Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Fenomen

w Hydepark

23piorunów

805 + 1 = 806

Tytuł: Świadkowie Jehowy? Dylematy mojej matki

Autor: E. Bruce Price

Kategoria: religijna

Wydawnictwo: Orion Plus

Format: papierowa

Liczba stron: 142

Ocena: no nie da się ocenić w skali od 1 do 10, ale przynajmniej po lekturze dostałem status Rezydenta Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego im. dr. Józefa Bednarza w Świeciu

Jadąc w ubiegłym tygodniu do Bydgoszczy znalazłem tę ciekawostkę w półce bookcrossingowej. Patrzę na okładkę i widzę, że może to być coś interesującego, bo na okładce są różne daty końców świata, które przepowiadali świadkowie Jehowy. Odwracam i na tylnej okładce widzę wydawnictwo Orion Plus. No to już wiem, że to coś będzie dla mnie.

Orion Plus to wydawnictwo adwentystów Dnia Siódmego. Czemu Orion? Cóż, adwentyści mają dziwne zainteresowanie gwiazdozbiorem Oriona, zakrawające o kult. Interesujące jak na kościół chrześcijański, ale to dygresja. Ważne jest, że znak Orion Plus sprawia mi tyle samo radości co logo The Cannon Group na początku filmu, zapowiadający niskobudżetowy, ale sprawiający pełno frajdy film wpierdolu z Chuckiem Norrissem. Logo wydawnictwa Orion Plus od razu wskazuje, kto stoi za książką. Jest Orion, a co za tym idzie będzie ciekawie.

Książka przedstawia historię pewnej australijskiej rodziny ze świadków Jehowy, którzy decydują się przejść do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Jedno muszę przyznać – interesujące jest wyjście ze swojej bańki i czytanie krytyki sekty ze strony innego bardzo kontrowersyjnego wyznania religijnego. Cóż, adwentyści wierzący w biblijną wizję stworzenia świata i poważnie wierzący, że świat liczy 6 tys. lat, są takimi samymi szkodnikami co świadkowie Jehowy, którzy dosłownie czytając swój przekład Biblii również plują na naukę, przynajmniej na poziomie transfuzji krwi. W zasadzie gdybym potrafił obsługiwać wideo, miał warunki i za dużo wolnego... a nie, mam za dużo wolnego czasu, skoro czytam takie książki. W każdym razie gdybym rozpoczął serię filmów commentary o adwentystach to zrobiłbym SciFunowi dużą konkurencję wobec jego serii o płaskiej Ziemi.

Jak ktoś byłby zainteresowany argumentami, jakimi pastor przekonał świadków do swojego kościoła, to mogę przytoczyć, ale moim zdaniem byłoby to nudne dla przeciętnego czytelnika. To jest nic innego jak rozmowa o hrabinę Szlezwig-Holsztain, która przypadkiem nadepnęła na nogę cesarzowi Fryderykowi Hohenzelorowi Habsurgowi Trzeciemu w trakcie rautu w 1792 w ambasadzie Prus Mnie takie wymiany poglądów interesują, ale traktuje to jako intelektualne guilty pleasure.

Jak ktoś lubi tematykę sekt religijnych - polecam. Jak ktoś ma takie szczęście jak ja, że co trzy miesiące dostaje telefon od mormonów, na swoim przystanku autobusowym regularnie widzi wydawnictwa adwentystów, jako jedyny na osiedlu jest odwiedzany przez świadków Jehowy, a na Gdańsku Głównym gdy jest tłum z setką ludzi to tylko do mnie podejście bez powodu zielonoświątkowiec – no to też polecam, bo zawsze można czegoś się nauczyć i mieć tę dodatkową ripostę w głowie. Jak ktoś ma za dużo czasu – polecam. Kupić piwo i przeczytać cokolwiek innego, np. instrukcję obsługi pralki. Po serbsku.

Prywatny licznik: 17/50

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

17piorunów

804 + 1 = 805

Tytuł: Odległe życie

Autor: M.L. Stedman

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 480

Ocena: 8/10

Po "Świetle między oceanami" spodziewałem się po M.L. Stedman przede wszystkim emocjonalnej historii i bardzo "ludzkiego" dramatu. "Odległe życie" daje nam to wszystko, a nawet więcej, ale mam wrażenie, że robi to w znacznie mroczniejszy sposób. Już scena otwarcia ustawia ton całej książki - wypadek samochodowy, śmierć ludzi i zwierząt (owiec) w ogniu, chaos i poczucie, że życie może rozpaść się dosłownie w jednej chwili. A później jest tylko ciężej.

To książka mocno zanurzona w stracie, żałobie i konsekwencjach decyzji podejmowanych pod wpływem emocji. Śmierć przewija się tu praktycznie cały czas i zdecydowanie nie jest związana jedynie z naturalnym biegiem życia. Stedman bardzo dobrze pokazuje, jak tragedie rozchodzą się po rodzinach i społecznościach niczym fale - nawet jeśli ktoś nie był bezpośrednio ich częścią, i tak zostają nimi naznaczone.

Bardzo ciekawie działa też motyw owiec, który wraca przez całą książkę. Z jednej strony to element mocno wpisany w realia świata przedstawionego - bohaterowie zajmują się ich wypasem, na ogromnych pastwiskach, z drugiej staje się symbolem kruchości życia i pewnej bezbronności bohaterów wobec losu. Razem z nimi obserwujemy pełny krąg życia zwierząt, od narodzin, po śmierć. Już sam początek z martwymi zwierzętami pokazuje, że autorka nie będzie budować ładnej opowieści, tylko historię, w której natura i śmierć są czymś bardzo namacalnym. Jak dołożymy do tego Australijskie odludzie, to mamy już pełny obraz kruchości życia w obliczu ogromu świata.

Największą siłą książki pozostają jednak emocje i relacje między bohaterami. Stedman świetnie pisze o poczuciu winy, przemilczeniach i o tym, jak ludzie próbują żyć dalej mimo rodzinnych tragedii. Nie ma tu wielkich zwrotów akcji - bardziej powolne osuwanie się bohaterów pod ciężarem wydarzeń. I właśnie to działa najmocniej. Piękna jest też przyjaźń małego chłopca i geolożki, która pokazuje, że wiek i pochodzenie nie ma znaczenia, gdy łączy Was wspólna pasja.

