Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

Gruba ryba

w Książki

15piorunów

1109 + 1 = 1110

Tytuł: magia kąsa

Autor: Ilona Andrews

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

Format: audiobook

Ocena: 6/10

Urban fantasy, całkiem ciekawy świat tylko nie bardzo mi pasuje romans i to że wszyscy faceci to za⁎⁎⁎⁎ste ciacha. Tak to świat ciekawie napisany i dobry pomysł na przeplatanie magii i technologi.

Gruba ryba1piorunów

@Hoszin

Urban fantasy, całkiem ciekawy świat tylko nie bardzo mi pasuje romans i to że wszyscy faceci to za⁎⁎⁎⁎ste ciacha.

czyli tak jakby romantasy ¯\\(ツ)

Gruba ryba0piorunów

@saradonin_redux trochę tak, pewnie jak byłbym nastolatką to bardziej by mi to pasowało.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Książki

27piorunów

1108 + 1 = 1109

Tytuł: Upadek Lewiatana

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367023191

Liczba stron: 519

Ocena: 7/10

9 część cyklu Expanse - ostatnia :(

To już jest koniec nie ma już nic (no może poza zbiorem opowiadań). Kosmiczna przygoda z ekipą Rosynanta dobiegła końca.

W ostatniej książce brakuje trochę dynamiki ale wiążę się to z chęcią rozwiązania tajemnicy obcych - moim zdaniem nie do końca satysfakcjonująco.

Aczkolwiek historia została jednoznacznie zamknięta z pewnym smaczkiem w epilogu ;)

Gruba ryba4piorunów

Mi się to zakończenie bardzo podobało, właśnie dlatego, że "nie wszystko musisz wiedzieć".

Epilog już znacznie mniej.

Jeszcze jest zbiór opowiadań uzupełniający kilka wątków dotyczących m.in. Amosa, Filipa czy Freda

Fanatyk4piorunów

@saradonin_redux właśnie uzupełnienia historii Filipa mi najbardziej brakowało, szczerze myślałem, że się pojawi w którejś z książek głównego cyklu

Wirtuoz2piorunów

Ja całkowicie poważnie myślałem że Lewiatan upadł a ty piszesz pastę o sklepie XD

Gruba ryba1piorunów

@PaJaC upadł ten ruski lewiatan, bo za dużo w nim pili

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

18piorunów

1107 + 1 = 1108

Tytuł: Doggerland

Autor: Agnes Ravatn

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Pauza

Format: ebook

Liczba stron: 240

Ocena: 7/10

Recenzja przedpremierowa, oficjalna premiera za około 2 tygodnie ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Po niezbyt udanych dla mnie „Gościach” postanowiłem dać Agnes Ravatn jeszcze jedną szansę. I cieszę się, że to zrobiłem, bo „Doggerland” okazało się książką wyraźnie lepszą. Nadal nie jest to powieść, która porwała mnie od pierwszej do ostatniej strony, ale tym razem znacznie bardziej doceniłem sposób, w jaki autorka buduje napięcie między bohaterami i pokazuje rodzinne zależności.

Fabuła skupia się na rodzinie Hostów, od pokoleń prowadzącej renomowane wydawnictwo literackie. Gdy zbliża się moment przekazania firmy kolejnemu pokoleniu, cała rodzina zostaje zaproszona na odizolowaną wyspę, gdzie ma odbyć się spotkanie poświęcone przyszłości wydawnictwa. Cel zebrania jest zakamuflowany za urodzinami nestorki, które wypadają tego samego dnia. Z pozoru chodzi o omówienie strategii i wyznaczenie kierunku rozwoju firmy, ale bardzo szybko okazuje się, że pod biznesowymi rozmowami i mediacjami kryją się rodzinne konflikty, rywalizacja o wpływy oraz sekrety, które od lat czekały na ujawnienie. Dodatkowym katalizatorem wydarzeń wokół głównej bohaterki staje się tajemniczy rękopis, podpisany literą H, mogący zachwiać zarówno przyszłością wydawnictwa, jak i relacjami między jego właścicielami. Niestety dla nas, czytelników, bohaterka czyta nam tylko początek rękopisu, a później go podpala, żeby się go pozbyć. Przez co jest jedyną osobą znającą jego treść (ale czy na pewno jednyną?).

Najbardziej podobało mi się to, że Ravatn nie próbuje zrobić z tej historii thrillera za wszelką cenę. To przede wszystkim kameralny dramat rodzinny, w którym największe emocje rodzą się z rozmów, przemilczeń i wzajemnych pretensji. Klimat odizolowanej wyspy tylko potęguje poczucie, że bohaterowie nie mają dokąd uciec, ani przed sobą nawzajem, ani przed przeszłością.

Jednocześnie właśnie tutaj pojawia się mój największy problem z tą książką. Autorka pisze bardzo spokojnie i niespiesznie. Momentami miałem wręcz ochotę ją popędzić, bo choć dialogi są dobrze napisane, a bohaterowie wiarygodni, to fabuła rozwija się naprawdę powoli. Zdarzały się fragmenty, podczas których czekałem, aż historia w końcu zrobi krok do przodu. Rozumiem, że taki rytm był świadomym wyborem, ale mnie chwilami brakowało większej dynamiki.

Bardzo dobrze wypada natomiast sam obraz rodzinnego biznesu. Ravatn pokazuje, że przekazanie firmy kolejnemu pokoleniu to nie tylko decyzje finansowe czy strategiczne, ale przede wszystkim starcie charakterów, ambicji i różnych wizji przyszłości. To właśnie ten aspekt zainteresował mnie najbardziej. Samo wydawnictwo jest tu właściwie kolejnym członkiem rodziny - czymś, o co wszyscy walczą, choć każdy z zupełnie innych powodów.

„Doggerland” przekonało mnie do Agnes Ravatn bardziej niż „Goście”. Nadal uważam, że jej styl jest bardzo powolny i wymaga cierpliwości, ale tym razem miałem poczucie, że prowadzi do znacznie ciekawszych wniosków. To nie jest książka pełna zwrotów akcji, lecz kameralna opowieść o rodzinie, władzy, ambicji i odpowiedzialności za dziedzictwo. Gdyby tylko autorka odrobinę przyspieszyła tempo, ocena mogłaby być jeszcze wyższa.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum1piorunów

@WujekAlien opis tej książki brzmi jak gotowy pomysł na scenariusz, ciekawe, kiedy ekranizacja w kinach

Lider1piorunów

@Telezajaczek poprzednia książka autorki też brzmiała jak scenariusz na film, może nawet bardziej, ale 4 lata później cicho o ekranizacji :)
Fabuła „Gości”: Para jadzie na wakacje do domu bogatych znajomych, podczas ich nieobecności i wszystkim dookoła mówią, że są równie bogaci. Szybko się okazuje, że mają dużo kompleksów i nie pasują do tego stylu życia, w który chcieli się wprosić.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

19piorunów

1106 + 1 = 1107

Tytuł: Niszczycielski Sztorm

Autor: David Annandale

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 376

Ocena: 5/10

“Wszyscy kroczymy wyznaczoną ścieżką.”

XLVI część cyklu Herezja Horusa

Sanguinius, Guilliman i Lion odcięci od reszty galaktyki przez lata żyli w przekonaniu, że Imperium upadło. Dowiedziawszy się, że Imperator wciąż żyje wraz ze swymi legionami postanawiają udać się na Terrę. Czeka ich długa i niebezpieczna droga przez szalejący w galaktyce Niszczycielski Sztorm, w którym zacierają się granice pomiędzy rzeczywistością a osnową. Jeszcze nie wiedzą, że ich podróż będzie miała wymiar zarówno fizyczny jak i metaforyczny.

Książka jest szalenie ważna pod względem fabularnym, ważą się w niej losy aż trzech legionów i czterech prymarchów. Tym bardziej więc boli, że napisana została miernie.

Narracja niemal od razu przechodzi do rzeczy: bitwy flot kosmicznych, demony z osnowy, krew, szaleństwo i przeznaczenie. Najsłabszym ogniwem chyba są płytkie i sztuczne dialogi, a ciągłe sceny walk niestety szybko stają się męczące.

Najmocniejszą stroną powieści niewątpliwie są wewnętrzne rozterki prymarchów - każdy z nich ma swoje sekrety i każdy toczy walkę z własnymi demonami. Najbardziej cieszy, że Sanguinius w końcu odegrał rolę zarówno kluczową dla uniwersum, jak i bardzo osobistą.

Niszczycielski Sztorm to kolejny kamień milowy Herezji Horusa. Tragedii nie ma: książka robi co ma robić, opowiada co powinna i nawet szybko poszło, bo w pociągu nuda, tylko jej poziom literacki mógłby być na nieco wyższym poziomie.

Gruba ryba

w Hydepark

19piorunów

1105 + 1 = 1106

Tytuł: Tylko Ziemia

Autor: Emma Popik

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 144

Ocena: 7/10

Zbiór opowiadań nieznanej mi wcześniej polskiej autorki. Bardzo ponure i depresyjne w swoim klimacie. Tematyka dotyczy najczęściej końca rzeczywistości jaką znamy - albo właśnie świat się kończy, albo typowe postapo, czyli nieliczni ocaleli próbują jakoś wyżyć na tym co zostało. Stylowo nie jest może rewelacyjnie, ale nadrabia pomysłami. Oczywiście są lepsze i gorsze teksty. Lecąc po spisie treści najbardziej spodobały mi się:

"Maszyna" - Ojciec i syn zamknięci jako konserwatorzy w ogromnej maszynie dostarczającej ludzkości pożywienia i energii. Maszyna działa cały czas, chociaż - jak im się wydaje - nikt nie odbiera już tego co wyprodukowała.

"Nadejście Fortynbrasa" - Pierwsze zdanie z opowiadania brzmi: "Nie było już jedzenia, dorośli umarli i świat należał do nas, dzieci", co w zasadzie opisuje to, najlepsze w moim odczuciu, opowiadanie w tej książce. Mocno podnosi ocenę całego zbioru, absolutnie fantastyczne.

"Telerodzinka" - W Świecie przyszłości niebezpiecznie jest wychodzić na zewnątrz. Do tego stopnia, że wiele osób w ogóle nie wie jak wygląda świat zewnętrzny. Ludzie komunikują się tylko w sieci tworząc tytułowe "Telerodzinki", a o ich rozrywkę i interakcję dba "Teledruh", sztuczna inteligencja, która wie lepiej czego człowiekowi potrzeba do szczęścia.

Reszta albo średnia albo raczej słaba.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

18piorunów

1104 + 1 = 1105

Tytuł: Sądny dzień Carla

Autor: Matt Dinniman

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 8/10

Po świetnym pierwszym tomie miałem spore oczekiwania wobec kontynuacji. Na szczęście "Sądny dzień Carla" nie tylko ich nie zawiódł, ale wręcz utwierdził mnie w przekonaniu, że Dungeon Crawler Carl to jedna z najbardziej pomysłowych serii litRPG, jakie czytałem. Z perspektywy czasu mogę nawet powiedzieć, że drugi tom podobał mi się bardziej od pierwszego.

Historia rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie zakończyły się wydarzenia z poprzedniej części. Carl i jego niezastąpiona towarzyszka, kotka Pączuś, schodzą na kolejny poziom (3) lochu , gdzie czekają na nich jeszcze bardziej absurdalne wyzwania, śmiertelne pułapki i przeciwnicy, których wyobraźnia autora zdaje się nie mieć końca. Równocześnie coraz więcej dowiadujemy się o zasadach funkcjonowania samego "show", jego organizatorach i o tym, że cały ten krwawy spektakl ma znacznie większy wymiar niż zwykła walka o przetrwanie. Do tego dochodzi oczywiście Kurozaur, który po raz kolejny udowadnia, że w tej serii nawet najbardziej absurdalne pomysły potrafią działać zaskakująco dobrze.

Największą siłą książki pozostaje dla mnie doskonałe wyważenie humoru i dramatyzmu. Dinniman potrafi w jednym rozdziale doprowadzić mnie do śmiechu przez kompletnie odjechaną sytuację lub dialog z Pączusiem, by chwilę później przypomnieć, że stawka jest jak najbardziej realna, a śmierć bohaterów jest czymś więcej niż tylko kolejną mechaniką gry. Dzięki temu świat nie sprawia wrażenia wyłącznie komediowej parodii gier RPG.

Bardzo podobało mi się również to, że drugi tom nie ogranicza się do dokładania kolejnych potworów i poziomów lochu. Autor rozwija zarówno świat przedstawiony, jak i samych bohaterów. Carl coraz lepiej odnajduje się w swojej roli, ale jednocześnie coraz mocniej odczuwa ciężar odpowiedzialności za innych. Z kolei Pączuś to już nie tylko źródło humoru. Nadal kradnie każdą scenę, w której się pojawia, ale staje się też pełnoprawną bohaterką, bez której trudno wyobrazić sobie tę serię.

To, co najbardziej doceniam, to fakt, że Dinniman nie spoczął na laurach. Zamiast powtórzyć schemat pierwszego tomu, rozwija niemal każdy element świata. Poznajemy więcej zasad rządzących tym kosmicznym widowiskiem, coraz lepiej rozumiemy motywacje różnych frakcji i zaczynamy dostrzegać, że za całą historią kryje się znacznie większa intryga niż zwykłe przechodzenie kolejnych poziomów. Dowiadujemy się też, że te widowisko ma zasady, które nie tylko można naginać, ale również ignorować raz na grę, jeśli się jest jednym z zasadoustalaczy, o czym boleśnie przekonują się nasi bohaterowie i czują się oszukani.

Po drugim tomie jestem już praktycznie pewien, że to nie jest seria, którą czyta się wyłącznie dla systemu RPG czy walk z potworami. Owszem, wszystkie elementy charakterystyczne dla gatunku są tutaj obecne, ale najważniejsi pozostają bohaterowie i relacje między nimi. To właśnie Carl, Pączuś i cała galeria zwariowanych postaci sprawiają, że z ogromną przyjemnością przewraca się kolejne strony.

2 tom utwierdził mnie w przekonaniu, że Dungeon Crawler Carl ma potencjał na jedną z moich ulubionych serii. Drugi tom rozwija wszystko to, co działało w pierwszym, dodaje jeszcze więcej humoru, emocji i szaleństwa, dodaje trochę elementów gore i vibe "oszukać przeznaczenie", a przy tym nie zapomina o budowaniu większej historii. Jeśli kolejne części utrzymają ten poziom, to zapowiada się naprawdę wyjątkowa przygoda, której już nie mogę się doczekać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba2piorunów

czytałem po ang. fajna przygoda.

Gruba ryba2piorunów

@WujekAlien dopiero zaczynam, ale też jest spoko.

Lider1piorunów

@Hoszin to daj proszę znać jak 3 tom. Bo się zastawiam, czy czytać po angielsku czy czekać na polskie wydanie.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Książki

24piorunów

1103+ 1 = 1104

Tytuł: Dwa lata wakacji

Autor: Juliusz Verne

Kategoria: przygodowa

Format: ebook

Ocena: 8/10

Bardzo podobna do Tajemniczej Wyspy.

Czyli rozbitkowie, niezbadana Wyspa, jak i późniejsze wydarzenia również podobne. Nie mniej bardzo dobra przygoda która polecam każdemu wielbicielowi przygodowych książek w lekkim wydaniu

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Książki

39piorunów

1102 + 1 = 1103

Tytuł: Sto lat samotności

Autor: gabriel Garcia Marquez

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Mediasat Poland

Format: książka papierowa

Liczba stron: 350

Ocena: 3/10

Zaczęło się bardzo ciekawie, oryginalnie. Pomyślałam od razu, że może być to kolejna świetna pozycja na półce. Ale zlatywały kolejne kartki, zapał stygł i w końcu zaczęłam się zastanawiać, skąd ta książka wzięła się na mojej kupce z najbardziej wartościową literaturą wszechczasów. Musiałam sprawdzić opinie na necie, bo nie dawało mi to spokoju, ale okazało się, że ja to chyba nie potrafię docenić dobrej książki, bo opinie ma fantastyczne.

Zacisnęłam zęby i wróciłam do czytania. Niby 350 stron tylko, ale przeczytanie jednej kartki zajmowało sporo czasu. W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza, ale jakoś przetrwałam 😅

Książka opisuje długaśną historię rodziny, gdzie imiona notorycznie się powtarzają, bardzo szybko zaczęłam się gubić czy X to jest X, czy syn wnuka jego siostry z pierwszego małżeństwa, a nie dość że imiona się powtarzają to poszczególne są do siebie cholernie podobne. Dlaczego Panie Autorze? No ale to jeszcze do zniesienia. Trochę gorzej z samą treścią i powaloną historią. Wszczscy ze wszystkimi parzą się jak króliki i trzeba czytać te niesmaczne, zbędne opisy, kazirodztwo - jeszcze jak! Do tego magia, zjawiska nadprzyrodzone, straszny zamęt. Wszystko przeplatane wojnami, polityką, romansami, napisane niemalże bez ładu i składu, przeskakiwanie co chwila po innym temacie. To jest taki strasznie długi, szczegółowy i na prawdę irytujący monolog.

Potrafię docenić pomysł na samą koncepcję i czasem czytałam z większą ciekawością.

Ale niestety okazuje się, że jednak nie potrafię docenić tej najwyższych lotów literatury.

Lider12piorunów

@Shivaa bardzo podoba mi się Twoja recenzja, bo jakbym czytał swoje przeżycia z tą książką ze 100% dokładnością! xd Tylko, że:

W połowie miałam kryzys i autentycznie chciałam ją wyrzucić do kosza

ja właśnie tak zrobiłem. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Fanatyk5piorunów

@splash545 haha, no ja staram się jednak ciągnąć do końca, tylko jednej książce w tym roku nie dałam rady xd

Lider5piorunów

@Shivaa ja jednak wychodzę z założenia, że szkoda mi życia na książki, które mi się nie podobają i dnf zdarza mi się dosyć regularnie. 😉

Gruba ryba2piorunów

@splash545 ale przecież "jeszcze tylko 20 stron, później na pewno będzie lepiej, prawda?", a potem kac, że jednak trzeba było wywalić

Fanatyk2piorunów

@ErwinoRommelo nieeee 😭 to teraz potrzebne zadanie bojowe na odzyskanie pointsów

GURU1piorunów

@Shivaa romain gary obietnica poranka ale jak bedzie mniej niz 7/10 to serio nie recze za swoje czyny

GURU1piorunów

@splash545 na hejtopiwo nie bylo sladu ziomeczka wiec ty i tak masz juz przejebane

Lider1piorunów

@ErwinoRommelo to się nie liczy. Ja wiem, że wiedziałeś. Nie wymigasz się. xd

GURU1piorunów

@splash545 xd no wiedzialem dzien przed no ale moja wina, bylem pies na kielubaske a grilla xd moze nastepnym razem sie uda byc to cie rozlicze

Fanatyk4piorunów

@Shivaa czytałem książkę 10 lat temu, już nie pamiętam szczegółów fabuły. Natomiast mnie, właśnie zachwyciła ta magia i tak ją zapisałem sobie w głowie. Jako książkę magiczną w odbiorze - 8/10

IMO dużo lepsza niż "Miłość w czasach zarazy" tego samego autora

Fanatyk2piorunów

@Gilgamesh ta magia podobała mi się na samym początku, potem jak dla mnie wprowadzało to za dużo udziwnień do fabuły

Pokaż więcej komentarzy (32)

Inspirator

w Literatura

16piorunów

1101 + 1 = 1102

Tytuł: Przemienienie

Autor: Szczepan Twardoch

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Marginesy

Format: książka papierowa

ISBN: 9788368549737

Liczba stron: 336

Ocena: 6/10

Zacznę od plusów:tempo akcji, fajnie przedstawiony klimat tamtych lat i metodyka działania służb bezpieczeństwa oraz wciągająca fabuła. Nie ma czasu się nudzić, sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie a akcja jest poprowadzona bardzo zgrabnie.

Z minusów to najbardziej irytujący jest główny bohater który pomimo tego, że jest świeżakiem to z palcem w nosie rozpracowuje kolegów o stażu pracy większym niż jego wiek, kobiety zdejmują majtki przez głowę na sam jego widok oraz generalnie jest jakimś ubeckim Jamesem Bondem na sterydach - tylko długopisu strzelającego rakietami mu brak. Do tego dodałbym jeszcze końcówkę która następuje dosyć nagle jakby autor nie do końca miał pomysł jak to dalej pociągnąć oraz w mojej opinii zahacza o jakieś wyższe poziomy teorii spiskowej ale po pierwsze za bardzo na temacie się nie znam, a po drugie to typowy akcyjniak w którym główny bohater rozbija się Alfą Romeo po mieście, bez problemu rozkłada na łopatki tych, którzy staną mu na drodze oraz od czasu do czasu przeleci jakąś panienkę, więc nie ma też co wymagać jakiejś przesadnej

logiki.

Osobistość

w Książki

19piorunów

1100 + 1 = 1101

Tytuł: Ścieżka sztyletów

Autor: Robert Jordan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382026009

Liczba stron: 720

Ocena: 4/10

Omawiana książka niczym się nie wyróżnia z całego cyklu, zwłaszcza porównując ją do pierwszych części, stąd też wpis będzie wyjątkowo krótki. Jedyne wydarzenia jakkolwiek wybijające się ponad miał to powrót pewnej postaci po bardzo długiej nieobecności oraz rozwiązanie sprawy, której zaradzić próbowano już od kilku tomów.

Należy poruszyć jedną kwestię, która od momentu zwielokrotnienia ilości punktów widzenia i znaczącego poszerzenia grona postaci drugo- i trzecioplanowych sprawia, że czytanie niektórych fragmentów, a później wręcz rozdziałów przebiega na autopilocie, przy wyłączonym mózgu: mnogość przedstawicielek Aes Sedai, Atha'an Miere, Mądrych i Rodziny, w których panują przecież jeszcze wewnętrzne rozłamy, nie pozostawia innego wyboru, jak tylko zupełne niezwracanie większej uwagi na ich losy i przejmowanie się co najwyżej tymi najważniejszymi dla głównego wątku. Jest ich tak dużo i są one do siebie na tyle podobne, że nie chce mi się - a przeważnie wręcz nie potrafię - śledzić wszystkiego z należytą starannością i skrupulatnością, która pozwoliłaby wszystkie wydarzenia i zależności ogarniać.

Osadzenie akcji cały czas w konkretnych miejscach albo, jeżeli dochodzi już do zmiany lokacji, to przeważnie za pomocą Podróżowania sprawia, że tempo prowadzenia historii również osiada, w wyniku czego zaczyna się okropnie wlec i zlewać w bezładną masę. Brak tutaj tej metaforycznej (choć dosłownej zresztą też) podróży jak w pierwszych tomach, a to zdecydowanie wpływało pozytywnie na zaangażowanie czytelnika.

Na poły zwierzenie, na poły tyrada Siuan na temat Trzech przysiąg postawiła jej postać w nowym świetle i w ogóle skłoniła do innego spojrzenia na obecność Aes Sedai na świecie, ich rolę w jego kształtowaniu na przestrzeni tysiącleci oraz kwestię odpowiedzialności za tak ważkie przedsięwzięcie.

Więcej niż raz - a to i tak o raz za dużo - przeniesienie akcji z jednego punktu widzenia do drugiego nie zostało w żaden sposób zakomunikowane gwiazdką, kropkami czy po prostu odstępem i za każdym razem dobre pół strony zajmowało mi zdanie sobie z tego sprawy. Raczej niedopatrzenie korekty niż celowy zabieg. W ogóle na każde kilkadziesiąt odstępów tylko jeden jest oznaczony gwiazdką - żadnej reguły.

Gruba ryba

w Książki

14piorunów

1099 + 1 = 1100

Tytuł: Dzieci północy

Autor: Salman Rushdie

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis

Format: ebook

Liczba stron: 664

Ocena: 7/10

Prywatny licznik: 22/48

"Dzieci północy" nagrodzono Bookerem w 1981; wybrano w 1993 i 2008 jako najlepsza książka w historii Bookera na 25-lecie i 40-lecie nagrody.

Wydanie ebooka tragiczne! Nie wiem jak można tak spierdzielić przypisy w książce elektronicznej i wrzucić je na sam koniec książki, zamiast wykorzystać technologię...

Co do samej książki. Rushdie opisuje dzieje trzech pokoleń rodziny Salima Sinai, jego dziadków, rodziców i samego Salima. Opowiada te historię barwnie i długo, wplatając w powieść wydarzenia historyczne Pakistanu i Indii. Historia niczym z dobrej bollywoodzkiej telenoweli. Mnogość postaci i zwrotów akcji. Z książki wylewają się Indie. Są one pełnoprawnym bohaterem w tej opowieści.

Co mi się nie podobało, to przegadanie tej opowieści. Miejscami wręcz za bardzo. Realizm magiczny w wykonaniu Rushdiego, też nie wyszedł najlepiej w moim odczuciu.

17/25 - Książka nagrodzona

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

14piorunów

1096 + 1 = 1097

Tytuł: Zatruty kielich

Autor: Robert Jackson Bennett

Wydawnictwo: Mag

Format: książka papierowa

Liczba stron: 430

Ocena: 7/10

Historia mogłaby być trochę lepsza, świat też lepiej, szerzej przedstawiony, bo nie za wiele nam go opisano, poza tym, że są jest tam wiele roślinek w około i jak wyglądają pierścienie mniej więcej, to nie wiemy o nim nic, a szkoda bo ma potencjał i chciałbym go bardziej poznać.

HIstoria też jest ciekawa, ale nie ma w niej nic szczególnego, po prostu dla mnie była bardziej tłem do obcowania z bohaterami, których bardzo polubiłem. Historia po prostu jest.

Na szczęście wszystkie niedoróbki nadrabia dwoje głównych bohaterów, a szczególnie bohaterka Ana, która jest śmieszna, stanowcza i w ogóle jest świętną bohaterką. Inni bohaterowie ważni czy ważniejsi też mają swoje momenty, swój typowy dla tej powieści humor, ale jednak to bohaterka pochłonęła mnie tutaj najbardziej i bawiłem się dzięki nije świetnie czytając. 😉

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba0piorunów

@kopytakonia licznik powinien być na 1099, nie 1097 🙄

Gruba ryba

w Książki

18piorunów

1097 + 1 = 1098

Tytuł: Siedem minut po północy

Autor: Patrick Ness

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Format: ebook

Liczba stron: 216

Ocena: 6/10

Prywatny licznik: 21/48

Krótka opowieść o umieraniu i pięciu etapach żałoby. Dobre, ale nic wybitnego.

16/25 - Książka z elementem grozy

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider1piorunów

@l__p ja ją często porównywałem z "Głębią Challengera", która była dla mnie dużo dużo lepsza

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

20piorunów

1096 + 1 = 1097

Tytuł: Pretorianin Dorna

Autor: John French

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 479

Ocena: 9/10

“Królestwo systemu Sol płonęło, krwawiło i czekało. Pomiędzy nim za jego ruiną stały Imperialne Pięści i siła woli ich Prymarchy.”

XXXIX część cyklu Herezja Horusa

Po kilku świetnych opowiadaniach, w tym moim ulubionym i jednym z najlepszych w całej serii “Ostatnim Upamiętniaczu” czas na pierwszą pełnowymiarową powieść Johna Frencha. Nie zawiódł.

W różnych miejscach układu słonecznego dochodzi do pozornie losowych wydarzeń: tu awaria, tam lokalny sabotaż. Zlepek krótkich, prozaicznych i pozornie nie powiązanych zdarzeń, składających się w efekcie na skomplikowaną intrygę. Pretorianin Terry - Rogal Dorn powietrza Archamusowi zadanie rozwikłania zagadki.

Książka wymaga pewnej uwagi, intryga jest złożona i czytając nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że liczy się każdy szczegół. Pod tym względem powieść przypomina dreszczowiec kryminalny, w którym detektyw próbuje powstrzymać seryjnego zamachowca mającego po swojej stronie element zaskoczenia i będącego cały czas kilka kroków przed nim.

Tempo jest intensywne, a zwroty akcji częste i nieoczywiste jak przystało na Legion Alpha. Nie zabrakło też przerywników pełniących rolę progów zwalniających, traktujących o przeszłości bohaterów oraz nadających kontekst ich działaniom i motywacjom.

Rewelacyjna, trzymająca w napięciu lektura.

Gruba ryba7piorunów

Wiem, że hejto zmniejsza obrazek, ale i tak widać, że dobrze idzie odhaczanie ptaszków na mapie.

Siege of Terra coraz bliżej.

Gruba ryba7piorunów

@Cerber108 ale to tylko polskie wydania, kilku jeszcze nie przetłumaczono

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

23piorunów

1095 + 1 = 1096

Tytuł: Akagi

Autor: Mirosław Skwiot, Adam Jarski

Kategoria: militaria

Wydawnictwo: AJ Press

Format: książka papierowa

ISBN: 83-86208-01-5

Liczba stron: 42

Ocena: 9/10

Zwięzła monografia lotniskowca Akagi (pol. Czerwony Zamek), jednego z pierwszych lotniskowców Cesarskiej Marynarki Japonii. Historia, opis techniczny i przebieg służby.

Okręt został zaprojektowany w ramach rodziny 4 krążowników liniowych "Amagi", opracowywanych jaka element planu rozbudowy floty japońskiej - na początku pod nazwą "8-8", później wskutek licznych perturbacji polityczno-finansowych, ostatecznie wdrożony jako "plan 8-4", zostając zatwierdzonym przez parlament w 1917 roku. Otrzymał nazwę od jednego ze szczytów górskich na wyspie Honsiu.

Krążowniki liniowe rodziny "Amagi" w swojej pierwotnej formie miały być okrętami przewyższającymi ówcześnie istniejące pancerniki uzbrojeniem i prędkością, ustępując im jedynie opancerzeniem. Cechować się miały maksymalną wypornością 47 tys. ton, potężną artylerią główną kalibru 410 mm oraz prędkością maksymalną 30 węzłów. Wskutek ograniczeń wprowadzonych Traktatem Waszyngtońskim wstrzymano ich budowę, a powstałe kadłuby "Amagi" i "Akagi" postanowiono dokończyć jako lotniskowce. Podobny los spotkał amerykańskie okręty „Lexington” i „Saratoga”.

Okręt został zwodowany w 1925, a wszedł do służby w 1927 roku. Z racji braku doświadczenia w konstruowaniu tak dużych lotniskowców, był na swój sposób konstrukcją eksperymentalną. Charakteryzował się między innymi trzema pokładami lotniczymi, brakiem nadbudówki oraz odsłoniętymi bokami hangaru górnego. Z powodu licznych wad i niedoskonałości, w latach 1935-1938 został poddany gruntownej przebudowie, polegającej na likwidacji środkowego i dolnego pokładu lotniczego, wydłużeniu górnego pokładu startowego i przeniesieniu mostka na prawoburtową nadbudówkę.

Po przyjęciu do służby okręt, wraz z „Kagą”, tworzył pierwszy dywizjon lotniskowców, uczestnicząc w wielu działaniach floty, w tym w najważniejszych operacjach początkowego okresu wojny – ataku na Pearl Harbour i bitwie pod Midway, w trakcie której został ciężko uszkodzony, wskutek czego został zatopiony przez niszczyciele eskorty.

Monografia wydana w formie zeszytu, mimo pozornie małej objętości, jest naładowana informacjami, schematami, planami i ilustracjami, dzięki czemu stanowi niemal encyklopedię danych o okręcie. Jedyny minus dla mnie to mała ilość planów okrętu przed jego gruntowną przebudową.

Na zdjęciach:

1. okręt w 1927 roku, w pierwotniej formie

2. okręt w 1942 roku, przed bitwą o Midway

3. plan okrętu po przebudowie w latach 1935-1938

Licznik : 10/12

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

18piorunów

1094 + 1 = 1095

Tytuł: Alter Ego

Autor: Emelie Schepp

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Norstedts

Format: ebook

Liczba stron: 407

Ocena: 8/10

8 Tom przygód Jany Berzelius.

Po 7 tomach serii przetłumaczonych na język polski, przyszła kolej na najtrudniejsze wyzwanie, czyli tom 8 (możliwe, że ostatni), który wydany został tylko w języku duńskim 😒 Zmuszenie AI, żeby mi go przetłumaczyło i nie "domyśliło się", że łamie prawa autorskie, było dość trudnym wyzwaniem, ale ostatecznie się udało i miałem okazję ją przeczytać w całości.

Ale wracając do recenzji książki:

Sięgnąłem po nią, bo ta seria jest jednym z niewielu powiewów swieżości w świecie nudnych i odtwórczych kryminałów. Nasza główna bohaterka - Jana Berzelius jest prokuratorką, ale jednocześnie zabójczynią, która do tego 2 zawodu była szkolona już od dziecka. A przeszłość dość mocno komplikuje jej życie, od kiedy pojawił się w nim inny zabójca, którego łączy z nią dzieciństwo. Może nie brzmi to jakoś spektakularnie, ale czytanie o tym jak Jana próbuje zatajać swoją przeszłość przed partnerem, którego misją życiową stało się jej poznanie i przy okazji prowadzi śledztwa, które musi co chwilę przerywać by ratować "brata" jest na prawdę wciągające i unikalne.

Alter Ego to jedna z tych książek, które od początku wrzucają czytelnika w sam środek wydarzeń. Brutalne morderstwo matki (Vesny) i syna (Lucasa), ciężko ranny ojciec (Evan) znaleziony niedaleko miejsca zbrodni oraz jedyna ocalała - sparaliżowana poruszająca się na wózku (Linn) - tworzą bardzo mocny punkt wyjścia. Wszystkie dowody szybko zaczynają wskazywać na Evana, ale jego wersja wydarzeń, choć pełna dziur, nie do końca pasuje do tego, co policja znajduje w domu.

Główny wątek naprawdę mocno mnie wciągnął. Śledztwo rozwija się dynamicznie, a kolejne informacje regularnie zmieniają sposób patrzenia na całą sprawę. Najpierw pojawiają się problemy finansowe Evana i konflikt z byłą żoną, później groźby, włamanie, skradzione lekarstwa oraz coraz bardziej niepokojące tajemnice Lucasa. Autorka sprawnie podsuwa kolejne rozwiązania, a każde z nich przez pewien czas wydaje się całkiem przekonujące. Przekonujące również dla czytelnika, który z każdym kolejnym tropem wie więcej i wyciąga podobne wnioski do śledczych.

Najlepiej wypada stopniowe odkrywanie prawdy o rodzinie Bergerów. Vesna i Lucas początkowo są jedynie ofiarami, Linn bezbronnym świadkiem, a Evan głównym podejrzanym. Z czasem ten obraz całkowicie się rozpada, a puzzle co raz mniej pasują. Zwykła zagadka kryminalna zamienia się więc w bardzo mroczną historię o przemocy, manipulacji i rodzinie, w której niemal każdy był ślepy na to, co się w niej działo.

Bardzo dobrze poprowadzony są również wątki innych podejrzanych. Wszystkie tropy mówią nam o nich więcej z każdą stroną. Każdy kolejny podejrzany ma mocny motyw, przebywa w okolicy domu i rodziny, a dowody zdają się świadczyć na ich niekorzyść. Po poznaniu prawdy uważam, że wiele z tych tropów dalej wydaje się być prawdopodobnych, choć to jak zagadkę wyjaśniła autorka było najbardziej przekonujące.

Trochę słabiej wypada dla mnie poboczny wątek Jany, Danila, Karla i Pera. Jest ważny dla całej serii (8 tomów) i rozwija tajemnicę przeszłości Jany, ale momentami jest zbyt nudny i odciąga uwagę od znacznie ciekawszego głównego śledztwa. Podobnie relacja Jany i Pera zaczyna się nieco powtarzać: on chce poznać prawdę o niej, ona nadal ją przed nim ukrywa, a Danilo ponownie komplikuje ich życie.

