Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

ShivaaFanatyk

Dołączył/a:

  • 488 wpisów
  • 3902 komentarzy
  • 15 obserwujących

Fanatyk

w Książki

37piorunów

1134 + 1 = 1135

Tytuł: Dżuma

Autor: Albert Camus

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Format: książka papierowa

Liczba stron: 200

Ocena: 9/10

Jest to wspaniała opowieść o mieście, które doświadczyło epidemii dżumy.

Zaczyna się od szczurów, które padają na tajemniczą chorobę, a z czasem zaczynają umierać ludzie. Autor pięknie przedstawił nastroje i uczucia społeczeństwa, które stopniowo przechodzi etapy wątpliwości, strachu, paniki i rezygnacji.

Ludzie zostają poddani kwarantannie, odcięci od świata w tym jednym mieście. Tęsknią za tymi, którzy wyczekują ich za barykadami.

Piękna i filozowiczna opowieść o tym, jak życie które wydaje się pewne, nagle dyktuje nowe zasady gry, w którą chcąc nie chcąc trzeba grać.

Chciałabym to lepiej opisać, ale mam dziś trochę zwichrowany umysł 😅

Fanatyk

w Książki

21piorunów

1130 + 1 = 1131

Tytuł: Złodziejka książek

Autor: Markus Zusak

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 496

Ocena: 5/10

Nie wiem co ciekawego mogę napisać o tej książce.

Trochę się nudziłam. Fakt, została ona napisana w sposób oryginalny, ma nawet parę obrazków, a narratorem jest sama Śmierć, która jest w trakcie żniw podczas II WŚ.

Opowiada historię dziewczynki, która straciła brata i została przez matkę oddana pod opiekę obcych ludzi, ponieważ nie mogła się nią dłużej zajmować. Głównymi bohaterami są Niemcy oraz jeden ratowany przez nich Żyd.

Forma wydaje się lekka ale opowiada o prawdziwym dramacie, który wydarzył się wcale nie tak dawno temu.

Jednak dla mnie lektura za mocno sztampowa i bez tego czegoś co zachęcałoby czytać rozdział za rozdziałem z wielkim zaciekawieniem.

Osobistość1piorunów

@Shivaa no co ty, a ja się swego czasu zakochałam w tej książce...

Co prawda miałam wtedy z 20 lat i też była to jedna z pierwszych książek, które przeczytałam po angielsku (swoją drogą bardzo dobra dla niewprawionego czytelnika), ale zapadła mi w pamięć, jako świetna książka dla każdego.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Rowerowy Równik

68piorunów

353 269 + 34 = 353 303

Co się dziś odjebało na rowerze 🤯

Nie byłam tak obesrana nawet kiedy w starym rowerze pękła mi linka od jedynego sprawnego hamulca kiedy dojeżdżałam do przejazdu na którym miałam czerwone 🫣

Dopiero wyjeżdżałam z osiedla, wiaterek se wiał i nagle coś mi wpadło pod rozwianą koszulkę. Myślałam że ktoś czymś rzucił, ale rozchylam koszulkę a tam na klacie siedzi mi SZERSZEŃ 🤯 oczywiście zaczęłam w panice potrząsać tą koszulką, ani na chwilę nie zwolniłam jazdy, wręcz przyspieszyłam w razie jakby skurwiel miał mnie gonić

W pewnym momencie zorientowałam się że go chyba nie ma, udało się go wytrzepać 😖 ale przez długi czas co chwilę się trzepałam, bo nie miałam pewności czy na pewno się go pozbyłam, za każdym razem jak mi warkocz albo pasek od plecaka zatrzepotał to myślałam że dalej po mnie chodzi

Co za po⁎⁎⁎⁎na akcja, new fear unlocked 0/10 nie polecam

Ale potem było już fajnie, przez pewien czas świeciło słońce i padał lekki deszczyk, na drugim zdjęciu widać na wodzie jak kapie deszcz i mieni się w słońcu 😍

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (32)

Fanatyk

w Hydepark

93piorunów

Jako że odliczam ostatnie dni do urlopu, który tym razem niestety spędzę nad polskim morzem (niestety bo zimno), to powspominałam sobie swoje poprzednie wyjazdy, jeden szczególnie zapadł mi w pamięć 😅

Pisałam jakiś czas temu o starej pracy na miotle, że polecieli w c⁎⁎ja z kasą. Właśnie wtedy wydarzył się tamten urlopik, który jeszcze przed zamieszaniem z kasą miał być na totalnego biedaka, a wyszedł jeszcze bardziej xD

Był to też mój pierwszy 'dorosły' wyjazd nad morze, po wielu latach, więc mimo skromnych planów, byłam mega podjarana.

