Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#coolstory

Specjalista

w Hydepark

4piorunów

Gdzie 4/115? Nie było bo leczyłem kaca ( ͡°ʖ̯͡°) Aaaale nie ma tego złego, macie więcej czytania ( ͡°͜ʖ͡°)

4+5/115

_

ROZDZIAŁ 3

Chyba dla każdego młodego chłopca zakup pierwszego prawdziwego roweru jest bardzo ważnym doświadczeniem, którego wspomnienie nie blaknie nawet po wielu latach.
Nie inaczej było ze mną – gdy tylko zdałem egzamin na kartę rowerową w drugiej klasie podstawówki, czekałem z wytęsknieniem na moment, w którym dostanę swoje własne dwa kółka i będę mógł jeździć gdziekolwiek tylko będę chciał. No, przynajmniej w obrębie naszego rewiru – dalej nie było mi wolno.
Tej nocy praktycznie w ogóle nie zmrużyłem oczu – byłem zbyt podekscytowany, by zasnąć i z wytęsknieniem odmierzałem upływające na zegarze minuty oraz godziny.
Wstałem, gdy tylko na niebie pojawiło się słońce, jak najszybciej ubrałem się (wieczór wcześniej przygotowałem sobie już wszystko co potrzebne, żeby nie tracić cennego czasu) i pobiegłem do kuchni, by zrobić kanapki na śniadanie. Kucharz był ze mnie żaden, więc kromki chleba wyglądały, jakby ucięto je piłą mechaniczną – ale czy to było ważne?
Nalałem sobie do szklanki trochę soku pomarańczowego i zacząłem pospieszne jedzenie.
- Cześć, co ty tu robisz? – Zapytała mnie nadchodząca z korytarza mama, na wpół jeszcze śpiąca.
- Zrobiłem śniadanie, żebyś nie musiała się przemęczać! – Odpowiedziałem wesoło, kłamiąc z nut, jak to na dziecko przystało. Wszyscy wiemy, że miałem w tym swój interes.
Ewelina wzięła szklankę, nalała sobie soku i usiadła naprzeciw mnie, podpierając dłonią głowę.
- Daj mi się najpierw obudzić, kochanie, dobra?
Nie dałem za wygraną. Nie wiem, czy było to efektem podniecenia całą sytuacją, czy może po prostu obsesyjnym pragnieniem posiadania roweru – ale w dosłownie kilka minut uwinąłem się ze śniadaniem, wrzuciłem talerz i szklankę do zlewu, a potem pobiegłem do łazienki.
Gdy ta okazała się zajęta, potruchtałem szybko po kluczyki do samochodu i przedni panel radia, a potem wyjąłem pierwszą lepszą parę butów z kolekcji mamy. Stanąłem przy drzwiach z nienaturalnym uśmiechem, a może grymasem na twarzy – i czekałem.
Dojechaliśmy do sklepu tuż przed otwarciem. Gdy już weszliśmy do środka, Ewelina powiedziała mi, żebym zapoznał się z dostępnymi rowerami, stojącymi przy całej długiej ścianie obiektu, co też radośnie uczyniłem, ona sam zaś opadła bezsilnie na pobliską ławeczkę, poprawiając bardzo pospiesznie upięte włosy.

Było tam chyba wszystko – rowery męskie, damskie, we wszystkich kolorach tęczy, w różnych rozmiarach, z koszykami, bagażnikami… Wybór tego jednego, odpowiedniego, zajął mi zapewne grupo ponad pół godziny, a kto wie, może i więcej? Czułem się jak we śnie i całkowicie straciłem poczucie czasu oraz przestrzeni.
Mama mimo wykończenia, wydawała się zadowolona. Wreszcie miała z głowy zakupy i mogła w spokoju zająć się swoimi sprawami. Ja zaś, poświęcałem uwagę tylko nowemu niebieskiemu rowerowi, ledwo mieszczącemu się w samochodzie.
Teraz byłem kimś.

W ciągu niecałego tygodnia, uformowaliśmy z kolegami z klasy własny gang rowerowy. Nasze zajęcia ograniczały się do wspólnych wyścigów, „objazdówek” (czyli po prostu jeździe w określonej formacji lub gęsiego) i przesiadywania na łąkach, gdzie w owym czasie mieliśmy bazę.
- Ale moglibyśmy zrobić, żeby każdy członek gangu musiał coś zrobić. – Powiedział nieskładnie Sperma (wtedy znany jeszcze jako Patryk).
- Co? – Zapytał Młody, zakładając łańcuch w swoim rowerze.
- No nie wiem, ochrzcijmy nasze maszyny.
Wszyscy wymieniliśmy w ciszy powątpiewające wspomnienia.
- No jak te, statki. Rozbijemy na nich butelki.
- No możemy. Ale nic się im nie stanie od tego? – Zapytał Kamil.
- To przecież szkło. Co ma się stać, jak trafisz w metal? – Zasugerował Sperma. Jego rozumowanie było oczywiście błędne.
Zostawiliśmy piątego z nas - Patryka w obozie, by pilnował rowerów, a we czterech poszliśmy w stronę śmietniska, by znaleźć jakieś butelki. Wpół drogi, rozdzieliliśmy się na dwie pary – Kamil ze Spermą, a ja z Młodym.
Doszliśmy do małej stromizny, w której znaleźliśmy kilka „setek” – czyli stumililitrowych buteleczek po wódce.
- Chyba mamy, czego chcieliśmy. – Powiedziałem do Młodego, podnosząc pięć butelek. – Wracamy?
- Czekaj, nie bierz ich.
Spojrzałem na niego pytająco.
- Klucha, mój brat, robił kiedyś coś podobnego. Potem przez tydzień płakał, bo wygiął rurę od ciosu.
- To co on zrobił?
- No przywalił czymś takim właśnie w rower. Ale mam pomysł. Patrz na to. – Chłopak wyjął z kieszeni zaśniedziałą jednogroszówkę i wcisnął ją w szyjkę jednej z butelek. Rozkręcił nią i uderzył w podeszwę buta. Czynność powtórzył kilkukrotnie, a potem zrobił to samo z drugą butelką.
- Trzymaj. Tylko uważaj z nią. Udawaj, że rozbije się normalnie.
Nie do końca rozumiałem, o czym kolega mówi, ale uwierzyłem mu.
- Hej, mamy butelki! – Ryknął na całe gardło.
Ceremonia miała się odbyć w naszym obozie. Podstawiliśmy na ziemi płytę dykty, by można było oprzeć na czymś stopkę chrzczonego roweru, a Kamil uroczyście nałożył na ramę pierwszej maszyny starą szmatę.
- Jesteś gotowy? – Spytał Młody Patryka i podał mu jedną z butelek. – Od tej pory, będziesz członkiem naszego gangu, na dobre i na złe.
Patryk uderzył buteleczką w ramę, tuż pod siodełkiem. Metal wydał głuchy odgłos, ale szkło nie pękło. Chłopak spróbował jeszcze raz – również bez skutku. Dopiero za trzecim razem, gdy wziął zauważalnie większy zamach, osiągnął sukces.
Kamil podbiegł i usunął szmatkę. Rurka ramy była wyraźnie wgięta, a lakier w kilku miejscach odprysł, ku niezadowoleniu właściciela.
Swój rower wyprowadził teraz Młody, a Kamil wyrecytował mu tą samą formułkę. Chłopak zamachnął się – przy uderzeniu butelka pękła w drobny mak, nie uszkadzając jednak ramy.
Chwilę później, do dzieła przystąpił Kamil – również pozostawiając po sobie niezbyt estetycznie wyglądające wgniecenie i przy okazji nieco uszkadzając lakier.
Przyszła pora na mnie. Z całej naszej paczki, mój rower był najmłodszy, więc z oczywistych względów bałem się go uszkodzić. Gdybym w pierwszym tygodniu wrócił do domu z wgniecioną ramą, napytałbym sobie tylko biedy u mamy.
- Jesteś gotów? – Zwrócił się do mnie Sperma. Przytaknąłem. - Od tej pory, będziesz członkiem naszego gangu, na dobre i na złe.
Zamachnąłem się spreparowaną butelką i uderzyłem w ramę. Szkło wyprysło z hukiem na wszystkie strony, ale po zdjęciu szmatki zobaczyłem, że metal pozostał nietknięty. Poczułem jak żołądek z gardła wraca na swoje miejsce. Uśmiechnąłem się do Młodego, dziękując mu w duchu za pomoc.
Zaraz potem, wyrecytowałem formułkę Spermie, który podobnie jak Kamil i Patryk, zostawił po sobie spory półkolisty ślad w rurce ramy.
Z Młodym nigdy nie wyznaliśmy przyjaciołom prawdy.

