Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Książki

Kategoria: Literatura

  • 825 członków
  • 9092 wpisy

Gruba ryba

w Książki

20piorunów

775 + 1 = 776

Tytuł: James

Autor: Percival Everett

Tłumaczenie: Kaja Gucio

Kategoria: Literatura piękna

Ocena: 7/10

*

– Ja to widze tak. Jak kto bez specjalnych reguł nie umi sam odróżnić, co dobre, a co nie, jak mu trza takie rzeczy tłumaczyć, to nie może być dobry. Jak ci jakiś Bóg musi mówić, co dobre, a co złe, to nigdy sie tego nie dowiesz.

Na samym początku chciałem podziękować koledze @JapyczStasiek za podrzucenie mi tego tytułu. Zaburzył mi tym, oczywiście, zaplanowaną kolejność czytania, ale chciałem zapoznać się z Jamesem w miarę na świeżo po lekturze Przygód Hucka Finna. Niczego nie żałuję, a co za tym idzie nie mam do kolegi żadnych w związku z tym roszczeń ani pretensji.

Pan Everett zrobił w Jamesie kilka rzeczy kapitalnych. Po pierwsze sam pomysł na to żeby przedstawić tę samą, dobrze znaną historię z perspektywy innego bohatera już zasługuje na uwagę, jeśli nie na szacunek. Na szacunek natomiast na pewno zasługuje to, że panu Everettowi udało się ten zamysł zrealizować – sam w końcu miewałem podobne pomysły, ale u mnie na pomysłach się kończyło. Drugą sprawą jest wykreowanie świata, który w żadnym momencie nie jest sprzeczny z tym, który opisał pan Mark Twain. To poprzednie zdanie zasługuje na szczególną uwagę, bo pan Everett nie zrobił czegoś, co zrobić mógłby i co byłoby ze wszech miar słuszne, uzasadnione i całkowicie poprawne (choć książka wiele by na tym straciła, a nawet byłaby książką całkowicie inną niż jest), nie osadził mianowicie swojej opowieści po prostu w świecie stworzonym przez pana Twaina. Pan Everett zrobił coś więcej, pan Everett wykreował świat znajdujący się jakby obok świata z książki pana Twaina. I nie chodzi tutaj wcale o jakieś paranormalne byty, o których Jim w Przygodach Hucka Finna opowiada Huckowi, koncept pana Everetta jest o wiele bardziej interesujący. Nie będę jednak zdradzał tutaj o co chodzi – wydaje mi się, że to powinno rozjaśnić się każdemu, kto na lekturę Jamesa by się zdecydował.

Opowieść przedstawiona w tej książce początkowo biegnie całkowicie zgodnie z tym, co opowiedział pan Mark Twain w roku 1884, a później się rozjeżdża. Oczywiście, pan Everett, decydując się na uczynienie narratorem Jima, musiał uzupełnić te luki, które pan Twain zostawił w swojej historii rozdzielając w niej na jakiś czas Jima i Hucka. Tyle że – tak mi się wydaje – opowieść (albo sam Jim) wymknął się w pewnym momencie autorowi spod kontroli (to podobno często zdarza się w czasie pisania i przynosi zaskakująco dobre efekty względem tego, co napisać się zaplanowało, o ile w ogóle nie umożliwia czasami opowiedzenia historii do końca, bo ta złośliwa małpa jakoś nie chce poddawać się wymyślonemu i skrupulatnie dopracowanemu planowi) i James od pewnego momentu podąża swoją drogą, całkowicie inną niż u pana Twaina. Tutaj powstaje u mnie pytanie, podobne do tego jakie powstało kiedy śledziłem różnice w Królu pana Twardocha w jego w jego wersji książkowej i serialowej: czy jest to jedna historia w dwóch wersjach, czy może jednak są to dwie różne historie? (Nawet zadałem kiedyś to pytanie panu Twardochowi – odpowiedział mi na nie, co słusznie przewidział kolega @CzosnkowySmok, „Nie wiem”; może spróbuję się z tym problemem zwrócić do pana Everetta? – ma ktoś może jego maila albo numer telefonu?)

I tak, James bardzo mi się podobał. Podobał mi się tak w kwestii na tę książkę pomysłu, tak w kwestii tej historii opowiedzenia (literacko i narracyjnie), jak w końcu w kwestii problemów, które poruszał (o, ile znalazłem analogii do tego, co dzisiaj obserwuję na co dzień!). Problemem okazała się dla mnie tylko tej książki końcówka. Po pierwsze od pewnego momentu (od kiedy autor rozstaje się z wersją – przyjmijmy roboczo ten wariant – pana Twaina) opowieść przyspiesza i miałem wrażenie, że, względem tego, co było wcześniej, jest napisana trochę po łebkach. Druga rzecz to to, że rozochocony wspaniałym, płynącym początkiem, gdzie sam sobie wyciągałem sądy na podstawie tego, co przeczytałem, byłem dość zdegustowany końcówką, która – w mojej ocenie – bardzo bezpośrednio i wprost narzuca (i tak zresztą oczywistą i jednoznaczną, ale to samo w sobie jeszcze nie jest wadą) interpretację całej historii.

