Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#hejto40plus

Fanatyk

w Hydepark

29piorunów

Mój ADHD-owy łeb dziś od rana produkuje wspomnienia i przemyślenia. Zawsze mi lepiej, jak się czymś takim podzielę na hejto, bo mam jedną myśl we łbie mniej. Zwykle nie romantyzuję lat 90., ale czasami trzeba i dziś jest ta chwila 😉

Moi rodzice mają znajomych, którzy za komuny wyemigrowali do Niemiec. Tam się nieźle ustawili finansowo i jakoś na początku lat 90. za śmieszną sumę kupili dom w moim rodzinnym mieście. Kupili z myślą, że będą przyjeżdżać do Polski na wakacje, albo święta. Poza tym okresem dom stał pusty. Zajmowali się nim moi rodzice i jeszcze jeden facet, który zimą robił za palacza i obsługiwał chatę w kwestii ogrzewania. Moi rodzice szli tam i sprzątali, odkurzali, wietrzyli, podlewali rośliny. Wiosną moja mama ogarniała ta ogródek. W zamian mogliśmy sobie z tego domu do woli korzystać a było z czego: wielkie podwórko z ogrodem, w domu wypasiona łazienka z trójkątną wanną w której można było puszczać masaż wodny, stół do piłkarzyków, stół do ping-ponga. Bywało, że spędzaliśmy tam kilka dni. Wypas. Ja jednak najbardziej lubiłem przeglądać rzeczy, które zostały po poprzednich właścicielach. Były tam całe góry gazet, kolorowych magazynów, książek. Kochałem otwierać na oścież wiosną ogromne okno, siadać na kanapie i godzinami przerzucać stare, kolorowe magazyny typu "Kino", "Przekrój", "Poznaj Świat" albo jakieś niemieckie katalogi, które się tam walały w szafkach. Czasami leżałem na kanapie w jednym z pokoi i po prostu patrzyłem, jak światło wpada przez szyby i na suficie pojawiają się różne wzory odbijające się przez kolorowe szybki w rogach okien. W rogu największego pokoju na szafce stało ogromne, stare, niemieckie radio, które zawsze włączałem. Ten dom nawet pachniał specyficznie. Czuć było jakby zapach fajkowego tytoniu. Z ogrodu słychać było ptaki a gdzieś w oddali szum samochodów. Kochałem wiosnę w tym domu.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Hydepark

106piorunów

raczej nie

Wczoraj przy okazji pewnego wpisu na hejto przypomniały mi się jugosłowiańskie budy, które w latach 90. służyły w naszym kraju za sklepy, kioski, bary itd.

K...a nie ma chyba drugiego typu "budynku", który bardziej przywoływałby w mojej pamięci klimat lat 90. i tę chujozę, która wtedy panowała w przestrzeni publicznej. Za każdym razem, gdy widzę, jak się to fachowo nazywa, Kiosk K67 przypominają mi się gównohamburgery, smak ketchupu o konsystencji wody, fajki sprzedawane na sztuki i wszechobecna bylejakość, to że wszystko się trzymało na ślinę i plastelinę i że "jakoś to będzie", że jak śpiewał zespół Elektryczne Gitary "przewróciło się niech leży".

W moim rodzinnym mieście w takiej budzie mieścił się bar z hamburgerami i hot-dogami o cudownej nazwie będącej esencją tamtych lat, mianowicie "Speed Food". Pamiętam te budy chyba ze wszystkich miejsc w których jako dziecko czy nastolatek bywałem. Sprzedawano z nich jedzenie, prasę, papierosy, artykuły spożywcze. Gdzieś w necie widziałem nawet taką budę z napisem Sex Shop. Stały i straszyły. Póki taka bua była nowa, to jeszcze jakoś wyglądała, ale po 2-3 latach wszystkie wyglądały, jak kontener śmietnikowy tyle, że wyposażony w okienko i z człowiekiem w środku.

