Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#depresja

Fanatyk

w Hydepark

29piorunów

Ostatnio trafiłem na artykuł o zjawisku, które myślałem, że dotyczy tylko mnie:

"Smutek po spotkaniu z przyjaciółmi", określany czasem jako social blues, to zjawisko. Wiele osób doświadcza go po wydarzeniach towarzyskich, które teoretycznie miały przynieść radość i odprężenie. Zamiast tego, po powrocie do codzienności, przychodzi poczucie przygnębienia, lawina negatywnych myśli i emocjonalne zmęczenie.

U mnie pojawia się od paru lat. Wracam ze spotkania ze znajomymi, niekoniecznie zakrapianego. To jest straszne, bo tych spotkań jest z wiekiem coraz mniej. Dobrze się na nich bawię, wartościowo spędzam czas, a potem wracam na chatę i następuje zjazd 😒

Najgorzej jest po takich spotkaniach, które kończą się dosyć wcześnie, gdy człowiek ma jeszcze czas pobyć z własnymi myślami przed snem.

Słyszeliście o tym ? Doświadczacie takich uczuć ? Jak sobie z tym radzić ? Przecież nie będę się całkowicie wyłączać z życia towarzyskiego.

trochę

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Hydepark

22piorunów

trochę i oraz

Moje dzieciaki są usportowione. Ostatnio nawet usłyszałem od fizjoterapeuty do którego syn chodzi na zajęcia, że oni to wynieśli z domu. Miło mi się zrobiło. Lubią się dzieciaki ruszać. Nie muszę ich zachęcać ani wypychać. Młodszy łapie wszystko, piłkę, basen, gimnastykę. Starszy mimo problemów lubi pograć w nogę a w siatkówkę trenuje jako jedyny 11-latek z reprezentantami szkoły z klas 7-8. Teraz zaczął chodzić na skatepark i śmigać na hulajnodze wyczynowej. Spoko, no to się pochwaliłem Tosiom i Tomkom. Teraz do sedna. Chodzę tam z nim, żeby go wspierać, przypilnować i... ja pierdzielę, jak widzę tych ludzi na BMX-ach, to samemu mi się zachciało. Na nic nigdy nie jest się za starym. Sporo zajawek odkryłem w sobie dopiero teraz. Dobrze mi jest ze sobą chyba pierwszy raz w życiu od 20 lat - wiadomo jest grana, ale walczę. I tak sobie myślę o tym BMX-ie. Nie chcę latać na rampie, jak małolaty. Chciałbym się nauczyć po prostu jeździć i coś tam sobie kombinować dla dobrej zabawy. Biegam, ćwiczę ale brak mi jeszcze kolejnej zajawki. Ot takie starego chłopa, co mu się znowu coś uwidziało.

Lider1piorunów

@WatluszPierwszy czemu nie i pewnie, że na nic się nie jest nigdy za starym. Widziałem kiedyś na yt gościa co wziął się po 50tce za jazdę trail na rowerze i po kilku latach takie trasy łykał z wyskocznaimi itp. że za głowę się łapałem. A facet wcale nie wyglądał na jakiegoś mocno wysportowanego.

Wirtuoz4piorunów

Zawsze chciałem BMX, w końcu sobie kupiłem w wieku 2x lat. Potrafiłem podskoczyć czy jechać na jednym kole bo to umiałem wcześniej. Niestety, za duży był już opór psychiczny przed trickami typu puść kierownicę. Ostatecznie rower sprzedałem drożej niż kupiłem. Jak czujesz, że tego chcesz to sugeruję po prostu spróbować :⁠-⁠)