James jest dla mnie bardzo ciekawą książką również z tego względu, że rzuca całkowicie inne światło na postaci, które znalem czy to z Przygód Tomka Sawyera czy też z Przygód Hucka Finna. Przykładem takiej postaci niech będzie sędzia Thatcher. Czy był on postacią, którą polubiłem – w utworach pana Twaina być może tak, a przynajmniej nie pojawiała się u mnie myśl, że może on być postacią złą. Po lekturze Jamesa mam już w tej sprawie wątpliwości – sędziego Thatchera już niekoniecznie lubię (to też ciekawa rzecz jak inne spojrzenie na to samo może odmienić sąd), jednak miałbym też wątpliwości czy można wprost nazywać go złym. To czasy, przynajmniej z przedstawionego w książce punktu widzenia były złe, sędzia Thatcher był po prostu tych czasów przedstawicielem. Z drugiej jednak strony, to przecież ludzie stworzyli tamte czasy i tamtą rzeczywistość. Zastanawiając się więc nad tym, czy sędzia Thatcher był postacią złą odpowiem, cytując pana Twardocha – „Nie wiem”. Ale ta niewiedza to dla mnie tylko dodatkowa wartość wynikająca z zestawienia tych trzech pozycji.

Jeszcze tylko słowo w kwestii tłumaczenia. Wydawca opisuje je jako „brawurowe” z czym absolutnie się nie zgadzam, a nawet co mnie drażni – nie lubię nadużywania wielkich słów, choć i mnie samemu w przypływie emocji się zdarza. Jestem akurat w czasie lektury książki _Ocalone w tłumaczeniu_ pana Stanisława Barańczaka (ależ jej czytanie jest przyjemne, ale jest również mozolne! – idzie mi to bardzo powoli, bo czacha dymi) i stałem się (przynajmniej tymczasowo) dość uważny na kwestie związane z przekładem. To właśnie z tego powodu, chcąc zweryfikować to, co napisał wydawca, sięgnąłem do fragmentów oryginału. Jeśli możemy (a uważam, że możemy) mówić o brawurze, to taką językową brawurą wykazał się raczej pan Everett. Pani Gucio wykonała natomiast, moim zdaniem, kawał ogromnie solidnej (i pewnie równie trudnej) pracy translatorskiej. Jej przekład jest i piękny i wierny (przynajmniej w tych fragmentach, które sobie porównałem) ale brawury w nim jakoś znaleźć nie potrafię. Chyba że, co byłby uzasadnione, za brawurę, zgodnie z tego słowa definicją, uznać już sam fakt porwania się na tłumaczenie tej książki – wówczas zgoda, ale brawurową w tym przypadku byłaby sama pani Gucio, a nie jej tłumaczenie.

Skoro i tak jest już długo, to nie zaszkodzi jeszcze trochę tego wpisu przedłużyć informacją zupełnie bezużyteczną, choć dla mnie ważną. Otóż do lektury bardzo pozytywnie nastawiło mnie również i to, że książkę otwiera kilka tekstów piosenek folkowych z opisywanego okresu (dziś nazywanych niekiedy "standardami"), a pierwszym z nich jest tak lubiany przeze mnie Old Dan Tucker (tutaj w świetnym wykonaniu pana Bruce’a Springsteena, tutaj w wykonaniu naszego Kraków Street Band, a tutaj – co mnie zdziwiło, że w takie coś w ogóle istnieje – cała playlista z różnymi wykonaniami tego utworu, choć nie jest ta playlista kompleta, sam znam jeszcze kilka innych😉). No i to tłumaczenie tego tekstu na język polski – pan Barańczak chyba mnie zepsuł, bo o ile uważam, że pani Gucio z prozą poradziła sobie świetnie, tak w jej przekładzie poezji – jaką, uważam są teksty piosenek – moim zdaniem trochę nie poszło. Brakuje mi w tych polskich tekstach czegoś, co ja nazwałbym „poetyckością”, a co pan Barańczak, dużo ode mnie jednak mądrzejszy, nazywał w swojej książce „dominantą semantyczną”.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Książki

25piorunów

Cytat na dziś:

– No dobrze. A teraz uciekamy.

– Dokąd?

Rincewind westchnął. Wiele już razy usiłował wyjaśnić ludziom podstawy swej filozofii, ale jakoś nic do nich nie docierało.

– Nie martw się o “dokąd” – powiedział. – z moich doświadczeń wynika, że ta kwestia zawsze się jakoś rozwiąże. Kluczowym słowem jest “stąd”

Terry Pratchett, ERYK

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Państwowy Instytut Wydawniczy przygotowuje wznowienie w serii Rodowody Cywilizacji. "Bogowie Grecji. Obraz boskości w zwierciadle greckiego ducha" Waltera F. Otto ma ustaloną premierę na 5 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmie 352 strony, w cenie detalicznej 75 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Walter F. Otto, znakomity znawca tematu, oprowadza nas po świecie wierzeń starożytnych Greków i filozoficznych podstawach europejskiej kultury. Malując piórem portrety poszczególnych bóstw olimpijskich, jednocześnie zachęca do głębszej refleksji nad istotą relacji człowiek - bóstwo. Książka jest zaskakującą podróżą w świat greckiej myśli o transcendencji - idei, której panteon bóstw z opowieści mitologicznych jest „namacalnym” ucieleśnieniem. Sam autor objaśnia we wstępie: „Jak wszystko, co greckie, także grecka idea boga jest dla nas czymś bliskim i niemal nieosiągalnie dalekim zarazem. Celem niniejszej książki było i jest przyczynienie się do przezwyciężenia uprzedzeń, które stoją na przeszkodzie pełnemu zrozumieniu owej idei oraz dopuszczeniu do głosu jej prawdziwych świadków w stopniu, w jakim na to zasługują”. Dzieło o Bogach Grecji i jego uzupełnienie w postaci "monografii" Dionizosa są uważane za kanon podejścia do analizy mitologii i mechanizmów opisu wierzeń starożytnych.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

      

Gruba ryba

w Książki

29piorunów

774 + 1 = 775

Tytuł: Tybetańska Księga Umarłych

Autor: Padmasambhava

Kategoria: Tekst rytualny

Wydawnictwo: Tłumaczył Ireneusz Kania

Liczba stron: 55

Ocena: 5/10

Oj xD

Nawet nie wiem jak to ocenić, dam 5, tak ze środka skali.

