Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#dieta

Fanatyk

w szalone wpisy zielonego żelka

14piorunów

Starość nie radość, za niecałe półtora miesiąca 30.
W końcu przemiana materii zaczęła spowalniać, więc trzeba zrzucić parę kg.
Przez ostatnie 2 tygodnie zrzuciłem 3 kg i spadłem poniżej 70. Jeszcze ze dwa i można wrócić do wbierdalania.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Przez najbliższe 2 tygodnie nie będzie ważenia na tagu gdyż jestem na urlopie.

Niestety Hiszpania (nie lubię gorącego klimatu), ale jak kobieta chce to ja mało mam do gadania gdzie lecimy, poza tym nocleg mamy za darmo.

Jestem w miejscowości Manilva, w nocy (nie)pizga, w dzień parówa.

Staram się pilnować spożytych kcal żeby chociaż po powrocie było tyle samo albo mniej na wadze niż przed wylotem. Fajnie że mają tu smaczne ryby i duży wybór serów i mięs więc nadal będę spożywał dania wysokobiałkowe. Jeśli chodzi o ceny to bardzo porównywalne do Polskich, poza tymi lokalnymi produktami jak sery owcze czy ryby i owoce morza które są lepszej jakości i często tańsze. Na plus że oni wszystko smażą na oliwie i tutaj oleje rzepakowe czy słonecznikowe są niepopularne.

Wziąłem buty do biegania, planuję parę razy się przebiec, o tyle fajnie że tutaj wschód słońca jest o 7:40 więc jak wstaję o 7 to jest jeszcze ciemno - mam obok pare km deptaka betonowego przy samej plaży więc jest gdzie biegać.

No i w sumie tyle, oby się pogoda zepsuła i było trochę chłodniej.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Zdrowie

10piorunów

Niesamowite, kto by pomyślał, wydaje mi sie, że nie trzeba do tego badań :face_with_raised_eyebrow:
Ale i tak kocham te pyszne skurczybyki 😎
Om nom nom ༼ ͡° ͜ʖ ͡° ༽

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

13piorunów

Z powodu covida ostatni tydzień nie miałem siły trzymać diety, jadłem co mi ktoś podal.

Waga obecnie: 98,5kg
Czyli można powiedzieć że taka jak przed chorobą.

W tym tygodniu częściowo już wróciłem do normalnego odżywiania ale ruchu jeszcze nie było.

Do celu pozostało 8,5kg ale nie mam ciśnienia żeby zrzucić to jak najszybciej, utrzymanie obecnej wagi też byłoby sukcesem bo czuję się dużo lepiej i nie mam takiego kałduna.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

31piorunów

tl;dr
Schudłem sobie, ale w moim przypadku to bardziej fanaberia, a nie konieczność - nie trzeba gratulować, w ogóle nie trzeba czytać. Nie wiem dokąd mnie ten wpis zaniesie i czy komukolwiek do czegoś się przyda.
Jeśli szukasz czegoś na pewno pożytecznego - sprawdź jedzonkowy kontent od @GazelkaFarelka

Odchudzanie jest proste, robiłem to wiele razy

W moim przypadku powyższe zdanie jest prawdą. Najczęściej był to pewien cykl typu "zrzucam masę bo wiosna i rower -> lato -> zaczynam jeść ciastka i pitce -> jesień -> no i o". Dlaczego tak? Bo, proszę państwa: ciastka są dobre, pitca jest dobra, w ogóle jedzonko jest dobre, a jak będzie trzeba, to sobie zrzucę nadmiar, nie musiałem się tym stresować. Dodatkowo nic na mnie nie wymuszało zmiany: dla roweru zrzucałem tyle, żeby nie wystawał mi brzuszek jak niektórym kolegom i by na urlopach było mi trochę lżej jadąc pod górkę. Bądźmy uczciwi: w przypadku amatorskiego kolarstwa kilogram albo nawet dwa nie mają znaczenia: ani nie brałem udziału w zawodach, ani to, że grupa mnie zerwie pod górkę to nie jest powód do cieniowania - gdybym chciał oszczędzać wagę, to zacząłbym od zabierania jednego (i mniejszego) bidonu lub zabierał łatki zamiast dętki i lżejszą torebkę podsiodłową. Dodatkowo... dla ustalenia uwagi: przy BMI 23 w wersji "po zimie" nie mam raczej konieczności pilnowania niczego.

