AsyaSum
33piorunówI cyk weekendzik 😉 A wy jak tam, już w pracy?

Dołączył/a:
AsyaSum
33piorunówI cyk weekendzik 😉 A wy jak tam, już w pracy?

AsyaSum
37piorunówKocia stołówka

AsyaSum
88piorunówPrzysnął i tak sobie utknęłam w połowie drogi do wstania

AsyaSum
49piorunówNie śpię, bo trzymam siatkę

AsyaSum
88piorunówWiele osób pisze, jak trafiły do nich zwierzaki to i ja podzielę się historią :smiley:
Mój kociak trafił do mnie pod koniec zeszłego roku. To kot fundacyjny, który pojawił się w fundacji w jednym z najgorszych możliwych momentów - tuż przed świętami bożego narodzenia. Kitek chorował na panleukopenie (koci tyfus), bardzo zaraźliwie i wyniszczające organizm dziadostwo. Do tego na początku, w mieście, z którego pochodził, był źle leczony. Dopiero, jak trafił pod opiekę fundacji, zaczęło się jego prawidłowe leczenie. Nie mógł mieć kontaktu z innymi kotami, dlatego nie można go było zatrzymać w kocińcu. Nie mógł też trafić do żadnego domu, w którym były inne koty. A to dość mocno zawęziło grono wolontariuszy 😉 Tylko okres słaby, bo większość osób w rozjazdach.
Najpierw trafił na kilka dni do jednej wolontariuszki, a w drugi dzień świąt do mnie. Mój facet zgodził się na chwilowe przechowanie (Byłam z nim dogadana, że możemy wziąć kota, ale dopiero za kilka miesięcy). Kociak miał zostać u mnie do końca leczenia, na około 2 tygodnie.
Gdy do mnie trafił był w kiepskim stanie. Wychudzony, ledwo ciepły, prawie nie miał siły chodzić. Mimo to już pierwszej nocy wbił mi się do łóżka :smiley: Zaczął mieć też problemy z przełykaniem, bardzo się dławił i wymiotował. Apetyt miał, ale przyjmował tylko płynne jedzenie i trzeba było mu dawkować bardzo małymi porcjami, dosłownie dwa liźnięcia i chwila przerwy. Karmiony był co chwilę, ale przy ciągłym dławieniu się i wymiotowaniu tego co zjadł i tak cały czas był głody. Poza tym był bardzo radosnym i wyczillowanym kotem, z dużą chęcią do zabawy mimo braku sił. Chyba nie zdawał sobie nie zdawał sprawy, jak bardzo był chory 😉 Był też z niego tego okropny miziak, uwielbiał spędzać na kolanach męża 😉
Z każdym dniem z jedzeniem było co raz gorzej. W okresie świąteczno - sylwestrowym fundacji ciężko było umówić go do sensownego weterynarza, a kot był na tyle słaby, że wszyscy bali się robić inwazyjne zabiegi.
W końcu sytuacja stała się bardzo poważna, kitek już tak się dławił, że zaczynał pluć pianą i się dusić. Skończyło się na szybkim biegnięciu do weta z dyżurami 24 i ściąganiu na cito weterynarza (była 5 rano), który potrafił zrobić endoskopię. Na szczęście zabieg się udał, kitek został jeszcze w szpitaliku na obserwacji na kolejny dzień. Jeden dzień wystarczył, żeby stał się ulubieniem wszystkich pielęgniarek 😉
Po szpitaliku wrócił do mnie i zaczęła się przemiana :smiley: Z dnia na dzień zaczął normalnie jeść i nabierać sił. Antybiotyki cały czas przyjmował, więc czas leczenia trochę się wydłużył. Wydłużył się tez czas pobytu u nas w domu. Kitek był i co raz bardziej kupował nasze serducha. No dobra, moje kupił od razu, ale mąż udawał twardego.
W końcu kot był już na tyle silny, że można mu było szukać nowy dom. I tu pojawiło się kluczowe pytanie - czy szukamy innego domu tymczasowego, żeby go jak naszybciej oddać, czy kot może zostać dłużej i szukamy domu stałego. Mój facet oczywiście, że szukać, ale też, że nie trzeba się z tym jakoś przesadnie spieszyć.
Po kolejnych dwóch tygodniach zapadła decyzja, że zostaje kiteł u nas;)
I w ten sposób Ori jest u nas już pół roku i jest takim małym cudakiem, że serce się rozpływa. Wszędzie go pełno, wszystko musi wiedzieć. Uwielbia przy mnie spać na krześle gdy pracuję. Obowiązkowo przyłazi na porcję miziania. Nieważne, że jestem zajęta lub mam spotkanie w pracy. Ładuje się na ręce, ma być miziany i kropka. Nie przepuści też żadnego wyjścia do kuchni, bycie wiecznie głodnym zostało mu do tej pory. Gamoń nauczył się też wymuszać wszystko miauczeniem patrząc perfidnie w oczy.
Po panleukopenii jest lekkim kiwaczkiem, ale to dodaje mu tylko uroku.