To co moim zdaniem było tu niepotrzebne, to wątek queerowy, który zabrał może 3-4 strony, a jednocześnie nie miał jakiegoś wielkiego wpływu na całość historii, po za 2 wyjazdami jednego z bohaterów.

Mam wrażenie, że "Odległe życie" stoi bardzo blisko "Światła między oceanami" pod względem jakości, choć jest od niego bardziej przygnębiające i mniej "romantyczne" w emocjonalnym odbiorze. To książka ciężka, melancholijna, ale bardzo dobrze napisana i zostawiająca po sobie sporo refleksji.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

20piorunów

803 + 1 = 804

Tytuł: Kiedyś były tu wilki

Autor: Charlotte McConaghy

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Filia

Format: ebook

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10

Charlotte McConaghy ponownie zabiera czytelnika do świata natury, samotności i ludzi próbujących odnaleźć się gdzieś na granicy cywilizacji. Tym razem trafiamy do szkockich Highlands, z biolożką Inti Flynn, jej siostrą bliźniaczką i zespołem badaczy, których zadaniem będzie wpuszczenie do lokalnego ekosystemu, niemal wymarłego gatunku, wilka szarego. Bardzo szybko okazuje się jednak, że mieszkańcy nie są zachwyceni obecnością drapieżników, a napięcie między ludźmi i naturą zaczyna prowadzić do tragedii. Gdy dochodzi do śmierci jednego z mieszkańców, historia zaczyna skręcać niebezpiecznie w stronę kryminału.

I właśnie z tym mam największy problem. Dla mnie ten mariaż kryminału i obyczajówki wypada co najmniej średnio. Wątek śledztwa niby buduje napięcie, ale nigdy nie staje się pełnoprawnym kryminałem, a jednocześnie trochę rozmywa to, co u McConaghy działa najlepiej - emocjonalną i refleksyjną warstwę opowieści o naturze, traumie i relacjach między ludźmi.

Najbardziej doceniam tutaj język i sposób prowadzenia narracji. Autorka bardzo umiejętnie operuje słowem i klimatem. Jest w tej książce dużo melancholii, ciszy i poczucia obcowania z czymś pierwotnym. Highlands, lasy i same wilki nie są tylko tłem - mają własną obecność i wpływają na bohaterów niemal tak samo mocno jak inni ludzie. Możemy je śledzić dzięki nadajnikom, co też obrazuje ich naturę i jednoczenie się z nowym "domem". Widać też, że McConaghy lubi bawić się formą i sposobem opowiadania historii, dzięki czemu książka ma momenty naprawdę piękne literacko.

Jednocześnie emocjonalnie ta historia trafiła do mnie słabiej niż "Dziki mroczny brzeg". Tam miałem poczucie większej intensywności i lepszego połączenia człowieka z naturą. "Kiedyś były tu wilki" wydaje mi się bardziej wykalkulowane i momentami trochę zbyt świadome swojej poetyckości.

To nadal dobra książka, szczególnie dla osób lubiących literaturę opisującą naturę z mocnym tłem emocjonalnym, ale w moim odczuciu autorka potrafi lepiej połączyć piękny język z naprawdę poruszającą historią.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Hydepark

23piorunów

802 + 1 = 803

Tytuł: Strefy Zerowe

Autor: Bohdan Petecki

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 187

Ocena: 6/10

Po odebraniu podejrzanych sygnałów z układu Alfy Centauri zostaje wysłana z Ziemi wyprawa badawcza. Kontakt z nią urywa się jednak wkrótce po osiągnięciu układu. Wysyłamy kolejne dwa statki - giną również bez wieści. "Tak być nie będzie" stwierdzają nasi potomkowie i wysyłają wyprawę tym razem złożoną z trzech członków "Korpusu Informacyjnego". Formacja ta, zwana w skrócie "Infropolem" złożona jest z quasi-żołnierzy, nieco podrasowanych - wszczepy, kontrola odruchów i takie tam. Na miejscu okazuje się że obca cywilizacja owszem istnieje, ale wcale nie pragnie z nami kontaktu, co jest policzkiem w twarz całej ludzkości - jak to tak, z nami nie chcą się kontaktować? Żeby chociaż nas zaatakowali to przynajmniej wiedzielibyśmy na czym stoimy, a oni tylko się odsuwają. Trzeba przyznać że przy tym korzystając z dość ciekawych rozwiązań, ale tu już może bez spoilerów.

Typowe SF jest typowe. Trochę space opera, trochę akcji i nieco dumania nad kontaktem z obcymi, a w zasadzie nad brakiem możliwości porozumienia się z całkowicie obcą rasą. Zakończenie nijakie, postacie też. Można przeczytać, ale nic odkrywczego tutaj nie znajdziemy. Jest OK - ale bez szału.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Hydepark

21piorunów

801 + 1 = 802

Tytuł: Bestie, które żyły przed nami. Nowa historia pochodzenia i ewolucji ssaków

Autor:Elsa Panciroli

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: papierowa

Liczba stron: 416

Ocena: 6/10

"Bestie, które żyły przed nami" to książka popularnonaukowa prezentująca ewolucję ssaków. Głównym celem książki było obalenie mitu, że ssaki rozwinęły się dopiero po katastrofie sprzed 66 mln lat, która zmiotła z Ziemi dinozaury. Autorka zwraca uwagę, że ssaki pojawiły się na Ziemi już 300 mln lat temu, a co za tym idzie ich historia jest o wiele dłuższa i bardziej złożona, ale w gruncie rzeczy nieznana przez powszechną fascynację dinozaurami, którzy je przyćmili.

Książka była niezła, ale autorka zbyt często popada w dygresje, za dużo opowiada o sobie oraz wplata swoje poglądy do książki (trzecią uwagę odnotowuje tylko z kronikarskiego obowiązku, sam pisząc na tagu recenzje wplatam swoje poglądy, wobec czego nie chcąc wyjść na hipokrytę drugi zarzut wobec autorki uważam za niebyły). Jest trochę zdjęć przedstawiających szczątki ssaków, wykopaliska oraz wykopaliska, ale są wrzucone na odczepnego do wkładki wewnętrznej. Powinny być rozłożone w odpowiednich miejscach książki, by zdjęcie pokrywało się z rozdziałem.

