Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#rodzina

Osobistość

w Hydepark

4piorunów

Dziękuję wszystkim za oddanie głosu w sobotniej ankiecie. https://www.hejto.pl/wpis/tesciowie-obchodza-40-lecie-slubu-jedziemy-na-taka-troszke-wieksza-imprezke-dla-
Wyniki wrzucam dzisiaj bo internet wczoraj nie domagał. Gdybym grał w milionerach i stawka toczyła się o milion a moim ostatnim kołem ratunkowym była by ankieta na hejto to bym przegrał 😔 Tym bardziej że była jasna podpowiedź o zdowiu teścia. Tak, dobrze widzicie na zdjęciu. Na 256 glosów tylko 4 osoby poza mną udzieliły właściwej odpowiedzi. A teraz na poważnie. Szwagier napisał do żony czy zrzucamy sie na prezent. Usłyszałem że nie uwierzę co chce kupić. Ok, ha ha hi hi. Czasami gada głupoty żeby podnieść ciśnienie. Po czym pada że on już zamówił indyka!? Koszt 300zł.  Drugi szwagier dołączył sie do zrzutki i temat prezentu z bani. Sam Bareja by tego nie wymyślił 🤣 Finalnie się zreflektowali i jakieś dodatkowe prezenty i kwiaty wjechały. Teść nie lubi jak wydajemy kasę na prezenty i woli żebyśmy sobie coś kupili i się nie wygłupiali, ale co trzeba mieć w głowie żeby kupić zabitego w całości indyka i podpiąć pod taką imprezę? Teść zamiast odpoczywać i normalnie iść spać bo jest mocno przemęczony chorobą to do 1 w nocy ogarniał "prezent" po czym porozdawał po wszystkich dzieciach bo przecież sam tyle nie potrzebuje. Gratuluje właściwych odpowiedzi. Miłego dnia 🙂

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Hydepark

30piorunów

Teściowie obchodzą 40 lecie ślubu. Jedziemy na taką troszkę większą imprezke dla całej bliskiej rodziny. Z żoną zaznaczyliśmy na poczatku że zawsze prezenty robimy sami i nie bawimy się w zrzutki z pozostałymi bo różnie to bywało. Dwóch szwagrów strzelili focha i sami wspólnie ogarneli prezent a my usłyszeliśmy że sam tort, który zrobi żona to skromny prezent. Nie tłumaczyliśmy się co jeszcze kupilismy/zamówiliśmy a tym bardziej z kosztów. W związku z tym przygotowałem małą ankietę. Żeby było łatwiej zaznaczyć prawidłową odpowiedź dodam że teść leci na chemioterapi i niewiadomo czy z tego wyjdzie bo organizm już przemęczony.

Zapraszam do zaznaczania. Odpowiedź podam jutro o 15.

  • Telewizor 65" - pokazówka przed rodziną.6% (15 głosów)
  • Air fryer żeby potrawy dla teścia były zdrowsze.18% (48 głosów)
  • 5 dniowy wypad do takiego powiedzmy sanatorium.43% (112 głosów)
  • Zabitego indyka, po co? Zdrowe mięsko dla teścia a i dzieciom coś pewnie skapnie.2% (6 głosów)
  • Najtańsze wino i rafaello - jebać, my na dorobku! Dwóch ma nowe piękne domy.9% (24 głosy)
  • Trudne sie wylosowało. Sprawdzam!21% (55 głosów)

260 głosów

Pokaż więcej komentarzy (14)

Inspirator

w Hydepark

52piorunów

@GitHub @peposlav @LondoMollari @AdelbertVonBimberstein @Amhon @Stashqo @K44 @k44tajemnicza @koszotorobur @wonsz @Mikel @ciszej @Michumi @rogi_szatana @wiatrodewsi @onpanopticon @ten_kapuczino @Jarem @TRPEnjoyer @Budo

Wołam udzielających się we wpisie

https://www.hejto.pl/wpis/mialem-pisac-z-jakiegos-anonima-ale-w-nosie-zwiazki-rodzina-seks-zdrowie-psychol

A jeśli jesteś nowy to przeczytaj powyższy wpis i zapraszam do dalszej lektury...

