Żelazny Karzeł imieniem Wasyl jechał na rowerze parowym przez las. Był to jego
najnowszy wynalazek, polegający na tym, że napęd pojazdu stanowiła para
borsuków ciągnących rower.
Wasyl rozglądał się wokół siebie i podziwiał leśny krajobraz. Myśli jego
zaprzątała jednak ważna idea. Otóż Żelazny Karzeł chciał za wszelką cenę
zemścić się na zającu Henryku. Henryk rozpowszechniał więc opinię, że Wasyl
jest głąb do kwadratu.
Żelazny Karzeł próbował przez pewien czas walczyć z tą sugestią prezentując
mieszkańcom lasu swa kolejne wynalazki. Pech jednak chciał, że ich wdrożenie
nie odbywało się bez problemów. Maszyna do zbierania grzybów zabiła łosia
Janka. Jednorazowy płyn do mycia zębów wybuchł Wasylowi w kieszeni. A
elektryczna szczoteczka nieszczęśliwie przygniotła jedyny w okolicy
kiosk "Ruchu".
Zając Henryk na razie więc triumfował. Ale Wasyl miał już ułożony plan, który
przywróci mu dawną pozycję wśród leśnej braci. Postanowił on bowiem przekazać
potomności największy swój wynalazek: wierną kopię siebie samego.
Jechał teraz na polanę sejmową gdzie czekał już zgromadzony tłum pod wodzą
zająca Henryka. Gdy Wasyl wjechał w krąg gapiów, na polanie zaległa cisza.
Wszyscy wiedzieli, że to ostateczna próba.
Wasyl zdjął z roweru wielkie pudło i przystąpił do montażu. Po kilkudziesięciu
minutach stało na polanie dwóch identycznych Wasylów. Wasyl właściwy włączył
swojego sobowtórowi zasilanie i powiedział:
- Przedstaw na się teraz kochany.
W Wasylu numer dwa coś chrupnęło i dźwięczny bas powiedział:
- Nazywam się Zofia Maciągowska i mam chore nerki.
Minęło kilka dramatycznych minut.
W całkowitej ciszy Wasyl właściwy bez słowa sięgnął do worka przytroczonego do
roweru. Wyjął zeń rusznicę przeciwpancerną i ze słowami: "Eee. Byłem na to
przygotowany" wypalił z odległości pół metra do zająca Henryka.
Tym samym odzyskał w mgnieniu oka swój autorytet. Zofia Maciągowska wyjechała
zaś do rodziców najbliższym pociągiem.
#heheszki #dowcipyzklamra