Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#nerwica

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Podsumowanie kolejnego tygodnia z

Poprzednia waga 107kg
Obecna waga: 105,4kg (-7,6kg)
Do celu pozostało: 15,4kg

Cały czas zliczam kalorie przez aplikację MyFitnessPal, ruch też jest, staram się zgodnie z zaleceniem aplikacji garmin robić 170minut ruchu tygodniowo - zwykle rower. Nadal spożywam 1800-2000kcal w tym poniżej 100g węgli.

Ten tydzień przyniósł wiele zmian, odstawiłem granie na komputerze - postanowiłem skupić więcej uwagi na rodzinie, zacząłem odrabiać lekcje z synem. Zapisałem się na psychoterapię żeby poukładać sobie w głowie - nadmiernie myślę o chorobach, każdego dnia umieram w myślach setki razy.

Co do zgagi i refluksu - mam prawie całkowitą pewność że jest to zgaga nerwicowa - leki uspokajające przepisane przez lekarza pomagają, a dodatkowo mniej mi się kotłuje w głowie i wraca apetyt.

Pomyślałem że w trwaniu w celu pomoże mi zapisanie się na jakieś wydarzenie sportowe, więc zapisałem się na bieg Warszawska Dycha 28 września i opowiedziałem o tym najbliższej rodzinie. Nawet mój tata się na nią zapisał i jest bardzo podekscytowany faktem że ja chce spróbować (on jest maratończykiem i polmaratonczykiem amatorem).

Gruba ryba0piorunów

Jeszcze parę ciekawostek z ostatniego tygodnia co jadłem najczęściej i ile łącznie:

- 16jajek (głównie na miękko)
- 800 g pieczonej karkówki
- olej kokosowy bio 100g
- oliwa z oliwek Sitia 0,2% 50g
- ser mozarella 200g
- ser gouda 300g
- pół kilo ogórka zielonego i tyle samo rzodkiewek
- chleb orkisz z siemieniem lnianym 500g
- siemię lniane 215g

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Hydepark

20piorunów

K⁎⁎wa aż mam odruch wymiotny z tych nerwów. Postaram się nie rzygnąć na dentystę.
Pieprzone traumy z dzieciństwa.

Gruba ryba12piorunów

I tak najbardziej boli przy płaceniu

GURU6piorunów

Już po wszystkim. Na szczęście nie było połączenia z zatoką. Odruch wymiotny przeszkadzał cholernie, już mieli dać spokój i niech robią pod znieczuleniem ogólnym.
Ale daliśmy radę.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Lider

w Hydepark

95piorunów

Okazuje się że objawy stresu mogą z wiekiem się zmieniać, czy tam rozwijać, ale pozostawać w tym samym obszarze...

Przy odpowiednio wysokim poziomie stresu nie mogę jeść:
Kiedyś: żołądek w supeł, nie da się
Teraz: w bonusie do tego powyżej taktyczny ból zębów, więc zmuszanie się do zjedzenia czegoś sensownego to dodatkowa tortura

Ja piertolę...

Fanatyk1piorunów

@moll mam to samo z jedzeniem i stresem, od 8 lat nie mam też pęcherzyka żółciowego więc jak dodamy to do pustego zestresowanego żołądka to.... Nawet nie będę o tym głośno mówić bo nie wypada...

Pokaż więcej komentarzy (121)

Mistrz

w Hydepark

28piorunów

K⁎⁎wa mieszkanie w bloku jego mać...

Się wprowadzili nowi sąsiedzi i nie wiem co robią w kiblu ale cały czas jest jakieś stukanie gdy są w domu, tak jakby coś odkładali z całej siły takie jeb! I tak co chwilę.
No c⁎⁎j mnie strzeli zaraz

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fenomen

w Hydepark

5piorunów

Mam straszny problem z cierpliwością, skupieniem się na teraźniejszości i zdrowym balansem. Nie wiem jak temu zaradzić. Prawdopodobnie jest to związane z dwoma rzeczami:

1.Jestem nadpobudliwy, bardzo dynamiczny, potrzebuję dużej ilości bodźców, jestem ogólnie przeładowany emocjami
2.Moje życie jakiś czas temu zmieniło się o 180 stopni i dążę do tego, by jak najszybciej sobie zapełnić luki.

