Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#herbata

Fanatyk

w Herbata

15piorunów

Golden Pu-erh - Pachnie jak stajnia. Taka zasrana. Albo śnięta ryba. Smakuje jak suchy pył. To chyba dobry pu-erh. Koniec recenzji.

Mocarz1piorunów

Jeśli Ci smakuje dobry, chociaż zasrana stajnia nie brzmi dobrze.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Zaparzyłem sobie pierwszy raz w życiu Gyokuro i musze powiedzieć, ze jestem mega zaskoczony, jest tu taki posmak buiolonowo-warzywno-wodorostowy. Strasznie dziwne, ale smaczne. Polecam spróbować :D

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Herbata

7piorunów

Thai Handmade Shu Cha - Próbuję sięgnąć pamięcią, ale nie przypominam sobie żebym kiedyś pił herbatę z Tajlandii. Mimo tak herbacianych okolic, jak Indie od zachodu, Malezja od południa i przede wszystkim Chiny od północy Tajowie nie skupili się tak mocno na uprawie tej rośliny przedkładając soki i inne wywary ponad herbatę. Jak się myśli o Tajlandii i herbacie to pierwsze skojarzenie mam z Cha Yen. To popularna na ulicach zmrożona cejlonka z mlekiem i cukrem.

Sytuacja wygląda trochę inaczej w położonej na północy prowincji Chiang Rai. Król Tajlandii skorzystał z pomocy chińskich uchodźców, z Kuomintangu i rozporządził zmianę uprawy z opium na herbatę. Większość uprawy stanowią tajwańskie odmiany robione pod oolongi (chociażby Jin Xuan), ale starają się też produkować herbaty zielone, czy pu-erh.

Ja właśnie miałem okazję spróbować pu-erhowy eksperyment, bo w sumie ciężko sklasyfikować herbatę Shu Cha. Z jednej strony jest lekko fermentowana z drugiej nie jest to typowy pu-erh. Fermentuje się ją na szybko w wodzie, przez co traci gorycz, a liście mocno ciemnieją. W ogóle to zwróciłem uwagę na to, że niektóre są naprawdę duże, więc mimo, że herbata rzemieślnicza to ten przyśpieszony proces produkcji i większe liście stawiają te górskie społeczeństwa w pozycji leniuszków haha.

Sam susz praktycznie nie pachnie. Walory dopiero uaktywniają się po zaparzeniu i jest no... dziwnie. Aromat ziemisty i zapach mokrych ścian przy remoncie. Barwa całkiem fajna, pomarańcz przechodząca lekko w bursztyn. W smaku trochę ziemisto, trochę drzewnie, ale na szczęście nie aż tak tragicznie jak z Liu Bao. Nie wiem jak to ująć, ale czuć, że te liście były robione na szybko ;D Jest lekka cierpkość, troszkę słodyczy, ale wszystko jest takie wypłycone.

W styczniu jadę do Chiang Rai to może uda mi się trochę popróbować na miejscu i przekonać do ich lokalnych wyrobów 😉

Tytan2piorunów

@Earl_Grey_Blue eherbata jeszcze jakieś oolongi ma z tajlandii. oriental beauty jest bardzo fajna. z tymi innymi oolongami, które piłem to były ok, ale tylko ok.

PS co masz do liu bao, odwal się od mojego bagna ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Hydepark

23piorunów

To chyba najcięższy tydzień w pracy w mojej „karierze”, a to dopiero środa. Zaraz przed urlopem. Jeszcze 2 dni, może wytrzymam… Dla kurażu dziś mała sesja Gongfu Cha z moją pierwszą herbacianą miłością, Tie Guan Yin!

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

51piorunów

Niezmiennie polecam twórczość koleżanki @Apaturia, tym razem skrzyneczki na herbatę!

Skrzyneczki i kuferki - produkcja, dystrybucja, wysyłka.

Od dzisiaj każda herbatka z Lovecraftem 😃

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Herbata

27piorunów

Tym razem turecka do kebsa 😎

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Hydepark

8piorunów

Osobistość1piorunów

Wygląda na jakiś AI slop, więc proszę zginąć i przepadnąć.

Fanatyk6piorunów

@szatkus-7 To nie jest AI slop. Od II wojny światowej brytyjskie czołgi mają tzw. boiling vessel. Nie jest to zastawa jak na zdjęciu, co miało nadać efekt humorystyczny (zdjęcie sprzed czasów AI), ale zestaw do parzenia herbaty jest jak najbardziej na wyposażeniu brytyjskich pancerniaków.