Ta książka to generalnie poradnik dla zmarłego, co ma teraz robić żeby nie trafić do piekła.

Albo nie tak... Ta książka to poradnik dla jego bliskich, co mają mu [denatowi] mówić i jak go instruować, żeby nie zaznał wspominanego utrapienia.

Naprawdę nie wiem jak to ocenić xD fabuły tu nie ma (no shit sherlock!) tekst jest typowo rytualny, ma więc ogrom powtórzeń ("O SZLACHETNIE URODZONY [IMIE DENATA] UJRZYSZ TERAZ BUDDE SRIDŹAJAWARDANAPIRAKOTTE I JEGO SIEDEMSET ŻON, NIE BÓJ SIĘ ICH") oraz nieco smieszne podsumowanie po każdym wywołaniu.

Nie powinienem naśmiewać się z książki religijnej, tym bardziej gdy jestem ignorantem bez kontekstu kulturowego, a tym bardziej-bardziej gdy dotyczy ona spraw pogrzebowych...

ALE

każdy instruktaż kończył się takim akapitem (oczywiście to parafraza na mój język):

"Noo, ufff, mamy to z głowy, po takim instruktażu to już każdy powinien zaznać spokojnego oświecenia. Także na pewno go już, zaznał, na pewno. NO CHYBA ŻEEEEEE" - i myk kolejny lvl spella po którym "NO TERAZ TO JUŻ NA STO PROCENT [...] NOOO CHYBAA ŻEEE" xd

Powtarzane praktycznie od początku do końca książki. Ogolnie te wszystkie modlitwy to takie bardzo abstrakcyjne dla mnie. Milion buddyjskich bóstw, potworów, duchowych kontynentów, symboliki, no poplątane z pomieszanym. I to wszystko językiem rytualnym i z celowymi masowymi powtórzeniami.

Ogólnie pytanie jest jedno: po co ja to czytałem?

Nie wiem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

Też czytałem, z ciekawości. Cieszę się, że udało mi się to potem odsprzedać xd Ale nie żałuję, ciekawa rzecz taki przewodnik do reinkarnacji.

Gruba ryba0piorunów

@RogerThat to prawda, ciekawe było poznać tak odmienne kulturowo spojrzenie na te kwestie. No i jaki to potężny lodołamacz na niezręczne momenty ciszy do portfolio ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mistrz

w Książki

21piorunów

773 + 1 = 774

Tytuł: Nim dojrzeją maliny

Autor: Eugenia Kuzniecowa

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: ebook

Liczba stron: 304

Ocena: 8/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5050504/nim-dojrzeja-maliny

"Wróżby to rzecz zimowa" tej autorki wywarły na mnie duże wrażenie, dlatego zabrałam się jeszcze za jej inną książkę, czyli "Nim dojrzeją maliny". To opowieść o relacjach rodzinnych między kobietami: babcią, dwiema wnuczkami, ich kuzynką, ich matką, i... dzieckiem, które trafia do nich przypadkiem. To próba odpowiedzi na pytanie, czy kobieta ma prawo iść za głosem swojego serca, czy powinna przyjąć jakąś rolę, i jeśli tak, to jaką. To próba ocalenia miejsca, które jest "od zawsze" — domu babci i sadu, który posadził dziadek.

Kuzniecowa pisze przyjemnie i lekko, zaś szczególnie doceniam to, jak jej narrator po cichu opisuje ludzi tak, że znamy ich najskrytsze myśli.

Prywatny licznik: 23/52

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz

w Książki

26piorunów

772 + 1 = 773

Tytuł: Chmara wróbli

Autor: Takashi Matsuoka

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 9/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/65238/chmara-wrobli

Kolejna książka z odmętów czytnika, tym razem ściągnięta na fali zachwytu "Shogunem". I tu mamy dzielnych, honorowych samurajów, piękne gejsze, i... chrześcijańskich misjonarzy. Zarys fabuły mocno przypomina "Shoguna", ale jest tu o wiele więcej subtelności.

Naprawdę dobra pozycja, nie będę spoilerować. Kto polubił "Shoguna", polubi też i tę książkę.

Prywatny licznik: 22/52

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Mistrz

w Książki

34piorunów

771 + 1 = 772

Tytuł: Oberki do końca świata

Autor: Wit Szostak

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Powergraph

Format: ebook

Liczba stron: 288

Ocena: 10/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5132016/oberki-do-konca-swiata

Nadrabiam bookmeterowe zaległości. Kwiecień upłynął mi pod znakiem fenomenalnych książek, a jedną z nich jest "Oberki do końca świata" Wita Szostaka. Książka, która przeleżała w pamięci mojego czytnika mnóstwo czasu, pobrana na etapie poszukiwania większej liczby chłopomańskich książek. Ot, ktoś polecił, bo fajne.

