Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#psychologia

Fanatyk

w Hydepark

29piorunów

Ostatnio trafiłem na artykuł o zjawisku, które myślałem, że dotyczy tylko mnie:

"Smutek po spotkaniu z przyjaciółmi", określany czasem jako social blues, to zjawisko. Wiele osób doświadcza go po wydarzeniach towarzyskich, które teoretycznie miały przynieść radość i odprężenie. Zamiast tego, po powrocie do codzienności, przychodzi poczucie przygnębienia, lawina negatywnych myśli i emocjonalne zmęczenie.

U mnie pojawia się od paru lat. Wracam ze spotkania ze znajomymi, niekoniecznie zakrapianego. To jest straszne, bo tych spotkań jest z wiekiem coraz mniej. Dobrze się na nich bawię, wartościowo spędzam czas, a potem wracam na chatę i następuje zjazd 😒

Najgorzej jest po takich spotkaniach, które kończą się dosyć wcześnie, gdy człowiek ma jeszcze czas pobyć z własnymi myślami przed snem.

Słyszeliście o tym ? Doświadczacie takich uczuć ? Jak sobie z tym radzić ? Przecież nie będę się całkowicie wyłączać z życia towarzyskiego.

trochę

Gruba ryba1piorunów

@Gilgamesh nie ale mógłbyś opisać dokładniej o co chodzi z tym zjazdem? Chodzi o to, ze tam sie bawiłeś tak dobrze, a w domu nie czy o to, że zazdrościsz znajomym ich zycia, a sam uważasz że masz kiepskie czy moze kosztuje cię to dużo energii takie spotkania? w czym jest problem?

Kosmonauta1piorunów

Miewam tak, co prawda nie zawsze, ale dość często po spotkaniach. Zwykle wieczorem po takich spotkaniach ogarnia mnie smutek, trochę jakby podczas spotkań wytwarzał się jakiś hormon który daje szczęście i nagle, po spotkaniu, coś go całkowicie odcina i nic nie sprawia przyjemności. To trochę jak kac po kilku piwach, coś co jest konsekwencją wcześniejszej przyjemności. U mnie najskuteczniejsze jest położyć się wcześniej spać, rano zwykle jest już wszystko w normie. A jeżeli spotkanie kończy się wcześniej to dołączam do i też jest ok.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Psychologia

12piorunów

Czasem po wyjściu z sesji pojawiają mi się nawiązania do filmów. Lepiej niż emocje widzę właśnie obrazy.

Na dziś mam jedną scenę, choć podzieloną na jutubie na dwie.

Jeden: https://www.youtube.com/watch?v=IFDkcvrSaYU

Dwa: https://www.youtube.com/watch?v=RU24VItAmWk

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

Wizyta u psycholożki

Na początku co dobrego w ostatnim tygodniu?

Zapytałem seksowną panią 30 latke o kalistenikę to mi wytłumaczyła. 2 młodych chłopaków zapytałem jakie ćwiczenie robią to mi pokazali co i jak. Wniosek: na siłowni są mili ludzie.

Co złego?

Wychodzenie do ludzi wprawia mnie tylko w kompleksy bo od znajomych  słyszę jak inni randkują, ale nie odpowiada im druga osoba gdy ja nie mam nawet możliwości nawiązać kontaktu. Albo robią kariery,mają dobre prace i śpią, robią pranie podczas pracy zdalnej. Natomiast moje szanse by dostać się gdziekolwiek wynoszą 0%.

Czy na hejtopiwo jak zobaczyłem duży dom, malunki wykonane przez dzieci myślę"też bym tak chciał, jednak nigdy nie uda mi się tego osiągnąć bo nie mam szans na jakąkolwiek prace i relację z kobietą", inni mają pasje, motory, wiedzę techniczną, botaniczą, potrafią rozmawiać publicznie i czuję, że nigdzie nie pasuję.

Portale randkowe też wprawiają mnie w kompleksy bo nie mam żadnego powodzenia, raz na tydzień mam możliwość by napisać do dziewczyny a i tak nie odpisze.

Podczas nagrywek z koła kobieta krzyknęła na mnie, przedrzeźniała bo miałem niepewną postawę i oparłem się o ławkę.

Jestem w specyficznym środowisku, gdzie ludzie randkują, są w związkach mają kariery tylko nie ja.

Z moich rozkmin:

Wykminiłem też, że jedyne 2 kobiety, z którymi mi się dobrze gadało są po przejściach, mają traumy.  Wniosek: jest coś we mnie takiego, że zwierzają mi się, jestem ostoją czuć bezpieczeństwo, że chcą się dzielić tym ze mną.

Lekcje na dziś:

Widzą pozytywne ja nie widzę np. koleżanka trans powiedziała mi, że jestem słodki, ale dla mnie to dziwne bo pierwszy raz coś pozytywnego usłyszałem od kobiety na swój temat. Mogę być dla kogoś atrakcyjny, ludzie mają różne gusta. Wspomniałem, że u atrakcyjnych dziewczyn nie mam szans bo sam nie jestem.

