Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1082 + 1 = 1083

Tytuł: Ścieżka Niebios

Autor: Chris Wright

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 464

Ocena: 7/10

“Więc walczę dla ojca, którego nigdy nie kochałem, z bratem, którego miłowałem. Bronię Imperium, które nigdy mnie nie chciało, przed armią, która przyjęłaby mnie w mgnieniu oka.”

XXXVI część cyklu Herezja Horusa

Jaghatai Khan przysiągł bronić Imperium, jednak Białe Szramy zostały odcięte od układu Sol przez burze osnowy. Nękane przez wrogie legiony nie znalazły dotąd drogi na Terrę. Udają się na poszukiwania genialnego nawigatora, którego niezwykłe umiejętności pozwolą przeprowadzić flotę ich przez sztormy. Po piętach depczą im połączone siły Gwardii Śmierci i Dzieci Imperatora.

Dawno początek tak mnie nie zniechęcił. Bez żadnego kontekstu czy wprowadzenia autor wrzuca czytelnika w niemal sto stron partyzanckich manewrów i chaotycznej rozpierduchy: bolter porn, zboczeńcy Eidolona i pojedynki na miecze.

Na szczęście później już jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, takie 8/10. Fabuła zwalnia, po czym rozwija się w sposób logiczny i wciągający, a na tle głównych wydarzeń rozgrywają się dramaty poszczególnych bohaterów takich jak Targutai Yesugei, Revuel Arvida, Shiban, czy Ravasch Cario. Znalazł się nawet element niemal lemowskiego sci-fi w postaci eksploracji niepojętej kosmicznej maszyny/anomalii.

Bardzo dobra książka tylko trzeba dać jej szansę i przebrnąć przez męczący początek.

Fenomen

w Hydepark

16piorunów

1081 + 1 = 1082

Tytuł: Dni walczącej Stolicy

Autor: Władysław Bartoszewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Alfa

Format: książka papierowa

ISBN: 8370012833

Liczba stron: 376

Ocena: 7/10

Dni walczącej Stolicy to zapis sześćdziesięciu siedmiu audycji dokumentalnych poświęconych Warszawie powstańczej. Z tego co przeczytałem audycje te emitowano w Radiu Wolna Europa w 1984 roku (i być może w Polskim Radiu w 1981, ale informację mam z lubimyczytac.pl, gdzie chyba mamy przeklejony opis wydawcy). Sama książka po raz pierwszy ukazała się w 1984 roku w Londynie oraz w Warszawie, w drugim obiegu, pierwsze polskie oficjalne wydanie ukazało się w 1989 roku z okazji 45-lecia wybuchu powstania (tę miałem w dłoniach), kolejne w latach 2004 i 2008.

Książka zawiera bardzo dużo treści, a w swojej formie powinna być traktowana jako kronika, do której można wracać w miarę potrzeby. Nie ma co jej czytać od początku do końca, ilość informacji jest tak duża, że łatwo może przytłoczyć czytelnika. Sama treść jest różnie zabarwiona, nie ma tutaj suchej relacji tylko wyraźne przeżycia Bartoszewskiego, który walczył w powstaniu.

Czy pozycja obowiązkowa dla każdego interesującego się powstaniem warszawskim? Zdecydowanie tak. Czy pozycja warta przeczytania od deski do deski? No... chyba jednak nie, "Dni walczącej Stolicy" to raczej kronika-podręcznik, stanowiący dobry punkt zaczepienia do dalszych badań i lektur.

Prywatny licznik: 28/50

Gruba ryba

w Hydepark

19piorunów

1080 + 1 = 1081

Tytuł: Człowiek plus

Autor: Frederik Pohl

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 240

Ocena: 8/10

Na starej dobrej Ziemi źle się dzieje. Narasta spirala zbrojeń USA vs Nowa Ludowa Azja, co stanowi oczywiście aluzję do Zimnej Wojny. Podobnie jak u nas trwa wyścig o wysłanie człowieka w kosmos, a konkretnie - na Marsa. Do tego klęski klimatyczne i ekologiczne, zamieszki, stany nadzwyczajne w wielu rejonach, do wyboru do koloru. W jednej z rządowych instytucji US of A prowadzony jest program "Człowiek plus", mający na celu takie przeobrażenie człowieka aby bez żadnych osłon mógł przeżyć na Marsie. Technicznie rzecz biorąc, zakłada on stworzenie cyborga.

Bardzo ciekawe studium transhumanizmu, czasami dość drastyczne. Fabuła skupia się na stopniowym przeobrażaniu bohatera w istotę, która nie męcząc się potrafi biec całymi godzinami z ogromną prędkością, nie ma płuc, serca i innych zbędnych organów więc mizerna marsjańska atmosferą nie stanowi dla niego problemu. Następnie wraz z naszym cyberczłowiekiem udajemy się w podróż na Marsa aby zacząć kolonizację tej planety. Książka napisana równe 50 lat temu jest w dalszym ciągu przerażająco aktualna. Większych głupot pod względem zgodności naukowej nie stwierdzono, może oprócz opisu samego Marsa - cóż dzisiaj wiemy o nim więcej. Napisana prosto i przystępne, czasem dosadnym językiem, czyta się znakomicie. Czegoś jednak jej brak, pomysł jest znakomity, ale niektóre elementy mogły by być szerzej rozwinięte, inne znowuż skrócone, gdyż i tak nic nie wnoszą do fabuły. Aha, jeszcze duży minus za gigantyczny spoiler w opisie na tylnej okładce, powinni wybatożyć na rynku tego kto do tego dopuścił. Tak czy owak, jedna z lepszych książek w serii "Fantastyka-Przygoda", która, nawiasem mówiąc, powoli dobiega do końca - zostało mi już tylko kilka pozycji.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1079 + 1 = 1080

Tytuł: Kopiec

Autor: H. P. Lovecraft

Kategoria: horror

Wydawnictwo: C&T

Format: książka papierowa

ISBN: 9788374702881

Liczba stron: 153

Ocena: 6/10

Każdy pisarz musi z czegoś żyć, a pan Lovecraft postanowił, że jednym ze źródeł jego zarobku będzie poprawianie cudzych historyjek. W tym przypadku są to trzy opowiadania niejakiej Zealii Bishop, w tym jedno od podstaw stworzone przez Lovecrafta("Kopiec", zleceniodawczyni rzuciła tylko bardzo ogólnym pomysłem, na którym miał oprzeć się pan Lovecraft). Wyszło niekiedy średnio, niekiedy całkiem ok, ale po kolei.

-Pierwsze opowiadanko w zbiorze to "Klątwa Yiga". Dość przeciętna historia o bogu-wężu i jego klątwie wobec każdego, kto śmie podnieść rękę na jego syczące "dzieciaczki". Na szczęście bardzo krótka. 5/10.