Chwilami miałem też poczucie, że w jednej historii znalazło się odrobinę za dużo dramatycznych wydarzeń. Mamy morderstwo, mroczne wydarzenia w rodzinie, pościg, tajną organizację i walkę 3 wyszkolonych zabójców.

Mimo wszystko książka zrobiła dokładnie to, czego oczekuję od dobrego kryminału - mocno mnie wciągnęła i cały czas chciałem wiedzieć, kto mówi prawdę i jak łączą się ze sobą wszystkie tropy. Rozwiązanie głównej zagadki jest zaskakujące, ale jednocześnie satysfakcjonujące i wynika z wcześniej pozostawionych wskazówek.

8 tom przygód Jany to bardzo dobry, mroczny i sprawnie skonstruowany kryminał. Nie wszystkie poboczne historie angażowały mnie równie mocno, ale zagadka rodziny Bergerów, kolejne odkrywane tajemnice i dobrze przygotowany finał sprawiły, że trudno było mi się od tej książki oderwać. Ogólnie jest to bardzo dobra seria, która była dla mnie sporym powiewem świeżości i mroku, którego dawno nie widziałem w kryminałach, ostatnio w serii z Robertem Hunterem Chrisa Cartera.

Zakończenie jest dla mnie trochę zbyt otwarte, choć liczyłem, że będzie to finał tej historii, to jest szansa, na tom numer 9. O tomach połówkowych (opowiadających o wydarzeniach między tomami) czy tomie 0.1 nie wspomnę, bo na to szansa jest zawsze.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 145/128

Sum

w Książki

17piorunów

1093 + 1 = 1094

Tytuł: Miecz i korona. Mistrz intryg

Autor: Sabine Ebert

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382302585

Liczba stron: 584

Ocena: 8/10

Niemcy, 1137 rok. Po śmierci cesarza Lotara z Süpplingenburga tron Cesarstwa ma objąć jego zięć, książę Henryk Pyszny z rodu Welfów. Jednak w skutek intryg biskupa Albera z Trewiru, na króla koronowany zostaje Konrad III z rodu Hohenstaufów, dawny rywal Lotara. Nie wszystkim niemieckim możnym podoba się ten wybór i w kraju wybucha wojna domowa.

Pierwszy tom pięciotomowego cyklu o Fryderyku Barbarossie, którego w tej części jest akurat bardzo mało (w zasadzie można go uznać za bohatera trzecioplanowego). Nic dziwnego, bo osią tego tomu są intrygi i konflikty niemieckich książąt, lawirujących między rodami Hohenstaufów i Welfów.

Po nieudanych podejściach do serii Odrodzone królestwo i powieści/trylogii Słońce w chwale byłam nieco sceptycznie nastawiona do sag historycznych pisanych przez kobiety. Tymczasem niespodzianka – wreszcie natrafiłam na pisarkę, która czuje klimaty gry o tron i potrafi sprawnie nakreślić bezwzględne intrygi. Dodać do tego dogłębny research historyczny, zniuansowane portrety postaci i barwny styl, i w efekcie czytelnik otrzymuje cykl w stylu Królów przeklętych Maurice’a Druona.

Jedyne, co mi w tej powieści bruździło, to przynudzające POV Adeli, kręcące się wokół jej ewentualnego zamążpójścia, oraz totalnie z dvpy rozwiązanie wątku Lucjana, które wyszło jak u Sapkowskiego gdy kończą mu się pomysły.

Przyczepię się również do nielogicznych decyzji wydawnictwa dotyczących tablic genealogicznych zamieszczonych na końcu książki. Z jednej strony obejmują wycinek od XII do połowy XIII wieku, co jest właściwie niepotrzebne w przypadku tomu, którego akcja obejmuje okres ośmiu lat, z drugiej strony wyszczególniają jedynie kilkoro pierwszych dzieci pojawiających się w powieści postaci, a reszta potomstwa jest opisana w stylu „kilka córek” i potem, gdy w fabule pojawiają się nawiązania do tak określanych osób, trzeba sobie sprawdzać z Wikipedią, o kim jest mowa.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba

w Książki

17piorunów

1092 + 1 = 1093

Tytuł: Angels of Caliban

Autor: Gav Thorpe

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Black Library

Format: ebook

Liczba stron: 480

Ocena: 5/10

“Here was hierarchy and calm. From this, the warriors named themselves. The Order.”

XXXVIII część cyklu Herezja Horusa

Chciałem ten tom pominąć, gdyż nie jestem fanem Liona El’Jonsona (na okładce po lewej) ani Mrocznych Aniołów, a Gav Thorpe operuje suchym, topornym stylem i nie jest moim ulubionym autorem Black Library. Zachęciła mnie jednak chęć poznania dalszych losów sympatycznego emo nihilisty Konrada (na okładce po prawej).

Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki o I Legionie tak i tym razem opowieść została podzielona na dwa odrębne wątki.

Pierwszy z nich kontynuuje historię zapoczątkowaną w “Upadłych Aniołach” i kilku opowiadaniach obejmującą Luthera, Astelana i Zahariela decydujących o przyszłości części legionu pozostałej na Calibanie. W tej części niewiele się dzieje: polityka, spiski i ukryte motywy, ale opisane bez polotu. Przez większą część emocje są tylko dlatego, że napisano, że są, a nie dlatego, że można je wyczuć z treści.

Drugi wątek zaś podejmuje opowieść o Imperium Secundus opisaną w “Niezapamiętanym Imperium” oraz “Pharos” i dotyczy głównie Liona polującego na Nocnego Upiora, ale pokazuje również szerszą perspektywę. Ten podobał mi się nieco bardziej, gdyż wyraźnie pokazał, że to nie mogło się udać. Autor budował dysonans pomiędzy różnymi charakterami Prymarchów prowadzącymi m.in. do drastycznie różnych metod zarządzania kryzysowego. Z jednej strony mamy liberalnego Guillimana kierującego się zasadą: “the excellence in government is not measured by how many powers you take and laws you create, but in how many you do not have to use”. Z drugiej Liona gotowego zaorać cały region z orbity byleby tylko dorwać Curze’a.

Kiedy Graham McNeill na kilka stron opisywał zmagania życiowe żuczka, tylko po to by na koniec został rozdeptany pod butem żołnierza, to byłem pod wrażeniem jego wizualizacji bezpardonowości wojny. Kiedy natomiast Gav Thorpe zamiast skupić się na istocie wydarzeń i pominąć fragmenty prozaiczne i powtarzalne, poczęstował mnie opisaną w niemal sprawozdawczy sposób sceną, w której chłop jedzie czołgiem wraz z opisem ławek w transporterze Rhino, to niestety ale ziewałem jak przy Sandersonie, który notorycznie robił to samo.

Fabularnie nie jest źle, wydarzenia są istotne i rzutują na kształt uniwersum. Plus za dobre stopniowanie napięcia w obu wątkach oraz przemyślane zakończenie, w szczególności “rozprawę sądową” i publiczne upokorzenie nadętego brata. No i jak tu nie lubić Konrada?

Gav Thorpe nadal mnie nie przekonał, gdyż nawet mając ciekawe tematy udało mu się mnie znudzić. Średniak, polecam dla fanów Liona i Mrocznych Aniołów, ale też dla ciekawych losów Imperium Secundus, zaś pozostali mogą ten tom z czystym sumieniem pominąć.

Gruba ryba4piorunów

“Commander Azkaellon! I must admit you are not as well armed as last time we met!”

Fenomen

w Hydepark

31piorunów

1091 + 1 = 1092

Tytuł: Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując powstanie warszawskie

Autor: Piotr Zychowicz

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Alfa

Format: Rebis

ISBN: 9788380626133

Liczba stron: 512

Ocena: 1/10

Poniższa recenzja będzie jednocześnie zawierać moje prywatne poglądy na temat powstania i innych tematów pokrewnych, do których odwoływał się Zychowicz. Same poglądy Zychowicza nie mają wpływu na tak niską ocenę książki, powody wystawienia jedynki znajdują się na samym końcu. Będzie dużo, wobec czego gdyby coś wydawało się niejasne, proszę o sygnał.

W trwającej właśnie mojej serii lektur poświęconych powstaniu warszawskiemu nie mogłem ominąć „Obłędu ’44” Zychowicza. Wypożyczając tę książkę z biblioteki doskonale zdawałem sobie sprawę, na co się pisze. Wiedziałem, że Zychowicz ma bardzo krytyczne stanowisko wobec Powstaniu Warszawskiemu. Też jestem świadomy stylu, w jakim prowadzi dyskusję. Wiem, czemu Zychowicz ma tak złe zdanie o powstaniu, ale czy jego zaangażowanie brzmi wiarygodnie?

To będzie spoiler, ale chyba umowny: spora część rodziny Zychowicza przeżyła powstanie, to wydarzenie jawiło im się jako koszmar i nie dziwi mnie, że Piotr Zychowicz wyniósł taki pogląd z domu. Problem jednak polega na tym, że przez lwią część książki Zychowicz po prostu atakuje wszystkich: Bora-Komorowskiego, Chruściela, Okulickiego, Armię Krajową jako całość, Polskę i nas Polaków. Wiem, że człowiek w nerwach potrafi napisać, że "Polacy to najgłupszy naród Europy", ale wyjątkowo głupim lub podłym wydaje mi się opluwać wszystkich na chłodno, podpisywać się tym swoim imieniem i nazwiskiem i zarabiać niemałe pieniądze (30 tys. sprzedanych egzemplarzy „Obłędu ’44” w pierwszych tygodniach!). Zychowicz miewa rację pisząc, że Polacy są impulsywni i zbytnio ufają obcym mocarstwom, ale ręce mi opadają jak zasugerował, że w historii Polski najlepszym okresem było panowanie Jaggielonów i ogólnie gdy nie Litwini to nasza historia potoczyłaby się jeszcze gorzej. Walenie jednak po Polsce i Polakach na każdej stronie jest po prostu męczące i obraźliwe. Autor czasem napisze o bohaterskiej postawie samych szeregowych powstańców, Sosnkowskim, Grocie-Roweckim ceniąc jego przenikliwość i ostrożność (z tym drugim się nie zgadzam, bo Rowecki jako lider Polskiego Państwa Podziemnego wykazywał się dość lekkomyślnym stosunkiem do swojego bezpieczeństwa, ułatwiając kilku zdrajcom wydanie go Niemcom) czy też innej postaci z naszej historii, ale to nie brzmi wiarygodnie, to wygląda jak łatka, przykrywająca niechęć do własnego kraju.

Sam uważam powstanie za przegrane militarne, ale (wbrew opinii Zychowicza) szok, jakim okazała się cena powstania, był na tyle duży, że w następnych latach „Solidarność” mająca w pamięci koszt wojny była świadoma, że jak pozwoli sobie na wiele to sprowadzi do Polski czołgi radzieckie, które powtórzą hekatombę. Zychowicz odrzuca ten pogląd sugerując, że 1980 nie ma nic wspólnego z 1944 i jeszcze rozwija ten pogląd o dygresję, że w ogóle komunizm upadł wyłącznie za sprawą Reagana, który narzucił agresywne tempo zbrojeń z ZSRR. No dzisiaj po faktach każdy jest mądry, ale w 1980 sam miałbym w głowie, że Rosjanie nie będą się patyczkować i skoro zaatakowali Afganistan to i nas zaatakują, mogąc zrobić z każdego miasta drugą Warszawę. Czy można było uniknąć powstania? Do dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, obawiam się, że to i tak by wybuchło, choćby była to samowola powstańców.

Zychowicz obficie dyktuje, po jakiej stronie Polska powinna opowiedzieć się podczas wojny. Nie podzielam jego poglądów co do relacji z Niemcami. Nie znam treści jego poprzedniej książki, tj. „Paktu Ribbentrop-Mołotow”, ale domyślam się, że w „Obłędzie” się powtarza. Generalnie Zychowicz uważa, że sojusz z Niemcami sprawiłby, że Polska nie zostałaby tak zniszczona, nie doszłoby do zniszczenia Warszawy (dygresja: zdaniem Zychowicza bardzo ładnego, czego też nie podzielam, gdyż miasto było ładne tylko na zdjęciach. Prawdziwa Warszawa to nędza społeczna), czy też nie doszłoby do mordów na Wołyniu (sic! Zychowicz kompletnie nie rozumie relacji polsko-ukraińskich, które doprowadziły do tego nieszczęścia). Cóż, przed wojną Niemcy widzieli w nas wroga, może co najwyżej szanowali Piłsudskiego, ale po jego śmierci od razu ujawnili swoje stanowisko co do nas. Podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow i wspólne zaatakowanie ZSRR mogło by nic nie dać. Skoro III Rzesza potrafiła zerwać pakt z ZSRR to co by jej szkodziło po opanowaniu Białorusi zaatakowanie Polski z dwóch stron, zwłaszcza gdybyśmy byli wykrwawieni po walach na Białorusi i Ukrainie? I czy Ukraińcy omamieni propagandą sowiecką i obietnicą niepodległej Ukrainy nie doprowadziliby do mordów na Wołyniu wcześniej?

Tyle alternatywna historia, skoro Zychowicz ją stosuje to i ja się pobawię. Ale nadmierna wiara w Niemców po prostu boli, zwłaszcza że jako Pomorzanin doskonale pamiętam, że kilka tygodni po wybuchu wojny w zbrodni pomorskiej Niemcy zamordowali ponad 50 tys. Polaków, w większości przedstawicieli klas wyższych i elit intelektualnych. W następnych miesiącach na Pomorzu terror był niewyobrażalny, Niemcy śmiało stosowali odpowiedzialność zbiorową, gdzie za „działalność przestępczą” cała rodzina była wysyłana do obozu koncentracyjnego. A teraz paradoks. Sny Zychowicza o Polakach walczących z Niemcami bardzo się ziściły właśnie na Pomorzu. Jak Niemcy zmuszali Polaków do wcielania się do Wehrmachtu. Kto mógł to uciekał i jako dezerter zasilał Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, „wnosząc w posag” broń zdobyczną. Ale nie wszyscy mieli to szczęście i część Polaków zginęła jako żołnierze Wehrmachtu pod Monte Cassino czy Stalingradem. Na Pomorzu Sowieci uchodzili za dzikusów, ale zdecydowanie byli mniejszym złem, gdyż nie stosowali takiego terroru jak Niemcy. Tyle, jeśli chodzi o natarczywe pisanie przez Zychowicza, że ZSRR to zło wcielone, a chwała należy się Narodowym Siłom Zbrojnym, bo pod koniec wojny zawarły taktyczny sojusz z Niemcami.

