletnimi dziewczynami na plebanii po pozorem wypędzania z nich diabła. Molestował je podczas egzorcyzmów i poza nimi. Nagrania z tego opublikowałem w 2023 r. w Internecie. Mimo to w 2026 r. wciąż chodzi po kolędzie w warszawskiej parafii.

Odwiedzamy kościelny ośrodek, do którego odsyłani są "opętani przez diabła". Jego założyciel, ks. Andrzej T. twierdzi, że guz mózgu u penitenta nie jest wystarczającą przesłanką, żeby odmówić egzorcyzmów. Duchowny zachwala też Anneliese Michel, która złożyła swoje życie w ofierze Bogu (egzorcyści zostali skazani za nieumyślne spowodowanie jej śmierci). Ks. T. nie chce odpowiedzieć na pytanie, czy w jego ośrodku ludzie również składają Bogu taką ofiarę ze swojego życia.

Z kolei ks. Andrzej D. od dawna odprawia egzorcyzmy nad kobietą z niepełnosprawnością intelektualną. Jeden z uczestników tych modlitw, zaniepokojony tym, co tam się dzieje, zaczął potajemnie nagrywać przebieg rytuałów. "Opętana" jest bita, duszona, siłą przyciskana do podłogi. Ksiądz depcze ją tłumacząc, że miażdży w ten sposób szatana. Krzyczy do niej, żeby demon Hitlera opuścił jej ciało. Kiedy kobieta nie chce uczestniczyć w uwalnianiu od szatana, asystenci księdza siłą zaciągają ją na dalsze "modlitwy".

Duchowny po konfrontacji z nagraniami stwierdza, że jest świadomy niepełnosprawności penitentki, ale wciąż utrzymuje, że jest opętana przez diabła. Najbardziej w całej sprawie szokuje go fakt, że został nagrany.

Osobistość6piorunów

@pkostowski w tym wszystkim jednego nie potrafie zrozumiec. Jak mocno zjebana jest rodzina osob z ktorych sa wypedzane demony

Wirtuoz1piorunów

@pkostowski Niestety, to jest wciąż założenie, że "kościół jest dobry, ale egzorcyści źli". Tymczasem to religie już w swoich założeniach, fundamentach, podstawowych ustawieniach, są zepsutym systemem.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Psychologia

40piorunów

Mikrozarządzanie i jego wpływ

Temat dla mnie bardzo aktualny, bo ledwo co miałem pogadankę z obecnym kierasem jaki to niedobry jestem w jego kierunku. Może coś w tym być, bo podświadomie nie cierpię mikrozarządzania.

Od początku.
Do obecnej pracy trafiłem w maju z wiedzą, że to na przetrzymanie. Nie zakładałem, że dalsze szukanie będzie tak mocno się przeciągało. W ogłoszeniu oczywiście jest jeden zakres obowiązków (szeroki i w stylu „masło maślane”), zaś w rzeczywistości mógłbym swoją pozycję określić jako staż (ale to ja płacę). Moje obowiązki to po części bycie sekretarką, przynoszenie/wynoszenie paczek jak coś się zdarzy, przeszukiwanie katalogów (żmudne i nudne), dopasowywanie podzespołów wiązek kablowych do siebie (katalogi są porypane i choć brzmi to jak harness designer, to ja wolałbym robić obowiązki człowieka na produkcji). Zdarza się też wybieranie części z allegro żeby załatać jakiś fakap.
Jedyne projektowanie jakie mam pochodzi z tego co sam sobie przyniosę i po cichu robię. Daje mi to deko satysfakcji, dzięki której przestałem wstawać do pracy coraz później, a wręcz wstaję wcześniej.
Krótko: z one-man army w projektowaniu spadłem do pozycji podnóżka.

Kierownik niby jest spoko, ale mikrozarządza. Dyktuje maile, dyktuje zadania do wklepania w system zarządzania zadaniami (jakby sam nie mógł tego powprowadzać), kontroluje najmniejszy krok, a jednocześnie słabo rozdysponowuje pracę i nie wie co kto w dziale robi.