Pokaż więcej komentarzy (57)

Fanatyk

w Hydepark

27piorunów

Siedzę w robocie i przeglądając materiały do raportu jak zwykle moje myśli ADHD-owca krążą w kosmosie. Dzięki temu jak zawsze pojawiają się w głowie niepotrzebne nikomu bzdury. Tym razem przypomniało mi się o myspace.

Myspace zdechło i chyba żadne próby reanimacji już tego trupa nie wskrzeszą. Nie ma to zresztą żadnego sensu w czasach, gdy Grażynki 50+ opanowały Facebooka, Instagram zalewa fala nikomu niepotrzebnych rolek a małolaty mają idoli z TikToka. Jednak w czasach w których jeszcze były czasy a w internecie szukało się filmików ze śmiesznymi kotami rządził myspace. Ja dowiedziałem się o tym serwisie dość wcześnie. Wystartował w 2003 i chyba wtedy założyłem tam konto. Co ciekawe powiedział mi o myspace koleś z punkowego forum 😉 Dość szybko nałapałem tam znajomych, bo sporo osób klepało tam po prostu opcję "zaproś" dość przypadkowo. Miało to swoje plusy, bo tak np. zacząłem pisać wiadomości z dziewczyną z USA, która podesłała mi sporo fajnej muzyki. Zresztą muzyka była siłą myspace. Od cholery zespołów promowało się przez swoje profile. Bywało, że spędzałem sporo czasu przeklikując się od jednego muzycznego profilu do drugiego. Niestety myspace dawał też możliwość ingerowania w kolor profilu, czcionkę a nawet pozwalał na wstawianie muzyki tak, by grała w tle. Użytkownicy a szczególnie damska część polubili te opcje. Powodowało to "zamulanie" takiego profilu i wkurwienie użytkownika, która akurat chciał np. do danej osoby napisać. Myspace zaczął zdychać po kilku latach, ale czasami za nim tęsknię. Na prawdę pisałem wtedy z masą ludzi głównie z USA i fajnie było dostawać linki do muzyki, zdjęcia z miast w których pewnie nigdy nie będę itp.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Hydepark

51piorunów

Dziś z (tfu) rosyjskiego. Jednak, ja nie o tym. Wszystko, co związane z maturami zmierza do końca. Trzeba postawić sobie pytanie "kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?" a w zasadzie powinni to zrobić maturzyści i to już dużo wcześniej niż teraz. Jeśli ktoś tego jeszcze nie wie, to pewnie słyszy od rodziców "to już ostatni dzwonek, byś się nad sobą zastanowił". A jak Wy Tosie i Tomki? Wiedzieliście kim chcecie być, dokąd iść, co począć, gdy mieliście te 18-19 lat? Ja nie wiedziałem. W moich czasach po maturze trzeba było zdawać egzaminy na studia. Po linii najmniejszego oporu złożyłem papiery na filologię polską i politologię. Na polonistykę koncertowo oblałem, bo egzamin pisemny składał się głównie z pytań z gramatyki a poza tym nie ukrywam, że kompletnie się nie przygotowywałem. Dostałem się za to na politologię na Uniwersytet Śląski, co wywołało totalny entuzjazm mojej mamy. Chyba pierwszy raz w życiu powiedziała mi, że jest ze mnie dumna. Kolejny raz była tak szczęśliwa jak się mój starszy syn urodził 😉 No i to by było na tyle... pamiętam, ze czułem, że odwaliłem swoje i mam teraz wakacje do października i mogę się tarzać po trawie (i nie tylko) z moją dziewczyną, pić piwo z kumplami, jeździć na koncerty, spać do południa. Czułem się jakbym wygrał mecz w ostatniej minucie doliczonego czasu.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fanatyk

w Hydepark

34piorunów

- Co pan będzie robił, jak będzie awaria w pracy?

- Będę spamował?

- Ale gdzie?

- Na hejto.