Podróż
To były jeszcze czasy, że booking.com nie istniał, albo nie miałam o nim pojęcia, więc w poszukiwaniu noclegu trzeba było przekopywać się po różnych stronach, na których ogłaszały się różne noclegownie. Potem trzeba było dzwonić wszędzie po kolei i pytać o wolne miejsca, przy okazji korygując często ceny bo 'uuuups zapomniało nam się zmienić', oczywiście cena zawsze szła w górę 😛
Problemem było też to, że załatwiałam te wakacje na tydzień przed wyjazdem, więc większość ośrodków była już pełna.
Ale udało się, znalazłam pole campingowe w pobliżu Mielna, gdzie wynajęłam przyczepkę dwuosobową dla siebie i swojej lepszej połówki. Wtedy nie mieliśmy jeszcze aut a nawet prawka, więc trzeba było jeszcze kupić bilety na pociung, gdzie udało się zarezerwować 2x brak gwarancji miejsca normalny.
Ogółem lubię jeździć pociągami, ale wtedy to był koszmar, spocony wagon, bez klimatyzacji, wypchany do granic możliwości grażynami, płaczącymi dziećmi i sebkami z muzyką z głośników. Ale jedziemy na wakajki jeeeeej!
Niestety pociągi do dziś mają tendencję do omijania mniejszych nadmorskich miejscowości, więc po wyjściu z pociągu, waląc jak menele, musieliśmy jeszcze złapać jakiś lokalny bus, który też zbyt blisko naszego campingu nie stawał xd

Camping
To był mój pierwszy raz na campingu 😅 oczywiście nie spodziewałam się hotelu*, szczególnie że kosztowało mnie to chyba 20 zeta za noc, no ale właściciele mogli się bardziej postarać xD teren w większości pokrywała trawa niemal do kolan, jedynie wydeptane ścieżki i miejsca pod namioty stały na płasko. Na cały camping były 2 kible i 2 prysznice, wszystko koedukacyjne, przed ciekawskimi spojrzeniami chroniły jedynie parawany. Fug spod grzyba nie sposób było dostrzec, mało kto używał po sobie mopa po załatwieniu czynności, więc szansa na utratę zębów była niezerowa. Kolejki do tego przybytku były najgorsze. Teren może i nie był zbyt duży, ale czasem już z irytacji oczekiwaniem olewałam to mycie, bo przecież mogę się wykąpać w morzu hehe.
Sama przyczepa to było zderzenie ze wczesnym PRLem, ale z całym inwentarzem minionego czasu i przerobionych lokatorów. W środku była stara kuchenka gazowa na butlę, parę dziurawych garnków i patelnia, która uratowała nam wyjazd. No i mały stolik z ławeczkami po obu stronach.
Łóżko niewygodne i ciasne, całą noc się tutlałam z jednej sprężyny na drugą, ale na wakacjach nie chodzi o to aby się wyspać, nie???
Jak na dwuosobówkę to w sumie nawet mi samej byłoby ciasno.
Robaki 🫣 były wszędzie, wieszaliśmy chleb na uchwytach szafek bo strach było na stole zostawić. Zakładam że miały w przyczepie jakieś siedlisko, bo nie wydaje mi się, że tyle ich z zewnątrz wchodziło. Ale nie ważne, wakacje, bawimy sieeee.

Mielno
Nie byłam tam wcześniej, a nadmorskie miejscowości, które poznałam za dziecka zapamiętałam jako urocze.
Mielno niestety nie spełniło moich oczekiwań co do polskiego morza.
Ale panie, kto to wiedzioł, nie czytalimy, zapłacili, tera trzeba udawać, że jest za⁎⁎⁎⁎ście 😍
Zacznę od tego, że na mapie nasz camping wcale nie wydawał się tak daleko. Ale kiedy wypełniliśmy plecaki kocami i trunkami i udaliśmy się w dziewiczą podróż na plażę, okazało się że droga ciągnie się w nieskończoność, a jeszcze trzeba wrócić. I tak dzień w dzień.
Były jakieś autobusy, ale nie dość że według rozkładu jeździły bardzo rzadko (2x dzienne?) to tak na prawdę nie jeździły wcale, chyba że akurat byliśmy już w połowie trasy z autobuta to potrafił nas minąć radosny autobus. Rozkład? Jaki rozkład? Tak na prawdę jedyny autobus, który nie zawiódł przez cały wyjazd był ten, którym przyjechaliśmy z Koszalina. Co niestety później miało swoje smutne konsekwencje.
Niezawodny but zaprowadził nas w końcu do Mielna 👀 a na miejscu, festiwal spierdolenia. Zewsząd dochodzące umcyk umcyk, drące mordę seby, wkurwione karki, wszędzie syf kiła i mogiła. My ubrani na metali, wtedy jeszcze za sam wygląd szło dostać wpierdol, nie było ulic pełnych alternatywek, do których na dziś dzień wszyscy są przyzwyczajeni, więc cichaczem przemknęliśmy przez to miasto potencjalnej śmierci i... w końcu! Szum fal, ptaków darcie japy I ten charakterystyczny zapach gnijącego glona 😍
Ale, jak już mym oczom ukazała się plaża, byłam rozczarowana, nie wiem już który raz na tym wyjeździe. Piasek nie był biały, ani nawet żółty, taki w kolorze sraki z powtykanymi gdzieniegdzie flaszkami i chusteczkami nawilżanymi. Zaraz obok konkurujące ze sobą biczbary, który zrobi największy hałas. Plaża żałośnie wąska. Stężenie ludzi na metr kwadratowy gorsze niż w lidlu na promocji karpia. Wszędzie patologia, krzyk i nieprzyjazne mordy.
Ja słyszałam w późniejszym czasie, że Mielno to taka letnia imprezownia i na spokój nie ma tam co liczyć, na tamten moment podpisałbym się pod tym wszystkimi ręcyma, ciekawe jak tam jest teraz? Od tamtego czasu moja noga tam nie postała i z lepszą połówką do dziś nie szczędzimy wrednych komentarzy na to miejsce xD
Ale uj, bawiiiimy sieeee.
Trzeba było odejść kawałek od głównych wejść, aby znaleźć w miarę spokojne miejsce na rozbicie kocyka. Morze też mnie nie zachwyciło, nie było przejrzyste a temperatura w nim wykręcała mi kości, ale c⁎⁎j, zapłacone, trzeba korzystać. Niestety nie tylko tenperatura wody była niska. Przez cały, calutki wyjazd piździło jak cholera. Wiatr był taki, że urywał głowę. A w tym czasie we wrocku 30 stopni, trzeba było zostać w domu xD

