Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#dieta

GURU

w Hydepark

37piorunów

Odpowiadam na mema :zany_face:

Narzekając na niedobór serotoniny, należy uświadomić sobie nie powstaje ona z niczego.

Jeżeli nie będziesz dostarczał odpowiedniego towaru do jej wyrobu, to będziesz miał braki.

90% serotoniny powstaje w jelitach (jednakże ta serotonina nie trafia do mózgu, ponieważ nie może ona przekroczyć bariery krew-mózg - jest wykorzystywana w różnych funkcjach organizmu). Dlatego też nie da się zrobić tabletek z serotoniną, która po zjedzeniu trafi wprost do mózgu. W sensie, tabletki można zrobić, ale z transportem do mózgu już jest problem.

10% serotoniny powstaje w mózgu i jest to właśnie ta serotonina odpowiedzialna za nastrój. Mózg sam sobie produkuje własną serotoninę, ale też - nie produkuje jej z niczego. Substancje do produkcji serotoniny (prekursory serotoniny) przenikają już barierę krew-mózg i możemy je dostarczyć do organizmu.

Oto główne niezbędne składniki do produkcji serotoniny w mózgu:

tryptofan* (aminokwas) - jego bogate źródła to czerwone mięso, drób, ryby, jajka, sery i produkty mleczne, soja, ciecierzyca, nasiona dyni, słonecznika, sezamu, migdały

ekspozycja na słońce*

witamina B6 i żelazo*

tlen* - ruch na świeżym powietrzu, który poprawia krążenie i dotlenia tkanki

Reasumując, serotonina nie jest czymś, na powstawanie czego nie mamy wpływu. Zdrowa, zbilansowana dieta oraz ruch na świeżym powietrzu pozwolą na większą produkcję tej substancji, a tym samym na nasz nastrój. Więc stwierdzenie "idź pobiegać" nie jest pozbawione podstaw naukowych (chociaż nie trzeba biegać, wystarczy nawet spacer).

EDIT: zaktualizowałam bo miałam drugą zakładkę otwartą z dopaminą i się trochę zmiksowało 😛

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Zdrowie

34piorunów

Z okazji Światowego Dnia Cukrzycy mam postulat o zmiany oficjalnej polskiej nazwy choroby na inną.

Obecna nazwa mocno utrudnia powszechną świadomość tej choroby sugerując, że cukrzyca ma coś wspólnego ze spożywaniem cukru. Zapewne wiele osób uważa, ze ich ona nie dotyczy, bo nie lubią słodkiego i nie słodzą herbaty.

Cukrzyca jest upośledzoną tolerancją glukozy przez organizm. Glukoza jest tylko jednym z cukrów prostych, a jej największym źródłem w diecie jest skrobia zawarta zbożach i roślinach skrobiowych, jak np. ziemniaki. Normalnie glukoza jest wchłaniana przez tkanki, wykorzystywana energetycznie na bieżąco lub na później w postaci glikogenu w mięśniach, wątrobie, a nadmiar jest przekształcany na tłuszcz i magazynowany w tkance tłuszczowej. U chorych na cukrzycę ta glukoza z różnych powodów nie trafia do komórek organizmu, tylko w nadmiernych ilościch pozostaje we krwi.

Tak, możesz w ogóle nie jeść cukru (stołowego) i mieć cukrzycę typu 2. Wystarczy nadmiar jedzenia, nadwaga, brak ruchu, duża ilość białego pieczywa i mącznych produktów, ziemniaków, w połączeniu z nadmiarem tłuszczu (np. miks skrobii i tłuszczu typu frytki, chipsy, kotlety w panierce), alkohol.

Cukrzyca typu 1 jest natomiast chorobą autoimmunologiczną, w dużej mierze genetyczną, polegającą na tym, że własny układ odpornościowy niszczy komórki wytwarzające insulinę w trzustce i zupełnie nie zależy od diety.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Gruba ryba

w Zdrowie

8piorunów

Pan porównuje bułeczki z biedronki.

tl;dw: W pierwszym komentarzu podsumowanie.

NAJLEPSZE i NAJGORSZE bułki z Biedronki

https://www.youtube.com/watch?v=tw1oifnqZBw


Z składem poszczególnych produktów można zapoznać się tutaj:

https://www.biedronka.pl/pl/pieczywo?page=skladniki

Osobistość2piorunów

@Marchew Generalnie nic odkrywczego. Białe = najgorsze gówno. Wystarczy sięgać po te ciemniejsze, z ziarnami, mąką graham lub żytnią. Najlepszy jest chlebek "Samo ziarno".

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Hydepark

15piorunów

Chleb keto z 4 składników do wykonania w 10 minut + pieczenie.

6 jajek, 250g masła orzechowego (z kawałkami), łyżka proszku do pieczenia, pół łyżeczki soli.

Wszystko wymieszać, piec w termoobiegu 175st. w keksowke pod przykryciem folią aluminiową, po tym czasie zdjąć folie i piec dalej ok 20-30 minut.

Zapach w domu obłedny, smak bardzo ciekawy.
Dobra alternatywa dla pieczywa zwykłego.
Wrzuciłam całość na fitatu, ale tam jest przekłamanie bo po upieczeniu waży 514g czyli to jest 2056kcal, ukroilam 4 kromki z tego o wadze 125g.
Więc wychodzi ze 100g to ok. 400kcal

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Hydepark

92piorunów

Przypominam o prawdzie objawionej:

1. To czy tyjesz czy chudniesz zalezy bezposrednio od tego czy jestes na surplusie czy deficycie kalorycznym. Innymi slowy czy twoj organizm spala wiecej energii niz mu dostarczasz.

