DeykunLider
0piorunów
Kategoria: Hydepark
DeykunLider
0piorunów
Lopez_Fenomen
0piorunówKsiążulo zrobił to, co zrobiłby każdy - monetyzuje swój wizerunek. Wiadomo, że wpierdalanie kebabów przed kamerą to nie jest biznesowa studnia bez dna, wiec stwierdził, że wypuści swoje mrożonki i dogadał się na deal z żabką.
I nagle wszystkich dupsko boli xD Sami go internauci wypromowali, to czego się spodziewali? Że "nie sprzeda się", że "nie jest komercyjny" i będzie sobie dla hobby nagrywać te filmiki dalej? xD
I tak lada moment content by się wyczerpał, a tak to zbije potężny pitos, a frajerzy co będą kupować te produkty i tak się znajdą. Tak się po prostu robi biznes.
Chłop i tak według mnie ma props za to, że się nie sprzedał przy pierwszej lepszej okazji do fejm mma czy innego gówna, albo nie promował za kasę cudzych restauracji, tylko sobie konsekwentnie nagrywał swoje filmiki. Ale głupi nie jest i pewnie przekalkulował sobie, że w kółko z tej jednej rzeczy nie będzie pomnażać majątku, więc wypuścił sobie jakieś gówniane żarcie pod swoim brandem i nagle ból d⁎⁎y połowy internetu xDD
Tak się robi siano i szacun dla chłopa. Kto nie chce, ten niech nie kupuje, tak działa wolny rynek xD Ja na przykład w życiu bym za to nie dał 25 zł, ale jak się znajdą chętni, to nic mi do tego co Polacy pakują se do japy.
O kurde, ale afera o jakiegoś placka.
alaMAkotaGURU
7piorunówHydraulik z Warszawy okazał się seryjnym mordercą
Udało się go zatrzymać niemal przez przypadek. 23 lutego 2025 roku starsza kobieta zadzwoniła do banku, żeby zmienić kod PIN. Po rozmowie połączenie z jakiegoś powodu nie zostało przerwane i pracownik banku usłyszał, jak w mieszkaniu dochodzi do zabójstwa. Wezwał policję, a Michała P. zatrzymano na balkonie pod mieszkaniem ofiary.
Obecnie 43-letni mężczyzna ma postawione zarzuty zabójstwa sześciu kobiet oraz rozboju, podczas którego zginęła jeszcze jedna osoba. Śledczy sprawdzają również inne zgony starszych kobiet, które wcześniej uznawano za naturalne. Pisze o tym „Gazeta Wyborcza”.
Według śledczych mężczyzna pracował jako hydraulik i dzięki rekomendacjom uzyskiwał dostęp do mieszkań samotnych starszych kobiet. Nosił ze sobą plecak z rękawiczkami, taśmą klejącą i plastikowymi opaskami zaciskowymi. Wiązał kobiety, żądał wskazania miejsca przechowywania kosztowności, a następnie, nawet po otrzymaniu tego, czego chciał, mógł je zabić.
W telefonie Michała P. znaleziono około 75 tysięcy zdjęć. Wśród nich były fotografie przedmiotów z mieszkań starszych kobiet, a śledczy nie zdołali dotąd powiązać wszystkich zdjęć ze znanymi już ofiarami. Może to wskazywać, że przestępstw było więcej.
W sprawie pojawiają się również dwaj obywatele Ukrainy oraz Polak, który jest podejrzewany o sprzedaż skradzionych przedmiotów. Wszyscy podejrzani przebywają w areszcie, a śledztwo trwa.
https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-10-05/seryjny-zabojca-hydraulik-z-warszawy-jedna-z-najczarniejszych-serii-w-polsce/
Ejaj mogła go zastąpić...
enderwigginFenomen
5piorunów
EndrevoirGURU
8piorunówNa początku września byłem 2 razy na grzybach ale nie było czym się chwalić za bardzo, za to dziś w końcu można w pełni powiedzieć DZIEŃ DOBRY ( ͡ʘ ͜ʖ ͡ʘ) #grzyby #grzybobranie #chwalesie

lubiespacFenomen
1piorunówDzisiaj #mecz
@lubiespac znowu?