Wydaje mi się, że najbardziej interesującym dla czytelnika będzie rozdział poświęcony wieloguzkowcom (ssaki wielkości gryzoni, ale prawdopodobnie jajorodne. Badania nad wieloguzkowcami opierają się przede wszystkim na badaniach Zofii Kielan-Jaworowskiej, która zdaniem autorki książki "nadała kształt naszej wiedzy o mezozoicznych ssakach i wprowadziła ją w XXI wiek". Przyznać się, kto z was znał wcześniej Kielan-Jaworowską? Wstyd mi, że o tak wybitnej paleobiolog dowiedziałem się dopiero od brytyjskiej autorki. Wstyd dla Polski, że w czasach, gdy wszyscy ględzą o roli kobiet w historii, herstoria u nas stanowi tylko i wyłącznie modę, a książki poświęcone historii kobiet są po prostu literacką makulaturą. Tu zaś mamy naukowiec szanowaną na całym świecie, która w Polsce jest znana tylko w środowisku naukowym.

Prywatny licznik: 16/50

Osobistość

w Książki

21piorunów

800 + 1 = 801

Tytuł: www.1944.waw.pl

Autor: Marcin Ciszewski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: audiobook

ISBN: 9788383291222

Liczba stron: 336

Ocena: 6/10

Tom trzeci serii o żołnierzach przeniesionych w czasie. Powrót do bohaterów z pierwszego tomu. Tym razem na tapecie nowoczesna broń i powstanie warszawskie.

Licznik prywatny: 31/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz7piorunów

@crs333 pamiętam, że smutny (i IMO prawdziwy) był wniosek autora, że nawet zwycięstwo w powstaniu nic by nie zmieniło w przyszłości Polski

Sum3piorunów

@bojowonastawionaowca no bo nie zmieniłoby, o przyszłości Polski już zdecydowali alianci, a PL nie miała żadnych kart przetargowych, żeby cokolwiek ugrać. Dlatego jak czytałam Obłęd '44, wkurzała mnie usilnie lansowana przez Zychowicza teza, że Polacy powinni odpuścić walkę z Niemcami i próby wyparcia ich z Waw, a zamiast tego skupić się na walce z nadchodzącymi Rosjanami. Taa, bo na pewno słabo uzbrojona Armia Krajowa, która nie dała rady osłabionym i przegrywających Niemcom, pokonałaby radziecką armię mającą wsparcie techniczne z zaplecza frontu i od Amerykanów.

Autorytet3piorunów

O kurcze, nie wiedziałem, że to była trylogia 😶
W ogóle fun fact: te książki w Polsce przepadły, ale w Rosji althistoryczne sci-fi to jeden z popularniejszych podgatunków. Mi to kiedyś mózg rozwaliło. Takich serii jest na pęczki, gdy współczesny sołdat przenosi się do 2WŚ albo w inne czasy i pokonuje [tu wstaw dowolną stronę konfliktu]. Okładki mają zazwyczaj kosmiczne 😁

GURU1piorunów

@AureliaNova seria była dla mnie zaskoczeniem. Uwielbiam historię, militarne potyczki i ciekawą narracje. pierwsza część była lekką zawadiacką opowieścią awanturniczą. Tyle, że na tle smutnych wydarzeń. Przypadła mi do gustu jako czytanka odstresujaca w wakacyjny leżing nad wodą. Major był rewelacyjny,ale z innej bajki, jakby napisany przez innego autora. 1944 i Jamróz były hybrydą dwóch pierwszych części, a później to już nawet nie dało się czytać.

Ale plus za pomysł i realizację :)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Sum

w Książki

22piorunów

799 + 1 = 800

Tytuł: Garbo. Abdykacja królowej

Autor: Barry Paris

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Twój Styl

Format: książka papierowa

ISBN: 9788371634673

Liczba stron: 643

Ocena: 8/10

Human nature is eternal; therefore, one who follows his nature, keeps his original nature - in the end.

Powyższy cytat pochodzi z filmu Dama z Szanghaju, dzieła, z którego realizacją Greta Garbo nie miała nic wspólnego. Przytoczyłam te słowa, ponieważ zdają się podsumowywać osobowość Garbo w równym stopniu, co utożsamiana z nią jej słynna kwestia z Ludzi w hotelu “Chcę być sama”, a to dlatego, że Garbo była prawdziwie niezależną kobietą, która kichała na konwenanse i żyła, jak chciała.

Greta Garbo była jedną z legend starego kina i ucieleśnieniem American dream. Urodziła się w 1905 roku w biednej rodzinie mieszkającej w jednej z robotniczych dzielnic Sztokholmu jako Greta Lovisa Gustafson. W wieku 13 lat zrezygnowała z dalszej nauki i poszła do pracy. Gdy pracowała jako ekspedientka w ekskluzywnym domu towarowym, zwróciła na siebie uwagę ludzi ze świata filmu, którzy nieoczekiwanie dostrzegli w tęgiej nastolatce z krzywym zgryzem potencjał na przyszłą gwiazdę. Garbo podjęła naukę w szkole teatralnej i wkrótce trafiła pod skrzydła reżysera Mauritza Stillera, który obsadził ją w będącej dużym hitem ekranizacji powieści Selmy Lagerlöf Gösta Berling. Stiller załatwił również Garbo kontrakt z wytwórnią MGM i wyjazd do USA, gdzie po schudnięciu i wyprostowaniu zębów, młoda Szwedka zaczęła być obsadzana w rolach ponętnych kusicielek. W ciągu paru lat Garbo stała się jedną z najbardziej kasowych aktorek MGM i ogólnoświatowym fenomenem. Jej uroda oraz tajemniczość wynikająca z silnej awersji do udzielania wywiadów podsycały wyobraźnię milionów fanów. W 1941 roku, w wieku 36 lat, gwiazda niespodziewanie przeszła na emeryturę i chociaż tak jak dawniej unikała jakichkolwiek kontaktów z prasą, nie przestała przyciągać zainteresowania mediów i fanów.

Dotychczas z wydanych po polsku biografii Grety Garbo miałam okazję przeczytać dwie: Garbo Alexandra Walkera i Garbo. Najbardziej tajemnicza gwiazda Hollywood Roberta Gottlieba. Nie przypadły mi one do gustu. Biografia pióra Walkera pod względem faktów nie wykroczyła poza notkę encyklopedyczną, w dodatku całkowicie pominięto w niej wątek homoseksualnych relacji Garbo, co przestaje dziwić, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że książka była pisana na zlecenie MGM jeszcze za życia aktorki i Walker, chcąc nie chcąc, musiał się maksymalnie autoocenzurować. Książka Gottlieba była znacznie obszerniejsza, jednak autorowi zabrakło pewnego krytycyzmu wobec omawianej postaci i koniec końców wyszedł z Najbardziej tajemniczej gwiazdy Hollywood panegiryk.

