Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#2137 Kontrowersyjne

Osobistość

w Hydepark

19piorunów

Na wykopie memy piszą się same XDD
Wrzuciłaby jakaś dobra duszyczka na tag ?

Pokaż więcej komentarzy (24)

Gruba ryba

w Sztafeta

38piorunów

11 534,59 + 21,37 = 11 555,96

Se wziąłem zaspałem - zamiast wstać o 4:30 wstałem po 6 😱 No ale święta środa to święta środa, poza tym luz z dziećmi - jeden syn na 11, drugi chory, trzeci chory, więc pośpiechu nie ma. Żona też chora to się nimi zajmie jakby co 😅

Marzec zamknięty, kwiecień wypada uczciwie otworzyć kwiecień. A nie ma lepszego otwieracza niż papaton 😁 więc mimo że już dochodziła 7 rano wyskoczyłem na standardową trasę w kierunku Wałów Wiślanych. Było... ULTRA PRZYJEMNIE :star-struck: bo na termometrze 3°C, wiatru sporo ale było przecudne Słońce! Cudnie się tuptało, zwłaszcza na wałach mordą w stronę Słońca :relieved:

Ludziska coś nawet się ruszyły - na wałach 6 rowerzystów i jeden biegacz, a potem jeszcze dwie biegaczki w Lasku Mogilskim (za to brak dzika, po raz pierwszy od wielu przelotów tamtędy). Na drogach już dość spory ruch, ale tym razem sprytnie śmignąłem trasą omijającą wszystkie światła dla pieszych 😎

Tempo niespieszne, za to puls adekwatny - średnia 135bpm. Tym razem pamiętałem o cycoplasterkach więc cierpień nie było xD

Coś mi się szykuje ładny cug - tyle dni wolnych a ja mam słabą wolę, zdecydowanie zbyt słabą by się powstrzymać od nałogowego papatowania 😆 No chyba że od żony dostanę wałkiem w łeb i się opamiętam.

Nad maratonem nadal myślę, wiem że mi się za to oberwie a i wąż w kieszeni swoje robi :upside_down_face:

Miłego prima! 💕

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Sztafeta

33piorunów

10 630,17 + 21,37 + 32,71 = 10 684,25

No, takie weekendy to ja lubię :smiley: Mimo piątkowego papatonu w sobotę rano mnie nosiło. Trochę zaspałem, a potem dodatkowo zamarudziłem - pokawkowałem z żoną, zjadłem jakieś tam ciacho - i wyjątkowo późno, bo prawie o 7:30, poleciałem zaliczyć kolejny papaton xD

Biegło mi się wyjątkowo dobrze - już bez deszczu, lekko mokre drogi ale bez kałuż, wiatru niewiele, przyjemne +3°C. Jak raz wpadłem w tempo to już je trzymałem - i choć wspinając się na swoje wzgórze zrobiłem nieco zakupów i lekko spuściłem z tonu, to jak dotarłem do domu równiutko ze świentym dystansem, to średnia wyszła 5:08/km 😁 Po drodze jeszcze przeleciałem przez osiedlowy parkrun, ale tylko przybiłem piątki i śmignąłem dalej - obiecałem, że wcześnie dotrę 😉

No a dzisiaj... zmiana czasu! Jak ja KOCHAM czas letni! :heart_eyes: Nic dziwnego więc, że postanowiłem go odpowiednio uczcić 😉 za pomocą uberpapatonu czeskiego xD Planowałem wystartować o 5 (oczywiście nowego czasu), ale wyszła wizyta w kibelku, a potem się okazało że pasek rozładował baterię i trza było zmienić. Nic to - wystartowałem o 5:30.

Znowu bardzo przyjemnie :relaxed: +3°C i tym razem już dość solidny wiatr - ale nie jakiś specjalnie mroźny. Zresztą mi ten wiatr specjalnie nie przeszkadzał - najpierw się szwendałem  wśród gęstszej zabudowy, a jak dotarłem nad Wisłę to się okazało że mam wdupewind :smiley: i nawet ciutkę pomagał! Na wałach spotkałem samotnego kolarza i tyle.

Generalnie wszędzie pustki - oczywiście w Lasku Mogilskim spotkałem tradycyjnie dzika, za to chwilę później minąłem jednego biegacza. Doleciałem do Zalewu Nowohuckiego, gdzie było już tłoczno - spotkałem parę spacerowiczów, dwójkę biegaczy i, hm, rolkarkę? 😅

Dotarłszy na osiedle zacząłem mocno tracić tempo - zmęczenie i podbiegi dały o sobie znać, fajnie widać na wykresach jak fabryka siadła 😉 Ale nie przejąłem się tym zbytnio, w końcu to nie wyścigi.

Koniec końców wyszło dość przyzwoicie - niecałe 3h (najlepsze, że chciałem zaliczyć stravowe wyzwanie trzygodzinnej aktywności xD), tempo 5:25 - co ważne, bez jakiegokolwiek pauzowania, bo przeleciałem na paru czerwonych a inne światła ominąłem 😎 Jak do domu dotarłem... to tylko kot mnie powitał, reszta słodko kimała xD

Dawno nie było u mnie trzydziechy - gorzej, że zaczynam mieć myślenice czy jednak się nie szarpnąć na Cracovia Maraton :smiley: mimo że biegnę nocną dychę :zany_face: Stary człowiek a głupi heh, żona mnie ukatrupi. Póki co w tym miesiącu zaliczone 460 km.

Miłej niedzieli! ❤️

Gruba ryba1piorunów

Wspomniane wykresy. Puls stabilnie, tempo zdechło na ostatnich kilometrach, ale kadencja pokazuje że im bliżej końca tym słabiej. Długość kroku z kolei dość stabilna, bilans prawa/lewa jak zwykle stabilnie wujowy xD

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Sztafeta

27piorunów

10 276,28 + 21,37 = 10 297,65

Wczoraj zaspałem i zamieszanie z rana było, to musiałem dzisiaj jakoś odreagować 😅

Fajnie się tuptało, cieplutko (4°C) i orzeźwiający deszczyk ☺️

Obwarzanki kupione 😎

Miłego dnia! ♥️

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Sztafeta

27piorunów

10 122,78 + 10,01 + 12,12 + 21,37 = 10 166,28

Minęły kolejne trzy dni. Choć niedzielny występ w Marzannie był daleki od wybitnego, to poszło i tak lepiej niż się spodziewałem. Ewidentnie jednak coś tam walczyłem, bo mimo wieczornego intensywnego masowania, rozciągania i rolowania poniedziałkowa dyszka po bułeczki była do rytmu oj - oj - ała - auć xD No może nie aż tak, ale tempo 5:57/km mówi samo za siebie 😅

Wtorek już był nieco lepszy - mimo bardzo późnego (po 7 rano) startu udało mi się urwać 12 km w tempie 5:23/km, więc już zahaczającym o granice przyzwoitości. Mięśnie też już odpuściły i cierpienia było zdecydowanie mniej 😊 co było zdecydowanie ważne z racji zbliżającej się środy.

Ach, środa, środeczek, środunia :heart_eyes: Dzięki rozkładowi lekcji moich dzieci to mój cheat day, w którym przy odrobinie samozaparcia mogę sobie strzelić ulubiony dystansik :smirk: Nie inaczej było dzisiaj, choć lekko zaspałem i wstałem dopiero o 4:52 - nie wiem, może trzeba było iść spać wcześniej a nie o 1 nad ranem? Któż to wie? 😆

Wyszło jeszcze parę perturbacji, przez co wybiegłem dopiero o 5:33 - nici ze wschodu Słońca nad Wisłą, ale i tak było bardzo ładnie :face_holding_back_tears: Trochę poczekam na takie widoki, bo najbliższe kilka dni będzie lać a potem zmiana czasu i wschody uciekają na późniejsze godziny. Jakoś trza sobie będzie radzić, muszę pamiętać żeby podładować oświetlenie do biegania.

Mimo środku tygodnia wszędzie pustawo. Nad Zalewem Nowohuckim o 6 zaledwie dwoje spacerowiczów, na Wałach Wiślanych szóstka rowerzystów i jeden biegacz. W najbliższych dniach dzięki ulewom będzie pewnie jeszcze mniej ludzi - zobaczy się,

Tempo było znośne, choć pod koniec średnia mocno spadła dzięki wdrapywaniu się na moje wzgórze. Generalnie po wykresach widać, że się po prostu opiedralałem - średni puls 132bpm, średnia kadencja 176spm. Ale było bardzo przyjemnie - a przecież o to chodzi w bieganiu, nie? 😎

No to miłego dnia wszystkim! 💕

Fanatyk

w Hydepark

38piorunów

Wyobraźcie sobie papieża z super mocą opisaną przez @RogerThat tutaj

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

32piorunów

Pozdrawiam wszystkich Polaków (i nie tylko) cieplutko.

Osobistość7piorunów

@RogerThat a co on taki biały?

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Sztafeta

26piorunów

9 350,70 + 14,02 + 16,12 + 21,37 = 9 402,21

My tu gadu-gadu, a niedziela i Półmaraton Marzanny coraz bliżej. Oczywiście zmniejszam objętość, w szczególności wczoraj rano zaspałem i nie dałem rady w ogóle pobiegać xD

Niemniej w poniedziałek jakieś 14 wpadło, we wtorek nawet 16. A że miałem straszny niedosyt po wczorajszej absencji, to dziś się obudziłem trochę po 4, a po odbębnieniu podstawowych spraw domowych o 4:59 (no za cholerę nie umiem wcześniej xD) poleciałem w trasę.

Dziś miało być chłodno, nawet sobie przygotowałem drugi tshirt - ale jak zobaczyłem że jest ledwo 0°C to z dodatkowych rzeczy wziąłem tylko rękawiczki. Nawet to był lekki overkill, ale aż tak nie przeszkadzały. Ponieważ już powoli się mentalnie szykuję do startu, to tym razem założyłem swoje startowe Adizero Boston 11 - może to takie placebo, nie wiem, ale zawsze w nich mi się dobre czasy trafiają 😁 Nie inaczej było i tym razem - głowa odnotowała "biegniemy w bostonkach" i od razu lepiej się śmigało 😎

Sam bieg dość standardowy, wszędzie pustki - na południowych Wałach Wiślanych spotkałem jednego biegacza i dwoje rowerzystów i to wszystko. Aha, jeszcze w Lasku Mogilskim chwilę sobie pobiegłem z dzikiem xD Po drodze trafił się ładny wschód Słońca i obłędny widok na EC Łęg z nadwiślańską mgłą na pierwszym planie :heart_eyes: Pod koniec doleciałem do piekarni, gdzie tradycyjnie nabyłem wszystkie rodzaje pieczywa i wdrapałem się na swoje wzgórze.

Dobrze jest, jakaś tam forma jest - obym poleciał w niedzielę przynajmniej tak jak dzisiaj 😅 Zobaczymy co będzie.
Jutro pewnie jakaś dyszka w porywach do 15, w sobotę najwyżej lokalny parkrun. A po Marzannie wracamy do standardu.

Miłego czwartunia! 💕

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Wojsko i technika wojskowa

41piorunów

W końcu!

Papaj pancerny, w czołg zaklęty

Źródło: Wolski na X

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Sztafeta

31piorunów

8 703,07 + 21,37 = 8 724,44

Równo za tydzień Marzanna, moi znajomi zającują na czas 1:30, ja jestem pie⁎⁎⁎⁎⁎ięty więc sobie z nimi wystartuję a potem zdechnę xD więc wypada choć trochę zacząć przyspieszać 😀Może wytrzymam z nimi choć jeden kilometr, zawsze to coś 😅

Dziś miałem wstać wcześniej, ale zaspałem i znowu wystartowałem o 5:30. Dobre i to, przynajmniej jaśniej było 😎

Przed 6 nad Zalewem z daleka dostrzegłem jednego biegacza, jedną biegającą na Wałach Wiślanych - i w zasadzie tyle, plus 3 rowerzystów. Może to przez lekki chłodek? Było zauważalnie chłodniej niż wczoraj - i dobrze! 😃 Od jutra gorsza pogoda, ale i tak będzie fajnie 😊

Arbuz zjedzony do społu z młodym, teraz śniadanko i można celebrować dzień ☺️

Uroczej niedzieli! ♥️

Gruba ryba

w Sztafeta

29piorunów

8 502,35 + 15,01 + 10,01 + 21,37 = 8 548,74

No to kolejnych parę dni tuptania za nami i doszedł kolejny papatonik :smiley:

W czwartek wstałem dość wcześnie i choć miałem w planie jakieś 10-12, to mi się tak fajnie biegło że 15 wyszło 😊

W piątek z kolei obudziłem się i myślałem czy nie strzelić wiadomego dystansu, ale stwierdziłem że mam lenia i lepiej się przytulić do żony, potem wspólna kawka i tak sobie na luzaka wyskoczyłem dopiero 20 minut po 6. Wyszła spokojna dycha i nie byłoby w sumie o czym pisać - gdyby nie to, że na jednym z osiedli natknąłem się na kibolskie zwierzęta, które postanowiły sobie zorganizować zabawę :face_with_rolling_eyes: Strzelali do siebie z wujwieczego - pirotechniczne bo był huk wystrzału, ale jak latały pociski to brzmiały jak ASG. Tak czy siak miałem pietra czy nie oberwę rykoszetem, albo wręcz nie zostanę uznany za atrakcyjny ruchomy cel :dizzy_face: Szczęśliwie ominąłem to skupisko ludzkiego gówna bez konsekwencji, ale po chwili jeszcze idioci odpalili jakieś race i petardy hukowe. Nie ma to jak bieganie niemal jak na polu walki xD Mam nadzieję, że nie będzie mi dane zbyt często doświadczać czegoś takiego… W sumie nie wiem czy kiedyś wcześniej tak się bałem podczas biegania.

Nic to, nadejszła sobota, dzień papatonowy :star-struck: Poszedłem spać coś koło północy, ale planowałem nie zrywać się zbyt wcześnie bo dzisiaj w planach jazda do teściów to nie mogę być zbyt nieprzytomny. A i tak się obudziłem o 4:20, organizm się domagał xD Uznałem, że jak postanowiłem że późno biegnę to późno biegnę, więc się przytuliłem do synka który w nocy zmigrował do naszego łóżka :smiling_face_with_3_hearts: i przekimałem jeszcze z pół godziny. Potem w miarę się pozbierałem, trzeba było jeszcze poczochrać i nakarmić kotę, a w końcu wszystko pozakładałem i wyszedłem przed dom.

Wybiegłem o 5:30 - w sumie też po prostu chciałem żeby było nieco jaśniej, coby nie trzeba było zakładać oświetlenia. Było bardzo przyjemnie - na starcie już było 5°C a temperatura szybko rosła. Czas wręcz wypadł idealnie, bo trafiłem na boski wschód Słońca na moście nad Wisłą :heart_eyes: i tam spędziłem chwilę strzelając fotki. Potem już śmignąłem na południowe Wały Wiślane - o tej porze było spokojnie, spotkałem dwoje biegaczy i jednego rowerzystę. Biegło się bardzo fajnie, bez wysiłku i jakiejkolwiek spiny 😊 Ciutkę zmodyfikowałem trasę względem środowej i nie byłem pewny czy nie wyjdzie za długa, ale gdy już dolatywałem do swojego wzgórza to wiedziałem że będzie dobrze 😎 Na pół kilometra przed metą wpadłem jeszcze do piekarni żeby uzupełnić rezerwy pieczywa, po czym doleciałem do domu. Oczywiście pod garażem już czekała z ochrzanem kota, żądająca wpuszczenia z powrotem do domu. Nawet tempo wyszło spoko jak na takie bieganie bez większego wysiłku :smiley:

W przyszłą niedzielę Marzanna, będę już ciuteńkę ograniczał bieganie. Może jeszcze jutro i w środę jakiś papatonik, a tak to już grzeczny będę 😁

Miłej soboty! 💕

Pokaż więcej komentarzy (2)