Nie będę negować poglądów Zychowicza na temat dowódców AK, bo ich decyzje podczas powstania nie były dobre. Tylko no tak jak pisałem, dzisiaj po czasie wszyscy są mądrzy i nie czuję się na tyle pewny, by kogokolwiek atakować personalnie i za konkretne czyny. Powiem więcej, pisząc "ich decyzje podczas powstania" to w rzeczywistości "podzielam ogólny pogląd historyków, którym w tej sprawie ufam i wierzę, że ich poglądy mają oparcie w faktach". Ale gdybym poświęcił cały rok na studiowanie całej dostępnej literatury i podjęcie jednoznacznej dyskusji, to hamowałbym język, pisząc ostrożniej.

Ocenę jednak zacząłbym od opisania nastrojów społecznych. Bo o tych Zychowicz nigdzie nie wspomina. Atakując wszystkich właściwie nigdzie nie poruszył tego temu, nie uwzględnił go w ocenie. Brak ten dyskwalifikuje książkę. W tym miejscu esej historyczny staje się pamfletem.

Styl, jakim jest napisana ta książka, jednoznaczne oceny, pomijanie wielu czynników, mających wpływ na powstanie czy historię Polski podczas wojny w ogóle skreślają tę książkę. Do tego dorzucam całkowity brak przypisów. Jest bibliografia, ale przy tak kontrowersyjnych poglądach wydaje mi się konieczne jasne zasygnalizowanie, skąd autor czerpał wiedzę. Bez przypisów uważny czytelnik może oskarżać Zychowicza o celowe manipulacje, byle tylko teza się zgadzała. Nie interesuje mnie, że esej nie wymaga przypisów, jeśli oskarżamy kogoś o coś najgorszego to oczekuję jednoznacznych dowodów.

Zychowicz żerując na sensacjach nie jest historykiem tylko populistą i demagogiem, dokonujących znacznych szkód w polityce historycznej. Niech ma swoje poglądy, tylko niech nauczy się je głosić na spokojnie, z jednoznacznymi dowodami i w szerszym zakresie. Niestety krytyka ze strony historyków nie przyczyniła się do zmiany stanowiska Zychowicza. Temu nadal dobrze jest być Stanowskim badań historycznych. Szkoda tylko, że na ten cynizm nabiera się tysiące Polaków, gotowych kupić jego najnowszą książkę. Ja tymczasem poczekam, aż ukaże się inna książka o podobnej tematyce, ale napisana na chłodno.

Prywatny licznik: 29/50

GURU10piorunów

Moim ulubionym epizodem tego świetnie zaplanowanego powstania jest akcja, jak oddział na samym starcie bez podjęcia walk uznał, że nie ma sił na jakiekolwiek działania zaczepne, po czym zacząć odwrót do Lasów Chojnowskich, a podczas ewakuacji został zdziesiątkowany w podwarszawskiej wsi gdzie sam wpadł na niemiecki garnizon.

PW rozpoczęła decyzja dowódców. Nie nastroje społeczne. Decyzja była absurdalna, opierająca się na życzeniowym myśleniu. Oczywiście nie czyni to tez Zychowicza mądrzejszymi.

Inspirator7piorunów

@BapitanKomba

że w następnych latach „Solidarność” mająca w pamięci koszt wojny była świadoma, że jak pozwoli sobie na wiele to sprowadzi do Polski czołgi radzieckie

Myślę że przeceniasz wpływ jaki miało to na „Solidarność”, raczej bardziej wpłynęła na to Praska Wiosna i operacja Dunaj z '68.

Generalnie Zychowicz uważa, że sojusz z Niemcami sprawiłby, że Polska nie zostałaby tak zniszczona, nie doszłoby do zniszczenia Warszawy

Jest tutaj ziarno prawdy - tak na chłodno patrząc to w tym scenariuszu Polska miała największe szanse na przetrwanie i ugranie czegoś, ale raczej wymagałoby to akceptacji dużych ustępstw (pogodzenia się np. z utratą pomorza) oraz wyczucia politycznego. Obydwu rzeczy nie widzę patrząc na międzywojenną elitę polityczną. Nie mówiąc już o tym że tak nie na chłodno to nie byłby kraj który chciałbym widzieć jako swoją ojczyznę.

Cóż, przed wojną Niemcy widzieli w nas wroga, może co najwyżej szanowali Piłsudskiego, ale po jego śmierci od razu ujawnili swoje stanowisko co do nas. Podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow i wspólne zaatakowanie ZSRR mogło by nic nie dać. Skoro III Rzesza potrafiła zerwać pakt z ZSRR to co by jej szkodziło po opanowaniu Białorusi zaatakowanie Polski z dwóch stron

Zauważ że w przypadku gdy zakładamy sojusz z III Rzeszą, jest to scenariusz w którym wykorzystujemy to do "dopakowania" armii jako front przeciw ZSRR. W takim wypadku Niemcy raczej przenieśliby ciężar na front zachodni i kolonie, a Polska miałaby czas na ogarnięcie się militarnie na tyle żeby nie byłoby to tak łatwe. A zakładając wczesny wpierdol dla ZSRR i silniejszą polską armię to możliwości geopolityczne są całkiem niezłe.

Fenomen0piorunów

@poprostumort 1) No, nie pomyślałem o praskiej wiośnie, chociaż zdarzało mi się w innych miejscach czytać zestawienia 1944 z 1980, więc zostaję przy swoim zdaniu, przy zaznaczeniu, że wpływ na wydarzenia mógł mieć 1968 czy też 1956 (Budapeszt). 2+3) Zostaję przy swoim zdaniu, sojusz z Niemcami nie przyczyniłby się do poprawy naszej sytuacji. Równie dobrze Beck mógłby oddać Gdańsk i zgodzić się na autostradę, po czym Niemcy mogliby zerwać wszystkie umowy i mając już wybudowaną drogę i miasto zażądać czegoś więcej lub po prostu nas zaatakować. Oczywiście też mogłoby być tak, że Polska dostałaby szansę dozbroić się, miałaby przez chwilę spokój na zachodzie, ale skoro Niemcy zaatakowali ZSRR, swojego sojusznika, to czemu nie mieliby zrobić tego samego z Polską? I tak i tak doszłoby do wojny. Analizowanie, co byśmy stracili, mija się z celem.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Autorytet

w Książki

16piorunów

1090 + 1 = 1091

Tytuł: Imperia Normanów

Autor: Levi Roach

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Rebis

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383383514

Liczba stron: 368

Ocena: 6/10

Tak jak wcześniej czytałem bardziej popularnonaukową książkę o Wikingach (i mi siadła), to ta tutaj jest klasyczną historyczną... i już mi tak nie podeszła. Historie ogólnie ciekawe, ale tak ku⁎⁎⁎⁎ko sucho podane miejscami, że ciężko było przez to brnąć. Przynajmniej teraz wiem, że taka forma podania jest raczej nie dla mnie.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum0piorunów

A podasz tytuł tej co ci siadła?

Autorytet1piorunów

@Olsen Wikingowie, Leśniewski

Pokaż więcej komentarzy (2)