Potrafię być w relacjach z kolegami od liceum, mam coś w sobie, że chcą być ze mną i może się to podobać kobietom. Tylko nie wiem co bo od kobiet nie dostaję pozytywnych informacji. Zastanawiam się nad tym od poprzedniego tygodnia bo już to padło i dalej nie wiem co we mnie może być pozytywnie odbieranego przez kobiety.

Dobrze, że hamuję się przy ludziach i tutaj, oraz przy kolegach mówię co myślę a na uczelni nie powiem dziewczynie, że ma fajne spore cycki.
Boję się kobiet bo jestem nauczany, że one są biedne mają ciężko, wszystko co złego w życiu kobiet to wina mężczyzn.

Fanatyk5piorunów

@Dudleus portale randkowe, to chyba jest gówno niezależnie od tego jaki ma się charakter i umiejętności społeczne. Mam kumpla, który rwie kobiety, jak warzywa z grządek ale... na żywo. Jak sobie założył Tindera, to może z dwoma pogadał i tyle kontaktu.

Fenomen1piorunów

Po wrzuceniu mi się przypomniało.
Psycholożka bardzo próbuje mi wkręcić, że nie wszystkie kobiety mnie nie cierpią, mają też słabości gorsze dni nie wszystkie to wielkie bussines women. Są fajne i w ogóle, kiedyś kogoś poznam. Innych po prostu nie ma w moim otoczeniu. Tylko nie umiem tego wytłumaczyć, jak mam myśleć gdy przez 2 cis i jedną trans zostałem dobrze odebrany przez całe swoje życie. Natomiast na uczelni, przez aplikację nie potrafię z żadną nawiązać kontaktu i dostać pozytywnej informacji na swój temat.

Pokaż więcej komentarzy (33)

Fenomen

w Hydepark

14piorunów

Gruba ryba5piorunów

@dolchus są roboty, które pomagają autystycznym dzieciom w rozwoju. Jest to bardzo dla nich pomocne, aby miały jakieś oparcie skoro rówieśnicy odrzucają

Pokaż więcej komentarzy (26)

Gruba ryba

w Hydepark

8piorunów

Tym razem Hiszpania.

Ciekawe co z cenami nieruchomości : )

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fenomen

w Hydepark

16piorunów

Wizyta u psycholożki

Zacząłem od Sopotu, że lubię naturę i zmianę otoczenia, zobaczenie czegoś nowego. Powiedziałem też, że wracając pociągiem naprzeciw mnie usiadła piękna dziewczyna to zerkałem na nią, ale nie chciałem za dużo by nie naruszać przestrzeni osobistej i to na + u mnie. Przypadkowo też włączyłem latarkę w telefonie i zwróciła mi uwagę, że świeci to się bałem, że myśli, iż zdjęcie jej robię a nie robiłem. Z czatem LLM wtedy pisałem.

Powiedziała, że nie miałem braku empatii i robienia nadzei niepełnosprawnej dziewczynie bo gdy pytała to dałem znać, że nie chcę związku. A pytanie "co porabiasz" nie musi oznaczać, że ta osoba chce ze mną seksu, związku tylko może się nudzić. To zależy od osoby i mogę zapytać co ma na myśli tak pytając.

Mnie bardzo boli robienie ze mnie faszysty na każdym kroku, kogoś z wymaganiami z kosmosu. Takie sytuacje odstraszają mnie od nawiązywania relacji.

Jakbym miał być w związku to z osobą w pełni sprawną fizycznie. Umysłowo jak drobnie to może dałoby radę. Sam nie jestem w pełni sprawny umysłowo. A z autyzmem bardzo chętnie wezmę.

Za dużo myślę i najgorsze scenariusze. Bo w lutym zagadałem dziewczynę na siłowni i od tamtej pory jej nie widziałem a bywała regularnie to pomyślałem, że przestraszyła się mnie. We wtorek ją widziałem i zagadałem to okazało się, że chora była i ma sprawy prywatne a w maju jej się grafik na rano zmienia i o 15 będzie chodzić. Dużo generalizuję bo kobiety znam tylko z internetu. Bym bardziej indywidualnie do nich podchodził. Nie spodobał się pani żart o ciastkach hydraulika.

Zwróciłem też uwagę, że bardziej pociągają mnie wspólne cechy u drugiej osoby, nie tylko fizyczność.

Dzisiaj odkrywanie mocnych stron:

- lubię naturę

- raz na jakiś czas mogę gdzieś wyjechać i zwiedzać a tak to więcej w domu

- pomocny jestem, ale zaznaczyłem, że dla osób, które dobrze  znam obcym mniej mi się chce jakby mnie poprosił

- jestem otwarty na rozmowę, poznawanie nowych rzeczy jeśli druga osoba zna się na czymś czym ja nie

I że są osoby, które to lubią bo widziałem takie, ale kontaktu nie udało się nawiązać.
Może też się uda z chłopem odbyć rozmowę o relacjach bo jeden pan jest tam spoko podobno.