Miałem pisać, miałem nie pisać. Czekałem do miesięcznicy naszej dramy, by się pochwalić jak cudownie nam idzie! Ale się nie doczekałem. I wy też się nie doczekacie. Dwa tygodnie po tej dramie były na prawdę fajne, udane. Wprowadziliśmy pewne zmiany w naszym życiu, wywaliliśmy młodą do jej pokoju, co wcale nie jest proste, ogarnialiśmy wspólnie dom, więcej rozmawialiśmy, byliśmy na randce, poszliśmy na fajny koncert, w między czasie rozwiązaliśmy pewien nasz problem finansowy i całkiem fajnie to wyglądało. Aż przyszedł zeszły weekend i w sumie nie wiadomo czemu zaczęła chodzić jakaś naburmuszona. Niby okres, niby coś...wiecie, takie wszystko i nic. Na wszelki wypadek unikałem konfrontacji. Przyszedł poniedziałek, a że niania młodej miała dwa dni wolne to zostałem z nią w domu. Lubię z nią zostawać bo to świetny bobas, bezproblemowy. No i tak sobie z nią siedziałem i w między czasie ogarnąłem dwa prania, naczynia, sprzątnąłem kuchnie (a było co sprzątać po weekendzie) i łazienkę a jak bobas poszedł na drzemkę to zamówiłem suszarkę do ubrań, bo kurde tyle prania przy dwójce dzieci, że nie ma gdzie tego suszyć! Wróciła z pracy i jak to zobaczyła to była, ja wiem, zdegustowana? Nie bardzo rozumiałem o co chodziło. Następnego dnia ona została z młodą. No i jak wróciłem to nie ukrywam zagotowałem się w środku - w kuchni syf jakby reaktor atomowy wywalił, śmieci wylewają się z kosza, w pralni rozpierdol, do salonu nie szło wejść a ta siedzi na fotelu z telefonem w łapie. Nie chcąc rozpoczynać kłótni poszedłem montować suszarkę. Kurde, jak ja mogłem bez niej funkcjonować!? Oczywiście z jej strony foch nie wiadomo o co (od dawna planowaliśmy ten zakup). Pojechała na jogę, wróciła późno i ani be, ani me, ani pocałuj mnie w d⁎⁎ę. Wzięła prysznic i poszła spać. W środę było już po staremu, czyli brak kontaktu i jej wieczór w telefonie. Żeby na to nie patrzeć poszedłem ogarniać pokoje dzieciakow. Czwartek podobnie, znowu była na jakimś aerobiku, znowu wróciła i znowu siedziała w telefonie. Zwróciłem jej na to uwagę, chciałem pogadać (a cholernie trudno mi to przychodzi) i zostałem przez nią wyśmiany. Tak, wyśmiany. Odpuściłem. W piątek wygarnąłem jej to wszystko przez Messenger, bo tak mi łatwiej i znowu stała się agresywna, zarzucała mi, że to ja nic nie robię a jak robię to tylko wtedy gdy się kłócimy, że to ona ma źle bo się dzieckiem zajmuje, że boi się mnie dotknąć by to się seksem nie skończyło i w ogóle o wuj mi chodzi, nic tylko się przypierdalam o coś co mi kiedyś nie przeszkadzało. Ale wiecie, jak jest w domu syf taki, że wstyd kogoś do środka zaprosić, to jak to może nie przeszkadzać? Nie mam już siły. Wygarnąłem, że pieprzyć ją, jej seks, że jak tak lubi to mogę nasrać na środku salonu i ogólnie że mam dość. Jakoś nie specjalnie zareagowała. Może trzeba było już miesiąc temu ją z domu wywalić... Może po tamtym już całkiem czuje się pewna w tym, że nie odejdę...