Jedzonko
Jak już wspominałam, nasz budżet był niewiele wyższy niż dniówka chińczyka w fabryce azbestu.
Ale hej, są wakacje, trzeba zaszaleć, rybka i frytasy z suruwą nęcily zapaszkami.
Wybraliśmy się do niewyglądającejnadrogą knajpy z fiszem. Menu nie wyglądało przyjaźnie dla naszego portfela, ale była szansa po tym wyżyć. Niestety kiedy doszło co do czego, to na nasze szczęście zostaliśmy poinformowani jeszcze przed zamówieniem (tak, byliśmy debilami), że podane ceny są za 100g i tak na prawdę nie stać na na zeżarcie tej cholernej ryby xD
Skończyło się na wizycie w jakiejś lipnej pitcerii, margerita i sos czosnkowy, na bogato.
I było to nasze pierwsze i ostatnie jedzenie wychodne. Poza tym gotowaliśmy sobie na tej starej kuchence i pordzewiałych naczyniach, ale bardzo szybko nasze posiłki stawały się coraz bardziej biedne xD wspominałam wcześniej o tym, że patelnia uratowała nam wyjazd. A to dlatego, bo mieliśmy coraz mniejsze pole do popisu w okolicznej biedronce I w końcu zaczęliśmy się żywić jedynie tostami z serkiem topionym xD ale paaanie, co to były za tosty, pryma sort. Usmażone na patelni, z tym serkiem na którego myśl się teraz wzdrygam, bo podgrzany przyklejał się do podniebienia jak po⁎⁎⁎⁎ny.

Rozrywki
Oczywiście mogliśmy zapomnieć o czymkolwiek za co się płaci, więc uskutecznialiśmy spacery po plaży na przemian z leżeniem plackiem.
Czas umilało nam zioło, którego wtedy paliliśmy sporo (pewnie dlatego nie mieliśmy kasy hahaha). Ale fajnie było na plaży w nocy wypalić gibona i patrzeć w czerń. Miałam wtedy wrażenie, że zaraz przyjdzie wielka fala i mnie wciągnie do morza xDD
A co do zjaranych historii, to po nocach bałam się chodzić do kibla campingowego xD trzeba było przejść cały teren a wokół było ciemno jak cholera i z każdej strony dochodziły dźwięki grasujących zwierząt. Raz, kiedy nie wytrzymałam i zdecydowałam się ruszyć, to na powrocie zaczęło za mną biec jakieś zwierzę, tak było, nie zmyślam 😂 do przyczepy nie wbiegłam tylko wpadłam na pełnej k⁎⁎⁎ie razem z drzwiami xD

I tak to się żyło na tych wakajkach. Oczywiście minęły szybko i już trzeba było myśleć o powrocie na miotłę.

Powrót
Mówiłam że autobusy miały rozkład co najwyżej w d⁎⁎ie? A z buta na dworzec koszaliński nie było szans. Stało się co stać się musiało, gruz nie przyjechał, a czas do odjazdu pociągu zszedł na minus. Dojechaliśmy w końcu do Koszalina jakimś busem, który zatrzymał się na naszym przystanku, choć nawet nie było go na rozkładzie. Potem czekało nas kolejne kilka godzin czekania na następny pociąg, w którym oczywiście trzeba było ogarnąć bilety, na szczęście konduktor był łaskawy i częściowo uznał nasz stary bilet, dzięki czemu dopłata mieściła się w naszym awaryjnym budżecie.

Moje kolejne wyjazdy nad polskie morze nie były już tak ekscytujące, choć dwa z nich z powodu towarzyszy wyprawy stały się niezapomniane, ale to zbyt świeży temat aby o nich opowiadać xD
Tym razem też pewnie będzie zabawnie (a tak na prawdę to nie) z powodu potencjalnego towarzystwa 🤡
Od lat zawsze jak jadę nad morze, to w pierwszy dzień jem rybę z frytami na pamiątkę tej jednej, pamiętnej, której zjeść nie było mi dane xD
Tak więc już w najbliższy poniedziałek rybka wjedzie na bogato, a wy spodziewajcie się pogorszenia pogody nad morzem, bo zawsze przypadkiem pakuję do plecaka zimno i deszcz 😛

Dla uwiarygodnienia tej pięknej przygody załączam fotki z jednego z wejść na plażę i swoje zza przyczepowej kuchenki xD