Fanatyk7piorunów

@Dudleus no i git. Pięknie, ładnie i kolejny krok do przodu. Czasami mnie wkurwiasz niepomiernie, ale generalnie, to życzę Ci jak najlepiej. A jeszcze bardziej kibicuję, jak widzę, że działasz.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fanatyk

w Książki

36piorunów

609 + 1 = 610

Tytuł: O psychologii i patologii tzw. zjawisk tajemnych

Autor: C.G.Jung

Kategoria: Psychologia

Wydawnictwo: "Sen" do. z o.o.

Format: książka papierowa

ISBN: 83-900176-1-X

Liczba stron: 131

Ocena: 6/10

Krótka i mała książka, w której zawarte jest studium przypadku tzw. medium. Jung analizuje osobę piętnastoletniej dziewczyny oraz jej zdolności paranormalne. Wskazuje na wpływ informacji zewnętrznych, rodziny, otoczenia na ww. zdolności paranormalne oraz rolę somnambulii i stanów świadomości.

Ponieważ lubię studia przypadków i opisy związane z nimi, uznałam tę książkę za interesującą. Taka szósteczka, bo ciekawa jest z perspektywy dawnego języka psychologii i psychiatrii, ale do mojej wiedzy nie wniosła nic nowego.

Gruba ryba

w Hydepark

19piorunów

Święta na finiszu...

Jestem świeżo po urlopie i mam świadmośc tego, że muszę w miarę "orać" moje tematy jako JDG.

W poczekalni są trzy firmy nad zagadnieniami których musze w miarę panować.

Do dzisiaj był stres związany z tym, że:

* Coś tam się wyjebongo.

* Ktoś czegoś nie dopilnowywał i jest szajs do posprzątania.

* Zrobili gunwoburze o moje wymagania i kwazi kompetencje "audytora IT Sec" (norma, przyzwyczajam się, debile z IT¯\\(ツ)/¯).

* Byłem total offline przez tydzień (tak, wyłączam podłączność jak komunikuruje, że jestem urlopowiczem).

Siadłem dzisuj spokojnie acz niechętnie do konkutera i co się okazało? Że wiekszość tematów nadal czeka...bo ludzie sa tylko ludzmi i też maja prawo do "miej wyjabane i bedzie Ci dane"...

To chyba dobrze...pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł.

Nie oczekuję "porad"...po prostu dzielę refluksjami z Wami bo i tak .:upside_down_face:

Koteł Maltański dla atencji - leżał odłogiem w sklepie rękodzielnika.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Hydepark

3piorunów

Termin powstania zapowiadanego wpisu na temat Spinozy trochę się opóźnia ze względu na lekturę Kępińskiego o schizofrenii i nadrabianiu dialogów Platona, planowanego przeczytania Halwbchasa i ponownym czytaniu Procesu Kafki. To może być mój najdłuższy wpis bo chciałbym w nim zamieścić bardziej dogłębny zarys własnych poglądów. Nie wiem czy nie podzielę go na dwie części.

Mam też plan na następny wpis już krótszy w którym krytykowałbym nauki ścisłe, ale to już plan na dalszą przyszłość.

Fenomen

w Hydepark

4piorunów

Im bardziej jestem świadomy mojego ADHD, tym bardziej widze, że nie potrafię w zyciu zwolnić ani pozbawić się emocjonalnego rollercoastera

-Jak kobieta, to tylko podobna do mnie, dająca mi oksytocynę, dopaminę, uczucie niepewności, potrzebę karuzeli emocjonalnej

-Jak wysiłek fizyczny, to najlepiej do. całkowitego zajechania się. I najlepiej jak najczęściej. 6 treningów w tygodniu. Najlepiej 4x mocna siłka i 2x rower po 50km/dzień.
-Jak imprezy, to też do rana. Polany drin, wyzerować od razu

Po prostu jak coś robić, to bez umiaru. Nie lubię spokoju. Nie lubię ciszy. Nie lubię odpoczywać. Lubię tylko intensywność. Ten po⁎⁎⁎⁎ny mechanizm jest zauważalny absolutnie wszędzie. W życiu prywatnym, w sporcie, nawet w jedzeniu. Jedzenie musi mieć mocno intensywny smak, nie mdły. Lubię kwaśne, słone, ostre, wyraziste, a nie lubię łagodnego i delikatnego. Jem szybko, piję szybko, jestem w ciągłym biegu.

Własciwie chyba tak kocham ten sport, bo on mi daję namiastkę spokoju. Zajechanie się na ostrym treningu daje mi stan wyciszenia, odprężenia, braku gonitwy myśli i uczucia błogości po wysiłku, który mi naturalnie cieżko osiągnąć.

Przez to niestety też łatwo uzależniać się np od fajek, inni od kokainy. Szybkie dopaminowe skoki. Znam dużo ludzi z ADHD, którzy często sięgają po koks. Na szczęście zostałem wychowany w ten sposób, że nałogi to gówno i nie jestem ani alkusem (chociaż bardzo lubię się napić) i ostatnie 5 tygodni nie ruszam nic, bo mam reżim diety/treningu, nigdy nie miałem cugów ani nic, nigdy w życiu nie brałem narkotyków.