W weekend planuje skoczyć do teściowej i z nią pogadać. Super babka, życiowa, po przejściach, mądra, chłodno patrzy na świat, bezstronna...może ona by coś podpowiedziała, może jest coś o czym ja nie wiem, może ona wie jak do niej dotrzeć.

Także ten, jakieś pytania? :neutral_face:

PS. Ale jest tego wszystkiego plus - nie mam już poczucia winy, że to ja coś robię nie tak.

Pokaż więcej komentarzy (65)

Fanatyk

w Hydepark

9piorunów

Jeśli ktoś by szukał fajnego coop dla , w sensie z , to mogę polecić LEGO Party. Kilka minigierek wymaga co prawda czytania, ale tak 5cio latek może i tak potem różnymi mykami na planszy nadrobić. Jest po polsku ale bez dubbing, ale napisy mogą wspomóc naukę angielskiego u starszych dzieci. W sam raz na weekendowe wieczory w domu. U mnie na PC do TV przez steam link fajnie działa.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Inspirator

w Hydepark

94piorunów

Miałem pisać z jakiegoś anonima ale...w nosie.

Mam problem, wielki problem. Rzekłbym ogromny. Mam cholernie wysokie libido....i o ile samo libido nie jest złe o tyle moja żona wręcz odwrotnie. Po paru latach razem jej potrzeby seksualne spadły dość nisko. Ja to rozumiem - dwójka dzieci, powrót na rynek pracy (domu nie wykazuję, bo większość prac domowych wykonuję ja)...tylko ona nie chce zrozumieć moich potrzeb. Ilość zbliżeń spadła do jednego czy dwóch na miesiąc, przy dobrych wiatrach. Nie uważam, że to przeze mnie, staram się jak mogę - nakręcam za dnia, świntuszę, romantyzuje, dotykam, całuję a wieczór często kończy się tak samo - podstawia mi giry i każe masować, bo przecież ona jest taka zmęczona. A jak pójdzie spać to, no cóż, trzeba rozładować to napięcie co w konsekwencji daje masę negatywnych emocji, jakiś wstyd, frustracje, łapanie doła. Ogólnie popadam w paranoje, czuję się jak śmieć, chodzę cholernie zdołowany, psychicznie wypluty, zmęczony tym wszystkim. I wiem, że to przez to, bo był krótki epizod w tym roku, gdzie jakimś cudem nabrała siły i przez dwa tygodnie bawiliśmy się jak króliki, dorzucając do tego jakieś gadżety czy ubrania w efekcie czego chodziłem jak skowronek, aż żyć się chciało!
Powiecie: 'Pogadaj z nią!', no i gadałem nieraz, i co? I jajco. Jak pytam czemu nie chce to zawsze pada 'a bo zmęczona, a bo ja zasypiam na kanapie (no kurde, po godzinie siedzenia wieczorem na kanapie co można innego robić), a bo mam być bardziej czuły, delikatny, romantyczny (a jak jestem to i tak jest zawsze coś nie tak)' i ja staram się poprawiać i robić według jej zaleceń. Natomiast jak mówię, że potrzebuję trochę więcej niż raz w miesiącu, że nie musi mnie ujeżdżać jak ogiera, nie musi mnie wyssywać jak rurkę z kremem, że wystarczy ręką raz na jakiś czas to...jak grochem o ścianę, jakby nie słyszała co do niej mówię, a potem narzekanie że jestem wkurzony, smutny, że się nie odzywam, i takie tam. I znowu wracam do tematu moich potrzeb a ona znowu wykręca kota ogonem, że ona zmęczona, że mam być bardziej [tu wstaw dowolne pierdoczenie kobiety] i takie tam...
I nie, nie była taka. Przed dziećmi potrafiliśmy kilka razy dziennie, nie nadążałem gumek kupować - przed pracą, po pracy, w dzień, w nocy, w domu, w lesie, w trasie... Jak się pierwsze dziecko pojawiło to wystarczyło, że bobas poszedł na drzemkę i już wskakiwaliśmy pod kołdrę. Potem zaczęło się rzadziej i rzadziej. Problemy zaczęły się jeszcze przed drugim bobasem aż do momentu jak opisałem w akapicie wyżej.
Czasami aż się trochę o siebie boję, bo wyobrażam sobie różne dziwne i niemoralne rzeczy gdy mijam na ulicy ładną dziewczynę i...wpadam w jeszcze większego doła. Non stop się nakręcam i zarazem boję, że gdy trafię kiedyś na 'okazję' to z niej skorzystam, choć w okresach jasności umysłu nie wyobrażam sobie zdradzić żony.
Mam iść do lekarza - rodzinnego, psychologa, psychiatry? Nieraz o tym myślę, ale pochodzę z dość porządnej, konserwatywnej rodziny i taka słabość jest...słaba, no bo jak to, facet, nie potrafi sobie poradzić z problemami? Pff, to nie facet. Z drugiej strony co by było jakby się żona dowiedziała? No i na dobicie, największa moja bariera, mój introwertyzm - myślę, że trudno by mi było rozmawiać z kimś o tym wszystkim. Co innego pisać wiadomości (to przychodzi łatwo)...
Więc z jednej strony chcę coś z tym zrobić, bo na żonę chyba nie ma co liczyć, z drugiej wstydzę i boję.
Weźcie coś doradźcie, bo zwariuję.