Kaligula_MinusFanatyk
55piorunówWycieczka do Wro pt.2
Drugi dzień przywitał nas deszczem i chłodem. Wyszłyśmy z kamienicy i podążając za wskazówkami Googla udałyśmy się zobaczyć Panoramę Racławicką. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na miejscu okazało się, że nie ma biletów, i nie będzie oglądania. No cóż... Udało się kupić wejściówki na dzień następny, a tymczasem udałyśmy się do Muzeum Narodowego. Z zapartym tchem kontemplowałam dzieła niemieckich rąk. Choć innych też, ale niemieckich było dużo. Widziałam ludzi i zwierzęta, defekację obok religijnych obrazów. Sugestywne rzeźby i przedmioty codziennego użytku. Zeszło nam tam trochę czasu. Następnym punktem było Hydropolis, ale tam też nas nie wpuszczono, więc udałyśmy się na pizzę i wrocilysmy na kwaterę. Po drodze zahaczyłyśmy o wieżę przy kościele sw
Elżbiety i Pijaną Wiśnie. Tam pokrzepiwszy się nieco, stwierdzilysmy, że udamy się na "fontanny" koło Hali Tysiąclecia. Dzień zakonczylyśmy spacerem na rynek. Chyba nigdy, w moim starczym życiu, nie zrobiłam tylu kroków.
#wroclaw #spierdotrip #podrozujzhejto #gownowpis #podrozeksztalca

AsyaSum
71piorunówDzisiaj przed Żabką stał Pan żul i pytał każdego, czy kupi mu coś do jedzenia. Nie o kasę, tylko o jedzenie, w ręku miał połowę suchej bułki. Wszyscy go ignorowali, ja zresztą za pierwszym razem też. Idąc po paczkomatu w słuchawkach nie ogarnęłam, że coś do mnie mówi xd Ale jak wracałam z paczką, to udało mu się zwrócić uwagę.
Myślę spoko, mogę mu coś kupić. Na pytanie czy chce coś konkretnego do jedzenia, powiedział, że cokolwiek. Na początku standardowa myśl, że jakaś bułka czy coś, po czym przyszła chwila zastanowienia kiedy jadł coś ciepłego. No to kupiłam Panu żułowi pickę, taką co ją odgrzewają na miejscu. Był w lekkim szoku, gdy ją dostał i pyta gdzie ma mi za to paczkę zanieść ;D Mówię, że nie trzeba i sobie poszłam. Jak się po chwili odwróciłam, tu już miał kawałek w ręce i widać było, że zadowolony :smiley:
Tylko nie zostałam kierowniczką, od razu na “ty” przeszedł.
AsyaSum
102piorunówPraca zdalna z kotem. I tak codziennie🙂

bojowonastawionaowcaMistrz
110piorunówW związku z tym, że niedługo w moim domu pojawi się nowa kruszynka (załączam zdjęcia dla atencji) to szukam nowego drapaka dla kotów, zapraszam do podrzucenia mi jakichś polecajek :grinning:

najwiekszy_baklazan_Zawodowiec
26piorunów#podroze #agroturystyka #urlop
Rozglądam się za jakąś miejscówką, gdzie mógłbym spokojnie posiedzieć kilka dni w pierwszej połowie czerwca i odpocząć, zresetować się. Podeślecie jakieś sprawdzone pensjonaty/pokoje? Coś w klimatach agroturystyki.
Raczej będę jechał w pojedynkę, więc raczej bez boisk do gry w piłkę :D ale tak, żeby bardziej posiedzieć albo połazić sobie gdzieś. Nie mam niestety doświadczenia w takim wypoczynku, dlatego potrzebuję polecenia czegoś sprawdzonego.
Jestem z #warszawa, więc tak coś w okolicach 4 godzin jazdy autem stąd byłoby spoko 😁
razALgulGURU
93piorunów
AsyaSum
14piorunówDzisiejszy lot z Cypru do Polski przy okazji #zmianaczasu
Pobudka na Cyprze o 2:20. O 3:00 czasu cypryjskiego (o 2:00 czasu polskiego) czyli o 4:00 po zmianie czasu jazda na lotnisko. Wylot o 5:35, lot trwał około 3 godziny. W Polsce byłam około 9 czyli około 8 czasu polskiego.
Wychodzi, że czas zmieniałam dwa razy przez co nie zmieniłam go wcale¯\\(ツ)/¯
AsyaSum
43piorunówGiovanni Panini, Współczesny Rzym,
5000 elementów. Trochę wieczorów nad nimi spędziłam :smiley: Najgorzej, że nie zmieściły się na stole i musiałam je na raty układać. No i kilka razy koteł w nie wleciał i trzeba było poprawiać
#puzzle i przy okazji #pokazkota

AirbagGruba ryba
72piorunówKuropatwy
Dawno nie widziałem z takiej odległości (kole dziesięciu metrów)

AsyaSum
57piorunówChyba mu dobrze :relieved:

TrypsynaGURU
140piorunówMieliście kiedyś styczność z zboczeńcem czy ekshibicjonistą?
Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółkami i innymi osobami na ten temat, każdy z nas miała jakąś sytuacje tego typu, jestem ciekawa czy kiedyś serio to było nie zbyt rzadkim zjawiskiem czy to po prostu moja bańka.
Pierwsza sytuacja jak miałam 5 czy 6 lat. Wychowywałam się całe życie w blokach. Bawiłam się z koleżanką z osiedla w przedsionku klatki schodowej. Były one przeszklone i zauważyłyśmy, że w klatce obok stoi facet i się zabawia. Normalnie jego sprzęt widziałyśmy, na pewno nas widział. Po chwili wsiadł na rower który został przed klatką i odjechał.
Druga sytuacja już w wieku 13 lat. Lato. Odkryłyśmy z koleżankami fajną, odludnioną miejscówkę do siedzenia nad strumykiem około 2 kilometry od naszego osiedla. Spędzałyśmy tam prawie każde popołudnie w tym roku. By się tam dostać musiałyśmy przejść między innymi przez takie mniej uczęszczane pola obok jakiś zakładów produkcyjnych.
No i pewnego dnia idziemy tam sobie grupką 4 czy 5 dziewczyn.
Nagle jedna z nas mówi - dziewczyny, chodźcie szybciej i nie odwracajcie się.
Oczywiście że wszystkie się odwróciłyśmy. xD
Patrzę, a z krzaków obok których przychodziłyśmy (były już jakieś 100 metrów za nami) wychodzi wielki gruby koleś który jest goły, ma włosy do pasa i oczywiście się z łapą na siurze. Btw chłop wyglądał jak Hagrid. Po chwili wrócił do krzaków.
Jak wracałyśmy, to już inną drogą. Z perspektywy czasu, myślę że miałyśmy szczęście że nic nam się nie stało.
Kurde, nawet nie wpadło nam do głowy aby gdzieś to zgłosić/zadzwonić. Każda z nas miała swoją komórkę. Nie uczono nas tego, że to może być serio zagrożeniem.
#pytanie #hejtopytanie #zboczency #niebezpieczenstwo
Na ROD, gdzie rodzice mają działkę, kiedys takowi grasowali, jakieś 15 lat temu. Ukazywali się wyłącznie kobietom, w dni, kiedy na terenie było mało ludzi. Z tego, co mi wiadomo, byli kompletnie niegroźni, ale można się takiego zawodnika solidnie wystraszyć, będąc "samej" na pustych działkach.
@Trypsyna Tak. Teraz już rzadziej o tym słyszę, ale w latach 90. i na początku dwutysięcznych w moim mieście co jakiś czas słyszało się, że w którymś parku, w okolicach szkoły, ogródków działkowych czy nawet na cmentarzu można natknąć się na tego czy innego gościa, który się obnaża przed idącymi samotnie kobietami lub nawet przed małymi dziewczynkami.
Co ciekawe, podobno często to byli przyjezdni, nie miejscowi. Tak przynajmniej ludzie mówili.
HastiOsobistość
214piorunówŚwięta, święta i prawie po świętach. Było u nas 10 osób.. Żona oczywiście ze swoim okresem dawała mi w kość, czuć było napięcie w powietrzu, wszystko musiałobyć perfekcyjnie od linijki i przez to uświadomiłem sobie jak niewiele w tym życiu mogę. Na każdym kroku muszę mieć na uwadze jej zdanie, humor, stan zdrowia, wyspanie lub nie. Do każdej czynności musiała dorzucić swoje 5 groszy.
Zmęczyłem się psychicznie, nostalgia uderzyła mnie mocno.
Święta, które kiedyś były dla mnie radosne i wesołe, święta gdzie nie było istotne to czy jest posprzątane na 80% czy na 100%, czy ma się garnitur czy piżamę rano, dawno odeszły. Została tylko spina i robienie wszystkiego pod dyktando.
Zastanawiam się poważnie czy dobrze wybrałem drugą połówkę. Te święta to oczywiście nie jedyny problem.
Wiecie co bym zrobił? Wziął ciacho, zamknął się w pokoju, założył słuchawki i zagrał w jakąś starą gierkę....
Przemyśl zmianę ja miałem dokladnie to samo.
Potrafiłem mieć afere o zakup przedłużacza za 30 zł do lampek choinkowych.
Od kilku lat obserwuję jak była kolejne święta spędza sama a wcześniej ciągle z kimś innym bo faceci widząc takiego zjeba zostawiają to.
@Hasti Czy tylko w święta tak ma czy na codzień też wszystko musi być perfekcyjnie?
OpornikGURU
39piorunówEj, ale macie Rękawicę Ogłady ze starej rękawiczki i nogawki od grubych jeansów, do zabawy z kitku, żeby się mogło wyszaleć?
Oczywiście że macie, na tym polega Kotpowiedzialność.

Ja po prostu naciągam rękaw od bluzy xD
@Opornik sam się zastanawiam nad kupieniem rękawiczek dedykowanych do takiej zabawy (z ochroną również na przedramię). Trochę się boje że kot się rozbryka i będzie później atakować rękę.
AsyaSum
50piorunówW nawiązaniu do https://www.hejto.pl/wpis/zostalam-tymczasowa-opiekunka-dwoch-5-tygodniowych-kociakow-smiling-face-with-3-
No i pojechały 😭 wiedziałam, że przywiążę się do tych kociaków, ale nie sądziłam, że aż tak bardzo.
Zostały przekazane do innego domu tymczasowego, w którym będą mogły zostać dłużej. Cieszę się, że trafiły w bezpieczne miejsce, ale jednocześnie jest mi przykro, że nie mogłam ich zatrzymać.
Ehhh smutek bardzo

@Asya ty nie gadaj, odetchnąć z ulgą że się udało domek znaleźć.
Ja się ciągle zastanawiam jak wy w tym przytulisku dla kotów wyrabiacie się ze żwirkiem.
Ja używam zbrylającego winstona z rossmanna, przy pięciu kotach idzie jak woda.
PanNiepoprawnyFanatyk
161piorunów
@PanNiepoprawny no właśnie to wygląda bardziej jak bukowane dzieci Bobka z Muminków
strach lecieć