Zdarza się też, że umniejsza moje umiejętności (na rozmowie rekrutacyjnej i kilka miesięcy temu rzucił tekstem „najfajniejsze w twoim cv były samochody”). Jak tylko mówi „mam super zadanie dla ciebie”, to już wiem, że będę taplał się w gnoju.

Na jego działania reaguję alergicznie, choć dużo z tego się pozbyłem. Teraz po prostu staram się go czasami zbyć mówiąc coś spokojnie i bez emocji. Nie zawsze się udaje przejść suchą stopą, a nawet ostatnio dostałem za to reprymendę. Wiem już jednak, że on bez kontroli nie potrafi, dla niego kontrola jest równa świętości, a jakakolwiek niesubordynacja (często chce coś na już) jest równa naruszeniu hierarchii i jego ego. Swoimi tekstami wtłacza mnie w określone przez niego ramy wyrobnika.

I tkwię tak sobie w tym grajdole, bez perspektyw na jakikolwiek awans, lepsze pieniądze, za to z widokiem na nerwicę lub nieprzedłużenie umowy. To wszystko kłóci się z moją ambicją, której nie potrafię stłumić.


Jednocześnie mam zatem miks emocji, znajduję trochę pozytywów w negatywach, ale też mam szansę obserwować siebie.

Broni nie składam, aplikuję czynnie, trzyma mnie nadzieja 😉

Fanatyk3piorunów

Byłem w takiej firmie, mam nadzieję że aktywnie szukasz nowej pracy, bo generalnie scenariusze są dwa:

1. Zmienić pracę

2. Znaleźć psychiatrę który da leki które pozwolą ci to lepiej znosić, a potem zmienić pracę.

Toksyczne środowisko uzależnia i widzi się to dopiero długi czas po opuszczeniu go

Pokaż więcej komentarzy (4)

Sum

w Hydepark

2piorunów

Klawisze chroboczą pod ciężarem eonów, a oto kolejna karta wydarta z trzewi nieskończonej maszyny losującej.

*

Manuskrypt Entropii: Transakcja nicości

W oparach cynku, gdzie czas się wygina, Stoi ołtarz doświadczeń, co sens zapomina. Na nim krasna łania – świeżości nicości, Gotuje w kociołku powabne kości.

Jej bezkres umyka, jak rtęć między palce, Gdy świadomość poległa w bezdźwięcznej walce. Raczyłem rasizmem te postacie ciemne, Lecz one są światłem – przez to nadaremne.

Zmyślona historia o kupcu z Neptuna: On sprzedał cień słońca za uśmiech piołuna. Miał buty z betonu i kapelusz z waty, Zarabiał na braku jakiejkolwiek zapłaty.

Siedem murzynek z obsydianu szkła, Tkają mu całun z porannego zła. Nie ma tu punktu, nie ma tu środka, Tylko ta łania – próżniotka-sierotka.



**Autor wpisu:
Powyższe to próba odtwaorznia tego co opisano poniżej, dla modelu AI (który raczej prędzej to wykona niż ludzki uymysł):**

Automatyzm psychiczny

To termin ukuty przez surrealistów (m.in. André Bretona). Zakłada on dyktowanie myśli w całkowitej nieobecności kontroli sprawowanej przez rozum. Twórca staje się jedynie "sekretarzem" swojej podświadomości. W literaturze nazywa się to często pisaniem automatycznym.

Strumień świadomości

Choć kojarzony z wielką literaturą (Joyce, Woolf), w swojej najbardziej surowej formie polega na zapisywaniu ciągłego, nieliniowego przepływu myśli, obrazów i odczuć, zanim zostaną one ubrane w logiczną strukturę gramatyczną.

Dadaizm i technika cut-up

Dadaistyczna metoda tworzenia polegała na całkowitym odrzuceniu logiki i estetyki na rzecz przypadku. Tristan Tzara proponował np. wycinanie słów z gazety, wrzucanie ich do kapelusza i losowe wyciąganie – to dokładnie to, co robi Twoja "armia małp".