Książka Parisa to zdecydowanie najlepsza biografia Grety Garbo i jedna z najlepszych biografii, jakie miałam okazje w życiu czytać. Autor wykonał ogromny research, dotarł do sporej liczby osób, które na jakimś etapie swojego życia miały styczność z gwiazdą i w najbardziej, jak się dało, szczegółowy sposób przedstawił jej życie od dzieciństwa w Szwecji do późnej starości na Manhattanie, przy okazji rozwiewając niektóre z narosłych wokół postaci enigmatycznej Szwedki mitów. Chociaż z kartek przebija fascynacja Parisa Gretą Garbo, udało mu się w obiektywny sposób podejść do osoby aktorki, a zwłaszcza jej dorobku filmowego, złożonego z przeważnie obraźliwych dla inteligencji widza ckliwych melodramatów, dzięki czemu książka nie popada w nadmierny panegiryzm, jakże częsty w biografiach sław.

W przypadku polskiego wydania Abdykacji królowej pochwała należy się tłumaczce, pani Maciejce Mazan, za wykonanie swojej części researchu i porządny przekład. Natomiast dla edytora karny qtas, bo musiał puścić tekst bez nawet pobieżnego sprawdzenia interpunkcji i literówek w Wordzie, przez co roi się od nich w tekście.

*

Jako, że hejto bawi i uczy, myślę, że przy okazji tego wpisu warto pokusić się o rozważenie, czemu Garbo tak nagle odeszła z branży, gdyż jest to temat, który nawet dzisiaj zdumiewa osoby interesujące się starym kinem.

Pierwszym, co dziwne, przeważnie pomijanym powodem, wydaje się kwestia wieku Garbo w momencie „abdykacji”. Nawet w dzisiejszym Hollywood, przy znacznie większych możliwościach medycyny estetycznej i chirurgii plastycznej, jak też zupełnie innym rodzaju kina i realistycznych oczekiwaniach widzów, sporo aktorek w wieku 35+ „uderza w ścianę” i wypada z głównego obiegu. Ten proces następuje tym szybciej, im więcej młodszych i atrakcyjniejszych konkurentek pojawia się w branży i tu nie sposób nie zauważyć, że tych na początku lat 40. Grecie nie brakowało, chociażby w osobie innej wyrafinowanej i zmysłowej Europejki, sprowadzonej pod koniec lat 30. przez MGM do L.A. i lansowanej na nową „najpiękniejszą kobietę świata”, czyli Hedy Lamarr.

Kiedy aktorka przestaje przyciągać widzów piękną twarzą i zgrabnym ciałem, aby utrzymać się w branży musi zabłysnąć talentem, najlepiej w wymagających rolach. Wiedzą o tym współczesne aktorki, które z blockbusterów przechodzą do ambitnych filmów indie, lecz wiedziano o tym i w Starym Hollywood. Gwiazdy takie, jak Katharine Hepburn, Bette Davis, Joan Crawford czy Barbara Stanwyck nie wahały się przyjmować ról trudnych, wymagających oszpecającej charakteryzacji, czy wzbudzających w publiczności negatywne uczucia. Tymczasem, jak wynika z biografii pióra Parisa, Greta odrzucała role, które kłóciły się z wizerunkiem diwy, na jaką wylansowano ją w czasach jej prime’u, a za które inne aktorki były powszechnie chwalone i nagradzane (m.in. odrzuciła rolę Blanche Dubois w Tramwaju zwanym pożądaniem, za którą Vivien Leigh zgarnęła drugiego w swojej karierze Oscara).

Nie bez znaczenia pozostaje aspekt finansowy. Z przedstawionych przez Parisa danych wynika, że filmy Garbo od połowy lat 30. zaczęły przynosić coraz mniejsze dochody, w dodatku zyski płynęły przede wszystkim z rynku europejskiego, który z oczywistych względów „utracono” po wybuchu wojny. Z filmów nakręconych w latach 1935-1941, aż dwa przyniosły klapę, przy czym Pani Walewska z 1937 roku miała prawie 1,4 mln dolarów straty! To, co wcześniej wiedział tylko dział księgowy i zarząd MGM, stało się jasne dla wszystkich widzów w 1938, gdy Greta została okrzyknięta przez prasę mianem „box office poison”. Trudno, żeby wytwórnia trzymała w swojej stajni nieprzynoszącą dochodów i trudną we współpracy aktorkę i można przypuszczać, że gdyby Garbo sama nie zrezygnowała z aktorstwa, MGM i tak by się jej pozbyło w ciągu paru kolejnych lat.

Jeśli już o pieniądzach mowa, to prawda jest taka, że Garbo nie miała powodu, aby zostać w branży kiedy zobaczyła, że pociąg o nazwie Kariera odjeżdża, a to dlatego, że zwyczajnie swoje zarobiła. Już na początku lat 30. zgromadziła majątek na tyle duży, że mogła przeżyć resztę życia w dostatku. Dzięki trafnym inwestycjom i oszczędnemu stylowi życia, przez kolejne dekady majątek aktorki tylko się powiększał. Po jej śmierci sama kolekcja obrazów, na którą wydała nie więcej, jak 100k dolarów, okazała się warta ponad 16 mln!

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba1piorunów

Dodane do listy, ostatnio czytam samą fantastykę i to będzie dobra odskocznia.

Sum1piorunów

@Hoszin tylko uwaga, książka jest trudno dostępna. Nie ma ebooków na necie i nie jest dostępna w regularnej sprzedaży, musiałbyś sprawdzić w miejskich bibliotekach albo szukać używek na Allegro.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Autorytet

w Książki

26piorunów

798 + 1 = 799

Tytuł: Idealny Stan

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Format: ebook

Liczba stron: 96

Ocena: 7/10

Zaczęło się trochę nudnawo, jak generyczne fantasy, ale szybko się rozkręciło i im bliżej końca tym było ciekawiej.

Książka dzieje się w dystopijnym świecie, gdzie ludzie żyją w symulacjach, każdy ma swój osobny świat(stan). Taki trochę matrix, ale każdy w swoim świecie jest głównym bohaterem.

