Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Gorące — ostatnie 6 godzin

gość

Typ wpisu

Gruba ryba

w Hydepark

80piorunów

Chryste elejson, jak można być aż tak głupim?

Wiadomo, że to jakiś odklejeniec, ale jakoś trzeba otagować, więc

Pokaż więcej komentarzy (15)

Fenomen

w Hydepark

69piorunów

Dalem z siebie 15%

Osobistość26piorunów

Przy 100% prawdopodobieństwie mandatu vs trochę mniej niż 100% prawdopodobieństwie zabicia siebie i kilkunastu osób wiadomo, że należy zawierzyć opatrzności borzej.

Lider9piorunów

@StaryPijany ostanio czytałem ciekawą teroię, nawet nie spiskową tylko po prostu poszlakę, którą warto zbadać, że to może być akt sabotażu ruskich aby zablokować / sprawdzić reakcję służb.

Patrząc na to jak zachowywał się kierowca i jak ustawiał to auto na pewno jest to wariant, który warto aby był sprwadzony przez służby

Pokaż więcej komentarzy (12)

Autorytet

w Hydepark

65piorunów

W zeszłym tygodniu wpadła do nas koleżanka żony.

Tylko na chwilę.

Została dwie godziny.

Po pierwszej szklance wody powiedziała, że kupiła robot gotujący za siedem tysięcy złotych.

Od razu wiedziałem, że tę znajomość trzeba będzie stopniowo wygaszać.

- Jest fantastyczny - mówiła. - Gotuje, waży, sieka, miesza. Oszczędzam mnóstwo czasu.

Kilka dni później żona wysłała mi rolkę.

Kobieta wrzucała warzywa do urządzenia, naciskała ekran i po chwili miała zupę.

Na początku zastosowałem strategię pasywną.

Nie reagowałem.

Większość impulsów konsumpcyjnych, jeżeli nie dostarcza się im uwagi ani kapitału, z czasem wygasa.

Wieczorem przeczytałem wszystko.

Cena.

Funkcje.

Koszty serwisu.

Darmowy pokaz.

Następnego dnia powiedziałem żonie:

- Umów pokaz.

Spojrzała na mnie podejrzliwie.

- Ty chcesz obejrzeć robot za siedem tysięcy?

- Chcę rzetelnie ocenić produkt.

Przed spotkaniem sprawdziłem wszystko jeszcze raz.

Warunki.

Przebieg pokazu.

Najczęściej przygotowywane potrawy.

Opinie ludzi, którzy nie kupili.

Nie znalazłem żadnego punktu mówiącego, że po zjedzeniu zupy przechodzi na nas obowiązek zapłaty siedmiu tysięcy złotych.

To mi wystarczyło.

Przedstawicielka przyszła w czwartek o siedemnastej.

Punktualnie.

To doceniam.

Przywiozła urządzenie, torby z produktami i bardzo dużo entuzjazmu człowieka, który zarabia tylko wtedy, kiedy ktoś inny wyda siedem tysięcy.

- Na początek chciałabym poznać państwa potrzeby - powiedziała.

- Chcemy zjeść coś ciepłego - odpowiedziałem.

Żona spojrzała na mnie.

- Chodzi o potrzeby związane z gotowaniem - doprecyzowała przedstawicielka.

- Gotujemy codziennie - powiedziała żona. - Ale przydałoby się coś, co oszczędza czas.

Przedstawicielka uśmiechnęła się.

Miała punkt zaczepienia.

- Właśnie po to jest ten robot. Oszczędza czas, pieniądze i miejsce w kuchni.

Najpierw zaczęliśmy robić zupę.

Później ciasto na bułki.

Następnie pastę warzywną.

Na końcu deser.

Musiałem przyznać, że urządzenie działało sprawnie.

Ważyło.

Mieszało.

Gotowało.

- Proszę zobaczyć. Dzięki temu robotowi wiele rodzin przestaje zamawiać jedzenie – powiedziała przedstawicielka.

- Nie zamawiamy – odpowiedziałem.

- Rzadziej chodzi do restauracji.

- Nie chodzimy.

- Rezygnuje z gotowych dań.

- Nie kupujemy.

Jedliśmy dalej.

Zupa była dobra.

Bułki również.

Wziąłem dokładkę pasty.

Przedstawicielka obserwowała mnie i najwyraźniej uznała apetyt za sygnał zakupowy.

To był błąd.

Pozytywna ocena produktu spożywczego nie oznacza akceptacji urządzenia, które go przygotowało.

Lubię chleb.

Nie oznacza to, że chcę kupić piekarnię.

Po deserze przedstawicielka usiadła naprzeciwko nas.

- I jak wrażenia?

- Bardzo mi się podobało - powiedziała żona.

Przedstawicielka spojrzała na mnie.

- Jedzenie było poprawnie przygotowane.

Nie była to odpowiedź, na którą liczyła, ale trudno było ją podważyć.

- Tak się składa - powiedziała - że mam jeszcze jedną fabrycznie nową sztukę w samochodzie. Mogliby państwo mieć robota już dzisiaj.

Klasyczna presja dostępności.

- Nie jesteśmy zainteresowani zakupem - powiedziałem.

Przedstawicielka nadal się uśmiechała.

- Rozumiem. Chociaż warto pamiętać, że można skorzystać z rat zero procent.

- Cena nadal wynosi prawie siedem tysięcy.

- Ale płatność rozkłada się na wygodne miesięczne raty.

- Pokrojenie wydatku na mniejsze kawałki nie zmniejsza wydatku.

Przedstawicielka zmieniła kierunek.