ROZDZIAŁ 4

Będąc na zielonej szkole, mieszkaliśmy w dwuosobowych pokojach, każdym z łazienką (co było poniekąd prawdziwym luksusem). I jeśli chcecie wiedzieć, to ja, Kamil, Młody i Patryk trafiliśmy do zupełnie oddzielnych mieszkanek. Ale my jesteśmy w tej historii jedynie postaciami epizodycznymi – ważny natomiast jest tu Sperma, wtedy wciąż znany jeszcze po imieniu i Tymek, którzy jakimś cudem, zostali przydzieleni razem.
Tymek był od zawsze klasowym popychadłem. Jeśli wierzyć opowieściom, urodził się kilka minut po swojej siostrze bliźniaczce Adzie, nieco podduszony, co niekorzystnie wpłynęło na jego rozwój umysłowy. Chłopiec był inny od rówieśników, co wraz z upływem czasu było widoczne coraz bardziej, ale dzięki staraniom rodziców, nie trafił do szkoły specjalnej i mógł uczyć się z normalnymi dziećmi.
Co nie znaczy oczywiście, że sam był normalny.
Już od pierwszych dni pobytu w ośrodku, Tymkowi było ciężko. Musiał kolejno rozpakować rzeczy współlokatora, później włożyć wszystkie jego ubrania do szafy, a gdy przychodził czas jakiejś wycieczki, nosił jego plecak. Robił za przysłowiowego Rumuna, mówiąc krótko.
Prawdopodobnie jeszcze pierwszego tygodnia, Patryk obmyślił więc plan wykorzystania Tymka do zarobienia paru złotych ekstra - nie mógł ich od niego „pożyczyć”, bo chłopak był już wtedy spłukany - kupił kilka drobnych pamiątek rodzicom, a resztę gotówki przetracił na automatach do gry.
Koncepcja była prosta: Tymek kładzie się na łóżku, przykrywa kołdrą, a klienci płacą za skakanie po nim (10 gr za dwa skoki). Potem chłopcy dzielą się łupem pół na pół.
Interes życia.
Wierzcie lub nie, ale w przeciągu godziny cały korytarz na naszym piętrze wypełnił się kolejką dzieci – z naszej i równoległych klas. Byli tam wszyscy – chłopaki, dziewczyny, kujony, łobuzy. Przy drzwiach do swojego pokoju stał Sperma, ubrany w zapiętą pod szyję koszulę (do kompletu z gumowymi klapkami na nogach), pobierając opłaty i wpuszczając klientelę do środka.
Tymek zaś leżał na łóżku pod oknem, w pozycji żółwik, starając się po prostu przeżyć. I tutaj wcale nie przesadzam – takich skoków, ciosów kolanami i łokciami jakie otrzymywał, nie powstydziliby się zawodowi wrestlerzy.
Po jakimś czasie, w pokoju Spermy i Tymka zjawił się kilkuletni Marcin, syn wychowawczyni jednej z równoległych klas - zabrany na doczepkę, żeby zwiedził trochę świata. Nie miał przy sobie ani grosza, więc wykidajło Sperma oczywiście szybko go zbył.
Kilka minut później interes nagle się zakończył – do pokoju wpadła wychowawczyni naszej klasy oraz matka Marcina, obie przerażone i wściekłe.
Tymek ostatni raz jęknął, gdy jeden z klientów wylądował na nim z impetem, z zastygłym wyrazem zakłopotania na twarzy.
Jak się okazało, gdy został spławiony przez Spermę, Marcin pobiegł do mamy i poprosił, by dała mu 10 groszy. Na pytanie „po co ci pieniądze?” odpowiedział: „żeby poskakać po Tymku”.
Co tu dużo mówić – mieliśmy przechlapane. Wszyscy lokatorzy piętra zostali wyproszeni przed swoje pokoje, stanęli w dwóch rzędach po obu stronach korytarza, a krok naprzód mieli zrobić ci, którzy nie brali udziału w tym „godnym pożałowania precedensie”, jak to ujęła nasza wychowawczyni.
Zapanowała chwila ciszy, po czym wystąpiło dosłownie kilka osób – nie więcej niż 5-10. Oczywiście, większość stanowiły „grzeczne” dziewczęta, pod dowództwem córki wychowawczyni równoległej klasy (nie tej, którą opiekowała się matka Marcina), Oli. Oczywistym jest też, że połowę, jeśli nie więcej osób stanowili winni obawiający się zasłużonej kary.
Wszyscy zostali wygwizdani i powitani tupotem nóg – zupełnie jak w więzieniu.
Bilans zabawy:
- Tymek był posiniaczony od stóp do głów, miał rozciętą wargę, czoło oraz rozbity nos.
- Wszyscy niegrzeczni (99% zielonej szkoły) miało zakaz odwiedzania hotelowej dyskoteki przez kilka dni. Później wszystko wróciło do normy.
- Ci, którzy wyłamali się z szeregu, zostali ukarani bardzo szybko, bez udziału nauczycieli. Później byli unikani przez uczniów, którzy potrafili przyznać się do winy i stawić czoła konsekwencjom.
- Sperma zarobił około dwudziestu złotych. Tymek nigdy nie dostał swojej działki.

https://www.youtube.com/watch?v=1dk_lkr4E_Y

Specjalista

w Hydepark

6piorunów

Podczas sprzątania peceta, między memami z papajem a folderem z gondolami znalazłem coś, czym szkoda byłoby się nie podzielić. Złoto polskich czanów, jedna z niewielu dobrych rzeczy, które wyszły z tego obsranego gównem chlewa: Cykl past o Sebastianku, znany również jako Rewir. Autorze, gdziekolwiek teraz jesteś, dziękuję za świetną lekturę!

Zacząłem postować na portalu z nieśmiesznymi prawakami trzy dni temu, ale pomyślałem, że z Tomeczkami też powinienem się podzielić. W ramach rekompensaty, dostaniecie dzisiaj prolog oraz dwa pierwsze rozdziały na raz.

Bez zbędnego pierdolenia, 1, 2 i 3/115 czas zacząć!


PROLOG

Właściwie rzecz biorąc nigdy nie miałem rodziny – jeśli nie liczyć oczywiście matki, Eweliny. Odkąd pamiętam, mieszkaliśmy tylko we dwójkę, zdani wyłącznie na samych siebie.
Wszelacy krewni - jak dziadkowie, ojciec czy wujkowie, byli w naszym życiu nieobecni. Ewelina zerwała kontakty z jej rodzicami po tym jak „pokłócili się” z nią na temat jej wpadki – czyli mnie, jakkolwiek by to nie brzmiało.
Oczywiście nigdy nie powiedziała tego głośno, ale nie trzeba być geniuszem żeby wiedzieć, że dwudziestolatki z reguły nie zakładają rodzin, prawda?
Ojciec opuścił matkę, gdy już się urodziłem – nigdy o niego nie pytałem, nigdy go nie szukałem, nigdy się nim nie interesowałem. Od najmłodszych lat wiedziałem za to, że nie chcę mieć niczego do czynienia z takim człowiekiem. O ile w ogóle zasługiwał na to miano.
No i w końcu, była jeszcze siostra mamy – czyli ciocia Iza. Starsza od niej o tych kilka lat, bodajże siedem, ale zupełnie oderwana od rzeczywistości, jak gdyby były to lata świetlne. Ewelina utrzymywała z nią kontakty przez jakiś czas, ale przestała z nią rozmawiać, gdy ta próbowała przekonać mnie, żebym zamieszkał z nią, jej mężem i ich dziećmi. Miałem wtedy sześć lat.
Brak krewnych nie znaczył jednak, że mieliśmy problemy finansowe czy społeczne. Mówiąc szczerze, było wręcz przeciwnie… Jeśli nie liczyć plotek okolicznych dewot, dawno temu. Chyba wszyscy bowiem wiemy, jak czasami oczerniane są samotne matki – a zwłaszcza takie, które mają czelność wychylać się przed szereg, paradując w kolorowych krótkich sukieneczkach i szpilkach. A do takich osób należała właśnie Ewelina. Lubiła rzucać się w oczy.
Jako dziecko, nigdy nie zwracałem na to uwagi, bo wydawało mi się, że to powszechnie spotykana norma – do czasu, gdy poznałem zwyczaje panujące w domach kolegów, gdzie szczytem higieny było mydło Biały Jeleń, a mody - zwyczajna para jeansów lub czasami nawet spódnica uszyta ze starej zasłony. Wtedy też zrozumiałem, że moja mama zdecydowanie wyróżnia się na tle innych.
Odstępstwa były widoczne również w jej zachowaniu – bo mimo, iż byłem jedynakiem, nie była wobec mnie szczególnie nadopiekuńcza – przynajmniej nie do przesady. Doskonale rozumiała potrzeby młodych i chyba nie powiem na wyrost, że była dla mnie zazwyczaj bardziej koleżanką niż rodzicielką.
No, przynajmniej póki zachowywałem się grzecznie.