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fanatyk

w Hydepark

65piorunów

trochę i

Wczorajszy dzień przypomniał mi brutalnie, że w walce z depresją i całą resztą syfu nie ma chwil wolnych. Ktoś kiedyś powiedział, że depresja, to choroba przewlekła na całe życie a do tego bywa śmiertelna. No i niby każdy chory o tym wie, ale są takie dłuższe lub krótsze momenty, gdy się o tym zapomina. Ja zapomniałem na ostatnie kilka tygodni. Niestety to jest bardzo podstępna choroba a dodatkowo, przynajmniej w moim przypadku, wredna. Wredna, bo zamiast mi dawać jakieś sygnały na zasadzie "jestem z tobą", to potrafi mi po prostu strzelić w ryj, jak przeciwnik w ringu, bez ostrzeżenia. Tak też było wczoraj. Rano kawusia, śniadanie i... wpierdol. Nagle dół, poddenerwowanie, smutek. Nie wiadomo skąd, nagle, zza winkla. Usiadłem w kuchni i poczułem jakby wszystko zwaliło mi się na głowę, życie, świat, przeszłość, teraźniejszość. Full pakiet. Chciało mi się płakać. Dodatkowo odpaliły się objawy OCD i lęków. Patrzyłem przez okno jakby na zewnątrz nic nie było, gdzieś poprzez budynki na przeciwko. Jakby wszystko było przezroczyste. Całe szczęście mam pewne mechanizmy już wypracowane w trakcie terapii i poza nią dzięki którym udało mi się jakoś naprostować. Dziś już lepiej, jedynie zostało jakieś lękowe napięcie, to które znam i które już oswoiłem. Kiedy to w klatce piersiowej jest ucisk i takie uczucie, które każdy z nas zna, jakby się miało za chwilę wejść na ważny egzamin. To jest do ogarnięcia. Wiem, że się da. Ufff... sorry Tosie i Tomki, ale musiałem to wyrzucić z siebie. A walczącym z tym syfem przypomnieć, że trzeba o siebie dbać i być czujnym.

Pozytywny obrazek z wczorajszego spaceru z synami, bo jednak życie bywa znośne a słońce świeci.

Lider3piorunów

@WatluszPierwszy dobrze, że masz te wypracowane mechanizmy i udało Ci się szybko ogarnąć sytuację. W każdym razie dobry wniosek z tej sytuacji, że takie momenty mogą się zdarzać, ale nie ma co panikować, tylko trzeba być na to mentalnie przygotowanym.

Fanatyk2piorunów

Ja się czuję ostatnio tak jak ty. Mimo tabletek zdarzają się zjazdy. Snuję się od przebudzenia do pory snu. Odhaczyc kolejny dzień i iść spać. Zaraz będę nawiązywać znajomość ze stoicyzmem, bo odwlekam to długiego czasu

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

67piorunów

Neuropatia poszła do przodu tak bardzo, że muszę udawać że kuleję, żeby ludzie nie myśleli że jestem pijany, bo coś mi jebło po błędniku najwyraźniej, i się zataczam chodząc, i co chwila chcę mi się wymiotować

Nadal nie znalazlem pracy

Czuję się coraz gorzej psychicznie, jestem w katastrofalnym kryzysie w każdym względzie, od zdrowotnego po finansowy

Przez neuropatie nie mogę podjąć pracy fizycznej, powinienem załatwić sobie grupę inwalidzką bo przy rozpierdolu w moim organizmie powinienem ją dostać od ręki, ale nawet nie wiem jak zacząć

Nie chcę grupy żeby wydebic jakąś rentę, tylko żeby taniej mnie było zatrudnić

Chciałem podjąć się jakiejś pracy fizycznej,, ale mój stan zdrowia na to nie pozwala

Potrzebuje pomocy, ale nie wiem jak, gdzie i kogo o nią prosić

Dziś w końcu do psychiatry, trzymajcie kciuki, choć to niewiele zmieni, gdyż nie stać mnie na wykupienie leków

I mam jakieś paskudne przeczucie, że długo tu z Wami już nie pohejtuję

Lider23piorunów

@dziki Jak nie masz pracy i dochodu to kroku kierujesz do opieki społecznej czyli MOPS/OPS tam uzyskasz pomoc, druga sprawa to lekarz który wystawia papiery które zakwalifikują Cię do otrzymania grupy tak jak kolega @General_Kenobi radzi.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Sztafeta

55piorunów

8 970,67 + 5,00 = 8 975,67

Kolejny bieg "z ludźmi" za mną. Mimo tłumu było fajnie. Blisko domu, co pozwoliło mi po prostu dotrzeć na miejsce spacerem. Dla kogoś to może być śmieszne ale... przebiegłem 5 km w czasie 27:55, co jest moim rekordem 😉 Lekkoatleta jak sie masz 😉 Na mecie przypomniałem sobie jednak, gdzie byłem jeszcze dwa lata temu. A byłem w tzw. d⁎⁎ie czyli mówiąc ładniej zjadały mnie powoli moje demony, i lęki. Wczoraj zameldowałem się na starcie w tłumie ludzi i w cale nie miałem w głowie jedynie myśli, że za chwilę to sobie głupi ryj rozwalę i że może lepiej dać sobie spokój. To jest na prawdę cudowne uczucie.