Więc w ogóle po co mi to? Zmieniłem sport na wspinanko i nagle masa stała się istotna, bo nie ma ze mną ani roweru, ani bagażu, za to jestem sam ja. A jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć co dla wspinacza może znaczyć waga - proszę sobie podnieść na jednym palcu pusty plecak, a potem włożyć doń butelkę wody i sprawdzić ponownie. I wyobrazić sobie, że takie obciążenie bywa robione dynamicznie i w różnych kierunkach. Stąd też silna motywacja nie tylko po to, żeby zrzucić masę, ale by pozostać w tym miejscu na dłużej: nie mam problemu z silną wolą, tylko muszę mieć jakiś cel, żeby ją utrzymywać. Ale masa to nie wszystko, ważne są i mięśnie: to, że po odchudzaniu stracę trochę siły i będę miał może trochę gorszy czas na segmencie na Stravie... - to nie jest coś motywującego. Ale już wspinanie daje bardziej realne wyzwania, a postępy (lub ich brak) można zobaczyć bez zapierdzielania jak pies z jęzorem na wierzchu przez kilkanaście minut.

Teraz trochę bliżej konkretów, czyli coś, co może komuś jakimś cudem się przyda (albo przynajmniej da pożywkę do pojechania po mnie): co zrobiłem, czego nie zrobiłem i w ogóle jaki był w tym plan.

Zaczniemy od dietetyka. Mój pierwszy kontakt z tym zawodem miał miejsce kilkanaście lat temu, gdy uznałem, że już wystarczająco naoddychałem się samodzielnością i tym, że mogę jeść co mi się podoba, bo sam za siebie płacę - i że warto sprawdzić, co zrobić lepiej. Pani dietetyk jeszcze zanim zdążyłem powiedzieć z czym przychodzę, wykrzyknęła: no chyba pan nie chce się odchudzać, pan tak dobrze wygląda! Miałem wtedy kilka ładnych kilogramów wyraźnej nadwagi, więc już po tym wstępie wiedziałem, że usłyszę dobre rady tonem cioci, u której każdy musi wyjść najedzony: nie zawiodłem się. Dostałem kilka zdań, kilka kartek gotowych przepisów z cyklu "gotowanie dla ambitnych" i polecenie pojawienia się na "kontrolę" za trzy miesiące. Podobnych historii o "dietetykach", którzy traktują pacjenta jak cielątko u weterynarza, dając po prostu losowe przepisy ze swojego excela, kilka uniwersalnych rad i do widzenia, pora na CS-a - słyszałem na tyle wiele, żeby wiedzieć, że ciężko trafić na kogoś dobrego. Trafić mi się udało. Na wizytę czekałem ze dwa miesiące, ale dostałem naprawdę dobry wykład o tym jak wygląda proces zrzucania masy, co będzie się działo po kolei, dostałem dzienniczek przepisów w formie "na miesiąc" z możliwością dowolnego mieszania posiłków między dniami i dopasowany do moich preferencji (potrafię gotować, ale skrajnie nie znoszę marnowania na nie czasu - cenię sobie proste posiłki. Bardzo proste.). Efekt był wtedy wyraźny: lepsze samopoczucie, szybka utrata masy, minusów nie stwierdzono.