@zachlapany_szczypior Si
lubiespacFenomen
6piorunówDo świąt zostało 80 dni ❄️⛄🎁🎄
https://youtu.be/RAtk9VddRbc?si=a5wrJ5sNEwBnGcQA
#hejtoswieta

@lubiespac kurde oglądam to już któryś raz i zawsze wzrusza.
sckbWirtuoz
15piorunówSłuchajcie, mam problem...i to ogromny ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)
Mam w pracy dziewczynę, wielką dziewczynę, ze 150 kilo wagi. I mam też w biurku szufladę ze słodyczami do kawy. Ot wiecie, jak mnie najdzie to sobie coś wezmę...albo jak ktoś inny ma chęć na coś słodkiego to wie gdzie przyjść. No i kilka razy było tak, że pytała czy mam coś słodkiego bo jej się do kawy chce. Luz, no wzięła coś tam i elo. Ale od jakiś dwóch tygodni jest koszmar.
Bierze bez pytania, potrafi zeżreć wszystko co tam jest, na drugi dzień nic nie mówi tylko jak mnie nie ma w pokoju to podrzuca to co zjadła (sztuka jest sztuka). Tylko co z tego jak rano podrzuci a po południu znowu wyczyści tę szufladę? Ostatnie klika dni to nawet już wszystkiego nie oddaje tylko wrzuci co nie zje i myśli że jest okej.
Zrobiłem mały eksperyment, w tygodniu miałem dzień wolnego i wiecie co zrobiłem? Zamknąłem szufladę na klucz i odłożyłem go na biurko pod dokumentami i papierami. Po dniu wolnym przychodzę, klucz w szafce i oczywiście szuflada wyczyszczona...
Ale, żeby tego było mało, przyniosłem sobie butelkę CocaColi, postawiłem pod biurko. Upiłem sobie pół szklaneczki, bo nie specjalnie przepadam za samą Colą (wiecie o czym mówię) a resztę odłożyłem z powrotem pod biurko. Następnego dnia upita o szklankę. Kolejnego o następną szklankę i następnego o kolejną... Z prawie całej butelki upiła 2/3. Kurde, wychlać komuś napój schowany pod biurkiem to trzeba mieć tupet.
Już pomijam fakt jakim całokształtem jest toksykiem, jak bardzo od paru lat się z nią męczymy i ciągle drapiemy się po głowie kto u diabła ją tu trzyma, ale kurde takie akcje odwalać? Chcę jej zwrócić uwagę ale boję się jej tego powiedzieć. Ja jestem prostym człowiek i wygarnę jej to w twarz ale ona weźmie to za atak, zacznie kłamać że to nie ona (choć w koszu wszystkie papierki się znajdują - pani porządkowa donosi), że nikt jej nie lubi i że to mobbing i wuj wie czy gdzieś z tym nie pójdzie.
Wiec pytam was - jak jej takie podpieprzanie żarcia wybić z głowy?? Środka na przeczyszczenie wolałbym nie stosować (╯°□°)╯︵ ┻━┻
Plus jest taki, że ta akcja zbliżyła mnie z żoną, bo co rano obstawiamy czego brakuje i zrobiliśmy z tego niezłą grę ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@sckb zgłoś do HR, że ktoś Ci nagminnie kradnie itemy z szafki.
Jak to nie poskutkuje to ognia. Tak jak ktoś pisał - zostaw nadgryzione jedno ciastko. Albo kartkę z napisem "nic tu nie ma grubasku, pora schudnąć" - jak Cię zgłosi to powiesz, że to motywator dla Ciebie, bo chciałbyś rzucić słodycze i schudnąć, ale przynajmniej wyjaśniło się kto okrada Ci szafkę xD
Albo zostaw coś nietypowego. Parówki np., albo kurna boczek. Albo weź kup jakiś wyrób czekoladopodobny.
Albo zwyczajnie idź do przełożonego z tym tematem.
@ArmandoNumber5 w szufladzie lusterko, z napisem "gruba, obrzydliwa swinia, wstydź się siebie".
I tyle. Jakby co, to samemu chcesz się odzwyczaić od zaglądania do szuflady i ma działać to jak demorywator.
@sckb kup jakieś chrupki dla psa i przełóż do zwykłego woreczka.
A jak będzie brakowało, to się zapytaj na głos "hej, czy ktoś przypadkiem nie wziął z szuflady moich chrupek dla psa?"
lubiespacFenomen
7piorunów
Dałbym głowę, że rok miał wtedy 12 miesięcy.
bartek555Lider
13piorunówPrawdopodobnie najlepiej oplacany skrecacz foteli biurowych w malezji.

Nie potrzebujesz asystenta? :smiley:
@bartek555 - nic dziwnego - tapicer morski to rzadkość 😆
BarcolGruba ryba
3piorunówW sumie to przyjemniej się budzić z koszmarów niż przerywać fajny sen
#oswiadczeniezdupy
starebabyjebacprademFanatyk
19piorunów
Oooo :heart_eyes: Wielkość nie jest najważniejsza, nie przejmuj się... Zresztą zimno jest!
EpiktetLOLSum
7piorunówWniosek o pisanie egzaminu na wiosnę złożony. Sporo nauki i stresu.

Z czego egzamin chuop ma?
@FirlejDumaKatowic Lekarski egzamin krajowy.
@EpiktetLOL a to wal bazunie i elo. Chłop da radę i odjedzie porsze pamanera
@EpiktetLOL to jaki przegryw? Majątek będziesz kosił i spał na dyżurach.
@FirlejDumaKatowic Dzięki kolego. Jakbym kiedyś sobie kupił to na pewno przewiozę.
@szatkus-7 Dużo od specki zależy.
maximiliananMistrz
11piorunówCzemu pociąg pospieszny ma się zatrzymywać w Aleksandrowie Kujawskim? :thinking_face:

@maximilianan Na tej trasie w ciągu doby jedzie 9 pociągów 'pośpiesznych' tj. IC - tylko jedna Brda nie staje na wymienionych stacjach.
@zuchtomek na to Paulina mówi "A CZEMU MIESZKANCY ALEKSANDROWA KUJAWSKIEGO NIE MAJOM MIEC POCIONGU O 10 W WARSZAWIE". Serio.
@maximilianan Nie rozumiem o co teraz Ci chodzi? I nie wiem co reprezentuje sobą Paulina.
Odnoszę się do tego co widzę na załączonym obrazku.
Dla mnie problemem jest to, że jeżeli na trasie jedzie 10. pociągów tej samej kategorii i tylko 1. pomija ileś stacji żeby oszczędzić 10 minut, to nie na miejscu jest stawianie tego jednego przypadku jako przykład i normę..
@zuchtomek w sensie mi nie chodzi o to, że Paulina stosuje tak idiotyczny argument i podwaja tę głupotę mówiąc, że "akurat nie ma o 10" takiego pociągu. No wtf
@maximilianan Chwalenie się idealnymi czasami przez PKP, bez ogłaszania opóźnień na danej trasie jest bez sensu. Wiem, że aktualizowanie rozkładu jazdy na bieżąco to technologia poza zasięgiem PKP, ale mogliby chociaż przy sprzedaży biletu pokazywać średnie opóźnienia z ostatniego miesiąca, aby człowiek mógł sobie zaplanować wszystko.
W sobotę pokusiłem się o przejechanie jednej trasy pociągiem (deklarowany czas PKP 1:30h), zamiast autem (jest ~2h), bo uznałem, że zaoszczędzę czas i kasę. Przejazd trwał 2:30, bo PKP "zaskoczył" remont, trwający od jakiegoś miesiąca. W efekcie zamiast załatwić rzeczy na spokojnie, musiałem brać Ubery i biegać po mieście, gdyż musiałem zdążyć na pociąg powrotny. Oszczędności czasu ani kasy nie było, było za to trochę nerwów.
tomek-kowalskiWirtuoz
5piorunówEwa Zakrzewska od lat propaguje ciałopozytywność i jest jedną z najpopularniejszych modelek oraz influencerek plus size w Polsce. I teraz pomyślcie że taka siada obok was w pociągu, autobusie czy samolocie i jej miejsca za mało na jej tłuszcz. I żeby nie było ja sam potrafiłem z 98

boogieLider
17piorunówNiemcy, mistrzostwa świata w wabieniu jeleni 2026. Panowie w kapeluszach z piórkiem dmuchają w drewniane tuby tak, żeby brzmieć jak jeleń na rykowisku, a jury z kamienną twarzą ocenia każde porykiwanie. Na koniec do rywalizacji staje też pani w zielonym kapeluszu, ale to już widok, który zniosą tylko najtwardsi z was.
@boogie przepraszam, ale czy jak sie wyglada jakby sie obciagalo to jelenie jakos bardziej wabi? XD moze licza na loda xDD
SpleenFenomen
24piorunów
@Spleen zupełnie jak ten gołąb 😆
SzubiDubiDUGruba ryba
12piorunówJeszcze jedno zdjęcie ze wczoraj.
Zlot był pod jednym technikuum/zawodówką. Akurat robiąc to zdjęcie to wybitnie nostalgłem bo ze sceny obok leciał Karmi i Remi - Explosion a chwilę potem Beattrax - Project Well. Ogólnie to miała być impreza dla klasyków ale był klimat taki lato 2005.
I tak skojarzyłem, że na tym parkingu pod szkołą z 20 lat temu mógł stać identyczny zestaw pojazdów: BMW E36 na flagówach należące do banana, maluchy uczniów dojeżdżających z wiosek, tuningowane cinquecento z lampami seksu pewnie ucznia mechanika, losowy Hyundai Pony, golf z którego mogłaby dudnić muzyka. Jedynie merol coupe psuje kompozycję.
#motoryzacja

u mnie w technikum, to Sigma, różne BMW z serii rekiny, malacze, kalibra, ford Ka, preluda
@SzubiDubiDU jak merol nie pasuję... Przecież mógł być księdza od religii...
CzokowokoGruba ryba
14piorunówHackatony to jest super sprawa w teorii ale w praktyce to moje doświadczenia są słabe.
Na jednym organizator miał po jednym boardzie Arduino + RPI dla każdego i większość czasu spędziliśmy na debugowaniu sprzętu żeby finalnie okazało się że coś było zrypane (nie pamiętam już teraz co dokładnie, któryś scalak).
Na innym połowa zespołów znała już zadania i tylko przeklepywała sobie to co już w chacie zrobili.
Ale to było przed AI jeszcze.
Teraz idziesz na hackaton i jest konkurs kto pisze lepsze prompty i korzysta z lepszego modelu. Więc nawet element funu imo totalnie znika xD no bo ciężko jest być dumnym z aplikacji napisanej AI w taki sposób. Jeszcze widać na koniec kto z jakiego modelu korzystał bo ci co mieli Codexa mieli podobne style aplikacji i ci co korzystali z Clauda też 😅
Pójść raz żeby zobaczyć to spoko nawet ale więcej to bez sensu.
#programista15k #programowanie
@Czokowoko Najpiękniejszym zjawiskiem hackatonowym (dosłownie tak to nazywali) z jakim się spotkałem były wydarzenia organizowanie przez jedno korpo w którym miałem przyjemność zmarnować kilka lat życia.
Macie zdefiniowane z góry drużyny (normalne zespoły w których pracowaliśmy na codzień), przydzielone z góry zadania (normalne taski na ~2 tygodnie roboty), kupę papki motywacyjnej (innowacyjność, AI, nieszablonowe rozwiązania, blablabla), zimną pickę obok ekspresu do kawy. Klepnijcie w 12h to co powinno zająć dwa tygodnie a w nagrodę dostaniecie ciepłe piwo i uścisk ręki prezesa (albo i nie bo pojechał do domu). Że też regularnie część frajerstwa się na to rejestrowała xD
@Czokowoko a najlepsze są pracowe hackatony. Dostajesz z zespołem epiki które kiedyś by weszły, ale teraz PO chce je w 24h, bo to jest fun xD
CinkciarzFenomen
45piorunówVox populi - vox dei, będzie pełna relacja z TET Bułgaria. Dopóki wpis będzie dostawał chociaż jeden piorun, będę wrzucał kolejny, więc zapraszam do czarnolistowania :)
Preludium
W czwartek przyjeżdża busem P. - wtedy się poznajemy, to nasz organizator i przewodnik. Zaplanował przejazdy, zarezerwował co trzeba. Zabiera mój motocykl na pakę. Oprócz mojego będą jeszcze 3 inne, z tego tylko moja CFMoto 450, a reszta Kove 800.
Piątek to pakowanie. Ciężko mi ogarnąć wszystko: sakiewki z narzędziami, sakwy ze sprzętem na camping i jedzeniem, drybag na ciuchy, śpiwór i materac, plus namiot. Sporo tego. Nie mam jeszcze doświadczenia z takimi wyjazdami - zawsze pod namiot jeździłem autem i nie było tego problemu.
Sobota o 3 rano zaczynamy road trip. Przyjeżdżają do mnie J. - którego poznałem w tym roku i jeździłem z nim na krótsze tripy offroadowe w PL - oraz K. - znajomy naszego organizatora. Ja mam C5 w kombi, więc przeładowują cały swój szpej do niego i ruszamy.
P. wyjechał wcześniej niż my, jedzie sam, więc jak mu się chce, to śpi w busie. Świt zastaje nas na Węgrzech, w Rumunii doganiamy busa i zjadamy razem lunch. Odtąd jedziemy razem na camping Starite Borove. Granicę przekraczamy w Calafat - mostem nad Dunajem (it's uuuuge). Pierwszy raz stoję na bułgarskiej ziemi. Szybkie zakupy w Kauflandzie i pół godziny później zaczynamy rozpakowywać maszyny i stawiać obóz.
Wieczorem siadamy do stołu w kempingowej kuchni, żeby przepłukać gardła i omówić ważkie sprawy wymagające omówienia 😉 Towarzyszy nam miejscowy piesek, kotka i pajęczyca z jakąś setką młodych na plecach (Hans...). Na koniec ostatni ciepły prysznic na jakiś czas i do spania...
Niedziela
Umówiliśmy się na 9:00, więc mój budzik dzwoni o 7:00. Nad ranem było jakieś 6 stopni - w środku nocy zakładałem softshell, mimo że miałem na sobie bieliznę z merino, to będzie nauczka na przyszłość. Nie chce mi się wychodzić ze śpiwora, ale wiem, że trzeba, bo pakowanie trochę mi zajmie. Zaczynam od zrobienia kawy i pochłaniam serek wiejski z wczorajszą bułą. Po śniadaniu wracam i widzę, że chłopaki już wstali. Każdy ogarnia się, jak umie: opróżniamy auta, ładujemy sakwy. Ja i K. wyglądamy jak cygański tabor, a J. i P. - jako ci bardziej doświadczeni - stawiają na czysty minimalizm. No, zobaczymy!
Ruszamy po 9:00, prawie planowo. Pierwsze 40 km to asfalt. W końcu na horyzoncie pojawia się pasmo górskie, a po chwili zajeżdżamy do miasteczka Белоградчик (Bełogradczik) dolać wachy. Ruszamy dalej, przelatujemy przez ryneczek, na którym - o dziwo - kręci się karuzela z konikami. Jeszcze dwa zakręty i szok! Mieścina leży tuż obok ogromnych skalnych ostańców. Klimat trochę jak w Karkonoszach, widoki wspaniałe, na parkingach kręci się trochę turystów, ale my tylko się rozglądamy i zjeżdżamy winklami w dół. Kawałek dalej, obok Боровица (Borovitsa) ciągnie się cała ściana takich skalnych „mnichów” wzdłuż drogi. Niezbyt wysokie, ale robią spektakularne wrażenie! Jedziemy dalej, zakręty się wiją, ale przecież nie po to tu przyjechaliśmy!
W końcu odbijamy z asfaltu. Na dzień dobry doganiamy jakieś konie, które luzem kłusują ścieżką do góry. Czy tu są dzikie konie? A jeżeli czyjeś, to dlaczego biegają bez opieki po lesie? W końcu odbijają na bok, mijamy je i natychmiast zaczyna się grubo. Droga jest sucha, ale strasznie rozjeżdżona: głębokie koleiny wyżłobione przez wodę, progi skalne i pełno luźnych kamieni. Czasem wykładam się ja, czasem K., który wyznaje, że taką drogą jeszcze w życiu nie jechał.
Ja padam na jednym z podjazdów - stromo w opór, wypadłem z koleiny i nagle mnie zarzuciło. Motocykl ciężko postawić w takim terenie. Próbuję ruszyć, ale znikąd nie da się nabrać prędkości na tych wertepach. W końcu wydrapuję się na bardziej płaski teren, ale po chwili znowu mnie zarzuca i leżę. J. pomaga mi postawić sprzęt, ale obwieszczam mu, że moje sprzęgło prawie nie chwyta. Sprawdza sam, próbuje podjechać i lipa. P. wraca do nas i stwierdza, że trzeba po prostu poluzować linkę. Kombinerki, chwila roboty, po czym P. próbuje startować, a ja pcham. Sukces! Wyjechał na prostszy odcinek, do którego muszę podejść jakieś 20 metrów. Stwierdzam w duchu, że za nic nie chciałbym iść tym szlakiem pod górę na piechotę.
Podjazdy robią się ciut łagodniejsze, wjeżdżamy w las, ale i tak trzeba bardzo uważać. W pewnym momencie stawia mnie bokiem i zaliczam kolejną wywrotkę. Jestem cały, chociaż stopa nieźle boli. Okazało się, że nie zauważyłem grubej gałęzi wystającej z boku drogi - wbiła mi się w sakwę i złamała, przez co nagle mnie przestawiło. Siedzę chwilę i masuję stopę, ale cieszę się, że mam dobre buty, a gałąź nie wbiła mi się w udo albo nie urwała nogi.
Dalej jadę już dużo ostrożniej, omijam większe kamienie i patyki, ale za chwilę staje P. - złapał kapcia z tyłu. Opona dętkowa, ma zapas, więc od razu zabiera się za wymianę. Badyl pod wahacz, klucz płaski i jazda. Mamy kompresorki, a chłopaki z niejednego pieca chleb jedli, więc praca idzie sprawnie. Schodzi na tym jakieś 40 minut. A kiedy w końcu ruszamy, okazuje się, że byliśmy zaledwie 100 metrów od wyjazdu z lasu na przepiękną połoninę. Nie mógł złapać gumy w pełnym słońcu, gdzie są takie widoki?!