*

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (18)

Gruba ryba

w Zdrowie

29piorunów

Chciałbym napisać dłuższy post w temacie w którym opowiem o antydepresantach i największych obawach przed ich stosowaniem.

Czemu? Zauważyłem że dużo osób ostatnio na hejto pisało w temacie depresji ale też komentarze typu " nie chcę brać lekow bo..". Post będzie zawierał informacje które uzyskałem w trakcie swojego leczenia od profesor psychiatrii, a także moje przemyslenia i opnie z ktorymi sie spotkałem na roznych forach.

Jakie uważacie są największe obawy przed stosowaniem leków, a które warto by poruszyć?

Osobistość1piorunów

Znajomy był bardzo nerwowy, nadpobudliwy i twierdził, że ciągle śledzą go jakieś służby.Wiem to nie depresja, ale leki brał.Po lekach był „zamulony”, bełkotał i to z mojego punktu widzenia nie był ten sam człowiek.po jakimś czasie przestał brać i lepiej mi się z nim dogaduje.Byle nie wchodzić na tematy o służbach i podsłuchach.

Tego bym się najbardziej obawiał.Stania się „zombie”.

Nie wiem może miał do du.y lekarza o źle dobrane leki?

Pokaż więcej komentarzy (21)

Kosmonauta

w Hydepark

38piorunów

K⁎⁎wa, nie chce mi się żyć, ale muszę, bo mam dzieci. Ale gdybym ich nie miał to pewnie by mi się chciało. I bądź pan tu mądry.

Gruba ryba5piorunów

@enkamayo że tak zapytam, czy myślisz że jest to związane z czymś konkretny? Piję do tego że ten stan ma bardzo złożone podłoże, nie tylko psychiczne ale i biologiczne jak np niedobór witaminy D3, witamin B.

Bardzo polecam wybranie się do dobrego specjalisty, najlepiej jeśli jesteś w stanie względnie zidentyfikować swój problem. Nie ma się co męczyć, jeśli nie dla siebie to dla dzieciaków :)

Ja sam cierpię na depresję ale wizyta u lekarza psychiatry i odpowiednie dobranie leków pozwoliło mi normalnie funkcjonować i w między czasie dowiedzieć się o biologicznych przyczynach depresji, bo psychicznie nie mam żadnych ku temu podstaw.

Fanatyk2piorunów

@enkamayo długą drogę odbyłam od takiego myślenia, jak twoje do teraz, a i tak nie wiem czy jestem w połowie drogi do stabilnej psychiki. Nie daj się chłopie, po coś tu jesteś. Choćby i dla dzieci. Trzymaj się tego, co ci daje nadzieję i terapia, jeśli tak zdecyduje lekarz to i z lekami.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Autorytet

w Hydepark

116piorunów

Uwaga! Chaotyczny wpis, ale potrzebuję katharsis.

Skoro wczoraj był dzień walki z depresją, to może nadszedł czas aby rozliczyć zeszły rok.

W lipcu wraz z partnerką kupiliśmy dom, można powiedzieć, że wymarzone miejsce. Wymagało dużo pracy, ale co to dla nas. Niestety okazało się, że jedyną osobą zaangażowaną w remont byłem ja. Każdy weekend, godziny po pracy czy urlop poszedł na planowanie, remontowanie domu. Wiecie, co jest najgorsze w remoncie starego domu? Remont starego domu. Gdy już myśleliście, że można pójść dalej, bo dana rzecz odhaczona, to zawsze coś się musiało sp⁎⁎⁎⁎zyć. Powoli zacząłem popadać w marazm, coraz mniej chętnie jeździłem, żeby to remontować. No ale powiedziało się A, to trzeba i B. Natłok pracy tak mnie przycisnął, że w końcu zacząłem pękać. Zdarzało mi się płakać, bo projekt, który mieliśmy w głowie w ogóle się nie przybliżał. Dodatkowo czułem, że każda decyzja spoczywała na mnie. Załatwianie pozwoleń na wyburzenie komina, szukanie specjalistów od dachu itp. Na wszystkim musiałem się znać, by mnie nie oszukano. Początkowo zakładaliśmy, że wymienimy dach a potem pójdzie z górki i do końca roku się wprowadzimy. Spoiler alert, zaraz marzec i dom dalej nie zamieszkany.