*

Dziadkowie Kamila urodzili się, wychowali i zestarzeli w jednej miejscowości – tutaj też spłodzili dwie córki, które podobnie jak rodzice, nigdzie nie wyjechały. Miejscowi, po prostu.
Starsza córka – Milena, zaszła w ciążę bardzo młodo, będąc jeszcze nieletnią. Razem ze świeżo upieczonym mężem-tatą, zamieszkała w rodzinnym domu, zajmując górne pomieszczenia.
Kobieta zgarnęła w puli genowej wszystko co najlepsze, co w połączeniu z odważnym sposobem bycia i zamiłowaniem do kobiecych, kusych ubrań, wyrobiło jej w pewnych kręgach opinię puszczalskiej, ladacznicy – co kompletnie mijało się z prawdą. Plotki, plotki.
Jej odmienność podkreślała również krótka fryzura, jej znak firmowy – kontrowersyjna trzystusześćdziesięciostopniowa grzywka, w kolorze jasnego blond, z krótko wystrzyżonym dołem, naturalnie brązowym - która naprawdę podkreślała jej urodę, co zaskakujące.
Zresztą, podobnie było z Eweliną, z którą zresztą dzięki znajomości ich synów, zaprzyjaźniła się na dobre i na złe. Dwie „bezwstydne dziwaczki”.
Młodsza o rok od niej siostra, Agata, po dwóch latach również została młodą mamą. Niedługo potem, przeprowadziła się z mężem do niskiego bloku mieszkalnego, oddalonego o kilkaset metrów od domu jej rodziców.
Niestety, parze nie wyszło. Mąż odszedł po kilku latach, porzucając syna (Emila), gdy ten miał iść do szkoły podstawowej. Słuch o nim zaginął kompletnie, jeśli nie liczyć informacji, że „zakochał się w młodszej”.
Agata zaś, która całe życie spędziła w cieniu dużo bardziej atrakcyjnej i towarzyskiej siostry, powoli zaczęła stawać się własnym… Cieniem, no właśnie.
Samotne życie odcisnęło na niej swoje piętno i chociaż nigdy do specjalnych piękności nie należała, to z czasem, było tylko gorzej. Kobieta zaczęła chudnąć, przestała dbać o swój wygląd i w końcu, zaczęła nałogowo palić (mniej więcej wtedy, kiedy jej syn), co miało fatalne następstwa dla skóry, włosów, zębów i paznokci. Ale, to miało wydarzyć się dopiero w dalszej przyszłości.
Dziadkowie Kamila i Emila, kilka lat później również przenieśli się do nowego miejsca – również bloku mieszkalnego (ale wyższego i bardziej obskurnego), zostawiając Milenie i jej mężowi cały dom dla siebie.

*

Spośród wszystkich członków naszej paczki, Sperma wychował się chyba w najbardziej toksycznym środowisku. Na pozór, był w dużo lepszej sytuacji niż ja czy Emil, którzy dorastali bez ojców. Z drugiej strony, trzeba wziąć pod uwagę całokształt – a nie tylko jeden element składowy.
Rodzice Spermy sprowadzili się do miasta prawdopodobnie w latach osiemdziesiątych. Jak wielu przyjezdnych, osiedlili się w blokach mieszkalnych – przy czym mieli na tyle szczęścia, by trafić do czteropiętrowców, które w porównaniu do sąsiadujących z nimi „dziesiątek”, były dużo bardziej luksusowe (czyli nie miały głośnych i zdezelowanych wind, piwnice ukryte pod ziemią, większe mieszkania i mniejsze zagęszczenie sąsiadów).
Niedługo potem, rodzina powiększyła się o córeczkę – Martę, a kilka lat później o syna – Patryka (później znanego właśnie jako Sperma).
Ojciec, żeby zapewnić byt rodzinie, zaczął ciężko pracować w różnych zakładach przemysłowych. Wkrótce padł ofiarą choroby zawodowej, trawiącej niższe klasy społeczne – czyli zaczął pić.
Ela, jego żona, zajęła się domem i utrzymaniem przy życiu dzieci. Nie było to zadaniem prostym, ponieważ z pensji prostego robotnika po podstawówce (lub „nawet” zawodówce) trudno było związać koniec z końcem jako tako, nie wspominając o stale przepijanym procencie pieniędzy.
Jakimś jednak cudem, rodzina trwała przez lata, dzieci posłano do szkoły, a Ela zaczęła zyskiwać na wadze, w przeciwieństwie do męża, który z roku na rok stawał się chudszy.
Marta została zapisana do okolicznej szkoły podstawowej, gdzie poznała kilku mieszkańców „slamsów” – czyli obszaru zamieszkałego przez najniższą możliwą klasę społeczną, w której wykształcenie gimnazjalne jest czymś niezwykłym, a środki antykoncepcyjne… Cóż, one były nawet ponad sferą science fiction.
Z jakiegoś powodu, młoda dziewczyna odnalazła tam swoje miejsce - gdzie nauczyła się pić, palić i ćpać, a po jakimś czasie, w jej ślady miał pójść młodszy braciszek, chcący być tak fajny, jak jego siostra.

*

Młody wychował się w normalnej rodzinie, będącej żywcem wyjętą z obrazka – jego ojciec był inżynierem, matka nauczycielką, a brat szkolnym prymusem. Chłopak już od najmłodszych lat wyróżniał się więc na ich tle, chcąc zwrócić na siebie uwagę otoczenia poprzez nie do końca poprawne zachowanie. Prawdziwa czarna owca, wypisz wymaluj.
Koledzy Kluchy (czyli Piotrka, starszego brata) szybko ochrzcili kilkuletniego Patryka pseudonimem Młody – i tak już zostało.
Jeszcze przed tym, jak wszyscy poszliśmy do szkoły podstawowej, Młody poznał Spermę (wtedy znanego jeszcze po imieniu) i oboje stali się nierozłącznymi osiedlowymi rozrabiakami. „Dwóch Patryków – jeden duży, drugi mały”, jak zwykła mawiać czasami Milena, matka Kamila.
Mimo próśb i gróźb rodziców, żaden z nich nie starał się poprawić swojego zachowania – i tym samym, inne dzieci z bloków autentycznie się ich bały.
Jednak, strach ma wielkie oczy – i ich lęk nie zawsze był w pełni uzasadniony. Młody bowiem, mimo całej tej buntowniczej otoczki i nieprzewidywalności, już wtedy miał silnie rozwinięty instynkt przywódczy i wiedział, co to lojalność.
W późniejszych latach, gdy nasza paczka została na dobre uformowana, pełnił więc on rolę naszego niepisanego lidera… I w zasadzie, dzięki niemu, byliśmy też postrzegani przez pewnych ludzi jako łobuzy i chuligani. Cóż, nie można nikogo za to winić, prawda?

*

Rodzice trzeciego z kolei Patryka i jego starszego brata Bartka, przeprowadzili się w nasze okolice w czasach, gdy mieliśmy nie więcej niż pięć lat. Mieszkania w „luksusowych” blokach, w których żyli Sperma i Młody były już dawno zajęte, ale udało im się wynająć małe lokum w sąsiednim betonowcu, po drugiej stronie ulicy, przeznaczonym dla nieco niższej klasy społecznej.
Ojciec chłopców zatrudnił się w jednej z malutkich ekip remontowych, przeważnie pracując w okolicznych dziesięciopiętrowcach.
Jego żona z początku zajmowała się domem – przynajmniej dopóki, dopóty obaj synowie nie mogli bezpiecznie zostawać sami. Potem zaczęła rozglądać się za pracą – padło na kasę w osiedlowym sklepie, co i tak nie było najgorszą możliwą posadą, zwłaszcza, gdy nie ma się żadnego znaczącego wykształcenia.
Bartek załapał się do jednej z fal dzieci urodzonych i wychowanych na wsi, które w wieku szkolnym zderzyły się z miejską rzeczywistością. Okazało się bowiem, że lokalni rówieśnicy mówią, myślą i zachowują się znacząco inaczej od przyjezdnych. To zaś owocowało wewnętrznymi sporami i dyskryminacją. Finalnie, chłopak zaklimatyzował się w nowym świecie, ale zajęło mu to wiele lat.
Patryk miał na tyle szczęścia, by przed pójściem do pierwszej klasy zrozumieć, jak żyje się w blokach i czego nie należy robić. Znalazł sobie znajomych, z którymi grał w piłkę na jednym z prowizorycznych boisk – i jak się okazało, miał do tego wrodzony talent, z którym w przyszłości, chciał wiązać przyszłość.
Kiedy inni chłopcy pragnęli być policjantami i strażakami, jego marzeniem było zostać profesjonalnym piłkarzem.