Pokaż więcej komentarzy (50)

Fanatyk

w Rowerowy Równik

46piorunów

352 198 + 34 = 352 232

Ale dziś była moc 💪 nie wiem skąd mi się ta cała energia wzięła, ale przeleciałam jak burza

Do tego słoneczko, cieplutko, gdyby nie to, że mamy jeszcze poniedziałek to byłoby idealnie 😁

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Pizza

50piorunów

Co za męczący weekend 😖
Ale najważniejsze że była picka, a dzisiejsza przeszła samą siebie 😍
To ta z góry, absolutnie na bogato, słodko pikantna lista składników, dość długa bo: orzechy, miód, gruszka, mozarella, cheddar, ricotta, szpinak, chilli i czosnek w oliwie
Natomiast wcześniej po raz pierwszy udało mi się kupić burratę (nie wiem dlaczego tak trudno ją dostać), ale w porównaniu do ricotty jest jak dla mnie za mało tłusta więc nie planuję jej dalszej kariery u mnie

Pokaż więcej komentarzy (22)

Fanatyk

w Rowerowy Równik

56piorunów

348 730 + 24 = 348 754

W końcu się udało zgrać wszystkie życiowe obowiązki, zdrowie i pogodę ♥️

Ale musiałam dziś wstać wcześniej i dźwigać większy ciężar aby skończyć szybciej pracę i trafić na idealne warunki

Słabo strasznie z rowerem w tym roku, ale są rzeczy ważne i ważniejsze

Wybrałam się do Osobowickiego i zrobiłam przyjemny przystanek na naszej niedoszłej hejtoogniskowej miejscówce. Tym razem absolutnie pusto, ani żywej duszy nie licząc leśnych zwierzaków. Była chwila na przemyślenia przerurzne

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fanatyk

w Hydepark

83piorunów

Dziś jest dla mnie wielka rocznica

Dokładnie 25 lat temu zrobiłam pierwszy wpis w swoim pamiętniku, który piszę do dziś. Była to dla mnie okazja do przeczytania całości i napisania jubileuszowego wpisu. Czytać zaczęłam wczoraj, dziś po wielu godzinach skończyłam. Nie miałam ciekawszego pomysłu na uczczenie tego dziwnego wydarzenia jak wrzucenie wpisu na (aby nie zaliczyło jak za prawdziwą książkę) i zrecenzjonowanie tego całego shitu.

2 + 2 = 5

Tytuł: Pamiętnik

Autor: Shivaa

Kategoria: komediodramat

Wydawnictwo: Niewydana

Format: książka papierowa

Liczba stron: kilka grubych zeszytów

Ocena: 1/10

Ocena 1 - beznadziejna

Nie mogło wyjść inaczej i wcale nie chodzi o umiejętność opisywania własnych perypetii.

Ale przyznaję, na początku był straszny cringe. 14 letnia ja pisała straszne głupoty, nie licząc błędów ortograficznych czy nieskładnych zdań. Co się dzieje w głowie takiego dziecka? Jest chaos, miotanie się, poszukiwanie akceptacji i niezrozumienie zasad. Do tego dochodzi wyższy poziom trudności, który został mi przypisany przy narodzinach a z wiekiem niestety tylko się podnosił.

Z czasem wpisy robiły się coraz wylewniejsze i lepiej napisane. Pojawiły się refleksje, dlaczego dzieciaki z mojego otoczenia są do siebie podobne, żyją względnie normalnie a mnie wychowano na kosmitę. Dlaczego ich rodzice zachowują się normalnie a z moimi jest ewidentnie coś nie tak. I długo jeszcze nie wiedziałam co.

Nie będzie zdziwieniem, że główna tematyka tej lektury skupia się na DOMU, relacjach i szkole (do czasu aż chodziłam).

Jestem dumna z tego jak dobrze i trafnie, z czasem jeszcze lepiej potrafiłam doszukiwać się sedna i że pojawiło się też dużo konstruktywnej krytyki pod własnym adresem, nie tylko jestem ch⁎⁎⁎wa, chcę się zabić. Chociaż większość to jednak złość, żal i przygnębienie.

Rozdziały z dorosłości są już bardziej skąpe i jest większa przerwa w pisaniu. Niestety życie wcale nie okazało się prostsze z dowodem i wiem, że nigdy nie będzie, bo fatum wciąż trwa, a ja jako jedyna z rodziny, której się 'udało', muszę ratować resztę, bo nigdy bym sobie nie wybaczyła.

Teraz kwestionuję wszystkie swoje życiowe wybory i najchętniej rzuciłabym to wszystko i wyjechała w Bieszczady ale trzeba do roboty hehe

Z dobrych stron to cieszę się bardzo, że udało mi się rozwinąć socjalnie z wiekiem i staram się wciąż podnosić poprzeczkę.

Przy okazji dziękuję Wam, że tu jesteście, że można się z Wami czasem spotkać i nie daliście mi odczuć, że widzicie we mnie creepa, którym niestety na codzień jestem

Lider4piorunów

@Shivaa TO 2001 BYŁ 25 LAT TEMU? ಠ_ಠ

Trochę zdziwił mnie Twój wpis, bo jak spotkałem Cię na żywo to wydałaś mi się całkowicie normalną i bardzo sympatyczną osobą, w życiu bym nie nazwał Cię creepem.