I jejku, jakaż to była uczta literacka. Książka napisana muzyką, oberkami. Rytm, powtarzające się frazy, klimat, a w tym wszystkim historia rodziny muzykantów, mistrzów oberka. Na pół realistyczna, na pół wyśniona.

Absolutna polecajka.

Prywatny licznik: 21/52

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

770 + 1 = 771

Tytuł: Ostatnie rozdanie

Autor: Wiesław Myśliwski

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 10/10

*

Tylko że według mnie fikcja prawdziwsza jest od rzeczywistości. Fikcja ustanawia wymiar naszych doświadczeń, naszą pospolitość podnosi właśnie do rangi losu.

Jeszcze nie zacząłem o tej książce pisać, a już pojawił się problem. Problemem było wybranie z Ostatniego rozdania cytatu otwierającego wpis, bo z pół książki sobie w czytniku przy lekturze tego dzieła pozaznaczałem. Kiedy już poradziłem sobie (raczej gorzej niż lepiej, przynajmniej w moim odczuciu) z wybraniem tego jednego, pojawił się zaraz kolejny problem. Chciałbym tutaj napisać coś ładnego albo może coś mądrego, a najbardziej to chciałbym napisać i ładnie i mądrze naraz. Tymczasem nie mam nawet pojęcia jak zacząć.

Ja lubię pisać o książkach. Lubię o nich pisać (i rozmawiać, choć – czy pisanie nie jest formą rozmowy?) prawie tak bardzo, jak lubię je czytać. A jednak, i jest to kolejny raz po lekturze którejś z książek pana Myśliwskiego, że nie bardzo wiem co mógłbym napisać. Chcąc być dokładnym, to właściwie nie bardzo wiem co wybrać z tego, co napisać chciałbym. I na dodatek nie bardzo wiem jak ubrać to w słowa. Bo ubieranie w słowa jest ważne, tak zresztą uważał sam autor Ostatniego rozdania twierdząc, że najważniejszą sprawą w całej powieści jest jej język (jako że w moim małym małym, prywatnym świecie moje zdanie jest dla mnie ważne, pozwalam się sobie z nim zgodzić i mnie ta moja zgoda interesuje). Więc tak, pan Myśliwski pięknie ubierał rzeczy w słowa i – wydaje mi się – pisząc o jego książkach warto byłoby się również posługiwać najpiękniejszym dostępnym mi językiem. Nie po to jednak żeby z autorowi próbować dorównywać, a już, nie daj Boże, próbować robić to lepiej od niego. Wydaje mi się (a w moim małym, prywatnym świecie moje zdanie jest dla mnie ważne), że tak po prostu wypada.

No tak. Pisać ładnie. Ale żeby pisać ładnie, to trzeba najpierw wiedzieć o czym. A o czym można napisać w przypadku dzieła, które jest kompletne? Które broni się samo i w którym – mam wrażenie (a w moim małym…) nie ma ani jednego słowa za mało i ani jednego słowa za dużo? Można napisać na przykład o swoich skojarzeniach. Literacko, wśród tych książek, które znam, w czasie lektury przychodziły mi do głowy takie pozycje jak Spis cudzołożnic pana Jerzego Pilcha (tam też cała opowieść osnuta jest wokół notesu) czy Septologia pana Jona Fosse (może dlatego, że Asle, bohater pana Fosse, również jest malarzem, tak jak bezimienny narrator pana Myśliwskiego; a może z powodu ogólnego klimatu obu tych utworów, dla mnie (a w moim małym…) tak bardzo zbliżonego?). Również literacko, choć już nie szukając śladów w twórczości, a raczej w ogólnym podejściu do literatury (a może i do życia?) prezentowanego w wywiadach i twórczości okołoliterackiej, Ostatnie rozdanie skojarzyło mi się z panem Szczepanem Twardochem. To zaskakujące jak – moim zdaniem – powieści pana Twardocha są literacko (narracyjnie?) odległe od powieści pana Myśliwskiego (choć obu autorów cenię ogromnie), a jednocześnie jak podobne wątki podnoszą. Jak choćby ten, który u pana Myśliwskiego (nie tylko w tej książce, dl mnie w Uchu Igielnym nawet bardziej) wybija się na pierwszy plan – to, że składamy się ze wspomnień i być może nie jesteśmy niemal niczym więcej niż tylko pamięcią.

Skoro już pojawiło się słowo o wątkach, to może krótko o czym jest Ostatnie rozdanie. A jest właśnie o pamięci. Bezimienny bohater-narrator powieści przeglądając swój stary notes, przeglądając znajdujące się w nim nazwiska, adresy i telefony próbuje przypominać sobie kim byli ci ludzie, którzy są w nim zapisani. Przy okazji (a może to jest jego celem) próbuje przypomnieć sobie również i siebie, bo przecież tych ludzi, których ma w swoim notesie, zapisał tam kiedyś z jakiegoś powodu. Coś kiedyś splotło jego los z ich losami. To przypominanie sobie nie idzie narratorowi dobrze: Pamięć czy niepamięć to tylko różne odmiany tej samej udręki – stwierdza w którymś momencie.