_

_SZKOŁA PODSTAWOWA_
_

ROZDZIAŁ 1

Po latach nie pamięta się traumy związanej z pierwszym dniem w szkole. Pierwszego dnia w zupełnie nowym świecie – ogromnym i po brzegi wypełnionym kilkuletnimi rówieśnikami – równie zagubionymi i przerażonymi co my sami.
I w końcu, nie pamięta się spokoju rodziców, którzy z jakiegoś powodu, wcale nie podzielali niepewności dzieci – przeciwnie, zdawali się doskonale wiedzieć, co czeka nas w przeciągu następnych sześciu lat.
Wtedy nie mogłem nadziwić się, jak moja mama może czuć się pewnie w miejscu takim jak to, podczas gdy ja dreptałem tuż koło niej, trzymając ją za rękę i marząc tylko o tym, by z powrotem znaleźć się w doskonale mi znanym, bezpiecznym domu.
Zgodnie z tym, co powiedziała mi wcześniej Ewelina, w klasie powinna znajdować się tablica – i rzeczywiście, kiedy wszedłem do pomieszczenia, ciemnozielony prostokąt wisiał na ścianie… Ale naprzeciw niego, na drugim końcu sali, był kolejny.
- Dwie tablice? – Zapytał sam siebie chłopiec, który znikąd pojawił się koło mnie, jakby czytając w moich myślach. Miał brązowe włosy, z grzywką starannie przyciętą nad wysokością brwi i okrążającą głowę jak grzyb albo garnek.
Niepewny, obróciłem się za siebie, by zapytać mamę, gdzie i w którą stronę powinienem usiąść - ale gdy podniosłem wzrok, zobaczyłem, że jest zajęta rozmową z inną kobietą – o włosach praktycznie takich samych jak te należące do chłopaka stojącego koło mnie. Obie wydawały się być w doskonałych humorach.
- Chodź, poszukamy wolnych miejsc. – Zaproponowałem nowemu znajomemu, nie chcąc przeszkadzać dorosłym.
- Dobra! – Odparł uradowany. – Jestem Kamil. Będziemy najlepszymi kumplami?
Poczułem, że strach, który mnie trawił od środka nagle przepadł. Roześmiałem się serdecznie do Kamila i podałem mu rękę.
Usiedliśmy w ostatniej ławce, nie mając pojęcia, czy jest to przód, czy tył klasy. Po naszej lewej, przy oknie, siedzieli razem dwaj chłopcy, którzy głośno żartowali i wygłupiali się. Jeden z nich był wyjątkowo wysoki i chudy jak na swój wiek, a drugi z kolei był niepozorny i znacząco niższy, mniej więcej mojego wzrostu. Mimo to, zdawał się jakby emanować jakąś dystynkcją, powagą.
On też jako pierwszy zwrócił uwagę na mnie i na Kamila.
- Hej! – Krzyknął. Obróciłem się w jego stronę, nie wiedząc, jak zareagować. – Cześć. Ostatnia ławka, co?
- Chyba tak. – Zaśmiałem się, zdając sobie sprawę, że rzeczywiście znajdujemy się na końcu klasy.
- Jestem Patryk, ale kumple wołają na mnie Młody. A ten obok to też Patryk.
Podszedłem do obu chłopców i przywitałem się z nimi.
I tak, poznałem Młodego i Spermę.

_

ROZDZIAŁ 2

Pierwsza klasa była okresem aklimatyzacji i nawiązywania znajomości – w szkole i poza nią przebywałem głównie w towarzystwie Kamila, co z kolei pomogło zaprzyjaźnić się naszym mamom. Poza tym, powoli zaczęła się formować nasza paczka – coraz więcej czasu spędzaliśmy z trzema Patrykami, którzy mieszkali w pobliskich blokach.
Gdzieś w tle przewinęła się jeszcze postać Maćka, mieszkającego nieopodal naszej podstawówki, w przedwojennym zrujnowanym domu, razem z kilkorgiem rodzeństwa, rodzicami, dziadkami i wujostwem. Była to rodzina biedna, prosta i bogobojna – jedna z wielu, które przybyły do miasta ze wsi, by rozkoszować się urokami kapitalizmu, do czasu gdy jej członkowie nie zdali sobie sprawy, że pieniądze są niestety poza ich zasięgiem.
Jeszcze wczesną jesienią, czyli na samym początku mojego pierwszego roku szkolnego, Maciek zapytał się mnie, czy nie wpadłbym do niego po lekcjach. Chłopak do tej pory nie znalazł sobie żadnych znajomych i zazwyczaj do nikogo się nie odzywał, więc nie wiedziałem do końca co o nim sądzić. Powiedziałem mu, że muszę poprosić mamę o zgodę (a przy okazji pewnie i o radę).
Ewelinę zauważyłem od razu, kiedy wyszedłem ze szkoły – nawet pomimo swojego niskiego wzrostu, była mniej więcej dwukrotnie wyższa od większości dzieci zmierzającym do domów. Dopiero gdy podszedłem bliżej, zobaczyłem, że tuż koło niej stoi Maciek, mówiąc coś z wyrazem podekscytowania na twarzy.
- Cześć, mamo! – Krzyknąłem.
- Cześć. Jak było w szkole? – Zapytała się mnie mama, schylając się by dać mi buziaka w policzek.
- Fajnie. – Odparłem.
- Twój kolega przed chwilą zapytał się mnie, czy wpadniesz do niego po południu.
Maciek przytaknął uradowany.
- No… Miałem się ciebie zapytać najpierw. – Powiedziałem niepewnie.
- Och, nie ma problemu. Odrobimy tylko lekcje, zjesz obiad i cię podrzucę.
Z jakiegoś powodu, nie poczułem się specjalnie szczęśliwy.
Dom rodziny Maćka znajdował się przy gruntowej drodze, otoczony podobnymi mu zabudowaniami. W powietrzu czuć było odór krowiego łajna, bowiem niektórzy sąsiedzi hodowali zwierzęta użytkowe. Zaskakujące, biorąc pod uwagę rozmiary ich działek i fakt, że teoretycznie przebywaliśmy w mieście, a nie na wsi.
Zadziwiająca była również różnica kulturowa pomiędzy tą właśnie uliczką a ulicą, przy której mieszkałem ja z mamą. Były to dwa zupełnie odmienne światy, choć oddalone zaledwie o kilometr.
Zatrzymaliśmy się przy zardzewiałym ogrodzeniu.
- To chyba tutaj. – Powiedziała Ewelina, gasząc silnik i otwierając drzwi. – O kurczę! – Dodała poirytowana, gdy jeden z jej wysokich obcasów zatopił się do połowy w błocie.
Na powitanie wyszedł nam Maciek, a zaraz za nim starsza, nieco przygarbiona i wyraźnie zmęczona życiem kobieta – pomyślałem wtedy, że to jego babcia, ale pomyliłem pokolenia – była to jego matka.
- Cześć! – Maciek pomachał mi i podbiegł roześmiany od ucha do ucha. – Dzień dobry pani!
- Dzień dobry. – Odpowiedziała Ewelina, skoncentrowana na stąpaniu po kępkach trawy i unikaniu błota, jakby miało to coś zmienić. Jeden z jej butów był już i tak kompletnie brązowy.
- Chodź, pokażę ci fajne miejsca! I tutaj jest sklep niedaleko! – Krzyczał kolega.
- Tylko uważajcie, dobra? – Powiedziała mama i skinęła mi głową, żebym podszedł. – Skoro idziecie do sklepu, to masz tutaj złotówkę. Kupcie sobie coś, jeśli będzie okazja. – Pocałowała mnie w policzek i uśmiechnęła się.
Pobiegliśmy do sklepu.
Sklep znajdował się kilka domów dalej i stanowił jedyne miejsce publiczne w tej okolicy. Weszliśmy do dusznego pomieszczenia, będącego przerobionym garażem i rozejrzeliśmy się dokoła. Wybór był niewielki, o ile nie gustowało się w tanich trunkach.
Maciek podszedł do lady i poprosił o dwie miętowe gumy do żucia – wtedy pierwszy raz spotkałem się ze sprzedawaniem ich na sztuki. Sprzedawca wyciągnął z napoczętego opakowania dwa listki i podał je klientowi.
- Podać co? – Zapytał się mnie.
Wcześniej zastanawiałem się nad kupieniem paczki bekonowych Lay’sów (które niestety zostały w przyszłości wycofane ze sprzedaży), ale widząc co kupił Maciek, postanowiłem pójść w jego ślady. Skoro ten chciał się ze mną podzielić, to niegrzecznie byłoby nie dać niczego w zamian.
Zamówiłem dwie owocowe gumy, zapłaciłem, podziękowałem i razem z kolegą wyszliśmy.
Od razu otworzyłem jedną gumę, a drugą podałem Maćkowi.
- Dzięki! – Ucieszył się i włożył gumę do kieszeni. Jedną ze swoich, miętowych, odpakował i włożył do ust. – Chodź, pokażę ci ogródek!
Przez ułamek sekundy zastanawiałem się, czy czasami coś nie umknęło mojej uwadze. Było nas dwóch, każdy miał po dwie gumy. Mama zawsze uczyła mnie, bym dzielił się z innymi, jeśli tylko mogłem. Tak też zrobiłem, ale Maciek zdawał się albo nie rozumieć sytuacji, albo udawał, że jej nie rozumie. Mój dziecięcy umysł był skołowany.
- Hej, a po co ci były dwie gumy? – Zapytałem w końcu, po dłuższym namyśle, starając się nie zabrzmieć nachalnie.
- A bo mama mi kazała kupić dla siebie i dla niej.
Pobiegłem za Maćkiem, nie okazując zawodu, choć wewnątrz czułem się nierad. Swoją gumę wyplułem po zaledwie kilku minutach, gdy zaczęła wydawać mi się gorzka.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

41piorunów

Nawet nie wiem jaka społeczność pasuje albo czy nie stworzyć "Nagroda Darwina dla włamywaczy"...

Wychodząc z domu klepnąłem się po kieszeniach. Ok, kluczyki od auta są. Jak są od auta to i od domu, który wynajmuję, bo są na jednym bryloczku.

Zatrzasnąłem drzwi.

Podchodząc do auta wiedziałem, że coś nie tak jest, bo keyless nie zadziałał.

No i po chwili odkryłem, że "kluczyki w kieszeni" to jednorazowe e-pety, a brelok z kluczami jest w domu.

Dzień rozpocząłem od włamania do domu, któy wynajmuję poprzez wybicie szyby w drzwiach wejściowych. Zapasowych kluczy siostra gospodyni z AirBnB nie mogła dowieźć asap bo ma złamaną nogę.

Ciekawi mnie teraz ile będzie kosztować wymiana tej szyby.

nie
w sumie bo śmieje się sam z siebie
bo tutaj jak nie przesuniesz zapadki w drzwiach to z automatu się one zatrzaskują i bez klucza nie wejdziesz.

Autorytet11piorunów

Kilka lat temu byliśmy że znajomymi na wyjeździe do Lwowa. W dniu wyjazdu mieliśmy zamknąć mieszkanie i klucz wrzucić przez specjalną dziurą w drzwiach. Juz się pozbieraliśmy, wszystko niby sprawdzone no to wychodzimy. Chwilę po wrzuceniu klucza zorientowałem się że zostawiłem w środku portfel razem z paszportem. Dzwonimy do właściciela a on mówi że przyjedzie ale trzeba chwilę poczekać. Znajomi mówią że jadą jeszcze na śniadanie a my dojedziemy. No ale czas ucieka a właściciela nie widać. Tak się złożyło że plecak który miałem ze sobą to z którym chodziłem do pracy, i w jednej kieszeni znalazłem widelec. A że mniej więcej wiedziałem jak wygląda mechanizm zamykania z drugiej strony bo był dosyć specyficzny i mnie zainteresował jak go zobaczyłem to udało mi się wygiąć widelec tak że dostałem się do niego przez dziurę od klucza. Bo ta oczywiście była dużo bo te drzwi to pewnie pamiętały jeszcze polskiego właściciela. Otworzyłem drzwi, zabrałem portfel, zamknąłem drzwi, zamówiłem bolta i czekam. Dzwonię do właściciela ale nie odbiera. Za chwilę przyjeżdża. Mówi że ma klucze, a jemu że już nie trzeba bo otworzyłem drzwi. Pyta się jak? A ja mu mówię że widelcem. Ten wytrzeszczył gały na mnie. W tym momencie przyjechał Bolt, zapakowaliśmy się z żoną szybko bo już nie mieliśmy czasu i odjechaliśmy w stronę zachodzącego słońca (czyli Polski)

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Pracbaza

27piorunów

No to historia z . Jak niektórzy wiedzą, a większość nie wie, pracuję sobie na kontraktach jako , a czasem przy budowie turbin wiatrowych. Z racji tego, że sejfciaków na rynku prawie tylu co to konkurencja jest i każdy jakieś dodatkowe uprawnienia robi, żeby się czymś wyróżnić. Ja sobie latam dronem i za to jakieś tam dodatkowe pieniądze mi już wpadły.

Kolega z projektu wybrał inną drogę i zrobił sobie uprawnienia konserwatora ŚOI. Po co to? A no co roku takie szelki, linki, haki, itd. muszą przejść przegląd, żeby sprawdzić czy nadają się dalej do użytkowania.

Teraz do sedna. Przeglądam ostatnio system ze zgłoszeniami HSE i w jednym z nich napisane jest, że niuprawniona osoba dokonywała przeglądów rocznych slider'a. Co to jest slider? To taki wózek, który z jednej strony przypinasz do szelek, z drugiej strony do drabiny i zamiast przepinać haki co parę metrów wspinasz się non-stop. Nawet jak nogi i ręce posłuszeństwa odmówią to po prostu zawiśniesz na tym wózku.

No i teraz, pytanie, kto to zrobił. No zrobił to mój kolega. Skoro ma uprawnienia konserwatora to czemu napisał ktoś w zgłoszeniu, że robiła to osoba nieuprawniona? A no właśnie producenci sliderów, oprócz tego, ze kasują 4,5k PLN brutto/sztuka w detalu zrobili sobie zapis, że przeglądy roczne tylko u nich można robić.

W pracy, w które zarabia się na polskie jakieś 0,4 - 0,5M brutto rocznie, chłopak wjebał się na minę, bo chciał dobrze i po prostu za flachę robił przeglądy kolegom w pracy.

Nie jest to

Na zdjęciu slider jakiego używamy.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Hydepark

57piorunów

Może powinno być w społeczności podkastowej ale Hydepark chyba większe zasięgi da.

Od razu mówię, że to nie jest wpis typu

się i pękam z dumy, bo dostałem zaproszenie do podcastu zajmującego się tematyką , a mianowicie "Po ludzku o BHP", który prowadzi Piotr Gapys.
Jak do tego doszło? Na LI prowadzącemu podrzuciłem kilka pytań, bo chciałem skorzystać z okazji, a mianowicie gościa podcastu - Głównego Inspektora Pracy. Miałem nadzieję, że prowadzący zada jakieś tam pytanie ode mnie albo takie ogólne czy planowane jest rozporządzenie dedykowane pracom na farmach wiatrowych. Uważam, że jest potrzebne bo technologia,. A nawet ŚOI, wyprzedziły czasy kiedy powiązane akty prawne były pisane.

No i tak, od słowa do słowa, gospodarz audycji zapytał, czy zgodziłbym się na rozmowę z nim w audycji. Chciałby pogadać o tym jak wygląda podejście do bhp w innych krajach vs. polskie podejście. Oprócz tego chce pogadać o zagrożeniach i szeroko pojmowanym BHP kiedy mówimy o wiatrakach.

No i tak się zgodziłem. Do nagrania jeszcze kilka miesięcy, więc mam nadzieję, że uda mi się na tyle przygotować, żeby kwestie przepisów opakować w ciekawe wypowiedzi.

Mam nadzieję, że nie będę poddany ostracyzmowi zawodowemu i towarzyskiemu po emisji.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Gruba ryba

w Hydepark

110piorunów

Nie tak dawno, w tym wpisie pisałem o sąsiadce mojej jeszcze nie teściowej, która nie do końca ogarnia życie swoje i dzieci i żeby ułatwić sobie codzienną egzystencję zdecydowała się na adopcję kozy, która chodzi po domu w pampersie. Wisienką na torcie była kolejna adopcja zwierzątka - tym razem ptaka emu.

Kiedy o tym napisałem to wielu użytkowników zarzuciło mi, tworzenie pasty i zarzutki.

No to macie jako dowód - emu na podwórku.

Raczej nie

Pozwalam sobie zawołać komentujących niedowiarków:

@Mewtyla @AndzelaBomba @MESSIAH @malkontenthejterzyna @tankowiec_lotus @LondoMollari @Half_NEET_Half_Amazing @Okrupnik@Adehade

Osobistość12piorunów

Dopóki nie zobaczę tego emu razem z kozą w pampersie na jednym zdjęciu - pozostanę nieugięty. Zarzudga na sto pro

Pokaż więcej komentarzy (22)

GURU

w Hydepark

16piorunów

Hej,
powiedzcie mi szczerze- czy dodawanie i mnozenie to jest naprawde taka trudna sztuka?

Bylem dzisiaj na zakupach w sklepie i przede mna chlop kupowal,uwaga,200 paczek cukru( byla przecena przy zakupie minimum 5),do tego faktura( chlop pewnie prowadzi mala gastronomie), kupowal jeszcze jakies pierdoly i przychodzi do placenia i kasjerka mowi,ze do zaplaty 555zl ( czy jakos tak) i nagle chlop oczy jak 5 zlotych i mowi:
-Jak to 555 zl,przeciez cukier mial byc po 2,59
- No,ale przeciez sie zrabatowalo,standardowo cukier kosztuje ponad 4 zl,wiec rachunek bylby ponad 800 zl!- odpowiada spokojnie kasjerka
-Niemozliwe,powinno byc lekko ponad 400 zl
I wtedy mowie lekko wkurwiony:
-Przeciez 2,60x200 to jest 520 zl.

Chlop wyjmuje telefon i zaczyna liczyc na kalkulatorze.
Kolejny raz wielkie oczy i zaczyna mowic,ze jednak faktycznie tak jest
Kurtyna,kierowca autobusu wstal i zaczal klaskac.

Nie bylo jakiegos darcia mordy czy ogolnie nerwow,ale k⁎⁎wa- czy mnozenie jest naprawde takie trudne?
Potem kupilem ja i o dziwo wszystko sie zgadzalo.