2. Mozna tyc jedzac najwspanialsze “organiczne”, zdrowie czy jakkolwiek nazywane jedzenie. Wystarczy ich jesc wiecej niz przerobisz.

3. Mozna chudnac jedzac najgorszy syf - https://www.nationalreview.com/the-feed/science-twinkie-diet-helps-nutrition-professor-lose-27-pounds-greg-pollowitz/amp/

Oczywiscie punkt 3 nie jest zalecany, z szeregu innych wzgledow, bo zdrowie to nie tylko BMI i kilka wskaznikow.

Osobistość5piorunów

@bartek555 A ile powinno się obcinać kalorii na tydzień/miesiąc, żeby było widać efekty? Mam wyliczone 2300kcal, jadłem 2000kcal i nie było efektów, potem 1800kcal i dopiero coś się ruszało, ale po pierwsze powoli, a po drugie chodziłem głodny. Najlepiej było na koniec xD Jadłem po 2500kcal, byłem najedzony po korek, ale też ćwiczyłem co drugi dzień (w lato). Teraz znowu pogoda do d⁎⁎y, szybko ciemno więc znowu wejdę w taktykę obcinania, ale już sam nie wiem ile mam jeść...

Pokaż więcej komentarzy (61)

GURU

w Zdrowie

62piorunów

Ponieważ mój wpis o fruktozie przyniósł więcej komentarzy, niż się spodziewałam, to trochę żałuję że nie umieściłam więcej informacji, ponieważ często ludzie mają tendencję do nadmiernego upraszczania.

Fruktoza nie jest szkodliwa per se. Organizm człowieka ma mechanizm, żeby sobie z nią radzić. Jest przystosowany do pozyskiwania energii z czego się da, dzięki czemu możliwa jest różnorodna dieta - nie musimy jeść tylko jednej rośliny, jak koale. Dawka 25-40 g na dobę co do której panuje konsensus, że jest bezpieczna, to dawka, przy której nie ma negatywnego wpływu na zdrowie. To są cztery duże jabłka albo sześć bananów. Absolutnie nie ma sensu rezygnować ze zdrowych produktów dlatego, że zawierają odrobinę fruktozy. Jeżeli też zjecie raz na jakiś czas większą dawkę, to też nic się nie stanie. Stłuszczenie choroby, tak jak inne choroby metaboliczne, rozwija się latami pod wpływem regularnej, codziennej ekspozycji na nadmierne ilości.

Myśląc fruktoza wiele osób myśli zapewne od razu o owocach. To błąd.

Wiele osób słyszało o syropie glukozowo-fruktozowym, którym słodzi się różne desery czy słodkie przekąski, ale niekoniecznie wszyscy wiedzą, że fruktoza jest też składnikiem cukru stołowego (sacharozy). Rozpada się on po połowie na glukozę i fruktozę. 100 g cukru stołowego zawiera 50 g fruktozy.

Puszka 330 ml coli zawiera 35 g cukru stołowego (czyli 17 g glukozy i 17 g fruktozy).
Jedną puszką coli już "wyrabiacie" połowę dziennej ilości fruktozy, chociaż nie pomyślelibyście, że cola ma coś wspólnego z owocami. Dorzućcie do tego cukier z innych rzeczy - ze słodyczy, ze słodzonego jedzenia - jogurtów, płatków zbożowych, ze szklanki soku i już zbiera się spora ilość, mimo że nawet nie powąchaliście ani jednego owoca.

Fenomen4piorunów

Skończy się na tym, że będzie można jeść tylko sałatę i rzodkiew, jak już nawet owoce nie są zdrowe;) Jak sobie to czytam to ja nie wiem jak jeszcze żyję po tym ile zjadłem słodyczy w młodości. Przydałoby się powiedzieć ile lat trzeba przesadzać z taką dietą. Ile nadwagi trzeba sobie wyrobić, itp.

Mimo wszystko chyba gdzieś trzeba znaleźć złoty środek, a nie popadać w skrajności. Nie zjem bułki bo to czekolada, nie zjem owoca bo czai się fruktoza, nie napiję się piwa, bo alkohol toksyczny, zapomnij o cukierku bo umrzesz. To po co żyć, jak ciągle trzeba se od ryja odstawiać?

Pokaż więcej komentarzy (30)

GURU

w Zdrowie

48piorunów

Teraz obrazek pokazujący metabolizm fruktozy.

Jest prosty, bo nie ma tu żadnej skomplikowanej ścieżki ani hormonów. Fruktoza nie jest w ogóle przyjmowana przez komórki, bo nie miałyby one co z nią zrobić. Wbrew pozorom do komórek nie przenika wszystko "jak leci", błona komórkowa jest dosyć szczelną barierą a komórka decyduje sama, co zechce wpuścić. Fruktoza nie jest jej do niczego potrzebna.

Cała fruktoza jest przerabiana w wątrobie w zależności od zapotrzebowania - na triglicerydy (czyli tłuszcze) i glukozę, które następnie trafiają do krwi i są pobierane przez komórki organizmu albo odkładane w formie zapasu.

Jeszcze do niedawna modne były różne diety owocowe, "detoksy owocowe". Dziś wiadomo, że nadmiar fruktozy w diecie prowadzi do stłuszczenia wątroby podobnego do stłuszczenia pod wpływem nałogowego picia alkoholu (niealkoholowe stłuszczenie wątroby). Dobowa dawka 25-40 g fruktozy jest uważana za bezpieczną.

Gruba ryba2piorunów

@GazelkaFarelka
Chciałbym tylko potwierdzenia z twojej strony, bo trochę żyje w takim przekonaniu:

Choć fruktoza teoretycznie zła, to owoce mają błonnik i witaminy, przez co warto jest wcinać te owoce, a samo przedawkowanie jest trudne do osiągnięcia.
Prawda? :D

Pokaż więcej komentarzy (19)

GURU

w Zdrowie

16piorunów

Jak działa metabolizm glukozy w organizmie.