Pokaż więcej komentarzy (33)

Fanatyk

w Książki

40piorunów

1102 + 1 = 1103

Tytuł: Sto lat samotności

Autor: gabriel Garcia Marquez

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Mediasat Poland

Format: książka papierowa

Liczba stron: 350

Ocena: 3/10

Zaczęło się bardzo ciekawie, oryginalnie. Pomyślałam od razu, że może być to kolejna świetna pozycja na półce. Ale zlatywały kolejne kartki, zapał stygł i w końcu zaczęłam się zastanawiać, skąd ta książka wzięła się na mojej kupce z najbardziej wartościową literaturą wszechczasów. Musiałam sprawdzić opinie na necie, bo nie dawało mi to spokoju, ale okazało się, że ja to chyba nie potrafię docenić dobrej książki, bo opinie ma fantastyczne.

Zacisnęłam zęby i wróciłam do czytania. Niby 350 stron tylko, ale przeczytanie jednej kartki zajmowało sporo czasu. W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza, ale jakoś przetrwałam 😅

Książka opisuje długaśną historię rodziny, gdzie imiona notorycznie się powtarzają, bardzo szybko zaczęłam się gubić czy X to jest X, czy syn wnuka jego siostry z pierwszego małżeństwa, a nie dość że imiona się powtarzają to poszczególne są do siebie cholernie podobne. Dlaczego Panie Autorze? No ale to jeszcze do zniesienia. Trochę gorzej z samą treścią i powaloną historią. Wszczscy ze wszystkimi parzą się jak króliki i trzeba czytać te niesmaczne, zbędne opisy, kazirodztwo - jeszcze jak! Do tego magia, zjawiska nadprzyrodzone, straszny zamęt. Wszystko przeplatane wojnami, polityką, romansami, napisane niemalże bez ładu i składu, przeskakiwanie co chwila po innym temacie. To jest taki strasznie długi, szczegółowy i na prawdę irytujący monolog.

Potrafię docenić pomysł na samą koncepcję i czasem czytałam z większą ciekawością.

Ale niestety okazuje się, że jednak nie potrafię docenić tej najwyższych lotów literatury.

Lider12piorunów

@Shivaa bardzo podoba mi się Twoja recenzja, bo jakbym czytał swoje przeżycia z tą książką ze 100% dokładnością! xd Tylko, że:

W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza

ja właśnie tak zrobiłem. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Fanatyk4piorunów

@Shivaa czytałem książkę 10 lat temu, już nie pamiętam szczegółów fabuły. Natomiast mnie, właśnie zachwyciła ta magia i tak ją zapisałem sobie w głowie. Jako książkę magiczną w odbiorze - 8/10

IMO dużo lepsza niż "Miłość w czasach zarazy" tego samego autora

Pokaż więcej komentarzy (33)

Fanatyk

w Hydepark

70piorunów

Zawsze zastanawiałam się jak to jest spędzić dzieciństwo na wielkim blokowisku, z sebixami na ławeczce, ogromnymi przestrzeniami między wysokimi blokami i masą zieleni. U mnie było trochę inaczej.

Podwórko

Mieszkałam we Wrocławiu na Ołbinie, gdzie królowały stare kamienice, podwórza nie były urodziwe, zazwyczaj z małą ilością zieleni, w latach 80-90 nie było jeszcze ładnych placów zabaw, ale mame mogła kontrolować z okna co robią jej pociechy i w razie czego rzucić picie albo piłkę, a potem wrócić do oglądania Mody na sukces i mieszania bigosu.
Mój blok wybudowany został w latach 80, wkomponowany w sąsiednie kamienice był najnowszym na tym podwórku.
Podwórko miało kształt litery U, ja mieszkałam na jego środku. Dzieliliśmy się na 3 mniejsze podwórka, każde nazywaliśmy kolorem na który niegdyś pomalowane były drabinki na placach zabaw: Zielone, Niebieskie i moje, Czerwone. Moje było największe i najbogatsze w sprzęty do tracenia zębów, więc zazwyczaj schodziły się do nas dzieciaki z sąsiedztwa.
Podwórze miało taki kształt, ponieważ na środku znajdowała się duża piekarnia 'Sobótka', odgrodzona wysokim płotem, gdzie później powstała jedna z pierwszych Biedronek w mieście.
Oczywiście zieleni nie było zbyt wiele, trochę smutnej trawy, parę młodych wtedy jeszcze drzew, poza tym ziemne klepisko, gdzieniegdzie beton i tajemne napisy na ścianach (długo głowiłam się nad tym co oznaczało hasło WAL KONIA widoczne z mojego okna).

Podwórkowe legendy

Pewnie każde takie miejsce miało swoje, ja wspomnę tylko o dwóch bo pamięć już nie ta.

