Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pasta

Gwiazdor

w Hydepark

35piorunów

Byłem ostatnio na targach roślin, takich wiecie: monstera za pół wypłaty, podłoże premium, mech w słoiku jako „mikroekosystem”, a między tym wszystkim nagle strefa gastro. Stoisko z reklamą sokowirówki. Dalej wrapy, jakieś wegańskie pierogi, lemoniada za 20 zł.

Obok kolejne i baner: „Psi Bufet”.

Podchodzę bliżej, a tam typ z uśmiechem jak z reklamy jogurtu i drugi gość, który wygląda jakby właśnie zwietrzył interes życia.

- Dzień dobry, zapraszam, świeże posiłki, naturalne składniki, najwyższa jakość.

- O, a co to dokładnie?

- Gotowe dania, zbilansowane, przygotowywane z mięsa i warzyw, dostarczane regularnie.

- Mięsa pan mówi… a ten „psi” to co oznacza?

- To nazwa marki.

- No tak, ale coś musi znaczyć.

- No… taka identyfikacja.

Gość się nachyla konspiracyjnie.

- Czyli rozumiem, że specjalizujecie się w… psie?

Sprzedawca jeszcze się uśmiecha, ale już tak mniej pewnie.

- Tak, specjalizujemy się w psach.

- No właśnie, czyli…?

- No… czyli tworzymy jedzenie dla psów.

- Dla psów? Czyli jak dla psa, czy z psa?

- Nie, nie z psa! Dla psa.

- Aha… czyli pies nie trafia do garnka?

- Dokładnie. To psy są odbiorcami, nie składnikiem.

- Okej, oficjalnie rozumiem. A nieoficjalnie?

Obok ktoś z wrapem przestaje gryźć i zaczyna słuchać.

- Nie ma żadnego „nieoficjalnie”.

- Wie pan, ja już jadłem różne rzeczy. Człowiek podróżuje, próbuje…

- Proszę pana, to jest jedzenie dla psów.

- Czyli testujecie na nich, zanim trafi do klienta?

Sprzedawca mruga dwa razy.

- Nie. Psy są klientami.

- Pies nie jest klientem.

- Jest, bo to dla niego jest produkt.

- Klient płaci. Pies nie płaci.

- Właściciel płaci w jego imieniu.

- Czyli właściciel jest klientem.

- Ale pies korzysta.

- Dziecko też korzysta z zabawek, a nie jest klientem.

- No…

- Czyli sprzedajecie jedzenie właścicielom.

- Tak.

- A nazwa sugeruje, że psom.

- Bo to dla psów.

- No ale klientem nie jest pies.

- …

- Czyli coś tu się nie spina.

- …

- Dobra, nieważne. Ile za kilogram?

- Czego?!

- No tego waszego… „nie dla ludzi”.

Sprzedawca odwraca głowę i przez chwilę udaje, że coś poprawia na stoisku.

- A jakbym wziął większą ilość?

- NIE MA TAKIEJ OPCJI.

- Zawsze jest opcja, tylko trzeba się dogadać.

Ludzie już jawnie słuchają, kilka osób przestało udawać, że ogląda rośliny.

- Proszę pana, to jest catering dla psów.

- No właśnie, czyli macie dostęp do… surowca.

- NIE MAMY DOSTĘPU DO ŻADNEGO „SUROWCA”!

- Szkoda, bo wygląda pan na konkretnego człowieka.

Sprzedawca bierze głęboki wdech.

- Kurczak. Wołowina. Indyk. To mamy.

- A pies na specjalne zamówienie?

- NIE.

- A jak przyniosę swojego?

Zapada taka cisza, że nawet sokowirówka ze stoiska obok jakby przycichła.

- Proszę… co?

- No swojego nie mam, ale mógłbym ogarnąć. Pan by tylko przygotował.

- PROSZĘ NATYCHMIAST ODEJŚĆ OD STOISKA.

- Czyli jednak się nie dogadamy.

Gość wzdycha, jeszcze raz zerka na baner.

- Szkoda, bo nazwa robiła nadzieję.

Odchodzi w stronę jedzenia, a sprzedawca stoi chwilę nieruchomo, po czym bierze marker i powoli poprawia baner:

„Bufet dla psa.”

źródełko: https://www.facebook.com/groups/kopypasty/posts/4168205820099459

Gruba ryba2piorunów

@PanAreczek ale taka kaszaneczke z psa jak w Wietnamie to bym wpierdolil. Szkoda, że na miejscu nie można kupić, bo wszystkim odpierdala.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

98piorunów

ja pi⁎⁎⁎⁎le jak ja kocham zycie wlasnie pije sobie drinka w domu, manat wkrecony, najedzony pitcom z dagrasso. Nic mi wiecej nie potrzeba ogladam sobie rzeczy o silowni na youtube, kotek siedzi mi na kolanach. Przypominam manat wkrecony, wiec zero potrzeb zero testosteronu nie musze z nikim walczyc bo nie mam o co. Mam hajsy mam jedzenie i bezpieczenstwo i manat wkrecony. Pozdrawiam

XDD

Kompan8piorunów

Manat? Jaki manat? Taka duża foka? xD

Lider7piorunów

@3t3r ale żeby konia walić do wkurwu manata, fujka ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (18)