Więc spamuję. Pierwsze razy... oczywiście moje. Czekam na wasze Tosie i Tomki.

* pierwszy papieros - z dwoma szkolnymi łobuzami Adamem i Grześkiem. Chyba w piątej czy szóstej klasie. Siedzieliśmy w krzakach przy boisku szkolnym i jarali fajki, które Adam ukradł ojcu. Czułem się, jak idiota. W kucki, za krzakiem ze śmierzącymi dłońmi. Później nie zapaliłem aż do trzeciej klasy liceum. Dziś nie palę od chyba 20 lat.

* pierwszy alkohol - piwo na wycieczce szkolnej w piątej klasie. Wszystko się wydało i była afera. Uniknąłem konsekwencji, bo kumpel z klasy Jacek upił się do nieprzytomności i ściągnął sobą całą uwagę nauczycieli.

* pierwszy pocałunek - z koleżanką z klasy. Miałem jakieś 10-11 lat. Dziewczyny wymyśliły jakąś zabawę, gdzie jednym z wyzwań był pocałunek.

* pierwszy wypad bez rodziców - kumple z klasy. Chyba końcówka podstawówki. Pojechaliśmy do sąsiedniego miasta pociągiem i włóczyliśmy się cały dzień.

* pierwsza bójka - chyba trzecia klasa podstawówki z moim najlepszym kumplem Marcinem. Laliśmy się po lekcjach przed szkołą. Rozdzieliła nas... moja babcia, która tego dnia postanowiła przyjść i odebrać mnie z lekcji mimo, że nigdy tego nie robiła.

* pierwszy koncert - lokalne zespoły metalowe grały w MDK. Pamiętam do dziś. Miałem chyba 12 lat. Mama pozwoliła mi iść. Poszedłem oczywiście z Marcinem (tym z którym pierwszy raz w życiu się biłem). Miałem wrócić o 21.00 a przyszedłem chyba dobrze po 23.00. Pełno ludzi, wszędzie smród potu i alkoholu. Wtedy się dowiedziałem, że muzyka i koncerty, to jest mój świat.

* pierwsza dziewczyna - Ola w szóstej klasie. Spędzaliśmy razem każdą przerwę a po lekcjach dzwoniliśmy do siebie i nabijali rodzicom rachunki telefoniczne.

* pierwsza poważna książka - "Pięć lat kacetu" przeczytana latem 1997, gdy w Polsce szalała powódź.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Hydepark

88piorunów

i oczywiście w żadnym wypadku

"Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera". Wszak wiadomo, że chłop, co we wojsku nie był, to baba. Gdyby dziś była służba obowiązkowa, to by tych je...nych pedałów tyle nie było.

Jako, że jestem z pokolenia, które w dorosłość wchodziło w czasach powszechnego poboru, to pamiętam przypadki, gdy ludzie szli na jakiekolwiek studia byle tylko nie capnęło ich wojsko. Zapisywano się do studiów policealnych, pomaturalnych, prywatnych szkół nicnierobienia byle tylko uniknąć dostania tzw. wezwania tudzież jak mówiono "biletu". Wojsko poza tym, że zabierało wolność, to kojarzyło się raczej z miejscem w którym marnotrawi się czas, który można np. przepracować i zdobyć chociaż minimalne doświadczenie zawodowe. Znam też jednak przypadki, gdy chłopaki wręcz czekali na powołanie byle mieć to już z głowy. Ja unikałem zaszczytnego obowiązku najpierw przez pół roku a później gdy zawaliłem studia uciekłem do studium pomaturalnego. W miejscu tym nie pojawiłem się nawet raz, ale przeczekałem do kolejnej rekrutacji i znów byłem studentem. Później do woja nie trafiłem ze względu na problemy psychiczne. Jak panowie z WKU zobaczyli jakiego "wariata" mogą mieć w swoich szeregach, to jasno powiedzieli "proszę się spokojnie leczyć".

Na marginesie wspomnę jeszcze o serialu "Kawaleria powietrzna", który spowodował, że wielu moim kumplom wojsko do reszty wywietrzało z głowy.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Fanatyk

w Hydepark

61piorunów

Matury wkroczyły w etap, gdy uczniowie zdają egzaminy z języków w formie rozszerzonej i wybranych przedmiotów. Wszystko zmierza więc do grande finale. Później już tylko ogłoszenie wyników i młodzież zostanie wypuszczona w świat. Jak to u Was było Tosie i Tomki?

Przyznam, że mimo mojej sporej niechęci do szkoły do której mniej lub bardziej sumiennie chodziłem przez pięć lat był to okres sporego dołka psychicznego. Radość ze zdanej matury przyćmiona została jednak przez świadomość zakończenia etapu mniej poważnego życia. Perspektywa studiów, mimo tego co mówili koledzy, którzy już byli studentami wydawała mi się momentem wkroczenia w dorosły świat. Pamiętam, że po maturach poszliśmy jeszcze z kumplem z klasy zajrzeć do szkoły. Pustka, sprzątaczki myją podłogi, klasy pootwierane... zrobiło mi się zwyczajnie smutno. Stanęły mi przed oczami tylko te lepsze chwile. Zresztą do dziś pamiętam jak piliśmy wódkę w pustej klasie po lekcjach, jak nasz klasowy śmieszek Michał wyrzucił oknem metalowe krzesło (cud, że nikt nie szedł akurat pod szkołą), jak zostałem szkolnym realizatorem muzycznym przy różnych akademiach albo gdy tuż przed maturą mieliśmy już wywalone i większość lekcji spędzaliśmy na trawniku przed internatem. Później, gdy przerwałem studia po pół roku, to formalnie jeszcze do tej szkoły wróciłem, by mnie wojsko nie capnęło w swoje szpony. Zapisałem się do pomaturalnego studium ekonomicznego, ale poza złożeniem papierów nie pojawiłem się tam nawet na jeden dzień.

Gruba ryba10piorunów

@WatluszPierwszy matury rozszerzone to był ostatni sukces mojej edukacji. przy akompaniamencie wrzasków matki ze nie wypada, poszedłem na rozszerzone matematykę i informatykę w dresie, bo jako autysta muszę mieć warunki do pracy. 96 i 92% z matur rozszerzonych. A 3 lata później wyjebali mnie ze studiów xD

Osobistość1piorunów

Gdybym mógł cofnąć czas to chętnie bym się cofnął do liceum. Życie było wtedy beztroskie. Teraz nie ma lekko.

Pokaż więcej komentarzy (27)

Gruba ryba

w Hydepark

59piorunów

Zawsze myślałem że jak będę to założę sobie konto na i w soboty będę sobie siedział z żoną na ławeczce przed domem pił winko i podziwiał ogród.

Zamiast winka jest piwo, zamiast żony kot, a w ogrodzie chwasty 😉

Osobistość2piorunów
Zamiast winka jest piwo, zamiast żony kot, a w ogrodzie chwasty

Co do jednego się zgodzę… chwasty mogą przeszkadzać.

Inspirator1piorunów

Zazdraszczam sukcesu :slightly_smiling_face:

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Hydepark

150piorunów

Chyba jestem złym ojcem, a może to taki etap w życiu?

W dużym skrócie, wkurza mnie moja córka i najchętniej bym jak najszybciej pozbył się jej z domu, ale musimy dopilnować żeby przynajmniej mature zdała. Za 3 miesiące będzie miała 18, ale matura dopiero za rok, jeśli w ogóle zda, do czego mamy wątpliwości...

Inni rodzice to mają jakieś takie kochansze dzieci, a moja to jest złośliwa, niewdzięczna, leniwa, wymagająca bałaganiara i rozpieszczony banan.

Jak dzwoni to odbieram pół na pół bo ciągle tylko daj blika daj blika, jedynie się boje ze przez to kiedyś nie odbiorę jakby coś się stalo.

