Cori01Osobistość
93piorunówNAWYKI ŻYWIENIOWE WYNOSI SIĘ Z DOMU.
z mojego doświadczenia wiem tyle, że mam trochę farta lat w których się urodziłam. Sama wchodząc w dorosłość i mieszkając na własnych warunkach, jadłam tak jak nauczyłam się w domu. Jednak wraz z rosnącą wiedzą na temat żywienia to się zmieniało.
Jadłam głównie domowe jedzenie, które do dziś bardzo lubię, no i panierowania piers z kurczaka z ziemniaczkami i mizerią to dla uber jedzonko. Wynikało to z tego, że mojej rodziny nie było stać na przetworzoną żywosc, która w moich czasach była raczej czymś drogim i nie tak łatwo dostępnym. Zwłaszcza jeżeli chodzi o fastfoody, na kebaba ze znajomymi musiałam sobie oszczędzać xd. To samo tyczyło się słodyczy, jak chciałam je zjeść musiałam sama odkładać na nie pieniądze.
Trochę to się zmieniło jak na salony weszły zupki chińskie, co prawda nigdy nie zasypiały one u mnie obiadów w domu(mój ojciec ich niecierpial) to jako przekąska jak najbardziej. Przez co najmniej 2 lata się od nich uzależniłam. Do dziś się zastanawiam sie jaki miały one wpływ na moje zdrowie, bo jadłam je w opór.
Jednak to do czego uderzam to to jak nawyki żywieniowe różnią się właśnie u ludzi wchodzących w dorosłość. Miałam współlokatorke co narzekała na "gruba d⁎⁎ę", a szafkę miała wypchana po brzegi słodyczami. Jednak największym zadziwieniem było dla mnie żywienie dwóch chłopaków. Jeden z nich jadł jedynie zupki chińskie i mrożone pizzę, czasem rosół od mamy. Drugi jadł raz dziennie zestaw McDonalda popijany orezadami z Biedronki. Po obu było widać ich dietę. Ziemista cera, zakola mimo 20 lat, plus to że wyglądali na 35+ i byli mocno wychudzeni. Jednego z nich raz prawie nie poznałam gdy po 3 miesiącach przerwy w studiach i jedzenia prawdopodobnie normalnej domowej diety, nagle odżył, przytył, cera różowa i włosy mu odrosły. Normalnie totalny glow up. Mój znajomy ma młodego "szwagra", który żywi się jedynie frytkami i nagetsami. Wygląda dobrze, jednak pytanie jak to wpływa na jego rozwój mózgu skoro żywi się tak od kilku lat, a ma aktualnie kilkanaście lat.
Poniekąd trochę też współczuję współczesnym dzieciakom, które mają łatwy dostęp do wszelkiego rodzaju uzależniającej niezdrowej żywności, która jest wszędzie i jest tania. W tym do energoli. Bo kiedyś to wszystko znaczenie wychodzić. Chyba.
Zastanawia mnie też jak to wygląda u was, czy będąc dorosłymi ludźmi pilnujcie tego co jecie. Nie mówię o samej ilości kalorii, nie oceniam tego tym względem, a tym co się po prostu na codzien u was je.
🥑🥕🥦🫐🥐🍟🍕🌮🌯🍣🥘🍬🍨🥟🍙🍥🍔
jak wygląda Twoja dieta?
- 100 %zdrowa. zgodnie z zaleceniami specjalistów. 0 słodyczy itp4%
- 80% zdrowo 20 % niezdrowo51%
- 50/50%zdrowo, ale często jem słodycze i wys.przed. żyw.36%
- nie dbam o to co jem.8%
- jem tylko lub głowie fastfoody i wys.przed. żyw.1%
534 głosów
@Cori01 W moim przypadku jest odwrotnie. Mama starała się gotować zdrowo i urozmaicać potrawy, ale miała skądś wpojone, że sól to zabójca dla serca. Więc dodawała ekstremalnie mało soli, jak ktoś jadł u nas, to dodawała trochę więcej, bo inaczej ludzie mówili, że zapomniała posolić ziemniaki.