Główny bohater Kai jest bogiem-cesarzem, poznajemy go jak już podbił cały swój świat i jest troche znudzony. Zostaje wysłany na spotkanie z kobietą we wspólnym stanie i tu akcja się rozkręca.

Trochę dystopijnych rozkmin o moralności, sensie ich egzystencji, nie zabrakło też trochę akcji.

książka krótka, ale intesywna

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w Książki

28piorunów

797 + 1 = 798

Tytuł: Mort

Autor: Terry Pratchett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: ebook

Liczba stron: 265

Ocena: 8/10

Książka opowiada o chłopcu imieniem Mort, który zostaje uczniem Śmierci, który w sumie to nie potrzebuje pomocnika, ale ma kryzys egzystencjonalny i planuje rzucić tę robotę.

Moja pierwsza książka tego autora, bardzo podoba mi się sposób pisania tego autora. Narracja dość lekka, z absurdalnym humorkiem. Trochę mi przypomina stylem Monty Pythona i może troche autospotem przez galaktyke, które sobie odświeże niedługo.

Dość unikalny świat fantasy i zasady jego działania. Ciekawe przygody głównego bohatera, ale końcówka taka sobie. Niepodobał mi się taki nagły przeskok z sytuacji napięcia do szczęśliwego zakończenia.

Na pewno poczytam jeszcze Pratcheta.

Zaczynam też ciekawe jak mi pójdzie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

27piorunów

796 + 1 = 797

Tytuł: Nowa Fantastyka 499 (04/2024)

Autor: Redakcja miesięcznika Fantastyka

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński Media

Format: książka papierowa

ISBN: 0867132X

Liczba stron: 80

Ocena: 8/10

Najbardziej moją duszę poruszyło opowiadanie „Petrichor” autorstwa Marty Bonaventura. To opowieść z perspektywy córki obserwującej jak jej mama powoli odchodzi z tego świata. Umysłowo, ponieważ to mózg rodzicielki został zaatakowany przez chorobę. Schorzenie można porównać do Alzheimera, tylko że w tej historii kobieta powoli zapomina słów i coraz częściej „zawiesza się” oraz nie kontaktuje. Przykre opowiadanie, tym bardziej, że porusza temat, którego bardzo się obawiam, czyli starzenia się właśnie. Z własnych obserwacji widzę, że jesień życia wcale nie należy do przyjemnych i potrafi być wypełniona bólem ciała coraz częściej odmawiającego posłuszeństwa.

Spodobało mi się także opowiadanie Michała Brzozowskiego, „Pięć posklejanych pająków”, w którym różne choroby psychiczne i tym podobne wywoływane są przez robaczki o ciekawych nazwach. Na przykład krzykacz bezsensownik czy negat samobójczyk - chyba wiadomo, co powoduje. I kto wie, może tak też jest w istocie, że żyje się normalnie, a nagle coś wchodzi do głowy przez ucho i wszystko się zmienia. To historia utrzymana w mniej poważnym tonie.

Z artykułów polecam zapoznać się z „Popromiennym potomstwem Fallouta” Marcelego Szpaka, który, jak można się spodziewać, opowiedział o grach mniej lub bardziej nawiązujących do popularnej serii postapokaliptycznych gier.

„Nową Fantastykę” czytam od deski do deski głównie dlatego, że dzięki autorom i autorkom często poznaję ciekawe utwory, za które normalnie bym się nie zabrał. Tak było z „Orphan Black”, o której kontynuacji szerzej napisała Aleksandra Klęczar. Niewątpliwie obejrzę ten serial jak skończę obecnie oglądane.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

795 + 1 = 796

Tytuł: Ścieżki zwątpienia

Autor: Maciej Para

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: selfpub

Format: ebook

Liczba stron: 430

Ocena: 6/10

Pochwalę się, że pierwszy raz mogłem zrecenzować coś przedpremierowo. : D

Maciej Para powraca z kontynuacją bardzo dobrego zbioru opowiadań o krasnoludach pod tytułem „Cena honoru”. „Ścieżki zwątpienia” to jednak powieść, z którą niestety autor nie do końca sobie poradził.

Moim głównym zarzutem jest brak opanowania tempa historii, które w mojej opinii jest zbyt szybkie. Zbyt dużo się tutaj dzieje, przez co brakuje przestrzeni, żeby odpowiednie wątki mogły odpowiednio wybrzmieć. Na przykład pobyt Hargrima w szpitalu, po odniesieniu bardzo poważnych ran, wydaje się bardzo krótki. Główny bohater nie ma nawet czasu, żeby odpocząć, bo ledwo skończy się jedno wydarzenie, po chwili bierze udział w kolejnym. I wydaje się nawet nie być zmęczony całym panującym chaosem. Maciej zdecydowanie lepiej poradził sobie z opowiadaniami i szkoda, że w przypadku kontynuacji nie zdecydował się na kolejny zbiór opowiadań. Myślę, że lepiej by wyszło, gdyby poszczególne wydarzenia zostały rozłożone trochę w czasie, a nie następowały jedno po drugim. Jakby to była historia życia Hargrima - jedna kampania w drugim stuleciu życia, druga kilkadziesiąt lat później et cetera. Albo jakby rozdzielić je na powiedzmy trzy różne postacie.

A skoro już wspomniałem o postaciach: nie da się odmówić autorowi umiejętności wykreowania bohaterów, którzy łatwo zdobywają sympatię. Mimo że z czasem uporczywe trzymanie się honoru przez Hargrima zaczęło mnie męczyć, to rozumiałem jego przywiązanie do tradycji i wyznawanych wartości. Dobrze kontrastuje to z młodszym i lepiej urodzonym generałem, który prezentuje bardziej elastyczne podejście. Z satysfakcją obserwowałem zderzenie tych dwóch różnych charakterów i próby zdyskredytowania krasnoluda wyższego stopniem.

Trudno powiedzieć, który z nich ma rację. Cóż znaczy zwycięstwo dzięki podstępowi, jeśli w ten sposób zhańbimy cały klan? A może jednak warto zignorować wartości niemające większego znaczenia w „nowoczesnych czasach”, żeby oszczędzić życie wielu krasnoludów?

Na pewno pojawiła się krytyka chrześcijaństwa, jako religii bardzo wpędzającej swoich wyznawców w poczucie winy. W powieści przybrało makabryczniejszą postać. Czy było to potrzebne, żeby uwidocznić jego wady? Nie wiem.