Gruba ryba1piorunów

@Earl_Grey_Blue żeby jeszcze w tej UK mieli jakieś dobre herbaty. W marketach wybór mizerny, a na mieście to dają PG Tips z worow jak na psia karmę. Zawsze po bawarce miałem odruch wymiotny ale tam się nauczyłem pić herbatę z mlekiem.

A spróbuj poprosić o zielona herbatę z jaśminem to oczy mają jak pięć złotych.

Fanatyk3piorunów

@NatenczasWojski PG to syf. Z takich masówek to Yorkshire jest (była?) dobra. Zarówno zwykła, jak i smakowa ciasteczkowa. W Anglii po raz pierwszy spróbowałem dymnej herbaty (Smoky Twinnings, a później Lapsang Souchoung) i mi zasmakowała, ale ja jestem pojebany pod względem dymów i wędzonek.

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Herbata

18piorunów

No to mamy piątek, to się herbatki napijmy!

Dzisiaj zapraszam was do degustacji herbacianej ciekawostki. Przed wami Chenpi Shou Mei, czyli prasowana biała herbata z dodatkiem mandarynki. Chenpi, czyli właśnie suszona i sezonowana skórka z mandarynki jest dość popularnym w Chinach dodatkiem do herbaty, głównie pu-erh oraz właśnie białej. Tutaj mamy białą Shou Mei, zebraną w 2018 roku, przesezonowaną kilka lat. W przypadku tej herbaty połączeniem z chenpi oraz sprasowanie ich w małe 6g ciasteczka nastąpiło w 2024r.

Przejdźmy do herbaty. W składzie jest 80% białej herbaty i 20% Chenpi. Ciasteczka są bardzo cieniutkie, na oko z 0.5cm, widać bardzo dobrze kawałki tej mandarynki.  Zdecydowałem się ją parzyć w gongfu cha, jedno ciasteczko do gaiwana o pojemności ok 100ml, parzenie oczywiście wrzątkiem. Cechą charakterystyczną parzenia takich małych, bardzo mocno sprasowanych ciastek jest ich przedłużone płukanie. Tutaj również się na coś takiego zdecydowałem, u mnie to było aż  30s. Później parzenia szły następująco: I:20s; II:20s; III: 30s, IV: 45s, V: 60s, VI: 90s, VII:2min15s, VIII: 3min30s, IX: 5min, X:8min

Parzyłem sezonowaną białą herbatę, więc nie dziwne że napar wyszedł dość ciemny, taki czerwonawo-brązowy. Na pierwszym planie jest smak i aromat Shou Mei, herbata wyszła mocno ziołowa, mało jest sianowatości świeżej, więc to na plus. Z mandarynki wychodzi delikatna kwaskowatość. Powiedziałbym że całkiem fajna herbata. Niestety, jak to Shou Mei, ma ona bardzo drobne liście więc parzenie w gaiwanie to udręka, zawsze ucieknie sporo drobnych kawałków liści, więc dla niewprawionych w gaiwanie polecam jednak parzenie po europejsku, albo w małym czajniczku.


Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Herbata

16piorunów

Dzień dobry bardzo! Zapraszam do kolejnego wpisu z cyklu :grinning: Przenosimy się do kolejnej literki, czyli D! Zanim przejdziemy do tego o czym wszyscy myślą, najpierw zagłębimy się troszeczkę w świat oolongów. Zaparzmy dziś Danconga!

Dancongi to oolongi pochodzące z Chin, dokładnie z prowincji Guangdong – Gór Feniksa (Fenghuang Shan 鳳凰山). Żeby herbata z tej prowincji mogła być nazwana Dancongiem, musi pochodzić dokładnie z okolic miasta Chaozhou.

W ramach ciekawostki, podzielę się z wami bardzo ładną legendą, skąd wzięła się nazwa Gór Feniksa. Otóż Zhao Jing, ostatni cesarz z dynastii Song, uciekając z prowincji Fujian przed Mongołami zatrzymał się ze swoją świtą na górze Wudong. Wtedy z nieba sfrunął feniks niosący gałązkę herbaty, na której znajdowało się też 8 ziaren. Cesarz Zhao Jing posadził ziarna, z których wyrosły pierwsze krzewy herbaty w tej okolicy – od tej pory nazywanej Górami Feniksa. Historia bardzo ładna, ale oczywiście nieprawdziwa 😉 Takowy cesarz istniał, ale udokumentowane jest hodowanie herbaty na długo przed jego żywotem.