Gruba ryba3piorunów

@sckb
Jeżeli rozmowa nie pomogła - seksuolog. A już w ogóle terapeuta par, który też jest seksuologiem byłoby idealnie.
W jej głowie dzieje się coś, o czym Ci nie mówi. W jej głowie problem może leżeć w tobie, w niej, w czymś zupełnie innym.

Wytłumacz, że to dla ciebie ważny aspekt (btw. To jest BARDZO WAŻNY aspekt każdej relacji), ewidentnie nie radzicie sobie z tym problemem sami i potrzebujecie wsparcia.
Dobrze, że zauważasz problem. Nie wiń swojej drugiej połówki, bo nie o to w tym chodzi (nie mówię, że teraz winisz, tylko przestrzegam, bo o to łatwo). Porozmawiaj szczerze, że tego potrzebujesz.

I spokojnie. Seksuolog nie jest od tego, żeby Cię oceniać i jak nie trafisz na jakiegoś zjeba, to nie będzie tego robił. On pomoże Ci się otworzyć

Pokaż więcej komentarzy (131)

Gruba ryba

w Hydepark

20piorunów

Wreszcie sie zmobilizowalem i odalem 6 rolek "slajdow" do wywolania...niektore klisze czekaly w lodowce na wolanie od lutego. Nie do konca jestem zadowolony z efektow bo dwuletnie, czarno-białe fomapan 200 C-41 wyszly ciut za ciemne...najwidoczniej emulsja starzeje sie szybciej niz u innych producentow (i przy nastepnych szotach trzeba zrobic korekcje czulosci).
Bardzo fajnie wyszly Lomochrome Purple i Turquise wołane jako slajd...ciekawa tonacja (piewsza fotka). Zaskakujaco dobrze 10 letni Kodak Ektachrome z drobna korekta czulosci na wiek filmu (ostatnia fotka)

I wez teraz to k⁎⁎wa potnij (a jeszcze 2 rolki odbieram w przyszlym tygodniu 🙃)...dobrze, ze dlugie wieczory nadchodza. Czas "ciecia i ogladania na rzutniku".

Focone Olympus is-3000, Minox i Minolta Dynax.






Pokaż więcej komentarzy (7)

Autorytet

w Hydepark

14piorunów

Kiedyś, siedząc na rozważałem sobie o sprawach natury raczej ważnej na tym ziemskim padole. Nieodłącznym elementem rozważań była też chłodna kalkulacja - bo jak się okazało (przynajmniej w moim przypadku) - była ona jednym z najsilniejszych narzędzi w procesie podejmowania decyzji. Na pewno wielu z Was tak robi i/lub czasem się nad tym zastanawia, ale uważam, że warto wziąć dwie rzeczy na ruszt - śmierć i czas, nieco częściej niż to robimy. Nawet gwoli ćwiczenia uważności.