- Proszę pomyśleć o czasie, który państwo odzyskają.

- Ile godzin miesięcznie urządzenie nam zaoszczędzi?

- Każda rodzina korzysta inaczej.

- Czyli nie znamy liczby, ale mamy już wycenę.

Żona wzięła głęboki oddech.

Przedstawicielka spróbowała odwołać się do emocji.

- Nie wszystko musi się zwracać. Czasem warto zapłacić za komfort.

- Od czterdziestu minut tłumaczy pani, że urządzenie oszczędza pieniądze.

- Bo oszczędza.

- Ale kiedy proszę o wyliczenia, okazuje się, że nie wszystko musi się zwracać.

Na chwilę zapadła cisza.

Wiedziałem, że jesteśmy blisko końca.

- Większość osób po pokazie decyduje się na zakup - powiedziała.

Dowód społeczny.

Późna faza procesu sprzedażowego.

- Większość ludzi nie inwestuje regularnie, wymienia sprawne telefony i wybiera samochód na podstawie wysokości raty - odpowiedziałem. - Nie używam większości jako wskaźnika jakości decyzji finansowej.

Przedstawicielka spojrzała na żonę.

- A pani co o tym myśli?

Sprytne.

Próba rozdzielenia komitetu zakupowego.

Żona spojrzała na robota.

Potem na mnie.

- Bardzo mi się podoba - powiedziała. - Ale na razie nie kupimy.

Przedstawicielka zaczęła pakować urządzenie.

Powoli.

Bez wcześniejszego entuzjazmu.

Na koniec wręczyła żonie wizytówkę.

- Proszę się odezwać, gdyby zmienili państwo zdanie.

- Oczywiście - powiedziała żona.

Zamknęły się drzwi.

Przez chwilę staliśmy w kuchni.

Na blacie zostały dwie bułki, pół pojemnika pasty i porcja deseru.

Pełny sukces.

Żona odwróciła się do mnie.

- Ty od początku nie zamierzałeś tego kupić.

- Od początku zamierzałem uczciwie ocenić produkt.

Wyjąłem telefon

Otworzyłem arkusz i pokazałem go żonie.

Na ekranie widniał tytuł:

„Przedstawiciele Thermomix - baza kontaktów i potencjalne menu”.

Siedemnaście nazwisk.

Numery telefonów.

Obszary działania.

Przy niektórych dopiski:

„robi pizzę”,

„specjalizacja: pieczywo”,

„na pokazach podobno risotto”,

„możliwy deser lodowy”.

Żona patrzyła na ekran.

- Co to jest?

- Znalazłem przedstawicieli w promieniu trzydziestu kilometrów.

- Po co?

- Każdy oferuje darmowy pokaz.

- Nie będziemy umawiać siedemnastu pokazów.

- Oczywiście, że nie.

Odetchnęła.

- Nie ma sensu organizować ich wszystkich od razu. Rozłożyłem je na kilka miesięcy, żeby zachować różnorodność menu - doprecyzowałem.

- Ty chcesz ciągać tutaj tych biednych ludzi, wiedząc, że niczego nie kupisz?

- Każdy przedstawiciel dostanie równe szanse przekonania mnie.

- Nikt cię nie przekona.

- W takim razie podejmiemy bardzo dobrze udokumentowaną decyzję zakupową.

Przesunąłem arkusz w dół.

Na końcu była symulacja.

Liczba pokazów.

Średnia liczba porcji.

Szacunkowa wartość produktów.

Oszczędność na kolacjach.

Żona zamknęła oczy.

- Zarezerwuj sobie czwartek. Zabieram Cię do Włoch. A raczej Pani Monika nas zabierze. Focaccia, krem pomidorowy i lody - powiedziałem.

Żona nic nie odpowiedziała.

Schowałem pozostałe bułki do pojemnika.

Thermomix faktycznie może oszczędzać pieniądze.

Trzeba tylko bardzo uważać, żeby go nie kupić.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

27piorunów

Oto i on, kolejny posiadacz prawa jazdy, który musi pokazać swoją wyjątkowość.

Obicie maski za blachy czy za zajęcie chodnika? (° ͜ʖ °)

Zdarza Ci się nielegalnie parkować na chodniku?

  • Tak4% (4 głosy)
  • Nie73% (68 głosów)
  • Bardzo rzadko10% (9 głosów)
  • Mam chorom curke13% (12 głosów)

93 głosów

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fenomen

w Hydepark

47piorunów

30 marca 2025 napisałem taki wpis i nawet dostałem się w gorące:

https://www.hejto.pl/wpis/kto-dostal-w-piatek-popoludniu-oferte-pracy-w-de-no-ja-xd-kto-w-niedziele-wieczo

tl;dr - wraz z moją Różową spontanicznie podjąłem decyzję o rozpoczęciu pracy w Niemczech.

Aktualizacja po ponad 520 dniach: żyję, nadal mam dwie nerki, a po drodze dorobiłem się "własnego" mieszkania na wynajem i umowy "na stałe" u niemieckiego pracodawcy.

Na papierze może nie brzmi to jak wiele, ale dla mnie to jedno z największych osiągnięć w życiu, czyt. stabilizacja, zostawienie przeszłości za sobą i w końcu budowanie przyszłości. Mamy swoje 47 m² (do pracy 15 minut spacerkiem), planujemy ślub cywilny, mamy kontakt z hodowlą brytoli krótkowłosych i jest po prostu za⁎⁎⁎⁎ście.

Powoli spełniam też marzenie z dzieciństwa o własnym kąciku gamingowym. Wczoraj kurierzy dostarczyli nową pralkę, lodówkę i monitor, na który czekałem od jego zapowiedzi. I nie ukrywam - wieczorem, kiedy zostałem sam ze swoimi myślami i spojrzałem na to wszystko, trochę łezka się w oku zakręciła ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Alkoholu jak nie piłem tak nie piję, kupka wstydu na Steamie się powiększa i było mniej czasu na książki, ale na pewno się to zmieni. I tak będę potrzebował waszych inspiracji i polecajek, ale to temat na inny wątek.

Jeżeli ktoś dotrwał do końca tego wysrywu to pozdrawiam każdego serdecznie i życzę dużo zdrówka ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ

W spoilerze obecna konfiguracja kompa, zobaczymy czy coś się zmieni na przestrzeni kolejnych lat:

||:brain: AMD Ryzen 7 9800X3D
:jigsaw: ASUS ROG Strix X870E-E Gaming WIFI
:frame_with_picture: Gigabyte GeForce RTX 4090 GAMING OC 24GB
:snowflake: Arctic Liquid Freezer III Pro 360
:dna: Corsair Vengeance DDR5-6000 2 x 32GB
:floppy_disk: Samsung SSD 990 Pro 2 x 2TB + 1 x 1TB
:electric_plug: be quiet! 1200 Watt Dark Power 14 Modular 80+ Titanium
:file_cabinet: be quiet! Shadow Base 800
:cyclone: be quiet! Silent Wings Pro 4 PWM 140mm (5x)

:desktop_computer: LG GX9 · 39″ · 5K2K · 165Hz/330Hz · Primary RGB Tandem OLED

:tv: LG G5 · 65″ · 4K · 165Hz · Primary RGB Tandem OLED
:joystick: PlayStation 5 · Pro · 2TB||

Fenomen2piorunów

Zapomniałem dopisać, że zaliczyłem progres z 4. piętra na agencyjnym na parter "na swoim", pier...one schody już przeszłością xD

Pokaż więcej komentarzy (17)

Lider

w Koty

41piorunów

GURU2piorunów
Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Motoryzacja

30piorunów

Wieś czy nie wieś, olewam. Już mnie ludzie jeżdżący na zderzaku wkurzali. Teraz przynajmniej będą wiedzieć dlaczego zwalniam.

GURU1piorunów

@Qwapi też tak robię. Może z 2 razy zdarzyło się że jadący za mną wykazał się inteligencją i zrobił odpowiednią przerwę między autami. Większość niestety nie trybi jak należy.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Gry

29piorunów

Pograłem od wczoraj już paręnaście godzin w The Blood of Dawnwalker i po prologu i lekkim liźnięciu wątku głównego jestem bardzo na tak.

Fabuła jak na razie ciekawa, w ogóle wielki plus ode mnie za to, że jest to oryginalny świat, a nie adaptacja książki. Adaptacje to według mnie coś bardziej odtwórczego, co nie pozwala scenarzystom w pełni wykazać się kreatywnością. Walka mi się podoba, ja generalnie zawsze jestem kiepski w mocno zręcznościowe mechaniki. Jakieś Bayonetty polegające na wykuciu i wykonaniu długich combosów są dla mnie niegrywalne, a soulsy przechodzę bardziej siłą uporu niż małpiej zręczności. A tutaj zdarzało mi się już kilka razy wpaść w trans, kiedy nawet niespecjalnie widzę i analizuję, co się na ekranie dzieje, tylko reaguję instynktownie i przechodzę dłuższą walkę bez większych obrażeń blokując i parując kiedy trzeba (na poziomie trudności 3/4). Bardzo satysfakcjonujące.

Straaaaaaasznie podoba mi się mechanika upływającego czasu. Zawsze doceniam, gdy twórcy gry celującej w więcej niż jedno A mają odwagę eksperymentować (w indykach to norma, więc wprawdzie też doceniam, ale to nie to samo). W roleplejach od zawsze mamy ten śmieszny problem, że fabuła wmawia nam, że wisi nad nami jakiś miecz Demoklesa, a rozgrywka twierdzi zupełnie co innego. Geralt desperacko szuka Ciri, która jest w niebezpieczeństwie, ale w Gwinta zagra, utopca utopi, wyrucha pół Velen. Heniek powinien czym prędzej wyciągnąć Ptaszka z klatki, ale po drodze kuźnię wyremontuje, zegar miejski naprawi, wydoktoryzuje się w parzeniu herbaty.

W końcu ktoś miał odwagę zrobić to inaczej. Tu, by trzymać się przykładu z prologu i nie wyskakiwać ze spoilerami, jak mówią, że wieczorem będzie pewne wydarzenie i musisz się na nie przygotować, to wydarzenie będzie wieczorem (nie po 84 dniach spędzonych na polowaniu na sarny, gdy postanowisz z nudów pchnąć fabułę do przodu) i albo się przygotujesz, albo nie. Albo odpowiednio dobierzesz questy i aktywności, by zdążyć na czas, albo nie. I jak nie, to też nie jest game over, tylko drzewo fabuły uwzględnia to, co zrobiłeś. Według tego, co Rysław donosił, to drzewo jest przeogromne. I do tej mechaniki dobudowane są kolejne, związane mocno z fabułą i tym, w jaki sposób ukończymy główne zadanie, bo po prostu nie możemy zrobić wszystkiego, wyczyścić całej mapy jak w Horizonie czy Cyberpunku i wtedy dziarsko ruszyć do questa kończącego. Absolutnie fantastyczne.