Teraz jazda to już czysta przyjemność - zupełnie jak po Połoninie Caryńskiej w Bieszczadach, z tą różnicą, że dookoła nie ma ani żywej duszy. Zatrzymujemy się na szczycie, obok psów pasterskich, które na szczęście odchodzą, gdy słyszą gwizd pasterza. Na najwyższej skałce stoi ławeczka. Siadamy i podziwiamy krajobrazy - widoki są absolutnie niesamowite! Cykamy foty (wychodzą fantastycznie), pogoda jest dla nas łaskawa, tylko mocno wieje - ale trudno się dziwić na wysokości ponad 1500 m n.p.m.
Po dłuższej chwili siadamy na koziołki i ciśniemy dalej połoniną, z tą różnicą, że zaczyna się zjazd. W pewnym momencie drogę grodzi ogrodzenie pod napięciem - musimy odczepić przewody, żeby przejechać. Okazuje się, że pasą się tu krowy, które płoszą się na dźwięk silników. Odczepiamy kolejny drut i wyjeżdżamy.
Połoniny się kończą, wracamy do leśnej jazdy. Jadący na przedzie P. nagle się zatrzymuje. Schodzi z maszyny, patrzy... znów guma. Bierze trzy głębokie wdechy i mówi, że jak latali po Maroku, to w całej ekipie pękło 7 kapci, ale on sam nie złapał ani jednego, a tu ma dwa pod rząd! No trudno, kolejny postój i jazda z tematem. Łatanie trwa około godziny, bo zapasowa dętka poszła przy poprzedniej awarii.
Po ruszeniu ciągle w dół. Czasem robi się czysty hardcore: gołe skały, na których leżą kamienie różnej wielkości. Nie chciałbym tędy schodzić, a co dopiero zjeżdżać! Na szczęście w końcu pojawiają się pierwsze oznaki asfaltu oraz pierwsze wsie. Wyglądają jak opuszczone: budynki się walą, wszystko pozarastane, widać gołym okiem brak pieniędzy. W małym miasteczku parkujemy pod bułgarską „Żabką”, tuż obok wolno dekomponującej się buchanki. Kiedy K. robi jej fotkę, podjeżdża rozklekotaną Polówką jakiś gość i pyta, czy nie chcemy jej kupić za 1500 € xD. Robimy zakupy na wieczór, ale pieczywa niestety brak - w końcu to niedziela wieczór (ale humor gitówa!). Nie ma problemu, jak ktoś biedy zaznał, to i kiełbasę bez chleba zje 😉
Wjeżdżamy w końcu na szerszą drogę, ale niedługo potem odbijamy w stary, popękany asfaltobeton, ze szczelin którego wyziera mech. Żadnych aut, żadnych ludzi - klimat żywcem z Czarnobyla (na każdym znaku cyrylica), i tylko pozarastane cmentarze świadczą o tym, że kiedyś ludzie tu mieszkali.
Z tego odcinka skręcamy w las na końcówkę dzisiejszego offroadu. Jedziemy kilka kilometrów, lekko nie jest, ale bez większych niespodzianek docieramy do jakiejś polany. P. decyduje, że tu rozbijamy obóz. Parkujemy i od razu bierzemy się za rozkładanie sprzętu, bo słońce ucieka w mgnieniu oka. Tradycyjnie już chłopaki zazdroszczą mi namiotu rozkładanego w 5 sekund, a J. - wędkarskiego krzesełka.
Gdy obozowisko stoi, zbieramy drewno i rozpalamy ognisko na środku polany. Siedzimy do późna, a rozmowy podkręca zimne piwo i przywieziona z Polski wiśniówka. Zza drzew wychyla się łysy łeb księżyca, a z głośnika płyną klasyki - w końcu wszyscy tutaj mamy już solidnie wygrzane PESELe.
W końcu czas się rozejść do namiotów. Cieszymy się, że wszystko się udało i każdy z nas dotarł cało na nocleg. Pora spać.

Super się czytało! Zazdro. Weźmiecie mnie z Betą 125? 😛
Panie prosimy daj wiecej