Bardzo fajny obrazek, pokazujący w jaki sposób glukoza jest regulowana i przetwarzana.

Po posiłku glukoza jest wchłaniana z jelit do krwi, gdzie podnosi się jej poziom. Krew rozprowadza ją po całym organizmie - do mięśni, mózgu, wątroby. Do wniknięcia glukozy do tkanek potrzebny jest hormon - insulina (zielone strzałeczki). Wyjątek stanowi wysiłek fizyczny, gdzie komórki mięśni wchłaniają glukozę bez insuliny, oraz mózg i czerwone krwinki krwi, które nie wymagają insuliny do wchłonięcia glukozy z krwi.

Jeżeli poziom glukozy we krwi podniesie się za bardzo, ponieważ nie będzie wystarczającego odbioru z w/w tkanek, idzie "przelew" nerkami do pęcherza. (Nadmiary powyżej poziomu 160–180 mg/dl). Może tak się stać, jeżeli:

a) jeżeli zjesz posiłek ze zbyt dużą ilością glukozy na raz

b) nie masz wystarczającej ilości mięśni do odbioru takiej ilości na raz (czyli de facto punkt a, zjesz na raz za dużo w stosunku do swojej mięśniowej masy ciała)

c) nie masz wystarczającej ilości insuliny (zbyt małe wydzielanie insuliny przez trzustkę - cukrzyca typu 1)

d) insulina jest, ale tkanki są na nią odporne i odmawiają przyjęcia glukozy (insulinooporność). Insulinooporność może wynikać z różnych czynników, hormonów, zażywanych leków itp, ale może to być również po prostu efekt przeładowania komórek glukozą, która nie jest na bieżąco zużywana (brak regularnego ruchu, który zużywa glukozę i "robi miejsce" w komórkach na kolejny transport glukozy, więc komórki biorą glukozę coraz mniej chętnie i wymagają coraz większych ilości insuliny, żeby dać się przekonać. Finalnie ilość insuliny potrzebna do przekonania tkanek staje się większa, niż ilość możliwa do wyprodukowania przez trzustkę - cukrzyca typu 2)

Z glukozy, przy udziale insuliny wytwarzany jest glikogen - forma zapasowa glukozy, przechowywana w mięśniach i wątrobie. Glukoza, przy udziale insuliny jest także zużywana do produkcji aminokwasów - składników białek. Z nadmiarowej glukozy wytwarzany jest także tłuszcz - triglicerydy, forma zapasowa energii w postaci tłuszczu - również ten proces wymaga insuliny. Słowem insulina jest takim policjantem, który kieruje ruchem, pilnuje, żeby glukoza trafiła wszędzie tam, gdzie ma trafić i wstrzymuje w tym samym czasie spalanie tłuszczów.

W przypadku braku glukozy w pożywieniu i spadku poziomu glukozy we krwi, zachodzi odwrotny proces. Glukoza zaczyna być wytwarzana przez wątrobę z mleczanu, triglicerydów oraz z białek. Zaczyna się proces "zjadania" zapasów tłuszczu, rozbijania go na glukozę, żeby utrzymać fizjologiczny poziom glukozy we krwi, potrzebny do prawidłowego działania organizmu. W przypadku braków tłuszczu, czyli jakiegoś długotrwałego głodowania, zaczyna się także "zjadanie" białek.

Tutaj jeden akapit odnośnie "zużywania" glukozy w celach energetycznych. W przypadku dostatecznej ilości tlenu, glukoza jest rozbijana na energię, dwutlenek węgla CO2 (wydychany przez płuca), wodę H2O (wydalaną nerkami oraz przez skórę). W przypadku niedostatecznej ilości tlenu, czyli upraszczając wysiłku, gdzie już z trudem łapiemy oddech (anaerobic glycolisis), glukoza jest przekształcana w energię oraz mleczan (lactate). Mleczan wraca do wątroby, gdzie jest z powrotem przerabiany na glukozę.

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Zdrowie

30piorunów

Zrobiłam dla was trochę researchu o cholesterolu. Żartuję, zrobiłam dla siebie, ale się z wami podzielę. Z jednej strony się słyszy, żeby unikać, bo powoduje choroby serca (jestem tak stara, że pamiętam, jak jajka uważano za niezdrowe, bo cholesterol i rekomendowano jedzenie ich maksymalnie dwóch tygodniowo), a z drugiej strony mamy różnych wizjonerów w internecie, którzy twierdzą, że cholesterolem nie należy się martwić i że to spisek Big Pharmy chcącej wciskać ludziom statyny. I komu tu wierzyć?

No dobra, jak ktoś używa haseł w stylu "Big Pharma" to generalnie już powinniście nabrać dystansu do jego słów.

To co z tym cholesterolem w takim razie?

"Cholesterolofobia" narodziła się, kiedy odkryto, że wszyscy pacjenci trafiający do szpitala z zawałami serca mają bardzo wysoki poziom cholesterolu, a złogi w żyłach, powodujące nadciśnienie, zmniejszony przepływ i w rezultacie zawały i udary, są zbudowane właśnie z cholesterolu. Trudno powiedzieć, czy to naukowcy i dietetycy zbyt pośpiesznie wyciągnęli kauzację z korelacji, czy całą sprawę uprościły i upowszechniły media, w każdym bądź razie gdzieś padło hasło "cholesterol to zło, zawał murowany, unikaj za wszelką cenę".