Ciekawym spostrzeżeniem, choć oczywistym, jest to, że znajomość historii autora pomaga w odkryciu autobiograficznych wątków, chociaż nie będę zdradzał, o jakie chodzi. ; )

Żeby jednak nie było zbyt słodko, to ponarzekam jeszcze na nadmierną ekspozycję, która przeszkadzała mi w lekturze. Odniosłem wrażenie, że każde wspomnienia jakiejś postaci, miasta czy wydarzenia wiązało się z wyjaśnieniem, kto to był albo co miało miejsce. Rozumiem ideę, jednakże uważam, że było tego po prostu zbyt dużo. Czytelnikom lubiącym poznawać nowe uniwersa pewnie się go spodoba, mnie odrzucało.

Pomimo tego nie zniechęciłem się i codziennie sięgałem po powieść, dopóki jej nie skończyłem. Czytało się dobrze, jednakże uważam, że byłoby znacznie lepiej, gdyby z autorem dłużej popracował redaktor. Może nawet znacząco przerobił historię. Pozostaje mi jedynie gdybać, czy wyszłoby to na dobre opowieści, a Was zachęcić do samodzielnego zapoznania się z powieścią.

Autor uruchomił zbiórkę na wydanie tej powieści. Możecie go wesprzeć tutaj: https://gamefound.com/pl/projects/krasnoludek/wydanie-ilustrowanej-powiesci-fantasy-sciezki-zwatpienia

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum

w Książki

26piorunów

794 + 1 = 795

Tytuł: Czarnoksiężnik z Archipelagu

Autor: Ursula K. Le Guin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: audiobook

ISBN: 9788376484570

Liczba stron: 240

Ocena: 4/10

Może gdybym przeczytała Czarnoksiężnika z Archipelagu w szkole podstawowej, byłabym się tą serią zachwyciła, bo Ziemiomorze to ewidentnie fantastyka dla młodszych. A może i bym się nie zachwyciła, gdyż niestety, książka jest napisana w myśl zasady „tell, don’t show” i kompletnie nic ciekawego się w niej nie dzieje. Jak ktoś chce się zapoznać z tą historią, to pewnie lepiej zrobi odpalając anime od Studia Ghibli albo miniserial z piękną Kristin Kreuk (żadnego z tych dzieł nie widziałam, lecz podejrzewam, że są o wiele bardziej angażujące, niż książka).

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

793 + 1 = 794

Tytuł: Tysiąc Synów

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 593

Ocena: 6/10

Moc pozbawiona mądrości zniszczy swego pana.” inskrypcja w Pałacu Mądrości w Tizce, stolicy Prospero

XII część cyklu Herezja Horusa

Jest trzydzieste pierwsze tysiąclecie, trwa Wielka Krucjata mająca na celu zjednoczenie ludzkości rozproszonej po całej galaktyce. Świat za światem jest przyłączany do Imperium Człowieka lub unicestwiany. Na nowo przyłączonej planecie Aghoru prymarcha legionu Tysiąca Synów - Magnus Czerwony odkrywa tajemniczą, emanującą mocą górę.

Za każdym razem, gdy zabieram się za książkę napisaną przez Grahama McNeilla, mam wrażenie, jakby mi mówił: „siadaj gówniarzu, opowiem ci historię”. Mimo pewnych wad jest coś niezwykle gawędziarskiego w sposobie, w jaki opowiada.

Autor powielił sprawdzony schemat konstrukcyjny z „Fulgrima” i oparł „Tysiąca Synów” na trzech częściach: zaczął od powolnego zawiązania akcji i przedstawienia legionu z perspektywy cywilnych upamiętniaczy oraz kapitanów, przeszedł do niezbyt dynamicznych, aczkolwiek istotnych dla dalszego rozwoju wydarzeń w drugiej części, by zakończyć tragicznym zwrotem akcji i zadymą.

W kwestii poznania uniwersum na pewno znalazło się wiele ciekawych informacji. Z uwagi na specyfikę XV Legionu wiele treści miało dość abstrakcyjny charakter, w szczególności te dotyczące różnych kultów, magicznych mocy Osnowy i duchowych podróży. Część z nich jak na mój gust znalazła się jednak ryzykownie blisko nawiedzonych farmazonów spod znaku New Age. Co szczególnie istotne w końcu doczekałem się szczegółowego przedstawienia konklawe w Nikaei - przełomowego wydarzenia w dziejach Imperium, do którego niejednokrotnie nawiązywano w innych powieściach, zawierającego przy okazji całkiem zgrabną przypowieść o jaskiniowcach w wystąpieniu Magnusa.

Nie do końca zaś udały się postaci. Magnus przez cały czas był arogancki i święcie przekonany o swojej zajebistości, zaś Ahriman okazał się żenująco naiwny i pozbawiony charyzmy jak na naczelnego kronikarza rzekomo najmądrzejszego legionu.

Jako ciekawostkę dodam, że ten tom opatrzony został również kilkoma ilustracjami.

Podsumowując: „Tysiąc Synów” to samodzielna opowieść, dziejąca się na uboczu głównego nurtu Herezji, jeszcze przed Isstvanem, która fabularnie mnie nie porwała, ale zaspokoiła moją ciekawość odnośnie kilku wątków.

PS. “Na Fenrisie nie ma wilków

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

21piorunów

792 + 1 = 793

Tytuł: Ołowiany wyrok

Autor: Michael Connelly

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10

Drugi tom serii z Mickey'em Hallerem pokazuje, że Connelly potrafi znaleźć idealny balans między thrillerem prawniczym, a kryminałem.

Już na początku Haller przejmuje kancelarię po zamordowanym przyjacielu i razem z dobrodziejstwem inwentarza dostaje długą listę jego klientów - w tym bardzo głośną sprawę producenta filmowego oskarżonego o podwójne morderstwo (żony i jej kochanka) w swoim własnym domu. Z pozoru wygląda to jak ogromna szansa zawodowa i finansowa, ale oczywiście szybko okazuje się, że w tle kryje się znacznie więcej brudu, manipulacji i zagrożeń, niż Haller przewidywał. Oprócz głośnej medialnej sprawy, dostaniemy też kilka pomniejszych, raczej na 2-3 strony, niektóre na góra 10, które może wiele fabularnie nie wniosą, ale pokażą jak działą Mickey i czego możemy się po nim spodziewać.