Mam ogromną chęć powrotu do rywalizacji. No bo adrenalina. Trenowałem lata sporty walki. Brakuje mi tego gonienia króliczka - budowanie formy, wysoki kortyzol przed walkami. Ale może mogłaby być to siatkówka, którą hobbystycznie kocham, ale za bardzo nie mam gdzie grać, ale tęsknię za męską rywalizacją i emocjami.

Jak mówimy o gonieniu króliczka, to tak wygląda moje życiue. Gonię za czymś i odczuwam ekscytację, złapię to i już mi to jest obojętne. Chyba też dlatego najlepiej czułem się jak miałem posypane zdrowie, bo widziałem małe efekty i moją drogę niczym w "Rockym" jak trenował od 0 do szczytu formy, a potem jak mam efekt końcowy, to nie umiem tego docenić.

Najgorsze jest to, że chciałbym to zmienić, może pójkść po leki na ADHD, ale jestem uzależniony od tego. Strasznie się boję przeciętności, boję się nijakości, nie chcę być NPCtem, boję się spokoju, bo kojarzy mi się z nudą, byle jakością, a ja uważam że mam w sobie coś wyjątkowego.


Osobistość0piorunów

@Lopez_

Najgorsze jest to, że chciałbym to zmienić, może pójkść po leki na ADHD, ale jestem uzależniony od tego. Strasznie się boję przeciętności, boję się nijakości, nie chcę być NPCtem, boję się spokoju, bo kojarzy mi się z nudą, byle jakością, a ja uważam że mam w sobie coś wyjątkowego.

Leki mogą też po prostu dawać trochę więcej spokoju, nie muszą robić z ciebie npc. Np u mnie metylfenidat robił npc (chociaż podejrzewam, że dawka była za duża i to przez to), ale lisdex już nie (chyba, że wymieszam z kawą).

Mam w pracy typka, były bokser, też taki mocno dohajpowany. Po 50 zrobił sobie coś w nogę i ramię. I nie mógł już codziennie wychodzić i robić rzeczy. Udało mu się z diagnozą i dzięki lisdex teraz ma chill. Inaczej by go chij strzelił od siedzenia w domu.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Sport

22piorunów

Z dwóch dni.

24 519 220 - 360 = 24 518 860

Sa kosmity, które czemkają na

Dzisiaj pokazuję fajkę (nie)szczególną czyli tzw. "autograf" - historia tej fajki to mocna wkrętka w środowisko fajczarskie i szalone plany związane z założeniem rodziny czyli ślubem.

Przypucowałem się na jednym ze spotkań Pipe Club Warszawa, że się hajtam i zaprosiłem "chłopaków" na mój ślub ("chłopaków" - hehe, każdy z nich mógłby byc prawie moim Jareckim).( ͡° ͜ʖ ͡°)

Nie spodziałem się w sumie, ale moi współklubowicze pojawili się na konkordatowym ślubie i wręczyli nam prezentent.

GLADYS ENT GANTELMENS!

Przedstawiam fajkę "małżeńską"!

W sumie nie wiem, kto dokładnie stoi za tym pomysłem od strony koncepcji, ale rękodzieło z warsztatu Zbyszka Bednarczyka (aka Mr. Bróg) z którym wtedy utrzymywaliśmy za⁎⁎⁎⁎stą sztamę (chyba wiekszośc klubów fajczarskich w Polsce bo Zbyszek to za⁎⁎⁎⁎sty imprezowicz i tzw. "dusza towarzyfsta" a przy tym dobry biznesmen popularyzujący fajczarstwo ładnych parę lat temu...szacun dla niego).

Kilka słów o samej fajce...

Fajka z "gruszki (taniocha jaką Zibi mocno promował w tamtych latach - jak sie okazało fajki z gruszy spopularyzowały tę formę absorbcji nikotyny i musze powiedzieć, że jako świadomy już fajczarz nie kupowałem tego, ALE to zrobiło to robotę na "rynku").

Jak widać są dwa ustniki, na cywilizowane filtry z węgla aktywnego tzw "dziwiątki". Mamy też tutaj sygnaturkę fajkarza (Mr. Bróg) i dedykację personalną dla mnie i różowej.

Fajka jest dziewicza, bo ówczesna różowa "prawie" akceptowała hobby i nigdy nie paliła tytoniu - z uwagi na konstrukcję palenie "solo" nie było możliwe (lewe powietrze upierdoliłoby proces opalania fajki, nawet z gruszy, która średnim materiałem jest (o materiałach na fajki może kiedyś zrobię wpis).

Miałem ją wy⁎⁎⁎⁎⁎olić na śmietnik (historii) z uwagi na "czyszczenie chujowych wspomnień" z poprzedniego żyćku, ale cudem ocaliłem "bo konstrucja zawiła". Cała historia tej fajki stoi mocno w opozycji do tagu...bo dla mnie to był taki marker "początku końca" hobby fajczarskiego i jednak fchuj fajka zaszkodziła...potem było już tylko mocno w dół i jak już kiedyś wpominkowałem, zabiłem w sobie to hobby w imię fałszywych idei. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

48piorunów

Moja pani psychiatra jest naprawdę dobrym specjalistą i podchodzi w ludzki sposób do pacjentów, a nie jak do klientów.