I teraz w komentarzach na golu czy innych pepełe pełno mądrości "nienawidzę takich ograniczeń, pierwsze co zrobię po zainstalowaniu, to wrzucam moda wyłączającego to". Owszem, można, to jest siła , że modami można zrobić wszystko. Ale to tak jakby od razu po zainstalowaniu GTA wrzucić cheata na wszystkie bronie i nieograniczony hajs, bo "nienawidzę takich ograniczeń". To jest cała gra zbudowana na tym, a nie tylko licznik czasu w rogu ekranu, po upłynięciu którego gra się wyłącza. Jak ktoś lubi, to proszę bardzo. Tylko to takie dość smutne podejście, zero zainteresowania czymś nowym i odważnym.

Ale wracając do gry. W paru miejscach czuć budżet niższy niż wyższy. NPC-e i rozmowy z nimi mają vibe Wiedźmina pierwszego, modele strasznie powtarzalne i często niespecjalnie pasujące do postaci, które przedstawiają. Jakby wszyscy niebędący ważniejszymi dla fabuły osobami byli w wieku około 30-40 lat. I taki model postaci gra starowinkę albo młodego chłopaka na schadzce z dziewczyną. Brakuje też trochę takich prostych rzeczy z gatunku "quality of life". Nie znalazłem żadnych ustawień dostępności, a dla moich oczu kolor śladów podczas używania instynktu bardzo mało kontrastuje z otoczeniem. Nie ma też możliwości wyregulowania krawędzi ekranu dla interfejsu, co rodzi problem na monitorze ultrawide - ikony informujące o naładowaniu się zdolności czy tym, na co akurat jest przełączony krzyżak, są podczas walki za daleko od akcji i po prostu ich nie widzę kątem oka. A intencjonalne spojrzenie na nie prawie zawsze kończy się śmiercią.

Polski dubbing - ech. Głosowo w porządku, ale reżyseria... Ja nie wiem, u nas zupełnie normalne jest to, że aktorzy podkładający głos w grze nie znają kontekstu wypowiadanej kwestii. Że dialogi nie są nagrywane jednocześnie przez obu aktorów, dzięki czemu mieliby w ogóle szansę odegrać interakcję. Tutaj bardzo czuć, że aktorzy gubią wątek dosłownie co kwestię i za każdym razem zgadują (rzadko trafnie), jak zaintonować dane zdanie, bo nie widzieli całej rozmowy. Albo po walce z pierwszym większym wrogiem Coen rzuca do siebie coś w stylu "co to było?!". Ale aktor wypowiada to w sposób, jakby zaciekawiony kogoś rzeczywiście o to pytał. Nie dziwię się, jeśli dostał do przeczytania tylko "co to było?!" i zero kontekstu. Dubbing animacji stoi u nas od dekad na mistrzowskim poziomie, a w grach cały czas jest tak lub niewiele lepiej i najwidoczniej inaczej się nie da :neutral_face:

Dobra, powymądrzałem się, wracam do gry. A, i już udało mi się zapamiętać tytuł i nie sprawdzam za każdym razem, czy to The Blood of Dawnwalker czy The Dawn of Bloodwalker.

Lider2piorunów

@Shagwest przepraszam ale nie będę nic czytać oprócz 1 zdania bo nie chcę sobie niczego spoilerować. Cieszę się, że jesteś bardzo na tak - ja zostawiam sobie przygodnę Coena na późną jesień

Lider2piorunów

@Shagwest dzięki za info. Już przeczytałem i faktycznie to są dwie odległe opinie - akuart oglądając wcześniejsze urywki z gry wypuszczone przez rebel podobał mi się dubbing ale jak mówisz może w głównym wątku emocjonalnie klika w 85% a reszcie czuć rozjazd.

Twórcy mówili, że na początku AI pomogło głosowo aby nadać realizmu napisanym kwestią na papierze zanim aktorzy zaczną nagrywać swoje kwestie.

Akurat to normalnie podejście, że używa się wielu dialogów naprzemienne - w W3 również były takie sytuacje gdzie jeżeli pociągnąłeś emocjonalny opcjonalny dialog to nagle Geralt mówi bez emocji przejdźmy do innego tematu ggdzie wcześniej było słychać złość czy smutek.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Heheszki

21piorunów

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Hydepark

20piorunów

Inżynier widzi prowizorkę. Ja widzę zamknięty obwód.

Nie grzeje się, nie iskrzy — znaczy zgodne z normą

Osobistość1piorunów
Gruba ryba0piorunów

@zed123 odporni Na wiedzę i trudni do zabicia - najgorszy typ.

W jednej z firm, na początku mojej kariery w budowlance, usłyszałem od jej szefa, że pracowników szuka pośród ludzi, których określa "głupi i silni" bo takich potrzebował do targania stali na zbrojenia. Tamci przynajmniej nie mieli do czynienia z prądem 😔

Gruba ryba2piorunów

@Dzika_kaczka_bez_dzioba kolego, nie mam nawet roweru. To już jest problem osoby, która robi rzeczy jak na twoim zdjęciu. Za którymś razem pierdolenie prądem, a bezpiecznik wpisze w protokół prawdę i zamiast renty czy odszkodowania, ta osoba albo jej rodzina zostanie z niczym bo przy świadomym lamaniu przepisów takowe nie przysługują.

Co do rowerów - niech każdy jeździ jak chce. Co do zasad pracy, to dla wszystkich są te same.