Nie jest to już ten sam prawnik z Lincolna, bo adwokat dostaje własne, ogromne biuro i cały tabun klientów, więc nie musi się martwić o kasę. Ta książka podobała mi się nawet bardziej niż "Prawnik z Lincolna", głównie dlatego, że jest bardziej dynamiczna i lepiej wykorzystuje samego Hallera. Mickey nadal jest prawnikiem o bardzo płynnej moralności, ale tutaj jeszcze mocniej widać jego inteligencję, instynkt i zdolność odnajdywania się w sytuacjach, gdzie wszyscy próbują go oszukać albo wykorzystać. Do tego Mickey wraca po dłuższej przerwie zdrowotno-odwykowej i zostaje wrzucony od razu na głęboką wodę, gdy jego organizm nie porafi jeszcze pracować na pełnych obrotach.

Bardzo dobrze działa też połączenie świata prawniczego z policyjnym śledztwem. Widać, że Connelly zaczął coraz mocniej łączyć uniwersum Hallera z Harrym Boschem, co dodaje historii dodatkowych smaczków z połączenia energii obu panów. Dzięki temu książka nie ogranicza się tylko do sal sądowych - mamy też klasyczne kryminalne napięcie i poczucie, że stawka rośnie z każdą stroną.

To również świetny przykład historii, która bardzo dobrze sprawdziła się jako materiał na serial. Pierwszy sezon "Prawnika z Lincolna" bazuje właśnie na Ołowianym wyroku (dość luźno jednak) i moim zdaniem bardzo dobrze oddaje klimat książki - szczególnie balans między cynizmem Hallera, proceduralnym aspektem sprawy i zagrożeniem wiszącym nad bohaterem.

Connelly nadal korzysta ze znanych schematów thrillera prawniczego, ale robi to na tyle sprawnie, że trudno się od książki oderwać. Tempo jest dobre, dialogi naturalne, a sama intryga ma kilka naprawdę udanych momentów. Dalej Haller jest otoczony 2 byłymi żonami, córką i przyjacielem, którzy są dla niego najważniejsi i zrobi wszystko, żeby nic im się nie stało, a zagrożenie w tym tomie jest jeszcze bardziej realne niż w poprzednim.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen2piorunów

@WujekAlien na podstawie książek Connellego zrobiono też świetny serial „Bosch”. Muszę przyznać że conajmniej dorównuje lekturze a może nawet lekko ją przewyższa.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Hydepark

21piorunów

791 + 1 = 792

Tytuł: Major

Autor: Marcin Ciszewski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: audiobook

ISBN: 9788383291260

Liczba stron: 368

Ocena: 6/10

Tom drugi serii www. Część batalionu z pierwszego tomu się rozproszyła, jednak większa część została walczyć z Niemcami. Jest rok 1943, zbliża się data rozpoczęcia likwidacji getta w Warszawie i coś z tym trzeba zrobić. Trzeba też wytrenować nowych żołnierzy, to czemu nie w górach świętokrzyskich. Przewija się trochę historycznych postaci zarówno ze strony polskiej jak i niemieckiej. Także partyzantka z mojego rodzinnego świętokrzyskiego. Książka całkiem dobra.

Licznik prywatny: 30/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

26piorunów

790 + 1 = 791

Tytuł: Prawnik z Lincolna

Autor: Michael Connelly

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

Liczba stron: 408

Ocena: 7/10

Mickey Haller to prawnik, któremu daleko do klasycznego rycerza sprawiedliwości. Pracuje głównie dla drobnych przestępców, gangsterów i ludzi, których większość społeczeństwa wolałaby omijać szerokim łukiem. Nie ma biura - jego miejscem pracy jest tylne siedzenie tytułowego Lincolna (a właściwie to 1 z 4), z którego prowadzi interesy i omawia kolejne batalie na salach rozpraw. Gdy trafia mu się bogaty klient oskarżony o brutalne pobicie prostytutki, sprawa wygląda jak życiowa okazja. Bardzo szybko okazuje się jednak, że pod powierzchnią kryje się coś znacznie bardziej niebezpiecznego.

Największą siłą książki jest sam Haller. To bohater bez kręgosłupa moralnego, człowiek, który bardziej wierzy w system i procedury niż w pojęcie dobra i zła. Bohater, który broniłby samego diabła, gdyby tylko odpowiednio dużo mu zapłacił. I właśnie to wypada świetnie. Connelly pokazuje prawnika, który nauczył się funkcjonować w świecie pełnym manipulacji, półprawd i układów, a jednocześnie sam stał się częścią tego mechanizmu. To jedna z tych postaci, które trudno jednoznacznie polubić, ale bardzo łatwo ogląda się ich działania. Mickey wypada świetnie również dlatego, że z tymi złymi ma świetne układy, a z tymi dobrymi zawsze na pieńku. Ale ostatecznie pod płaszczykiem bezdusznego prawnika, kryje się facet, który dla ludzi, których kocha, wskoczy w ogień, i kilkukrotnie to w tej książce udowania.

Bardzo podobało mi się też to, jak podobny klimat udało się później zachować w serialowej adaptacji o tym samym tytule (choć nie omawia ona 1 tomu, a tylko luźno do niego nawiązuje w kolejnych sezonach). Zarówno książka, jak i serial dobrze oddają ten świat ludzi żyjących gdzieś pomiędzy prawem a cynizmem, gdzie moralność często schodzi na dalszy plan, gdy w grę wchodzi skuteczności.

Sama intryga jest solidna i dobrze poprowadzona, choć momentami dość klasyczna dla thrillerów prawniczych. Jest kilka zwrotów akcji, których trudno się spodziewać. Connelly świetnie zna realia sali sądowej i potrafi budować napięcie nie akcją, ale rozmowami, negocjacjami i odkrywaniem kolejnych warstw sprawy. To bardzo dobry thriller prawniczy, którego największym atutem nie jest sama zagadka, ale główny bohater i jego mocno śliska moralność.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

26piorunów

789 + 1 = 790

Tytuł: Ostateczny argument

Autor: Joe Abercrombie

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

ISBN: 9788374807470

Liczba stron: 840

Ocena: 6/10

To co w poprzednich częściach było zaledwie zarysem- jednowymiarowa i sztampowa konstrukcja świata- w tym tomie zajmuje połowę książki. Geopolityczna "intryga" jest nudna, bezsensowna a wykreowany świat papierowy (:D).

