30 747,43 + 12,37 + 23,17 + 5,27 + 23,71 + 13,27 = 30 825,22
Po harcach z Jadzią liczyłem na zaliczenie jeszcze jakiegoś #2137 - ale jak się okazało, nie było mi dane zaliczyć przed końcem miesiąca świentego dystansu 🙄 i głównym bohaterem byli Czesi xD
W szczególności zamarudziłem w piątek i czas był tylko na minipapaton czeski. Za to w sobotę sobie odbiłem lekko przerośniętym czechem na 23,17. Jeszcze tego dnia dziecko wymusiło na mnie asystę rowerową na plac zabaw i z powrotem - wyszło ledwo ponad 5 km w żółwim tempie, ale byłem totalnie wykończony xD
Na niedzielę miałem ambitniejszy plan - piwyżej 30 km. No ale jak się siedzi z żoną do późna przy filmach, to się człowiek słabo zbiera z rana i musiałem się ponownie pogodzić z okolicami 23 km. Młody znowu przebąkiwał o rowerku, ale zrobił się upał i udało się go przekonać na zwykły spacer 😅
No i dzisiaj to już zwykły, ordynarny leń był. Odpuściłem sobie papaton na rzecz kolejnego małego Czecha. Czasem czeba 😏
Ogólnie udało się w końcu przebić 500 km, więc nie mam powodów do narzekania ☺️
Miłego nadchodzącego września! ♥️ Będzie się działo, niemal co tydzień jakiś start. Żona mi łeb urwie xD
#sztafeta #bieganie