Dodatkowo czułem presję, bo wiadomo, każdy pyta kiedy się wprowadzamy. I tak wszystko zaczęło się sypać. Wracałem do domu zirytowany, bo nic nie wychodzi, i tylko marnuje czas. Czułem żal, że tak mi to wolno idzie. Zaczęły się problemy w związku. Zaczęliśmy się oddalać coraz bardziej, aż w końcu nastał grudzień. Kilka dni przed świętami pokłóciliśmy się na tyle mocno, że święta spędziliśmy z psem we dwójkę. Nie dociągnęliśmy do końca roku, w Sylwestra się rozstaliśmy. Szkoda, bo na początku grudnia mieliśmy 7 rocznice. No ale jak w związku nie widać żadnych perspektyw, to nie ma co sztucznie go przedłużać. Uczucie, które było z nami przez długi czas, po prostu znikło.

Teraz muszę odkupić część domu, przenieść kredyt do innego banku, kupić jakiegoś gruza żeby móc dojeżdżać do domu i go wyremontować.

Nie wiem czy tag odpowiedni, ale nie mam pomysłu na lepszy.

Twórca4piorunów

@Pawelvk o stary, może teraz przez jakiś czas będzie ciężko, ale pomyśl sobie jak fajnie będzie się już wprowadzić i wyłożyć się na kanapie w domu, w którym masz tak duży swój wkład. Trzymaj się i powodzenia!

Fenomen5piorunów

@Pawelvk przykro, ze tak ci się to źle ułożyło ale lepiej teraz niż po ślubie z dzieciakami. Masz dom, masz psa, to juz dużo, reszta się ułoży. Jeszcze mlody chłopak jesteś, zycie jeszcze przed tobą. Wierzę że spotkasz równie wartościową osobę jak ty sam i ulozysz sobie życie szczęśliwie. Trzymaj się

Pokaż więcej komentarzy (32)

Gruba ryba

w Hydepark

16piorunów

Dokładnie dziś mijają 24 miesiace odkąd nie przydazyla się ani jedna noc zdbym przespał 8 godzin, a moja średnia dziennego snu z tego okresu wynosi 3 godziny.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Depresja

23piorunów

Wydaje mi się ze życie z jest takie jakieś nie wiem. Twój mózg przestaje myśleć ze może być dobrze. Jak jesteś w najwyższym punkcie życia, to nie cieszysz się z tego, tylko boisz ze zaraz spadniesz. Jak dzieje się coś złego, to wydaje się ze nigdy się nie zmieni i już zawsze tak będzie.

Jeśli chodzi o leki, to wydaje mi się, że każdy powinien spróbować innej substancji psychoaktywnej niż alkohol, najlepiej pod okiem lekarza.

Kiedyś zapytałem psychiatry, kiedy się jest pacjentem, a kiedy narkomanem. Psychiatra odpowiedział, ze to zależy czy bierzesz dawkę przepisana przez lekarza. Taka różnica między psychiatra ulicy, który chce sprzedać jak najwięcej, a psychiatra lekarzem, który przynajmniej miał zajęcia z etyki.

Mam kilka diagnoz, bo jestem nieufny, ale co do zasady eksperci się zgadzają. Łeb zjebany.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Autorytet

w Hydepark

109piorunów

Trudny wpis to będzie, przynajmniej z mojej perspektywy. W pewnym sensie taki osobisty coming out (no homo xD).

Mam depresję. Taką stwierdzoną przez psychiatrę, nie że jest mi trochę smutno. Z perspektywy czasu całe moje życie od dzieciństwa to epizody depresyjne. Najpierw przemoc fizyczna i psychiczna ze strony matki - skrzętnie ukrywana. Do tego ustawianie na każdym kroku, skrajne pilnowanie manier czy zachowania, warunkowanie miłości. Potem rozwód rodziców, nastawianie mnie przeciwko Tacie, manipulacje. W pewnym momencie (co uzmysłowiłem sobie dopiero w ostatnich tygodniach) utraciłem poczucie sprawczości. To czy będzie opierdol, czy nie było poza moją kontrolą. Nie było ważne czy wypełnie obowiązki domowe czy zapomnę. Ważne było to, czy matka wróci z pracy wkurwiona albo bardzo zmęczona. Często zrzucała na mnie odpowiedzialność za ten stan rzeczy. Nie będę się specjalnie rozpisywał na temat poszczególnych sytuacji, pozwolę sobie na jedną.

>byń mną, lvl 4-5

>podobno byłeś niegrzeczny w kościele, choć teraz tego nie pamiętasz

>z kościoła jedziecie prosto na obiad do dziadków

>po wejściu do domu dostajesz wpierdol pasem - nie taki zwykły, w tyłek. Po całym ciele.