Za każdym razem jak pojawiał się rozdział "Jezal" wiedziałem, że będę miał dosyć. Dosyć płytkiej metamorfozy postaci i ten grzech tyczy się większości bohaterów. Przez trzy tomy zmagają się z tymi samymi rozterkami i nic z tego nie wynika: "chcę być lepszy" Logen, "szukam zemsty" Baba z Południa, "mogę wszystko" Bajaz. Trup ściele się tak gęsto, że przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenie.

Dajcie spokój.

Gdy jednak zamkniemy oczy na debilizmy typu "niezauważony desant 50 tysięcznej armii" (kwituje to tylko krótkim lol, co nikt nie zauważył w Wielkiej Unii, że imperium buduje statki, zbiera armię, zapasy?) i pominiemy, że rzeczy- nieważne jak niedorzeczne- dzieją się tylko po to aby autor mógł zaprezentować konkretne wydarzenie. Brak pewnej organiczności w fabularnym związku przyczynowo-skutkowym, który nadawałby ryt autentyzmu. Gdy jednak przymknąć na to oko- to w skali mikro serduszko szybciej bije w czasie potyczek zarówno tych na miecze, jak i na słowa.

No i inkwizytorze- rozumiem problemy- ale może się trochę porozciągać? 😉

Autorytet3piorunów

@AdelbertVonBimberstein mi tam się bardzo podobało jak chłop to pociągnął i jak się pobawił tymi wszystkimi bohaterami. Do jedynki miałem takie same zarzuty + brak fabuły i dałem jej chyba z 2/5, ale cieszę się że nie porzuciłem cyklu.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Sum

w Książki

29piorunów

788 + 1 = 789

Tytuł: Rzeczpospolita Obojga Narodów. Dzieje agonii

Autor: Paweł Jasienica

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Wydawnictwo MG

Format: audiobook

ISBN: 9788377799987

Liczba stron: 528

Ocena: 8/10

Trzeci tom ostatniej części cyklu Jasienicy skupia się na panowaniu Augusta II Mocnego, Augusta III Sasa i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Już za czasów pierwszego z ww. królów, po przegranej wojnie północnej (w którą RON została wplątana tylko dlatego, że chutliwy Saksończyk realizował przy pomocy Rzplitej interesy Saksonii),Rzeczpospolita de facto przestała być niezawisłym krajem, a jej polityką dynastyczną zaczęli sterować władcy Rosji i Prus. Nadciągającemu upadkowi państwa nie zdołało zapobiec nawet wstąpienie na tron Stanisława Augusta Poniatowskiego, inteligentnego i zdolnego monarchy, który w bardziej sprzyjających okolicznościach byłby może przeszedł do historii jako jeden z najwybitniejszych władców PL.

Eseje Jasienicy to lektury i przyjemne, i pouczające, pozbawione wciąż obecnej i u innych autorów, i w podręcznikach szkolnych, martyrologii wymieszanej z narodową megalomanią. Aż szkoda, że autor nie pociągnął cyklu do okresu II WŚ, jestem ciekawa, jakie refleksje zawarłby na temat wydarzeń okresu rozbiorów i polityki II RP.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Hydepark

20piorunów

787 + 1 = 788

Tytuł: Trawa

Autor: Constantin Cubleşan

Kategoria: fantasy, science fiction

Format: książka papierowa

Liczba stron: 136

Ocena: 3/10

Jako kolejna z serii "Fantastyka-Przygoda" Iskier wylosowała się książka autora z bratniej Rumunii.

Niestety - jak poprzednia (Cieplarnia Aldissa) to było niemal arcydzieło to ta jest zdecydowanie najgorsza w z tych które do tej pory czytałem w tej serii. Krótko o fabule: Bezimienny bohater obejmuje posadę prokuratora na planecie na tyle małej że nie ma nawet własnej nazwy, tylko oznaczenie SM-61 100. Mała planeta = mało przestępstw, więc przez rok ma wywalone jajca, jednak nagle zdarza się morderstwo jak to się ładnie nazywa "ze szczególnym okrucieństwem". Po przeprowadzeniu śledztwa nasz prokurator domaga się dla podejrzanego kary śmierci, co jednak spotyka się z dużym sprzeciwem opinii publicznej i samego gubernatora planety. Równocześnie bohater dowiaduje się że wszyscy uważają go za szpiega (?). Wyrok zostaje zamieniony na zesłanie na karną planetę "Santa Barbara". Podczas podróży i pobytu tam nasza postać zaczyna przypominać sobie i rozpamiętywać całe swoje życie. Coś tam przeżywa ale tak na dobrą sprawę niewiadomo co ani po co i na co, po czym książka się kończy pozostawiając czytelnika z większą ilością pytań niż odpowiedzi. Autor bowiem rozgrzebał kilka wątków, po czym urwał je bez wyjaśnienia.

Zdecydowanie nie warto, doczytałem do końca tylko dlatego że krótkie no i wciąż miałem nadzieję że COŚ W KOŃCU SIĘ WYDARZY. Nieciekawy, wręcz denerwujący bohater + kompletny brak akcji. Unikać.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU1piorunów

Warto wspomnieć że jest inna książka SF o tym samym tytule i jest to dobra książka (autorstwa Sheri S. Tepper).

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

786 + 1 = 787

Tytuł: Niedźwiedź, syn niedźwiedzia

Autor: Aleksandra Tarnowska

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: ArtRage

Format: ebook

Liczba stron: 368

Ocena: 6/10

Bardzo zgrabna i ładnie napisana opowieść o tureckim nastolatku, który mierzy się z dorastaniem, surowymi okolicznościami, w jakich przyszło mu żyć i presją rodziny by osiągnąć sukces, który nie chce nadejść. Przyjemne do przeczytania, ale szybko wylatujące z głowy, bo i nie ma powodu by w to w głowie trzymać, skoro takich historyjek powstaje masa. Na pewno robi wrażenie to, że tureckie okoliczności potrafiła tak ładnie przedstawić Polka.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider1piorunów

@JapyczStasiek no i mi Pan spierdoliłeś plany czytelnicze :(
A tak na serio, to dzięki za recenzję, zakładałem, że to będzie 8-9/10, ale skoro nie, to przesuwam ją dalem w TBR :grinning: