Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

GURU

w Książki

16piorunów

1089 + 1 = 1090

Tytuł: Długie Średniowiecze

Autor: Jacques Le Goff

Kategoria: reportaż

Format: książka papierowa

Ocena: 6/10

Ksiązka zawierająca zbiór artykułów i wywiadów autora na tematy o nieco podobnej tematyce, ale jednak trochę różne. Niektóre rozdzialy ciekawe, inne niekoniecznie. Raczej dla fanatyków niż casualów, zasnąłem przy niej z 4 razy.

Ale przynajmniej dowiedziałem się ile wynosiła oficjalna kościelna kara za obciągnięcie, zawsze coś (40 dni na chlebie i wodzie i 7 lat pokuty, jakby ktoś być ciekaw)

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum0piorunów

@Ragnarokk ale to obciągnięcie baba chłopu czy chłop chłopu? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

GURU1piorunów

@Telezajaczek Żona mężowi. Inne przypadki mają surowsze kary

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Hydepark

16piorunów

1088 + 1 = 1089

Tytuł: Pojazdy Milicji Obywatelskiej i Bezpieki 1944-1990

Autor: Maciej Replewicz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Księży Młyn

Format: książka papierowa

ISBN: 9788377298237

Liczba stron: 184

Ocena: 6/10

Książka, jak sam tytuł wskazuje, opisuje pojazdy resortowe eksploatowane w latach 1944-1990. Każdy model posiada krótki rys historyczny, dane techniczne i przebieg służby. Dla kogoś obeznanego z tematem polskiej motoryzacji wielkich zaskoczeń nie będzie. Z racji słabej dostępności źródeł książka nie jest przesadnie szczegółowa, a raczej jak podkreśla sam autor, stanowi wstęp do tematu i otwiera ścieżkę do dalszych badań nad zagadnieniem. Sporo fotografii z epoki, których nie widziałem nigdy przedtem.

Gruba ryba

w Książki

35piorunów

1087 + 1 = 1088

Tytuł: Kwiaty dla Algernona

Autor: Daniel Keyes

Kategoria: fantasy, science fiction

ISBN: 9788380622227

Liczba stron: 298

Ocena: 10/10

Dziękuje kącikowi czytelniczemu za nagłośnienie tej sześciedzięscioletniej książki na tagu, bez tego raczej bym po nią nie sięgnął. No a było warto, książka genialna. Dosyć trudna, znaczy pod względem emocjonalnym, bo technicznie nie stanowi raczej bariery dla nikogo z IQ oscylującym wokół setki, co zresztą jest tematyką książki.

Mieliśmy już kilkanaście recenzji więc może nie ma sensu powielać wstawek o czym jest, ale wspomnę co mnie zaskoczyło. Książka pisana jest jako dziennik Charliego, który na starcie historii jest dosyć upośledzony, więc pierwsze strony pełne są błędów, literówek, i dziecięcej naiwności.

W miarę rozwoju historii bohater odkrywa coraz więcej o sobie, świecie, ludziach, i przez formę dziennika mamy okazję uczestniczyć w tym w sposób bardzo organiczny, przekonujący.

Mimo że bohatera jest nam szkoda, to nie przez cały ten czas da się z nim sympatyzować. Unikalna desynchronizacja rozwoju umysłowego względem rozwoju emocjonalnego jest świetnie pokazana, odkrywanie scen z przeszłości łamie serce. Trudno skończyć te książke i nie uronić ani jednej łzy.

Gdybym miał sie do czegoś przyczepić, to scena w salonie fryzjerskim, jak również scena po wybiciu okna ręką wyglądały jak: "Trudno poprowadzić ten wątek w sposób przekonujący, są za duże oczekiwania, więc zręcznie go ominę".

Nawet rozważałem obniżyć za to ocenę o jeden ząbek, ale byłoby to nieuczciwe w porównaniu do innych ocen jakie dawałem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba2piorunów

Też zapisałem na listę, ale najpierw muszę skończyć to, co zacząłem

Gruba ryba1piorunów

Genialna książka. Muszę jeszcze raz przeczytać i pewnie znowu na koniec się popłaczę.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Sum

w Książki

18piorunów

1086 + 1 = 1087

Tytuł: Shitshow! Ameryka się sypie, a oglądalność szybuje

Autor: Charlie LeDuff

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: audiobook

ISBN: 9788380498426

Ocena: 4/10

Jesienią 2013 roku dziennikarz Charlie LeDuff dostał od zatrudniającej go stacji telewizyjnej Fox 2 Detroit zadanie nakręcenia programu reporterskiego o życiu amerykańskiej klasy niższej. Przez kolejne 3 lata LeDuff i jego ekipa przemierzali kraj w poszukiwaniu historii przeczących wciąż żywemu mitowi American dream.

Kolejny reportaż z Serii amerykańskiej ze zmarnowanym potencjałem. To mogłaby być bardzo dobra książka, gdyby autor uporządkował historie, które miał w zanadrzu, i pisał przede wszystkim o ludziach, których spotykał podczas kręcenia programu The Americans, a nie o tym, co robił sam albo co robili ludzie z jego ekipy. Dobry dziennikarz powinien być niewidoczny w swoich reportażach (vide: książki Swietłany Aleksijewicz), a LeDuff tak mocno skupił się na sobie i przedstawieniu swoich poglądów, że wszystkie teksty nadawałyby się bardziej na osobistego bloga albo profil na X.

Co do historii opisanych w książce, to doskonale pokazują one, jak chciwe korporacje i chodzący na ich paskach politycy wydymały Amerykanów bez mydła i wpędziły setki tysięcy ludzi w biedę i choroby. Trzeba jednak przyznać, że afery opisane w reportażu nie zaszokują nikogo, kto interesuje się trochę sprawami społecznymi, bo to, że amerykański sen przerodził się w amerykański koszmar, jest prawdą powszechnie znaną.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz1piorunów

@Telezajaczek kiedyś chyba czytałem fragment jakiejś książki LeDuffa i miałem dokładnie to samo wrażenie - najważniejszy w książce jest on, a nie wszystko dookoła. Książki finalnie nie kupiłem i bardzo się z tego cieszę

Sum1piorunów

@bojowonastawionaowca no niestety, czuć w książce, że gość ma wywalone ego, a obczajenie jego bio na Wikipedii, zwłaszcza ile razy miał medialne dramy o plagiaty, tylko to wrażenie potwierdza.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

25piorunów

1085 + 1 = 1086

Tytuł: Hamlet

Autor: William Shakespeare

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Format: książka papierowa

Liczba stron: 228

Ocena: 10/10

Literatura najwyższych lotów.

Mimo, że ten wierszowy sposób pisania nie należy do moich ulubionych, przestawiłam się już po paru stronach. Czytało się bardzo przyjemnie. Pan Shakespeare potrafił nakreślić historię w sposób ciekawy i budzący emocje, a wydanie które mam jest ładnie przetłumaczone (ale nie porównywałam z oryginałem 😅).

Wartości i rozterki przedstawione w książce są ponadczasowe, dlatego Hamlet i jego dramat w 5 aktach obecni są w popkulturze i niezmiennie na szkolnych przedstawieniach, bo kto nigdy nie widział małolata z czaszką, pytającego 'być albo nie być' ten życia nie zna xD

A reszta, wiadomo, jest milczeniem.

GURU1piorunów

Moj ulubiony Shakespear razem z Mcbethem

Osobistość

w Książki

15piorunów

1084 + 1 = 1085

Tytuł: Drugie spojrzenie na planetę Ksi

Autor: Janusz A. Zajdel, Marcin Kowalczyk

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

Format: audiobook

ISBN: 9788375780703

Liczba stron: 392

Ocena: 6/10

Średnio mi się zawsze podoba dokańczanie książek autora przez kogoś innego, tak i tutaj. Niby jest kontynuacja opowieści, ale jednak nie to samo, no ale najgorzej też nie jest. Nie wiem czy zakończenie jest Zajdla czy zostało dopisane, ale mam wrażenie że to tak napisane na szybko, żeby coś tam trzasnąć i pora na CSa.

Licznik prywatny: 37/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

47piorunów

1083 + 1 = 1084

Tytuł: Zabić drozda

Autor: Harper Lee

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: REBIS

Format: książka papierowa

Liczba stron: 409

Ocena: 10/10

Jednym z efektów mojego ostatniego przemęczenia, było wyjście z pociągu bez książki. Pewnie również i z przemęczenia zirytowało mnie to jak nigdy.

Zostało mi kilkadziesiąt stron do końca, jakby wypadło mi z rąk coś cennego, co potrzebowałam na teraz, na już.

Stwierdziłam, że zamówię kolejny egzemplarz, ale będzie za kilka dni, a niedosyt był straszny i nie wyobrażałam sobie zacząć innej książki, bez zamknięcia tej.

I tu było zderzenie ze współczesnym czytaniem e-książek. Za starych czasów pobierałam pdfa z chomika, bądź innego torrenta i było, niemalże wszystko. Teraz google zbombardowało mnie masą legimo podobnych aplikacji, gdzie za cenę nieuczciwą mogłam dostać parę bajtów tekstu. Znalazłam drozda w apce empikowej, zabuliłam dwie dychy i przekonałam się, że to nie jest kurła książka, której szukałam w formie tekstu, tylko komiksu 🤦♀️

Trafiłam na legimu, apka w abonamencie, 3 dni za darmo, izi... Jednak nie, sama książka kosztuje prawie pięć dyszek dżizas.

No kupiłam, należy mi się. Nie ważne że nie wytrzymam nie mając wersji papierowej na półce, dlatego i tak ją zamówię.

W kaaaaażdym razie, przeczytane 😅

Czytając tą książkę, w głowie miałam milion zdań na recenzję, teraz jest tylko wymiętolone siano, ale postaram się, bo ta pozycja zasługuje na wysilenie się na parę ładnych słów.

Historia opisana jest oczami dziecka, ale niebanalna i refleksyjna. Powiedziałabym, że to wręcz kopalnia cytatów, które zostają w głowie na dłużej.

Potrzebowałam tej książki, o czym przekonałam się w trakcie czytania. W niepewnych czasach, znalazłam bohaterów, którzy pokazali mi drogę, ułożyli chaotyczne myśli i przypomnieli jak należy radzić sobie z trudnościami i pozostać przy tym człowiekiem.

Twórca1piorunów

Druga książka już jej tak nie wyszła, ale dalej spoko. Chyba wyszła z wprawy

Fanatyk0piorunów

@janekwoz niektórzy mają przebłyski geniuszu, inni lecą seryjnie xd

Specjalista1piorunów
Fanatyk0piorunów

@heavelock już przeczytałam, ale dzięki 😉

Specjalista1piorunów

@Shivaa na przyszłość 😉 polski rynek ebookow jest wspaniały na skalę światową - masz wiele sklepów do wyboru, praktycznie żaden nie stosuje DRM więc pliki są tylko podpisane twoim nazwiskiem i nikt Ci ich nie zabierze lub nie zablokuje. A nie tak jak w dużej części świata gdzie masz wybór amazonu albo amazonu. Lub ewentualnie jakiegoś innego producenta czytników ze swoim dość zamkniętym ekosystemem i DRM.

Fanatyk0piorunów

@heavelock no faktycznie jest tego sporo, na razie nie planuję się przerzucać na eboki bo wolę papier, ale może w przyszłości znowu zgubię książkę i trzeba będzie korzystać 😉

Pokaż więcej komentarzy (20)

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1082 + 1 = 1083

Tytuł: Ścieżka Niebios

Autor: Chris Wright

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 464

Ocena: 7/10

“Więc walczę dla ojca, którego nigdy nie kochałem, z bratem, którego miłowałem. Bronię Imperium, które nigdy mnie nie chciało, przed armią, która przyjęłaby mnie w mgnieniu oka.”

XXXVI część cyklu Herezja Horusa

Jaghatai Khan przysiągł bronić Imperium, jednak Białe Szramy zostały odcięte od układu Sol przez burze osnowy. Nękane przez wrogie legiony nie znalazły dotąd drogi na Terrę. Udają się na poszukiwania genialnego nawigatora, którego niezwykłe umiejętności pozwolą przeprowadzić flotę ich przez sztormy. Po piętach depczą im połączone siły Gwardii Śmierci i Dzieci Imperatora.

Dawno początek tak mnie nie zniechęcił. Bez żadnego kontekstu czy wprowadzenia autor wrzuca czytelnika w niemal sto stron partyzanckich manewrów i chaotycznej rozpierduchy: bolter porn, zboczeńcy Eidolona i pojedynki na miecze.

Na szczęście później już jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, takie 8/10. Fabuła zwalnia, po czym rozwija się w sposób logiczny i wciągający, a na tle głównych wydarzeń rozgrywają się dramaty poszczególnych bohaterów takich jak Targutai Yesugei, Revuel Arvida, Shiban, czy Ravasch Cario. Znalazł się nawet element niemal lemowskiego sci-fi w postaci eksploracji niepojętej kosmicznej maszyny/anomalii.

Bardzo dobra książka tylko trzeba dać jej szansę i przebrnąć przez męczący początek.

Fenomen

w Hydepark

16piorunów

1081 + 1 = 1082

Tytuł: Dni walczącej Stolicy

Autor: Władysław Bartoszewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Alfa

Format: książka papierowa

ISBN: 8370012833

Liczba stron: 376

Ocena: 7/10

Dni walczącej Stolicy to zapis sześćdziesięciu siedmiu audycji dokumentalnych poświęconych Warszawie powstańczej. Z tego co przeczytałem audycje te emitowano w Radiu Wolna Europa w 1984 roku (i być może w Polskim Radiu w 1981, ale informację mam z lubimyczytac.pl, gdzie chyba mamy przeklejony opis wydawcy). Sama książka po raz pierwszy ukazała się w 1984 roku w Londynie oraz w Warszawie, w drugim obiegu, pierwsze polskie oficjalne wydanie ukazało się w 1989 roku z okazji 45-lecia wybuchu powstania (tę miałem w dłoniach), kolejne w latach 2004 i 2008.

Książka zawiera bardzo dużo treści, a w swojej formie powinna być traktowana jako kronika, do której można wracać w miarę potrzeby. Nie ma co jej czytać od początku do końca, ilość informacji jest tak duża, że łatwo może przytłoczyć czytelnika. Sama treść jest różnie zabarwiona, nie ma tutaj suchej relacji tylko wyraźne przeżycia Bartoszewskiego, który walczył w powstaniu.

Czy pozycja obowiązkowa dla każdego interesującego się powstaniem warszawskim? Zdecydowanie tak. Czy pozycja warta przeczytania od deski do deski? No... chyba jednak nie, "Dni walczącej Stolicy" to raczej kronika-podręcznik, stanowiący dobry punkt zaczepienia do dalszych badań i lektur.

Prywatny licznik: 28/50

Gruba ryba

w Hydepark

19piorunów

1080 + 1 = 1081

Tytuł: Człowiek plus

Autor: Frederik Pohl

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 240

Ocena: 8/10

Na starej dobrej Ziemi źle się dzieje. Narasta spirala zbrojeń USA vs Nowa Ludowa Azja, co stanowi oczywiście aluzję do Zimnej Wojny. Podobnie jak u nas trwa wyścig o wysłanie człowieka w kosmos, a konkretnie - na Marsa. Do tego klęski klimatyczne i ekologiczne, zamieszki, stany nadzwyczajne w wielu rejonach, do wyboru do koloru. W jednej z rządowych instytucji US of A prowadzony jest program "Człowiek plus", mający na celu takie przeobrażenie człowieka aby bez żadnych osłon mógł przeżyć na Marsie. Technicznie rzecz biorąc, zakłada on stworzenie cyborga.

Bardzo ciekawe studium transhumanizmu, czasami dość drastyczne. Fabuła skupia się na stopniowym przeobrażaniu bohatera w istotę, która nie męcząc się potrafi biec całymi godzinami z ogromną prędkością, nie ma płuc, serca i innych zbędnych organów więc mizerna marsjańska atmosferą nie stanowi dla niego problemu. Następnie wraz z naszym cyberczłowiekiem udajemy się w podróż na Marsa aby zacząć kolonizację tej planety. Książka napisana równe 50 lat temu jest w dalszym ciągu przerażająco aktualna. Większych głupot pod względem zgodności naukowej nie stwierdzono, może oprócz opisu samego Marsa - cóż dzisiaj wiemy o nim więcej. Napisana prosto i przystępne, czasem dosadnym językiem, czyta się znakomicie. Czegoś jednak jej brak, pomysł jest znakomity, ale niektóre elementy mogły by być szerzej rozwinięte, inne znowuż skrócone, gdyż i tak nic nie wnoszą do fabuły. Aha, jeszcze duży minus za gigantyczny spoiler w opisie na tylnej okładce, powinni wybatożyć na rynku tego kto do tego dopuścił. Tak czy owak, jedna z lepszych książek w serii "Fantastyka-Przygoda", która, nawiasem mówiąc, powoli dobiega do końca - zostało mi już tylko kilka pozycji.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1079 + 1 = 1080

Tytuł: Kopiec

Autor: H. P. Lovecraft

Kategoria: horror

Wydawnictwo: C&T

Format: książka papierowa

ISBN: 9788374702881

Liczba stron: 153

Ocena: 6/10

Każdy pisarz musi z czegoś żyć, a pan Lovecraft postanowił, że jednym ze źródeł jego zarobku będzie poprawianie cudzych historyjek. W tym przypadku są to trzy opowiadania niejakiej Zealii Bishop, w tym jedno od podstaw stworzone przez Lovecrafta("Kopiec", zleceniodawczyni rzuciła tylko bardzo ogólnym pomysłem, na którym miał oprzeć się pan Lovecraft). Wyszło niekiedy średnio, niekiedy całkiem ok, ale po kolei.

-Pierwsze opowiadanko w zbiorze to "Klątwa Yiga". Dość przeciętna historia o bogu-wężu i jego klątwie wobec każdego, kto śmie podnieść rękę na jego syczące "dzieciaczki". Na szczęście bardzo krótka. 5/10.

-"Kopiec", najdłuższe opowiadanie w zbiorze i moim zdaniem najlepsze. Zaczyna się solidnie i mrocznie, ukazany zostaje tytułowy kopiec, który przez lata stał się miejscem owianym mroczną legendą o niezliczonych zniknięciach i szaleństwie tych, którym udało się z jego terenu powrócić. Wszystko fajnie i pięknie, ale do czasu. Niestety rozwiązanie całej zagadki, które autor serwuje jakoś w środku opowiadania, psuje cały ten mroczny nastrój, a czytelnik zamiast horroru dostaje dziwaczną przygodówkę(miał być horror, a finalnie otrzymujemy bandę nieśmiertelnych, znudzonych życiem pseudoindiańców żyjących pod ziemią). Mimo wszystko dalsza część nie jest znowu taka najgorsza, nawet jeśli atmosfera horroru nie jest już tak odczuwalna jak na początku. Solidne 7/10.

-"Sploty meduzy"- Stary mieszkaniec pewnego mrocznego domu opowiada przypadkowemu podróżnemu historię kryjącą się za tym miejscem. Cała pierwsza część to wyjątkowo nudna historia z trójkątem miłosnym w tle podlana delikatną ilością horroru. Kilkukrotnie łapałem się na tym, że myślałem o niebieskich migdałach i musiałem wracać się, by jeszcze raz ogarnąć ostatnie fragmenty tekstu. Jestem prawie pewny, że cała ta część została stworzona przez Zealię. Gdy już w pełni wkracza wizja Lovecrafta, zaczyna się jazda bez trzymanki pełna przedwiecznego zła, cthulowej ośmiorniczki i innych potworności tak lubianych przez mistrza horroru. Druga część znacząco nadrabia, byłoby super, gdyby nie ten nudny początek. A może to zamysł mistrza, najpierw spokojniutko, a w pewnym momencie dowalić rzeźnicki finał, który dzięki temu wybrzmiewa o wiele, wiele mocniej. Nie, w sumie nadal mi się nie podoba. Finalnie ta historia to takie 6/10.

Ostatecznie jednak warto było sięgnąć po owy zbiorek, bo ma naprawdę bardzo dobre momenty.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Książki

18piorunów

1078 + 1 = 1079

Tytuł: Zima Pożegnanych

Autor: Anna Kańtoch

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Ocena: 7/10

Klasyczny kryminał Anneke - bardzo dobrze się czyta, styl fajny, bohaterowie całkiem też, ale potem na końcu niedosyt z tego, jak się wszystko rozwiązało. Nie że jest źle, ale jakoś brak satysfkacji. Plot twist z tych mało szokujących, trochę na poziomie dramy na wykopie niż wielkich skandali.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

15piorunów

1077 + 1 = 1078

Tytuł: Rzeki Londynu

Autor: Ben Aaronovitch

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: ebook

Liczba stron: 424

Ocena: 6/10

Do sięgnięcia po 1 tom serii zachęciła mnie zapowiedź premiery 3 tomu, która ma mieć miejsce za około 2 tygodnie.

Przyznam, że po "Rzekach Londynu" spodziewałem się trochę więcej. Sam pomysł na połączenie kryminału z urban fantasy jest naprawdę świetny. Główny bohater, młody policjant Peter Grant, podczas zabezpieczania miejsca zbrodni przesłuchuje... ducha. To wydarzenie sprawia, że trafia pod skrzydła inspektora Thomasa Nightingale'a – ostatniego angielskiego czarodzieja-policjanta zajmującego się sprawami, których zwykłe wydziały Scotland Yardu nie potrafią wyjaśnić. Od tego momentu Peter uczy się magii, poznaje ukryty świat Londynu zamieszkiwany przez duchy, bóstwa rzek i inne nadprzyrodzone istoty, jednocześnie próbując rozwiązać sprawę serii brutalnych morderstw powiązanych z tajemniczym Panem Punchem. Sam zarys fabuły brzmi naprawdę intrygująco i właśnie dlatego miałem wobec tej książki spore oczekiwania.

Największym problemem okazało się jednak wykonanie. Przez dużą część książki miałem wrażenie, że autor bardziej skupia się na przedstawianiu zasad funkcjonowania magicznego Londynu (a i to wychodzi mu słabo) niż na prowadzeniu samej historii. Kolejne elementy świata są ciekawe - personifikacje londyńskich rzek, magia oparta na nauce czy policyjne podejście do zjawisk nadprzyrodzonych naprawdę mają potencjał, ale sama intryga kryminalna często schodzi na dalszy plan. Tempo jest nierówne, pojawia się sporo dygresji i momentami trudno poczuć, że fabuła rzeczywiście zmierza do jakiegoś konkretnego celu. Dopiero pod koniec książka wyraźnie przyspiesza, ale dla mnie było to trochę za późno.

Jeśli chodzi o bohaterów, również pozostał pewien niedosyt. Peter Grant jest sympatycznym protagonistą i jego droga od zwykłego posterunkowego do ucznia Nightingale'a zapowiada się interesująco, jednak w pierwszym tomie nie zdążyłem się z nim mocniej zżyć. Thomas Nightingale to chyba najciekawsza postać całej książki - tajemniczy, opanowany i sprawiający wrażenie człowieka, który wie znacznie więcej, niż mówi. Szkoda tylko, że autor nie poświęca mu więcej uwagi. Podobnie jest z postaciami trzecioplanowymi. Każda z nich ma potencjał, ale na razie bardziej zapowiada przyszłe wydarzenia, niż rzeczywiście odgrywa dużą rolę w tej historii.

Mimo wszystko nie żałuję czasu spędzonego z tą książką. Świat ma spory potencjał i widać, że autor stworzył fundament pod dłuższą serię. Jestem jednak trochę zawiedziony tym pierwszym tomem. Liczę, że kolejne części rozwiną się nie tylko pod względem bohaterów, ale również samej historii. Bo na razie "Rzeki Londynu" bardziej sprawiają wrażenie długiego wprowadzenia do uniwersum niż samodzielnej, w pełni satysfakcjonującej opowieści. A potencjał jest tu zdecydowanie większy niż to, co udało się pokazać w pierwszym tomie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 142/128

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

1076 + 1 = 1077

Tytuł: Gołoborze

Autor: Maciej Siembieda

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 9/10

*

A jednak ksiądz przyszedł. Odczekał, zrobił swoje i kiedy został sam nad grobem grzesznika, przyszło mu do głowy, że okrutny Bóg ze Starego Testamentu mógłby mieć za cmentarzem parę mórg pola i czuć się w Grabinie jak w domu.

Gdyby okna mojego mieszkania znajdowały się na innej ścianie budynku, mógłbym z nich oglądać gołoborza. No dobra, musiałyby ich jeszcze nie zasłaniać rosnące na stokach poniżej drzewa, a i kilka budynków po drodze też należałoby wyburzyć, ale chodzi o to, że mam je naprawdę blisko. I to, że jest to książka o regionie, było jednym z powodów, że zdecydowałem się za nią zabrać, choć jednak z ostrożnością. Ostrożność moja wynikała z faktu, że o książce ostatnio było bardzo, bardzo głośno i atakowała mnie, tak mi się wydawało, niemal zewsząd. Miałem wrażenie, że marketing tej książki jest na tyle silny, że nie może ona być dobra – ot taka moja (być może świętokrzyska?) przekorność. Zabrałem się więc za Gołoborze z ostrożnością, ale wsiąkłem w nie już po kilku pierwszych stronach, od razu po przeczytaniu prologu.

Mnóstwo rzeczy przychodzi mi do głowy po lekturze Gołoborza, ale najważniejszą z nich jest chyba to, że pan Siembieda odmalował region tak dokładnie, że czułem się tak, jakbym przeniósł się jakimś sposobem do podstawówki, znów pojechał na wakacje do babci na wieś i znów brał udział w życiu tej świętokrzyskiej wsi, w życiu którego absolutnie nie rozumiałem i które było dla mnie tak pełne sprzeczności. Życia, w którym tak rozbieżne było to, co się mówiło i to, co się robiło. Bo tak jest chyba do dzisiaj, że Świętokrzyskie jest jednym z bastionów katolicyzmu, tylko niekoniecznie tego rzymskiego, ale raczej naszego, takiego polskiego. Nieodłącznym wówczas (a podejrzewam, że jest tak do dziś) elementem życia wsi, a więc i moich wakacji, była niedzielna msza święta (choć wolałem oglądać na Polsacie Disco Relax albo inne Power Rangers, no ale nie miałem przecież wyboru) i było dokładnie tak, jak to autor w G_ołoborzu_ opisał – ludzie szli do kościoła, słuchali księdza, śpiewali pieśni, przekazywali sobie znak pokoju, a jednak jedni siadali daleko od drugich (każdy miał w kościele „swoje” własne miejsce i nie daj Boże, żeby ktoś mu je zajął!), a później, po mszy wracała rzeczywistość. Bliźni znów przestawał być bliźnim – ludzie dzielili się na „swoich” i „tamtych”. Winowajcom się nie wybaczało, pielęgnowało się w sobie żale, choć przyczyn zatargów nikt już nie pamiętał, a nawet jeśli wracały we wspomnieniach, to były tak błahe, że aż nie do uwierzenia. Można było to wszystko wyjaśnić od razu, ale przez lata niezgoda narosła tak bardzo, że była już nie do przezwyciężenia. Tak, wychowałem się w Świętokrzyskim, którego chyba nie rozumiałem, później kilkanaście lat mnie tutaj nie było (a mieszkałem w międzyczasie kilka lat w Opolu, które w książce też występuje), ostatnio wróciłem i przeżyłem mentalny szok, bo zdążyłem zapomnieć (albo wyprzeć) to, jak tutaj jest. Myślę, że największą wartością z lektury Gołoborza jest dla mnie to, że ta książka pozwoliła mi ten region chyba trochę lepiej zrozumieć.

Imponującą sprawą jest z jednej strony rozmach książki, bo jej akcja rozgrywa się na przestrzeni ponad stu lat, a z drugiej strony umiejętność przedstawienia przez autora tego, co dla historii jest istotne. Pomiędzy rokiem 1863 a 1988 wydarzyło się w Polsce wiele rzeczy i one oczywiście wpływają na życie jej bohaterów, ale na pierwszym planie zawsze jest to, co być tam powinno. Taka umiejętność nieuciekania w dygresje (choć ja dygresje bardzo lubię, ale to trzeba robić umiejętnie) wydaje mi się bardzo cenna, a na pewno sprawiła, że Gołoborze czyta się bardzo płynnie. Poza tym to pan Siembieda napisał tę książkę fantastycznie pod względem konstrukcyjnym. Bardzo często stosowanym przez niego zabiegiem jest przedstawienie efektu, a później opis jak do tego doszło (tak jak jest napisane na przykład świetne Czyż nie dobija się koni? pana Horace'a McCoya). Takich sprytnych zabiegów narracyjnych zresztą w książce całe mnóstwo, a ich repertuar jest bardzo szeroki – autor naprawdę po mistrzowsku potrafi przykuć i utrzymać uwagę. Jeśli już jestem przy tym, jak tę książkę się czyta, to nie mógłbym nie wspomnieć o kwestii języka. Istnieje coś takiego jak gwara świętokrzyska, ona nie jest skomplikowana i nie jest bardzo daleka od czystej polszczyzny, ale istnieje. I właśnie taką gwarą jest ta książka napisana. To czuć, kiedy się ją czyta, a najoczywistszym przykładem jest odmiana nazwisk zwaśnionych rodów: Kończaki i Cebrzny, więcej argumentów bez analizy podać nie umiem, ale w czasie lektury miałem flasbacki tego, jak mówiło się u babci na wsi, a mówiło się właśnie tak, jak to w Gołoborzu czytałem.

Choć wszystkie postaci występujące w książce są bardzo wyraźne (ciekawym zabiegiem wśród tak wielu bohaterów jest to, że nie wszystkie nazwiska są podane – poza tymi, którzy dla opowieści są istotni i wiemy, jak się nazywają, występują postaci, które są opisywane swoją rolą, jak „esbek” czy „żona Zbigniewa”, co z jednej strony, moim zdaniem, ma wartość literacką o tyle, że wiadomo na których postaciach skupić uwagę, ale też buduje ten klimat „swoich” i „obcych”), mnie najbardziej w pamięć zapadła Pężarka. Bo jeśli książka jest o Górach Świętokrzyskich, to nie może w niej zabraknąć pogaństwa i legend (i nie zabrakło), a przez tę postać Gołoborze tak bardzo ociera się o realizm magiczny, że aż miałem mimowolne skojarzenia ze Stoma latami samotności, co uważam za ogromny komplement.

Jest w Gołoborzu mnóstwo zła, jest nienawiść, jest zemsta, jest zacietrzewienie, źle pojęty honor i wszystkie inne świętokrzyskie przywary. Jest w niej też trochę humoru, jest wspaniały popis umiejętności narracyjnych autora, słowem jest w tej książce wszystko, co sprawia przyjemność w czasie lektury. I, na sam koniec, jest też w tej książce posłowie, w którym pan Siembieda opisuje, które z opisanych wydarzeń przeszczepił do tkanki powieści (to jego sformułowanie, bardzo ładne) z rzeczywistości. I lektura tego posłowia jest, delikatnie mówiąc, przerażająca.

Osobistość3piorunów

@George_Stark warto dodać dla miłośników audiobooków, że jest bardzo dobrze przygotowana wersja audio.

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

1075 + 1 = 1076

Tytuł: Zimne wybrzeża

Autor: Szczepan Twardoch

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 5/10

*

W grzechu czuł się bardziej chrześcijaninem, ponieważ komunista nie grzeszy, może najwyżej złamać komunistyczne zasady, ale nie zgrzeszyć.

Poszukiwań pana Twardocha późniejszego w panu Twardochu wcześniejszym ciąg dalszy.

Tym razem autor zabiera czytelnika na Spitsbergen, największą wyspę archipelagu Svalbard (Svalbard z norweskiego oznacza właśnie „zimne wybrzeże”), do miejsca, które, co wiem z wywiadów, pana Twardocha zawsze pociągało i które od czasu do czasu odwiedza (choć nie wiem czy był tam przed napisaniem tej książki). W Arktyce zresztą rozgrywa się też akcja jednego z opowiadań pana Twardocha, Tak jest dobrze, które można znaleźć między innymi w tomie Ballada o pewnej panience, które to opowiadanie nie tylko jest świetne, ale i zainspirowane stylem pana Cormaca McCarthyego, to tak na marginesie.

Książka opowiada o pobycie na Spitsbergenie Johna Smitha, Brytyjczyka, który oficjalnie przybywa tam po to, żeby prowadzić badania socjologiczne. Tyle tylko, że John Smith nie jest socjologiem, zresztą John Smith nie jest nawet Johnem Smithem, co już przywodzi na myśl bohaterów pojawiających się w późniejszych utworach pana Twardocha. W Zimnych wybrzeżach jest trup, jest już na samym początku, jest polska placówka badawcza, są norwescy górnicy i są jeszcze (fantastyczni!) rosyjscy dawnowiercy. A także są Chruszczow, Stalin, Jeżow i Mołotow, bo to takie czasy i choć akcja powieści rozgrywa się w 1957 roku, to nawet martwy już od jakiegoś czasu Stalin swoje piętno na historii Spotzbergenu odcisnął, przynajmniej w wersji tej historii w wykonaniu pana Twardocha.

Językowo ta powieść jest (tylko) poprawna. Językowy przełom, moim zdaniem, u autora nastąpi dopiero w jego kolejnej powieści, w Wiecznym Grunwaldzie. Historia jest ciekawa i spójna, choć mnie nie porwała, ale może to dlatego, że nie jestem ani fanem powieści kryminalnych ani szpiegowskich (a Zimne wybrzeża to po trochu i to i to). Postaci, może poza Awwakumem Awwakumowiczem Łomkowem (to ten opisywany tym cytatem na początku wpisu) też nie wydały mi się jakoś szczególnie interesujące, dużo ciekawszy był dla mnie Antoni Szarzycki, bohater czytanego wcześniej przeze mnie Przemienienia. Przy całym moim podziwie dla twórczości pana Twardocha, dla mnie ta książka, szczególnie na tle późniejszych jego dokonań (ale też i za sprawą tego, o czym ja czytać lubię, a o czym nie lubię) jest mocno średnia.

O samych Zimnych wybrzeżach to tyle, ale jest jeszcze jedna rzecz, która niezwykle mnie fascynuje. Otóż, Zimne wybrzeża, powieść z roku 2009 po zmianie przez autora barw wydawniczych i przejściu z Wydawnictwa Literackiego do Marginesów w roku 2025 doczekała się wznowienia właśnie przez wydawnictwo Marginesy. To wznowienie zostało ciepło przyjęte, a sama powieść zaczęła zbierać bardzo pozytywne recenzje. Inaczej ponoć było przy okazji jej pierwszego wydania, kiedy to przeszła w zasadzie bez echa. To, co bardzo mi się w całej tej sytuacji podobało, to reakcja autora na te pozytywne recenzje po wznowieniu, która zawierała się w pytaniu do zachwycających się „gdzie byliście w roku 2009?”.

Tytan

w Książki

17piorunów

1074 + 1 = 1075

Tytuł: Baltic: The Future of Europe

Autor: Oliver Moody

Kategoria: geopolityka

Format: martwe drzewo

Liczba stron: 384

Ocena: 6/10

Kupione z nudów na lotnisku. Jak to bywa z takimi książkami nie dowiedziałem się tego, co chciałem. No i autor jest moim wieku, co taki gówiarz może wiedzieć o świecie?

Nie pasuje nigdzie w bingo.

Lider2piorunów

@szatkus-7 to zależy jakim gówniarzem jesteś, bo na Hejto gówniarze to dobijają do 40 😉

Lider

w Książki

21piorunów

1073 + 1 = 1074

Tytuł: Śmierć w Wenecji

Autor: Thomas Mann

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Eperons-Ostrogi

Format: ebook

Liczba stron: 126

Ocena: 6/10

Kontynuując czytanie Manna, tak, żeby przypadkiem nie przeczytać "Czarodziejskiej góry" - odcinek 4 😉

To jedna z tych książek, które bardziej się analizuje niż czyta. Fabuła jest tu zaledwie pretekstem do rozważań o sztuce, pięknie, starości, przemijaniu i cienkiej granicy między zachwytem, a niezdrową obsesją. To kolejna książka, którą z początku wrzuciłbym do jednego worka z "Lilitą", "Hańbą" czy "Stonerem", ale jednak obsesja i zauoczenie są tu inne.

Ale zacznijmy od początku:

Thomas Mann nie spieszy się z opowiadaniem historii i od samego początku daje do zrozumienia, że najważniejsze wydarzenia rozgrywają się nie w Wenecji, ale w głowie głównego bohatera.

Gustav von Aschenbach, uznany pisarz, przyjeżdża do Wenecji w poszukiwaniu odpoczynku i twórczego natchnienia. Tam poznaje Tadzia - młodego Polaka, którego niezwykła uroda staje się dla niego symbolem idealnego piękna. Z czasem niewinny zachwyt przeradza się w obsesję, a jednocześnie nad miastem zawisa widmo epidemii cholery, skrzętnie ukrywanej przed turystami. Mann prowadzi tę historię bardzo subtelnie, bardziej sugerując emocje i motywacje bohatera, niż nazywając je wprost.

Największym atutem tej noweli jest klimat. Wenecja staje się niemal osobnym bohaterem – piękna, elegancka, ale jednocześnie powoli gnijąca i skrywająca niewygodną prawdę. To świetna metafora samego Aschenbacha i jego stopniowego rozpadu. Podobało mi się również to, jak autor pokazuje konflikt między rozsądkiem a namiętnością oraz pytanie o to, czy pogoń za absolutnym pięknem zawsze musi prowadzić do samozniszczenia.

Jednocześnie jest to książka, która wymaga od czytelnika sporo cierpliwości. Styl Manna jest ciężki, pełen opisów i filozoficznych odniesień. Chwilami miałem wrażenie, że więcej czasu poświęca analizowaniu symboli niż prowadzeniu samej historii. Dodatkowo fabuła jest bardzo skromna, więc jeśli ktoś oczekuje dynamicznych wydarzeń, raczej się rozczaruje.

"Śmierć w Wenecji" to ponad 100-letnia klasyka, którą warto znać, ale zdecydowanie nie jest to lektura obowiązkowa. Doceniam jej warstwę symboliczną, atmosferę i ponadczasowe pytania o naturę człowieka, choć momentami brakowało mi większego zaangażowania emocjonalnego i bardziej wyrazistej historii.

To książka, która zostawia po sobie sporo tematów do przemyślenia, ale jednocześnie nie zostawia przyjemności z samego czytania. Choć to przecież nie jest obowiązek. Mnie lekko rozczarowała i była najsłabszą książką w dorobku autora.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz3piorunów

@WujekAlien Mann się bardzo słabo zestarzał IMO, książki nie na nasze czasy

Lider1piorunów

@bojowonastawionaowca coś w tym jest, choć podoba mi się, że książki dostały niedawno nowe wydanie

GURU4piorunów

@bojowonastawionaowca świat poszedł do przodu... pojawiły się komputery, amfetamina, samoloty ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Książki

16piorunów

1072 + 1 = 1073

Tytuł: Bezprawie

Autor: Remigiusz Mróz

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Czwarta Strona

Format: audiobook

Liczba stron: 496

Ocena: 5/10

Jednym z moich celów czytelniczych na ten rok było sprawdzenia jak sobie radzą autorzy, od których się odbiłem oraz serie, które porzuciłem. I tu z pomocą w jego realizacji przyszedł 20 tom przygód Chyłki i Zordona.

Tak, dobrze czytacie - 20. Trudno mi trochę uwierzyć, że seria która jawiła mi się jako odtwórcza już po 4-5 tomach (bo chyba wtedy ją porzuciłem), dotrwała do 20 tomów. No ale może to tylko moje złudne wrażenie, że było aż tak źle. Po przeczytaniu kilku pierwszych tomów odłożyłem ją na bok i przez długi czas nie czułem potrzeby, żeby kontynuować tę historię.

Teraz postanowiłem sprawdzić, co słychać u Chyłki i Zordona oraz jak przez ten czas rozwinęły się ich losy. "Bezprawie" okazało się dla mnie bardziej spotkaniem ze starymi bohaterami niż książką, która rozbudziła moją fascynację tą serią.

Tym razem duet prawników podejmuje się obrony policjanta oskarżonego o śmiertelne pobicie młodego mężczyzny. Szybko okazuje się jednak, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, bo oskarżony przed lata działał pod przykrywką w świecie przestępczym i do tego odegrał ważną rolę w życiu samych bohaterów. Równolegle Chyłka mierzy się z osobistymi problemami dotyczącymi rozwodu siostry i szansą na odebranie jej siostrzenicy, przez co zawodowe i prywatne wątki nieustannie się przeplatają. Aż do tego stopnia, że dzieci Chyłki i Zordona zostają porwane, a oni dostają prawnicze ultimatum, którego niedotrzymanie zakończy żywot maluszków.

Największym atutem książki pozostają sami bohaterowie. Ich relacja, wzajemne docinki i charakterystyczny sposób prowadzenia rozmów nadal mają w sobie coś, co wyróżnia tę serię. To właśnie ten element i ich relacja, sprawiły, że wróciłem do ich świata.

Niestety sama fabuła mnie mocno zawiodła. Miałem wrażenie, że wiele rozwiązań jest mocno przerysowanych, a kolejne zwroty akcji bardziej próbują zaskoczyć niż wynikają z naturalnego rozwoju wydarzeń. Im dalej w książkę, tym częściej łapałem się na tym, że zamiast angażować się w śledztwo, po prostu płynę z nurtem wydarzeń, czekając na kolejny obowiązkowy twist.

Być może właśnie dlatego uświadomiłem sobie, dlaczego kiedyś porzuciłem tę serię. Mróz nadal potrafi pisać bardzo dynamicznie i trudno odmówić mu umiejętności budowania tempa, ale dla mnie coraz trudniej zawiesić niewiarę i zaakceptować niektóre rozwiązania fabularne. W efekcie zamiast emocji pojawiało się raczej poczucie, że historia mogłaby być znacznie bardziej wiarygodna. Sam wątek porzucenia zwłok w lesie, tuszowania godziny śmierci denata, z oszukaniem GPSu w aucie, jest mocno naciągany. A jeszcze bardziej, to jak szybko polskie służby wpadają na to, że to była jednak Chyłka. Te same służby, które w ostatnich aferach, o których czytamy, tygodniami jak nie miesiącami, czekają na przesłuchanie kluczowych świadków i głównych podejrzanych. A tu nagle w niecały tydzień po "zbrodni" na gangusie, wjeżdzają Chyłce do biura i ją aresztują, jako jedyną podejrzaną. Bo przeciesz szczupła kobieta spokojnie sama dała sobie radę z rosłym napakowanym czeczenem, a później go jeszcze wtargała do auta, wywiozła do lasu i wyrzuciła między drzewami. Brzmi jak jedyny słuszny trop, nie ma sensu szukać dalej xD

Nie żałuję jednak tego powrotu. Fajnie było sprawdzić, co przez te lata wydarzyło się u Chyłki i Zordona, nawet jeśli nie przekonało mnie to do stałego powrotu do całej serii i nadrobienia poprzednich tomów. To było bardziej spotkanie z bohaterami, których kiedyś polubiłem, niż lektura, która na nowo rozbudziła mój entuzjazm.

Czy zaskoczyło mnie to, że ich ralacja jest dalej w trybie, jak status związku "to skomplikowane" na Facebooku, mają 2 dzieci i co chwilę wpadają w tarapaty, które mogą się zakończyć śmiercią kogoś z członków rodziny? Nic a nic. Bo już to czytałem w pierwszych tomach.

Ostatecznie "Bezprawie" pozostawiło mnie z mieszanymi odczuciami. To książka, którą czyta się szybko (audiobooka wciągnąłem w nieco ponad 3h), ale zapewne równie szybko o niej zapomina. Dla wiernych fanów serii będzie kolejnym rozdziałem dobrze znanej historii. Dla mnie okazała się raczej potwierdzeniem, że choć do Chyłki warto czasem zajrzeć z ciekawości, to dalej mam do niej takie zarzuty, jakimi kończyłem poprzednią z nią przygodę.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum3piorunów

@WujekAlien what, Chyłka i Zordon mają dzieci? :hushed: Czy ona czasem już w 1 tomie nie była w wieku menopauzalnym?

Lider3piorunów

@Telezajaczek najmarniej od kilku tomów, bo w 20 tomie dzieci (bliźnięta - córka i syn) mówią swoje pierwsze słowo (oboje takie same) 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Książki

23piorunów

1071 + 1 = 1072

Tytuł: Zapach szkła cz 2

Autor: Andrzej Ziemiański

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Edipresse Polska

Format: książka papierowa

Liczba stron: 208

Ocena: 4/10

Tak wysoką ocenę przyznaję tylko ze względu na pierwszą opowieść oraz jakieś tam oryginalne pomysły.

Początek dał mi nadzieję, że tym razem będzie lepiej, niestety kolejne rozdziały mnie zniechęciły, imo pan Ziemiański ma ciekawe pomysły, ale kompletnie nie potrafi pisać.

Myślę, że ktoś z lepszym warsztatem mógłby wziąć fabułę i napisać to po swojemu, miałabym wtedy większą przyjemność z czytania 😅

Gruba ryba2piorunów

No to chyba sobie odpuszczę czytanie, nawet jeśli moj czas nie ma wartości xD

Fanatyk2piorunów

@Czokowoko polecam odpuścić 😅

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w hejtoczyta

17piorunów

1070 + 1 = 1071

Tytuł: Wojsko z tektury

Autor: Edyta Żemła

Kategoria: reportaż

Format: ebook

Ocena: 7/10

Książka napisana niemal w tym samym stylu, co te od Parafianowicza, czyli temat i n różnych rozmówców. Tematów jest sporo na ponad 150 stronach. Jeśli ktoś myśli, że obecna władza (jakakolwiek) władza, coś naprawi, to, co popsuła poprzednia to jest w błędzie. Politycy podsuwali wojskowych, którzy mówią jak jest i co trzeba naprawić, lizusami z potakiwaczami. Mundurowi też nie są bez winy. To, że MON jest "oblepiony" lobbystami to wiadomo. To, że wielkie zakupy sprzętu blokują naszą zbrojeniówkę to też każdy wie. Podobnie jak z kompetencjami wojskowych. "Magister w mundurze". Jedynie cyberwojska działają jak trzeba, ale tam jest spory dostęp do "świeżego powietrza". Tam też słucha się i widzi, co się dzieje na Ukrainie. W innych (lotnictwo, wojska pancerne) czegoś takiego nie ma. Ci, co chcieli zmienić np. Andrzejczak to zostali usunięci. Chciałby się napisać dla żartu, tam gdzie zaczyna się wojsko tam kończy się logika, ale jak zamiedzą wojna to jakoś strasznie to brzmi.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba0piorunów

Mam dysonans czytając książki tego formatu. Wcześniej trafiła mi się "Polska na wojnie". Z jednej strony kupa informacji z backstage polityki i dyplomacji, a z drugiej myśl, że autor może dopasować fikcyjne opisy wydarzeń do prawdziwy h historii i w ten sposób uprawdopodabnia to, że piszę o faktach, mimo tego, że wypowiedzi są anonimowe.

Nie mówię, że ta książka jest w treści nieprawdziwa ale czy jest w 100% prawdziwa też nie jestem przekonany.

Fenomen0piorunów

@jarezz o problemach wojska to masz masę artykułów pod nazwiskiem, podobnie jak z książkami np. o ćwiczeniach z 2018 roku, gdzie pomylono kaliber do amunicji o tym Andrzejczak to w jakieś książce wspominał, więc materiały są

Gruba ryba0piorunów

@konik_polanowy przecież ja sam napisałem, że materiały są. Mam problem z tym, że p. Żemła i inni, którzy piszą w tym formacie (anonimowe wypowiedzi informatorów) wywołują U mnie wątpliwości jakie opisałem wcześniej.

Pokaż więcej komentarzy (6)