(Swoją drogą nie wiadomo dlaczego, jeżeli jest też analogiczna korelacja, że każdy chory na cukrzycę ma wysoki poziom glukozy w organizmie, nie padło nigdy hasło "na wszelki wypadek unikaj całkowicie glukozy w diecie". Offtop. Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Ale to podobny tok rozumowania.)

Ogólnie cholesterol jest potrzebnym organizmowi składnikiem. W przypadku, kiedy nie jest dostarczany z dietą, organizm wytwarza go sobie sam (wytwarzany jest przez wątrobę), żeby utrzymać w miarę stały poziom we krwi. Tak samo jak glukoza. Możecie jeść dosłownie zero węglowodanów, ale wtedy glukozę będzie syntezowała i wyrzucała do krwi wątroba, aby utrzymać fizjologiczny poziom. Tak samo cholesterol. Oba te składniki są niezbędne do funkcjonowania organizmu.

Krótko mówiąc, wasz poziom cholesterolu zbytnio nie zależy od normalnych dawek w normalnej diecie. 80% jest syntezowane przez wątrobę. Jeżeli poziom cholesterolu podniesie się po jedzeniu, to zostanie przyhamowane wydzielanie go w wątrobie. Nie zjecie nic z cholesterolem, to wątroba będzie nadrabiać. Jeżeli jesteście zdrowi, to specjalne unikanie cholesterolu w normalnej zbilansowanej diecie nie ma żadnego uzasadnienia zdrowotnego, a tym bardziej unikanie z jego powodu produktów, które mają inne zdrowotne właściwości, jak jajka. Wiadomo, nie ma co przesadzać w żadną stronę z niczym, ale to dotyczy dosłownie wszystkiego, nawet zwykłej wody. Podkreślam, chodzi o zbilansowaną kalorycznie dietę, zawierającą błonnik, białko, zdrowe tłuszcze z ryb, węgle z warzyw i pełnoziarnistych zbóż czy grubych kasz a nie błogosławieństwo na wpierdalanie wszystkiego jak leci.

Ok, czyli co, spisek Big Pharmy?

Też nie. W wyniku nie do końca jeszcze poznanych mechanizmów (podejrzewany jest stres, infekcje i stany zapalne z różnych przyczyn, takie jak np. palenie papierosów itp.) oraz czynniki genetyczne, u niektórych ludzi cholesterol zaczyna odkładać się w żyłach. U niektórych pływa sobie całe życie i nic nie robi (poza tym, co normalnie ma robić) a u innych niestety nie. W miejscach, gdzie toczy się jakiś stan zapalny i jest zniszczona wyściółka naczynia krwionośnego, cholesterol przykleja się jak plaster. Odkładanie cholesterolu wygląda jak jakaś forma "reperowania" uszkodzonych naczyń przez organizm, a podwyższony poziom (wzmożone wydzielanie przez wątrobę) może być odpowiedzią organizmu na większe zapotrzebowanie na materiał do łatania. Niestety jeżeli stan zapalny cały czas trwa, to ten cholesterol przykleja się i przykleja, tworząc z czasem zwapniałe złogi, zmniejszając przepływ w żyłach jak kamień w rurach wodociągowych. Mniejszy przepływ to wyższe ciśnienie, wyższe ciśnienie to kolejne uszkodzenia, które znowu są łatane cholesterolem i tak dalej.... Robi się efekt kuli śniegowej, który w rezultacie - w zależności gdzie przepływ nagle zostanie całkowicie zablokowany - doprowadzi do niedokrwienia, niedotlenienia tkanek i udaru albo zawału serca.

Niestety nauka, aktualnie nie znając dokładnie przyczyn, nie zna też sposobu ani żeby zapobiec odkładaniu cholesterolu w naczyniach krwionośnych, ani żadnych metod jego usuwania, nie ma na to środków farmakologicznych ani żadnej diety profilaktycznej. W przypadku zawału, czyli całkowitego zatkania naczynia, zakładane są tzw. stenty, które poszerzają przepływ naczyniach krwionośnych, albo bypassy (które omijają zatkane fragmenty), czasami jest to usuwane chirurgicznie. Ale nie ma żadnej znanej substancji, tabletki czy diety, która ci to rozpuści, nie usuniesz tego aktywnością fizyczną itp. Raz odłożone złogi zostają z tobą już na zawsze.

(Tutaj muszę od siebie dodać - zgodnie z tym, co czytam w różnych badaniach o prawdopodobnych czynnikach uruchamiających odkładnie płytki miażdżycowej - moim zdaniem jest dobrym kierunkiem profilaktycznym/opóźniającym rozwój miażdżycy jest unikanie stresu oraz przewlekłych stanów zapalnych - w tym wywołanych nieprawidłową dietą, szkodliwymi substancjami, alkoholem, papierosami, prawidłowe leczenie wszelkich infekcji, w tym dbanie o stan uzębienia - czyli generalnie zmniejszanie narażenia organizmu na rozmaite stany zapalne wywołane przez różne czynniki)

No dobra, ale co w końcu z tym cholesterolem?

Jako, że nie ma skutecznych metod leczenia - aby maksymalnie spowolnić rozbudowę płytki miażdżycowej, stosuje się metodę podobną do walczenia z samowolą budowlaną przez zablokowanie możliwości dowożenia tam cegieł. Jedynym aktualnie znanym sposobem, aby wydłużyć życie i opóźnić powikłania i ewentualne interwencje chirurgiczne jest obniżenie poziomu cholesterolu. A ponieważ - jeżeli nie dostarczysz cholesterolu z diety, to wytworzy go twoja wątroba, to konieczne jest przyjmowanie statyn - leków hamujących wytwarzanie cholesterolu przez wątrobę. Oczywiście, żeby to wszystko miało sens, należy eliminować go wtedy również z diety, bo co z tego, jak przyblokujesz go farmakologicznie, jak za chwilę dostarczysz go w jedzeniu.

