@radek-piotr-krasny cóż można powiedzieć, "to o niczym nie świadczy, to nic nie znaczy". Sam przez lata tak funkcjonowałem, w towarzystwie większość czasu była dobra, myśli o śmierci były na standardowym nie-męczącym poziomie, gdzieś tam się przewijały pomiędzy innymi myślami i można je było ignorować.
Problem zaczynał się kiedy zostawało się samemu, w nocy kiedy nie można było zasnąć, momentami wręcz złapać oddechu, jakby się płakało, ale już w pewnym momencie nawet się nie płacze. Zalewanie smutków pomagało tylko na chwilę, a koniec końców pogarszało sprawę. A potem kolejny dzień kiedy, póki coś się dzieje, nie jest niby tak źle. Przynajmniej jeśli używki nie upominają się o siebie zbyt mocno.
Chester walczył z uzależnieniem od alkoholu i przegrywał tą walkę, ponoć zwierzył się że całego roku kiedy miał być trzeźwy, trzeźwy był zaledwie 6 miesięcy. Dwa miesiące wcześniej powiesił się jego przyjaciel, Chris Cornell. Na zdjęciu Chester jest na wakacjach z rodziną, musiał ich jednak opuścić i wrócić do domu wcześniej, ze względu na kręcenie reklamy w której miał brać udział. Powiesił się w dzień, kiedy Chris miałby urodziny. Był sam w domu, pod wpływem alkoholu.
Byłbym gotów uwierzyć w takie zdjęcie nawet na godzinę przed śmiercią, a co dopiero dzień wcześniej (przy czym jak teraz patrzę na podpis jego żony do tego zdjęcia, to napisała że to było "days before my husband took his own life", więc na parę dni a nie konkretnie jeden dzień przed), kiedy był z kochanymi osobami. Być może właśnie po tym szczęśliwym okresie samotność i brak drugiej osoby uderzyły z jeszcze większą siłą. Chemia w mózgu nie zna pojęcia litości. A już szczególnie nieprawidłowa będzie u osoby która przez kawał życia przeżywała skrajnie odmienne stany, jak choćby ogromne wyrzuty adrenaliny, dopaminy, etc. na koncertach. A potem pijacki zjazd w hotelowym pokoju, daleko od rodziny.
Niech mu ziemia lekką będzie, i on i Chris byli głosami swojego pokolenia, i chociaż uniknęli dołączenia do klubu 27, tak oboje przegrali z samym sobą.