Gruba ryba1piorunów

@Dzika_kaczka_bez_dzioba nie znam manuala do tego urządzenia, z którym pracujesz więc nie odpowiem w szczegółach. Może twój krokodylek ma elementy, które chronią cię przed porażeniem kiedy go zakładasz?
Tak na logikę, skoro byłoby to równie bezpieczne to myślisz, że krokodylek byłby w użyciu? Bo nie chcesz mi powiedzieć, że lobby spawarkowe na świecie wymusiło ich wprowadzenie, żeby zwiększyć swoje zyski na czymś całkowicie niepotrzebnym?

Osobistość0piorunów

@jarezz Najgorszy typ to nie ‘głupi i silny’, tylko pewny siebie bez podstawowej wiedzy technicznej. To spawarka, nie linia średniego napięcia. Krokodylek niema żadnej osłony bo jest niepotrzebna, są uchwyty magnetyczne, ale szkoda mi czasu na jeżdżenie po marketach dziś było, a Krokodylek łapie do 4cm.

Gruba ryba1piorunów

@Dzika_kaczka_bez_dzioba jak dla mnie to na prawdę, zamykaj ten obwód spawalniczy W jakikolwiek sposób chcesz.

Urządzenia nie w pełni sprawne działają do czasu. Ja nie będę się z tobą spierał, o poziom mojej wiedzy. Wiem, że masz bardzo małe szanse żeby jednak poczuć ten prąd. Dla mnie to wystarczy, żeby uznać, że nie jest to bezpieczna praca, a raczej jej wykonywanie.

Osobistość0piorunów

@jarezz jakbyś był mądrzejszy to mógłbyś się ubiegać o stanowisko moderatora na elektrodzie. Po namyśle stwierdzam że muszę Cię zablokować, żeby więcej nie wdawać się w dyskusje z tobą, więc Elo

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Heheszki

17piorunów

Mój stary to fanatyk drukarstwa 3D. Pół mieszkania zajebane filamentami, najgorzej. Średnio raz w tygodniu ktoś zahaczy nogą o jakąś otwartą szpulę PLA albo nadepnie na wydrukowanego Pikachu, któremu stary nie odciął supportów. W swoim dwudziestodwuletnim życiu już z dziesięć razy wyciągałem sobie z pięty jakieś jebane nitki PETG albo kawałki brimu.

Druga połowa mieszkania zajebana wydrukami.

Pokémony, Minecraft, smoki, czaszki, podstawki pod telefon, wazony, articulowane jaszczurki, rekiny z ruchomymi segmentami, koty, żaby, śruby, nakrętki, pudełka, pudełka do pudełek, stojaki na pudełka, organizery do stojaków na pudełka.

Jak raz zapytałem starego, po c⁎⁎j nam dwunasty wydrukowany Charmander, to powiedział:

SYNEK, TEN JEST Z PETG.

Jakby to k⁎⁎wa cokolwiek wyjaśniało.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Stary zobaczył gdzieś na YouTubie filmik, jak ktoś drukuje gwizdek, i powiedział, że to fajne urządzenie i może kiedyś kupi.

Tydzień później przyjechał Bambu Lab.

Oczywiście nie jakaś zwykła drukarka dla normalnego człowieka.

BAMBU LAB.

Jak tylko kurier zadzwonił domofonem, stary już stał na klatce schodowej w kapciach.

Rozpakowywał ją trzy godziny, czytając każdy kartonik i każdą naklejkę.

„REMOVE BEFORE USE”.

– DOBRZE ŻE NAPISALI, BO JESZCZE BY JAKIŚ DEBIL WŁĄCZYŁ.

Po czym pięć minut później próbował zrobić kalibrację z blokadą transportową w środku.

Pierwszego dnia wydrukował Benchy.

Drugiego dnia wydrukował drugie Benchy, bo pierwsze, cytuję:

MIAŁO DELIKATNY GHOSTING NA BURCIE.

Trzeciego dnia wydrukował Benchy w innym kolorze.

Po tygodniu mieliśmy j⁎⁎⁎ny port morski na komodzie.

Jak ktoś przychodził do domu, stary brał Benchy do ręki i pokazywał:

– PATRZ TU. WIDZISZ TEN MOSTEK?

– No.

– BEZ SUPPORTU.

Gość patrzył na niego jak na debila.

– No fajnie.

– ALE ROZUMIESZ? BEZ SUPPORTU.

Potem odkrył MakerWorld.

I się zaczęło.

Stary przestał normalnie korzystać z internetu.

Od rana:

„Bambu Lab best settings PLA”
„P2S stringing PETG”
„dlaczego narożnik się podnosi”
„najlepszy filament tanio allegro”
„czy filament trzeba suszyć”
„czy PLA trzeba suszyć”
„jak długo suszyć PLA”
„czy można suszyć filament w piekarniku”
„żona nie pozwala suszyć filamentu w piekarniku”

Wieczorem siedział na grupach drukarskich i kłócił się z ludźmi.

Potrafił przez dwie godziny napierdalać komentarze pod postem, czy PLA należy drukować przy 215 czy 220 stopniach.

Kiedyś jakiś typ napisał, że drukuje Sunlu PLA przy 205 i wszystko mu wychodzi.

Stary się zrobił czerwony.

CO K⁎⁎WA 205.

Zaczął walić w klawiaturę.

NAPISZ MU, ŻE PRZY 205 TO ON MOŻE CO NAJWYŻEJ DRUKOWAĆ ROZCZAROWANIE.

Matka przyszła z kuchni.

– Tadek, zostaw tych ludzi.

– ALE ON WPROWADZA POCZĄTKUJĄCYCH W BŁĄD.

– Idź spać.

– PRZEZ TAKICH LUDZI POTEM KTOŚ KUPUJE DRUKARKĘ I MÓWI, ŻE BAMBU JEST CH⁎⁎⁎WE.