Oczywiście to nie jest tak, że cała książka skupia się wokół człowieka ślęczącego nad notesem. Narrator opowiada o tym, co wiąże się z tymi nazwiskami, które w swoim notesie znajduje. Przypomina sobie, że tego czy innego człowieka, którego nie jest pewien czy dobrze pamięta i czy nie pomylił go z kimś innym spotkał na przykład w pensjonacie prowadzonym przez jego matkę. Tę książkę skończyłem jakiś czas temu, ale zanim zabrał się o pisanie o niej musiałem ją trochę przetrawić. To, co w czasie tego trawienia uderzyło mnie, to fakt, że w notesie nie było nazwisk tych, o których w opowieści jest najwięcej: matki bohatera, krawca Radzikowskiego czy szewca Matei. Tak jakbyśmy tych, którzy w naszym życiu zajmują najwięcej miejsca, w ogóle nie mieli potrzeby zapisywać czy w jakikolwiek inny sposób utrwalać. Jakbyśmy zakładali, że oni po prostu są i będą. Że nie będziemy musieli ich szukać.

Ja bym tu jeszcze mógł dużo napisać, bo jest przy okazji Ostatniego rozdania pisać o czym. Mógłbym napisać o listach Marii albo mógłbym napisać o moim zachwycie nad dygresjami-rozważaniami we wspomnieniach bohatera, jak choćby ta dotycząca zmiany kolejności liter w alfabecie, która przecież, choć byłaby zmianą w czymś dla nas absolutnie fundamentalnym, w żaden sposób nie zmieniłaby naszego życia. Mógłbym pisać wiele, ale tylko, w nawiązaniu do ostatnich zdań poprzedniego akapitu, do tego co w Ostatnim rozdaniu uderzyło mnie najbardziej, sięgnę po cytat z zupełnie innej estetyki, można by wręcz rzec, że z całkowicie przeciwnego krańca estetyki niż ta reprezentowana przez pana Myśliwskiego. Bo równie zaskakujące (dla mnie) jest to, że choć forma skrajnie różna, treść wydaje mi się dokładnie taka sama:

Z każdym dniem łapię chwile

Ulotne jak motyle

Na stałe

Koduję we fragmentach bądź całe

Zapamiętałem już ich bez liku

Wszystkie mam w sobie

Żadnej w pamiętniku

Zaś w notatniku, bądź w kalendarzyku

Notuję zadania i termin wykonania *

*

* – Paktofonika, _Chwile ulotne_

*

EDIT: A, jeszcze teraz mi się przypomniało, że ten cytat, który wybrałem na sam początek, to niemal kropka w kropkę słowa, którymi pan Szczepan Twardoch tłumaczył to, że jego relacja z pobytu w okolicach frontu w wojnie Rosji z Ukrainą nie ukazała się, jak było zaplanowane, w formie eseju, ale w formie powieści (Null). No w książkach pana Myśliwskiego jest wszystko! 😉

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Książki

29piorunów

769 + 1 = 770

Tytuł: Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe

Autor: Robert M. Wegner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Powergraph

Format: książka papierowa

ISBN: 9788361187448

Liczba stron: 571

Ocena: 9/10

Wreszcie książka która poszła w tydzień. Teraz wiem że muszę dokupić resztę bo muszę wiedzieć kim ona jest i co się dzieje z 6 kompanią.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Cytat na dziś:

Znowu zapatrzyli się smętnie w podłogę. Wszystkie podróże w czasie mają jedną wspólną cechę: człowiek nigdy nie jest do nich przygotowany. Rincewind uznał, że może teraz liczyć tylko na jedno: że znajdzie Źródło Młodości Quirma i zdoła jakoś przeżyć parę tysięcy lat, by w odpowiedniej chwili zamordować własnego dziadka. Był to jedyny aspekt podróży w czasie, który wydał mu się choćby śladowo interesujący. Zawsze uważał, że jego przodkom należy się jakaś nauczka..

Terry Pratchett, ERYK

Fanatyk

w Książki

11piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Wydawnictwo W.A.B. zapowiada historyczne wznowienie. "Pierwsza krucjata. Wezwanie ze Wschodu" Petera Frankopana rozpocznie się 3 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 352 strony, w cenie detalicznej 69,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Oksfordzki historyk Peter Frankopan przedstawia nowe spojrzenie na przyczyny pierwszej krucjaty, która zapoczątkowała świętą wojnę.

W 1096 roku kwiat rycerstwa europejskiego ruszył wyzwalać Jerozolimę z rąk muzułmanów. Bezpośrednią przyczyną pierwszej krucjaty miało być przemówienie papieża Urbana II wygłoszone w Clermont. Co sprawiło, że zaczął nawoływać do świętej wojny, obiecując w zamian odpuszczenie grzechów? Peter Frankopan poszukuje odpowiedzi na te pytania nie tam, gdzie jego poprzednicy, ale w stolicy cesarstwa wschodniego, w Konstantynopolu. Przejrzyście przedstawia splot interesów politycznych cesarstwa i papiestwa, który doprowadził do świętej wojny.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

   

Autorytet

w Książki

19piorunów

768 + 1 = 769

Tytuł: W wysokiej trawie

Autor: Stephen King, Joe Hill

Kategoria: horror

Format: ebook

Liczba stron: 58

Ocena: 7/10

Krótki horrorek od Kinga. Trzyma w napięciu, historia dość ciekawa i tajemnicza.