-"Kopiec", najdłuższe opowiadanie w zbiorze i moim zdaniem najlepsze. Zaczyna się solidnie i mrocznie, ukazany zostaje tytułowy kopiec, który przez lata stał się miejscem owianym mroczną legendą o niezliczonych zniknięciach i szaleństwie tych, którym udało się z jego terenu powrócić. Wszystko fajnie i pięknie, ale do czasu. Niestety rozwiązanie całej zagadki, które autor serwuje jakoś w środku opowiadania, psuje cały ten mroczny nastrój, a czytelnik zamiast horroru dostaje dziwaczną przygodówkę(miał być horror, a finalnie otrzymujemy bandę nieśmiertelnych, znudzonych życiem pseudoindiańców żyjących pod ziemią). Mimo wszystko dalsza część nie jest znowu taka najgorsza, nawet jeśli atmosfera horroru nie jest już tak odczuwalna jak na początku. Solidne 7/10.

-"Sploty meduzy"- Stary mieszkaniec pewnego mrocznego domu opowiada przypadkowemu podróżnemu historię kryjącą się za tym miejscem. Cała pierwsza część to wyjątkowo nudna historia z trójkątem miłosnym w tle podlana delikatną ilością horroru. Kilkukrotnie łapałem się na tym, że myślałem o niebieskich migdałach i musiałem wracać się, by jeszcze raz ogarnąć ostatnie fragmenty tekstu. Jestem prawie pewny, że cała ta część została stworzona przez Zealię. Gdy już w pełni wkracza wizja Lovecrafta, zaczyna się jazda bez trzymanki pełna przedwiecznego zła, cthulowej ośmiorniczki i innych potworności tak lubianych przez mistrza horroru. Druga część znacząco nadrabia, byłoby super, gdyby nie ten nudny początek. A może to zamysł mistrza, najpierw spokojniutko, a w pewnym momencie dowalić rzeźnicki finał, który dzięki temu wybrzmiewa o wiele, wiele mocniej. Nie, w sumie nadal mi się nie podoba. Finalnie ta historia to takie 6/10.

Ostatecznie jednak warto było sięgnąć po owy zbiorek, bo ma naprawdę bardzo dobre momenty.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Książki

18piorunów

1078 + 1 = 1079

Tytuł: Zima Pożegnanych

Autor: Anna Kańtoch

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Ocena: 7/10

Klasyczny kryminał Anneke - bardzo dobrze się czyta, styl fajny, bohaterowie całkiem też, ale potem na końcu niedosyt z tego, jak się wszystko rozwiązało. Nie że jest źle, ale jakoś brak satysfkacji. Plot twist z tych mało szokujących, trochę na poziomie dramy na wykopie niż wielkich skandali.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

15piorunów

1077 + 1 = 1078

Tytuł: Rzeki Londynu

Autor: Ben Aaronovitch

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: ebook

Liczba stron: 424

Ocena: 6/10

Do sięgnięcia po 1 tom serii zachęciła mnie zapowiedź premiery 3 tomu, która ma mieć miejsce za około 2 tygodnie.

Przyznam, że po "Rzekach Londynu" spodziewałem się trochę więcej. Sam pomysł na połączenie kryminału z urban fantasy jest naprawdę świetny. Główny bohater, młody policjant Peter Grant, podczas zabezpieczania miejsca zbrodni przesłuchuje... ducha. To wydarzenie sprawia, że trafia pod skrzydła inspektora Thomasa Nightingale'a – ostatniego angielskiego czarodzieja-policjanta zajmującego się sprawami, których zwykłe wydziały Scotland Yardu nie potrafią wyjaśnić. Od tego momentu Peter uczy się magii, poznaje ukryty świat Londynu zamieszkiwany przez duchy, bóstwa rzek i inne nadprzyrodzone istoty, jednocześnie próbując rozwiązać sprawę serii brutalnych morderstw powiązanych z tajemniczym Panem Punchem. Sam zarys fabuły brzmi naprawdę intrygująco i właśnie dlatego miałem wobec tej książki spore oczekiwania.

Największym problemem okazało się jednak wykonanie. Przez dużą część książki miałem wrażenie, że autor bardziej skupia się na przedstawianiu zasad funkcjonowania magicznego Londynu (a i to wychodzi mu słabo) niż na prowadzeniu samej historii. Kolejne elementy świata są ciekawe - personifikacje londyńskich rzek, magia oparta na nauce czy policyjne podejście do zjawisk nadprzyrodzonych naprawdę mają potencjał, ale sama intryga kryminalna często schodzi na dalszy plan. Tempo jest nierówne, pojawia się sporo dygresji i momentami trudno poczuć, że fabuła rzeczywiście zmierza do jakiegoś konkretnego celu. Dopiero pod koniec książka wyraźnie przyspiesza, ale dla mnie było to trochę za późno.

Jeśli chodzi o bohaterów, również pozostał pewien niedosyt. Peter Grant jest sympatycznym protagonistą i jego droga od zwykłego posterunkowego do ucznia Nightingale'a zapowiada się interesująco, jednak w pierwszym tomie nie zdążyłem się z nim mocniej zżyć. Thomas Nightingale to chyba najciekawsza postać całej książki - tajemniczy, opanowany i sprawiający wrażenie człowieka, który wie znacznie więcej, niż mówi. Szkoda tylko, że autor nie poświęca mu więcej uwagi. Podobnie jest z postaciami trzecioplanowymi. Każda z nich ma potencjał, ale na razie bardziej zapowiada przyszłe wydarzenia, niż rzeczywiście odgrywa dużą rolę w tej historii.

Mimo wszystko nie żałuję czasu spędzonego z tą książką. Świat ma spory potencjał i widać, że autor stworzył fundament pod dłuższą serię. Jestem jednak trochę zawiedziony tym pierwszym tomem. Liczę, że kolejne części rozwiną się nie tylko pod względem bohaterów, ale również samej historii. Bo na razie "Rzeki Londynu" bardziej sprawiają wrażenie długiego wprowadzenia do uniwersum niż samodzielnej, w pełni satysfakcjonującej opowieści. A potencjał jest tu zdecydowanie większy niż to, co udało się pokazać w pierwszym tomie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 142/128

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

1076 + 1 = 1077

Tytuł: Gołoborze

Autor: Maciej Siembieda

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 9/10

*

A jednak ksiądz przyszedł. Odczekał, zrobił swoje i kiedy został sam nad grobem grzesznika, przyszło mu do głowy, że okrutny Bóg ze Starego Testamentu mógłby mieć za cmentarzem parę mórg pola i czuć się w Grabinie jak w domu.

Gdyby okna mojego mieszkania znajdowały się na innej ścianie budynku, mógłbym z nich oglądać gołoborza. No dobra, musiałyby ich jeszcze nie zasłaniać rosnące na stokach poniżej drzewa, a i kilka budynków po drodze też należałoby wyburzyć, ale chodzi o to, że mam je naprawdę blisko. I to, że jest to książka o regionie, było jednym z powodów, że zdecydowałem się za nią zabrać, choć jednak z ostrożnością. Ostrożność moja wynikała z faktu, że o książce ostatnio było bardzo, bardzo głośno i atakowała mnie, tak mi się wydawało, niemal zewsząd. Miałem wrażenie, że marketing tej książki jest na tyle silny, że nie może ona być dobra – ot taka moja (być może świętokrzyska?) przekorność. Zabrałem się więc za Gołoborze z ostrożnością, ale wsiąkłem w nie już po kilku pierwszych stronach, od razu po przeczytaniu prologu.