Po jakimś czasie stary kupił AMS.

Wtedy całkiem go pojebało.

Przez tydzień chodził i wszystkim tłumaczył:

AMS TO NIE JEST TYLKO DO KOLORÓW.

Nikt go o to nie pytał.

Raz przyszedł listonosz z poleconym.

Stary podpisuje.

Listonosz patrzy na drukarkę.

– O, drukarka 3D?

Ojciec momentalnie:

– TAK, BAMBU LAB. Z AMS-EM. AUTOMATYCZNA ZMIANA FILAMENTU. CZTERY SZPULE. ALE MOŻNA POŁĄCZYĆ WIĘCEJ AMS-ÓW.

Listonosz:

– Aha.

Ojciec:

– CHCE PAN ZOBACZYĆ DRAGONA?

I już leciał po smoka.

Od tamtej pory listonosz zostawia awizo.

Najgorzej jest z filamentami.

Na początku stary powiedział:

KUPIĘ SOBIE CZARNY I BIAŁY, WIĘCEJ MI NIE POTRZEBA.

Obecnie mamy chyba czterdzieści szpul.

PLA Basic.
PLA Matte.
PLA Silk.
PLA Marble.
PLA Wood.
PETG.
PETG HF.
ABS.
ASA.
TPU.
PA12.

Jakby jutro NASA zadzwoniła, że potrzebują elementu do promu kosmicznego, to stary by odpowiedział:

MAM AKURAT CZARNY.

Szpule są wszędzie.

W szafie.
Pod łóżkiem.
Za telewizorem.
Pod stołem.
Na szafie.
W pawlaczu.

Matka otworzyła kiedyś szafkę na garnki, a tam trzy kilogramy filamentu.

– Tadeusz, gdzie jest duży garnek?

– MUSIAŁEM GDZIEŚ DAĆ PETG.

– GDZIE JEST GARNEK?

– PETG JEST HIGROSKOPIJNE.

Stary ma też obsesję na punkcie wilgoci.

Normalny człowiek widzi szpulę plastiku.

Stary widzi materiał, który w każdej sekundzie swojej egzystencji WCHŁANIA WODĘ Z POWIETRZA.

Kiedyś rano wszedłem do kuchni, a tam piekarnik chodzi.

Pytam matki:

– Co pieczesz?

– Nic.

Otwieram piekarnik.

FILAMENT.

Ojciec przylatuje z pokoju:

NIE OTWIERAJ K⁎⁎WA, JESZCZE DWIE GODZINY!

– Stary, ty suszysz plastik tam, gdzie robimy jedzenie?

– 50 STOPNI MU NIC NIE BĘDZIE.

– Komu?

– FILAMENTOWI.

Matka zakazała mu używać piekarnika, więc kupił suszarkę do filamentu.

Potem drugą.

Bo pierwsza mieściła tylko jedną szpulę.

Potem zaczął tłumaczyć, że AMS też trzeba jakoś osuszać.

Wydrukował więc pojemniki na silica gel.

Potem wydrukował lejki do nasypywania silica gel.

Potem wydrukował uchwyty do lejków.

Potem organizer na uchwyty do lejków.

Tak wygląda życie z człowiekiem, który ma drukarkę 3D.

On nie rozwiązuje problemów.

On produkuje infrastrukturę do problemów, których wcześniej nie było.

Jak jest weekend, stary nie śpi.

Normalny człowiek w sobotę o szóstej rano śpi.

Mój ojciec o szóstej rano klęczy przed Bambu Labem z latarką i patrzy na pierwszą warstwę.

Raz poszedłem się napić wody o 4:30.

Stary siedzi po ciemku przed drukarką.

– Co robisz?

– PATRZĘ.

– Na co?

– PIERWSZA WARSTWA.

– Jest wpół do piątej.

– BO TO 16-GODZINNY WYDRUK, JAK SIĘ SPIERDOLI NA POCZĄTKU, TO SZKODA FILAMENTU.

– To idź spać.

– JESZCZE DWIE WARSTWY.

Godzinę później dalej siedział.

Kiedy drukuje coś większego, całe mieszkanie żyje tym wydrukiem.

Stary chodzi co dwadzieścia minut.

„Ile procent?”

„42.”

Pół godziny później:

„Ile?”

„46.”

„ŁADNIE IDZIE.”

Przed snem:

– Jak będziesz wstawał do kibla, zobacz czy nie zrobiło spaghetti.

Jakby k⁎⁎wa drukarka była noworodkiem.

Największy przełom nastąpił, kiedy stary odkrył modele articulowane.

Najpierw wydrukował smoka.

Fajny.

Potem drugiego.

Potem trzeciego.

Potem smoka dwukolorowego.

Potem smoka „crystal”.

Potem smoka z jajkiem.

Potem jajko ze smokiem.

Potem wielkiego smoka, który drukował się 27 godzin.

Teraz całe mieszkanie wygląda jak stoisko na odpuście.

Do tego Pokémony.

Pikachu.
Charmander.
Bulbasaur.
Squirtle.
Gengar.

Stary nie zna żadnego Pokémona.

Mówi na wszystkie „pikaczu”.

– SYNEK, ŚCIĄGNĄŁEM FAJNEGO PIKACZU.

Patrzę.

Charizard.

– To Charizard.

– NO PRZECIEŻ MÓWIĘ.

Najgorzej było, jak dorwał modele Minecraft.

Przez miesiąc drukował dziecku wszystko z Minecrafta.

Kilof.
Miecz.
Creeper.
Steve.
TNT.
Pochodnia.
Skrzynia.
Diament.
Złote jabłko.

W końcu dzieciak powiedział, że już nie chce.

Ojciec się obraził.

JAK TO NIE CHCESZ, PRZECIEŻ TERAZ DRUKUJĘ ENDER DRAGONA.

– Ale ja już mam dużo.

– TEGO NIE MASZ.

I drukował dalej.

Sam dla siebie.

Pół pokoju mamy w klockach Minecrafta drukowanych przez 50-letniego faceta.

Jak były moje urodziny, stary zapytał, co chcę.

Powiedziałem, że pieniądze.

Dostałem wydrukowany stojak na telefon.

SUPER PREZENT K⁎⁎WO.

Do tego był z PLA Silk, więc oczywiście przez pół godziny tłumaczył mi, jak światło się na nim załamuje.

Raz matka powiedziała:

– Przydałby mi się haczyk w kuchni.

Nigdy więcej tego błędu nie popełniła.

Stary otworzył Solid Edge'a.

Zmierzył ścianę suwmiarką.

Zaprojektował haczyk.

Wydrukował prototyp.

Prototyp pękł.

Zmienił orientację warstw.

Wydrukował drugi.

Potem trzeci z PETG.

Potem powiedział, że skoro już ma model, to zrobi cztery.

Potem zaprojektował wersję z napisem KUCHNIA.

Potem zrobił wersję z zaokrągleniem R3.

W efekcie przez dwa dni nie mieliśmy haczyka, ale mieliśmy sześć iteracji produktu i dokumentację techniczną.

Matka kupiła haczyk w Pepco za 4,99.

Stary się śmiertelnie obraził.

MÓJ MA 100% INFILL.

Od tej pory jak coś się w domu zepsuje, ojciec nie pozwala niczego kupować.

– Uchwyt od szuflady pękł.

WYDRUKUJĘ.

– Brakuje klipsa do firanki.

WYDRUKUJĘ.

– Pilot nie ma klapki.

WYDRUKUJĘ.

– Zepsuła się spłuczka.

DAJ MI SUWMIARKĘ.

Jakby mu matka powiedziała, że lodówka nie chłodzi, to pewnie by zaczął drukować sprężarkę z PETG.

Ma również fazę na drukowanie rzeczy „praktycznych”.

Podstawka pod telefon.

Mam osiem.

Wieszak na słuchawki.

Mam trzy.

Organizer na kable.

Sześć.

Klip do zamykania paczki chipsów.

Cała szuflada.

Uchwyt do puszki.

Nie piję z puszek.

Pojemnik na baterie.

Nie mamy tylu baterii.

Pojemnik na woreczki.

Pojemnik na pojemniki.

Kiedyś wydrukował narzędzie do wyciągania karty pamięci.

Karta pamięci wychodzi palcem.

– ALE TAK JEST WYGODNIEJ.

Największym wrogiem starego są producenci filamentów.

Każdy jest według niego albo oszustem, albo nie umie nawinąć szpuli.

Jak coś pójdzie źle:

FILAMENT.

Nigdy drukarka.

Nigdy ustawienia.

Filament.

– Stary, model się odkleił od stołu.

TEN FILAMENT JEST JAKIŚ PODEJRZANY.

– Ale odkleił się od stołu.

BO ON MA CH⁎⁎⁎WY SKURCZ.

– To PLA.

TY MI NIE TŁUMACZ, JA JUŻ TROCHĘ KILOGRAMÓW PRZEDRUKOWAŁEM.

Kiedyś wydruk zaczął mu stringować.

Stary patrzy na model.

Nitki wszędzie.

Robi się czerwony.

WIEDZIAŁEM.

– Co?

WILGOĆ.

I już suszarka odpalona.

Filament suszył osiem godzin.

Potem wydrukował jeszcze raz.

Stringing taki sam.

Stary patrzy.

NO TO RETRAKCJA.

Nigdy nie przyzna, że nie wie.

Ma specjalną szufladę z dyszami.

0.2
0.4
0.6
0.8

Dysza 0.4 jest oczywiście według niego złotym środkiem ludzkości.

Jak ktoś na forum pyta „jaka dysza?”, stary od razu:

0.4 I NIE KOMBINUJ.

Ale sam co tydzień kombinuje.

Kiedy pierwszy raz założył 0.2, drukował figurkę przez chyba dwa dni.

Siedział obok jak chirurg.

Po wydruku postawił ją pod lampą i mówi:

PATRZ NA DETAL.

– No.

WIDZISZ?

– Nie.

NO WŁAŚNIE, BO GOŁYM OKIEM JUŻ PRAWIE NIE WIDAĆ WARSTW.

I był szczęśliwy.

Ojciec ma też kolegę Mirka, który kupił jakiegoś Creality.

Od tego czasu ich przyjaźń opiera się na tym, że stary próbuje mu udowodnić, że Bambu jest lepsze.

Mirek:

– Ja sobie w Enderze wszystko mogę naprawić.

Ojciec:

– BO MUSISZ.

Mirek:

– Ale mam pełną kontrolę.

Ojciec:

– JA MAM PEŁNĄ KONTROLĘ Z TELEFONU.

Mirek:

– Mój kosztował połowę.

Ojciec:

– I DRUKUJE POŁOWĘ.

Raz się najebali na imieninach i zaczęli dyskutować PLA kontra PETG.

WEŹ MNIE NIE WKURWIAJ MIREK, PETG JEST PRAKTYCZNIEJSZE.

K⁎⁎WA TADEK PLA SIĘ LEPI LEPIEJ I ŁADNIEJ DRUKUJE.

