Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Gorące — ostatnie 6 godzin

gość

Typ wpisu

Lider

w Zwierzaki

43piorunów

GURU4piorunów

Dzisiaj jadę rano samochodem i szara wiewiórka spadła z drzewa na jezdnię.
Musiało być ok 4-5m, myślałem że nie żyje, a ta jak tylko ją minąłem się zawinęła i gdzieś poleciała.
Pierwszy raz widziałem wiewiórkę zaliczającą glebę.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Mistrz

w Książki

41piorunów

Ja: na targi książki pójdę tylko żeby się rozejrzeć, no może 3 książki zgarnę, bo wydawnictwa Claroscuro I Amaltea nie są najłatwiej dostępne, a skoro będą na targach...

Też ja, po targach :...

Ale żeby nie było, nie wziąłbym innych książek, gdybym nie mi ich na liście chciejek I nie byłyby w naprawdę zadowalającej cenie. Karadzic za 30 PLN czy Washington za 80 PLN (swoją drogą -60% od sugerowanej ceny detalicznej, szok co Znak odwala z cenami)


Pokaż więcej komentarzy (15)

Fanatyk

w Rowerowy Równik

28piorunów

377 243 + 55 = 377 298

Do tej pory to najdłuższa trasa jaką wrzucam na 💪

Wiem, że ostatnio narzekałam na kondycję i wcale nie uważam, że jest jakaś wybitna, ale stwierdziłam dziś, że to tylko stan umysłu i jak chcę zrobić 50 to zrobię 50, albo i wincyj xD

Pogoda zdecydowanie nie była po mojej stronie. Tak na prawdę to po 10 kilometrach walki z wiatrem łapałam oddech i myślałam, że w połowie drogi zamówię taxę na chatę xD ale jakoś to poszło, wystarczyło chcieć hehe

A trasa była przekozacka, szczególnie leśne ścieżki mnie zachwyciły, mam teraz taki chill, że nawet mnie nie martwi xD

Pzdr 600

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Fanatyk2piorunów

No standardzik szutrów premium na północ od Wrocławia poleciałaś. Nie wiem o co chodzi ale mi jakoś bardziej leżą te w stronę brzegu dolnego.

Pokaż więcej komentarzy (9)

GURU

w Hydepark

26piorunów

Pierwsze wykopki pirackich ziemniaków. Z dwoch krzaków wystarczyło na obiad i będzie jeszcze na kopytka.

Pokaż więcej komentarzy (9)

GURU

w Bieganie

20piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Rowerowy Równik

30piorunów

377 049 + 113 + 34 = 377 196

Piątek i dzisiaj. Generalnie wieje i pogoda taka sobie ale byłem bardzo zmotywowany żeby dzisiaj wyjść. Nawet w deszczu. Na szczęście tylko pokropiło. Za to wiało niemiłosiernie. Taktycznie 25 km w plecy wyszło a tak albo pod albo boczny. Tempo bardzo dobre dobry trening przed Mazurami. Dwóm kolegom nie chciało się wystawac o szóstej więc jechałem sam. Na trasie też tylko chyba 5 rowerzystów naliczyłem...

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Osobistość4piorunów

Osiągnięcie

Walnij setkę! (wrzesień)*

dołączone do kolekcji faktów. Hurraaa...

---

Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats

A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Fanatyk

w Rowerowy Równik

27piorunów

376 989 + 60 = 377 049

W końcu przestało padać. Krótki wypad, Mechelinki i z powrotem.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

GURU2piorunów

@Gilgamesh mow mi zaraz co to za sztyca i jaką ma średnicę

Pokaż więcej komentarzy (7)

GURU

w Hydepark

22piorunów

Osobistość19piorunów

@Marshalist sobie często nie zdajemy sprawę w jak za⁎⁎⁎⁎⁎tych czasach przyszło nam żyć pod kątem medycyny.

Osobistość1piorunów

@Ragnarokk taaaa. Czasem tak myślę, że covid był za łagodny. Gdyby przyszła pandemia, taka jak za dawnych czasów, to może by zrozumieli. Oczywiście ciesze się, że było tak lekko, bo nikt z moich bliskich nie miał poważnych problemów, ale podejrzewam że gdyby np śmiertelność byłaby 5% i każdy z tych szurów znałby historie że ktoś gdzieś umarł z powodu choroby z którą nie sposób było sobie poradzić, to może by zrozumieli. tak zniknęła pierwsza fala antyszczepionkowców z czasów wernalizacji. Byli antyszczepami, przyszła epidemia odry, posypały się trupy gęsto, przestali być antyszczepami.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Księżycowy spacer

21piorunów

300 839,49 - 23,00 = 300 816,49

Niedzielne tuptanie

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Fotografia

19piorunów

Targi mody cyrkularnej w Hali Koszyki, czyli ciucholand dla hipsterów 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)