Mnóstwo rzeczy przychodzi mi do głowy po lekturze Gołoborza, ale najważniejszą z nich jest chyba to, że pan Siembieda odmalował region tak dokładnie, że czułem się tak, jakbym przeniósł się jakimś sposobem do podstawówki, znów pojechał na wakacje do babci na wieś i znów brał udział w życiu tej świętokrzyskiej wsi, w życiu którego absolutnie nie rozumiałem i które było dla mnie tak pełne sprzeczności. Życia, w którym tak rozbieżne było to, co się mówiło i to, co się robiło. Bo tak jest chyba do dzisiaj, że Świętokrzyskie jest jednym z bastionów katolicyzmu, tylko niekoniecznie tego rzymskiego, ale raczej naszego, takiego polskiego. Nieodłącznym wówczas (a podejrzewam, że jest tak do dziś) elementem życia wsi, a więc i moich wakacji, była niedzielna msza święta (choć wolałem oglądać na Polsacie Disco Relax albo inne Power Rangers, no ale nie miałem przecież wyboru) i było dokładnie tak, jak to autor w G_ołoborzu_ opisał – ludzie szli do kościoła, słuchali księdza, śpiewali pieśni, przekazywali sobie znak pokoju, a jednak jedni siadali daleko od drugich (każdy miał w kościele „swoje” własne miejsce i nie daj Boże, żeby ktoś mu je zajął!), a później, po mszy wracała rzeczywistość. Bliźni znów przestawał być bliźnim – ludzie dzielili się na „swoich” i „tamtych”. Winowajcom się nie wybaczało, pielęgnowało się w sobie żale, choć przyczyn zatargów nikt już nie pamiętał, a nawet jeśli wracały we wspomnieniach, to były tak błahe, że aż nie do uwierzenia. Można było to wszystko wyjaśnić od razu, ale przez lata niezgoda narosła tak bardzo, że była już nie do przezwyciężenia. Tak, wychowałem się w Świętokrzyskim, którego chyba nie rozumiałem, później kilkanaście lat mnie tutaj nie było (a mieszkałem w międzyczasie kilka lat w Opolu, które w książce też występuje), ostatnio wróciłem i przeżyłem mentalny szok, bo zdążyłem zapomnieć (albo wyprzeć) to, jak tutaj jest. Myślę, że największą wartością z lektury Gołoborza jest dla mnie to, że ta książka pozwoliła mi ten region chyba trochę lepiej zrozumieć.

Imponującą sprawą jest z jednej strony rozmach książki, bo jej akcja rozgrywa się na przestrzeni ponad stu lat, a z drugiej strony umiejętność przedstawienia przez autora tego, co dla historii jest istotne. Pomiędzy rokiem 1863 a 1988 wydarzyło się w Polsce wiele rzeczy i one oczywiście wpływają na życie jej bohaterów, ale na pierwszym planie zawsze jest to, co być tam powinno. Taka umiejętność nieuciekania w dygresje (choć ja dygresje bardzo lubię, ale to trzeba robić umiejętnie) wydaje mi się bardzo cenna, a na pewno sprawiła, że Gołoborze czyta się bardzo płynnie. Poza tym to pan Siembieda napisał tę książkę fantastycznie pod względem konstrukcyjnym. Bardzo często stosowanym przez niego zabiegiem jest przedstawienie efektu, a później opis jak do tego doszło (tak jak jest napisane na przykład świetne Czyż nie dobija się koni? pana Horace'a McCoya). Takich sprytnych zabiegów narracyjnych zresztą w książce całe mnóstwo, a ich repertuar jest bardzo szeroki – autor naprawdę po mistrzowsku potrafi przykuć i utrzymać uwagę. Jeśli już jestem przy tym, jak tę książkę się czyta, to nie mógłbym nie wspomnieć o kwestii języka. Istnieje coś takiego jak gwara świętokrzyska, ona nie jest skomplikowana i nie jest bardzo daleka od czystej polszczyzny, ale istnieje. I właśnie taką gwarą jest ta książka napisana. To czuć, kiedy się ją czyta, a najoczywistszym przykładem jest odmiana nazwisk zwaśnionych rodów: Kończaki i Cebrzny, więcej argumentów bez analizy podać nie umiem, ale w czasie lektury miałem flasbacki tego, jak mówiło się u babci na wsi, a mówiło się właśnie tak, jak to w Gołoborzu czytałem.

Choć wszystkie postaci występujące w książce są bardzo wyraźne (ciekawym zabiegiem wśród tak wielu bohaterów jest to, że nie wszystkie nazwiska są podane – poza tymi, którzy dla opowieści są istotni i wiemy, jak się nazywają, występują postaci, które są opisywane swoją rolą, jak „esbek” czy „żona Zbigniewa”, co z jednej strony, moim zdaniem, ma wartość literacką o tyle, że wiadomo na których postaciach skupić uwagę, ale też buduje ten klimat „swoich” i „obcych”), mnie najbardziej w pamięć zapadła Pężarka. Bo jeśli książka jest o Górach Świętokrzyskich, to nie może w niej zabraknąć pogaństwa i legend (i nie zabrakło), a przez tę postać Gołoborze tak bardzo ociera się o realizm magiczny, że aż miałem mimowolne skojarzenia ze Stoma latami samotności, co uważam za ogromny komplement.

Jest w Gołoborzu mnóstwo zła, jest nienawiść, jest zemsta, jest zacietrzewienie, źle pojęty honor i wszystkie inne świętokrzyskie przywary. Jest w niej też trochę humoru, jest wspaniały popis umiejętności narracyjnych autora, słowem jest w tej książce wszystko, co sprawia przyjemność w czasie lektury. I, na sam koniec, jest też w tej książce posłowie, w którym pan Siembieda opisuje, które z opisanych wydarzeń przeszczepił do tkanki powieści (to jego sformułowanie, bardzo ładne) z rzeczywistości. I lektura tego posłowia jest, delikatnie mówiąc, przerażająca.

Osobistość3piorunów

@George_Stark warto dodać dla miłośników audiobooków, że jest bardzo dobrze przygotowana wersja audio.

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

1075 + 1 = 1076

Tytuł: Zimne wybrzeża

Autor: Szczepan Twardoch

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 5/10

*

W grzechu czuł się bardziej chrześcijaninem, ponieważ komunista nie grzeszy, może najwyżej złamać komunistyczne zasady, ale nie zgrzeszyć.

Poszukiwań pana Twardocha późniejszego w panu Twardochu wcześniejszym ciąg dalszy.

Tym razem autor zabiera czytelnika na Spitsbergen, największą wyspę archipelagu Svalbard (Svalbard z norweskiego oznacza właśnie „zimne wybrzeże”), do miejsca, które, co wiem z wywiadów, pana Twardocha zawsze pociągało i które od czasu do czasu odwiedza (choć nie wiem czy był tam przed napisaniem tej książki). W Arktyce zresztą rozgrywa się też akcja jednego z opowiadań pana Twardocha, Tak jest dobrze, które można znaleźć między innymi w tomie Ballada o pewnej panience, które to opowiadanie nie tylko jest świetne, ale i zainspirowane stylem pana Cormaca McCarthyego, to tak na marginesie.