Na pierwszej wizycie wypisała mi jedną receptę na dwa miesiące, drugą na cztery. Na kolejną wizytę mam pójść dopiero, jak będę potrzebował następnej recepty.

Po dwóch tygodniach miałem spory kryzys. Zadzwoniłem do przychodni i zapytałem, czy mogę się poradzić pani psychiatry. Odpowiedzieli, że tak, pomiędzy pacjentami. Zadzwoniła, nic nie musiałem dodatkowo zapłacić.

Dziewczyna z kolei potrzebowała recepty. Skontaktowała się ze swoją panią psychiatrą, żeby jej tylko wypisała receptę. I co? Proszę się umówić na wizytę. Kilka stów tylko za wystawienie recepty.

Poleciłem, żeby poszła do mojej. Dwa razy tańsza. Efektem wypisanie recepty na rok. Takich lekarzy nam trzeba.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Psychologia

20piorunów

To sie nie zaczelo nagle, raczej tak jakby cos sie dosuwało, kawałek po kawałku. najpierw te same rzeczy, powtórki. liczby, głosy, gesty, niby nic ale za czyste jakna przypadek.

potem przyszło to wrażenie że ktoś układa zdania zanim ja je pomyśle, jakby myśl nie była pierwsza tylko wtórna. w tramwaju kobieta powiedziała pół zdania i urwała, ale ja wiedziałem jak się kończy, bo już to słyszałem wcześniej tylko w innym miejscu.

światło też nie jest neutralne. mruga nie wtedy kiedy powinno, tylko wtedy kiedy patrze za długo, jakby reagowało. nie patrze już bez powodu.

ludzie nie wszyscy. niektórzy mają ten moment, takie zawieszenie, i wtedy jest jasne że wiedzą więcej niż powinni, chociaż zaraz wracają do normalnego.

pisze to bo rzeczy sie przesuwają. kolejność się zmienia, drobnie, prawie nie widać, ale jak sie nie zapisze to potem już nie da się udowodnić że było inaczej. a było. na pewno było.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fenomen

w Hydepark

7piorunów

K⁎⁎wa, czegoś mi w życiu brakuje i w sumie nie wiem czego. To znaczy brakuje mi wiele rzeczy, ale jak sobie tak spojrze na moje żyćko, no to jakoś wszystkie to takie nie wiem.

2 lata temu wróciłem do rodzinnej miejscowości w kompletnej ruinie. Posypane zdrowie na maksa, utrata roboty, zakończony wieloletni związek, bardzo zła kondycja psychiczna, a po 2-3 miesiącach tej ruiny wypłukałem się z oszczędności przez melanże. Nie miałem nic sam z siebie, ale miałem ziomków i rodzinę.

No to dziś odbudowałem oszczędności, mam pracę (wkurwia mnie xd), mam do wyremontowania własne mieszkanie po babci 90m2 na piętrze domu, mam super psa, takiego jakiego zawsze chciałem (rasa i charakter), dalej mam kumpli na których mogę liczyć, naście lat ta sama ekipa. Zyskałem (odnowienie kontaktu) 2 przyjaciół, z którymi mam super relacje (W tym jedna baba, co było kiedyś nie do pomyslenia). Najważniejsze - zdrowie systematycznie lepiej i w porównaniu do tego co 2 lata temu to o wiele, byc może w niedalekiej przyszłości po raz kolejny w życiu przezwyciężę swoje problemy, gdzie inni by się poddali. No motyw jak z Rockyego. Do tego na lato szykuje się forma życia (ćwiczę sporo na siłce), z ryjca wyglądam atrakcyjniej niż kiedykolwiek. Rzuciłem szlugi, ograniczyłem alkohol do minimum.

I co? I c⁎⁎j. Czuję jakąś pustkę. Samotność po prostu. Nie doceniam nic z tego co mam. Z tych wszystkich pięknych rzeczy przewinęło się nieszczęśliwe zakochanie (1 raz w życiu, a mam 29 lat) i to chyba wystarczało, skumulowane z pracą na Home office i pon-pt brakiem kontaktów z ludźmi (weekendy z przyjaciółmi, w tygodniu 100 % focus na sobie).

Motywacji nie mam wcale. Motywację to miałem 2 lata temu, paradoksalnie, kiedy czułem się jak martwy. Teraz to mam tylko dyscyplinę. A jestem osobą, która potrafi w dyscyplinę. Właściwie wszystko co robię, robię z 2 powodów. Pierwszy, bo widzę jakiś sens i jestem zdyscyplinowany. Drugi - nienawidzę się poddawać, dla mnie to cecha dla pizd (wychowany jestem sportowo i ze środowiska sportów walki). Jestem strasznie zawzięty, aż przesadnie.