Później nastąpił kilkuletni cykl jak we wstępie: dopóki pilnowałem chudnięcia, było ok, ale nie miałem ustalonej rutyny na "jedzenie na zero", więc tutaj wszystko się rozjeżdżało. Ale bez bólu, bez stresu, wkrótce wiosna, się zrzuci xD

No dobrze, to co teraz zrobiłem inaczej?
1. Zadałem sobie trud zrozumienia procesu. Przy wykorzystaniu GPT (oczywiście weryfikując jego opowieści - ale przynajmniej podrzucał mi słowa kluczowe) zrozumiałem jak wygląda cały proces zrzucania masy: jak organizm przechodzi w tryb spalania tłuszczu, z czym to się wiąże, jak wygląda powrót, jak wygląda wejście na zero itd.
2. Kalorie w apce. Zawsze uważałem to za bezsens i nie do końca miałem rację. Gdybym miał to liczyć w zeszycie lub excelu, to na pewno bym nie robił, ale pobrałem jedną z apek, które to liczą: jeśli mogę kopiować niektóre pozycje, skanować kody kreskowe (to jest gamechanger!) albo wpisywać ilości typu "łyżka [czegoś]" - to wypełnienie i sprawdzenie makroskładników za dzień jest banalne.
3. Białko. Nie korzystam od dawna z przepisów pani dietetyk, zmodyfikowałem je nieco - i wychodzi na to, że zrobiłem to nieco do d⁎⁎y. Wspomniałem już o priorytecie niespartolenia mięśni? Więc tak, mamy teraz akcję "mój stary to fanatyk skyra, pól lodówki nim zajebane". 
4. Białko, ale inaczej: gdy zwiększyłem jego ilość (pewnie do tej poprawnej), to zmniejszyło mi się uczucie głodu po posiłku. Gdy zjem (już) dobrze zbilansowany posiłek, to mogę po nim te 2-3 godziny przetrwać nawet nie myśląc o jedzeniu, wręcz przeciwnie, muszę się sam przypilnować żeby pamiętać.
5. GPT z innej strony: niektóre rzeczy w apce mają predefiniowaną wagę, ale nie wszystkie - żeby oszczędzić sobie ważenia, zadaję pytania typu "ile waży jajecznica z X jajek" czy "ile waży łyżka pestek z dyni". Może i gdzieś się tam chłopina pierdzielnie o kilka gramów, ale to nie apteka.
6. Rutyna wyjścia na zero kaloryczne. Zanim to nastąpiło, miałem przygotowany plan kaloryczny na okres przejściowy (ładowanie z powrotem glikogenu) i okres docelowy, z uwzględnieniem dni treningowych i rodzajów aktywności.

Pierwszym sprawdzeniem moich planów i wytrwałości był wyjazd na Słowenię sprzed półtora miesiąca: przypilnowałem się bardzo, w szczególności zwracając uwagę na porządne śniadanie i rozplanowane posiłki podczas aktywności. Plus: obiadokolacja... no, kolacja, nie udawajmy że wracałem przed zmrokiem: na zmęczeniu, ale pilnowałem przygotowania i bilansu. Efekt: bez straty radości z jazdy, chodzenia głodnym, wieczorów w stylu zombie "coś jeszcze bym zjadł" udało mi się utrzymać dobrą wydajność i mimo to utrzymać utratę wagi.

Drugie sprawdzenie tychże planów właśnie trwa. Po wejściu na zero wróciłem w górę zakładany kilogram i od dwóch tygodni trzymam się w miejscu. Fun fact: to, co pani dietetyk (ta lepsza) przegapiła, to wyjaśnienie mi, że "utrata wody" na początku to glikogen, a wychodzenie na zero polega na tym, że on sobie powróci. Oszczędziłoby mi to swego czasu solidnej frustracji. ;D

Z rzeczy których żałuję: szkoda że jakoś miesiąc po czytaniu, edukowaniu się i szukaniu w necie odkryłem wspomniane na wstępie wpisy @GazelkaFarelka Pewnie oszczędziłoby mi to szukania, skoro pożyteczna wiedza jest pod ręką.

A, na koniec cyferki: czas zrzucania - ok 2 miesiące, masa zrzucona 6-7 kg.

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Hydepark

64piorunów

Drugie śniadanko, po odbytym leśnym tuptaniu i małym treningiem kalistenicznym.
Kolorowe kanapki, a na deser czerwone porzeczki, borówki i pasek gorzkiej czekolady. Około 750 kcal ;)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

29piorunów

Serdeczne podziękowania dla @Barcol .

Erytrytol dotarł, twaróg będzie słodzony.
Nie odważyłem się zrobić na nim sernika baskijskiego- jest normalnie na cukrze.
Borówki lubią to!

Pokaż więcej komentarzy (15)

GURU

w Hydepark

41piorunów

Stary zrobił rosół,
To stara wrzuciła szakszuke. Około 400 kcal na porcje 🤌🏼

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

27piorunów

24 886 250 - 55 = 24 886 195

Wracam do dbania o siebie po krótkiej przerwie. Bardzo proszę o piorun na zachętę, bo w życiu mi się troszkę posypało i każda motywacja się przyda aby wygrywać w mniejszych walkach, coby mieć siłę na te większe.

Od marca niestety sobie troszkę pofolgowałem i z osiągnięty wynik 87kg skoczył do 92kg (start z poziomu 101kg)
Wraca więc dieta, pilnowanie się, znaczące ograniczenie hehe piwka, cziperków, słodyczy i innego gówna, a do tego dwie nowe rzeczy:

1) podobnież łatwiej jest się przyzwyczaić do zmian, gdy są one częścią rytuału, codziennej rytuny. Zastanawiałem się więc, co robię absolutnie każdego dnia, zwłaszcza rano, co pozwoli mi wpleść robienie kilku pompek. I eureka - piję kawę! Rano i popołudniu. Czasem jeszcze trzecią w okolicach południa. W związku z tym, stwierdziłem, że za każdym razem, jak będę włączał ekspres, napierdalać będę dwie serie pompek. Tyle, ile dam rady zrobić. Jako, że koksem nie jestem, to jest to kilka sztuk dziennie, ale docelowo będzie więcej. I tak, dzień w dzień, po odwozeniu dzieci do żłobka rano i później tuż przed ich odbiorem, ekspres robi brrrrrrr, a ja robię ufffff.
Tym samym dorzucam moją skromną liczbę 55 sztuk z ostatnich 5 dni do wyzwania

2) kupiłem sobie hulajnogę. Nie elektryczną! Taką manualną, z myślą, żeby nie musieć biegać za dzieckiem jak idziemy na spacer z rowerem biegowym (a niebawem pierwszym zwykłym rowerem). Po jednej szybkiej wycieczce do apteki stwierdzam, że chyba będę częściej śmigał po jakieś pierdoły na tym, zamiast jeździć autem. I nie jest to wcale taka lekka sprawa jak myślałem, troszkę się zmachałem :grinning:

Pozdrawiam serdecznie i smacznej kawusi

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

58piorunów

Nie mogłam się zdecydować czy zjeść na słodko na czy na wytrawno, no to zrobiłam mix xD Chleb górski z lidla na wytrawno i słodko (serek śmietankowy i krem pistacjowy) na deser jeżyny. Około 620 kcal.
Szybkie podładowanko i można lecieć na mocną robote biegową. 💪🏼

GURU15piorunów

mmm kanapka z musztardą i jeżynami xD

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

26piorunów

Ostatnio nie dodałem wpisu o ważeniu więc nadrabiam zaległości.

COVID którego obecnie (zrobiłem test) przechodzę oprócz dolegliwości układu oddechowego dał mi też biegunkę więc i waga bardzo ładna wyszła :D

Bylo: 98,5kg
Jest 97,2kg

Od początku diety ubyło mi prawie 16kg, jak sobie pomyślę że miałbym teraz np. 15kg zaprawy tynkowej dźwignąć to widać jak duże obciążenie dźwigały moje stawy.

