sireplamaGURU
71piorunówWspominki na necie przypomniały mi pewną historię i postanowiłem się nią z Wami podzielić :]
Na Uni odwalałem wuef tak by się nie napocić za bardzo, więc jak się dało to łaziłem na pingla. I raz podłazi do mnie laska i pyta się czy może pograć ze mną.
No jasne - ucieszyłem się, że nie będę musiał na siłce pompować.
Nawet zaserwowałem moim super-tajnym-specjalnym-serwem z podkręceniem, wygięciem, przytupem, telemarkiem i zanuceniem trzech ostatnich nutek hymnu. KO w 35 niepotrzebnych ruchach.
Laska, bez przesunięcia się o milimetr, odbiła piłeczkę i zdobyła punkt...
Hmm ... No tak... Serw w lewo! Punkt dla laski... Hmm... Serw w prawo! Punkt dla laski... Serw centralnie w nią dla zmyłki! Przesunęła się! Chyba jej noga zdrętwiała... Punkt dla laski...
Hmm... "Chyba lubisz grać w tenisa?" - pytam się zmieszany - "Taaa, jestem wicemistrzynią Polski juniorów"...
Acha...
NIE
ZDOBYŁEM
NAWET
JEDNEGO
PUNKTU
Było coś?
@szatkus-7 wstyd i upokorzenie...
@sireplama Czyli jak dla mnie klasyczna randka :slightly_smiling_face:
@sireplama xD
@sireplama Oglądałem w latach szczenięcych, ich treningi. Na rozgrzewkach robili setki przerzutek na obie strony do siebie, z tempem rakiety kosmicznej, a jak przechodzili na wolne, to podkręcali tak, że nigdy nie wiedziałem gdzie się odbije.
