Rodzeństwo słyszy wołanie o pomoc chłopca, który zgubił się w wysokiej trawie i postanawia go poszukać. Jednak po wejściu w wysoką trawę zauważają, że wyjście stamtąd jest niemożliwe.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

32piorunów

767 + 1 = 768

Tytuł: Projekt Hail Mary

Autor: Andy Weir

Kategoria: science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: ebook

ISBN: 9788328728905

Liczba stron: 512

Ocena: 8/10

Prywatny licznik: 7/24

Nie będę pisał tu nic o fabule, bo ciężko napisać cokolwiek, żeby nie narobić spoilerów. Książkę czyta się dobrze i szybko. Podobała mi się dwutorowa narracja i stopniowe odkrywanie tajemnicy z przeszłości. Nie podobała mi się natomiast ta hollywoodzkość części historii. Fabuła w niektórych kwestiach była uproszczona i była to dla mnie przyjemna historia do szybkiego łyknięcia. Bez jakiegoś wielkiego efektu wow.

Zastanawiałem się między 7 a 8. Dałem 8 bo ostatnie 150 stron nieźle mnie wciągnęło i mam dziś dobry humor.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

Z tego co pamiętam, to ta irytująca hollywoodzkość jest tam w dość skrajnym wydaniu

Gruba ryba3piorunów

@splash545 ciekawe czy tak duża popularność Projekt Hail Mary czy ostatnio Dungeon Crawler Carl to nie jakiś efekt tiktokizacji literatury, gdzie ma być ciągle dużo wszystkiego i szybko

GURU2piorunów

@JapyczStasiek na dobrą sprawę w książce momentami to był taki typowy hoollywoodzki film katastroficzny z masą totalnie przerysowanych scen, pustymi postaciami, które wpisywały się w dokładnie jeden amerykański stereotyp i ultra kompetentnym głównym bohaterem, który potrafi wszystko i to z głowy. Od fizyki, przez biologię, programowanie, wiedzę o właściwościach materiałów, kończąc na lingwistyce i perfekcyjnym słuchu, bo bez niego to by nie było tak dobrej i szybkiej nauki pewnego języka. W ogóle gdyby podejść do tego tematu tak, jak autor podchodzi do fizyki, to nauka powinna trwać latami, o ile w ogóle byłaby możliwa.

Dla mnie PHM to taki tytuł, co poszedł w świat z łatką twardego SF i dzieła wybitnego, a to po prostu popcorn, który fajnie się czyta - choć nie zawsze, jak człowiek na jakimś etapie zwątpi.

Lider1piorunów

@Dziwen no dokładnie. Zupełnie nie tego się spodziewałem. A po tych pierwszych wstawkach z akcją na Ziemi. Te przeloty odrzutowcami i wszechwładna kierownik projektu, to prawie zrobiłem dnf. 😛 Większość książki miałem przed oczami ocenę 7, a ja ogólnie mam tendencję do zawyżania ocen o jedno oczko. Dla mnie to była książka na poziomie jakiegoś kryminału, albo o może jakiejś książki z Reacherem w roli głównej.

GURU1piorunów

@splash545 ja miałem dwa podejścia, bo za pierwszym uznałem, że szkoda się irytować tylko po to, by wiedzieć o co chodzi z tym astrophagem. Odpadłem chyba gdzieś na krótko po pewnym ultra dziwnie napisanym romansie naukowców, jak Ryland znowu odkrywa, że coś pamięta z głowy, mimo że nigdy się jakoś specjalnie tego nie uczył. Ogólnie w pewnym momencie dla mnie ta postać totalnie straciła wiarygodność i gdyby nie Rocky, to chyba bym tego w ogóle nie skończył, nawet za 2 podejściem. Nienawidzę takich postaci, co potrafią wszystko, czego wymaga fabuła, a ich błędy najczęściej wynikają z przyczyn losowych, a nie ich własnych pomyłek. Ryland na spokojnie nie musiałby być ekspertem we wszystkim, miał komputer pokładowy, jakieś tam w miarę ogarnięte SI pokładowe, mógłby z tego korzystać i pozostać wiarygodny. Zamiast tego jest intelektualnym terminatorem. xD

Lider1piorunów

@Dziwen też się jakoś z nim nie polubiłem i prawdą jest co napisałeś. Ale po tych absurdach na Ziemi, to mnie to aż tak nie razilo xd, bo zacząłem traktować tę książkę z przymrużeniem oka. No i tak Rocky również dla mnie był siłą tej książki. 😉

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Książki

22piorunów

766 + 1 = 767

Tytuł: Otwierać! Policja. Brutalna prawda o życiu na służbie

Autor: Sierżant Bagieta

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: MANDO

Format: audiobook

ISBN: 9788327738165

Liczba stron: 256

Ocena: 6/10

Nie znam pana z internetów, ale książka całkiem ok. Policjant opowiada różne historie i anegdotki ze swojej pracy (dopóki tam pracował). Opowiadane historie od szkółki do odejścia z policji, a i coś z wcześniej się trafi. Może być.

Licznik prywatny: 28/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

@crs333 znam wojskowych i policjantów, po⁎⁎⁎⁎ne akcje mieli, napierdalali ludzi i czasem padały strzały bo tak trzeba. nie chciał bym tam pracować zwłaszcza w policji jak tyle patologi jest.

Osobistość3piorunów

@Hoszin chyba zależy gdzie pracujesz i w jakim wydziale, no i najbardziej jakim człowiekiem jesteś. Nie ma co mówić, że wszyscy są jebnięci. Znam kilku policjantów jeden w powiatowym w narkotykach, dla niego normalka było przymusić kogoś do zeznań a w domu z tego co wiem lał żonę i takie tam. Drugi też w powiatowym, ale większym, zwykły krawężnik co jeździ na interwencje i w porządku koleś.