Dziś gorączka odpuściła, nawet ten katar tak nie przeszkadza jak ta biegunka, zacznę brać smecte i probiotyki, może się poprawi. Mam L4 do końca tygodnia, mam tylko nadzieję że syna i teściów nie zaraziłem bo w sobotę lecą na 2 tyg do Hiszpanii.

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Hydepark

50piorunów

Kolacyjka
Jajecznica ze szczypiorkiem, wyjadanie warzyw z lodówki i buła z serkiem śmietankowym. Około 617 kcal

Gruba ryba2piorunów

Trzymasz pomidory i paprykę w lodówce?

Gruba ryba0piorunów

Do lodówki ładuję tylko zaczęte pomidory, ale nie twierdzę, że jest to jedyna słuszna wersja 😁 a z tą papryką na pewno spróbuję

Gruba ryba0piorunów

@rith o rzodkiewce i wodzie słyszałem, osobiście trzymam się sprawdzonej metody, czyli obciąć, umyć i do lodówki, ale jestem mocno zaintrygowany jeśli chodzi o moczenie papryki

Fanatyk2piorunów

@strzepan tak samo jak z rzodkiewką. Umyć, pokroić i do wody w lodówce. Podobnie marchewki czy te długie ogórki gruntowe. Całkiem spoko efekt. Tylko trzeba wodę wymieniać

Fanatyk3piorunów

Ja to czytałem, że pomidory od lodówki tracą smak. Rzodkiewki rzeczywiście trzymam w wodzie. Odcinam od zielonego i z korzonkami do miski z wodą. Marchewki w plastiku, bo nie mam szuflady, ale bez żadnej osłony za szybko tracą wodę i po pół dnia są miękkie. W zrywce trzymają nawet 4 dni. Nie mam tyle miejsca, by je trzymać w wodzie w lodówce. Paprykę tylko zaczętą w lodówce. No i pomidora zaczętego, ale taki schodzi w ciągu 2 dni, więc już trudno w ten smak.

Fanatyk1piorunów

@Opornik 1. ja nie wiem, tak gdzieś kiedyś czytałem, tak jak napisałem wyżej.
1. twierdzisz, że temperatury nie mogą wpływać na chemię i fizykę cząstek? Materiałoznawstwo cię nienawidzi.

GURU0piorunów

@RogerThat ok ok może, ale nie bardzo chce mi się wierzyć żeby w parę dni zmieniło smak warzywa, musiałby co, rozłożyć związki tworzące aromat?

GURU0piorunów

@RogerThat no proszę.
> zwróćcie uwagę, jak bardzo mdłe są pomidory, które kupujemy w sklepach zimą
zawsze myślałem że zimą są bez smaku ponieważ są hodowane w szklarniach i mają za mało słońca i naturalnych nawozów

Pokaż więcej komentarzy (15)

GURU

w Hydepark

93piorunów

Buła z miodem i bananem, trochę Małysz style. Około 450 kcal. I zaraz ruszam na mocny trening biegowy (20km+)
Jeszcze ciemno na dworzu jest xD

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Hydepark

28piorunów

Dobra, zapisałem się na jeszcze jeden bieg, chociaż 10km mnie totalnie przeraża bo ostatnio 5km ledwo przeżyłem i do tej pory dojść do siebie nie mogę :D

Do listopada sporo czasu, może zdążę się przygotować.

A obecnie walczę z przeziębieniem - drapie w gardle, spływa katar po przełyku i kaszle, dobrze że dziś i jutro zdalnie. Witaminy wzięte, strepsils na gardło jest. Może w tydzień wyzdrowieje i będę mógł poćwiczyć.

GURU3piorunów

Jak zaczynałem biegać to mi starszy klubowicz powiedział tak: "przebiegłem 5km to dasz radę spokojnie przebiec 10km. Potem jak już już kilka razy zrobisz 10km to dasz radę półmaraton spokojnie. A jak zaliczysz kilka półmaratonów to i przetruchtasz maraton." 😁😁

Pokaż więcej komentarzy (4)