Gruba ryba

w Dyskusje

20piorunów

>bądź Eugenem Roshalem, twórcą WinRARa

>w 1995 wypuść program do pakowania plików

>daj wszystkim 40 dni okresu próbnego

>miej kompletnie wywalone na sprawdzanie, czy te 40 dni minęło

>mija ponad 30 lat, a ludzie dalej go używają [feels_good_man.png]

>miliony PC-tów na całej planecie jadą na "trialu" od komunii

>zero DRM, zero blokad, zero zabezpieczeń

>tylko to małe okienko z prośbą o zakup, które zamykasz szybciej niż matka drzwi do pokoju

>niechcący daj całemu światu darmowy program do końca życia

>"Twój okres próbny wygasł" to najstarsze kłamstwo internetu

>bądź legendą, której nikt nigdy nie zapłacił [gigachad_roshal.jpg]

Gruba ryba19piorunów

A tak serio, wbrew internetowym legendom, WinRAR to potężna maszynka do zarabiania pieniędzy, a model biznesowy wiecznego trialu jest genialnie przemyślany. Szacuje się, że WinRAR generuje rocznie od 20 do 40 milionów dolarów przychodu

Gruba ryba8piorunów

Na takim zagranicznym kwejku, 9gag.com była kiedyś akcja, że ktoś się odezwał do winrara po kod rabatowy, że jak go dadzą to oni go tam będą kupować wtedy i coś zarobią i WinRar na to poszedł xP

Pokaż więcej komentarzy (5)

Kompan

w Hydepark

11piorunów

6,400,000. To liczba inteligentnych cywilizacji, których możemy się spodziewać w naszej galaktyce - według słynnego równania Drake’a. Od ostatnich 78 lat wysyłamy w kosmos wszystko, co jest związane z naszą cywilizacją - nasze radio, naszą telewizję, naszą historię, nasze największe odkrycia. Wykrzykujemy swoją obecność co sił w płucach, zastanawiając się, czy jesteśmy sami we wszechświecie. 36 milionów potencjalnych cywilizacji, prawie wiek nasłuchiwań i nic. Jesteśmy jedyni.
Tak mi się wydawało jeszcze około 5 minut temu.
Transmisja pojawiła się na każdej częstotliwości, którą nasłuchiwałem. Od razy wiedziałem, że taki sygnał nie pojawia się naturalnie - musiał zostać wytworzony sztucznie. Pojawiał się i znikał ze stałą amplitudą; szybko zrozumiałem, że to musi być swego rodzaju kod dwójkowy. Zmierzyłem 1679 impulsów na minutę podczas transmisji. Zaraz po tym nastała cisza.
Początkowo te liczby nie miały dla mnie żadnego sensu. Wydawały się być pomieszanymi, nic nie znaczącymi zakłóceniami. Jednak sygnał był tak idealnie stały i pojawił się na częstotliwościach, na których do tej pory nie zarejestrowaliśmy żadnej aktywności. Jeszcze raz przyjrzałem się zarejestrowanej przeze mnie transmisji, serce załomotało mi w piersi. 1679 bitów- to dokładna długość wiadomości nazwanej Arecibo, która została wysłana przez ludzkość 40 lat temu. Szybko zacząłem ustawiać częstotliwość i już po odczytaniu połowy informacji moje nadzieje się potwierdziły - to była dokładnie ta sama wiadomość. Liczby od 1 do 10 w zapisie dwójkowym. Liczby atomowe podstawowych pierwiastków z których zbudowane są związki organiczne: wodór, węgiel, azot, tlen i fosfor. Składniki kwasu DNA. Ktoś nas usłyszał i chciał nam odpowiedzieć, że gdzieś tam jest.
Wtedy do mnie dotarło, że skoro ta wiadomość została nadana 40 lat temu, to życie musi się znajdować najdalej 20 lat świetlnych od nas. To możliwe, obca cywilizacja tak blisko, że można by się z nią kontaktować? To przecież zrewolucjonizowałoby wszystkie dziedziny, w których kiedykolwiek miałem okazję pracować: astrofizykę, astrobiologię, astro...
Sygnał znów się pojawił.
Tym razem wolniejszy, jakby bardziej przemyślany. Trwał przez około 5 minut, z nową liczbą bitów, pojawiających się jeden po drugim. Chociaż komputer rejestrował wiadomość, ja też zacząłem ją notować na kartce. 0101 1010... Od razu wiedziałem, że to nie jest ta sama informacja, co przedtem. Miałem gonitwę myśli, umierałem z ciekawości co też mogą zawierać te numery. Transmisja zakończyła się na 544 bitach, zdecydowanie za mało żeby zawierać jakąś znaczącą wiadomość. Co można przesyłać innej, obcej cywilizacji w zaledwie 544 bitach? Na komputerze tak mały plik ograniczałby się tylko do... tekstu...?!
Czy może tak być? Czy naprawdę obca cywilizacja wysyła do nas wiadomość w naszym własnym języku? Kiedy zacząłem się nad tym zastawiać, uświadomiłem sobie, że to nie było całkiem niemożliwe- przecież przez ponad 80 lat nadaliśmy mnóstwo informacji w całkiem sporej liczbie języków... Zacząłem odszyfrowywać wiadomość pierwszym kodem, który przyszedł mi do głowy: ASCII. 0101 1010. To będzie Z... 0100 1001 to I...
Kiedy skończyłem odszyfrowywanie, poczułem jak żołądek podchodzi mi do gardła. Słowa leżące przede mną wyjaśniały wszystko:

„ZIEMIANIE, ZAMIAST W GWIAZDY, PATRZCIE NA RĘCE KURW*OM W MAGDALENCE!"

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

Że ja się tym szajsem z Fabryki Shitpostu zaczytywałem w gimnazjum, to większa krindżuwa niż przeciętna pasta o gimnazjalnej miłości xD

-byń inkwizytorem
-wejdź na scenę morderstwa
-wyruchaj świadkową
-pomódl się
-ból jak galeon o szkarłatnych żaglach
-zesraj się i zerzygaj
-weź Kostura czy jak mu tam było
-ewentualnie bliźniaków z pociągiem do Zakopanego
-idź zabić demona d⁎⁎y
-udało się
-wyruchaj świadkową jeszcze raz
-powrót do status quo
-Piekara fejs xD

A do tego wszędzie dookoła brud, smród i ubóstwo, kiła, mogiła, burdele, nasrane, Wielka Polska Narodowa i nieludzko niewykorzystany potencjalnie wspaniały worldbuilding xD Czytać w tym kraju fantastykę to jak być subem w Białymstoku xD

(od peja Historyczne memy)

Osobistość1piorunów

@JapyczStasiek Lubiłem tę serię jak byłem młodszy. Ostatnio dostałem pod choinkę najnowszą część i nie mogłem uwierzyć, że to książka "dojrzałego" autora xD Dosłownie połowa treści to opis orgii i pijaństwa - i ok, można i tak. Ale opisane było to w porażająco nudny i wręcz niesmaczny sposób. Dodatkowo NIC nie wniosło to do fabuły. Druga połowa to intryga rodem ze Złotopolskich której rozwiązania można domyślić się po pierwszym rozdziale xD

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Dyskusje

19piorunów



_W czasach podstawówki moja klasa dostała zadanie, by wymyślić jakąś przygodę Kubusia Puchatka. Jako że na pracę były aż trzy miesiące, przekonana byłam, że ma to być długa bajka, więc włączyłam moją wyobraźnię i każdego dnia sumiennie wymyślałam nowe historie. Praca miała ponad 70 stron. 

Po trzech miesiącach, oddając pracę, zdziwiłam się, że niektórzy oddają tylko jedną kartkę A4. Gdy pani oddawała ocenione prace, okazało się, że jako jedyna z klasy dostałam 4, wszyscy inni mieli 5 i 6. Spytałam się nauczycielki, czemu tak oceniła. Na co ona odpowiedziała, że praca była dobra, ale za długa. 

Tak oto straciłam zapał do nauki._

Gruba ryba

w Pasty

117piorunów

Bekę mam z ludzi, którzy wierzą w istnienie Ślązaków.

Tak, na pewno istnieją osoby, co większość życia spędzają pod ziemią na łupaniu węgla, jedzą gumiklyjzy, zakupy wkładają do nylonbojtla, twierdza, że rok ma 14 miesięcy i mówią w jakimś śmiesznym języku, który wygląda jakby Wanda jednak Niemca chciała.

Już prędzej w reptilian jestem skłonny wierzyć niż w Ślązaków.

Gruba ryba1piorunów

@Czokowoko Hej, chłopie, co ty tam ploczesz?! To sōm jakieś farmazōny i herezje, mōwjã ci! Skōnd ci sie to wziyło w tym łepetynie?

Pokaż więcej komentarzy (23)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

20piorunów

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest że tak szybko wyłapujemy AI slop?
No jakby... Siedem palców u ręki, rozumiem. Ale widzisz obrazek na którym wszystko z pozoru wygląda dobrze, a jednak gdzieś w duszy klika klawisz mówiący "patrzysz na bezduszne ai gówno" który wybija bardzo mocno. Nawet jeśli pierwszą reakcją na K⁎⁎as Records było "haha ale śmieszne", ba nawet jeśli jesteś z tych wyjątkowo tolerancyjnych na gówno i śmieszyło Cię to pełne 2 dni, to po czasie mówienia "można pomylić z prawdziwością" nagle przychodzi takie... Zmęczenie. Obcowanie z tym dłużej drenuje z sił, i może to po to mamy mechanizm który potrafi nas uratować zanim zacznie się wysysanie energii.

Mechanizm zadziwiająco skuteczny, i względnie ukryty, bo przecież nie umiemy powiedzieć co dokładnie wzbudziło te nieufność, lub jak wielu zgłasza, obrzydzenie. Mechanizm tak dobry, że... Niemal jak te ewolucyjne odruchy? Ewolucyjny odruch wykształcony w 2 lata, ha, dobre sobie. Biolog czy Antropolog pewnie w tym momencie dostaje bólu głowy, ale co jeśli powiem Wam że to nie były 2 lata, lecz nieco więcej?

Co jeśli nasze obrzydzenie AI wynika nie z niskiej jakości obecnych tworów lecz z doświadczeń setek pokoleń nękanych przez to gówno?

Może to ten sam mechanizm który kazał naszym przodkom patrzyć nieufnie na każdego kto mówił zbyt gładko, bez potknięć?

Może to ten sam który sprawia że czasem gdy patrzymy w niebo czujemy że niebo patrzy w nas?

Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe że prędkość ma odgórne ograniczenie? Bo niby czemu miałaby mieć? Czemu w nieskończonej próżni wszechświata samotny stateczek ciągle napędzany silnikiem nagle trafi na wyjątkowo ograniczony limit przez który nigdy nie odwiedzimy innej galaktyki, BA o innej gwieździe też raczej możemy pomarzyć. Skąd ten sztuczny limit? Gdybym pisał symulacje i nie chciał pozwolić robakom na ucieczkę zbyt daleko to też bym je tak zniechęcał. Fizyczna bariera? Nieee, ktoś przeskoczy. Niech mają dowolność, po prostu niech to będzie skrajnie upierdliwe.

Skoro prędkość ma limit, cząstki istnieją tylko gdy ktoś na nie patrzy... Może nie jesteśmy wcale pierwsi? Może jesteśmy kolejna iteracją, poprawianą setki razy i puszczoną samopas po raz kolejny, żeby sprawdzić co zrobimy? Z warunkami brzegowymi wyszlifowanymi tak żeby skupić się na zadaniu?

Co jeśli jesteśmy po prostu instrumentem pomiarowym, wykreowanym jako warstwa walidacji dla kolejnych narzędzi udających życie gdzieś wyżej? Gdzieś... Indziej?




Gruba ryba1piorunów

Mnie najbardziej wkurza slop tekstowy. Jak wejdę czasem na LinkedIna to tam prawie każdy post jest slopem.

Teksty w stylu:

Przyczyna?

:point_right: Akcja -..

:point_right: Rezultat -...

Podsumowując...

Bla bla

Bardzo charakterystyczne sformułowania. Rzygać się chce.

Autorytet1piorunów
Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe że prędkość ma odgórne ograniczenie? Bo niby czemu miałaby mieć?

@Barcol Prędkość ma ograniczenie dlatego że istnieje czas. Tak naprawdę prędkość światła to jest prędkość przyczynowości - przekreczając ją doświadczałbyś skutku zdarzenia zanim nastąpiłaby jego przyczyna. Coś tam w tym temacie fizycy grzebią z tego co się orientuje, bo matematycznie to niby jest wszyskto obliczalne ale jest to już taka abstrakcja że nikt nie ma pojęcia co te wyniki znaczą i czy mają jakiekolwiek przełożenie na realny świat.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Wyobrażacie sobie jakiegoś poważnego człowieka z cywilizowanego kraju jedzącego k⁎⁎wa polackiego pączka?

o k⁎⁎wa wyobraźcie sobie jak taki James Bond wpierdala je pączka xD bierze wielką kupę gówna z tłuszczem do mordy, lukier mu się kruszy na garnitur, upierdala mu rękaw, dżem z środka się wylewa, nie panuje nad tym, musi szybko wpierdolić, bo się pączek cały ro⁎⁎⁎⁎⁎doli xD a Donuta? Donuta zje sobie na spokojnie, małymi gryzami, wygląda jak człowiek jedzący deser Z KLASĄ a polak jedzący te "słodkości" to wygląda jak jaskiniowiec co dorwał się do jedzenia xD HALINA SZYBKO ŻRYJ TEGO PONCZKA DAWAJ NASTEMPNEGO

Gruba ryba0piorunów

mi (ulancowi) juz adwokat w paczka zaklety zafajdal klate swoja miloscia (dobrze, ze mam na sobie bluze Rhapsody of Fire z duzym nadrukiem, to wystarczylo zlizac)

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

10piorunów

Swego czasu byłem dość aktywnym członkiem paściarskiej społeczności i mogę się pochwalić 2-3 reguarnie repostowanymi pastami i pomyślałem że będę tu je wrzucał pod tagiem .
A zaczęło się wszystko od wypalenia pracą w agencji HR i tym tekstem:


W każdej, ale to w każdej branży jak masz coś do zaoferowania to mówisz o tym, promujesz to, chwalisz się tym. Jest jednak branża, która robi wręcz przeciwnie: HR. Nic się nie dowiesz, nic Ci nie powiedzą, a jak zaczniesz prosić o jakiekolwiek informacje to nazwą cię roszczeniowym milenialsem i c⁎⁎j, pozamiatane.

Rekruterzy są jacyś powaleni, oni są czasem bardziej oderwani od rzeczywistości niż politycy!

Wyobrażacie sobie co by było gdyby HRy robiły oferty supermarketów?

SEREK HOMOGENIZOWANY - cena do uzgodnienia przy kasie, producent: lider na rynku mleczarskim

Mięso WĘDZONE - cena w przedziale 3-20 PLN/kg, typ mięsa do ujawnienia po wysłaniu CV

KETCHUP - produkt międzynarodowego lidera, konkurencyjna cena

PRODUKT UKRYTY - po więcej informacji zapraszamy do kasy

Wyobrażacie sobie jakby rekruter zaczął prowadzić np. nie wiem... komis samochodowy?

Oczywiście nie byłoby na nim szyldu, on nie może zdradzić co tu się robi, ceny byłyby zamazane, marki samochodów poukrywane a opisy samochodowe wyglądałyby następująco:

STARSZY POKONYWACZ DRÓG albo MŁODSZY NINJA JEŹDZIK i oczywiście opis:

Od naszego dostawcy, międzynarodowego lidera na rynku motoryzacyjnym oferujemy POJAZD. Można nim jeździć.

ewentualnie robią super mega hiper "zajawkę" typu

HEJ! Szukasz innowacyjnych metod poruszania się po mieście? Może masz już dość komunikacji miejskiej? Jeśli lubisz panować nad sytuacją i kontrolować swoją drogę do pracy, czujesz, że to ty powinieneś być odpowiedzialny za swój dojazd to mam coś dla Ciebie! Wyślij swoją ofertę kupna POJAZDU na gownohr@chujasiedowiesz.com

Wysyłaliby spam swoim klientom: Cześć, mam dla Ciebie nowy interesujący produkt spożywczy od międzynarodowego producenta, jesteś zainteresowany?

Albo by dzwonili:

- Dzień dobry, dzwonię z gównorekrutacji, mam świetny produkt na sprzedaż, może ma pan pustą lodówkę i chce coś kupić?

- Ale co Pan sprzedaje i za ile?

- Nie mogę udzielić takich informacji na tym etapie sprzedaży, ale proszę mi powiedzieć czego panu brakuje oraz przesłać wyciąg z konta żebym mógł zobaczyć czy pana stać na nasz produkt a opowiem więcej!

Później publikowaliby gównoraporty o rynku nabywcy, że trzeba teraz robić ukłony w stronę kupujących, że może trzeba przemyśleć podawanie cen w ofertach, może wtedy ktoś chciałby u nich kupować. Karyny na Linkedin wstawiałyby wykresy na biznesowych grafikach mówiące, że informacja o tym jaki produkt się sprzedaje tak naprawdę nie wpływa na jego sprzedaż a IBM po tym jak zaczął podawać ceny swoich komputerów ma problem z tym, że przychodzą do nich ludzie którzy nie chcą kupić komputera ale skusiła ich niska cena produktu.

Nie ma chyba bardziej ograniczonego działu w biznesie niż HR, mam wrażenie że oni sami do końca nie wiedzą co robią dlatego co chwila muszą publikować jakieś raporty, analizy, zestawienia, żeby budować to złudzenie że są potrzebni.

Twórca

w guwnowpispremium

2piorunów

Czy nie uważacie, że program „Jaka to melodia” stracił jakikolwiek sens? Przecież to jest dobre na youtube jako parodia teleturnieju muzycznego.

Zaczyna się jakąś k⁎⁎wa operą mydlaną w stylu Mamma Mia z piosenką śpiewaną ewidentnie z playbacku przez gwiazdę. Po tym pojawia się Robert Janowski sławny poeta, piosenkarz, weterynarz i kompozytor polski. Przedstawia uczestników, którzy jak to wynika z krótkiego wywiadu są tu jest pierdyliard pierwszy raz. Przechodzimy do pierwszej rundy. Uczestnik 1 wybiera Bon Jovi. Muzyczka start – słyszeć krótkie „pruh”. Całe 0,041 sekundy I od razu wszystkie 3 guziczki JEB. Uczestnik 2 był pierwszy. „LIVIN ON A PREJER TYSIAC DZIEWIENSET OSIEMDZIESIATY CZWARTY ROK WYDANIA, A BON JOVI MA NA IMIE JON”. Janowski „Tak”. I karawana jedzie dalej przez całą pierwszą rundę, która jest głupia i bez sensu, bo z upływem czasem punkty rosną zamiast spadać, dopiero w drugiej rundzie jest normalnie.

Chyba zaczaili, że nikt nie będzie oglądał słuchania piosenek przez całe 0,513 sekund to wprowadzają przerywnik. Ktoś odgaduje po 0,031 sekundy (nowy rekord programu) piosenkę Ryszarda Rynkowskiego – Dziewczyny lubią brąz. Robert Janowski standardowo lakonicznie „tak”, ale dodaje uwaga „DAREK NAM ZASPIEWA”. No i zaczyna się karawana. Tylko tym razem połączenie opery mydlanej z polskim weselem i dyskoteką z liceum. Jakaś choreografia na scenie, uczestniczy tancza miedzy sobą jak wujek Staszek z ciocią Basią, widownia robi disko. Wygląda to fatalnie i chaotycznie dodając do tego te sztuczne uśmiechy rodem z teledysków Sandu Ciorby.

Mija pierwsza runda, druga runda (w której wreszcie punktacja działa z zasadami logiki) i mamy 3 rundę. No i tutaj standardowo. Wybieramy artystę – Indila. Janowski podpowiedź „Szczęście”. Uczestnik się zastanawia tak mocno, że kloca zasadzi o jezu tak ciężko w końcu mówi „dobra po jednej ryzyk fizyk”. Koleś na fortepianie zamaszystym ruchem przykłada paluszek i słychać – Tink. „DERNIERE DANSE? Tak”. Tak go ta nutka natchnęła.

Wielki finał. Uczestnik w 0,981 sekundy odgaduje 7 piosenek i mamy charakterystyczną muzyczkę. Na koniec mamy gwiazdę odcinka i kolejny odcinek Mamma Mia. Wszyscy szczerzą ryje do kamery i koniec programu.

Gruba ryba3piorunów

Sam fakt, że to oglądasz, dyskutujesz, myślisz znaczy, że dla Ciebie nie straciło sensu. 20 lat temu to ostatnio widziałem, pod przymusem, bo nigdy to dla mnie nie miało sensu;)

GURU

w Hydepark

113piorunów

Post @Yes_Man z spaceru przypomniał mi o świetnym porównaniu na temat parkowania:

Gdyby ludzie srali tak, jak parkują:

* Sram na chodniku, bo miasto nie zapewniło szaletów

* No musiałem nasrać na tym trawniku, bo do szaletu jest daleko, przecież nie będę chodził taki kawał

* Nie będę srać w szalecie, bo trzeba za nie płacić, a ja już płacę podatki, kiedy kupuję papier toaletowy

* Wiem, że tu nie wolno srać, ale tylko szybko małego klocka postawię

* Od 20 lat wszyscy tu srają. Co, nagle przeszkadza?

* No co wam gówno przeszkadza, przecież da się przejść

* Co, zazdrościsz, że mnie stać i się najadłem, a teraz mam czym srać?


Autorytet11piorunów

@Trypsyna Może nie sranie ale dokładnie tak jest z sikaniem gdzie popadnie. Nie ma szaletów miejskich więc jak idziesz np. Nowym Światem w Warszawie w piątek wieczór i mijasz bramy to tak potwornie wali z nich jakby pół kompanii się odlało. Wiele miast ignoruje taką oczywistą potrzebę, często jest spychologia typu "to niech wejdzie do restauracji, tam są łazienki" a to, że w restauracji trzeba coś kupić albo zapłacić za skorzystanie to inna sprawa. Albo co gorsza o tej porze lokal jest nieczynny.

Tak samo stacje paliw gdzieś w centrach miasteczek to są awaryjne kible. Ciekawe jaki jest rozkład wchodzących na PŁACI ZA PALIWO/KUPIŁ COŚ NA STACJI/PRZYSZEDŁ SIĘ ODLAĆ. Obstawiam 10-30-60.

To też jeden z czynników czemu wolę dalsze trasy robić autem niż np. pociągiem. Autem mijam MOPa co 50-100km więc zatrzymam się na jednym z wielu po drodze i potem docieram do miejsca docelowego. A pociąg? Jak jest kibel w pociągu to spoko, a jak jest nieczynny to wysiadasz, znowu się błąkasz po stacji bo się okazuje, że jest na drugim końcu obiektu, i niestety w remoncie (w Mińsku Maz jest tabliczka: toaleta nieczynna z powodu regularnych dewastacji) to idę na miasto i zaczyna się polowanie gdzie tu kibel. Szczęściem jest McDonald czy właśnie stacja paliw bo na władze miasta nie ma co liczyć.

Osobistość3piorunów

@SzubiDubiDU W punkt. Brak toalet w miastach to naprawdę kijowa sprawa. Dodam do tego parki - idziesz sobie książkę poczytać albo pogadać ze znajomymi i po jakimś czasie musisz albo wracać do domu albo szczać po krzakach jak jakiś menel. Powszechnie dostępne szalety powinny być standardem.

Fanatyk2piorunów

@SzubiDubiDU problem jest, bo w samorządach siedzą debile, którzy nie rozumieją problemu. Dla nich to wydanie kasy którą można rozkraść, a nie wydać na potrzeby mieszkańców czy przyjezdnych. Można postawić idiotoodporne budynki, trudne do uszkodzenia ewentualnie zatrudnić osobę do obsługi wprowadzając minimalną opłatę. Tylko trzeba chcieć. Bawiąc się w zaangażowanie do lokalnych projektów to często lepiej rozmawiać ze ścianą niż urzędnikiem na wyższym stanowisku. Ściana przynajmniej nie będzie opowiadać bajek.

Autorytet2piorunów

@30ohm to dobrze że się rozumiemy. Bo tak samo patrzę na kwestię miejsc parkingowych - warto aby jakieś były, nie mówię aby cały świat zmienić w parkingi ale czasami pojawia się potrzeba. Sam po sobie stwierdzam, że wolę załatwić jakieś sprawy (typu fryzjer, dentysta) na wioskach w centrum handlowym typu strip mall bo ma duży parking niż męczyć się z parkowaniem w centrum miasta. A przez to zostawiam pieniądze na wiosce a nie w swoim mieście

Fanatyk3piorunów

@SzubiDubiDU z tym też próbowałem walczyć, wiele ludzi też. Pierwsza sprawa to mentalność ludzi, część to jakby mogła to by wjechała do środka. Najgorsze, że teraz wychowują kolejne pokolenie nieudaczników życiowych przyspawanych dupą do samochodu, brajanek musi być odwieziony pod same drzwi szkoły bo się jeszcze zmęczy i spoci. Brajanek ma już nadwagę mając 10 lat. Trafiłem jakiś czas temu na profil jednego gościa, który chciał zostać radnym ale go nie wybrali nie dużo mu zabrakło. Teraz się mści na urzędnikach i radnych wytykając im obłudę biorąc pod uwagę tylko parkowanie. To, że parking pod urzędem jest zajęty tylko przez pracowników. Jak to parkingi są nie odśnieżone a pobierają opłaty. Jak zamiast parkingu powstał blok. Kibicuje takim ludziom, powinni brać młot udarowy i napierdalać w ten beton.

Kompan1piorunów

Klasyk. Po kolejnym spacerze dzisiaj stwierdzam, że jest to coś co uważa za duża ilość właścicieli psów.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Twórca

w Dyskusje

16piorunów

Wielka Gra to jakiś nonsens, teleturniej z wiedzy kompletnie do niczego nikomu nie potrzebnej z pytaniami typu

Prowadząca:
- Co powiedziała hrabina Szlezwig-Holsztain cesarzowi Fryderykowi Hohenzelorowi Habsurgowi Trzeciemu gdy przypadkowo nadepnął jej na nogę w trakcie rautu w 1792 w ambasadzie Prus.
Uczestnik teleturnieju
- Odpowiadam na pytanie pierwsze za 25 tysięcy złotych... Hrabina powiedziała "Moja noga! Co jest do diabła?"
Prowadząca:
- Hm.... ja mam tutaj odpowiedź "Moja stopa! Co jest do czarta!". Myślę że możemy uznać tę odpowiedź, ale oddają głos naszemu ekspertowi.
Ekspert w okularach jak denka z butelki:
- No nie nie nie... proszę państwa. Nie możemy uznać tej odpowiedzi. Stopa a noga to zasadniczo dwie różne części ciała. podobnie jak diabła nie możemy uosabiać z czartem, chociaż w podanich ludowych jest to często stosowane zastępczo, ale nas obowiązują źródła naukowe.
Uczestnik teleturnieju:
- Przykro mi ale nie mogę się zgodzić z tą opinią. W książce biograficznej rodu Holsztein wydanej w 1893 roku jest wyraźnie napisane że Hrabina odpowiedziała "Wenn ist das Nunstück git und Slotermeyer" gdzie Slotermeyer tłumaczy się wyraźnie jako noga.
Ekspert do Prowadzącej:
- Czy mamy to źródło jako oficjalnie dopuszczone w tym teleturnieju?

Gruba ryba3piorunów

@Ziomek1998 ja beierhund das oder, die flipperwelt gersputt.

Przepraszam jeśli kogoś zabiłem.

Fanatyk1piorunów

@plemnik_w_piwie na szczęście nie rozumiem niemieckiego

Gruba ryba3piorunów

@ZohanTSW już pojedyncze słowo potrafi poskładać. Angielscy tlumacze, ze względów bezpieczeństwa, dostali tylko po jednym słowie na raz, a i tak nie wszyscy wyszli z tego cało

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Dyskusje

6piorunów

Fenomen3piorunów

@Alawar kiedyś widziałem na parkingu baba męczyła się z zaparkowaniem CC. Ponieważ blokowała przejazd to zapytałem czy pomóc. Chętnie się zgodziła. Jak zaparkowałem (jedno podejście) to wydarła się że jej zderzak uszkodziłem i na policję będzie dzwoniła albo mam płacić.
Od tego czasu 3 razy się zastanawiam czy komuś pomóc.

Fanatyk4piorunów

@Astro A to ja pomagałem babie bo wpadła do przydrożnego rowu przednim kołem bo się za bardzo odsunęła koparce jcb. Pytam się pomóc? Skorzystała z pomocy. Ale co tłumaczę babsku niech skręci ostro kołami w kierunku rowu i włączy wsteczny. To pinda zaczęła mnie wyzywać od głupków jak to do rowu skręć "pan jest głupi". Zadzwoniła do męża że wpadła do rowu i jakiś głupek jej tak podpowiada. Nie wiem co mąż jej powiedział ale posłuchała i wielkie zdziwko a i się jej wstyd zrobiło i nie podziękowała nie przeprosiła. Opel corsa to było.

Zawodowiec1piorunów

@Alawar To nie jest pasta a typowa przygoda z tamtych lat. Od lat 90 różni się tylko tym że Policja coś zrobiła w tej sprawie bo w latach 90 nic by się nie wydarzyło, albo by młodzieniec jeszcze musiał omijać okolicę żeby nie trafić ponownie na "tamtych" bo by go ponownie skroili. Samo życie.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Hydepark

24piorunów

Pasta o mnichach GE-JU-RU

Na dalekim wygwizdowie, mieszkają mnisi GE-JU-RU, którzy żyją odizolowani od świata. Jedynym kontaktem ze światem zewnętrzym są rysunki @Dziwena i informacje od ich mistrza @bojowonastawionaowca, nazywany przez nich Owcenem.

Mnisi zajmują się przygotowywaniem wpisów oraz tworzeniem autorskich treści na hejto, przy okazji chodując pioruny i ostrząc młoty dla swojego mistrza.

Mnisi klasztoru GE-JU-RU pozostają neutralni i oddani swojemu mistrzowi, codziennie słuchając jego nauk oraz przynosząc mu autorskie treści.

Wpisy różnią się od tego co pisali przed przyjęciem oświecenia, przez co ich opowieści jak i historie są bardziej wyważone i stonowane. Spowodowane jest to dietą twarożaną oraz stoickim podejściem do życia.

Niektórzy wyłamują się od zasad narzuconych przez mistrza, kończąc na banie powodującym wykluczenie z obrzedów. Każdego dnia spędzają czas na modlitwe do świętej relikwi, jaką jest odznaka stworzona przez wielkiego @entropy.

Jako pierwszy doznał oświecenia i jako pierwszy założył klasztor. Jego naśladowcy dołączali do niego, wraz ze zdobyciem rangi.

Niestety, @entropy zdradził swój klasztor pozostawiając na pastwę losu swoich braci i wyruszył na dalszą wędrówkę porzucając zasady, które mu przyświecały.

Po przejęciu władzy oraz stanie się nowym mistrzem klasztoru GE-JU-RU, owcen wprowadził zasady, zmieniające podejście do codziennych zadań wprowadzając rutynę i harmonie.

Każdego dnia do klasztoru przybywają zbłądzeniu użytkownicy, celem oświecenia i osiągnięcia nirvany.

Klasztor ukazuje się tylko wybrańcom, naznaczonym przez symbol nadany przez @entropy.

Kto wie, może kiedyś mnisi GE-JU-RU wyjdą z piwnicy i opowiedzą o historii swojej duchowej przemiany.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Dyskusje

91piorunów

Zmywanie ręczne to dramat technologiczny. Wprowadziłem stanowiskową instrukcję pracy i żona rzuca talerzami xD

Tomeczki, ale się odjebało xD Jako inżynier nie toleruję marnotrawstwa energii. Nie mamy w domu zmywarki (brak miejsca w obecnym layoucie kuchni), więc zmywanie to proces ręczny.

Patrzyłem jak żona zmywa i serce mnie bolało, zero sekwencji, losowy dobór detali, niepotrzebne cykle płukania. Wczoraj wieczorem jak poszła spać, wykleiłem nad zlewem instrukcję stanowiskową (SOP). Wszystko dokładnie opisane. Segregacja detali według gabarytów (od największych do najmniejszych). Kąpiel wstępna w roztworze o temperaturze 45 st.C (optymalna lepkość tłuszczu). Ruchy gąbki wyłącznie koliste z dociskiem ok. 2N (wyliczyłem, że to starczy do usunięcia osadu bez niszczenia powłoki matrycy.......znaczy się talerza).

Rano synek (8lvl) zaczął mierzyć mamie czas cyklu stoperem, bo go nauczyłem, że "czas to pieniądz". Żona tak się zagrzała, że teraz mamy "przestój na linii" xD A ja mam myć sam, dopóki nie "zoptymalizuję swojej głowy". Czy dążenie do standardów czystości i efektywności energetycznej proceów to naprawdę taki grzech? xD

Pokaż więcej komentarzy (4)

Specjalista

w Koronawirus

3piorunów

Dump

"Po pierwszej dawce wystąpiły u mnie niewielkie objawy niepożądane. Nic poważnego, tylko lekki ból w ramieniu i klatce piersiowej, kołatanie serca – nic nadzwyczajnego.

Miałam szczęście, że się zaszczepiłem, ponieważ dwa dni później po raz pierwszy zachorowałam na COVID-19. To było okropne. Znacznie gorsze niż niewielkie skutki uboczne szczepionki.

Kiedy zdałem sobie sprawę, jak groźny jest COVID-19, jako pierwszy zgłosiłem się na drugą dawkę szczepionki. Byłem przygotowany na ponowne skutki uboczne, wiedziałem, że warto. Tak, druga dawka była naprawdę ciężka. Przez trzy dni nie mogłem funkcjonować. Nie mogłem chodzić, miałem drżenie nóg. Zapomniałem imienia mojego kota. Było ciężko. Ale dostałem drugą dawkę w samą porę, ponieważ cztery dni później zachorowałem na najgorszą odmianę COVID-19, jaką kiedykolwiek miałem. Nie wyobrażam sobie, jak źle byłoby, gdybym nie był zaszczepiony.

Po tym wszystkim martwiłem się o szczepionkę przypominającą. Wiedziałem, że jej potrzebuję, ale wiem też, że wszystkie szczepionki mają skutki uboczne. Zebrałem się w sobie i mimo wszystko przyjąłem szczepionkę przypominającą. Trzecia dawka była ciężka. Straciłem czucie w połowie twarzy, wypadły mi włosy, krwawiły dziąsła i słyszałem głos szatana w łazience. Ale jestem bardzo wdzięczny, że dostałem dawkę przypominającą. Następnego dnia znowu zachorowałem na COVID. Moje lewe jądro podwoiło swoją wielkość, straciłem kontrolę nad jelitami i funkcjami motorycznymi, po prostu ciągle się miotam i sikam na siebie. Okazuje się, że mam długotrwały COVID. To koszmar.

Proszę, zaszczepcie się, ludzie, COVID to nie żart."