Obecnie pracuję w firmie, gdzie po 3 miesiącach podpisałem kilka "kalorycznych umów", dostałem kilka klientów drugiego handlowca/opiekuna i obecnie mam pod swoją opieką tych, co płacą najwięcej. Zacząłem trochę ogarniać w firmie to, co kulało i teraz sam dużo wymagam od współpracowników (nieduża firma, dostałem trochę decyzyjności, sporo ustalamy wspólnie) i chcę to wszystko bardzo szybko pchać do przodu.

Sam kiedyś chciałbym mieć swoją działalność. Ale już teraz wiem, że byłbym strasznie wymagający i sam byłbym pracoholikiem. Moim problemem jest też perfekcjonizm, jeśli mi na czymś zależy, przesadnie chcę, żeby było najlepiej, idealnie. Nadinterpretuję często problemy, idealnością chcę wymazać katastroficzne myśli i negatywne scenariusze, generalnie wpadam ze skrajności w skrajność. Najczęściej jak się za coś zabieram jestem bardzo efektywny, ale kosztuje mnie to sporo sił psychicznych. Mam wrażenie, że istnieje dla mnie czarne i białe - idealnie i beznadziejnie. Jeśli się coś nie udaje, to jest bardzo źle, jak się udaje, to jest dobrze, ale nie znaczy, że zawsze będzie i musi być lepiej. Nie doceniam małych rzeczy, progresów w swoim życiu i drobnych kroków.

Przeszedłem przez absolutne piekło w swoim życiu w ostatnich miesiącach. Jeszcze pół roku temu nie miałem pracy, miałem rozwalone zdrowie (i to 2 problemy - pooperacyjny + choroba, którą nabyłem w międzyczasie), byłem świeżo po końcu 6 letniego związku, wróciłem na tarczy do domu rodzinnego z dużego miasta, spędzałem 24h w domu leżąc na łóżku z depresją, moje plany życiowe legły w gruzach, straciłem ok 15k oszczędności. Ale się nie poddałem i walczyłem o siebie jak lew i dalej to robię.

Dziś mam fajną pracę, duże możliwości, nowe plany na życie, moje zdrowie uległo znaczącej poprawie, dostałem sporo wsparcia od bliskich i spędziłem za⁎⁎⁎⁎ste lato z przyjaciółmi, otworzyłem się na nowe znajomości (zawsze byłem tu hermetyczny), poznałem fajnych ludzi, wróciłem po problemach pooperacyjnych do sportu i nawet udało mi się formę życia zrobić, z leżenia w wyrze i zamartwiania się co dalej, udało mi się wejść na tempo 5 bardzo intensywnych treningów w tygodniu.

Czy doceniam? No właśnie problem jest taki, że nie. A różnica jest kolosalna, naprawdę. Dlaczego? Bo nie wszystko ze zdrowiem jest jeszcze tak jak chcę + mam czarne myśli o to, jak się to dalej potoczy (przede mną kilka weryfikujących miesięcy, badań i leczenia). Kolejna rzecz - nie mam jeszcze tego, co chciałbym osiągnąć życiowo/zawodowo i gonię za tym. Wiem, że prędzej czy później przy ciężkiej pracy mi się to uda, ale mam problem z cierpliwością i skupieniem się na teraźniejszości, bo moje myśli wypełnia lęk przed jutrem.

Wydaje mi się, że źle to wszystko znoszę, bo miałem ciężki krzyż do udźwignięcia, a w pewnym momencie zabrakło osoby, która mnie wspierała i dawała mi poczucie spokoju. Samotność to nasiliła. Wiecie, brakowało mi takiego wieczoru, że siadam z kimś przy paczce chipsów, oglądam film i gadam o pierdołach.

Wsparcie - moja mama rozmawia ze mną jak Adaś Miauczyński w dniu świra, generalnie mnie nie rozumie. Mój ojciec w ogóle niewiele rozumie, bo jest inteligentny, ale inteligencja emocjonalna u niego jest zerowa, nie czuje ludzi i ich problemów, zawsze był trochę z boku. Moja siostra dała mi mega dużo wsparcia, ale obecnie jesteśmy 100km od siebie, a ona sama nabawiła się depresji po 15 latach wspinania się po drabinie kariery w korpo (aż po dyrektora) i obecnie się leczy i sama szuka we mnie wsparcia jak gadamy, co zawsze jej daję.