Nawiedzona piwnica: z jakiegoś powodu dzieciaki lubią się trochę bać a przed snem płakać z powodu potwora pod łóżkiem. O jednej z kamienic krążyła legenda, że w jej piwnicy powiesił się jakiś ziomek. Miejsce w którym ktoś odebrał sobie życie, ma dla dzieciaków +100% statsów do grozy i 200% szans, że są tam duchy. Piwnica rzeczonej kamienicy, tak jak zresztą wszystkie na tym podwórku, miała swoje wyjście zaraz obok Czerwonego placu zabaw. Był to obskurny zaszczany kąt, ze schodkami w dół i skrzypiącymi drzwiami, za którymi szedł długi, nie ładniejszy korytarz bez oświetlenia, który kończył się piwnicami. Większość dzieciaków mieszkających w tej bramie, wychodziła na podwórko naokoło, aby nie narażać się na ducha samobójcy. Po czym wszyscy radośnie siadaliśmy na tych schodkach i straszylismy się nawzajem.
Oczywiście lubiliśmy grać w prawda-czy-wyzwanie z czego najpopularniejszym wyzwaniem było wejść do tej piwnicy, po czym delikwent był zatrzaskiwany w środku, dopóki jakiś wściekły rodzic nie zaczynał drzeć się z okien aby zamknął zaryczaną jadaczkę. Potem szedł do domu naskarżyć, a reszta ulatniała się. Następnego dnia znowu była sztama.

Krzysiu Wariat: na samiuśkim końcu podwórek mieszkał sobie Krzysiu z bratem i ojcem alkoholikiem. Krzysiu miał koło 20-30 lat i nierówno pod sufitem. Ploty krążyły o nim niesamowite, co się u nich w domu wyrabia. Prawda, byliśmy wrednymi, znudzonymi szczylami i granie w gałę i zamykanie się w piwnicy samobójcy czasem nam nie starczało.
K. lubił się na wszystkich drzeć bez powodu i miał swoje dziwactwa, które niesamowicie nas śmieszyły. Bywały dni, gdy szczytem naszych ambicji bywało wołanie pod jego oknami 'Krzysiu Wariat' i uciekanie gdzie pieprz rośnie, nierzadko spowalniając się nawzajem, aby kolega trafił w ręce Krzysia.
K. Uwielbiał tą grę, wybiegał wtedy wściekły z domu (nie miał daleko bo mieszkał na parterze) i gonił nas miotając przekleństwa.
Któregoś dnia dostarczył nam niecodziennych emocji wyskakując na nas z grabiani. Gdyby ktoś mi wtedy mierzył czas, mógłby paść rekord w dziecięcej kategorii sprintu.

Aktywności

Niestety nie dane nam było brainrotować się w tamtych czasach na tiktoku, więc musieliśmy być bardziej kreatywni. Ale już wtedy byliśmy gender fluid I każdy z nas skakał w gumę, aby potem grać w nogę z bramkami tworzonymi przez trzepak oraz drzewo i smutny kamień (tam czasem trudno było ocenić czy był gol). Każdy z nas plotkował co tam się wydarzyło w ostatnim odcinku telenoweli, a kiedy były mistrzostwa, lataliśmy z szalikami losowych zespołów piłkarskich (bo nie było wyboru, brało się co było). Nikt nie mówił że coś jest babskie albo chłopskie, taki fajny mieliśmy team.
Byłam jedną z niewielu osób, które miały piłkę do nogi, pamiętam ją do dziś jak bardzo na koniec była zajechana przez niezliczone mecze juniorów.

Jedną z moich ulubionych zabaw, była zabawa w wojnę. Byliśmy podzieleni terytorialnie na Czerwonych, Zielonych i Niebieskich. Przemykaliśmy po podwórku krzakami, piwnicami I bramami, zastawialiśmy na siebie pułapki i latał nie jeden kamień. Celne trafienia zwykle kończyły się rykiem i wizytą rodzica poszkodowanego na polu bitwy. Wtedy grzecznie udawalismy, że całkowitą uwagę poświęcamy szczepionym tramwajom w trawie albo kopaniu dołów w piaskownicy.

Z bardziej popularnych dziecięcych zabaw z tamtego okresu było dzwonienie do kogoś domofonem i uciekanie, albo co odważniejsi wdawali się w durnowatą dyskusję z ofiarą. Odkryłam wtedy, że aby wejść do zamkniętej bramy, zazwyczaj wystarczy zadzwonić pod losowy numer i powiedzieć 'cześć, to ja' albo proste 'otwórz'.

Atrakcje

Na podwórku był mały sklepik, gdzie lokalne żule zaopatrywały się w napoje wyskokowe a my w oranżadę z kaucjonowanej butelki. Były też gumy kulki i star czipsy do uzupełniania kalorii po bieganiu z patykami z gównem.
Ponadto w sklepiku tym była maszyna go gier, gdzie wrzucało się ciężko wyciągnięte od rodziców monety i patrzyło jak ustawiają się w rządku cytryna, jabłko, truskawka i śliwka, co znaczyło zniszczenie naszych dziecięcych marzeń o dołączeniu do klasy średniej.

Mieliśmy jeden kosz do gry, niestety parę metrów od niego był ulubiony murek lokalnej partii koneserów taniego wina, więc raczej trzymaliśmy się od niego z daleka.