Nie jest to może najmądrzejszy sposób, ale jedyny jaki aktualnie mamy.

Czy więc powinieneś się martwić cholesterolem w diecie i we krwi? Jeżeli jesteś pewny, że jesteś całkowicie zdrowy, to nie. Jeżeli jesteś w średnim wieku i nadal nie masz zmian miażdżycowych, to najprawdopodobniej jesteś w gronie szczęśliwców, którzy nigdy ich nie będą mieli, a nawet dosyć wysoki cholesterol w górnych granicach i nieco wyższy od zalecanych norm nie powinien być powodem do zmartwienia i przyjmowania leków (takie są zresztą ostatnie sugestie naukowców, żeby statyny na wysoki cholesterol przepisywać jedynie osobom wyłącznie ze zmianami miażdżycowymi oraz z grup ryzyka - palących albo z cukrzycą). Być może jesteś w gronie szczęśliwców, dla których stwierdzenie, że wysokim cholesterolem nie należy się martwić, jest prawdziwe. Tak czy siak konsultuj się z lekarzami, stękaj o badania, czytaj, pytaj, a jak masz wątpliwości czy jesteś należycie leczony to skonsultuj się z innym lekarzem.

Jeżeli natomiast jesteś w średnim wieku i masz już jakieś zmiany miażdżycowe, to wysoki cholesterol jest sygnałem alarmującym, że w naczyniach krwionośnych toczy się jakiś rozszalały stan zapalny na bogato łatany cholesterolem i dobrym pomysłem będzie słuchanie się lekarzy w tej kwestii a nie szamanów z internetu.

P.S. Nie jestem lekarzem. Nie wierzcie ludziom z internetów na słowo, zawsze weryfikujcie. Dokładam starań, żeby nie wypisywać wam tu bzdur nie popartych nauką, ale jak to mówią "nigdy nie wiesz, kto siedzi po drugiej stronie". Chciałam także podziękować za wszelkie dyskusje i kontrargumenty w różnych tego typu rozmowach, ponieważ mocno nie raz zmusiło mnie to do szukania informacji na różne tematy i poszerza cały czas moją wiedzę. Buziaczki.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Hydepark

13piorunów

Chinskie zalecenia zywieniowe

GURU7piorunów

Spytaj czy można zjeść Kubusia Puchatka na placu Tiananmen w 1989 😛

...ok, ok, już przestanę, przepraszam. :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Zdrowie

52piorunów

Po prostu bądź szczupły, ruszaj się, nie pal, nie pij alkoholu i wszystko będzie dobrze, mordo. Wszyscy to słyszymy od dekad. We współczesnym świecie otyłość to przyczyna wszelkich chorób, natomiast szczupła sylwetka i uprawianie jakiejś aktywności fizycznej gwarantuje ci zdrowie, no - może nie wszystkich chorób - ale przynajmniej unikniesz chorób układu krążenia, udarów, zawałów serca, cukrzycy i tak dalej. Prawda?

Cytując mistrza Tolkiena "but they were all of them deceived".


Jako osoba nie mająca w życiu nawet przez chwilę kilograma nadwagi (BMI>25), czuję się oszukana. Nie to, żeby utrzymanie szczupłej sylwetki sprawiało mi jakikolwiek specjalny wysiłek - aż tyle to nie. Ale teraz wiem, że dało mi to bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa w pewnych kwestiach.

Gdybym mogła napisać list do samej siebie sprzed wielu lat, wiedząc to, co wiem teraz, to napisałabym sobie tak:

* Jeżeli masz genetycznie wysoki poziom lipoproteiny(a), który jest niezmienny od urodzenia przez całe życie, to w tętnicach przy każdym uszkodzeniu wyściółki z powodu stanów zapalnych czy stresu, będą się robić złogi miażdżycowe, choćbyś była szczupła, aktywna i miała niski cholesterol. Idealny profil lipidowy i cholesterol w normie (jak na razie) nie gwarantuje ci niczego. Aktualnie nie ma żadnych znanych sposobów na obniżenie poziomu tej cząsteczki we krwi - ani trybu życia, ani diety, ani leków. Zmiany miażdżycowe w naczyniach krwionośnych są nieodwracalne, nie ma aktualnie żadnego sposobu żeby je cofnąć. Ani trybem życia, ani żadnym lekiem.

* Jeżeli masz genetyczną skłonność do chorób autoimmunologicznych - jak wyżej. Każdy stan zapalny i stres będzie pobudzał twój układ odpornościowy do atakowania własnych narządów. Rozpierdolą ci tarczycę, rozpierdolą ci trzustkę. Dobiorą się nawet do twojego mózgu. Oprócz środków farmakologicznych hamujących działanie układu odpornościowego i spowalniających tym samym postępy choroby, nie ma na to dziś żadnego leku.

* Badaj hsCRP. Nie lekceważ żadnych nawet lekkich, ale długo toczących się infekcji i stanów zapalnych. Nie, nie rozchodzisz tego, nie wybiegasz, samo nie przejdzie. Konsekwencje, początkowo przez lata niewidoczne, odbiją się na całym organizmie.

* Redukuj stres. Ogranicz, wywal ze swojego życia wszystko, co cię wkurwia. Serio, to nie tylko kwestia twojego samopoczucia, dosłownie niszczy fizycznie zdrowie i zabiera ci lata życia.

* Wszystko powyższe jest bardziej istotne niż parę kilogramów w tą czy w tamtą (parę, nie trzydzieści)

(Nadwaga, palenie papierosów czy alkohol oczywiście w niczym nie pomaga i tylko jeszcze bardziej pogarsza sytuację. Ale nie jest jedynym czynnikiem ryzyka, poza którym jesteś całkowicie bezpieczny).