Fanatyk2piorunów

@jajkosadzone Polecam mieć taki budzik w telefonie. Apka Sleep as Android, dzwoni aż do momentu rozwiązania zadań. Nie da się go wyłączyć na półśnie. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (16)

Gruba ryba

w Hydepark

90piorunów

Fiński Instytut Meteorologiczny wydał ostrzeżenie o możliwych pożarach lasów. W związku z tym na porannym toolbox talk'u przedystkutowaliśmy z pracownikami zagrożenia jakie dotyczą naszej buodwy.... Las, torfowiska, 70% prawdopodobieństwa wystąpienia pożaru.

Krótko po 14 pierwsza wiadomość z hardstandu, że niedaleko tej lokalizacji widać dym. Za chwilę wiadomość od top teamu, że jest pożar na farmie wiatrowej niedaleko nas.
Dzwonię na 112, podaje info, koordynaty naszej najbliższej turbiny i dyspozytorka informuje mnie, że mają już to zgłoszone i strażacy jadą na miejsce. Podziękowała dodatkowo za informację.

Co robię dalej? Jadę na budowę, odpalam drona i oglądam jak rozwija się sytuacja. Dym robi się coraz intensywniejszy ale wiatr nie kieruje ognia w naszą stronę więc uspokojony tym faktem poinformowałem SMa, że ewakuować buodwy nie trzeba. Następnie pojechałem popatrzeć jak chłopaki instalacje prowadzą.

Nagle nie wiadomo skąd pojawiają się dwa wozy strażackie i kierowcy pytają się, czy mogą obok dźwigu przejechać. Niestety nie, bo balast blokuje drogę. Mówię im, że dyspozytorka miała koordynaty pożaru i nie jest to u nas. Strażak stwierdził, że dostali info o pożarze na farmie wiatrowej i przyjechali do nas. Do tej pory nie rozumiem, jak to sobie zaplanowali.

Generalnie problem robi się taki, że strażacy nie wiedzą gdzie jest pożar i którędy dojechać, żeby ugasić ogień. Niewiele myśląc zabrałem ich w miejsce, gdzie dronem sprawdzałem sytuację jak rozwija się pożar. Poleciałem do góry, wskazałem kierunek SSE od naszego miejsca. Na kontrolerze drona pokazałem im charakterystyczne punkty okolicy (kamieniołom) i dzięki temu oraz strażackiej mapie udało się nam ustalić, gdzie jest ten pożar i którymi drogami będą mogli dojechać.

Panowie strażacy podziękowali za pomoc i pojechali ratować farmę, której zabudowania były zagrożone ogniem.

Czuję, że dzisiaj zrobiłem coś pożytecznego.

PS. Na moje przyjechali do nas, bo ktoś z personelu budowy zadzwonił na 112 bo nie zauważył komunikatu, że już to zrobiliśmy i dyspozytor stwierdził, że to kolejny pożar w okolicy. To tylko moje przypuszczenie.

PS2. 112 Suomi - appka rekomendowana do sytuacji awaryjnych w Finlandii. Gdybyście kiedyś byli w tym kraju, to w potrzebie pomocy zalecane jest jej użycie zamiast 112.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Hydepark

106piorunów

Dzisiaj dzwoni do mnie szef. Jestem na wolnym ale odebrałem bo z facetem pracuję od roku i wiem, że nie dzwoni jeśli nie jest pod ścianą.

No odbieram, standardowe "how you doing" I pytanie czy mam bilety już kupione, na przyszły tydzień, żeby wrócić do pracy.

Odpowiadam, że nie.

No i słyszę, że mam kupić bilet na termin o dzień później niż wstępnie planowane. Szef stwierdził, że poza zakresem parę rzeczy mu zrobiłem (ortofoto mapek kilka i dwie drobne inspekcje komponentów u góry z użyciem ), a nie ma jak obejść mojego P. O. żeby to oficjalnie rozpisać, żebym mógł kasę dodatkowo dostać, więc stwierdził, że mam wziąć ekstra wolny dzień, a on wpisze timesheet tak, jakbym był w pracy.

związane z tym bardziej, że facet wcale tago nie musiał robić i powiedzieć, że mam czekać na zmianę P. O.

Pokaż więcej komentarzy (35)

Specjalista

w Hydepark

19piorunów

Cześć Tomeczki! Czas w końcu coś zapostować xd Chciałbym podzielić się z wami historią której “manuskrypt” znalazłem podczas sprzątania kompa xd Wrzucałem już ją w okolicach 2019 na forum o łopatach i mam nawet autorski tag xd

Niestety mode z grupą inwalidzką usunął mój wpis po tym jak wisiał w gorących przez kilka godzin, zanim mogłem przeczytać komentarze, prawdopodobnie za nazwanie czytelnków małymi kurwiami xd, nie wiem, bo odwołanie zostało odrzucone bez komentarza xd 
Zniechęciło mnie to do dalszego pisania i opuściłem projekt. Teraz znalazłem “manuskrypt”, nostalgłem i zachciało mi się znowu pisać. Poprawiłem błędy i rozszerzyłem trochę część pierwszą.

Tag do obserwowania -------> <-------

Dobra, koniec pierdolenia, siadajcie małe k⁎⁎⁎ie, stori tajm:

AKT I: Anon jestę xd

Jak miałem 14 lat, rodzice wysłali mnie na obóz na mazurach z MOPSu, bo zaplanowali wakacje oł inkliziw w Grecji, ale “Anon co ty tam będziesz robił z nami starymi, lepiej pojedziesz sobie z rówieśnikami na mazury” iks k⁎⁎wa de.

Ogólnie, jak możecie sobie wyobrazić, nie byłem zbyt zadowolony xD

W dniu wyjazdu po prostu odstawili mnie na stacji kolejowej i spierdolili na lotnisko xd

Na stacji powitał mnie widok około 30 osób, w większości podopiecznych MOPSu i opiekunki wyglądającej jakby uciekła z peerelowskiego urzędu xd, dalej zwanej prukwą. W tym “doborowym” gronie spotkałem również Matiego, którego kojarzyłem że szkoły. Mati był lokalnym bananem, jego stary był dyrektorem spółdzielni mieszkaniowej xd. Podobnie jak mnie, starzy wyjebali go na gunwokolonię, a sami wypierdolili na wakacje w ciepłych krajach. W swoim krótkim bananowym życiu zdążył już zdobyć reputację mistrza bajery, j⁎⁎⁎ny oskarek co dwa tygodnie miał inną loszke xd 
Nawet teraz na peronie bajerował dwie du⁎⁎⁎⁎ki z grupy. 
Poza Matim na peronie siedział Szymon, zwany Rudym, którego znałem z klasy. Rudy jak można się domyślić był rudy. Był również co najmniej o pół głowy niższy od rówieśników, chorował na astmę i większość czasu spędzał piwnicząc na czanach lub grając na PSP. Mimo lekkiego spierdolenia w kontaktach międzyludzkich był nawet spoko ziomkiem, dawał mi grać w patapony xd (tbh na 99% siedzi dzisiaj na wypokke, elo rudy xd)

Zerknąłem w stronę patusiarzy. 
Grupa Sebków kitrała się za filarem z jedną fajką na czterech, ktoś otworzył zajebane staremu piwo, a w powietrzu unosiła się woń żula leczącego kaca na ławce. Karynki pokazywały palcami na skromnie ubraną dziewczynę i chichotały tak jak chichotać mogą tylko osoby o ujemnym ilorazie inteligencji, a Rudy, jak to Rudy, siedział na torbie i grał na PSP. 
Na chwilę zatrzymałem wzrok na jednym z moich towarzyszy podróży. Miał na sobie czapeczkę z napisem “Sebastian Alfa” (xddd), kamizelkę odblaskową i nie przesadzam, był szerszy niż wyższy. Poza tym, niemożebnie się ślinił i po twarzy widać było, że jest lekko upośledzony. Gdy zaczął grzebać sobie w nosie, zdegustowany odwróciłem wzrok i zapatrzyłem się na d⁎⁎ę jakiegoś milfa. Fajna była.

Nagle, na peronie rozbrzmiał ryk zarzynanej świni albo jakiegoś k⁎⁎wa pterodaktyla. Odwracam głowę, a tam Seba biegnie w stronę automatu ze słodyczami, stojącego na środku peronu.

Wyobraźcie sobie tucznika, biegnącego, wydającego z siebie coś w stylu:
> Cubukiłebełełki jabałabadaba wubudubudu
Teraz wyobraźcie sobie, że ten tucznik wyskakuje i wpierdala się w automat z cukierkami.

Automat tak bardzo rozjebany, leży na ziemi. Seba trochę mniej rozjebany, leży na automacie i liże szybę. Prukwa tak bardzo wyjebane jajca, sudoku się samo przecież nie rozwiąże xd
Podlatuje ochrona dworca, w czterech chłopa próbują odciągnąć spaślaka od automatu. Bezskutecznie. J⁎⁎⁎ny był tak ciężki, że czterech k⁎⁎wa karków nie mogło go podnieść xDDD
W końcu, prukwa ogarnęła, że sebie odpierdoliło i po jakimś czasie udało się jej przekonać go batonem czekoladowym do zaprzestania napaści seksualnej na automat. Uprzedzam, to nie ostatnia akcja z jego udziałem xd

Gdy już sytuacja się trochę uspokoiła, wszyscy wrócili do swoich zajęć. Rudy wrócił do grania na PSP, seby odpierdalały jakiś szajs, Karyny dalej chichotały jak chochliki, a ja poszedłem do Matiego i loszek.

> Elo Mati skurwysynie, elo k⁎⁎wa sexi świnie xd
> Elo elo trzy dwa zero xd
> Co tam lochy? Anon jestę xd
> A nic hihihihihi jestem Ola
> A ja Klaudia knurze xdd

Ola była nawet ładna, w moim typie, poza tym łapała się na moją (wtedy mocno średnią) bajerę. Mati puścił mi oko i skoncentrował się na Klaudii. Od tego momentu wiedziałem, że mogę na nim polegać, prawie dziesięć lat minęło a ja zawdzięczam mu około połowy moich sukcesów xd Wingman tysiąclecia, mówię wam.
Rozmowa z matim i loszkami jakoś poprawiła mi humor i nim się obejrzałem, nadjechał pociąg.  Cały wyjazd przestał śmierdzieć niedomytymi dziećmi patologii, a za⁎⁎⁎ał perfumami prukwy (smrut niemożebny, chyba pryskała się kourosem xd wiedzo), która stanęła koło nas i krzyknęła:

> GRUPAAA ZBIÓRKAAA! Wsiadamy!

Co wydarzy się w pociągu? Tego dowiecie się w akcie drugim pt. CIUFA CIUFA BUM ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Do zobaczenia w następnym wpisie!

będzie jak skończę pisać drugą część za jakieś dwa, może trzy dni xd

      

Pokaż więcej komentarzy (8)

Tytan

w Gównowpis

12piorunów

wracauam sobie dzisiaj do domu i głód złapał, wszystko zamknięte no to wchodzę do żabska. Pomyślałam że kupię byleco, patrzę są jakieś burgery. Istotne jest to, że rano oglądałam filmy erotyczne z chłopcami ԅ(≖‿≖ ;ԅ) a tu taka promocja.
Wzięłam i przy kasie nerwowo się rozglądałam czy to już, czy tutaj, ale nie było nikogo w sklepie oprócz pani sprzedającej. Okej pomyślałam że sprawdzę po powrocie, no ale do sedna: w mieszkaniu też nie było chłopca, gdzie można wnieść zażalenie bo przyznam że czuję się oszukana totalnie

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

54piorunów

W kontenerze na budowie znalazłem koła 18" z oryginalnymi felgami Nissan'a. Dowiedziałem się kto jest właścicielem i o fakcie, że japońca już sprzedał.
w sobotę pytam się właściciela, za ile sprzeda te koła. Rzuca kwotę 2000EUR, więc odpowiedziałem, że pi⁎⁎⁎⁎lę taki interes. Po chwili zszedł do 500EUR ale dodał, że opony są letnie. Mówię, że się zastanowię.

10 minut później stwierdził, że mogę je wziąć za darmo, bo w sumie nie ma co z nimi zrobić...

Tak, gratis to uczciwa cena.

  no i dla mnie 

Pokaż więcej komentarzy (7)

Inspirator

w Heheszki

3piorunów

Czemu zawsze mam jakieś po⁎⁎⁎⁎ne sny? Śnie dosyć często, często też mam jakiś mały wpływ na to co robię we śnie ale nadal wiem, że to jest sen i często się wybudzam. Rzadko kiedy mam normalne sny, najczęściej jakieś po⁎⁎⁎⁎ne.

Kiedyś śnił mi się nawet murzyn w rajtuzach w białe i czerwone paski przebrany za bociana xDD

Dzisiaj śniło mi się, że byłem w Auchan na zakupy i na górze była taka spora kwadratowa dziura i wydobywały się z niej dźwięki. Normalna sprawa gdyby nie to, że koleś na wózku widłowym podniósł windę na maksa w górę i zaczął stukać w to gniazdo.

Wylazła z niego koala, następnie zaczęły z niej wyskakiwać małe sowy, a za nimi matka. Babeczka z obsługi pozbierała sowy i mówi że zawiezie do dzikiego zoo w leśniczówce.

A za koale był przebrany chłop aby nie wystraszyć ptaków bo boją się człowieka wtf xD 

   

Wirtuoz1piorunów

@Quake nie ma osób które nie śnią no chyba że zażywają pewne środki powstrzymujące fazę REM ale to i też przez krótki czas 😉
@XDDDDDDD Bierzesz jakieś leki albo środki? Skończyłeś palić trawę? Może zarywasz nocki albo śpisz więcej jakoś (kładziesz się wcześniej). Dziwne sny występują gdy jest sporo fazy REM, wtedy też mogą wystąpić świadome snu bo przez dużą ilość snu i absurdalne sceny łatwiej uświadomić że śnimy

Inspirator0piorunów

@billuscher kiedyś korzystałem z Xiaomi mi band to fazy REM miałem ok. 40min.
Trawy nie palę, alkoholu w sumie też nie pije jakoś dużo, a od miesiąca prawie w ogóle. Nie mogę pić za dużo bo potem mam rozwalony żołądek na trzy dni. No i kaca znoszę tragicznie

Wirtuoz1piorunów

@XDDDDDDD nie wiem jak dokładne są takie zegarki, najwięcej fazy REM jest nad ranem. Czyli można wykluczyć środki też bezsenność wpływa bo się faza REM kumuluje

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Ciekawostki

146piorunów

Dzisiaj jest Śledzik, jak każdy szanujący się Słowianin wie, jest to święto upamiętniające prawą rękę Kupały, czyli Śledzika. Śledzik to duszek lasu, który, ironicznie, przyjmuje postać ryby. W folklorze słowiańskim, Śledzik to jedna z najszczerszego serca postaci mitycznych. Często ratuje tonącego w jeziorze wyciągając go na brzeg. Dodatkowo Śledzik lubi przemawiać przez złowione ryby. Czasem przepowie coś ciekawego albo opowie prawdę o osobie bliskiej, o której nie miałeś pojęcia.

Dlaczego więc świętujemy Śledzika pijąc? Ponieważ najczęściej spotykały go osoby w sztok pijane. Także osoby pijane często wpadały do jeziora i topiły się (np. podczas kąpieli) i to je ratował Śledzik. Nic dziwnego, że pijąc świętujemy jego imię.

Wcześniej wspomniałem, że śledzik to duszek lasu. Jego ulubionym miejscem są leśne zarośla. Często zagubieni w lesie podczas snu widzieli Śledzika, który mówił im żeby podążali jego głosem. Rankiem wiedzieli że muszą podążać za każdym szumem, szmerem czy trzaskiem. Wnet docierali do pobliskiego strumyka, a podążając nim do wioski.

Taki to był nasz słowiański Śledzik.

Śledziku, za Ciebie dzisiaj piję!

      

Pokaż więcej komentarzy (6)

Wirtuoz

w Heheszki

46piorunów

Nie uwierzycie co się stało!

Puka do mnie do drzwi sąsiadka-studentka. Otwieram, a ona do mnie tak nieśmiało, czy nie mam jeszcze pączków, bo dzisiaj tłusty czwartek a ona jeszcze nie jadła, ja na to mówię: to wejdź do środka, bo na klatce zimno, a ty w samym szlafroku.

Podziękowała, powiedziała, że jestem taki miły i troskliwy, weszła, zamknąłem drzwi, prowadzę ją do kuchni i wtedy złapała mnie za ramie i mówi, że chłopak ją rzucił. No to ja myślę, rzucił ją i nie ma kto teraz iść po pączki do cukierni, stąd ta wizyta. Dałem jej dwa pączki i odprowadziłem ją z powrotem do drzwi. Kobiety bez mężczyzn to jednak sobie nie mogą poradzić.

  

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w Hydepark

6piorunów

Nie wiem czy to jakaś  czy co ale przyznam ze urzekła mnie ta historia więc sie nią z wami podzielę:

(Otwierać w nowej karcie)

       

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w Podróże

19piorunów

Nie chce mi się spać, to opiszę mój 3-tygodniowy wyjazd na Lazurowe Wybrzeże autostopem.

To był lipiec w roku 2011. Wziąłem 3 tygodnie urlopu w korpo. Postanowiłem jechać autostopem na Lazurowe Wybrzeże. Tyle czasu, dojade bez pośpiechu. Doświadczenie w autostopie? Białystok - Bielsk Podlaski (50 km) oraz Lublin - Białystok (250 km).

Wyszedłem z domu o 6 rano. Na wylocie prosto na Wawę byłem o 7. Miałem plecak, a tam kilka ciuchów na różną pogodę, komórka (jeszcze nie smartfon) z prymitywnym internetem, śpiwór (c⁎⁎j wie po co).