Lokalsi

Nie mówię, że teraz tego nie ma, ale lata 80-90 były obfite w rozmaite patologie i mocno zakrapiane trunkami, bo ciężko było o sensowniejsze zajęcia.
Była taka jedna grupa, składająca się głównie z młodych facetów z zaprawionymi mordami. Wielogodzinne wystawanie na murku o po bramach czasem robiło się monotonne więc wyprawiali fajerszoły dla znudzonych mieszkańców.
Nie pamiętam ile razy to odwalili ale kilka będzie. Wieczorem, po zmroku, najpewniej z użyciem benzyny, rozpalali ogień w otwartym kontenerze na śmieci. Jarało się jak marzenie, spokojnie potrafiło sięgać mojego 4 piętra i dosięgać pobliskie drzewa. Wtedy, za dzieciaka, było to dla mnie widowisko nie z tej ziemi, sam wjazd straży pożarnej i ugaszenie tego było czadowe. Teraz myślę, ty debilu jeden z drugim, dobrze żeście nas wszystkich nie pozabijali.

Nie zawsze na podwórku było co robić, najczęściej latem w godzinach porannych były pustki bo sporo dzieciaków było na koloniach lub innych wyjazdach.
Jako, że potrafiłam być stara już za młodu, to w takie nudne dni stawiałam fotel przy oknie, kocyk na parapet i wysiadywalam godzinami w tym oknie, obserwując przechodzących ludzi, latające ptaszki oraz objadając się czereśniami i słuchając w radiu Rikiego Martina i krasza Tarkana.

Obecnie to podwórko nie przypomina swoich lat świetności. Po demograficznym boomie dzieciaków było coraz mniej, a nieliczni rodzice z tego podwórka już nie byli tacy chętni na puszczanie dzieciaków samopas. Mój świrnięty sąsiad zaczął obsadzać wszystko co tylko się da, usunął barierki, z piaskownicy zrobił olbrzymią donicę, całe Czerwone zostało ogrodzone płotem i tak sobie stoi i ładnie wygląda, bo funkcji już żadnej innej nie ma, nawet ławki zniknęły, aby przypadkiem ktoś nie przyszedł skorzystać. Może i nie brzmi to tak strasznie, ale znam typa i jego motywacje, dlatego heheszkuję z jego działań na rzecz wyplewienia dzieciaków i innych z JEGO podwórka.

I tak to było, na pewno cieszę się, że mnie puszczano codziennie samopas na podwórko, zamiast być ciąganą przez rodziców po zajęciach dodatkowych. Było fajnie.

Gruba ryba3piorunów

za gówniarza pamiętam że właśnie trójkąt i ołbin (u nas znane jako "jedności", ale to drugi trójkąt razem z nowowiejską i wyszyńskiego) miały patusiarską renomę, i mówię to jako mieszkaniec sebiksowego nowego dworu.

Pokaż więcej komentarzy (38)

Fanatyk

w Pizza

50piorunów

Byłam wczoraj w swojej ulubionej pizzerii po raz pierwszy w tym roku. Szukałam inspiracji 😀
Na pewno mogę polecić pod względem doznań smakowych, ciasto fajnie wypieczone, mocno dojrzałe w smaku.
Nie znalazłam w menu idealnej dla siebie pozycji, więc poprosiłam o zamianę oliwek na podwójną ricottę, trochę biednie to wyszło, ale może być 😅
Niestety mój żołądek przyzwyczajony do własnego placka zaprotestował i odwdzięczył się potem wielogodzinnym bólem xD

Ale polecam - pizzeria O Sole Mio we Wrocławiu

Gruba ryba2piorunów

@Shivaa jakos tak "pizza" i "Wroclaw" sprawilo, ze otworzyla mi sie skrzynka w glowie ze wspomnieniami studenckimi.

Jak ja kochalem pizze "Marikuana" z nocnej pizzeri JOKER 😛 Matko, ale to wlatywalo po imprezach.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Fanatyk

w Pizza

57piorunów

KAPSAICYNAAA 🔥🔥🔥
Może i nie wygląda, ale really hot 🥵
Czerwona cebula, czosnek, chilli, jalapeno, szczypiorek
i dla przełamania smaku: miód, orzechy, oregano i ricotta na koniec