Gruba ryba0piorunów

W lipcu dowiedziałem się o tej lipoproteinie i też poczułem się oszukany. Oczywiście lekarka powiedziała mi że to nie tak że wysoki poziom (mam 50) jest jednoznaczny z powstaniem choroby serca ale jest jednym z czynników, są inne na które mamy wpływ i mogą zmniejszyć ryzyko ogolne.

@GazelkaFarelka

Pokaż więcej komentarzy (24)

Lider

w Hydepark

6piorunów

https://www.instagram.com/reel/DMxI6KKt30o/?

Keto sreto.

Wirtuoz1piorunów

@bartek555 Znam tego pana - tego na dole który krytykuje. Znam go bardzo dobrze od wielu lat i mogę śmiało stwierdzić że to największy prze jakiego widziałem - ilość czasu, uwagi i pracy jaką poświęca na zgłębianie wiedzy w temacie jest dla mnie niepojęta. Może nie jestem do końca obiektywny bo go znam, ale to dla mnie największy dietetyczny autorytet. Warto go słuchać.

GURU1piorunów

@bartek555 Z tą płytką miażdżycową to nie jest taka oczywista sprawa, że wynika ona z samego poziomu cholesterolu i tłuszczów w diecie i to, co sugerujesz, że dorobił się tego dietą keto, a nie miał wcześniej. Coraz więcej badań wskazuje, że być może dieta w ogóle tutaj nie ma nic do rzeczy, natomiast ma genetyka i stany zapalne o różnej etiologii. W płytkach miażdżycowych znaleziono na przykład bakterie tworzące płytkę nazębną.

Ja w życiu nie miałam nadwagi, nigdy za mięsem nie przepadałam, a za jakimś tłustym to w ogóle do dzisiaj, golonki, salcesony to w ogóle nie moje klimaty, przez parę lat za młodu nawet byłam wege, nigdy nie paliłam papierosów, alkohol piję bardzo sporadycznie, a już dziesięć lat temu na różnych badaniach USG czy prześwietleniach miałam widoczne ślady zwapnień w naczyniach krwionośnych.

Nikt tak naprawdę nie umie odpowiedzieć, dlaczego, oprócz "to normalne w pani wieku". Szukałam jakichś badań ale nie ma jednoznacznych odpowiedzi i konsensusu. Wysoki poziom cholesterolu nie bierze się od jedzenia cholesterolu, możesz go zbić do zera w diecie a wątroba będzie go i tak z jakiegoś, nieznanego nauce powodu wytwarzać.

EDIT: acha, ja nawet nie mam jakiegoś wysokiego poziomu cholesterolu jakby co

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Hydepark

11piorunów

@GazelkaFarelka

GURU1piorunów

@bartek555 Nigdzie nie napisałam, że wymaga pilnej interwencji lekarskiej. To jest wczesna diagnostyka dla ciebie, że czas na jakieś zmiany, zdrowszy tryb życia, bo na tym etapie ogarniesz jeszcze to zdrową dietą i ruchem, wprowadzając zdrowe nawyki. Jak już glukoza zacznie na czczo bywać za wysoka, to bez stale przyjmowanych leków i regularnych wizyt diabetologa się nie obędzie.

Nikt chyba nie chce dojść do tego etapu.

Wpis ma na celu wczesną profilaktykę, a nie diagnozowanie chorób ani ich leczenie.

GURU1piorunów
Pokaż więcej komentarzy (15)

GURU

w Zdrowie

20piorunów

Nawiązując do wpisu Gepcia:
Od ponad miesiąca (koniec września), biorę 5g dziennie, po 18 zwiększyłem do 10g (przy masie 78kg), do tego walę , w rybach i kapsułkach.

Nie jestem i aktualnie nie ćwiczę (tak wiem, rusz d⁎⁎ę leniwa buło).
Ale w pracy jestem kilkanaście godzin na nogach, często niewyspany.
Nie jest to praca ciężka fizycznie (zazwyczaj), ale jestem ciągle w ruchu.
Po jakimś czasie zaczynałem być przymulony, mieć problemy z koncentracją i pamięcią krótkotrwałą, co tego stopnia że zaczynało mnie to wkurwiać - co chwila wracasz się i sprawdzasz czy np. zamknąłeś drzwi itd., czułem się jak debil. Zdarzały się dni że pod koniec chodziłem jak naćpany, i nie można tego zrzucić wyłącznie na zmęczenie pracą / brak snu.

W tej chwili jest o wiele lepiej, nadal mam takie momenty, ale jest ich dużo mniej, i są słabsze, często czuję się rześki nawet pod koniec roboty, co wcześniej zdarzało się rzadko.
Z 90% pewnością mogę powiedzieć że to nie efekt placebo.