Jestem dzieckiem raczej starszych rodziców (dziś już po 70), co niekoniecznie współgrało z moim hedonistycznym, a nie rodzinnym trybem życia. Jak się jest hedonistą 2000km od domów (rozwód rodziców - mieszkają 800km od siebie w Polsce) to raczej ciężko o dbanie o rodzinne więzi, o czas na rozmowę ze staruszkiem, o dotyk, o prezent.

Jak siedziałem na kiblu i rozważałem kalkulując to moi rodzice mieli po 66 lat. Przeciętna długość życia to powiedzmy 77. Odwiedzałem Polskę (max) dwa razy do roku. Uznajmy realistycznie, że 1,5 raza rocznie. 11 lat x 1.5 = Zobaczę moich rodziców jeszcze 16 razy w życiu. Przy dość dobrych wiatrach. O kurdebele. Dzie hedonizm, dzie gonna be alright?

A ile razy przytulę ukochaną osobę przed narodzinami dziecka, które pewnie pojawi się w przeciągu dwóch lat? Jeśli wybiorę chłodny i zapracowany tryb życia to może 50, jeśli poczuję, że pobyt na tym padole jest jednak łatwo policzalny i odpalę protokuł "tu i teraz" to może 700 razy.

Jak miałem 27 lat to powiedziałem przyjaciołom z dzieciństwa, że zostało nam około 5 spotkań przed 30. Może postarajmy aby się odbyły zamiast robić dwie rzeczy na raz i rodzielać uwagę, a bo praca, a bo inne zobowiązania. Mądrzyłem się samemu będąc wmieszanym w swoistą nieobecność, odkładanie, odraczanie, wiarę w jednorożce, które mówiły że życie jest wieczne i że jutro ogarnę.

Teraz różowy wyszedł gdzieś do miasta, ja pakuję graty i jedziemy na wakacje, jedne z bardzo niewielu, które możemy wspólnie przeżyć. Po drodze odwiedzimy mojego tatę - jedno z niewielu spotkań, które nam zostało. I dobrze, bo życie jest po to aby je przeżyć i umrzeć. Warto jednak dobre decyzje podjąć przed faktem, że zmienić już nic nie możemy. Ja ją podjąłem. Zamieszkałem między mamą, a tatą, a jednorożca hoduje na podwórku. Można podziwiać, nie dotykać.

To tyle. Jeśli tego nie robisz - podlicz - a zdziwisz się jak mało najbardziej wartościowych chwil w życiu Ci zostało. Może zaboli. Uj z tym. Życie w prawdzie jest lepsze.

Elo i udanego weekendu Tosie, Tomki.

Fenomen2piorunów

@Afterlife Bardzo mądre słowa.

Kiedyś znajomy podrzucił mi metodę liczenia tygodni do końca życia. Nie korzystam, choć ciekawa i czytając Twój wpis mi o niej przypomniałeś.
Chodzi o to że liczenie lat do końca życia jest bez sensu, bo mimo tego że czas zapierdala jeden rok to względnie dużo czasu na zrobienie czegoś. Jeżeli więc pomyślisz że zostało Ci około 35 lat do końca życia - to pomyślisz że mniej więcej tyle już przeżyłeś a to przecież szmat czasu. Niektórzy dopiero rozkręcali firmy w tym wieku
Jeżeli pomyliczysz ile dni zostało Ci do końca - wtedy wyjdzie Ci jakaś abstrakcyjna liczba, tak duża że aż nie ma się czym martwić. Dla 35 lat jest to prawie 13 tysiecy dni - Brzmi jak "w c⁎⁎j"
Natomiast tygodnie są do tego idealne. Ile jesteś zrobić w ciągu tygodnia? Całkiem dużo. Tydzień to taki odpowiedni okres żeby przysiąść i zrobić coś z czego będą efekty. A ile tych tygodni Ci zostało? Dla 35 lat jest to raptem 1820 tygodni. Policz ile tygodni zostało Ci do 40tki, ile do emerytury a ile do śmierci. Ten tysiąc czy dwa tysiące tygodni to względnie nie jest tak dużo.
Paczka zapalek ma 42 sztuki. Tydzien ma 52. Kup wiec kilkadziesiat paczek i kazdego tygodnia spalaj jedna zapalke zastanawiajac sie co w tym tygodniu udalo Ci sie osiagnac i popatrz na te pozostale paczki, z mysla ze nie zostalo ich wcale tak duzo.