Lider5piorunów

@Shivaa JA PI⁎⁎⁎⁎LE JAK MNIE DENERWUJĄ TAKIE SEBY, NO JANIEMOGE. O JAKI JA JESTEM WIELCE HARDKOROWY SMAKOSZ NAJPIKANTNIEJSZE NA SWIECIE OO JAKA DOBRA OSTRA, PODKREŚLAM OSTRA MUSZTARDA. ALBO "OO KUPIE SOBIE CZIPSY, ALE NIE JAKIEŚ SMACZNE, MUSZA BYĆ PIKANTNE, JESTEM LEPSZY BO JEM PIKANTNE A WY CO NADAL PAPRYCZKA CZY CEBULKA? JA WSUWAM WASABI, SMAKUJE JAK OCET Z PIEPRZEM ALE WSUWAM, NIEBO W GĘBIE, GDYBY BYŁO CIUT OSTRZEJSZE TO UŚCISKAŁBYM STAREGO ZE WSZYSTKICH STRON TAKI BYŁBYM SZCZĘŚLIWY, ZROBIŁBYM JESZCZE TEMAT ŻE PIKANTNE I OGIEŃ I PIEKŁO. ROZUMIEM NADAĆ WYRAZISTOŚCI, ALE ZABIJAĆ CAŁY SMAK POTRAWY DLA WĄTPLIWEJ PRZYJEMNOŚCI PIECZENIA JAPY? KRZTUSISZ SIE, POCISZ I LECI CI Z NOSA. MOŻNA O PORÓWNAĆ Z ROZKOSZĄ PODCZAS DŁAWIENIA SIĘ PIANKĄ MONTAŻOWĄ. PRAWDZIWE SZOŁ ZACZYNA SIĘ KIEDY TAKI TWARDZIEL MOŻE SIĘ WYKAZAĆ, JAKAŚ PIZZERIA CZY U SIEBIE W KUCHNI. CO TAM MATI ZAMÓWMY PIZZE, DLA MNIE MEGADIABLOMEXICANOOSTRA Z DODATKOWYMI PAPRYCZKAMI, HEHE COŚ NIE OSTRA, JA TO NIE WIEM JAK WY MOŻECIE JEŚĆ TAKIE MDŁE xD CO TAM CHCESZ SPRÓBOWAĆ SEBA? TYLKO MASZ POPIJ MLEKIE BO SIĘ WODO NIE POPIJA XD A TERAZ ZW NA MOMENCIK BO MUSZĘ ZDEFEKOWAĆ MOIM MEGA PIEKĄCYM EFEKTEM TRAWIENIA, AHH NIE MA TO JAK BRUTALNE PIECZENIE

( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fanatyk

w Hydepark

56piorunów

Piątkowo-wieczorowy chillout ze zwierzyńcem

Osobistość3piorunów

@Shivaa Chill pod kocem/kotem tylko, czy może 3xK? Koc/kot/książka? Plus opcjonalnie kakałko, ale to chyba jeszcze nie ta pora roku.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Fanatyk

w Książki

27piorunów

1085 + 1 = 1086

Tytuł: Hamlet

Autor: William Shakespeare

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Format: książka papierowa

Liczba stron: 228

Ocena: 10/10

Literatura najwyższych lotów.

Mimo, że ten wierszowy sposób pisania nie należy do moich ulubionych, przestawiłam się już po paru stronach. Czytało się bardzo przyjemnie. Pan Shakespeare potrafił nakreślić historię w sposób ciekawy i budzący emocje, a wydanie które mam jest ładnie przetłumaczone (ale nie porównywałam z oryginałem 😅).

Wartości i rozterki przedstawione w książce są ponadczasowe, dlatego Hamlet i jego dramat w 5 aktach obecni są w popkulturze i niezmiennie na szkolnych przedstawieniach, bo kto nigdy nie widział małolata z czaszką, pytającego 'być albo nie być' ten życia nie zna xD

A reszta, wiadomo, jest milczeniem.

Fanatyk

w Książki

48piorunów

1083 + 1 = 1084

Tytuł: Zabić drozda

Autor: Harper Lee

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: REBIS

Format: książka papierowa

Liczba stron: 409

Ocena: 10/10

Jednym z efektów mojego ostatniego przemęczenia, było wyjście z pociągu bez książki. Pewnie również i z przemęczenia zirytowało mnie to jak nigdy.

Zostało mi kilkadziesiąt stron do końca, jakby wypadło mi z rąk coś cennego, co potrzebowałam na teraz, na już.

Stwierdziłam, że zamówię kolejny egzemplarz, ale będzie za kilka dni, a niedosyt był straszny i nie wyobrażałam sobie zacząć innej książki, bez zamknięcia tej.

I tu było zderzenie ze współczesnym czytaniem e-książek. Za starych czasów pobierałam pdfa z chomika, bądź innego torrenta i było, niemalże wszystko. Teraz google zbombardowało mnie masą legimo podobnych aplikacji, gdzie za cenę nieuczciwą mogłam dostać parę bajtów tekstu. Znalazłam drozda w apce empikowej, zabuliłam dwie dychy i przekonałam się, że to nie jest kurła książka, której szukałam w formie tekstu, tylko komiksu 🤦♀️

Trafiłam na legimu, apka w abonamencie, 3 dni za darmo, izi... Jednak nie, sama książka kosztuje prawie pięć dyszek dżizas.

No kupiłam, należy mi się. Nie ważne że nie wytrzymam nie mając wersji papierowej na półce, dlatego i tak ją zamówię.

W kaaaaażdym razie, przeczytane 😅

Czytając tą książkę, w głowie miałam milion zdań na recenzję, teraz jest tylko wymiętolone siano, ale postaram się, bo ta pozycja zasługuje na wysilenie się na parę ładnych słów.

Historia opisana jest oczami dziecka, ale niebanalna i refleksyjna. Powiedziałabym, że to wręcz kopalnia cytatów, które zostają w głowie na dłużej.

Potrzebowałam tej książki, o czym przekonałam się w trakcie czytania. W niepewnych czasach, znalazłam bohaterów, którzy pokazali mi drogę, ułożyli chaotyczne myśli i przypomnieli jak należy radzić sobie z trudnościami i pozostać przy tym człowiekiem.

Specjalista1piorunów
Pokaż więcej komentarzy (20)