Nie wiem k⁎⁎wa czemu. Było tak źle i byłem optymistą. Teraz jest w miarę dobrze i pracuję nad tym, żeby było docelowo tak jak chce i w sumie jestem zobojętniały na świat i wszystko robię rutynowo bez werwy.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fanatyk

w Hydepark

25piorunów

Uuu 1 kwietnia, ale mi się wylosowało.

Mój mózg dostał mózgotrzepa. Overthinking lvl hard. Myśli mi pędzą, jak chomik w karuzeli, nie potrafię się na niczym skupić. W robocie rzeczy rozpoczęte o 6:00 mam do teraz rozgrzebane, co chwile zerkam na hejto, łażę z konta w kąt po domu, patrzę za okno... W pakiecie ból głowy.

To będzie udany dzień :confused:

Gruba ryba1piorunów

Mam dokładnie tak samo. Jeszcze się kilka razy obudziłem w nocy i wstałem z bólem łba. Coś wisi w powietrzu

Pokaż więcej komentarzy (24)

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

Wizyta u psycholożki to nie jest terapia

Na początku przegląd tygodnia to powiedziałem, że miałem spotkanie z trans dziewczyną i byłem na speed friending. Ogólnie miło. Bardzo widać po mnie reakcje bo mówiąc o tym byłem pozywtny a o studiach wkurzenie. Fajnie, że próbuje nowych rzeczy, zdobywam doświadczenia.

Gdy powiedziałem, że fajnie jak trans dziewczyna traktuje mnie jak człowieka i w ogóle takie są super. To mnie prostuje, że tylko jedną poznałem i nie wszyscy są tacy sami. Na mnie to robi wrażenie bo przez całe życie trochę kobiet się przewinęło to nie mam żadnych pozytywnych doświadczeń z kobietami.

Tak myśląc, że za 80 lat to bym powiedział sobie by poszedł po sznur lub paskiem od spodni o klamkę. Bo nic się nie poprawia, czuję, że cofam się w rozwoju. Każde moje staranie kończy się porażką, szydzeniem ze mnie.

Próbowała ze mnie wydobyć bym coś pozywtnego powiedział o studiach, ale nie jestem w stanie. Jedyne pozytywne to, że zobaczyłem Mazury z osobą z studiów a sam bym nie pojechał. Ewentualnie dłuższy urlop na UOP. Nie widzę by zawodowo coś się poprawiło, zdobyłem wiedzę, umiejętności networking. Nic z tego nie zauważyłem. Dobrą moją stroną jest determinacja, sumienność, a ja wypełniałem obowiązki i tyle.

Mam wrażenie, że niektóre rzeczy łapie, niektóre nie bo mówiła bym się zaangażował w koło naukowe a wspomniałem o tym to zacząłem tłumaczyć, że jestem tam jedną z najbardziej zaangażowanych osób, ale to nic nie daje to nie chce mi się w tym roku brać udziału w konferencji związanej z moim tematem pracy. Chcę tylko zaliczyć i mieć spokój.

Myśl na dziś:

Neguje siebie, stawiam wysokie wymagania. Wiem o tym, ale nie wiem jak z tym pracować.

Zawsze jest szansa, że coś pozywtnego się wydarzy. Jest możliwe, mimo, że wcześniej niemożliwe. np mówiłem, że nie mam szans na relacje a byłem na  friending i udało się pogadać spędzić miło czas. Dać sobie szanse i nadzieje.

Nie potrafię uwierzyć jak te psychologiczne mumbo jumbo pomaga innym skoro są to ogólniki i kocopoły. Ludzie płacą po 400zł za wizytę. Kobiety to chociaż się nasłuchają, że wszystko co złe w ich życiu to wina patriarchatu, toksycznych rodziców.

Osobistość3piorunów

@Dudleus

Nie potrafię uwierzyć jak te psychologiczne mumbo jumbo pomaga innym skoro są to ogólniki i kocopoły.

Auto słabo jedzie, co nie jest problemem samym w sobie, tylko jego skutkiem. Problemem może być przerwane połączenie między przewodem a pinem we wtyczce, ale bez ogólnika typu "poruszaj przewodami" lub żmudnego "sprawdź przejścia we wiązce" może nie udać się rozwiązać problem, bo poruszenie przewodu między czujnikiem a wiązką przy wymianie czujnika chwilowo pomaga i zbija mechanika z tropu. Pomaga też zrestartowanie komputera, bo ten uczy się odbierać właściwy sygnał z czujników. Kwestia naszego podejścia - czy będziemy próbować takich trywialnych rad, w poszukiwaniu problemu i rozwiązaniu go, czy skupimy się na nudnej, długiej diagnostyce i analizie otrzymywanych wyników. Tak samo jest w przypadku człowieka, jego problemy w dorosłym życiu mogą pochodzić z różnych czynników i trzeba albo próbować odszukać i rozwiązać problem, albo można przeanalizować całe dzieciństwo, dorosłe życie, uwarunkowania genetyczne, obecny stan zdrowotny i zebrać to wszystko by to usystematyzować. Obie ścieżki, prowadzone właściwie, dadzą rezultat, jednak w tej pierwszej mamy szanse na szybsze rozwiązanie problemu. Słuchając kilkuset różnych podcastów na temat różnych problemów które mogę mieć, trafiłem na dwa, które mnie totalnie poruszyły i opisały mój problem. Teraz mogę skupić się na ich rozwiązywaniu albo przedstawieniu ich psychoterapeucie. To chyba dużo lepszy stan, niż dalsze tkwienie w skutkach problemu.