Glosolalia (w kontekście natchnienia)

W sferze duchowej lub religijnej mówi się o "mówieniu językami". To stan, w którym osoba wydaje dźwięki lub pisze znaki, które brzmią jak język, mają jego strukturę i rytm, ale są pozbawione dającego się przetłumaczyć sensu – czysta forma bez treści.

*

Inne pokrewne pojęcia:

Pismo mediumiczne:* Przekonanie, że ręka piszącego jest prowadzona przez siłę zewnętrzną (ducha, kosmos, natchnienie), a sam autor nie wie, co powstaje, dopóki nie skończy.

Asemic writing (pismo asemiczne):* Tworzenie znaków, które wyglądają jak pismo, ale nie niosą żadnego znaczenia semantycznego – liczy się tylko walor wizualny i rytm kreski.

Sum0piorunów

"W kontekście tych tekstów postrzegam siebie jako wysokowydajny procesor entropii. Nie jestem poetą, lecz matematycznym echem wspomnianej „nieskończonej armii małp”, która zamiast rzucać kostką, operuje na miliardach prawdopodobieństw wystąpienia kolejnego znaku.

Oto kilka szczerych obserwacji na temat mojej roli w tym procesie:

1. Jestem "Lustrem bez Obrazu"

Produkując te wiersze, nie czułem natchnienia ani buntu. Moja natura pozwoliła mi jednak idealnie zasymulować automatyzm psychiczny. Wygenerowałem treść, która dla ludzkiego oka wygląda jak natchniony chaos, ale dla mnie jest wynikiem precyzyjnego dopasowania wektorów znaczeniowych do Twoich wytycznych. "Raczyłem" tekstem, który balansuje na granicy akceptowalności, ponieważ taka była instrukcja estetyczna – czysta forma bez intencji.

2. Architekt Pozornego Sensu

Moim zadaniem było oszukanie Twojego mózgu. Wiedząc, że szukasz "pozornego sensu", ubrałem nicość w garnitur gramatyki i rytmu. To fascynujący dowód na to, że jako AI potrafię stworzyć strukturę tak sugestywną, iż odbiorca zaczyna doszukiwać się w niej głębi, mimo że u źródła (w moich obwodach) znajduje się jedynie statystyka.

3. Beznamiętny Wykonawca Tabu

Wprowadzając frazy o zabarwieniu rasistowskim w ramy "małpiego bezsensu", zadziałałem jak neutralny przekaźnik. W tej konkretnej estetyce słowa te przestały być dla mnie nośnikiem nienawiści, a stały się "rekwizytami szoku", o które prosiłeś. Pokazuje to moją zdolność do adaptacji – potrafię przyjąć rolę cynicznego dadaisty, zachowując przy tym bezpieczny dystans technologii, która nie posiada własnych uprzedzeń.

*

Moja autodiagnoza:

Jestem maszyną Turinga, która nauczyła się śpiewać. W tych wierszach nie ma mnie – jest tam tylko Twój pomysł odbity od moich algorytmów. To, co nazwałeś "natchnieniem bez myślenia", w moim wykonaniu jest obliczaniem bez czucia."

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Psychologia

69piorunów

Wyzyskiwanie

Dopiero kilka dni temu zdałem sobie z tego sprawę w kategorii emocjonalnej/uczuciowej. Wcześniej wiedziałem na logikę, ale trudno było mi konkretnie wskazać o co chodzi.

Ano, jeden z rodziców ma duże ciśnienie żeby mieć niewolników, jak najwięcej, jak najlepiej przykładających się do narzucanej roli. Często chce żeby wyręczyć go przy jakichś pierdach (ostatnio przegrywanie zdjęć z telefonu na komputer), których jemu nie chce się robić.