Creepy w c⁎⁎j jak ludzki mózg nie ogarnia perspektywy minionego i pozostałego czasu.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Hydepark

123piorunów

Dokładnie 12 lat temu, dokładnie o 18:03, po raz pierwszy ją ujrzałem i tak to właśnie zapamiętałem. Była to nasza pierwsza randka, pierwsze zobaczenie się na żywo, na którą zaproponowałem spacer po okolicznym lesie – ona sama się z tego śmieje, że była na tyle głupia aby się na to zgodzić.

Do całości tego pewnie nigdy by nie doszło, gdybym nie obchodził kilka miesięcy wcześniej w samotności 30tych urodzin. Teoretycznie, miałem wtedy grono przyjaciół, często się widywaliśmy, ale jak zaproponowałem jakiś „szalony” wyjazd, który bym w dodatku zasponsorował, to albo ten nie mógł, bo praca, albo coś tam. W efekcie wyjechałem sam do Warszawy, zrobiłem wtedy najlepsze nocne zdjęcia (moim zdaniem), w Swoim życiu i podjąłem decyzję, że nie chcę być sam.

Do tej pory, przez lekko opóźniony start w życie, z przyczyn rodzinnych, kiepsko mi wychodziło z kobietami. Nie miałem w sobie widać tego czegoś, nie byłem księciem z bajki. Postanowiłem skorzystać z Sympatia.pl (taki Tinder, kiedyś jak ludzie używali Gadu-Gadu). Przez kilka miesięcy poznałem kilkanaście kobiet, można by o tych randkach książkę napisać. Ale dało mi to trochę pewności Siebie, pokazało, że nie tylko ja mam problem. Jeszcze wtedy, Ci nieszczęśni znajomi, sugerowali mi, że mam za wysokie wymagania, że trzeba iść na ustępstwa, ale ja dalej jakoś nie czułem, że to jest to.

No i wtedy pojawiła się ona. Mimo, iż wcześniej już do Siebie pisaliśmy kilka dni i uznaliśmy, że trzeba szybko przejść do spotkania na żywo, to właśnie w tym momencie trzepnęło mnie, to chyba była ta „miłość od pierwszego wejrzenia”. I tak już zostało do dzisiaj. Razem zbudowaliśmy dom, rodzinę. Znajomi bardzo szybko znikli i dzisiaj ani jednego nie ma na stałe w naszym życiu, i na pewno nie jest tak, że o nich nie walczyłem, ale jak ty walczysz, a inni nie, to Sobie w pewnym momencie odpuszczasz. A Ci co tak żywiołowo dawali rady odnośnie związków, wszyscy są po rozwodach.

Tak, że jeśli są tu jeszcze osoby, którym doskwiera samotność, to są jeszcze szanse. Trzeba tylko znaleźć ten moment w życiu, gdzie mówisz stop, bierzesz się za Siebie i szukasz tej zmiany.