Gruba ryba4piorunów

@crs333 no ja się nasłuchałem jak robili interwencje czasem w domach to też bym wyłączył kamerę i najebał kolesiowi co bił dziecko.

Gruba ryba1piorunów

@crs333 ja znam całych dwóch "normalnych" i pomimo, że chlory konkretne to przyzwoite chłopaki.
Co nie oznacza, że nie pracują w tej formacji zjeby. Ba, zawsze uważałem, ze psiarnia to odpady...słabi wobec silnych, silni wobec słabych.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Książki

19piorunów

765 + 1 = 766

Tytuł: Polski SOR. Uwaga, będzie bolało

Autor: Jan Świtała

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: MANDO

ISBN: 9788327730978

Liczba stron: 288

Ocena: 6/10

Trochę historii z SORu, trochę z karetki i wyjazdów. Do tego historie z granicy z Białorusią i z początków wojny na Ukrainie. Wymienione też trochę absurdów prawnych i przepisowych. Całkiem spoko.

Licznik prywatny: 27/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Specjalista0piorunów

@crs333 jestem w połowie , i mam mieszane uczucia , wydaje się mocno przerysowane dziwnymi opowieściami.Mocno odklejony,dzieciak,narcyz, nie idzie tego poskładać w całość , gość w depresji na lekach pisze że się nigdzie nie może załapać , krąży bez celu po Polsce , pali zioło pije i wszyscy źli tylko on dobry wie jak może zmienić służbę , i całe szczęście że go mieli na granicy ukraińskiej zaledwie 20km od polskiej granicy bo przecież tam się odbywały najcięższe walki , jak np. Opisana walka ukraińskiego myśliwca który zestrzelił rosyjski myśliwiec który wybuchnął nad chłopem który skoczył na swoje dzieci by je osłonić przed kulą ognia i szedł później 3 dni z zawałem , oczywiście wszystko poparte zdjęciami tak zwanymi samojebkami (czyt.selfie) opowieści z granicy białoruskiej też tak naciągnięte , że Netflix by się nie powstydził , jak policjanci czy żołnierze popełniali samobojstwa bo widzieli jak białoruskie służby gwalca Irakijkę która wypchnęli za granicę .No nie bardzo mi się to klei z tym co ja widziałem jak byłem na granicy.Ale instagram i konta online dobrze zareklamowane .Oczywiscie lamęt że ktoś śmiał przyjść po pomoc na sor i jak to pacjenci nie odpowiedzialni , ale już znikające leki w tym morfina bo trzeba jechać na granicę ratować ludzi i robić USG ciężarnym w lesie , i znalezienie się w tej sytuacji jest usprawiedliwiane , bo to jest normalne że w XXI w przylatuje się na Białoruś by przez las dostać na teretorium UE by dotrzeć do Niemiec na zasiłek i tworzyć islamską kulturę w kraju UE , a dlaczego nie przejdą przez przejście graniczne , hmm bo prawo UE przewiduje że w Polsce musieli by się ubiegać o azyl a oni nie chcą w Polsce 😉.Polak zły bo przyszedł do lekarza , uchodźca w klapkach zimą w lesie ok , szkoda że nawet jednego foto nie wrzucił do książki tych kobiet i dzieci w lasach , za to selfików trzeba było dać kilkanaście żebyśmy nie zapomnieli czytając jak autor wygląda , chociaż ghostwriter mógł się wykazać profesjonalizmem .

Gruba ryba

w Książki

23piorunów

764 + 1 = 765

Tytuł: Krocząc w strac

Autor: James Swallow

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 592

Ocena: 7/10

“Nie czyni nas wyjątkowymi staczanie się na dno ani nawet wznoszenie się ku światłu. Wielkość charakteru mieści się pomiędzy tymi dwoma ekstremami, w niekończącej się walce z nimi.” Sanguinius

XXI część cyklu Herezja Horusa

Jest trzydzieste pierwsze tysiąclecie, trwa Wielka Krucjata mająca na celu zjednoczenie ludzkości rozproszonej po całej galaktyce. Świat za światem jest przyłączany do Imperium Człowieka lub unicestwiany. Mistrz Wojny kieruje Sanguiniusa wraz z jego legionem Krwawych Aniołów ku położonej na krańcu galaktyki gromadzie Signus, w której ludzkim światom grozi agresja obcych.

Tym razem nie jest to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z innych książek serii tylko samodzielna powieść, której akcja dzieje się zarówno przed, w trakcie, jak i po wydarzeniach w systemie Isstvan.

James Swallow operuje odmiennym stylem literackim, w którym mniej jest dramatycznego zadęcia, a więcej szczegółowych opisów. Opowieść rozwija się powoli i płynnie zmienia ton poczynając od przygodowego, a następnie przekształca się w pełen tajemnic kosmiczny horror. Podobało mi się to, że większość akcji przedstawiona została z perspektywy nie kapitana kompanii, a szeregowego medyka. Mniej więcej w połowie książki autora poniosła jednak wyobraźnia: warstwa horroru stała się surrealistyczna by nie rzec niedorzeczna i niebezpiecznie zbliżyła się do fantazji Grahama Mastertona.

Nieco irytuje też postsowieckie polskie tłumaczenie, w którym legioniści zwracają się do przełożonych w liczbie mnogiej.