Po kilkunastu minutach zabrał mnie handlowiec, ale tylko do Rzędzian (duża stacja 30 km od Białegostoku). Tam mogłem chodzic i pytać żeby jechać dalej. W praktyce prawie nikogo nie było a ja łapałem cokolwiek kolejne 1,5 godz. Gdzie wystarczyło w Białymstoku wsiąść i wysiaść w Wawie bo 99% kierowców tam jedzie. Ten 1% po wioskach po drodze.

W Wawie byłem dopiero około 11-12. Kolejny genialny pomysł - łapanie stopa na Powązkach. Tam jest kilka dróg, cokolwiek nie złapie - pojadę na zachód. Po 2 godzinach stania zmieniłem wylotówkę na Okęcie. Bo kierowcy zwyczajnie nie wiedzieli gdzie jadę to nie zatrzymali się.

Około 15 złapałem stopa aż do Rawy Mazowieckiej, potem do Bełchatowa. Następnie TIR-em do Wielunia. Dojechałem może na 19.

Tu planowałem przerwę. Najpierw kolacja z marketu, a potem szukanie noclegu na dziko. Akurat to małe miasteczko i nie było dobrych miejsc. Hotel był ale drogi. Ponoć jakiś robotniczy pod miastem też, ale ostatecznie nie da się dojść bo trzeba było iść drogą bez świateł. Zbyt niebezpiecznie. Koczowałem na przystanku w centrum. Lipiec, noc ciepła. Tyle że czlowiek zmęczony.

W końcu było blisko północy. Stwierdziłem, że bez sensu tak siedzieć. Łapie stopa dalej. Zabrał mnie TIR, ale kierowca zaznaczył ze o 2 przerwa będzie 2 godziny. Byłem tak zmęczony, że mnie to jebało. Spałem z obcym facetem w jego TIR-ze. Oczywiście osobno :slightly_smiling_face:

We Wrocławiu, a konkretnie na zadupiu pod byłem o 5 rano. Autobusem dojechałem do centrum na 7, bo jeszcze jajeczniczka na stacji benzynowej i ładowanie kom. Przy dworcu byl hostel z noclegiem za 10 zł. Tyle, że doba hotelowa dopiero od 13. Za długo. Idę spać do pociągu. Wchodzę na stację a tam najbliższy pociąg do... Białegostoku.

I tak wróciłem po dobie z Lazurowego Wybrzeża. Poszedłem do knajpy, poznałem koleżankę koleżanki i resztę urlopu chlaliśmy i się grzmociliśmy :slightly_smiling_face: też dobrze.



Pokaż więcej komentarzy (7)

Zawodowiec

w Jedzenie

9piorunów

Często widzę te wpisy o inflacji w Polsce i jak wszystko jest drogie. Oczywiście winny jest polski rząd itd... tak to wygląda okiem Polaków, a jak to wygląda okiem Czechów? my mieliśmy rząd nastawiony na własne interesy i prowadzono przez wiele lat politykę antypolską jeżeli chodzi o żywność. Dość skuteczną, bo ludzie, którzy nie byli nigdy w Polsce, to wielokrotnie słyszeli o zakażonym mięsie, salmonelli, wycofywanych produktach spożywczych w Polsce, bo jakieś bakterie wykryto. Polskie produkty ciężko było znaleźć w sklepach, ale pomału się to zaczęło zmieniać. Super promocje na jajka, były na jajka z PL na skorupce. Masło tańsze o połowę, miało polską etykietę (opakowanie). Innych produktów się raczej nie spotykało.

 Market norma czasem sprzedawał polskie parówki morliny 1kg za 50kc. Najtańsze czeskie w super promocji to kosztowały ponad dwotnie więcej.

Przez nagonkę na polskie produkty i podejrzanie niska cenę byliśmy z partnerką świadkami jak w pracy rozgorzała na przerwie dyskusja o maśle. že polskie tańsze o połowę, e wszystko się wyprzedaje mimo limitów na osobę, no a pozatym jest gorsze w smaku i napewno kłamią z ilością tłuszczu. Teraz jest to nowe srebrne Máslo w identycznej cenie, a jest o niebo lepsze. Oczywiście większość się zgodziła z autorem tej dyskusji, a neutrální byli krytykowani przez resztę, że jedzą same najtańsze produkty to nie znają prawdziwego smaku, albo są starzy, piją dużo piwa czy inne "eee nie znasz sie". Gryzłem się w język i nie odzywalem się, podobnie moja, a po dopytywaniu nás co my o tym sadzimy i odpowiedzi, że nie różni się niczym i masło to masło wszystkie smakują tak samo, to usłyszeliśmy, že já jestem przyzwyczajony do bezsmakowego taniego jedzenia, bo się na takim wychowalem, a moja uzywajac masła tylko do pieczenia to pewnie nie zna smaku masla i by miała problem rozróżnić je od margaryny.

Teraz najlepsze. Dzień wcześniej kupowaliśmy to Máslo i w domu zawołałem różową pokazując "stare" opakowanie i komentując, że zmienili opakowanie i nazwę masło na máslo a dalej z Polski biorą. Nie pamiętam czy kod kreskowy nie został taki sam :smiley:

Wracając do inflacji...

Zmienił się rząd, inflacji nikt nie ogarnia i dla milionów Czechów stało się coś niewyobrażalnego. Patrzymy na wiadomości i:

Vyrazte nakupovat do Polska, radí poradce premiéra.

Ludzie nie wierzyli i myśleli, że to żart. Nikt się nie interesował do tego czasu, jakie ceny są u północnego sąsiada. No a są dużo niższe. Ser ze 110kc podrożał na 220kc. Przykładowa aktualna gazetka promocyjna Lidl w Polsce i Czechach

 ja 

Specjalista

w Pasty i imby insternetowe

5piorunów

  

bądź Napoleonem III
nieustraszony i dzielny z ciebie wódz
tylko zimą chowasz się pod kołderkę
no ale ogóle to jest spoko wszystko
do lipca
w połowie lipca dostajesz list
"C⁎⁎ju! Przestań blokować zjednoczenie Niemiec C⁎⁎ju! Zdechniesz w pierdlu w Stuhmie C⁎⁎ju! Podpisano: kanclerz Niemiec Oto von Bismarck"
otykurwo.jpg
wypowiadasz wojnę Prusom, żeby sobie nie myśleli
zwołujesz armię
a raczej próbujesz, bo nikt się nie stawia
za 20 razem w końcu masz jakieś odziały gotowe
z tym że Prusacy są już w połowie drogi do Paryża
no trudno, jedziesz za nimi, aż pod Sedan
rozjebiesz tych Prusaków jak robaki w kuchni
nomen omen, też Prusaki
patrzysz na wspaniałą szarżę twojej kawalerii
oto moment twojej chwały
przed twoimi oczyma przesuwają się wspaniałe zwycięstwa
Austerlitz, Jena, Auerstadt, Iława Pruska, Borodino...
...i Sedan
otwierasz oczy
widzisz, jak karabiny pruskie przerabiają twoją kawalerię na koninę
a król Wilhelm wstał i zaczął klaskać
nie przeżył nikt, nawet twój generał pizza
jak mu było? Capriciosa? Pepperoni?
o, Margueritte
niedobrze że zdech
poza tym, temperatura spadła o jakieś 2 stopnie
zbliża się zima
powoli bo powoli, ale nieubłaganie
rozumiesz, że to czas zakończyć tę farsę
wykonać ostateczny atak
rozkazujesz zawiesić francuską flagę na maszt, żeby Prusacy się posrali
wychodzisz dumnie na balkon, podziwiać upadek mocarstwa
ale niestety nie Prus
twoi żołnierze się poddali, a Prusacy idą tryumfalnie do ciebie
zadzierasz głowę do góry
okazało się, że flaga wypłowiała i zrobiła się cała biała
czujeźlecesarz.jpg
wstrętne prusaki-robaki wzięły ciebie w niewole
idziesz do Bismarcka
on tylko się z ciebie śmieje i mówi, że trafisz do Stuhmu
"tylko nie do Stuhmu"
"nie no Napek, taki joke. Wypierdalaj z tego kraju w podskokach"
wypierdalasz z Francji w podskokach
o ironio, do Anglii
tam nawet nie chcą na ciebie patrzeć
siedzisz pod Pałacem Buckingham żebrając "co łaska na karabiny dla Francuzów"
nikt ci nie wrzucił nawet pensa, wszyscy tylko plują
w końcu naciąga twój czas
zima
nie ma rady, musisz przegrać ze śmiercią
twoimi ostatnimi słowami są "Moltke, Moltke ty c⁎⁎ju!"
zdychasz
jakiś Anglik rozpoznaje w twoim truchle cesarza Francji
przyjeżdża korowód śmierciarkowy
pochowali ciebie na najbardziej prestiżowym wysypisku w Londynie
stawiają ci nawet tabliczkę
"Napoleon III. Dobrze że zdech"
jedyną osobą na twoim pogrzebie jest stary książę Wellington
stoi i patrzy na grób
odchacza kolejnego Napoleona w kajeciku
po czym sra ci na grób i ucieka do Hiszpanii