W pokoju taki pierdolnik, tyle śmieci leży na ziemi że drzwi się ledwo otwierają. Prośby o posprzątanie oczywiście olewa.

Ciągle tylko zawiez mnie tu, zawiez mnie tam, jakbym jakaś darmowym uberem był.

Ale jak do liceum rano jej nie zawieziesz to dotrze w połowie lekcji albo w ogóle. Oczywiście liceum prywatne pełne takich bananów.

Uczyć się nie chce, tylko ciągle się wykłóca o wszystko. Już obiecywałem prawo jazdy i samochód na 18tke, ale nic nie pomogło. Dalej się nie uczyła więc na naukę jazdy nie poszła.

Jak marchewka nie pomogła i zacząłem używać kija i np ograniczać jazdy konne, to siedziała całe dnie w pokoju, nic nie robiła i tylko twierdziła że ma depresje i się zabije.

W końcu zaczęliśmy ja wysłać do psychologa, nawet byliśmy rodzinnie wszyscy na spotkaniu. Żona to się tak wkurzyła że po 5 minutach się popłakała i wyszła. Że to niewdzięczny bachor ktory ma tylko wymagania i pretensje. Generalnie to często żona z płaczem do mnie dzwoni ..

Oczywiście przemądrzała, wszystko wie lepiej, o wszystko się wykłóca, jak się coś z nią umówi to wyszukuje kruczki albo niedopowiedziane kwestie które wykorzystuje na swoją korzyść. No masakra.

Nie wiem po kim to ma ale najgorzej że wszyscy mówią że ja byłem identyczny w tym wieku, bardzo możliwe bo pamiętam że po rozmowach ze mną to mój ojciec wkurzony wychodził z domu na długie spacery zanim się uspokoił.

Co nie zmienia faktu że już tylko czekam żeby jak najszybciej się wyprowadziła, będzie więcej spokoju, mniej nerwów i mniej wydatków. Niech się bachor sam zacznie utrzymywać, może wreszcie doceni rodziców...

Tak w ogóle to jeszcze podejrzewamy że jest lesbijka (ta męska), ale w sumie to dla mnie żaden problem.

GURU1piorunów

Byłem tam. Jedną z domu już wypuściłem. Było podobnie, ale jak jednak łagodniej, natomiast druga młodsza, to już wypisz-wymaluj opis, jak wyżej. Do tego cholernie bezczelna i konfrontacyjna.

Na pocieszenie napiszę, że pierwsza z tego wyrosła i mam z nią dobry kontakt na tyle, na ile można mieć z młodą osobą, co ma już własnego faceta i własne życie i odwiedzania Starych nie jest na pierwszym miejscu listy z jej planami na weekend.

Sam byłem bardzo podobny, kiedy dorastałem, więc staram się brać na to poprawkę, ale z drugiej strony, to teraz, kiedy jestem tego świadom, to jej zachowanie wkurza mnie bardziej.

Nie mogę się doczekać, aż Młoda wypłynie na szerokie wody i pokaże nam wszystkim jaka ta jej mądrość praktyczna.

Możesz spokojnie zignorować komenty potwierdzające, że jesteś złym ojcem. To nie takie proste. A osoby robiące takie komenty patrzą na wszystkich z własnej perspektywy, która to, mało prawdopodobne, że będzie podobna do waszej.

Inspirator1piorunów

@NatenczasWojski mówiłeś jej o tym co czujesz? Fajna jest technika FUO - Fakty Uczucia Oczekiwania, np:

"Czasami dzwonisz do mnie i prosisz mnie o pieniądze na blik, to powoduje że czuję się jakbym nie był dla Ciebie ważny jako ojciec a jedynie jako bankomat, chciałbym abyśmy wspólnie znaleźli rozwiązanie które spowoduje że nie będzie wiecej takich sytuacji - np określona suma pieniędzy co miesiąc i brak więcej telefonów, ewentualnie limit 2 takich telefonów na miesiąc" Najlepiej jak ona zaproponuje rozwiązanie.