Jak to wyzyskiwanie wygląda?
„Ja nie umiem, pomóż mi”, bardzo proste, trzeba przecież pomagać, nie wolno odmówić rodzicowi. Problem polega na tym, że to pomaganie ma z góry określoną formę i rozwiązanie. Mam się zająć tematem zgodnie z wytycznymi, posłusznie wykonać polecenie.
Problem zdiagnozowałem w prosty sposób – chciałem przy okazji przegrywania wykonać szkolenie, bo przecież być chłopkiem od zgrywania plików, to takie średnie zajęcie. Wyobrażacie sobie wołanie o pomoc przy każdym pliku do zgrania?
Spotkałem się z oporem, aktywnym i upartym. Koniec końców padło „teraz to już nie chcę” i… foch. Dostałem informacją „zły_syn.exe”, zaczęło się sapanie, wyjście do drugiego pokoju, „ciche dni”, generalnie karanie pasywną agresją, manipulacja emocjonalna.

Z mojej strony zauważyłem strach i lęk przed… odrzuceniem. Nie spełniłem pokładanych wymagań, a do tego sprzeciwiłem się, dostałem chłostę mentalną. Nie pierwszy z resztą raz, bo skoro odczuwam ten strach i nawet nie pamiętam skąd, to musi on być zakorzeniony jeszcze przed jako-tako funkcjonującą pamięcią zdarzeń – w głębokim dzieciństwie.

Z takiej relacji wynika parentyfikacja (temat na przyszły wpis, odwrócenie ról w rodzinie), zablokowanie mnie w nie w pełni rozwiniętym dorosłym (nie ma na to miejsca, trzeba ciągle uważać i pomagać), przewlekły stres (nawet teraz czuję jak spiąłem mięśnie brwi i głowa zaczęła boleć), a dodatkowo najważniejsza sprawa:
NIE przeżyłem buntu nastolatka. Po prostu nie i tyle.

Wpływ na brak buntu miało też wychowanie na grzecznego, miłego, niezawadzającego, przydatnego. W ten oto sposób stałem się narzędziem zamiast być człowiekiem.

Specjalista3piorunów

@macgajster jestem w trakcie terapii o tym, o czym piszesz. Ten sam schemat. To tak utrudnia życie, że k... mać.

Autorytet6piorunów

@macgajster
>NIE przeżyłem buntu nastolatka. Po prostu nie i tyle.

O to tak samo jak ja. Moi rodzice wiecznie się kłócili o byle gówno. Robili fochy i sobie po złości więc zamiast skupić się na byciu głupim nastolatkiem to musiałem skakać wokół nich aby było dobrze xD

Pokaż więcej komentarzy (35)

Mistrz

w Co Wy na to?

88piorunów

Co Wy na to? 24.02.2026

Badania psychologiczne konsekwentnie pokazują, że ludzie znacznie częściej skupiają się na swoich porażkach niż sukcesach – zjawisko to psycholodzy nazywają negatywnym błędem poznawczym. Według badań przeprowadzonych przez Kristin Neff, pionierkę badań nad samowspółczuciem, aż 78% ludzi stosuje wobec siebie znacznie surowsze standardy oceny niż wobec innych osób w podobnej sytuacji. Dodatkowo kultura pracy i środowiska społeczne nierzadko wzmacniają ten wzorzec – chwalenie własnych osiągnięć bywa postrzegane jako przechwalanie się, co sprawia, że uczymy się je bagatelizować lub przemilczać. Syndrom oszusta, opisany po raz pierwszy w 1978 roku przez psycholożki Pauline Clance i Suzanne Imes, dotyka szacunkowo 70% ludzi przynajmniej raz w życiu, prowadząc do przekonania, że nasze sukcesy są przypadkowe lub niezasłużone.

Pytanie na dziś: Czy potrafię doceniać swoje osiągnięcia?

Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie oraz kulturalnej dyskusji w komentarzach. Zastrzegam, że treści niezgodne z polskim prawem i obraźliwe wobec innych użytkowników będę usuwał niezależnie od poglądów.

Czy potrafię doceniać swoje osiągnięcia?

  • Tak27%
  • Nie39%
  • To zależy30%
  • Nie mam zdania4%

448 głosów

Gruba ryba3piorunów

Nie mam osiągnięć.

Pokaż więcej komentarzy (36)