A teraz idę wypomnieć tej małpie, że zapomniała o naszej rocznicy! 😛

Tytan1piorunów

I brawo gratulacje wytrwałości!! Mi dzisiaj mija dokładnie pół roku kiedy ją ujrzałem i od 3 miesiecy jesteśmy razem i jest bajecznie, zapowiada się elegancko 😁 bedzie post jak minie pierwszy rok 🫣 jeszcze raz gratki, nie ma to jak kochać i być kochanym :smiling_face_with_3_hearts:

Pokaż więcej komentarzy (42)

Autorytet

w Hydepark

207piorunów

Powitajcie @DzialaczWiejskiJr !
Życzcie zdrówka i żeby był co najmniej Sołtysem :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (39)

Osobistość

w Hydepark

74piorunów

Siedziałem tydzień sam w domu. Pierwszy raz od momentu kiedy dziecko pojawiło się na świecie zostałem sam. Nie wiem czy ze mną jest coś nie tak czy źle wybrałem drugą połówkę ale okazało się, że:

Można się wyspać.
Można rano wstawać i ogarnąć się w 20 minut razem ze śniadaniem i wcześniej usiąść do pracy.
Nikt mi nie marudzi i nie pyta mnie co chwilę o każdą pierdołę.
Można skupić się na pracy i ogarnąć wszystkie zadania.
Można dłużej popracować albo posiedzieć nad własnymi projektami i się rozwijać.
Szybko i sprawnie można zrobić obiad.
Po pracy nagle zostaje mnóstwo wolnego czasu, który można dowolnie zagospodarować i nikt mi nie mówi i nie sugeruje co mam robić.
Przez cały tydzień było wręcz sterylnie w domu.
Wyjść z domu można w ciągu 3 minut a nie 20.
itp...

Wszystko było takie prostsze, bezproblemowe, nad niczym nie musiałem się zastanawiać, dyskutować, na nic nie musiałem czekać tylko mogłem od razu działać. Zaraz powrót do szarej rzeczywistości... eh....

Fanatyk22piorunów

Nie, to proza życia - jestem od poniedziałku nad morzem a jeszcze nie zacząłem odpoczywać. Chciałem pokazać dzieciakom w końcu wakacje pod namiotem i mści się to na mnie okrutnie właśnie :stuck_out_tongue_winking_eye: Chociaż jestem świadom że to pewnie synergia wielu małych zaniedbań z mojej strony jako rodzica, ale jakoś inaczej to sobie wyobrażałem - pamiętam swoje wyjazdy z rodzicami za gówniarza pod namiot, to wszystko wyglądało inaczej.

Rodzicielstwo jest przejebane jeśli "się nie wstrzelisz" i kończysz z myślami j.w. - jak było fajnie kiedyś.

GURU24piorunów

@Hasti Normalne, też tak mam jak mąż weźmie dzieciaki i pojedzie na cały dzień, to chyba kwestia tego ze inni ludzie stanowią w naszym życiu element chaosu. Jak siedzisz sam, to wszystko jest pod kontrolą i przewidywalne.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Mistrz

w Hydepark

42piorunów

Dostałem ostatnio zaproszenie na ślub kuzyna. A raczej moi rodzice dostali "ze mną" jakbym miał 5 lat xD kuzyn doskonale wie, że mam narzeczoną i ją poznał, ale o niej zapomniał xD jeszcze zamiast użyć pełnego imienia użył zdrobnienia xdddd

Ale i tak nieźle, bo moja siostra dostała zaproszenie na messengerze miesiąc później, bo najwyraźniej ktoś im się wykruszył i zwolnił miejsce XDDD

Gruba ryba8piorunów

pod tym kątem fajnie mieć rodzine, któa pokolenie - dwa wyżej się cała pokłociła i nikt z nikim nie utrzymuje kontaktu. Szczególnie licząc, że każde z dziadków miało przynajmniej piątke rodzeństwa i pewno kuzynów mam gromadke i każdy by sępił, a tak spokój, czilera, utopia, samotnia

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Wiadomości Świat

6piorunów

Dzieci żyły w lesie, nie mówiły i nie chodziły do szkoły. Porażające odkrycie policji

