6502Autorytet
67piorunów#apostazja #katolicyzm #religia #kosciol
Procedura apostazji trwała 15 minut, jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Proboszcz podpisał dokumenty, zapytał co, jak i dlaczego. Chwilę porozmawialiśmy, powiedział że rozumie i szanuje moją decyzję, a gdybym chciał to zawsze można wrócić. Były delikatne sugestie, że to nie jest dobry pomysł, ale wszystko w granicach dobrego smaku. Szkoda, że większość księży z którymi miałem styczność w przeszłości nie miała takiego podejścia.
Inb4: Gimboateista! Po co to robisz? Co chcesz udowodnić?
Nadal uważam się za osobę wierzącą, ale nie zgadzam się z dogmatami Kościoła, tym jak wygląda ta organizacja i jak zachowują się hierarchowie. Kontrowersji i afer związanych z Kościołem nie będę tu wypisywał - chyba każdy o nich wie. Nie chcę się liczyć do statystyk, nie podoba mi się to, że Kościół jest finansowany z moich podatków. Myślę że każdy, nawet drobny sprzeciw się liczy - stąd moja decyzja.
@6502 szanuję mocno, u mnie to było 7 lat temu, ale ksiądz robił pod górkę. Najpierw, że go nie ma, później że czegoś nie ma a następnie w końcu podpisał... ale czy przekazał dalej? Nie wiem. A finalnie miałem 4 wizyty, bo się okazało że muszę mieć ory-odpis aktu chrztu... Strasznie to wkurzające. A powinno być dostępne na profilu zaufanym, czy coś skoro mamy konkordat. Zazdroszczę szybkiej akcji i gratuluję dojrzałej decyzji.
@6502 U mnie ksiądz też podszedł do wniosku ze zrozumieniem, nie robił problemów, tylko zapytał ciekawie czy przechodzę na inną religię. Szkoda, że nie znałem wtedy jeszcze Latającego Potwora Spaghetti, byłyby jaja.
Natomiast siostra zakonna, która siedziała na front desku, zanim jeszcze przyszedł księżulo, załamała ręce i zagrała typową kartą poczucia winy: "To pan Jezus UMIERAŁ ZA CIEBIE NA KRZYŻU, a Ty chcesz odejść z Kościoła? To mnie nie przejdzie przez długopis!"
Serio, tak powiedziała, do dzisiaj to pamiętam. Musiałem sam wziąć czerwony długopis i coś tam podpisać.





