Brzmi jak inteligentna i pewna siebie dziewczyna. Odniosłem wrażenie że jest taka w stosunku do Ciebie, bo nie wie o Twoich uczuciach w tej kwestii, dla niej masz dużo kasy to co to za problem dać trochę. Masz czas więc czemu nie możesz jej podwieźć ją do szkoły. Może być tak że ona Twoich problemów nie widzi, Ty tego nie komunikujesz bo kisisz to w sobie a jak sie nazbiera dużo to wybuchasz i ona tego już tym bardziej nie rozumie bo przecież ostatnie 50 blikow i podwózek do szkoły było okej

Pokaż więcej komentarzy (188)

Fanatyk

w Hydepark

20piorunów

Zgodnie z harmonogramem dziś rozpoczynają się matury ustne. Widziałem już maturzystów z pobliskiego liceum, którzy pełni napięcia szybkim krokiem zmierzali do szkoły. Jak tam było u Was Tosie i Tomki? Jak mawiał mój kolega ze szkoły "stresik był, co?". Mnie ominęła matura ustna z języka polskiego. Część pisemną zdałem na 5 i dzięki temu oraz uzyskaniu oceny co najmniej dobrej przez dwa ostatnie lata nauki byłem zwolniony. Musiałem jedynie przyjść do szkoły i przy wyczytywaniu listy obecność powiedzieć, że jestem obecny. Solidarnie jednak towarzyszyłem mojej klasie i czekałem z nimi na korytarzu. Historia niestety była już pełna stresu. Na egzamin czekaliśmy siedząc w sali od biologii, gdzie nasz klasy klaun, Michał próbował nas rozśmieszać. Uff... lekko nie było, czułem się nieprzygotowany. Zdałem na 3. Pamiętam, że miałem jakieś pytanie o Polskę z czasów Kazimierza Wielkiego. Do dyspozycji był wtedy atlas historyczny i bazując na nim, jakoś przekonałem komisję, że coś tam jednak wiem.

Mocarz0piorunów

@Trypsyna
to może sobie wybrałaś nudny temat do przedstawienia. Ja omawiałem zachowanie się i emocje żołnierzy w walce przedstawionych w książkach, filmach i fotografii. 100%

Fanatyk1piorunów

@WatluszPierwszy ja miałem sprytny plan na maturę z polskiego, jako że szkoła z łunii dostała sprzętu komputerowego to wymyśliłem, że chce zrobić prezentacje maturalną. Taki twór był i chyba nadal jest. Załatwiłem ekran i projektor. Przychodzę na maturę a tam nie ma nic. Pokazywałem z laptopa, bo byłem jedynym który sobie to wymyślił.

Byliśmy specyficznym rocznikiem, jeden z kolegów z klasy sobie wymyślił zdawać przedmiot tylko nie pamiętam który rozszerzony jako jedyny na cały powiat.

Pokaż więcej komentarzy (19)