Także ten, no, IMHO kreatyna pomaga, Omega-3 też nie zaszkodzi, jeśli ktoś ma podobne problemy co ja i @Gepard_z_Libii to polecam.

https://www.hejto.pl/wpis/zauwazylem-ze-jak-nie-pospie-dobrze-i-na-drugi-dzien-mozg-nie-pracuje-jak-nalezy

Osobistość1piorunów

@Opornik tez zaczalem brac kreatyne i eaa widze poprawe nie tylko w energii ale tez w nastroju i jakości snu. Chyba tez musze dorzucić całego ADKA, bo w tym kraju omijanym przez słońce przyda sie suplementacja

Pokaż więcej komentarzy (17)

Lider

w Hydepark

10piorunów

Jako ze masa dalej niezbyt idzie na 3610 kcal to wchodze na 3810 kcal w konfiguracji:
- B 250
- T 50
- WW 590

Dlaczego dorzucam wegle, a nie tluszcze (uprzedzajac pytanie @GazelkaFarelka) przekazuje informacje od mojego trenera/ dietetyka klinicznego:
- wiecej wegli, szybszy metabolizm
- z wegli produkujemy antyoksydanty
- wegle stymuluja insuline, ktora pcha wiecej aminokwasow i skladnikow odzywczych do miesni
- a dodajac tluszcz teoretycznie oprocz dobicia kalorycznosci nie zyskam nic

GURU8piorunów

@bartek555 Ciekawy punkt patrzenia. Nie spotkałam się jeszcze, aby większy chłop na masie trzymał tak niską podaż tłuszczu, bo chyba wychodzi u Ciebie ok 0,5-0,6 g na kilogram masy ciała. Nie byłoby Ci łatwiej przy podaży co najmniej 1 g T na kg masy ciała? Przy takiej podaży kaloryczności to serio musisz pilnować aby nie wypaść z fatu.
BTW fat to nie tylko łatwe uzupełniane kalorii, ale też lepsza przyswajalność składników odżywczych, produkcja hormonów, wpływ na układ nerwowy etc. (oczywiście mówimy o dobrych źródłach tłuszczu). Tak po prostu dla zdrówka.

Pokaż więcej komentarzy (42)

GURU

w Zdrowie

33piorunów

Anabolizm i katabolizm

O anabolizmie wszyscy zapewne słyszeli (co najmniej w kontekście np. dopingu), katabolizm to mniej znane słowo, będące przeciwieństwem anabolizmu. Są to dwa przeciwstawne procesy - anabolizm to wzrost, przyrost, natomiast katabolizm to kurczenie się, zjadanie "samego siebie".

Procesom anabolicznym i katabolicznym podlegają wszelkie organizmy żywe. Pod wpływem czynników zewnętrznych, takich jak np. temperatura, światło słoneczne, w lecie zaczynają rosnąć rośliny, rozmnażać się zwierzęta, a w zimie np. zapadać w zimowy sen. Także człowiek podlega tym cyklom (choć już zaburzonym przez cywilizację) - promieniowanie słoneczne i wytwarzana pod jego wpływem witamina D, dostępność węglowodanów w pożywieniu, większa ilość ruchu spowodowana cieplejszym i dłuższym dniem, wszystko to wpływa anabolicznie na ludzki organizm. Kto ma dzieci, ten może zauważył, że najbardziej rosną w lecie, najczęściej wtedy też rosną zęby, rośnie stopa.

Co ciekawe, większość osób budujących sylwetkę na siłowni (przynajmniej tych podchodzących poważniej do tematu) stosuje dietę anaboliczną (białko + węgle), nie zdając sobie sprawy z czego ona wynika i uważając jednocześnie, że budowanie sylwetki czy odchudzanie to wyłącznie kwestia treningu i spożytych kalorii, negując istnienie hormonów wydzielanych pod wpływem określonego makroskładnika jedzenia.

Ludzkie ciało (oraz ogólnie ciało ssaków), posiada mechanizm mTOR (mammalian target of rapamycin). Jest to kinaza, rodzaj enzymu białkowego, które reguluje przyrost nowych komórek (podział), syntezę białek i tak dalej. Cały proces jest oczywiście mocno skomplikowany, bierze w nim udział wiele różnych związków biochemicznych. Aktywacja mTOR powoduje wzrost, przyrost, tworzenie tkanek (mięśni, tłuszczowej), wzrost kości, wzmocnienie układu odpornościowego - czyli procesy anaboliczne, natomiast zablokowany/przyhamowany mTOR powoduje procesy kataboliczne, czyli chudnięcie, tracenie tkanki tłuszczowej, mięśni, wyciszanie układu odpornościowego.

Co jest aktywatorem mTOR?

* insulina (wydzielana w trzustce pod wpływem poziomu glukozy we krwi). Poziom glukozy we krwi, a tym samym insuliny, podnoszą posiłki bogate w węglowodany.

* nadwyżki energetyczne kalorii (zasoby energetyczne w komórce)

* obecność białek (egzogennych, czyli dostarczanych wyłącznie z pożywieniem - leucyny, argininy)

Co hamuje (jest inhibitorem) mTOR?

* niedobory/niskie poziomy insuliny (dlatego osoby ze zmniejszoną z jakiegoś powodu ilością wydzielanej insuliny mają drobną, szczupłą sylwetkę, często mają problem z przytyciem albo z "przypakowaniem")

* niedobory białek

* niedobory energetyczne

* inne substancje, takie jak kurkumina, resweratrol, rapamycyna

Zwłaszcza panowie pewnie myślą sobie już, że anabolizm brzmi super, idę do sklepu po twaróg i bułki, a katabolizm to brzmi tak już nie bardzo. Jednak oba procesy mają swoje ciemne i jasne strony. Tak samo jak w baśniach i w fantastycznych opowieściach, wszystko ma swoją cenę - za każdym otrzymanym darem stoi jakaś ofiara, jaką trzeba poświęcić. Jak Odyn, który poświęcił oko, aby otrzymać mądrość, jak prawo niespodzianki w świecie "Wiedźmina".

Anabolizm, czyli aktywny mTOR, poza wspieraniem wzrostu czy przyrostu mięśni (jeżeli ćwiczymy), wspiera także rozwój niepożądanych tkanek - odkładanie tkanki tłuszczowej przy braku ruchu, wzrost tkanek nowotworów, może powodować "przerost" układu immunologicznego organizmu, przy predyspozycjach genetycznych prowadząc do atakowania przez niego własnego organizmu (choroby autoimmunologiczne jak stwardnienie rozsiane, Hashimoto, cukrzyca typu 1). Jednym z obecnych leków hamujących choroby autoimmunologiczne jest właśnie rapamycyna, która hamuje mechanizm mTOR. Również metformina, lek stosowany obecnie powszechnie w cukrzycy typu 2, hamuje mTOR - stąd bywa czasami nadużywany przez osoby bez cukrzycy, ale chcące schudnąć.

Hamowanie mTOR czyli wchodzenie w częściowy katabolizm jest z kolei bardzo użytecznym procesem, jeżeli chcemy schudnąć. I tak, ten proces istnieje, tak samo jak istnieje anabolizm. I tak samo jak odpowiednią dietą z odpowiednim makro, można celowo wspierać przyrosty tkanek (np. mięśniowej na siłowni, albo brzusznej na kanapie), tak samo w drugą stronę - odpowiednim makro posiłków można hormonalnie można wspierać odchudzanie, wywołując odwrotny efekt - po prostu minimalizując dopływ glukozy w pożywieniu (węglowodany), hamując w ten sposób wydzielanie insuliny i mTOR, bez konieczności załatwiania lewych recept na specyfiki, które robią to samo. Diety hamujące anabolizm (niskowęglowodanowe, z niskim indeksem glikemicznym) wydają się również mieć sens przy genetycznych skłonnościach do chorób autoimmunologicznych.

Nie ma tutaj żadnego naginania praw fizyki, czy cudów, "kaloria to kaloria" jak mawiają niektórzy. Po prostu biochemia jest trochę bardziej skomplikowana niż konstrukcja pieca na ekogroszek.


W załączniku do wpisu wklejam obrazek, który nie będę nawet udawać, że rozumiem, ale wygląda mądrze i jest bardzo kolorowy 😆

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Zdrowie

68piorunów

Kolejny wpis odnośnie "chorób cywilizacyjnych" i "ludzie chorują przez spisek koncernów spożywczych i farmaceutycznych".

W poprzednim wpisie przestawiłam wam mumię lady Dai, która zmarła na zawał serca. Pani, choć niewątpliwie nie miała okazji być karmiona przez koncerny spożywcze i w swoim życiu nie zjadła ani grama rafinowanego cukru, miała cukrzycę, miażdżycę i zmarła na zawał serca. Miała też nadwagę, co wskazuje na nadmiar jedzenia i brak ruchu. Niestety nie wiemy, co jadła pani Dai, poza jej ostatnim posiłkiem - melonem.

Kolejna mumia, ponad 3 tys. lat starsza, znaleziona w lodowcu w Alpach - Otzi. Jego ciało również zostało gruntownie przebadane przez naukowców. Otzi zdecydowanie nie miał nadwagi - ważył ok. 50 kg przy 160 cm wzrostu, był prawdopodobnie pasterzem/myśliwym i miał w swoim życiu wiele ruchu.

A jednak, co ciekawe, tętnice Otziego również nosiły ślady zaawansowanej miażdżycy, która - gdyby nie śmierć w wyniku morderstwa - w ciągu paru lat doprowadziłaby do zawału serca i prawdopodobnie zgonu. Badania genetyczne pokazały, że był nosicielem genów, które zidentyfikowano również u współczesnych ludzi, jako związane z ryzykiem miażdżycy.

Otzi miał również próchnicę i zęby w fatalnym stanie, choć podobnie jak lady Dai, nie miał przez całe swoje życie okazji skosztować grama cukru rafinowanego. Zawartość jego żołądka i jelit wskazuje na "zbilansowaną dietę", składającą się ze zbóż, warzyw oraz mięsa, bez cukrów, konserwantów, sztucznych dodatków, pozyskiwaną organicznie, bez chemii, GMO i nawozów sztucznych.

https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C401426%2Cczlowiek-lodu-mial-genetyczne-predyspozycje-do-miazdzycy.html

Chociaż otyłość i brak ruchu jest poważnym czynnikiem wielu chorób (mówiąc krótko - lepiej jej nie mieć, niż mieć, bo to pogarsza wszelkie stany chorobowe, nawet te nie wynikające bezpośrednio z otyłości), to jednak coraz częściej mówi się o tym, że to nie wyłącznie dieta, waga, ruch ale toczący się w organizmie przewlekły stan zapalny jest czynnikiem, który - w połączeniu z predyspozycjami genetycznymi - uruchamia zmiany miażdżycowe w tętnicach. Jednym z badań oceny ryzyka sercowo-naczyniowego jest hsCRP - czyli czuły test, wykrywający lekki stan zapalny organizmu.

O samym stanie zapalnym wrzucałam już tekst pani profesor Agnieszki Szuster-Ciesielskiej. We wpisie tym pani profesor wspomniała o czynnikach, które indukują stan zapalny, czyli reakcję obronną organizmu. Poza oczywistymi, jak infekcje wirusowe i bakteryjne czy pasożytnicze, przewlekłe stany zapalne mogą powstać przez długotrwałe narażenie na alergeny (grzyby, składniki pożywienia na które mamy alergię), substancje chemiczne (palenie papierosów, smog), a także rozszczelnienie bariery jelitowej spowodowane ubogą w błonnik dietą i alkoholem, czy chociażby wszelkie nieleczone infekcje jak zepsute zęby.

Zarówno wasze stany zdrowotne mogą zostać "olane" jak jesteście grubi (zamiast diagnostyki dostaniecie zalecenie, żeby schudnąć), a także jak jesteście szczupli (wszak jak człowiek szczupły to wszystko w porządku, nie załapie się na badania profilaktyczne bo nie jest "w grupie ryzyka").

Pokaż więcej komentarzy (21)