Książka opowiada o pobycie na Spitsbergenie Johna Smitha, Brytyjczyka, który oficjalnie przybywa tam po to, żeby prowadzić badania socjologiczne. Tyle tylko, że John Smith nie jest socjologiem, zresztą John Smith nie jest nawet Johnem Smithem, co już przywodzi na myśl bohaterów pojawiających się w późniejszych utworach pana Twardocha. W Zimnych wybrzeżach jest trup, jest już na samym początku, jest polska placówka badawcza, są norwescy górnicy i są jeszcze (fantastyczni!) rosyjscy dawnowiercy. A także są Chruszczow, Stalin, Jeżow i Mołotow, bo to takie czasy i choć akcja powieści rozgrywa się w 1957 roku, to nawet martwy już od jakiegoś czasu Stalin swoje piętno na historii Spotzbergenu odcisnął, przynajmniej w wersji tej historii w wykonaniu pana Twardocha.

Językowo ta powieść jest (tylko) poprawna. Językowy przełom, moim zdaniem, u autora nastąpi dopiero w jego kolejnej powieści, w Wiecznym Grunwaldzie. Historia jest ciekawa i spójna, choć mnie nie porwała, ale może to dlatego, że nie jestem ani fanem powieści kryminalnych ani szpiegowskich (a Zimne wybrzeża to po trochu i to i to). Postaci, może poza Awwakumem Awwakumowiczem Łomkowem (to ten opisywany tym cytatem na początku wpisu) też nie wydały mi się jakoś szczególnie interesujące, dużo ciekawszy był dla mnie Antoni Szarzycki, bohater czytanego wcześniej przeze mnie Przemienienia. Przy całym moim podziwie dla twórczości pana Twardocha, dla mnie ta książka, szczególnie na tle późniejszych jego dokonań (ale też i za sprawą tego, o czym ja czytać lubię, a o czym nie lubię) jest mocno średnia.

O samych Zimnych wybrzeżach to tyle, ale jest jeszcze jedna rzecz, która niezwykle mnie fascynuje. Otóż, Zimne wybrzeża, powieść z roku 2009 po zmianie przez autora barw wydawniczych i przejściu z Wydawnictwa Literackiego do Marginesów w roku 2025 doczekała się wznowienia właśnie przez wydawnictwo Marginesy. To wznowienie zostało ciepło przyjęte, a sama powieść zaczęła zbierać bardzo pozytywne recenzje. Inaczej ponoć było przy okazji jej pierwszego wydania, kiedy to przeszła w zasadzie bez echa. To, co bardzo mi się w całej tej sytuacji podobało, to reakcja autora na te pozytywne recenzje po wznowieniu, która zawierała się w pytaniu do zachwycających się „gdzie byliście w roku 2009?”.

Tytan

w Książki

17piorunów

1074 + 1 = 1075

Tytuł: Baltic: The Future of Europe

Autor: Oliver Moody

Kategoria: geopolityka

Format: martwe drzewo

Liczba stron: 384

Ocena: 6/10

Kupione z nudów na lotnisku. Jak to bywa z takimi książkami nie dowiedziałem się tego, co chciałem. No i autor jest moim wieku, co taki gówiarz może wiedzieć o świecie?

Nie pasuje nigdzie w bingo.

Lider2piorunów

@szatkus-7 to zależy jakim gówniarzem jesteś, bo na Hejto gówniarze to dobijają do 40 😉

Lider

w Książki

21piorunów

1073 + 1 = 1074

Tytuł: Śmierć w Wenecji

Autor: Thomas Mann

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Eperons-Ostrogi

Format: ebook

Liczba stron: 126

Ocena: 6/10

Kontynuując czytanie Manna, tak, żeby przypadkiem nie przeczytać "Czarodziejskiej góry" - odcinek 4 😉

To jedna z tych książek, które bardziej się analizuje niż czyta. Fabuła jest tu zaledwie pretekstem do rozważań o sztuce, pięknie, starości, przemijaniu i cienkiej granicy między zachwytem, a niezdrową obsesją. To kolejna książka, którą z początku wrzuciłbym do jednego worka z "Lilitą", "Hańbą" czy "Stonerem", ale jednak obsesja i zauoczenie są tu inne.

Ale zacznijmy od początku:

Thomas Mann nie spieszy się z opowiadaniem historii i od samego początku daje do zrozumienia, że najważniejsze wydarzenia rozgrywają się nie w Wenecji, ale w głowie głównego bohatera.

Gustav von Aschenbach, uznany pisarz, przyjeżdża do Wenecji w poszukiwaniu odpoczynku i twórczego natchnienia. Tam poznaje Tadzia - młodego Polaka, którego niezwykła uroda staje się dla niego symbolem idealnego piękna. Z czasem niewinny zachwyt przeradza się w obsesję, a jednocześnie nad miastem zawisa widmo epidemii cholery, skrzętnie ukrywanej przed turystami. Mann prowadzi tę historię bardzo subtelnie, bardziej sugerując emocje i motywacje bohatera, niż nazywając je wprost.

Największym atutem tej noweli jest klimat. Wenecja staje się niemal osobnym bohaterem – piękna, elegancka, ale jednocześnie powoli gnijąca i skrywająca niewygodną prawdę. To świetna metafora samego Aschenbacha i jego stopniowego rozpadu. Podobało mi się również to, jak autor pokazuje konflikt między rozsądkiem a namiętnością oraz pytanie o to, czy pogoń za absolutnym pięknem zawsze musi prowadzić do samozniszczenia.

Jednocześnie jest to książka, która wymaga od czytelnika sporo cierpliwości. Styl Manna jest ciężki, pełen opisów i filozoficznych odniesień. Chwilami miałem wrażenie, że więcej czasu poświęca analizowaniu symboli niż prowadzeniu samej historii. Dodatkowo fabuła jest bardzo skromna, więc jeśli ktoś oczekuje dynamicznych wydarzeń, raczej się rozczaruje.

"Śmierć w Wenecji" to ponad 100-letnia klasyka, którą warto znać, ale zdecydowanie nie jest to lektura obowiązkowa. Doceniam jej warstwę symboliczną, atmosferę i ponadczasowe pytania o naturę człowieka, choć momentami brakowało mi większego zaangażowania emocjonalnego i bardziej wyrazistej historii.

To książka, która zostawia po sobie sporo tematów do przemyślenia, ale jednocześnie nie zostawia przyjemności z samego czytania. Choć to przecież nie jest obowiązek. Mnie lekko rozczarowała i była najsłabszą książką w dorobku autora.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz3piorunów

@WujekAlien Mann się bardzo słabo zestarzał IMO, książki nie na nasze czasy

Lider1piorunów

@bojowonastawionaowca coś w tym jest, choć podoba mi się, że książki dostały niedawno nowe wydanie

GURU4piorunów

@bojowonastawionaowca świat poszedł do przodu... pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Książki

16piorunów

1072 + 1 = 1073

Tytuł: Bezprawie

Autor: Remigiusz Mróz

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Format: audiobook

Liczba stron: 496

Ocena: 5/10

Jednym z moich celów czytelniczych na ten rok było sprawdzenia jak sobie radzą autorzy, od których się odbiłem oraz serie, które porzuciłem. I tu z pomocą w jego realizacji przyszedł 20 tom przygód Chyłki i Zordona.