Fanatyk

w Hydepark

49piorunów

Osiedle, bloki, ulica, te miejsca wychowywały setki tysięcy dzieciaków w latach 80. i 90. Było jakoś fajnej? Niby tak, ale nie do końca. Z jednej strony z moich wspomnień wyłania się grupa kolegów, swego rodzaju społeczność mieszkańców, ganianie po podwórku... z drugiej strony, gdy w zimie 1988 roku niebieski Żuk przywiózł nasze meble do nowego mieszkania, to co zobaczyliśmy było jednym wielkim placem budowy. Na osiedlu stały dwa bloki z pięciu, które miały powstać. Wszędzie walały się deski, rury, jakieś kable inne śmieci. Do osiedla nie było drogi dojazdowej. Wczesną wiosną wszyscy grzęźli w błocie. Osiedlem od razu zaczęły rządzić dzieciaki. Były zabawy w wykopach, chodzenie "na górki" czyli pobliski teren starego sadu, gdzie wysypywano ziemię po wykopywaniu fundamentów z drugiej strony starsze chłopaki goniły nas, wtedy 6-8 letnich maluchów, a w wykopie można było spotkać przysypiającego, upojonego alkoholem robotnika i usłyszeć "wypie...j gówniarzu", Cyganie kradli na potęgę co się dało. Do dziś pamiętam, jak weszli nam do domu licząc chyba, że nikogo nie ma. Jak nie miałeś pod ręką flaszki, to z tzw. fachowcami nic nie załatwiłeś. Przez prawie dwa lata nie mieliśmy telefonu bo nie podłączono jeszcze linii, nie było kablówki, bo jeszcze nie powstała, a do szkoły szło się przez ulicę rozjeżdżoną kołami Kamazów i Starów.

Tytan5piorunów

Przez dwa lata nie mieliśmy telefonu 😂😂😂 Nam na wsi założono tak koło 2002 roku.
Jakoś żyliśmy bez tych wygód 😂
Ty musiałeś mieć naprawdę traumatyczne dzieciństwo 🤦🏻

Lider8piorunów

@WatluszPierwszy i to jest to słynne "kiedyś to było lepiej", nabożnie powtarzane przez starych, którzy ten gnój pamiętają i założyli sobie okulary nostalgii jak tylko z tego się wynieśli i poprawiła się ich jakość życia.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fanatyk

w Hydepark

57piorunów

Lecimy dalej z egzaminem dojrzałości, jak to się kiedyś mówiło. Dziś maturzystów czeka angielski na poziomie podstawowym. Jak tam u Was było? Coś anderstand in inglisz? Pamiętam, że mój rocznik musiał zdawać język, ale... nie obowiązywało to liceów zawodowych a w każdym razie ja, będąc w tzw. ekonomiku nie zdawałem matury z języka. Chyba dobrze, bo nauka angielskiego przez pięć lat w mojej szkole była raczej komedią. Mieliśmy w tym czasie cztery różne nauczycielki, każda ze swoim sposobem nauczania. W związku z tym nie nauczyliśmy się absolutnie niczego. Co ciekawe w trzeciej klasie wprowadzono nam język angielski zawodowy a więc z pojęciami z zakresu ekonomii i gospodarki oraz rolnictwa, bo taki miałem profil klasy. Szczęśliwie byłem na tyle kumaty, że w czwartej klasie sam zacząłem się uczyć angielskiego i dziś spokojnie sobie radzę.

Autorytet2piorunów

@WatluszPierwszy heh, ja zdawałem podstawę i rozszerzenie z angielskiego. Co zabawne to z podstawy miałem 94% a z rozszerzenia 96%.

Tak, byłem kujon z angielskiego. Tak, chciałem wyjechać do UK. A na ustnej z angola to opowiadałem żarty po angielsku do komisji i się babeczki śmiały

Fenomen3piorunów

@WatluszPierwszy Mimo że brałem jakieś korepetycje, to w I i II klasie liceum szło mi fatalnie z angielskiego. Nie rozumiałem gramatyki, a to przecież - zdaniem nauczycieli - najważniejsze w nauce tego języka. :grinning:

Potem wziąłem się do nauki i matura poszła mi śpiewająco. W pracy mieliśmy bezpłatny kurs angielskiego, więc kiedy w wieku 30 lat pojechałem do pracy do Anglii, byłem pewny że sobie poradzę.

Zderzenie z prawdziwym, mówionym językiem angielskim było dla mnie szokiem! Przez kilka tygodni nie mogłem znaleźć pracy, bo nie rozumiałem Anglików! Ale potem z każdym tygodniem było mi coraz łatwiej, nawet po kilku latach dostałem pracę w banku.

Pokaż więcej komentarzy (26)