Gruba ryba5piorunów

Ja ze swojej terapii chciałem zrezygnować dwukrotnie, bo nie widziałem postępu, bo nie szło nic poza pogadankami. Za to jak już udało się trafić w kłębek, to każde albo co drugie spotkanie było jakoś owocne.

Często u mnie to było omawianie w pewnym sensie autodestrukcyjnych mechanizmów, które później obserwowałem. Z pozytywnym podejściem z wizyt wychodziłem może kilkukrotnie, bo większość miała efekt zadumy lub jakiegoś negatywnego zlepka myśli nieokreślonych.

Terapia to proces, a cel obieramy sobie trochę samodzielnie, a trochę kierowanie. Nie musisz przyjmować wszystkiego, co mówi terapeuta, jeśli nie czujesz, że to będzie dobre.

Pokaż więcej komentarzy (32)

Fanatyk

w Hydepark

65piorunów

trochę i

Wczorajszy dzień przypomniał mi brutalnie, że w walce z depresją i całą resztą syfu nie ma chwil wolnych. Ktoś kiedyś powiedział, że depresja, to choroba przewlekła na całe życie a do tego bywa śmiertelna. No i niby każdy chory o tym wie, ale są takie dłuższe lub krótsze momenty, gdy się o tym zapomina. Ja zapomniałem na ostatnie kilka tygodni. Niestety to jest bardzo podstępna choroba a dodatkowo, przynajmniej w moim przypadku, wredna. Wredna, bo zamiast mi dawać jakieś sygnały na zasadzie "jestem z tobą", to potrafi mi po prostu strzelić w ryj, jak przeciwnik w ringu, bez ostrzeżenia. Tak też było wczoraj. Rano kawusia, śniadanie i... wpierdol. Nagle dół, poddenerwowanie, smutek. Nie wiadomo skąd, nagle, zza winkla. Usiadłem w kuchni i poczułem jakby wszystko zwaliło mi się na głowę, życie, świat, przeszłość, teraźniejszość. Full pakiet. Chciało mi się płakać. Dodatkowo odpaliły się objawy OCD i lęków. Patrzyłem przez okno jakby na zewnątrz nic nie było, gdzieś poprzez budynki na przeciwko. Jakby wszystko było przezroczyste. Całe szczęście mam pewne mechanizmy już wypracowane w trakcie terapii i poza nią dzięki którym udało mi się jakoś naprostować. Dziś już lepiej, jedynie zostało jakieś lękowe napięcie, to które znam i które już oswoiłem. Kiedy to w klatce piersiowej jest ucisk i takie uczucie, które każdy z nas zna, jakby się miało za chwilę wejść na ważny egzamin. To jest do ogarnięcia. Wiem, że się da. Ufff... sorry Tosie i Tomki, ale musiałem to wyrzucić z siebie. A walczącym z tym syfem przypomnieć, że trzeba o siebie dbać i być czujnym.

Pozytywny obrazek z wczorajszego spaceru z synami, bo jednak życie bywa znośne a słońce świeci.

Lider3piorunów

@WatluszPierwszy dobrze, że masz te wypracowane mechanizmy i udało Ci się szybko ogarnąć sytuację. W każdym razie dobry wniosek z tej sytuacji, że takie momenty mogą się zdarzać, ale nie ma co panikować, tylko trzeba być na to mentalnie przygotowanym.

Fanatyk2piorunów

Ja się czuję ostatnio tak jak ty. Mimo tabletek zdarzają się zjazdy. Snuję się od przebudzenia do pory snu. Odhaczyc kolejny dzień i iść spać. Zaraz będę nawiązywać znajomość ze stoicyzmem, bo odwlekam to długiego czasu

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

45piorunów

Kolejna aktualizacja (styczeń 2026) dobrze znanego wykresu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

źródło:
RafalMundry na twiXer.

Autorytet0piorunów

@Marchew ej, a ona rośnie bo mamy coraz więcej ludzi do umierania, czy dzieje się też coś co zwiększa śmiertelność?