Tak, dobrze czytacie - 20. Trudno mi trochę uwierzyć, że seria która jawiła mi się jako odtwórcza już po 4-5 tomach (bo chyba wtedy ją porzuciłem), dotrwała do 20 tomów. No ale może to tylko moje złudne wrażenie, że było aż tak źle. Po przeczytaniu kilku pierwszych tomów odłożyłem ją na bok i przez długi czas nie czułem potrzeby, żeby kontynuować tę historię.

Teraz postanowiłem sprawdzić, co słychać u Chyłki i Zordona oraz jak przez ten czas rozwinęły się ich losy. "Bezprawie" okazało się dla mnie bardziej spotkaniem ze starymi bohaterami niż książką, która rozbudziła moją fascynację tą serią.

Tym razem duet prawników podejmuje się obrony policjanta oskarżonego o śmiertelne pobicie młodego mężczyzny. Szybko okazuje się jednak, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, bo oskarżony przed lata działał pod przykrywką w świecie przestępczym i do tego odegrał ważną rolę w życiu samych bohaterów. Równolegle Chyłka mierzy się z osobistymi problemami dotyczącymi rozwodu siostry i szansą na odebranie jej siostrzenicy, przez co zawodowe i prywatne wątki nieustannie się przeplatają. Aż do tego stopnia, że dzieci Chyłki i Zordona zostają porwane, a oni dostają prawnicze ultimatum, którego niedotrzymanie zakończy żywot maluszków.

Największym atutem książki pozostają sami bohaterowie. Ich relacja, wzajemne docinki i charakterystyczny sposób prowadzenia rozmów nadal mają w sobie coś, co wyróżnia tę serię. To właśnie ten element i ich relacja, sprawiły, że wróciłem do ich świata.

Niestety sama fabuła mnie mocno zawiodła. Miałem wrażenie, że wiele rozwiązań jest mocno przerysowanych, a kolejne zwroty akcji bardziej próbują zaskoczyć niż wynikają z naturalnego rozwoju wydarzeń. Im dalej w książkę, tym częściej łapałem się na tym, że zamiast angażować się w śledztwo, po prostu płynę z nurtem wydarzeń, czekając na kolejny obowiązkowy twist.

Być może właśnie dlatego uświadomiłem sobie, dlaczego kiedyś porzuciłem tę serię. Mróz nadal potrafi pisać bardzo dynamicznie i trudno odmówić mu umiejętności budowania tempa, ale dla mnie coraz trudniej zawiesić niewiarę i zaakceptować niektóre rozwiązania fabularne. W efekcie zamiast emocji pojawiało się raczej poczucie, że historia mogłaby być znacznie bardziej wiarygodna. Sam wątek porzucenia zwłok w lesie, tuszowania godziny śmierci denata, z oszukaniem GPSu w aucie, jest mocno naciągany. A jeszcze bardziej, to jak szybko polskie służby wpadają na to, że to była jednak Chyłka. Te same służby, które w ostatnich aferach, o których czytamy, tygodniami jak nie miesiącami, czekają na przesłuchanie kluczowych świadków i głównych podejrzanych. A tu nagle w niecały tydzień po "zbrodni" na gangusie, wjeżdzają Chyłce do biura i ją aresztują, jako jedyną podejrzaną. Bo przeciesz szczupła kobieta spokojnie sama dała sobie radę z rosłym napakowanym czeczenem, a później go jeszcze wtargała do auta, wywiozła do lasu i wyrzuciła między drzewami. Brzmi jak jedyny słuszny trop, nie ma sensu szukać dalej xD

Nie żałuję jednak tego powrotu. Fajnie było sprawdzić, co przez te lata wydarzyło się u Chyłki i Zordona, nawet jeśli nie przekonało mnie to do stałego powrotu do całej serii i nadrobienia poprzednich tomów. To było bardziej spotkanie z bohaterami, których kiedyś polubiłem, niż lektura, która na nowo rozbudziła mój entuzjazm.

Czy zaskoczyło mnie to, że ich ralacja jest dalej w trybie, jak status związku "to skomplikowane" na Facebooku, mają 2 dzieci i co chwilę wpadają w tarapaty, które mogą się zakończyć śmiercią kogoś z członków rodziny? Nic a nic. Bo już to czytałem w pierwszych tomach.

Ostatecznie "Bezprawie" pozostawiło mnie z mieszanymi odczuciami. To książka, którą czyta się szybko (audiobooka wciągnąłem w nieco ponad 3h), ale zapewne równie szybko o niej zapomina. Dla wiernych fanów serii będzie kolejnym rozdziałem dobrze znanej historii. Dla mnie okazała się raczej potwierdzeniem, że choć do Chyłki warto czasem zajrzeć z ciekawości, to dalej mam do niej takie zarzuty, jakimi kończyłem poprzednią z nią przygodę.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum3piorunów

@WujekAlien what, Chyłka i Zordon mają dzieci? :hushed: Czy ona czasem już w 1 tomie nie była w wieku menopauzalnym?

Lider3piorunów

@Telezajaczek najmarniej od kilku tomów, bo w 20 tomie dzieci (bliźnięta - córka i syn) mówią swoje pierwsze słowo (oboje takie same) 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Książki

23piorunów

1071 + 1 = 1072

Tytuł: Zapach szkła cz 2

Autor: Andrzej Ziemiański

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Edipresse Polska

Format: książka papierowa

Liczba stron: 208

Ocena: 4/10

Tak wysoką ocenę przyznaję tylko ze względu na pierwszą opowieść oraz jakieś tam oryginalne pomysły.

Początek dał mi nadzieję, że tym razem będzie lepiej, niestety kolejne rozdziały mnie zniechęciły, imo pan Ziemiański ma ciekawe pomysły, ale kompletnie nie potrafi pisać.

Myślę, że ktoś z lepszym warsztatem mógłby wziąć fabułę i napisać to po swojemu, miałabym wtedy większą przyjemność z czytania 😅

Gruba ryba2piorunów

No to chyba sobie odpuszczę czytanie, nawet jeśli moj czas nie ma wartości xD

Fanatyk2piorunów

@Czokowoko polecam odpuścić 😅

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w hejtoczyta

17piorunów

1070 + 1 = 1071

Tytuł: Wojsko z tektury

Autor: Edyta Żemła

Kategoria: reportaż

Format: ebook

Ocena: 7/10

Książka napisana niemal w tym samym stylu, co te od Parafianowicza, czyli temat i n różnych rozmówców. Tematów jest sporo na ponad 150 stronach. Jeśli ktoś myśli, że obecna władza (jakakolwiek) władza, coś naprawi, to, co popsuła poprzednia to jest w błędzie. Politycy podsuwali wojskowych, którzy mówią jak jest i co trzeba naprawić, lizusami z potakiwaczami. Mundurowi też nie są bez winy. To, że MON jest "oblepiony" lobbystami to wiadomo. To, że wielkie zakupy sprzętu blokują naszą zbrojeniówkę to też każdy wie. Podobnie jak z kompetencjami wojskowych. "Magister w mundurze". Jedynie cyberwojska działają jak trzeba, ale tam jest spory dostęp do "świeżego powietrza". Tam też słucha się i widzi, co się dzieje na Ukrainie. W innych (lotnictwo, wojska pancerne) czegoś takiego nie ma. Ci, co chcieli zmienić np. Andrzejczak to zostali usunięci. Chciałby się napisać dla żartu, tam gdzie zaczyna się wojsko tam kończy się logika, ale jak zamiedzą wojna to jakoś strasznie to brzmi.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba0piorunów

Mam dysonans czytając książki tego formatu. Wcześniej trafiła mi się "Polska na wojnie". Z jednej strony kupa informacji z backstage polityki i dyplomacji, a z drugiej myśl, że autor może dopasować fikcyjne opisy wydarzeń do prawdziwy h historii i w ten sposób uprawdopodabnia to, że piszę o faktach, mimo tego, że wypowiedzi są anonimowe.

Nie mówię, że ta książka jest w treści nieprawdziwa ale czy jest w 100% prawdziwa też nie jestem przekonany.

Fenomen0piorunów

@jarezz o problemach wojska to masz masę artykułów pod nazwiskiem, podobnie jak z książkami np. o ćwiczeniach z 2018 roku, gdzie pomylono kaliber do amunicji o tym Andrzejczak to w jakieś książce wspominał, więc materiały są

Gruba ryba0piorunów

@konik_polanowy przecież ja sam napisałem, że materiały są. Mam problem z tym, że p. Żemła i inni, którzy piszą w tym formacie (anonimowe wypowiedzi informatorów) wywołują U mnie wątpliwości jakie opisałem wcześniej.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Autorytet

w Książki

18piorunów

1069 + 1 = 1070

Tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

Autor: Stieg Larsson

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: ebook

Liczba stron: 500

Ocena: 7/10

Miałem tego ebooka na półce już od jakiegoś czasu ale za pierwszym razem jakoś się od niego odbiłem. Teraz przy drugim podejściu poszło już o wiele lepiej i bawiłem się na tyle dobrze, że na pewno sięgnę też po kolejne tomy.

Kiedyś oglądałem też ekranizację z Danielem Craigiem (swoją drogą nie wiem kto wpadł na pomysł ekranizacji tej książki bo wydaje się ona wybitnie do tego nie nadająca) ale było to na tyle dawno że zapamiętałem w sumie tylko jedną dość pewnie wiadomą scenę, nie mając za bardzo pojęcia o reszcie fabuły.

W książce przyjdzie nam śledzić poczynania Mikaela Blomkvista, zniesławionego dziennikarza gospodarczego który aby nie przysparzać redakcji gazety Millenium, której zresztą jest wydawcą, kłopotów daje się namówić pewnemu podstarzałemu magnatowi przemysłowemu na prywatne śledztwo mające na celu odkrycie co stało się z jego wnuczką Harriet, która niemal 40 lat temu w tajemniczych okolicznościach zniknęła z wyspy na której zamieszkiwała cała rodzina, a raczej klan Vagnerów.

Akcja książki rozgrywa się głównie na wspomnianej wyspie gdzieś na północy Szwecji, skutej lodem i owianej mgłą, w otoczeniu starych i zmurszałych ludzi i w większości skupia się na żmudnej, detektywistycznej pracy. Mikael czyta zapiski, ogląda stare fotografie, rozmawia z dziadkami i nieco młodszymi członkami rodu Vagnerów i pije kawę. Wszyscy piją kawę, dosłownie hektolitry kawy xD Akcja rozgrywa się dwutorowo, bo oprócz Mikaela śledzimy też poczynania Lisbeth Salander, nieco autystycznej ale wyjątkowo błyskotliwej hakerki której losy gdzieś w połowie książki krzyżują się z losami Mikaela.

Ogólnie brzmi to nudno, ale czyta się to naprawdę dobrze mimo że z powyższego opisu może się wydawać że to nic ciekawego. Główny bohater nie za bardzo wierzy w powodzenie swojej misji ale wkręca się w nią tak samo jak ja wkręcałem się razem z nim. Niektóre wątki są trochę naciągane, największy plot twist w książce trochę mnie zniesmaczył i wydawał się mocno z czapy, no ale jakoś to łyknąłem. Reszcie nie idzie za bardzo niczego zarzucić, to kawał dobrego, wielowątkowego kryminału, autor ma lekkie pióro, a fakt że akcja jest osadzona w Szwecji dodaje książce ciekawego, nieco egzotycznego z braku lepszego określenia sznytu.

Specjalista3piorunów

8/10

Lider1piorunów

@piotrx65 @hellgihad ja dałem 9/10, ale ja lubię takie powolne klimaty i z tajemnicą w tle

Autorytet1piorunów

@WujekAlien Powolny klimat mi nie przeszkadzał bo w sumie pasował i do klimatu i miejsca akcji, tylko tak jak pisałem tajemnica którą bohaterowie odkrywają "przy okazji" nie bardzo mi siadła. Trochę to zbyt naciągane było żeby nikt się nie kapnął że coś się dzieje przez tyle lat.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

1068 + 1 = 1069

Tytuł: Pharos

Autor: Guy Haley

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 480

Ocena: 7/10

“Rodzimy się, cierpimy, a potem umieramy.”

XXXIV część cyklu Herezja Horusa kontynuuje temat Imperium Secundus zapoczątkowany w “Niezapomnianym Imperium”. Bezpośrednim wstępem do “Pharos” są zaś dwa opowiadania: “The Laurel of Defiance” oraz “A Safe and Shadowed Place”.

Zaczyna się intrygująco: W systemie Sotha na obrzeżach 500 Światów patrolujący samotnie niszczyciel Ultramarines odnajduje opustoszały wrak potężnego krążownika Władców Nocy. Czujniki nie znajdują śladów życia.

Jak widać jeden wątek początkowo przypomina kosmiczny horror pokroju “Event Horizon”, Drugi zaś jest niemal sielski niczym powieść przygodowa opowiedziana z punktu widzenia grupy cywili rozpoczynających czteromiesięczne szkolenie wojskowe. Jeszcze inny jest perspektywą rekrutów Astartes w trakcie treningu. Dzięki temu udało się po części uniknąć typowego dla serii przesadnego heroizmu i ogólnej zajebistości kosmicznych he-manów. Na szczęście nie całkiem, bo wiadomo, że niebiescy są dzielni, a bolter musi robić brrr. Oczywiście wszystkie te wątki łączą się w większą spójną historię.

Autorowi udało się też stworzyć wiarygodne postaci. Nie miał również skrupułów, żeby kilka ukatrupić.

Plus za świetny epizod z Aniołem i Nocnym Upiorem. Minus za kilka niewielkich dziur logicznych i fragmentów bardziej naiwnych. Wrażliwych muszę ostrzec, że skoro są Władcy Nocy, to musi być skórowanie i ogólnie plastyczny gore, ale jeśli ktoś dotarł do tej części, to raczej go to nie rusza.

Poza wspomnianymi opowiadaniami nie znałem nic od tego autora, ale muszę przyznać, że przyjemnie pisze, zachowuje dobrą płynność opowieści i czyta się go po prostu dobrze.

Nie jest to w żadnej mierze pozycja obowiązkowa dla zrozumienia Herezji, ale została napisana rzetelnie i z pomysłem.

Sum

w Książki

19piorunów

1067 + 1 = 1068

Tytuł: Joy Division od środka. Nieznane przyjemności

Autor: Peter Hook

Kategoria: autobiografia

Wydawnictwo: Bukowy Las

Format: książka papierowa

ISBN: 9788363431600

Liczba stron: 392

Ocena: 7/10

Autobiografia Petera Hooka, jednego z założycieli legendarnych już zespołów Joy Division i New Order, obejmująca okres dzieciństwa i dorastania basisty, oraz początki jego kariery muzycznej w Joy Division.

W kategorii „książki o Joy Division”, pozycja znacznie lepsza od Przejmującego z oddali. Hook ma przystępny, gawędziarski styl i w barwny sposób przedstawił nie tylko kulisy działalności zespołu, ale też szalony światek manchesterskiej sceny rockowej końcówki lat 70. Liczne, rozbrajająco szczere anegdoty pozwalają poznać zespół od rozrywkowej, punkowej strony, co jest imo największą wartością tej książki – do pewnego stopnia odmitologizuje ona rozpowszechniony w popkulturze wizerunek Iana Curtisa jako udręczonego geniusza. Mam wrażenie, że portrety reszty członków zespołu i osób z ich kręgu także wypadły pełniej i szczerzej, niż w innych dziełach poświęconych Joy Division (chociaż ciut za często obrywało się Sumnerowi). Być może to kwestia tego, że muzyk przetrawił przeszłość i gdy o niej mówi, stać go na pewien dystans i samokrytycyzm – nie waha się przyznać, jak wiele spraw zawalił, a przede wszystkim jak w newralgicznym momencie nie był w stanie pomóc Curtisowi i wolał wierzyć w jego zapewnienia, że wszystko jest OK i kryzysy są chwilowe.

Dużym plusem tej pozycji są zamieszczone na końcu każdego rozdziału kalendaria, będące swoistą historią zespołu w pigułce, przydatne tym bardziej, że narracja Hooky’ego bywa momentami chaotyczna. In minus zaliczę, że przy niektórych fragmentach będących ewidentnie cytatami z artykułów/czyichś wypowiedzi brak informacji, czyje właściwie to słowa.

Autobiografia Hooka doczekała się kontynuacji w postaci książki poświęconej zespołowi New Order - Substance: Inside New Order. Bardzo dziwi mnie decyzja wydawnictwa Bukowy Las, aby nie wydawać książki o New Order, jako iż zespół ten w swoim czasie zdobył nad Wisłą o wiele większą sławę, niż Joy Division.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Autorytet1piorunów

Leży mi na półce juz ze 4 lata i nie mogę się zebrać do przeczytania 😁

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

1066 + 1 = 1067

Tytuł: War Without End

Autor: praca zbiorowa

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 624

Ocena: 6/10

“Keep your secrets, [...] the galaxy’s more interesting that way.”

Antologia stanowiąca XXXIII część cyklu Herezja Horusa zawiera aż 21 opowiadań:

Graham McNeill - The Devine Adoratrice - 6/10

Aaron Dembski-Bowden - Howl of the Hearthworld - 8/10

Aaron Dembski-Bowden - Lord of the Red Sands - 6/10

Nick Kyme - Artefacts - 5/10

Rob Sanders - Hands of the Emperor - 6/10

Nick Kyme - The Phoenician - 3/10

David Annandale - Sermon of Exodus - 3/10

Gav Thorpe - By the Lion's Command - 6/10

Rob Sanders - The Harrowing - 5/10

James Swallow - All That Remains - 5/10

James Swallow - Gunsight - 5/10

Chris Wraight - Allegiance - 6/10

Chris Wraight - Daemonology - 7/10

John French - Black Oculus - 4/10

Andy Smillie - Virtues of the Sons - 7/10

Guy Haley - The Laurel of Defiance - 6/10

Guy Haley - A Safe and Shadowed Place - 6/10

Nick Kyme - Imperfect - 6/10

Nick Kyme - Chirurgeon - 8/10

Guy Haley - Twisted - 8/10

Graham McNeill - Wolf Mother - 9/10

Wyjątkowo dużo tytułów, niektóre bardzo krótkie, dosłownie na kilka stron (Lord of the Red Sands, Black Oculus), inne dłuższe, a większość o znikomym znaczeniu w szerszej perspektywie fabularnej. Jedne wydają się całkowicie zbędne. Inne pozwalają uzupełnić obraz uniwersum o dodatkowe drobne detale. Tematyka przeróżna: prolog “Mściwego Ducha”, niewdzięczna misja Wilków, ciąg dalszy przygotowań do obrony Terry, kolejna niepotrzebna powtórka z Isstvana V, ruchy Malcadora, dalsze losy Arvida, wspomnienia nawigatora, wstęp do “Pharos” (niedługo skończę), wspomnienia konsyliarza podczas sekcji zwłok czy epilog “Mściwego Ducha”. Spotykamy m.in. Yesugeia, Luciusa, Amira, Kharna, Fabiusa, Maloghursta, Alivię, Sevariana. Aaron Dembski-Bowden pokazał, że nawet bardzo krótka forma czasem wystarczy by namalować w głowie obrazy, a Graham McNeill zapewnił znakomite domknięcie.

Średniej jakości zbiór ciekawostek, spokojnie można pominąć, chyba że ktoś jest pazerny na lore, to wówczas warto rozważyć.

Lider

w Książki

17piorunów

1065 + 1 = 1066

Tytuł: Zmuś mnie

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 448

Ocena: 7/10

Po dwudziestu tomach przygód Jacka Reachera trudno oczekiwać rewolucji. I całe szczęście, bo „Zmuś mnie” wcale nie próbuje nią być. Wbrew tytułowi, wcale się nie czuję być zmuszony czytać ją i kolejne tomy. To książka, która bardzo dobrze pokazuje, dlaczego ta seria od tylu lat cieszy się taką popularnością. Dla jednych będzie kolejną powtórką sprawdzonego schematu. Dla mnie jest natomiast esencją tego, czym Reacher zawsze był.

Historia zaczyna się bardzo po reacherowemu. Jack trafia do niewielkiego miasteczka o intrygującej nazwie Matczyny Spoczynek. Nie kieruje nim żaden wielki plan ani misja. Jest po prostu ciekawy. A jak wiadomo, ciekawość Reachera niemal zawsze kończy się odkryciem czegoś, czego lokalni mieszkańcy bardzo nie chcieliby ujawniać. Szybko okazuje się, że pod pozornie spokojną powierzchnią kryje się kolejna mroczna tajemnica.

I właśnie za to lubię tę serię.

Nie potrzebuję, żeby Reacher ratował świat, współpracował z międzynarodowymi agencjami wywiadowczymi czy latał prywatnymi odrzutowcami. To już przerabialiśmy i jak pisałem przy Sprawie osobistej, zupełnie mnie to nie przekonało. Reacher najlepiej działa wtedy, gdy trafia do małego miasteczka, zadaje jedno pytanie za dużo i nagle okazuje się, że ktoś bardzo chciałby, żeby już więcej żadnych pytań nie zadawał, bo nadepnął mu na odcisk. Zmuś mnie wraca właśnie do tego sprawdzonego schematu.

Oczywiście można zarzucić Childowi, że po raz kolejny korzysta z tych samych motywów. Samotny włóczęga. Małe miasteczko. Piękna kobieta (o egzotycznej urodzie) pomagająca w śledztwie. Lokalna tajemnica. Grupa ludzi, którzy myślą, że uda im się zastraszyć Reachera. To wszystko już było. I pewnie jeszcze będzie.

Tylko że… ja właśnie po to sięgam po kolejne tomy.

Mam wrażenie, że Reacher jest dla mnie trochę jak ulubiony serial oglądany po raz kolejny. Nie chodzi o zaskoczenie, tylko o komfort powrotu do czegoś znajomego. Wiem, czego mogę się spodziewać, a Lee Child bardzo rzadko zawodzi w dostarczeniu dokładnie tego, po co sięgnąłem. Do tej pory tylko 1 z 20 tomów mnie serio zawiódł, więc 95% skuteczności i ja to kupuję 😉

Może to moje guilty pleasure. A może po prostu jedna z tych serii, które przez lata wypracowały własną tożsamość i nie próbują na siłę udowadniać, że potrafią być czymś innym. Kiedy dopada mnie zastój czytelniczy, Reacher jest jednym z pierwszych bohaterów, po których sięgam. Wiem, że dostanę dynamiczną historię, kilka świetnych dialogów, bohatera rozwiązującego problemy pięściami i głową oraz satysfakcję z kolejnej dobrze opowiedzianej sensacyjnej historii.

I chyba najbardziej cieszy mnie to, że przede mną wciąż jeszcze sporo tej serii. Choć głównych powieści jest już 31, ja dopiero dotarłem do dwudziestego tomu. Do tego dochodzą jeszcze nowelki i opowiadania, których nawet nie zacząłem. To bardzo przyjemna świadomość - wiedzieć, że z ulubionym bohaterem czeka mnie jeszcze setki godzin wspólnych przygód.

„Zmuś mnie” nie jest najlepszym tomem serii. Nie próbuje też wywracać jej do góry nogami. Jest za to bardzo dobrym przypomnieniem, dlaczego od dwudziestu książek z taką przyjemnością wracam do Jacka Reachera. Gdyby mnie ktoś zapytał, czy jest seria o Reacherze, to „Zmuś mnie”, idealnie odpowiada na te pytanie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

15piorunów

1064 + 1 = 1065

Tytuł: Przypadek Adolfa H.

Autor: E. E. Schmitt

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324017041

Liczba stron: 480

Ocena: 6/10

A co by było gdyby on się jednak dostał na tę Akademię Sztuk Pięknych?

Na to pytanie próbuje odpowiedzieć E. E. Schmitt i podchodzi do tego dość rzeczowo.

Jest sobie Adolf Hitler. Nie udaje mu się dostać na Akademię Sztuk Pięknych i resztę historii znamy. Ale jest też Adolf H., któremu udaje się i spędza swoją młodość we Wiedniu, obracając się wśród artystycznej śmietanki początku XX wieku. Jego naukę przerywa wojna, w trakcie której zauważa bezsens i tragedię tego co się dzieje. Następnie burzliwy okres powojenny, rozwój kariery, tragiczne życie miłosne.

Główny bohater w książce się nie zmienia, jest to ta sama osoba, po prostu jej życie bierze zupełnie inny obrót w pewnym momencie. Zaczyna spotykać innych ludzi, o innych ideach, światopoglądach, sam się do nich ukierunkowuje. Książka przypomina mi mocno "Przypadek" Kieślowskiego z Lindą w roli głównej. Linia czasu dotycząca tego faktycznego Hitlera-dyktatora jest opisana bardzo dokładnie, z historyczną starannością. Ta linia alternatywna, w mojej ocenie, jest dość na wyrost. Autor zdawał sobie sprawę z młodości Hitlera, jego wychowania, warunków domu rodzinnego i tego jak dzieciństwo ma duży wpływ na nas w wieku dojrzałym, ale i tu dość sprytnie i zabawnie to rozwiązał - Adolf H. napotyka pewnego razu mieszkającego i pracującego przecież wtedy we Wiedniu Freuda, dzięki czemu może przepracować traumy. Zabieg sprytny, który umożliwił uwiarygodnienie dalszej części historii, ale nie obyło się bez wątków totalnie przesadzonych (pominę je celowo, aby nie robić spoilerów), bez których historia totalnie by sobie poradziła, a z którymi z Adolfa H. wyrósł wręcz bohater w niektórych aspektach życia, tak jakby autor chciał pokazać, że skoro w rzeczywistości Hitler był potworem, to w alternatywnej jej wersji będzie totalnym przeciwieństwem i według mnie trochę tu przedobrzył. Uniwersum Europy bez Nazizmu i II Wojny Światowej wyszło autorowi całkiem zgrabnie - jest ciekawy wątek wojny Niemców z odrodzoną Polską o Śląsk i Wielkopolskę.

Książka przyjemna, miło się czytało, lubię taki koncept alternatywnych linii czasu

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

1064 + 1 = 1065

Tytuł: Dusza Cesarza

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Liczba stron: 112

Ocena: 9/10

Moja pierwsza styczność z Sandersonem, polecanym mi wielokrotnie przez różne osoby (pierwsza była moja fizjoterapeutka, ale ona czyta chyba z 2 książki dziennie więc poleca pół biblioteki xD).

Mam problem z długimi książkami, nie wpisują się w moją naturę, i gdy widzę że zostało mi jeszcze 500 stron to jest szansa że w ogóle odpuszczę niż że złapę za nią, a pan Sanderson to pisze po 1100, więc nic dziwnego że go unikałem.

Niemniej, byłem zainteresowany jego postacią, bo podobno bardzo dobrze rozbija zawód pisarza na składowe, robi wykłady światotwórcze, o warsztacie pisarskim, o konstrukcji postaci, czy o kreowaniu magii. I w trakcie czytania o nim usłyszałem że jego najlepiej napisaną książką jest... Studwunastro stronnicowa Dusza Ceszarza. W to mi graj!

Czy serio jest najlepsza to wam nie odpowiem, przecież tylko ją czytałem, ale mogę opisać czy jest ogólnie 'dobra'.

Krótko: jest xd

Świetnie zaplanowana, spójna, przemyślana, satysfakcjonująca, i kompletna. Czyta się świetnie, i zostaje w pamięci.

Opowiada ona o kobiecie skazanej za zuchwałą kradzież z cesarskiego pałacu, która specjalizuje się w magii Fałszerstwa, czyli podmieniania historii przeróżnych obiektów tak żeby były inną wersją siebie. Może na przykład odkryć że krzesło na którym siedzi pochodzi było robione z odpadków po królewskim łożu, i nadpisać jego historię delikatnie w taki sposób że ono też zostało zrobione w sposób majestatyczny i królewski. I bam, jeśli krzesło kupi te historyjke, oto mamy pod d⁎⁎ą tron. Fajny system, i fajnie opisany.

I ta złodziejka dostaje tytułowe zadanie: ma sfałszować nie krzesło, lecz Duszę Cesarza. A czasu ma na to niewiele.

Rozdziały mają w nazwie informacje który dokładnie dzień opisują, więc osadzenie sceny w osi czasu jest bardzo proste i wygodne.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość1piorunów

Bierz się za cykl archiwum burzowego światła.

Pokaż więcej komentarzy (3)