Samodzielna opowieść dziejąca się gdzieś na uboczu od głównego wątku oraz potwierdzająca twierdzenie, że Herezja Horusa jest jak pudełko czekoladek: po dwóch przepysznych smakołykach ta okazała się po prostu niezła, a w ostatecznym rozrachunku ocenę końcową ratuje satysfakcjonujące zakończenie.

Autorytet

w Książki

26piorunów

763 + 1 = 764

Tytuł: Lem. Życie nie z tej ziemi

Autor: Wojciech Orliński

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne

Format: ebook

Liczba stron: 440

Ocena: 7/10

Moja ocena tej książki była dosyć trudna. Z jednej strony strasznie długo się z nią męczyłem. Ale chyba po prostu miałem kryzys czytelniczy. A z drugiej strony czytało mi się ją całkiem dobrze. Brzmi to dziwnie ale tak było xD

Jest to pierwsza biografia Lema jaką przeczytałem więc nie mogę porównać jej do innych. Autor bardzo często odnosi się do "Wysokiego zamku" i rozmów z Beresiem.

Książka teoretycznie jest bardzo dobra. Pisana bardzo przyjemnym językiem, przedstawia życie Lema od dzieciństwa do śmierci, no ale coś mi nie zagrało. Jakoś nie zaskoczyła mi i czułem że temat jest tylko liźnięty powierzchownie. Jak ktoś chce poznać życie Lema bez wchodzenia w większe szczegóły to jest świetna pozycja. No ale czuć lekki niedosyt.

Osobisty licznik: 7/30

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen0piorunów

@Pstronk Orliński jest fanem Lema i bardzo dobrze zna jego twórczość, ale popełnił w książce trochę błędów, które wymienił Ebenezer Rojt na swoim blogu: https://kompromitacje.blogspot.com/2018/03/orlinski-znowu-o-lemie.html#przyp1 O ile rozumiem (słuszne!) zastrzeżenia Rojta, to nie ukrywam, że podobała mi się książka Orlińskiego. Biogram Orlińskiego ma tylko jedną poważną wadę - nierównomierny rozkład zagadnień. Pasje motoryzacyjne Lema nie są tak istotne jak ostatnie lata życia, gdzie Lem na bieżąco komentował sprawy polityczne i nowe trendy w nauce. Orliński zaś ostatnie lata życia Lema potraktował bardzo po łebkach.

Polecam z całego serca przeczytać jeszcze biografię "Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku. Biografia" Agnieszki Gajewskiej. Autorka zrobiła naprawdę dobrą robotę, docierając do nieznanych wcześniej źródeł, które zdemaskowały nieco lemowskich mitów.

Wojciech Orliński znowu o Stanisławie Lemie albo zmyśleń ciąg dalszyZmyślenia, bałamuctwa, blagi, nonsensy, plagiaty, paralogizmy etc. oraz nieuctwo i hochsztaplerstwo w pismach i wypowiedziach osób publicznych.Kompromitacje

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

762 + 1 = 763

Tytuł: Jeden dzień w starożytnym Rzymie. Życie powszednie, sekrety, ciekawostki

Autor: Alberto Angela

Kategoria: literatura popularnonaukowa

Wydawnictwo: Czytelnik

Format: książka papierowa

Liczba stron: 344

Ocena: 7/10

Ciekawa książka o codzienności starożytnych rzymian, ciekawie napisana. Razem z autorem przemierzamy przez starożytny Rzym w roku 115 za panowania cesarza Trajana. Poznajemy codzienne nawyki tamtejszych ludzi począwszy od tego jak się załatwiają w kibelkach po spędzanie czasu w łaźniach. Podobało mi sie to, że jest to napisane w sposób jakbyśmy to my spacerowali z autorem. Co kilka "godzin" w trakcie dnia sa napisane też ciekawostki. Polecam jak ktoś lubi tematykę starożytności.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk

w Książki

14piorunów

Newsy książkowe od Whoresbane'a!

Dom Wydawniczy REBIS ogłasza dodruk z uniwersum Diuny. "Heretycy Diuny" Franka Herberta wrócą do sprzedaży 12 maja 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 624 strony, w cenie detalicznej 59,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.

Blisko półtora tysiąca lat po śmierci Boga Imperatora we wszechświecie dużo się zmieniło, jednak Tleilaxanie, Ixanie i Bene Gesserit pozostali na scenie, a nieżyjący Leto II wciąż kładzie się cieniem na ich przeszłości.

Walcząc o supremację, a zarazem usiłując ocalić zgromadzenie przed napływającymi z Rozproszenia dostojnymi matronami, Bene Gesserit układają diaboliczny plan. W jego centrum tkwią kolejny ghola Duncana Idaho i żyjąca na Rakis dziewczyna, która… rozkazuje czerwiom.

 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)

⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane

      

Fanatyk

w Książki

17piorunów

Cytat na dziś:

Rincewindowi przyszło do głowy, żeby sprawdzić, z czego właśnie wypełzli.

Podniósł głowę.

Ponad nimi – wysoko ponad nimi – wsparty na czterech masywnych nogach opadających do wielkiej platformy na kołach wznosił się ogromny, bez wątpienia drewniany koń, a raczej zad wielkiego drewnianego konia.

Budowniczy mógł umieścić klapę wyjściową w bardziej eleganckim miejscu, jednak zrezygnował z tego dla własnych, humorystycznych zapewne powodów.

Terry Pratchett, ERYK