Rezultat jest taki, że jak jadłem normalnie posoloną potrawę, to była dla mnie pyszna i wyrobił mi się niezdrowy pociąg do soli. Jak rodzice wyjeżdżali, to potrafiłem zjeść na obiad dwie zupki chińskie i to było dla mnie pyszne. A później strasznie lubiłem wszystkie fastfoody, magi waliłem ile wlezie gdzie się da.
Jak zacząłem dietę i ograniczyłem sól i wyeliminowałem cukier, to przez kilka dni chodziłem na gigantycznym głodzie z powodu uzależnienia, pamiętam jak w jakimś serialu pokazano, jak bohater wgryza się w hamburgera, to aż zakręciło mi się trochę w głowie, szok, normalnie byłem uzależniony. Zostały mi w domu z czasu przed diety kostki rosołowe, to po odrobince je jadłem same, a później w ogóle nie miałem w domu nawet soli, żeby nie kusiło mnie solenie.
Więc czasem nawyki domowe przynoszą efekt odwrotny. Przykład z innej beczki, ale na podobnej zasadzie, który przychodzi mi do głowy, to że mój ojciec bardzo często się spóźniał. Dorastając i widząc, jak to było odbierane, stałem się punktualny, ale czasem wręcz przesadnie i gdy w nowe miejsce jechałem pierwszy raz (czasy przed GPS), to później czekałem w aucie np. 20 minut.
U mnie w domu jadło się dużo, tłusto (bo to smaczne), białe pieczywo to podstawa. No i mięso oczywiście, bez mięsa to się nie najesz. Typowa kaloryczna dieta dla rolnika, bo roboty przy gospodarstwie zawsze było od świtu do zmierzchu.
Gospodarstwa od jakiegoś czasu nie było, dieta pozostała. No ale jak jesteś gruby, to dobrze wyglądasz, widać że bogactwo w domu. Chęć zrzucania kilku kilogramów? Matko Bosko o czym ty gadasz, wpadniesz w anemię, anoreksję i bulimię, UWAŻAJ!
No i tak nauczony, na studiach żywiłem się czymkolwiek, a najwięcej tostami, bo je kurde bele uwielbiam. Czyli pieczywko, plaster szynki i żółciutki ser, bo uwielbiam żółciutki ser.
Włosów sporo mi wypadło i sporo zaczęło wypadać po 20 roku życia. Może to być dieta, a mogą to być predyspozycje genetyczne. Ciężko stwierdzić, mężczyźni w mojej rodzinie nie mają najlepszych fryzur, no ale też wszyscy byli niewybredni jeśli chodzi o jedzenie.
Wagowo zawsze byłem grubaskiem, w gimnazjum stałem się szczupły, nałożyło się na to okres dojrzewania i ogromna ilość ruchu - grałem w piłkę nożną w klubie, nie odpuszczałem żadnego treningu, więc miałem 2 dwugodzinne, wymagające treningi, mecz w weekend, a do tego 5 godzin WFu w tygodniu na którym głównie graliśmy w piłkę. W liceum było już mniej ruchu, a waga oczywiście zaczęła iść w górę i tak szła aż do obrzydliwych 97kg, dopóki nie zacząłem ponownie dużo grać w piłkę... I schudłem. Waga się utrzymywała mimo że nie miałem tyle ruchu, ale w końcu powoli zaczęła iść w górę, a najbardziej w czasie covidu. Obecnie powiedziałem dość, bo znowu przekroczyło 90kg i zacząłem patrzeć na co jem, oraz staram się więcej ruszać. Póki co powolny trend spadkowy.
W pewnym wieku nie da się chudnąć siłą woli, trzeba patrzeć co się je xd


