>leżysz, wijesz się z bólu i krzyczysz "mama nie bij, mama nie bij" - to nie pomaga.

>widzisz nienawiść w jej oczach, obok ktoś przechodzi jakby nic się nie działo.

>brak profitu, ale to nie patologia, bo przecież w domu nic nie brakowało.

Tato nic nie wiedział, tak dobrze to wszystko ukrywała, ja byłem na tyle mały że nie byłem w stanie tego zakomunikować. Pewnie powinien był wiedzieć, ale wyszło jak wyszło. Nie mam mu tego za złe, podczas którejś z rozmów powiedział że gdyby wiedział o tym wcześniej, to byłoby mu dużo łatwiej dojść do siebie po rozwodzie. Mamy świetny kontakt, Tato jest super.


Jestem w trakcie trzeciej terapii. Pierwsza była super, ta też jest bardzo obiecująca. Po sesjach chodzę w pewien sposób podkurwiony i roztrzęsiony jednocześnie - to dobrze. Kilka miesięcy temu odważyłem się iść do psychiatry - teraz biorę śmieszne cukiereczki. To była dobra decyzja - jeśli się nad tym zastanawiasz, nie zwlekaj. Żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej. Nie jest idealnie - raz lepiej, raz gorzej. Na pewno dużo łatwiej niż z samą terapią, łatwiej obserwować własne myśli i zachowania z boku.


Mam 30 lat i dopiero teraz zaczynam w pełni odkrywać jak bardzo wpłynęło na mnie w pewnym stopniu traumatyczne dzieciństwo. Wiele rzeczy, które robię jest automatyczne, takie zachowania obronne które mi się utrwaliły. Wiele sytuacji mnie stresuje, a nie wiem dlaczego. Nie pozwalam sobie na pewne emocje i często czuję się źle z tym, że coś robię lub że się zdenerwowałem. Sytuacji nie poprawia typowy gaslighting ze strony matki - "przecież to było tak dawno a ty to dalej roztrząsasz", "już cię za to przepraszałam", "zostaw to za sobą i skup się na relacji a nie rozgrzebywaniu przeszłości". Na ten moment odcinam się od niej na tyle na ile to możliwe. Chciałbym, żeby ta relacja była lepsza, ale obiecałem że nie kiwnę już palcem żeby cokolwiek z tym zrobić. Wiele było prób z mojej strony, wiele rozmów i tłumaczenia na spokojnie - trafiało do niej na 2 tygodnie, czasem na miesiąc i wracało stare.


Na szczęście mam najwspanialszą żonę na świecie - rozumie mnie jak nikt inny, oboje jesteśmy dla siebie wsparciem. Zawsze. Syn zaczyna coraz więcej gadać i wchodzić w interakcje - to też bardzo, bardzo cieszy i daje nadzieję na lepsze jutro. Walczę przede wszystkim dla siebie, ale też dla nich - żeby nie musieli chociaż w ułamku przechodzić tego samego co ja.

Mam nadzieję, że ten wpis nie odbije się na mnie negatywnie. Dzięki @Fafalala - Twój wpis był dla mnie pewnego rodzaju inspiracją i pozwolił na dopuszczenie do siebie myśli, że opisanie swojej historii jest możliwe. To oczywiście nie ten sam kaliber - nie chcę żeby ktoś pomyślał, że chcę to jakkolwiek porównywać. (No kruwa, nawet tu wchodzi zastanawianie się czy dobrze robię...).

Edit: nie czytałem swoich wypocin po napisaniu, więc wybaczcie jeśli są nazbyt bełkotliwe.

Gruba ryba4piorunów

@6502 dziękuje Ci za ten wpis - doceniam ile Cię musiało to kosztować, a jednak mimo wszystko zdecydowałeś się uzewnętrznić. Ja co prawda nie doświadczyłem żadnej krzywdy w dzieciństwie, ale takie wpisy, jak Twój i @Fafalala sprawiają, że staram się już w dorosłym życiu bardziej obserwować otoczenie, bo może ktoś obok potrzebuję pomocy

Pokaż więcej komentarzy (51)

Lider

w Hydepark

51piorunów

Tak w nawiązaniu do Ogólnopolskiego dnia walki z depresją...

Czasem wystarczy tylko posłuchać, nic więcej.

Pokaż więcej komentarzy (7)