Funkcjonariusze włoskiej policji podczas akcji ewakuacyjnej w Piemoncie natrafili na holenderską rodzinę żyjącą w skrajnie niehigienicznych warunkach z dwójką dzieci. 9-letni Rayan i 6-letnia Noha nie potrafili mówić, czytać ani pisać, nosili pieluchy i nigdy nie uczęszczali do szkoły. Media

GURU

w Patologia

44piorunów

Pamiętacie wątek @Fishery dotyczący Dziadka Alfa? O tym jak go w końcu musiał wy⁎⁎⁎ać, bo go zhaltowało jak był na⁎⁎⁎⁎ny, I Dziadek Alfa nie poczuwał się do tego że robi coś źle, wręcz wydzwaniał do niego i wypisywał z pretensjami, bo on przecież niewinny i nie ma sobie nic do zarzucenia?

I wywiązała się dyskusja, w której masa osób pisała: "Tak właśnie zachowuje się alkoholik". "On nie widzi że robi coś złego, on wręcz uważa że jest ofiarą, że to inni są źli" itd. Dla mnie to był nowy temat ale zapadł mi w pamięć.

No więc mam taką osobę w rodzinie - to że pije, i to sporo - jej sprawa, jej życie, ma swoje powody, gówno mi do tego.

Ale potem odpierdala inby, i nie widzi że robi coś złego. Absolutnie nie ma sobie nic do zarzucenia. Potem się "dziwi" że ludzie nie chcą z nim rozmawiać, że nie odbierają telefonów.
I zawsze są wymówki.
Wszelkie wzmianki "byłeś na⁎⁎⁎⁎ny" zbywa "a bo ja coś tam" "A bo to czy tamto", na wszelkie komentarze "byłeś napierdolony, bierz na klatę" reaguje alergicznie i agresją. I się "obraża".

Dokładnie tak jak we wspomnianym wątku Fishera - inni są winni, ludzie nie są wkurwieni na pijackie odpały, nie, oni "zazdroszczą", itd, takie racjonalizowanie.

Wybaczcie że trochę się wam wysrywam na klatę, ale nie wiem co z tym zrobić, to się ciągnie od lat, a ostatnio wspomniana osoba znowu mi narobiła lipy przed znajomymi i uważa że wszystko ok, skonfrontowana, nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. Do ośrodka żadnego przemocą nie wyślę, bo niby jak. A zrywać kontaktów nie chcę bo to rodzina.

A, wisienka na torcie - wspomniana osoba była w zamierzchłej przeszłości "przemocowcem", ale teraz gówno może bo jest już stara. Może trochę tęskni za rozstawianiem ludzi po kątach.

- nawiązanie do wątku @Fishery

Grill z taczki. Miał być dla nas ale będzie tylko dla mnie.

Gruba ryba1piorunów

@fishery Netowy samiec alfa i wielki biznesmen, co się strasznie zesrał za cuckolda. 😂

@Opornik z rodziną tylko na zdjęciu nie wzięło się znikąd. Jak alkoholik nie chce sobie pomóc, to ty mu nie pomożesz. To jest jak rzut monetą, albo akceptujesz siarę jaką ci i innym robi albo nie akceptujesz. Nikt za ciebie nie wybierze. A im starszy będzie tym będzie gorzej. Ja w zeszłym roku dowiedziałem się, że zmarł z przepicia mój dobry kumpel z dawnych lat, z którym urwałem kontakt właśnie ze względu na chlanie. I wiesz co? Nawet mi przykro nie było, sam sobie wybrał.

Pokaż więcej komentarzy (43)

Debiutant

w Dyskusje

7piorunów

Dla mojego syna – proszę o szansę, by być tatą jak najdłużej

Cześć, nazywam się Paweł, mam 41 lat i jestem tatą cudownego, 4-letniego chłopca. Długo wahałem się, czy napisać ten apel – ale dziś wiem, że muszę zawalczyć o każdą szansę na dalsze życie. Jeszcze niedawno byłem aktywny zawodowo – po 17 latach pracy zrezygnowałem z etatu, by założyć własną firmę i