Czuję się trochę wypompowany. Chciałbym zwolnić, pożyć trochę z dnia na dzień. Nie martwić się przyszłością, mieć odrobinę spokoju. Moim marzeniem jest założenie rodziny, własna działalność i czerpanie z życia ile się da.

Problem w tym, że wszędzie czuje presję. W pracy presja, bo muszę (w sumie to nawet chcę) poukładać tak procesy sprzedaży i obsługi, żeby wejść na wyższy poziom (dla mnie to ekstra kasa). Zaoszczędzić pieniądze. Założyć działalność (2 kumpli mnie już piłuje czy możemy zacząć planować).

Na domiar złego - mieszkam w rodzinnej kamieniczce i moja babcia w drugim mieszkaniu (które kiedyś dostanę) jest bardzo schorowana, ma alzheimmera. Tego lata uratowałem jej praktycznie życie, bo byłem na zdalnej i usłyszałem huk, rozwaliła se łeb i była kałuża krwi, ojciec oczywiście nic nie słyszał i sam musiałem wezwać pogotowie i tamować krwawienie. I tutaj też się martwię, ale to nie wszystko.

Kamieniczka/dom jest generalnie do remontu. Ojciec typowa sknera, ma kasę, że mógłby sobie kupić jeszcze spokojnie jedno mieszkanie w powiatowym, ale twierdzi, że to na czarną godzinę, a jak nie to w spadku odda mi i siostrze XD A my potrzebujemy termomodernizacji budynku. Ja na razie nie mam oszczędności, by się za to zabrać. A opieka nad domem spadnie na mnie, ja mam być tym, który się wszystkim zajmie. Wiecie - założe rodzinę, wprowadzę się tam, wyremontuję dom. A do tego wszystkiego bardzo daleka droga.

Chciałbym tak po prostu sobie chodzić do pracy, na zajęcia dodatkowe, być w pełni zdrowym i nie mieć takich wysokich oczekiwań i dużej presji na sobie. Pożyć sobie z dnia na dzień. A zarówno zawodowo, jak i prywatnie, są duże plany, które wymagają bardzo dużego nakładu sił. I goni mnie czas. Mam jeszcze drugą babcię, która też chce mnie widzieć jak najwięcej, bo ma 88 lat i też potrzebuje pomocy. Zawieź tu, pomóż tu, przywieź babcię, załatw.

W skrócie: muszę pracować na wysokich obrotach (handel b2b), przestawić się za rok-dwa na własną działalność (jest pomysł i narzędzia), nawiązywać dalej kontakty, a przy tym uzbierać kasę jeszcze na remont domu, poznać kogoś, zaim będę starym zgredem, założyć rodzinę.

Mi to chyba najbardziej przeszkadza to, że jestem toksycznie męski. No wiecie - mężczyzna to ten, co spłodzi syna, posadzi drzewo, ogarnie dom i będzie głową rodziny, a reszta niech się niczym nie martwi. W dodatku męzczyzna musi być silny, wyzbywać się słabości, tłumić emocje i zawsze stawiać czoła problemom, nigdy nie uciekać przed niczym.

Gruba ryba3piorunów

Ja tu widzę opis epizodów maniakalno depresyjnych. Porozmawiaj o tym z psychiatrą. Lekkie leki mogą pomóc Ci złapać równowagę.

Fenomen0piorunów

@NatenczasWojski Akurat nie mam nic z tego, wszystko wynika z mojej dużej nadpobudliwości i tego, że życie mi się wywróciło do góry nogami i próbuję je sprzątać na nowo. Czasem chodzę do bardzo dobrej terapeutki z renomą, która kształci innych i wykluczyła u mnie jakiekolwiek inne zaburzenia niż te wynikające z mojej osobowości + natręctwa i nerwica.

Zresztą, stary, osoby z dwubiegunówką to nie mogą normalnie funkcjonować, a ja mam tylko gonitwe myśli, kiedy mam za dużo czasu na rozmyślania.

Jak byłem w związku i miałem nieco mniejsze tempo życia i brak wykraczających planów i mniejsze kłopoty ze zdrowiem, to takich problemów nie miałem. A depresyjnych stanów już nie mam, wiązały się one z rozstaniem i powyższymi problemami.