CO TY MI O PLA PIERDOLISZ, JAK TO W SAMOCHODZIE LATEM ZOSTAWISZ I MASZ NA DRUGI DZIEŃ ORIGAMI.

A TWOJE PETG CIĄGNIE NITKI JAK PAJĄK.

TO SE WYSUSZ FILAMENT.

SAM SE WYSUSZ.

I się prawie pobili.

Ja z matką musieliśmy ich rozdzielać.

Od tego czasu ojciec mówi, że Mirek „nie rozumie materiałoznawstwa”.

Największym arcywrogiem starego są jednak ludzie z grupy „Druk 3D Polska”.

Jak ktoś wrzuci zdjęcie wydruku i napisze:

„Pierwszy wydruk, co poprawić?”

Stary powiększa zdjęcie.

– OHO.

– Co?

– ELEPHANT FOOT.

I zaczyna pisać elaborat.

Jak ktoś mu odpowie, że przesadza, stary już siedzi cały czerwony.

Kiedyś założyłem trollkonto i napisałem pod jego wydrukiem:

„warstwy krzywo”

Stary przez pół godziny oglądał model pod lupą.

Potem odpisał:

PROSZĘ WSKAZAĆ W KTÓRYM MIEJSCU.

Napisałem:

„wszędzie”

Matka musiała mu robić herbatę.

Stary ma na forum rangę MASTER OF ADDITIVE MANUFACTURING, bo najebał chyba 12 tysięcy komentarzy.

W końcu postanowił, że zacznie sprzedawać wydruki.

Według niego żyła złota.

SYNEK, FILAMENT KOSZTUJE 70 ZŁ ZA KILO, A TAKA FIGURKA WAŻY 80 GRAM. POLICZ SOBIE.

– A prąd?

GROSZE.

– Amortyzacja drukarki?

CO?

– Twój czas?

JAKI CZAS? DRUKARKA DRUKUJE.

Wydrukował trzydzieści smoków, dwadzieścia Pokémonów, Minecraftowe kilofy i jakieś wielkanocne króliki.

Rozłożył to wszystko na stole.

Wyglądało jak odpust pod Częstochową.

Sprzedał jednego smoka sąsiadce za 20 zł.

Przez tydzień chodził po domu i mówił:

BIZNES SIĘ ROZKRĘCA.

Potem kupił za 600 zł filamentów „pod produkcję”.

Matka chciała go zabić.

Ostatnio stary stwierdził, że Bambu Lab stoi w złym miejscu.

Bo przeciąg.

– Jaki przeciąg?

– JAK DRUKUJĘ ABS, TO TEMPERATURA KOMORY SPADA.

– O ile?

– DWA STOPNIE.

Przemeblował pół pokoju.

Telewizor stoi teraz krzywo, kanapa zasłania grzejnik, a drukarka ma własne stanowisko jak j⁎⁎⁎ny operator CNC.

Obok stoi:

suszarka,
szpule,
narzędzia,
szczypce,
skrobak,
klej,
zapasowe płyty,
hotendy,
smar,
izopropanol,
rękawiczki,
suwmiarka.

Stary mówi na to „farma”.

JEDNA DRUKARKA.

Farma.

W tym roku sam sobie kupił na święta kolejną Bambu.

Oczywiście do Wigilii nie wytrzymał.

Rozpakował trzy dni wcześniej.

Postawił obok pierwszej.

Usiadł między nimi na krześle.

Obie drukują.

Jedna Pikachu.

Druga pojemnik na śruby.

Stary patrzy raz w lewo, raz w prawo.

Obiad też tam zjadł.

Karp.

W pewnym momencie matka mówi:

– Tadeusz, możesz chociaż na Wigilię wyłączyć te drukarki?

Stary:

ALE TO SIĘ JESZCZE 3 GODZINY 47 MINUT DRUKUJE.

– To niech się drukuje później.

NIE BĘDĘ PRZERYWAŁ W 68 PROCENTACH.

Siedzieliśmy więc przy stole, a w tle:

WIIIIIR
TUTUTUTU
WIIIIIR
TRRRRRR

I co chwilę AMS:

klik
zzzzzz
klik

Stary tylko nasłuchiwał.

W pewnym momencie przerwał rozmowę.

– CICHO.

Wszyscy milczą.

– Co?

– NIC. MYŚLAŁEM, ŻE FILAMENT SIĘ SKOŃCZYŁ.

Gdyby mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich filamentów w Polsce, tobym wziął i zapierdolił.

Najgorsze jest to, że ostatnio stary kupił PA12.

Wszedł w materiały techniczne.

Teraz figurki to już dla niego zabawki.

Chodzi po domu i szuka elementów, które mógłby „zastąpić drukiem”.

Tulejka?

PA12.

Ślizg?

PA12.

Koło zębate?

PA12.

Element pralki?

PA12.

Uchwyt silnika?

PA12.

Raz zapytałem:

– Stary, a może po prostu kupić oryginalną część za 15 zł?

Popatrzył na mnie jak na człowieka bez honoru.

SYNEK.

JA TO MOGĘ WYDRUKOWAĆ.

I wtedy zrozumiałem, że tu nigdy nie chodziło o oszczędzanie pieniędzy.

Tu chodzi o możliwość spędzenia sześciu godzin w CAD-zie, zużycia 12 zł filamentu, 8 zł prądu, trzech nieudanych prototypów i całej soboty, żeby na końcu z dumą powiedzieć:

W SKLEPIE TAKIEGO NIE KUPISZ.

A potem wydrukować jeszcze cztery.

Na zapas.

Pokaż więcej komentarzy (3)