A co dokładnie oznacza słowo “Dancong”? Dosłownie “Pojedyńczy krzew”, ponieważ liście każdego krzewu są poddawane obróbce osobno, a dopiero przetworzone herbaty miesza się, aby otrzymać finalny produkt.

Czym się więc charakteryzują oolongi spod Gór Feniksa? To herbaty średnio oksydowane, nie zwijane tradycyjnie w kuleczki, tylko w strączki. Są mocne, aromatyczne. Wszystkie krzewy herbaciane z których powstają Dancongi pochodzą lub są spokrewnione z pewną odmianą zwykłej herbaty(Camelia Sinensis), dokładnie Fenghuang Shui Xian. Dancongi tradycyjnie są palone nad gorącym węglu drzewnym, ale współcześnie są albo w ogóle nie palone, albo palone delikatnie.

A jak smakują Dancongi? Tutaj bardzo dużą podpowiedzią są nazwy danych herbat, ponieważ utarło się że nazywa się je po ich aromacie i tak na przykład mamy:

– Mi Lan Xiang –  o zapachu miodowej orchidei

– Yu Lan Xiang  – o zapachu magnolii

– Zhi Lan Xiang – o zapachu irysa

– Jiang Hua Xiang  – o zapachu kwiatu imbiru

Ya Shi Xiang – o zapachu kaczych odchodów

Tą ostatnią musiałem podać bo nazwa jest świetna :grinning: Oczywiście ten ostatni Dancong nie ma takiego zapachu, jest to w tym momencie bardziej chwyt marketingowy. Ogólnie Dancongi są bardzo kwiatowymi herbatami, acz wyraźnie goryczkowymi. Mi do tej pory było dane pić tylko Kaczą Kupę, bo niestety Dancongi nie są w Polsce bardzo popularne.

Dancongi mogą być zbierane przez cały rok, ale na najlepszy uznaje się ten wiosenny. Zrywa się zwykle 3 do 4 liści na łodyżce i takie liście idą do obróbki.

A jak się parzy Dancongi? Tradycyjnie w gongfu cha! To właśnie miasto Chaozhou jest uznawane za kolebkę tego stylu parzenia herbacianego. Tak więc herbaty z Gór Feniksa uwielbiają krótkie, intensywne parzenia, dzięki czemu można odkryć najwięcej aromatów płynących z tych liści. To nie jest herbata dla każdego, ponieważ jej wyraźna gorycz może odrzucić - to coś zupełnie innego niż lekkie, niepalone oolongi z Tajwanu. Ja się chętnie w ten świat jeszcze raz zagłębię, jak tylko jakiegoś Danconga uda mi się kupić!

Mocarz0piorunów
Zanim przejdziemy do tego o czym wszyscy myślą

Tak jest, to prawda, akurat o tym pomyślałem. Haha, kiedy pomyślałem o De od razu o tym pomyślałem. Jak każdy. Jak my wszyscy. No bo przecież to oczywiste, że słysząc o De o tym myśli, czyż nie? Myślenie o tym w kontekście De jest takie naturalne. I niech żaden dzban nie myśli o czymś innym na De!

GURU

w Herbata

15piorunów

Jest lipiec a ja dodaję dopiero pierwszy wpis z Dardżelingiem FF? Co ja, chory? xD

Od razu uspokajam, nie chory tylko brak przyrządów do parzenia xD Dwa Darjeelingi leżą mi w półce gdzieś od kwietnia, tylko nie miałem (bo gdzieś zgubiłem) termometru do wody, a jak się okazuje jak zaparzę je w temperaturze innej niż 85 stopni to ni chu chu mi nie będzie smakować! Normalnie królewskie podniebienie mam xDD A są osoby które wolą takie herbaty parzyć w 90 albo i więcej, tak więc to kwestia gustu.

Tak więc zakupiłem ten termometr i od razu lepiej! Herbaty zaczęły smakować jak powinny, więc i można wrzucić posta o pierwszej z nich. Tak więc dzisiaj zapraszam do zaparzenia herbaty Darjeeling Puttabong Flowery FF 2026! Nazwa oczywiście pochodzi od ogrodu z którego jest ta herbata. Puttabong to dosłownie Dom Zielonych Liści, więc w sumie nazwa adekwatna :grinning: Jest położony na północ od miasta Dardżeling i jest jednym z dwóch najstarszych ogrodów w tym okręgu, bo pochodzi z 1852r! Prawdziwy staruszek wśród ogrodów.

Herbata ta pochodzi z pierwszej partii zebranych w tym roku liści, została zebrana już w marcu! Więc bardzo wcześnie, w zeszłym roku najwcześniejsze Darjeelingi były zbierane na początku kwietnia.

Mamy tutaj klasyczny wygląd liści, od bardzo jasnych, prawie białych do ciemnozielonych kolorów, ale wszystko utrzymane w tej zielonkawej barwie, liście są drobne ale nie zniszczone, widać że utlenienie było bardzo delikatne. Sam susz nie jest jakoś wybitnie aromatyczny, pachnie delikatnie, słodkawo, łąką. Herbatę jak we wstępie pisałem, parzyłem w 85 stopniach, 4.5g/250ml, 1 parzenie 2.5 min, II 5min.

Herbata wyszła bardzo jasna, i bardzo smaczna! Klasyczny, delikatny Darjeeling, kwiatowy, delikatnie owocowy. Bardzo dobry, tęskniłem i czekałem na te smaki. Bardzo lubię First Flushe, dla mnie to absolutny must have na wiosnę!

Zawodowiec6piorunów

@Endrevoir Lata temu jak mieszkałam jeszcze z rodzicami, temat mierzenia temperatury wody był źródłem niekończących się żartów na mój temat. Próbowałam wytłumaczyć że ma to duże znaczenie. Gdy podałam przykłady, że pewne herbaty lepiej w takiej temperaturze bo w wyższej jest troszkę zbyt gorzka, a inną w wyższej bo jest bogatszy posmak, kończyło się tym samym, że kiwają kiwają, i nagle pojawia się ten głupi uśmiech, że nie tylko nie słuchali to mają mnie za idiotkę. Niektórych tematów nie da się przeskoczyć. W niektórych domach jest to polityka, u mnie temperatura wody na herbaty.

GURU4piorunów

@gwf-hegel-fangirl skoro oni zaparzali przez całe życie wszystkie herbaty wrzątkiem i było dobrze to czemu ty im teraz mówisz że tak jest źle? XD i jeszcze ze są inne herbaty niż czarna? Co ty ćpiesz? 😆

Tytan4piorunów

@gwf-hegel-fangirl niektórych rzeczy nie przetłumaczysz. całe życie nienawidziłem "herbaty", bo zawsze był mi podawany kilkuletni Lipton parzony nieskończoność (torebki/fusy cały czas w dzbanku). dopiero jak kiedyś sam spróbowałem zaparzyć zgodnie z instrukcją coś lepszego niż Lipton to zobaczyłem, że to może być dobre

a takim ludziom jak u Ciebie trzeba na chłopski rozum, zapytaj czy piwo w temperaturze np. 40 stopni też im pasuje 😛

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Herbata

11piorunów

U mnie ledwo 35 stopni, więc nawet temperaturą się nie pochwalę... To się choć herbatki napiję xD Zapraszam więc do degustacji kolejnej herbaty z zestawu kolekcjonerskiego. Dzisiaj chińska herbata, która dojrzewała na Malezji. Ipoh Liu Bao 2007!

O Liu Bao już pokrótce pisałem tu, więc może trochę więcej dziś o związku herbaty Liu Bao i Malezji. Malezja ogólnie jest świetnym miejscem do długiego, wieloletniego dojrzewania przez jej wilgotny, gorący klimat który utrzymuje się przez cały rok. Ta konkretna herbata została zakupiona w stanie surowym w Chinach, a część obróbki i dojrzewanie odbyło się w mieście Ipoh w Malezji. W tym kraju Liu Bao jest bardzo popularne ze względu na migrantów z Chin pracujących w lokalnych kopalni cyny. Według chińskiej medycyny ta herbata jest bardzo dobra na pozbycie się z organizmu nadmiaru wilgoci i ciepła. Górnicy pili ją w przypadkach biegunki, nudności oraz bólów brzucha. Jej popularność była tak duża że kopalnie, które nie ZAPEWNIAŁY dostępności Liu Bao miały problemy ze znalezieniem pracowników xD


Przejdźmy do samej herbaty. Liście są drobne, ciemne, pachną dość delikatnie, orzechowo. Tą herbatę zdecydowałem się zaparzyć w gaiwanie, 6g/100ml, parzenie wrzątkiem. Najpierw obowiązkowe przepłukanie liści, a później: I-III: 20s, IV: 30s, V: 45s, VI: 1min, VII: 1,5min, VIII: 2min, IX: 3min, X: 5min

Cóż to za herbata! Głęboko drzewna, orzechowa. Bardzo dobra. Pierwsze 4 parzenia są bardzo gładkie, wręcz słodkawe, później herbata robi się bardziej cierpka, ale słodycz nadal gdzieś tam jest. Bardzo dobre Liu Bao, na pewno nie ostatnie w mojej herbacianej karierze.

GURU

w Herbata

36piorunów

Nie pytajcie się po co mi kolejny czajniczek, cieszcie się razem ze mną że go znalazłem :grinning: od dawna chciałem taki mały żeliwny, w sumie jeszcze jest za duży ale już nie mogłem się powstrzymać :grinning: parzy się w nim super!! :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (18)

Osobistość

w Dyskusje

28piorunów

Pokaż więcej komentarzy (11)

Mocarz

w Herbata

11piorunów

Bhagwan Buddha Mao Feng – herbata niecierpliwa? Należy do typu herbat wytwarzanych z młodych, omszonych pączków i pierwszych listków. Jednocześnie ważne jest terroir: wilgotne góry, jak w przypadku najsławniejszej Huangshan Maofeng z Gór Żółtych. Ta konkretna herbata nie została jednak wytworzona w Chinach — ani jednych, ani drugich — lecz w Nepalu. Pierwsza część nazwy odnosi się do Buddy, ale w tym wypadku nie jako konceptu teologicznego (?), lecz do statuy znajdującej się opodal ogrodu herbacianego w regionie Ilam, na wysokości 1600–1800 m, przy granicy z Indiami.

O herbatach czasem wspomina się, że są cierpliwe, mając na myśli to, że dobrze znoszą nieoptymalne warunki zaparzania — np. zielona herbata zaparzona w 90°C wciąż da smaczny napar. Bhagwan Buddha to jej odwrotność. W przypadku lekkiego przekroczenia optimum natychmiast pojawia się gorycz katechin i innych polifenoli. Dodatkowo ilość suszu musi być skalibrowana precyzyjnie: jeśli będzie go za dużo, gorzko tego pożałujemy. No i czas! Bez stopera się nie obędzie; przekroczenie widełek sprawi, że herbata zdecyduje się być jedynie gorzka. Nie jestem pewien wpływu zjawisk astronomicznych, takich jak zakończenie retrogradacji Jowisza, zaćmienie i pełnie Księżyca, Lirydy, Eta Akwarydy czy koniunkcja Wenus z Jowiszem — ale ta herbata zachowuje się tak, jakby każde z nich wpływało na produkcję katechin. Na pewno wpływ ma jej pochodzenie: herbata jest mniej słodka od chińskich, z większą ilością garbników.

Ta herbata musi być zaparzona w temperaturze od 65 do 67°C przy pierwszym zaparzeniu, w proporcji 3 g na 360 ml, przez 90 sekund. Wtedy — pisząc fachowo — znajdujemy punkt równowagi, w którym uwalniamy wystarczająco dużo aminokwasów, by zrównoważyć garbnikowy charakter herbaty. A tylko spróbujcie inaczej: bądźcie kreatywni, a w nagrodę herbata odwdzięczy się płaskim, gorzkim smakiem. Jeśli zrobicie wszystko poprawnie, a pisząc niefachowo — układ gwiazd będzie wam sprzyjał, poczujecie smak Mao Fenga z Ilamu: warzywny, strączkowy, a także ziołowy. Lekko mineralny. Finisz zawsze gorzkawy. W kolejnych zaparzeniach — nr 2 i 3 — smak jest mniej ziołowy, a może wręcz bardziej kwiatowy. Można je przygotować w temperaturze 70–74°C i wydłużyć czas zaparzania do dwóch minut.

Przechodząc do podsumowania: skoro herbata jest niecierpliwa, to jej konsument(ka) musi być cierpliwy(-a). Wymagało to kilku prób, a ze względu na jej charakter były to gorzkie lekcje, ale w końcu współpraca z tą herbatą okazała się satysfakcjonująca. Bhagwan Buddha Mao Feng smakuje jak łupek łyszczykowy.

Pokaż więcej komentarzy (2)