Autorytet0piorunów

@Lopez_ Może musisz sobie zarezerwować czas tylko dla siebie, choćby to nawet było z pół godziny w ciągu dnia gdzie wyłączasz telefon, odcinasz się od wszystkiego i po prostu robisz coś co jest dla Ciebie przyjemne, książka, odcinek serialu, gorąca kąpiel. Po prostu zmarnuj ten czas na odpoczynek i wyciszenie się. Przez to że tak wszystko dobrze ogarniasz to otoczenie się przyzwyczaiło że może na Ciebie zrzucić wszystko i jakoś to pochytasz - powiedz czasem nie, nie mam siły, ochoty, czasu.

Fenomen1piorunów

@hellgihad Robie teraz 4 treningi w tygodniu, to znaczy wracam po 10 dniauch po chorobie 😛 i to mi mega pomaga. Do tego kupilem ksiazke jedna, druga zaraz kupuje, bede czytac, ale czasem i to za mało :grinning: Ale uwierz, jestem takim typem czlowieka, co potrzebuje duzo bodzcow plus duzo malych sukcesow, niestety.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

143piorunów

Smutno mi w ciul. Wczoraj pomagałam przyjaciółce, przywiozłam jej zbedny mi mebel. W trakcie niesienia go z auta (byłyśmy 15 metrów od auta) do jej furtki dwóch sebków otworzyło auto i ukradło mi torebkę.

Moja wina, wiem - powinnam odstawić mebel przy aucie, zamknąć auto na kluczyk i dopiero wtedy iść do furtki. Nie spodziewałabym się, że będąc kilkanaście metrów od auta ktoś wykorzysta okazje.

Na plus: od razu wlasciciel budynku obok zgrał mi monitoring. Przyjechała policja, radiowóz i tajniaki. Tajniaki wzięli mnie do auta, jeździliśmy 40min po mieście szukając tych sebków. Potem odstawili mnie do auta, przyjechał fotograf, robił zdjęcia auta, odcisków nie zbierał bo padało. Wziął za to niedopałek papierosa, który jak widac na nagraniu został wyrzucony przez jednego z sebków. Potem pojechali ze mną na komendę zrobić zgłoszenie. Dzisiaj dzwonili, że zabezpieczają kolejne monitoringi. Byli bardzo mili.

Nie wiem, czy to z powodu wartości kradzieży (2600zł + dokumenty), czy po prostu na takich trafiłam. Dobrze oceniam to, jak zajęli się sprawą. Mysle, ze rzeczy i dokumentów nie odzyskam, ale to miłe, że policja się stara.

Ta sytuacja spowodowała, że wrocil mi strach przed ciemnością, ciemnymi miejscami, byciem samą i obcymi ludźmi. Kilka lat temu doświadczyłam włamania do domu, w którym się znajdowałam. Po tamtej sytuacji moje lęki osiągnęły apogeum. Wtedy policja odnowiła przyjęcia zgłoszenia "bo nic mi się nie stalo". Na prawdę cieszę się, że tym razem trafilam na innych policjantów.

Sum1piorunów

@MoralneSalto Czemu nosisz dokumenty przy sobie? Dziś wystarczy na codzień telefon i mObywatel. Kasa też w telefonie. Jak strace telefon to też bez pinu g.. zrobią. To tylko taka moja uwaga na przyszłość.

Gruba ryba2piorunów

@D21h4d zazwyczaj nie nosze, niedawno byłam u mechanika stąd dowod od auta w torebce. Kasy też dużo nie było, 500zl, sama torebka warta ponad 1000, portfel ponad 300, etui na okulary 200, w srodku kosmetyczka ze szminką za 250, tuszem za podobna kwotę - stąd znaczna wartość kradzieży. Kart do bankomatu nawet nie mam, place blikiem lub gotówką. W kieszeni kurtki miałam odebrane od klientka kilka tysięcy w gotówce, jakbym to wczesniej przełożyła do torebki to bym była bardzo zła na siebie.

Gruba ryba0piorunów

>Nie wiem, czy to z powodu wartości kradzieży (2600zł + dokumenty), czy po prostu na takich trafiłam
@MoralneSaltokwestia wartosci kradziezy

Pokaż więcej komentarzy (46)