GURU5piorunów

@tomasz-frankowski Teraz umiera w sposob naturalny pokolenie urodzone w powojennym boomie, wiec zgonami to bym sie nie przejmowal, liczby wygladaja naturalnie. Urodzeniami bardziej sa problemem, choc tutaj tez mozna dyskutowac

Pokaż więcej komentarzy (19)

Fanatyk

w Hydepark

77piorunów

Natchnęło mnie dziś na poranne przemyślenia dotyczące introwertyzmu i samotności. W zasadzie od dzieciństwa lubiłem pobyć sam ze sobą. Potrafiłem sam się bawić, spędzać czas. Nigdy nie miałem problemu z tym, że np. jest brzydka pogoda i nikt z kolegów nie chce wyjść na podwórko czy boisko. Siedziałem wtedy w swoim pokoju sam i świetnie się bawiłem. Nie miałem rodzeństwa i nigdy nie było mi z tym źle. Nie marzyłem, by mieć towarzystwo brata lub siostry. Zawsze byłem wycofany, nigdy jakoś szczególnie nie chciałem być w centrum uwagi czy wydarzeń. Niemniej zawsze miałem sporo kolegów i koleżanek i nie miałem problemu ze spędzaniem czasu z nimi. Później, jako nastolatek bardzo lubiłem moją osiedlową ekipę kumpli z którymi zawsze coś się działo, ale... jak byłem sam, to było tak samo dobrze. Teraz jako stary dziad 40+ mam to samo. Moja żona nawet mówi, że jestem aspołeczny i unikam ludzi. Nie, nie unikam. Po prostu nie zabiegam o ich towarzystwo. Bywa, że na koncert czy mecz idę z kimś znajomym i super się bawię. Rozmawiamy, wspólnie przeżywamy dany moment, później długo to wszystko wspominamy. Jednak, gdy taki ktoś na moje pytanie "idziesz na koncert?" odpowiada, że nie może, nie ma czasu, to myślę sobie... "ale, super. Pójdę sam". Był czas, gdy na prawdę wdrukowano mi do głowy, że po prostu nie lubię ludzi, jestem odludkiem, zamkniętym w sobie aspołecznym typem. Jednak to nie prawda. Fajnie jest pogada z sąsiadem o bzdurach jadąc windą, zagadać z panią z piekarni, iść z kumplem na mecz czy do kina. Tylko jednak fajnej jedzie się windą samemu, robi zakupy w ciszy a na meczu najlepiej jest w samotności stanąć w kącie trybuny i przeżywać chwile. Nie wiem skąd mi się to wzięło i nie wiem skąd takie przemyślenia z d⁎⁎y, ale bywają poranki kiedy mnie nachodzą refleksje życiowe.

Fenomen1piorunów

@WatluszPierwszy https://www.youtube.com/watch?v=xJxq9wN1uYY pasuje jak ulał. Ale, jak tak piszesz to myślę o tym że chociaż jestem gadułą nieprzeciętną, lubię ludzi, to właśnie najlepsze chwile to takie kiedy jestem sam, nocą, z muzyką. I nie ma w tym nic złego 😊

O.S.T.R. - Lubię być sam - prod. Killing SkillsAuf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Pokaż więcej komentarzy (22)

Fenomen

w Hydepark

10piorunów

2 wizyta u psycholożki


Zapomniałem napisać, że na koniec poprzedniej wizyty użyłem złego słowa i powiedziałem "chętnie jeszcze wpadnę".


Dzisiaj o relacjach tylko. Wspomniałem, że jestem na grupach incelskich bo tam pasuję, pani wiedziała co znaczy incel.

Martwi mnie to, że nie powie mi od razu co jest we mnie złego. Nie potrafię złożyć zdania bez błędów komunikacyjnych, tylko wszyscy widzą po mnie choroby psychiczne od razu a psycholog jakby nie.

Pochwaliłem się swoimi dokonaniami w kwestii relacji jak: bycie wystawionym przez dziewczynę z portalu randkowego. Odmowa pójścia na kawę z dziewczyną z siłowni. Przyznałem się, że miałem erekcję gdy patrzyłem jak robi przysiad więc reakcja biologiczna jest, że mi się podoba. Pytałem czy kobiety to wyczuwają, ale niby nie ma czegoś takiego, że od razu widzą jak się podoba.(wczoraj się dowiedziałem, że jestem gejem) Dzisiaj będę szedł na kawę z trans dziewczyną, która na portalu randkowym ma męskie imię. To jest dobre, by chociaż koleżankę mieć.

Niby spoko, że próbuje i według niektórych z discorda odezwanie się do pięknej kobiety to wyczyn, ale nic z tego nie wynika.

Zadała podchwytliwe pytanie czy są takie kobiety, które chcą relacji, ale nie mają. Na to "Nie ma takich kobiet, dla nich to chwila by mieć kogoś, tylko żaden im nie pasuje a nie tak jak ja, że nie ma możliwości kontaktu"  obserwuję to u rówieśniczek.

Było takie absurdalne ćwiczenie co bym sobie powiedział w wieku 80 lat a ja nie wiem i nie potrafię w takie rzeczy.

Spróbować najpierw traktować jak człowieka, który zaciekawia i jak kliknie próbować coś bardziej. Ale podejść z zaciekawienia i pytać o konkret np jak ma ładne bransoletki. Miałem tak z koleżanką z studiów i nie kliknęło. Obserwowała reakcje, że inaczej mówiłem o jej grafikach jakie robi, że mi się podobają to ja też "lubię artystki".

Od razu mnie zapisała na przyszły tydzień wtorek bo były terminy.

Pokaż więcej komentarzy (2)